Ekolodzy: nie zjadajcie ryb, które giną

Piotr Kobalczyk

Według WWF wiele gatunków ryb nie przetrwa, bo mamy na nie zbyt duży apetyt. Czy Polacy zmienią gust?

Wieczorny wiatr w nadmorskim Mielnie niesie zapach smażonej ryby. W knajpce, która przyciąga klientów dowcipnym szyldem „Daj zarobić”, można też zjeść karkówkę, kaszankę czy kebab, ale ryba w panierce to nadbałtycki klasyk. Rybne menu jest tu długie, podobnie jak w większości smażalni: dorsz, flądra, halibut, miruna, mintaj, łosoś, panga, sola.

W smażalniach wciąż królują dorsze, węgorze czy sole. Fot. Piotr Wittman/Fotorzepa

W smażalniach wciąż królują dorsze, węgorze czy sole. Fot. Piotr Wittman/Fotorzepa

Sola? Przecież sola ma czerwone światło od ekologów! Czerwone znaczy „Nie jedz!”. Pan Waldemar, właściciel smażalni, robi wielkie oczy. – Jakie czerwone światło? Jak pracuję w tym biznesie od 11 lat, nigdy nie słyszałem, żeby klient zamawiał rybę, martwiąc się o to, czy z powodu jego apetytu dany gatunek nie wyginie.

Jednak ekolodzy z organizacji World Wildlife Fund alarmują, że wiele gatunków ryb może wyginąć właśnie dlatego, że zbyt chętnie i często są spożywane.

„W wyniku nadmiernych połowów na świecie aż 120 z około 200 jadalnych gatunków ryb może całkowicie zniknąć z naszych mórz i oceanów – a co za tym idzie i z naszych talerzy już w połowie stulecia – ostrzega WWF. – „Zagrożenie to można wyeliminować, m.in. ograniczając tymczasowo ich spożycie. Każdy z nas może wpłynąć na to, które ryby będą łowione, wybierając w sklepach i restauracjach te gatunki, których liczebność jest stabilna. (…) Ograniczając lub całkowicie rezygnując z zakupu zagrożonych gatunków, dajemy jasny sygnał, że nie akceptujemy ich dalszego połowu”.

Z apelem wiąże się akcja „Wybieraj ryby z zielonym światłem”, która zaowocowała m.in. wydaniem kieszonkowego poradnika pt. „Jaka ryba na obiad?” z gatunkami ryb oznaczonymi kolorami jak w drogowych sygnalizatorach. Ekolodzy, w zależności od stanu populacji danego gatunku ryb, przyznali każdemu z nich czerwone, żółte lub zielone światło (czerwone, czyli „nie jedz” dotyczy gatunku na skraju wymarcia, żółte, czyli „uwaga” – gatunków, których populacja jest przetrzebiona”, i zielone, czyli „smacznego”, dla ryb i owoców morza, których wciąż jest pod dostatkiem). W Polsce WWF wydała 400 tysięcy takich poradników.

– To część większej akcji, związanej z europejską polityką zrównoważonego rybołówstwa – tłumaczy Piotr Prędki z WWF, przypominając m.in. o unijnym programie subwencji dla tych armatorów kutrów, które stoją w portach po to, by inni w tym czasie łowili. – Trzeba przerwać, a właściwie przyhamować to błędne koło, które polega na tym, że im większy jest popyt na daną rybę, tym więcej się jej łowi. Bo przecież nie chodzi o to, żeby rybę na zawsze skreślić z jadłospisu, lecz o to, żeby dać gatunkowi szansę na odbudowę populacji.

WWF prowadzi imprezy uświadamiające w kurortach. Ekolodzy byli już m.in. w Kątach, Ustce i Łebie.

Łatwo nie będzie.

Czytaj więcej

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(9) Komentarzy do “Ekolodzy: nie zjadajcie ryb, które giną”

    -
  1. KątyUstkaŁeba pisze:

    WWF, za przeproszeniem, … jak potłuczone. Niech się lepiej zajmą połowami ryb na paszę. Z trałów paszowych nie wychodzi nic co się rusza w wodzie. Również gatunki zagrożone całkowitym wyginięciem.

    Dobre 0

  2. Ka pisze:

    Kilka rad uświadamiających: rybami które występują w Bałtyku są: DORSZ, MAKRELA, FLĄDRA, ŚLEDŹ, na rynku można spotkać też bałtyckie łososie, ale rzadko. Wszystkie inne ryby to eksport. Największa pomyłka to panga, jest to nic innego jak sum rekini (tak, taki sam jak w sklepach akwariowych, Pangasianodon hypophthalmus). Jest to ryba hodowana głównie w Wietnamie i Chinach, produkcja 100% sztuczna i nie kontrolowana pod względem norm hodowli. Sola jest rybą zagrożoną wyginięciem, jest jednak odławiana głównie przez kraje w które są troszkę „mniej cywilizowane” i sprzedawana na zachód z ominięciem naszego prawa.

    Dobre 0

  3. Doprowadzono Polskę do stanu tragicznego,agonii.Około miliona dzieci głoduje,przemysł polski został zlikwidowany,wszystko się sprzedaje lub za grosze oddaje obcym.Dziennikarze zamiast poruszać sprawy istotne,to zajmują się rybami.
    Mamy w Polsce dużo jezior,rzek i tam powinno być mase ryb,a dzierżawcy tych akwenów łowią sieciami rybki kilku centymetrowe,bo innych już nie ma.Nie zarybiają w ogóle tylko łowią sieciami i prądem.
    Gospodarka na zniszczenie.Opanują Polskę Niemcy i wtedy pokażą Polakom , gdzie ich miejsce,miejsce to będzie jako parobki ,tania siła robocza.
    Pocałujcie się w nos.Jest cenzura jak za komuny ,nic się nie zmieniło.
    Powiem wam jeszcze jesteście nie dziennikarze lecz sługusy liberałów i postkomuny,za kilka złoty sprzedacie matkę i ojca , nie mówiąc o Ojczyznie.

    Dobre 0

  4. kazimierz 7 pisze:

    Stoczniowiec ma racje,mamy dużo jezior i rzek i żadnej gospodarki tym majątkiem.Jeziora się nie zarybia,tylko łowi sieciami i prądem do ostatniej rybki.
    Ryby w sklepach drogie, w ogóle ich nie kupuje bo mnie nie stać na obiad z rybą.
    Ryby kosztują więcej niż mięso.,a ryb słodkowodnych w ogóle w sklepach nie można kupić, a jak już są to nie na moją kieszeń.
    Tych lokali gastronomicznych dla turystów jest stosunkowo niedużo ale problem tkwi w tym,że kiedyś jadłem ryby przynajmniej raz w tygodniu, a teraz ryba to marzenie nieosiągalne ,przynajmniej dla mnie.

    Dobre 0

  5. Przeprasza,myślałem,że mojego komentarzu nie podacie,a jednak wydrukowaliście-przepraszam.Czytam Waszą stronę codziennie ,gdyż uważam,że to pismo Rzeczpospolita, ma wśród swoich dziennikarzy ludzi prawych , perełki dziennikarskie szanujące takiego zwykłego człowieka jak ja,i piszecie prawdę, choć dziś tylko nieliczne gazety podają prawdę.Większość urabia politycznie przeciętnego czytelnika licząc na jego naiwność.
    Myślałem,że Polska będzie wyglądała inaczej po uzyskaniu wolności ale widzę ,że jest tragicznie.Jestem już za stary wiekiem aby emigrować ale w mojej Ojczyźnie coraz trudniej się żyje ,jest beznadziejnie i najgorzej, że utraciłem nadzieje na lepsze jutro.
    Do grobu zabiorę nadzieje na lepszą Polskę,na Polskę wolną od złodziei i cwaniaków oraz sprzedawczyków.
    Jeszcze raz przepraszam za moje ostre słowa, a najważniejsze, że nie prawdziwe,jesteście porządnymi ludźmi.

    Dobre 0

  6. Kazik pisze:

    Oficjalne wykorzystanie przyznanej szwedzkim rybakom kwoty połowowej dorszy na Bałtyku Wchodnim wynosiło w 2001 r.-20 824 tony tj.97% (Bałtyk Zach. i Wsch. łącznie), w 2002 r.-15 033 tony tj. 100% , w 2003 r.- 14 628 tony tj. 97% , w 2004 r.- 12 728 tony tj. 143% , w 2005 r. – 8288 tony tj. 81% , w 2006 r.- 9 826 tj. 91% , w 2007 r.- 9 751 tony tj. 91% , w 2008 r. 8 961 tony tj.-99% , w 2009 r.- 10 105 tony tj.97% . Nie zauważyłem jakiś znaczących spadków połowów jakich dokonywali szwedzcy rybacy , ale jeśli ” spec od rybołówstwa ” P. Prędki wie co mówi to przyznaje jednak , że oskarżanie polskich rybaków o największe kłusownictwo było grubą pomyłką.

    Dobre 0

  7. wicur pisze:

    Siedza panowie w swoich wiezach z kosci sloniowej i mowia nam plebsowi co dla nas dobre a co niedobre. W dupie mam was i wasze opinie, nie interesuje mnie domniemana apokalipsa, zyje tu i teraz a ci, ktorzy niszcza srodowisko to przedsiebiorcy a nie konsumenci.

    Dobre 0

  8. @Kazik pisze:

    Większość ryb poławianych w bałtku trafia w koryta w postaci mączki.

    Dobre 0

  9. Ewa pisze:

    Akcja WWF dotyczy nie tylko ryb bałtyckich. Chodzi o ryby konsumowane przez Polaków, takie, jakie można kupić w sklepach, supermarketach. Podobną akcję organizował Greenpeace – na stronie organizacji dostępny jest raport „Oceany na sprzedaż”.

    Nie wiem jaka część złowionych ryb trafia do koryt jako mączka, ale i tą część można oszczędzić nie jedząc mięsa :)

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.