Posts Tagged „ubój”<

Dokąd idą konie, gdy dorosną…

5 kwi 2011

„Nie” dla wywozu polskich koni na rzeź – to temat kampanii informacyjnej Wio Koniku.

Fundacja Viva! chce dzięki kampanii nagłośnić problem długodystansowych transportów koni na rzeź. „Polska od lat jest niechlubnym liderem Unii Europejskiej w eksporcie koni do rzeźni. Każdego roku na śmierć skazywanych jest ponad 30 tysięcy zwierząt. Wiele z nich słabych, schorowanych, nie nadających się do transportów trwających do 90 godzin” – czytamy w komunikacie.

Kampania Wio Koniku jest częścią kampanii Ratuj Konie prowadzonej  od 2000 roku. Dzięki tym działaniom udało się uratować ponad sto koni, które zamiast do rzeźni, trafiły do nowych domów. Poza pomocą bezpośrednią zbierane są też podpisy pod petycją zakazującą transportu i uboju koni.

– Konie to inteligentne stworzenia, które czują ból i strach, tak samo jako ludzie – mówi Paulina Przybysz, wokalistka występująca w spocie reklamowym Wio Koniku. – Każdego tygodnia ponad pięćset niewinnych istot przebywa w męczarniach swoją długą drogę na śmierć – kontynuuje piosenkarka. – Nie musimy, a przede wszystkim nie możemy się na to godzić. Razem możemy się temu przeciwstawić – kończy Przybysz.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Końskie rzeźnie dla dobra koni?

5 sty 2011

Niezwykła koalicja amerykańskich rolników, właścicieli koni i części organizacji określających siebie jako „prozwierzęce” wystąpiła z niespodziewanym apelem: przywróćmy końskie rzeźnie.

O sprawie pisze „The Wall Street Journal”.

Zanim w 2007 roku decyzje Kongresu Stanów Zjednoczonych doprowadziły do zamknięcia wszystkich końskich rzeźni w USA, co roku w zakładach takich życie traciło około 100 tysięcy zwierząt.

Grupa zwolenników przywrócenia legalnego uboju spotyka się w tym tygodniu na konferencji w Las Vegas. Zamierza opracować plan działań.

Zwolennicy tego pomysłu, poza argumentem ekonomicznym (impuls rozwojowy dla terenów wiejskich), przytaczają i humanitarny. Twierdzą, że tylko w ten sposób właściciele będą mogli pozbywać się koni w „przyzwoity” sposób. – Najpierw musimy jednak pokonać „czynnik fu” – mówi Sue Wallis z legislatury stanu Wyoming, nawiązując do powszechnego przekonania, że „zarzynanie koni” jest naganne i obrzydliwe.

Amerykanie, wychowywani na legendzie Dzikiego Zachodu oraz takich książkach i filmach, jak „Czarny Książę” czy „Koń, który mówi”, przyzwyczaili się traktować konie jako towarzyszy i przyjaciół, nie jako źródło mięsa. – Opinia publiczna jest po naszej stronie – podkreśla Patti Klein Manke z organizacji Animal Humane Society, zapowiadając protesty.

To właśnie organizacje ochrony praw zwierząt, wyposażone w taką broń, jak rozpowszechniane w Internecie filmy dokumentujące oczywiste okrucieństwo, z jakim zwierzęta były traktowane w rzeźniach, doprowadziły cztery lata temu do wstrzymania rządowego finansowania inspekcji w tego rodzaju zakładach. To było równoznaczne z ich zamknięciem, jako że zgodnie z prawem, inspekcja federalna była niezbędnym warunkiem uzyskania zgody na eksport mięsa. Większość końskiego mięsa z amerykańskich rzeźni trafiała na rynki europejskie i azjatyckie.

W 2007 roku decyzję władz USA miłośnicy koni przyjęli z entuzjazmem, dziś jednak część z nich ma wątpliwości. W rzeźniach zabijano tysiące koni, których właściciele chcieli się pozbyć, bo były stare lub dlatego, że popadali w kłopoty finansowe i nie mogli kontynuować hodowli. Teraz „niechciane” zwierzęta sprzedawane są na aukcjach po 10 lub 20 dolarów za konia, a następnie w tłoku i poniewierce wysyłane do rzeźni w Meksyku. – To powoduje większe cierpienia niż ubój na miejscu – przekonują niektórzy.

W 2006 roku do meksykańskich rzeźni trafiło 11 tysięcy amerykańskich koni. Dwa lata później, gdy zakłady w USA przestały działać, liczba ta wzrosła do 57 tysięcy. Obrońcy praw zwierząt lobbują na rzecz zakazu takiego eksportu, pojawiają się jednak głosy, że to nie rozwiąże problemu, a konie będą porzucane przez właścicieli na śmierć głodową. Wynajęcie weterynarza, który by w humanitarny sposób „uśpił” konia może bowiem kosztować setki dolarów.

Są oczywiście organizacje podejmujące się opieki nad niechcianymi końmi, ale nie są w stanie zatroszczyć się o wszystkie potrzebujące pomocy zwierzęta. – Codziennie muszę odmawiać. Bawię się w Boga, wybierając któremu koniowi pomogę, a któremu nie – mówi Whitney Wright, kierująca organizacją Hope for Horses (Nadzieja dla koni) w Asheville w Północnej Karolinie. Była zwolenniczką zamknięcia rzeźni, teraz z radością przyjęłaby ponowne otwarcie niektórych z nich, przy zapewnieniu ścisłej kontroli przestrzegania zasad humanitarnego uboju.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop