We wczorajszej analizie dotyczącej wojny w Strefie Gazy – w której po raz kolejny wyraziłem swoje obawy o przyszłość Państwa Izrael – przywołałem pewną historyczną analogię. Porównałem Izraelczyków z krzyżowcami, którzy pod koniec XI wieku założyli mniej więcej w tym samym punkcie świata swoje państwo. Ale po 200 latach, gdy krzyżowców opuściły duch bojowy i wiara w ideały, ich królestwo upadło.
Chodziło mi o dwa podobieństwa – czysto geograficzne oraz mentalne. Chciałem ukazać, że często wielka idea jest czynnikiem państwotwórczym, ale z czasem może ona skorodować. Konsekwencją takiej korozji jest upadek państwa. Szczególnie jak jest otoczone przez wrogich sąsiadów. Dla krzyżowców ideą tą była obrona Grobu Pańskiego, dla Żydów ideą tą jest syjonizm.
Analogia ta wydawała mi się dość przejrzysta. Tymczasem wczoraj na portalu „Gazety Wyborczej” pojawiły się na jej temat aż dwa krytyczne komentarze Adama Leszczyńskiego (pisany i mówiony). Ku mojemu zdumieniu dziennikarz „Gazety” wrzucił moje porównanie z krzyżowcami do jednego worka z porównaniami rozmaitych lewicowych krytyków Izraela (państwo kolonialne, rasistowskie, apartheid). I uznał mnie za przeciwnika tego państwa.
Ponieważ na ogół jestem oskarżany o „skrajną proizraelskość”, muszę przyznać, że to miła odmiana. Sporo czasu zajęło mi jednak zrozumienie, o co właściwie Leszczyńskiemu chodzi. Rozwiązanie zagadki podsunął mi on sam w komentarzu wideo. Powiedział w nim, że zarówno ja, jak i pozostałe skrytykowane przez niego osoby użyliśmy takich porównań aby nasi czytelnicy zareagowali jak psy Pawłowa na dzwonek. Czytają słowo „apartheid” i automatycznie rozumieją, że Izrael jest „straszny”.
Obawiam się jednak, że to właśnie Leszczyński, który – oględnie pisząc – nie należy do prawicowych jastrzębi, zareagował jak pies Pawłowa na hasło „krucjata”. Idea ta przez formację, z której się wywodzi, została tak zmitologizowana i zohydzona, że słysząc słowo „krzyżowcy”, Leszczyński widzi tylko krew, pożary i zniszczenie. Mnie, gdy używałem tego porównania, nawet to przez głowę nie przeszło.
Uprzedzenia i uproszczenia, jakie od wielu lat lansuje „Gazeta” – bardzo często w kwestiach religii i historii – przysłaniają jej redaktorom intencje adwersarzy. Panie Adamie, całe szczęście pomimo usilnych starań Pańskiej redakcji jeszcze nie wszyscy Polacy myślą w taki sam sposób. Na koniec zamierzam to udowodnić i dopiero Pana zaszokować: wcale nie uważam, żeby porównanie do XI-wiecznych krzyżowców było czymś uwłaczającym. Wprost przeciwnie.








