Posts Tagged „żydzi”<

Złote żniwa na sowieckiej granicy

29 kwi 2011

Podczas niedawnej dyskusji na temat „Złotych żniw” Jana Tomasza Grossa właściwie nikt się nie spierał co do podstawowych faktów.

Nagromadzone przez publicystę drastyczne relacje opisujące brutalne postępowanie polskich chłopów wobec Żydów były w większości prawdziwe. Rzeczywiście, część naszych rodaków podczas okupacji zachowywała się wobec współobywateli wyznania mojżeszowego haniebnie.

Problem zaczynał się, gdy Gross przechodził do wniosków. Pomijając już obłędne uogólnienia autora „Złotych żniw” (np. że mordowanie Żydów było w okupowanej Polsce rodzajem powszechnie akceptowanego narodowego sportu), sprzeciw wywoływał sposób, w jaki wyjaśniał on te patologiczne zachowania. Otóż, zdaniem Grossa, polskimi chłopami kierowały endecki antysemityzm oraz kościelny antyjudaizm.

Adwersarze Grossa wskazywali, że przyczyna była znacznie bardziej prozaiczna. Ludzie, którzy okradali i zabijali Żydów, na ogół prymitywni, niepiśmienni chłopi, działali z niskiej pobudki, jaką była chciwość. W warunkach wojennego zezwierzęcenia ludzie ci, aby się wzbogacić, gotowi byli na każdą podłość.

Dyskusja ta przypomniała mi się, gdy czytałem książkę Piotra Kołakowskiego „Pretorianie Stalina” (Bellona, Warszawa 2011), która traktuje o działalności sowieckich służb specjalnych na terytorium Polski podczas II wojny światowej. Nawiasem mówiąc, jest to jedna z najważniejszych monografii ostatnich lat i w najbliższym czasie poświęcę jej więcej miejsca. Na razie jednak tylko jeden fragment dotyczący sytuacji na granicy sowiecko-niemieckiej wiosną 1940 roku.

Otóż NKWD w obliczu masowych migracji między polskimi strefami okupacyjnymi zdecydowało się na uszczelnienie linii demarkacyjnej. Użyto do tego klasycznych środków: zaorane pasy ziemi, zwoje drutów kolczastych, dodatkowe strażnice i wzmożone patrole. Sowieckie służby zastosowały jednak również środki niekonwencjonalne: wyznaczyły nagrodę 50 rubli dla polskich chłopów, którzy wydadzą im przekradających się kurierów i żołnierzy podziemia.

Efekt? Prawdziwe złote żniwa na granicy niemiecko-sowieckiej. Na przykład niejaki Wincenty Krawczyk ze wsi Siemieżyce, gmina Wołowiczowce, doniósł bolszewikom na trzech przekraczających granicę oficerów. Wszyscy zostali aresztowani. Jan Romańczuk z Kolonii Bubiszki wydał zaś innego oficera, który został na miejscu zastrzelony. Jeden ze świadków tych wydarzeń tak opisywał później swoje przeżycia:

„W dniu 15 V 1940 roku opuściliśmy Białystok, kierując się ku granicy. Przewodnik zawiódł i wpadliśmy w ręce straży granicznej. Wydała nas dziewczynka – pastuszka (Polka), która pasąc bydło w lesie, spostrzegła nas i widocznie dała znać rodzicom, którzy zawiadomili straż graniczną. Już będąc aresztowanym, widziałem na posterunku wieśniaka – Polaka, któremu sowiecki lejtnant dawał pieniądze, a on tłumaczył, że za tyle złapanych ludzi jest to za mało”.

Nie trzeba chyba dodawać, że w większości przypadków los wydanych Polaków był tragiczny. Przetrwali tylko ci, którzy byli na tyle odporni, by doczekać w obozie koncentracyjnym do lata 1941 roku i amnestii ogłoszonej po podpisaniu paktu Sikorski – Majski.

Jak jednak wyjaśnić zjawisko wydawania tych ludzi przez chłopów? Gdyby stosować metodę Jana Tomasza Grossa, należałoby stwierdzić, że denuncjatorzy kierowali się wyssanym z mlekiem matki antypolonizmem i tradycyjnym antykatolicyzmem. Szkopuł w tym, że sami byli Polakami i katolikami. Pozostaje więc tylko jedno wytłumaczenie – łatwo zarobione 50 rubli.

Czy się to Grossowi i jego wielbicielom podoba, czy nie, dla bandyty narodowość ofiary nie ma najmniejszego znaczenia. Uciekający z gett Żydzi nie ginęli z rąk polskich chłopów dlatego, że byli Żydami, ale dlatego, że istniało prawdopodobieństwo, iż mają przy sobie gotówkę lub kosztowności. Gdyby na ich miejscu w lasach GG błąkali się wyjęci spod prawa Francuzi, Amerykanie czy polscy oficerowie, spotkałby ich dokładnie ten sam los.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Obraza nie dla katów, ale dla ofiar

12 lip 2010

Coś tak absurdalnego jak „Happening ‘Płonie Stodoła’”, mogło wśród Polaków wywołać najwyżej zażenowanie i niesmak. Zrobiło za to dużą przykrość Żydom – pisze dziennikarz „Rzeczpospolitej”.

Był już penis wpisany w krzyż, polska flaga w kupie i meteoryt miażdżący Jana Pawła II. Wydawało się, że awangardowym „artystom” trudno już będzie wymyślić coś bardziej groteskowego. Okazuje się jednak, że ludzka wyobraźnia nie ma granic. Tym razem modny warszawski twórca Rafał Betlejewski postanowił spalić stodołę z okazji 69. rocznicy pogromu w Jedwabnem. I rzeczywiście, stało się to w niedzielę o godzinie 20. we wsi Zawada pod Tomaszowem Mazowieckim.

Zachwyt salonów

Podobnie jak w przypadku większości innych dzieł „sztuki nowoczesnej”, trudno zrozumieć, o co właściwie chodziło. Sam autor nie bardzo potrafi to wytłumaczyć, zasłaniając się pustymi frazesami w stylu: „chcę odbudować utraconą przez Polaków wspólnotę cierpienia z Żydami” czy „Holokaust jest tematem słabo w Polsce rozwiniętym, słabo wciągniętym w orbitę debaty intelektualnej, chciałbym to zmienić”.Mimo podobnych wykrętasów odsłaniających miałkość całego przedsięwzięcia wywołało ono zachwyt salonów intelektualnych. Imprezę swoją obecnością miał uświetnić sam Jan Tomasz Gross, autor słynnych „Sąsiadów”, ekscytowali się nią niektórzy publicyści „Gazety Wyborczej”. W stodole bowiem „w ogniu miał spłonąć nasz antysemityzm”, co miało wstrząsnąć Polakami i sprawić, żeby przypadkiem nie zapomnieli o czarnej karcie swojej historii.

Wydawało się więc, że pomysł jest idealny i że będzie jak zwykle. Prawica podniesie larum, może ktoś nawet pozwie Betlejewskiego do sądu za obrazę narodu i znowu będzie można zewrzeć szyki i przystąpić do boju. Zmobilizować autorytety do podpisania listu w obronie „zaszczutego artysty”. Napisać kilka tekstów ostrzegających przed demonami polskiego nacjonalizmu, które znowu ukazały swoją obrzydliwą twarz.

Obawiam się jednak, że tym razem Betlejewski i jego admiratorzy przedobrzyli. Coś tak absurdalnego jak „Happening „Płonie Stodoła”" mogło wśród Polaków wywołać co najwyżej zażenowanie i niesmak. Zrobiło za to dużą przykrość Żydom. Pomysł negatywnie ocenił zarówno ambasador Izraela Zvi Rav-Ner, jak i przewodniczący Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Polsce Piotr Kadlcik.

Jak na wiejskim festynie

Promująca Betlejewskiego „Gazeta Wyborcza” wielokrotnie pisała – i słusznie – o specjalnej wrażliwości Żydów, która jest skutkiem Holokaustu. Wrażliwości tej nie uszanował właśnie Betlejewski. 10 lipca 1941 roku w stodole w Jedwabnem żywcem spalono kilkuset ludzi. Mężczyzn, kobiety i dzieci. Zginęli w straszliwych męczarniach.

Uczczenie rocznicy tego wydarzenia spaleniem stodoły, które odbyło się w atmosferze wiejskiego festynu (ludzie pili piwo i klaskali), jest wyjątkowym nadużyciem. Wykorzystaniem symbolu straszliwej tragedii do żenującego wybryku. Obrazą nie dla katów, ale dla ofiar. Rozmawiałem na ten temat z kilkoma Żydami i wszyscy byli wstrząśnięci. Mnie zaś za Betlejewskiego było po prostu wstyd.

Piszę to z przykrością, bo poprzednią akcję artysty, „Tęsknię za Tobą, Żydzie”, uważam za bardzo udaną. Żydzi byli bowiem nieodłącznym elementem wielonarodowej Rzeczypospolitej. Tworu ostatecznie zniszczonego przez Hitlera i Stalina, o którym wielu Polaków – w tym wyżej podpisany – myśli z wielką nostalgią. Eksterminacja Żydów wytworzyła lukę, która nigdy się nie zasklepi. Ja też za nimi tęsknię.

Niestety rozgłos, jaki towarzyszył tej świetnej akcji, najwyraźniej Betlejewskiemu zaszkodził. Zorientował się, że dotknął nośnego tematu, który zapewnia uwagę i poklask mediów, i – jak sam mówi w wywiadach – postanowił iść za ciosem. Tym razem jednak bardziej radykalnie. No cóż, chyba przecenił swoje możliwości.

Aż strach pomyśleć, co by Betlejewski zbudował i co by robił, gdyby przyszło mu do głowy zająć się tematem Auschwitz. Lepiej więc dla wszystkich będzie, jeżeli warszawski artysta z powrotem skupi się na działalności stowarzyszenia wzywającego do niepłacenia abonamentu telewizyjnego o nazwie „Nie ch…a”, którego jest członkiem. A poważne rzeczy zostawi innym.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop