Lobby myśliwych za silne, lepiej nie ryzykować

25 kwi 2011

Zakaz strzelania przez myśliwych do zdziczałych, błąkających się psów i kotów może zostać wykreślony z projektu Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt – poinformował poseł Paweł Suski (PO). Podkreślił, że ma to związek z silnym lobby myśliwych.

Projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt przygotowany przez zespół określa też, że myśliwy, który na terenie obwodu łowieckiego napotka porzucone zwierzę, musi powiadomić o tym najbliższe schronisko dla zwierząt, gminę lub policję. Ma także pomóc w schwytaniu zwierzęcia i odtransportowaniu go do schroniska. Projekt w związku z zastrzeżeniami prezydium klubu PO m.in. do tego zapisu, pod koniec lutego został skierowany do konsultacji m.in. w MSWiA, MRiRW, MŚ.

Suski poinformował, że zastrzeżenia do projektu w sprawie zakazu strzelania przez myśliwych do zdziczałych zwierząt domowych zgłosiło Ministerstwo Środowiska. – Lobby myśliwych jest bardzo silne, nawet w samym klubie PO – powiedział Suski. Dodał, że na kolejnym posiedzeniu zespołu zaproponuje, by ten zapis z projektu wykreślić. – Lepiej nie ryzykować konfrontacji – ocenił.

Przypomniał, że zapis w obowiązującej ustawie dotyczący strzelania przez myśliwych do zdziczałych zwierząt został zaskarżony do Trybunału Konstytucyjnego przez Prokuratora Generalnego. – Może nie warto teraz wprowadzać zakazu, ale poczekać na decyzję TK w tej sprawie – zaznaczył.

PG ma wątpliwości dotyczące konstytucyjności przepisu, w którym nie doprecyzowano, jakie cechy świadczą o tym, że zwierzę jest zdziczałe. Drugi przepis, który budzi wątpliwość prokuratury, dotyczy praw własności. Obrońcy zwierząt zwracają bowiem uwagę na przypadki, kiedy myśliwy zabija psa, który ma właściciela. Prokuratura podkreśla, że chodzi o doprecyzowanie przepisów.

Poseł PO zapowiedział, że projekt przygotowany przez zespół zostanie złożony w Sejmie prawdopodobnie 28 kwietnia. Zaznaczył, że wcześniej musi uzyskać jeszcze akceptację prezydium klubu PO.

Polski Związek Łowiecki w oświadczeniu na swej stronie internetowej informuje, że w ciągu ostatnich siedmiu lat zdziczałe zwierzęta domowe zagryzły ponad 222 tys. sztuk zwierzyny łownej i 1821 sztuk bydła. Wartość bydła oceniono na 369 mln zł. – Nie ulega wątpliwości, iż pozbawienie życia tych bliskich ludziom zwierząt jest rozwiązaniem ostatecznym i dyskusyjnym, niestety najskuteczniejszym i uzasadnionym – podkreśla.

Z kolei przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt Joanna Mucha (PO) podkreśla, że możliwe są inne metody ograniczania populacji zwierząt: czipowanie, sterylizacja, kontrola hodowli. – Lekarstwem na wzrost populacji nie może być odstrzał. To niehumanitarne – zaznacza.

Projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt przewiduje także zwiększenie kar za znęcanie się nad zwierzętami do dwóch lat ograniczenia lub pozbawienia wolności (obecnie jest to rok), a za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem do trzech lat (obecnie dwa lata). Osoba, która będzie znęcała się nad zwierzęciem, będzie mogła stracić prawo do ich posiadania nawet na 10 lat.

W projekcie zakazuje się także trzymania zwierząt na uwięzi dłużej niż 12 godzin albo w sposób powodujący cierpienie. Po wprowadzeniu przepisów, długość uwięzi, na której trzymane będzie zwierzę, nie będzie mogła być mniejsza niż trzy metry.

Autorzy projektu chcą także, aby gmina opracowywała co roku program opieki nad zwierzętami bezdomnymi, obejmujący m.in. zapewnienie im miejsca w schronisku, sezonowe dokarmianie, poszukiwanie dla nich właścicieli, a także sterylizację lub kastrację. W projekcie zakazano sprzedaży zwierząt domowych na targowiskach.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Długie, okrutne umieranie

20 kwi 2011

Kolejny szokujący film dokumentujący cierpienie zwierząt na farmie hodowlanej. Ból, choroby, śmierć w konwulsjach. – To się nigdy więcej nie powtórzy – mówi właściciel i deklaruje, że zwolnił czterech pracowników.

Trzeba mieć naprawdę mocne nerwy, żeby to oglądać. Na filmie nakręconym ukrytą kamerą przez aktywistów Mercy for Animals (MFA) cielęta z przemysłowej farmy E6 Cattle Co. w Hart w Teksasie są bite kilofami i młotami w głowy, kopane, deptane i – często jeszcze żywe – rzucane na pryzmy, umierają tam w konwulsjach. Różki cielaka wypala się z czaszki, zwierzę wyje z bólu. Chore osobniki leżą we własnej urynie i odchodach, nękane przez muchy. – Nie leczymy cieląt. Nie poświęcamy im uwagi. Żadnych lekarstw, nic – mówi jeden z pracowników.

Według MFA „właściciel  E6 Cattle nakazywał pracownikom, by walili w głowy cieląt młotami do wyciągania gwoździ, skazując zwierzęta na długie, okrutne umieranie”. – To oczywiste, że zarówno kierownictwo, jak i pracownicy, nie przywiązują żadnej wagi do dobrostanu zwierząt – mówi cytowana przez organizację Temple Grandin, doktor nauk o zwierzętach, specjalistka ds. zachowania zwierząt.

MFA na podstawie zgromadzonych materiałów składa do lokalnych władz skargę przeciwko E6 Cattle, zarzucając firmie „długotrwałe tortury, nieuzasadnione zadawanie bólu i cierpienia zwierzętom oraz brak właściwej opieki medycznej”.

E6 Cattle hoduje cielęta na potrzeby farm mleczarskich. MFA prowadziło nagrania przez dwa tygodnie w marcu 2011 roku. 

Właściciel E6 Cattle Company w specjalnym oświadczeniu stwierdził, że ponosi „pełną odpowiedzialność” za to, co udokumentowano na filmie. ” Jestem zakłopotany i rozczarowany. Czterej mężczyźni, których widać w nagraniu, zostali zwolnieni z pracy. Nie takie zasady obowiązują na naszym ranczu i to się nigdy więcej nie powtórzy” – zapewnia.

Z głosami potępienia pospieszyła branża mleczarska. „Działania pokazane na wideo organizacji Mercy for Animals są przerażające i całkowicie nie do przyjęcia” – głosi oświadczenie Dairy Management Inc. „Te działania nie są typowe dla tysiąca rodzin ciężko pracujących i dbających o zwierzęta w gospodarstwach w całych Stanach Zjednoczonych” – czytamy w oświadczeniu.

Jak pisaliśmy kilka dni temu, pod wpływem lobby rolniczego na Florydzie, w Iowa i w Minnesocie zgłoszone zostały projekty ustaw, w których „podglądanie” zwierząt bez zgody właściciela hodowli lub rzeźni uznaje się za przestępstwo. – To, do czego się posuwają [autorzy filmów] to prawie terroryzm – mówi senator stanowy z Florydy Jim Norman, cytowany przez FoxNews.com. Przewiduje, że na podobne regulacje zdecyduje się co najmniej 28 stanów.

Organizacje ochrony praw zwierząt są zbulwersowane. Podkreślają, że ich prowadzone ukrytą kamerą „śledztwa” pozwalają wytropić patologie i przeciwdziałać niepotrzebnemu cierpieniu zwierząt, co leży także w interesie konsumentów żywności. A zapowiedź karalności takich akcji uznają za dowód, że branża ma coś do ukrycia, skoro ucieka się do blokowania wolności słowa.

Hodowcy i autorzy przepisów przekonują, że robione z ukrycia nagrania prezentują tylko margines tego, co dzieje się w branży, która jako całość „kieruje się zasadami humanitaryzmu i przestrzega prawa”.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Czy trzeba spowiadać się z jedzenia szynki?

16 kwi 2011

Zgotowaliśmy zwierzętom, zwłaszcza tym hodowanym na skalę przemysłową, piekło na ziemi – twierdzą uczestnicy krakowskiej debaty, poświęconej prawom naszych „braci mniejszych”.

- Młodzi ludzie nie wiedzą, że dręczenie zwierząt czy niszczenie przyrody to grzech. Mówimy o tym na wielu spotkaniach, ale powinni to także regularnie słyszeć w szkole, w tym na lekcjach religii – twierdzi franciszkanin, ojciec Jan Maria Szewek, który brał udział w dyskusji w Cheder Cafe w Krakowie w piątkowy wieczór. A wiedza o tym, że zwierzęta zasługują na szacunek jest dostępna. Istnieją np. książeczki przygotowujące młodzież do odpowiedniego rachunku sumienia, które wyraźnie mówią o takich przewinieniach.

Także duchowni wiedzą, iż rozliczać wiernych z takich grzechów trzeba. A uczy ich tego choćby podręcznik „Duszpasterstwo w konfesjonale” Stanisława Witka – podkreślał franciszkanin.

A to m.in. do polityków i Kościoła uczestnicy spotkania mieli szczególnie wiele pretensji o małe zaangażowanie w działania na rzecz ochrony zwierząt.

- Być może np. zmieniłaby choć trochę obyczaje obecność kapłana na targach koni i bydła, gdzie zwierzęta trzymane są w strasznych warunkach – mówiła prowadząca debatę Magdalena Hejda z TVP Kraków. – Na jednym z takich targów pojawia się ksiądz i błogosławi go. Nie widzi problemu – stwierdziła jednak jedna z osób przysłuchujących się dyskusji.

- Jest nas za mało, by być wszędzie – mówili członkowie Ruchu Ekologicznego Św. Franciszka z Asyżu, bo na spotkaniu było aż trzech zakonników zaangażowanych w jego działania.

Starania o to, by budować świat przyjazny każdemu stworzeniu, nie przynoszą oczekiwanych efektów – uważa Jacek Bożek z Klubu Gaja. A pretensje można mieć m.in. do polskich polityków. Nasi reprezentanci w Parlamencie Europejskim jako jedyni w UE sprzeciwiają się przepisom nakładającym na hodowców wymóg powiększenia klatek dla kur – na co zgodziły się już inne kraje Unii. Przeciwko temu 19 kwietnia obrońcy zwierząt chcą protestować w Warszawie, ale także w kilkunastu krajach Europy przed polskimi ambasadami. Ten sprzeciw ma zresztą wymierny podtekst finansowy – wymiana setek czy tysięcy takich klatek słono kosztuje – potwierdza obecna na spotkaniu europosłanka PO Róża Thun.

O umarzaniu prokuratorskich czy sądowych postępowań dotyczących dręczenia zwierząt mówiła Dorota Dąbrowska, prawnik i inspektor z Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. A wielu z obecnych w Cheder Cafe narzekało na obojętność znacznej części społeczeństwa na krzywdę, która na co dzień czworonogi dotyka.

Jednak niełatwo debatować z osobami nie dbającymi specjalnie o prawa zwierząt także z tego powodu, że część postulatów osób zaangażowanych w walkę o ich ochronę idzie bardzo daleko. Jedna z uczestniczek spotkania, która przedstawiła się jako weganka, uważa, że powinniśmy spowiadać się z jedzenia szynki, a dojone krowy cierpią, gdy dają mleko, podobnie jak np. świnie, kiedy rodzą potomstwo. Tak szeroko rozumiana eksploatacja zwierząt to wyzywanie dla większości społeczeństwa. A debaty o tym, jak ulżyć cierpieniom czworonogów najczęściej odbywają się w gronie osób już przekonanych do takiej konieczności.

Także krakowskiej dyskusji przysłuchiwało się tylko ok. 30 osób. Ci, którzy mają inne poglądy, na to spotkanie nie przyszli lub milczeli.

Jednym z patronów medialnych spotkania był portal rp.pl.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Hodowcy kontratakują: „nie podglądajcie naszych zwierząt”

Zakaz nagrywania z ukrycia i prezentowania opinii publicznej filmów dokumentujących traktowanie zwierząt na farmach i w rzeźniach? Przymierza się do tego coraz więcej stanów w USA.

Pod wpływem lobby rolniczego na Florydzie, w Iowa i w Minnesocie zgłoszone zostały projekty ustaw, w których „podglądanie” zwierząt bez zgody właściciela hodowli lub rzeźni uznaje się za przestępstwo. – To, do czego się posuwają [autorzy filmów] to prawie terroryzm – mówi senator stanowy z Florydy Jim Norman, cytowany przez FoxNews.com. Przewiduje, że na podobne regulacje zdecyduje się co najmniej 28 stanów.

Organizacje ochrony praw zwierząt są zbulwersowane. Podkreślają, że ich prowadzone ukrytą kamerą „śledztwa” pozwalają wytropić patologie i przeciwdziałać niepotrzebnemu cierpieniu zwierząt, co leży także w interesie konsumentów żywności. A zapowiedź karalności takich akcji uznają za dowód, że branża ma coś do ukrycia, skoro ucieka się do blokowania wolności słowa.

Wśród przepisów mających się znaleźć w nowych ustawach jest zakaz nagrywania audio i wideo zwierząt w gospodarstwach hodowlanych oraz używania fałszywego pretekstu w celu przedostania się na teren gospodarstwa. To ostatnie ma uniemożliwiać aktywistom podawanie się za kandydatów do pracy.

- To szlaban dla dziennikarstwa śledczego – oburza się Daniel Hauff z organizacji Mercy for Animals. – Producentom żywności powinno zależeć na tym, by wyeliminować okrucieństwo wobec zwierząt, a nie na tym, by uniemożliwić jego ujawnianie – dodaje.

Hodowcy i zwolennicy nowych przepisów nie wierzą w dobre intencje obrońców praw zwierząt. Zarzucają im, że podejmują akcje nie tyle dla dobra zwierząt, ile dla zebrania funduszy na własną działalność. – Komu może bardziej zależeć na zwierzętach, niż rolnikom, dla których są one źródłem utrzymania? – pyta Dal Grooms, rzeczniczka Stowarzyszenia Hodowców Bydła w Iowa. A senator Norman ocenia, że nagrywane przez aktywistów filmy są „cięte, montowane, manipulowane” i dopiero w takiej formie prezentowane opinii publicznej. – Musimy chronić nasze gospodarstwa, jeśli nie chcemy mieć jajek z napisem „Made in China” – przekonuje.

- Wszystko to ma na celu ukrycie niecnych praktyk związanych z przemysłową hodowlą zwierząt – kwituje te argumenty Wayne Pacelle, prezes Humane Society of the United States, organizacji prowadzącej wiele tego rodzaju „śledztw”.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Znęcał się nad końmi. Pójdzie do więzienia?

08 kwi 2011

Na karę 10 miesięcy więzienia skazał Sąd Rejonowy w Łęczycy (Łódzkie) biznesmena Krzysztofa K., założyciela jednej z łódzkich komercyjnych stacji radiowych, oskarżonego o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad końmi z hodowli w Prądzewie.

Sąd zdecydował, że oskarżony ma zapłacić 40 tys. zł grzywny i 2,5 tys. zł nawiązki na rzecz Pogotowia dla Zwierząt. Zakazał również biznesmenowi działalności związanej z hodowlą zwierząt na 5 lat i częściowo obciążył go kosztami procesu.

Wyrok nie jest prawomocny. Oskarżonego, który nie przyznaje się do winy, nie było na ogłoszeniu wyroku. Prawdopodobnie będzie wnosił apelację.

Według prokuratury znęcanie dotyczyło stada liczącego 54 konie; w przypadku 10 zwierząt zagrażało ich życiu. Zarzuty dotyczą lat 2000-2006 oraz okresu od czerwca do sierpnia 2009 r., kiedy to Pogotowie dla Zwierząt wywiozło ze stadniny w sumie ponad 50 koni. Według przedstawicieli straży zwierzęta były tam trzymane w skandalicznych warunkach; od wielu miesięcy żyły w odchodach, bez ściółki i czystej wody do picia. Konie były zarobaczone, miały wszy i grzybicę. 10 zwierząt w najcięższym stanie zostało odebranych właścicielowi w trybie administracyjnym. Pozostałe, które zostały zabezpieczone jako dowód w sprawie, także poddano leczeniu i opiece.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Trafią do właściciela dzięki DNA z psiej kupy

07 kwi 2011

Burmistrz baskijskiego miasteczka wypowiedziała wojnę mieszkańcom, którzy nie sprzątają po swoich psach

Położone w pobliżu San Sebastian 20-tysięczne Hernani dotąd było znane jako bastion baskijskich separatystów. Rządzi nim burmistrz uważana za „widzialną” twarz nielegalnej partii Batasuna.

Ostatnio o Marian Beitialarrangoitii zrobiło się głośno z powodu planu utrzymania czystości w Hernani, przyjętego przez radę miejską. Jak pisze dziennik „ABC”, każdy właściciel ma zaprowadzić psa do weterynarza celem pobrania próbki DNA ze śliny lub krwi. Będzie to kosztować aż 45 euro, ale za uchylenie się od tego obowiązku grozi 300 euro kary.

Powstanie bank DNA czworonogów z Hernani. Resztę weźmie na siebie baskijska policja. Ma pobierać próbki z porzuconych odchodów i wysyłać do laboratorium. Jeśli uda się wytropić właściciela, zapłaci 300 euro kary i pokryje koszt badania kupy. Jeśli na trawnik załatwi się bezpański pies, zapłaci miasto. M.in. dlatego pomysł oprotestowali opozycyjni radni. Mieszkańcy burzą się na Facebooku.

mt-0

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Nie chcą ich w Polsce, pojadą do Holandii

06 kwi 2011

Psy ze schronisk w Opolu i Tomaszowie Mazowieckim znajdują nowe domy w Holandii. Do adopcji trafiają zwierzęta, które mają małe szanse na znalezienie domu w Polsce – mówi Magda Stefańska z fundacji Fioletowy Pies, która koordynuje akcję.

Międzynarodowa adopcja jest prowadzona we współpracy z holenderską fundacją Vagabond Pets. Holendrzy współdziałają z Polską od trzech lat, na razie z dwoma schroniskami dla bezdomnych zwierząt – w Opolu i Tomaszowie Mazowieckim. Do nowych właścicieli w Holandii trafiło do tej pory ponad 140 psów, w sobotę z Opola wyjedzie 10 następnych zwierzaków.

Do adopcji w Holandii trafiają zwierzęta starsze i czasem schorowane, których szanse na znalezienie domu w Polsce są minimalne.

- Często ludzie, którzy zgłaszają się do holenderskiej fundacji, proszą o starsze zwierzęta, nie wymagające tyle pracy i uwagi, których nie roznosi energia jak młodych. Takie ułożone już psy są też bardziej poszukiwane przez starszych właścicieli, którzy chcą mieć spokojniejszego towarzysza – wyjaśniła Stefańska.

Schroniska dostają od Holendrów także karmę dobrej jakości, środki przeciwko pchłom i kleszczom, smycze, obroże i inne wyposażenie.

Holenderska fundacja deklaruje, że chce pomagać także innym placówkom.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dokąd idą konie, gdy dorosną…

05 kwi 2011

„Nie” dla wywozu polskich koni na rzeź – to temat kampanii informacyjnej Wio Koniku.

Fundacja Viva! chce dzięki kampanii nagłośnić problem długodystansowych transportów koni na rzeź. „Polska od lat jest niechlubnym liderem Unii Europejskiej w eksporcie koni do rzeźni. Każdego roku na śmierć skazywanych jest ponad 30 tysięcy zwierząt. Wiele z nich słabych, schorowanych, nie nadających się do transportów trwających do 90 godzin” – czytamy w komunikacie.

Kampania Wio Koniku jest częścią kampanii Ratuj Konie prowadzonej  od 2000 roku. Dzięki tym działaniom udało się uratować ponad sto koni, które zamiast do rzeźni, trafiły do nowych domów. Poza pomocą bezpośrednią zbierane są też podpisy pod petycją zakazującą transportu i uboju koni.

– Konie to inteligentne stworzenia, które czują ból i strach, tak samo jako ludzie – mówi Paulina Przybysz, wokalistka występująca w spocie reklamowym Wio Koniku. – Każdego tygodnia ponad pięćset niewinnych istot przebywa w męczarniach swoją długą drogę na śmierć – kontynuuje piosenkarka. – Nie musimy, a przede wszystkim nie możemy się na to godzić. Razem możemy się temu przeciwstawić – kończy Przybysz.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Trudna przyjażń Christie i Irwina

03 kwi 2011

Obojgu w życiu się nie powiodło. Christie cierpiała na depresję tak silną, że nie mogła podjąć pracy. Irwin po wypadku ma uszkodzony kark i mózg, nie mógł samodzielnie się poruszać. Teraz pomagają sobie nawzajem. Ale ona to człowiek, on – kangur. I stąd wątpliwości.

Christie Carr poznała rocznego kangura rudego Irwina w azylu dla dzikich zwierząt w pobliżu Broken Arrow w Oklahomie, gdzie była ochotniczką.  Zalecił jej to terapeuta, u którego leczyła depresję.  Gdy Irwin uległ wypadkowi, w którym poważnie ucierpiał jego kręgosłup i mózg, kobieta wzięła zwierzę do siebie i otoczyła stałą opieką. Wytworzyła się między nimi tak silna więź, że Irwin uzyskał oficjalny status „zwierzęcia terapeutycznego”, zgodnie z amerykańskim prawem o osobach niepełnosprawnych.

Ale władze miejskie mają wątpliwości. Co, jeśli kangur odzyska sprawność? Czy nie będzie stanowił zagrożenia dla swej opiekunki? Dorosły samiec kangura rudego może ważyć 90 kilogramów, mierzyć ponad 2 metry i w jednym skoku pokonywać ponad 7,5 metra – wyliczają urzędnicy.

Stan Irwina od czasu wypadku poprawił się, ale zwierzę nadal nie może samodzielnie stać ani poruszać się. Z pomocą człowieka może wykonać trzy do czterech skoków. Zajmujący się torbaczem weterynarz uważa, że Irwina nie można traktować jak „normalnego kangura”. „Z powodu swej niepełnosprawności, będzie on wymagał opieki i troski do końca swoich dni” – napisał lekarz w liście do rady miejskiej w Broken Arrow, popierając prośbę pani Carr o pozwolenie na dalszą opiekę nad zwierzęciem.

Depresja Christie Carr była tak silna, że kobieta nie mogła podjąć żadnej pracy. Dziś zmienia Irwinowi pieluchy kilka razy dziennie. Karmi go specjalnym jedzeniem dla kangurów, a także sałatą i innymi surowymi warzywami. Od czasu do czasu „na deser” zwierzę dostaje garstkę chrupek serowych.  Nigdy nie zostawia go samego na dłużej niż godzinę.  – Beze mnie by nie przeżył. Nie mogę sobie wyobrazić spędzenia choćby jednego dnia bez niego – opowiada pani Carr. Dodaje, że prędzej opuści Broken Arrow niż Irwina.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Część ludzi czerpie satysfakcję z zadawania cierpienia

Ideałem byłoby, gdybyśmy stali się wegetarianami. Wielu obrońców przyrody tego nie chce zrozumieć, bo zależy od datków bogatych zjadaczy steków – mówi prof. Andrzej Elżanowski z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN

Co jest najbardziej palącą kwestią do rozwiązania w polskim ustawodawstwie, jeśli chodzi o ochronę zwierząt?

Prof. Andrzej Elżanowski: Zabranie jej z resortu rolnictwa oraz zdyscyplinowanie i edukacja organów powołanych do wdrażania Ustawy o ochronie zwierząt, tzn. Inspekcji Weterynaryjnej, policji, prokuratury, które się od tego zbyt często bezkarnie uchylają. Powierzenie opieki nad zwierzętami resortowi rolnictwa, którego priorytetem jest eksploatacja zwierząt, jest instytucjonalną kpiną, przysłowiowym powierzeniem lisowi opieki nad kurami.

Zespół Parlamentarny Przyjaciół Zwierząt zakończył prace nad projektem nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, który powstał na bazie Pana projektu. Zaostrza się w nim m.in. kary za znęcanie się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem. Skąd biorą się akty znęcania się nad zwierzętami?

Z tego samego, co akty znęcania się nad ludźmi. Część przedstawicieli naszego gatunku czerpie satysfakcję z zadawania cierpienia. Nie jest to dobrze wyjaśnione ani psychologicznie, ani tym bardziej neurobiologicznie, ale dobrze opisane przez Dostojewskiego w „Zbrodni i karze” (w scenie radosnego zakatowania na śmierć klaczy). Paradoksalnie, znęcanie się jest spontanicznie podmiotowym traktowaniem zwierząt – gdyby dręczyciel nie zdawał sobie sprawy z cierpienia ofiary, nie odczuwałby przyjemności z jej dręczenia.

Na szczęście sama chęć do wyrządzania zła nie przekłada się automatycznie na czyny. Jak w przypadku innych przestępstw, decydujący wpływ ma nieuchronność kary. We wszystkich ostatnio nagłośnionych przypadkach okrucieństwa wobec zwierząt uderza poczucie bezkarności.

Abstrahując od znęcania się, czy jako Europejczycy traktujemy zwierzęta coraz bardziej podmiotowo?

Kategoria Europejczyków nie jest jednorodna, ale tendencja wyrażana przez Parlament Europejski jest jednoznacznie pozytywna. Podmiotowość niektórych zwierząt jest coraz szerzej uznawana i zaczyna dobijać się o status prawny. Między innymi dlatego uważam, że zachodnia cywilizacja ma ogromny potencjał postępu moralnego.

Czy wobec tego ideałem byłoby, gdybyśmy wszyscy stali się wegetarianami?

Zdecydowanie tak. Podmiotowość zwierząt nie będzie traktowana poważnie, dopóki będą one produktem żywnościowym. Zresztą jest to ideał równie moralny co środowiskowy – produkcja zwierzęca jest jednocześnie najbardziej marnotrawnym i destrukcyjnym dziedziną ludzkiej gospodarki. Niestety, wielu obrońców środowiska i przyrody tego nie rozumie albo nie chce zrozumieć, bo zależy od datków bogatych zjadaczy steków i schabowych.

Przeczytaj cały wywiad

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop