Uwolnić zestresowane norki

9 marca 2010 autor rp

Lisy z krwawiącymi ranami i uciętymi ogonami, trzymane w ciasnych klatkach, zestresowane norki z zainfekowanymi oczami – to obrazki z filmu, który zaprezentowali aktywiści fińskiej organizacji Prawo dla Zwierząt.

Organizacja od czerwca do grudnia ubiegłego roku filmowała z ukrycia 30 fińskich hodowli zwierząt futerkowych. Potem pokazała nagranie, z którego wynikało, że zwierzęta chore przebywają w klatkach razem ze zdrowymi. Obrońcy praw zwierząt argumentowali, że głównym problemem są zbyt ciasne klatki, które hamują aktywność lisów i norek.

Kiedy wstrząsające wideo wyemitowała telewizja, w Finlandii rozgorzał spór. Włączył się do niego sam szef rządu. Premier Matti Vanhanen był oburzony. Jego zdaniem część sekwencji filmu przedstawiających skandaliczne warunki życia zwierząt pochodzi z oddziałów szpitalnych farm i nie dotyczy wszystkich hodowanych tam lisów i norek. Premier wziął też w obronę hodowców. Uznał, że nie należy robić zamieszania wokół zwierząt chorujących na farmach, ponieważ konsekwencją będzie żądanie zamknięcia całego futrzarskiego biznesu. Ale czy nie o to naprawdę w tym wszystkim chodzi?

Wstydliwa moda na futra?

7 marca 2010 autor rp

„Futro nie jest modą, jest morderstwem”, „Wszyscy, którzy noszą futra, powinni się wstydzić” – skandują szwedzcy i brytyjscy aktywiści z organizacji Sojusz Obrony Zwierząt. Przykuli się do kolumny i siedzenia łańcuchami i kluczami do rowerów. Wyliczają fakty: rocznie 40 milionów zwierząt zabija się dla ich futra. Króliki, norki, lisy, szynszyle, psy i koty to zwierzęta, które się hoduje, by je potem zabić i obdzierać ze skóry dla ludzkiej próżności. „Bojkotujcie przemysł futrzarski. Ludzie z sektora mody ponoszą dużą odpowiedzialność za tortury zwierząt. Wstyd dla tygodnia mody” – krzyczą.

Irytacja szacownej publiczności narasta. – To sabotaż. Nikt nie czuje już do nich sympatii – mówi do nie Monika Truwert, były pracownik domu towarowego Nordiska Kompaniet. Jesienią aktywiści zorganizowali falę akcji na sklepy z futrami w Sztokholmie. Wybyli w nich szyby i zdemolowali je – opowiada. Powylewali na schody sklepów mydło w płynie, by uniemożliwić do nich dojście. Prawie wszyscy właściciele butików zmuszeni byli zamknąć swój biznes. Aktywiści grozili też rodzinom właścicieli sklepów – zaznacza. – Przecież norki nie potrafią żyć na wolności. Wypuszczone z hodowlanej farmy giną na drogach lub toną bezradne w rowach – argumentuje.

Przeczytaj cały tekst

Znikł śnieg, pojawiły się psie kupy

2 marca 2010 autor rp

Odchodząca zima obnażyła polską prawdę. Chodzi o miliony kupek i kup psich. Trzeba urządzać slalom, aby dotrzeć do celu – pisze czytelnik rp.pl

W przekonaniu, że nie jestem jedynym obywatelem kraju nad Wisłą, którego roztopy zaskoczyły wcale nie wyłącznie podwyższonym poziomem wód w strumieniach i rzekach, chciałbym zgłosić pewien specyficzny problem.

Szokujące i po prostu obrzydliwe jest to, co prawdopodobnie miliony moich zacnych rodaków spotyka codziennie na chodnikach, skwerach, trawnikach przyblokowych, wychodząc rano ze swoich domostw.

Powoli odchodząca zima obnażyła polską prawdę. Oczywiście mam na myśli setki i miliony kupek i kup psich, które sprawiają, że obraz mojej umiłowanej ojczyzny stał się dla mnie mało znośny. Zafekaliowanie polskich miast i miasteczek sięga takich rozmiarów, że trzeba dosłownie urządzać sobie slalom, aby dotrzeć do celu, czyli przystanku, sklepu, również zboru, synagogi, czy kościoła na nabożeństwo.

Taki stan rzeczy doprowadza mnie do pewnych wniosków. Społeczeństwo użala się nad biednymi zwierzątkami. Organizuje akcje pomocowe, wiele jest inicjatyw, które ujawniają nieludzkie traktowanie zwierząt. I dobrze, że takie działania są. Ale nikt nie mówi o niedojrzałości mieszczuchów, którzy na potęgę – mieszkając w blokowiskach – fundują sobie albo swoim dzieciom pieseczki niczym zabawki, maskotki. Potem przeżywają rodzinne awantury o wyprowadzanie psa, a gdy już go wyprowadzą, to napaskudzi komuś pod oknem, a wiatr woń tę niesie, że hej… I to jest polska mentalność, polska rodaków kultura.

Rozmazane kupy, upaskudzone obuwie – to wystarczające powody do zainicjowania akcji społecznej, np. pod tytułem “Nie nurzajmy się w g…”, czy może jakoś delikatniej, inaczej. Ale zróbmy coś. Ludzie są zdesperowani. Zrozumcie.

Czy właściciele psów, mieszkający w blokach mogą płacić większe podatki? Czy mogą być ukarani za brak przy sobie zestawu do obsługi psa podczas spaceru? A niech to będą znaczne, a nie byle sobie jakie sumy! Może to ich czegoś nauczy. Czy możecie pomóc w reformowaniu społeczeństwa?

Będę, wraz z wieloma innymi obywatelami, wdzięczny za udzieloną w ten sposób pomoc.

Adam Kamiński

Adres do wiadomości redakcji

Małe piwo dla Azora

21 lutego 2010 autor rp

Wśród kilkuset gatunków czeskiego piwa pojawił się Bar-King – napój przygotowany specjalnie dla psów, z pyskiem owczarka na etykiecie.

Na butelce jest też wyraźny napis: “Piwo dla psów”. Wszystko po to, aby dwunożny piwosz zdawał sobie sprawę z różnicy. Bo receptura jest zupełnie inna niż w ludzkim trunku. Jest tam słód, ale także wywar z jagnięciny, ziół i świeżych warzyw.

Nazwa piwa to gra słów. Bar-King można przetłumaczyć jako “król baru”, ale “barking” to po angielsku także “szczekanie”.

Cena psiego piwa jest dwukrotnie wyższa od tradycyjnego. Jak twierdzą weterynarze, napój smakuje czworonogom i na pewno im nie szkodzi, ponieważ jest pozbawiony dwutlenku węgla i drożdży.

Kot w wielkim mieście

17 lutego 2010 autor rp

Szare, bure i łaciate. Te rozpieszczane, tuńczykiem karmione, i te przeganiane, trute, okaleczane. Koty. Dziś ich dzień.

Ponoć ludzie dzielą się na takich, którzy koty kochają i takich, którzy jeszcze o tym nie wiedzą. W Polsce koty są najpopularniejszymi zwierzętami domowymi – w aż 33 proc. gospodarstw domowych są mruczące futrzaki. Z drugiej strony są to zwierzęta budzące u niektórych silną niechęć. Czyżby przesądy rodem ze średniowiecza?

Z okazji Światowego Dnia Kota nie zajmiemy się tymi szczęściarzami, które – syte i bezpieczne – wylegują się na kolanach właścicieli. Z tego samego powodu nie będziemy się rozwodzić nad rasami, charakterami i gadżetami. Pochylimy się nad tymi, którym ciężko.

Przeczytaj cały tekst

Towarzysz podróży (nie)mile widziany

15 lutego 2010 autor rp

W ciepłych krajach nie tylko rośliny rosną bujnie. Zwierzęta też, i to nie tylko te, dla których przejechaliśmy kawał świata. Pająki, karaluchy i szczury są tam wyjątkowo dorodne.

Karaluchy pod poduchy – to powiedzenie nabrało dosłowności, gdy przemieszczałam się po Indonezji, gdzie nocowałam w tanich hotelach i guesthousach. Dorodne okazy wielkości męskiego kciuka wyłaziły ze wszystkich zakamarków, więc przed zaśnięciem sprawdzałam, czy jestem dokładnie przykryta moskitierą. Gorzej było w indyjskich pociągach. Tam kontaktów z tymi stworzeniami nie dało się uniknąć, a regularnie robiły one wycieczki po siedzeniach i podłogach w poszukiwaniu resztek posiłków, beztrosko strzepywanych z talerzy przez pasażerów.

W przyrodzie wszystko ma sens. Nawet te powszechne nielubiane owady czasem są bardzo pożyteczne, przynajmniej z punktu widzenia podróżnika. Michał Guć, który z żoną i synkiem objechał kawał świata, wspomina dziwne zachowanie karaluchów w hotelu w tureckim mieście Dogubayazit.

- Normalnie zwierzaki te, kiedy wychodzą ze swoich kryjówek, poruszają się raczej sprawnie wędrując po pokoju i szukając pożywienia – opowiada Michał Guć – Tym razem jednak nasi „towarzysze” zachowywali się co najmniej dziwnie. Karaluchy wychodziły z dziury znajdującej się pod sufitem naprzeciw mojego łóżka, zataczały kółka lub ósemki po ścianie i wracały do punktu wyjścia. Obserwowałem je przez dobre pół godziny, zastanawiając się nad tymi nietypowymi zwyczajami, w końcu zasnąłem. Godzinę później silny wstrząs podrzucił mnie w górę. Spadłem na ziemię czując, jak pokój trzęsie się we wszystkich kierunkach. Światło nie działało. Złapałem za rękę żonę, pod pachę synka i po omacku wydostaliśmy na ulicę. Owinięci w prześcieradła, spędziliśmy tam czas do rana z mieszkańcami miasteczka, w obawie przed kolejnymi wstrząsami. Zagadka zachowania karaluchów została wyjaśniona.

Czytaj więcej

Walentynki z ukochanym? Tak, ale zwierzęciem

13 lutego 2010 autor rp

Ponad dwadzieścia procent ludzi na świecie woli spędzić walentynki z psem lub kotem, zamiast ze swoim partnerem – poinformowała hiszpańska agencja Servimedia, relacjonując wyniki badań w 23 krajach.

Badaniami Instytutu Ipsos Public Affairs objęto 24 tysiące osób.

Najwięcej osób wyrażających wolę spędzenia tego dnia z psem lub kotem jest w Turcji (49 proc.), a następnie w Indiach (41 proc.), Japonii (30 proc.), Chinach (29 proc.), Stanach Zjednoczonych (27 proc.) i Australii (25 proc.).

W Polsce 23 procent badanych wolałoby spędzić walentynki ze swoim ukochanym zwierzęciem.

Psa lub kota woli też 20 procent Kanadyjczyków i Czechów oraz 19 procent Hiszpanów, Argentyńczyków i Brazylijczyków.

Najbardziej romantyczni są Francuzi – tylko 10 procent z nich wybrało psa lub kota. Za nimi plasują się Meksykanie, Holendrzy, Węgrzy, Niemcy, Belgowie, Szwedzi, Rosjanie i Brytyjczycy.

Zdaniem dyrektora hiszpańskiego oddziału Ipsos Affairs, Jorge Diaza Cardiela, wybór zwierzęcia lub partnera do towarzystwa w walentynki nie zależy od płci, ale od wieku.

- Chociaż są różnice między krajami, to jednak generalnie młodzi ludzie są mniej zakochani w swoim partnerze – powiedział.

Najmniej związani ze swoją parą czują się młodzi ludzie poniżej 35 lat. 25 procent z nich wybrało zwierzę, podczas gdy t

ylko 14 procent osób powyżej 55 lat wybrało psa lub kota.

Z badań wynika też, że osoby o niższych dochodach chętniej wybierają do walentynkowego towarzystwa zwierzę.

Rolnicy chcą ochrony przed bobrami

31 stycznia 2010 autor rp

Rolnicy skarżą się na bobry. Oskarżają zwierzęta o współudział w zalewaniu pól. Władze zapowiadają “strategię gospodarowania populacją bobrów”

Po wojnie przez wiele lat bobrów w Polsce było najwyżej około tysiąca, występowały tylko w północno-wschodnich częściach kraju. W 1974 r. ruszył program odnowy populacji. Zwierząt zaczęło szybko przybywać.

W 1982 r. bobrów było w Polsce 1,8 tys., w połowie lat 90. już 7,5 tysiąca, w 2003 r. – 20 tysięcy, pięć lat później – 58,8 tysięcy.

Zwierzęta stały się w niektórych regionach utrapieniem dla rolników. Na początku stycznia Krajowa Rada Izb Rolniczych (KRIR) wystąpiła do ministra środowiska z wnioskiem, by nie dopuścić do dalszego wzrostu populacji bobrów. Podkopują one groble, osłabiają wały przeciwpowodziowe, niszczą stawy rybne, blokują przepusty drogowe i przepływy, co wielokrotnie kończy się zalaniem upraw rolniczych – wylicza Michał Cieślak z KRIR rolnicze żale pod adresem bobrów.

Związkowi Spółek Wodnych samo zahamowanie wzrostu liczby zwierząt nie wystarczy. Apeluje o to, by ją znacząco zmniejszyć, a przez najbliższe dziesięć lat zrezygnować z ochrony gatunku.

- W woj. kujawsko-pomorskim zalewane są całe wsie – twierdzi przewodniczący Krajowego Związku Spółek Wodnych Waldemar Rudowski. Zwrócił się w tej sprawie do Rzecznika Praw Obywatelskich i czeka na interwencję.

Aby usunąć tamę zrobioną przez bobry, trzeba uzyskać zgodę od wojewody – opowiada Ludomir Golaś z Powiatowego Związku Spółek Wodnych z Lublińca (woj. śląskie). Ale jeżeli nawet konstrukcja zostanie zniszczona, a bobry nadal pozostają na tym samym terenie, w krótkim czasie problem powróci. Rolnicy nie mogą walczyć z gryzoniami legalnie, więc robią to niezgodnie z prawem: ostrzeliwując lub napuszczając wyszkolone psy, które duszą zwierzaki.

Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska przyznaje, że w tej sprawie dostaje liczne pisma od rolników, leśników i rybaków. Chce sprawą zająć się w tym roku, opracowując strategię dotyczącą populacji bobrów. Tym bardziej, że za szkody spowodowane przez bobry odpowiada Skarb Państwa. Wysokość odszkodowań w 2008 r. wyniosła ponad 4,3 mln zł, ale zdaniem rolników nie można mówić o pełnej rekompensacie strat.

Bobry są pod ochroną i można je likwidować tylko w wyjątkowych przypadkach. W 2008 roku Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska wydały 44 decyzje zezwalające na odstrzał.

Odpruje lisa dla świętego spokoju

29 stycznia 2010 autor rp

Deklaracje nienawiści i groźby śmierci wypełniły skrzynkę mailową amerykańskiego łyżwiarza figurowego. Uległ i zastąpi sztucznym tworzywem prawdziwe lisie futro na jednym ze swoich kostiumów.

Johnny Weir wyróżnia się oryginalnymi kreacjami na lodzie. Na mistrzostwach Stanów Zjednoczonych wystąpił z kawałkiem białego lisiego futerka na rękawie. Doprowadziło to do furii działaczy organizacji Friends of Animals (Przyjaciele Zwierząt) i innych grup broniących praw zwierząt. Obraźliwe listy i faksy docierały do Weira oraz do projektantki jego kostiumów Stephanie Handler.

Nie po raz pierwszy łyżwiarz naraził się w ten sposób, gdyż futro pojawiało się już jako element jego kostiumów. Podkreśla, że noszenie futra jest kwestią osobistego wyboru, a ze spraw społecznych bardziej przejmuje się na przykład bezdomnością, ginącymi na wojnach żołnierzami czy zniszczeniami na Haiti.

Tym razem jednak ustąpi, by “nic nie przeszkodziło jego przygotowaniom i występowi na igrzyskach w Vancouver” – poinformowała agentka Tara Modlin. – Musi się skoncentrować na łyżwiarstwie – dodała.

Weir, zajmując trzecie miejsce w USA, zakwalifikował się do igrzysk po raz drugi w karierze. – Nie chcę, by coś tak błahego, jak mój strój, zakłóciło moje olimpijskie doświadczenie i pozbawiło mnie szans na medal – mówi sportowiec.

Kaganiec dla mopsa?

4 stycznia 2010 autor rp

Obowiązujący od 1 stycznia w Berlinie przepis, według którego kagańce w środkach transportu muszą mieć nie tylko duże psy, ale i maleńkie pieski, ostro podzielił właścicieli tych zwierząt.

Obowiązkowy kaganiec dla dużych psów nie wzbudza sprzeciwu, jednak rozciągnięcie tego nakazu na psy “kieszonkowego formatu” wywołało burzę wśród przyjaciół zwierząt.

Sprawę codziennie opisuje prasa. Przedstawiciele innych wielkich miast – Hamburga czy Monachium – wyrazili zdziwienie tym wyjątkowym w Niemczech przepisem i zapowiedzieli, że nie będą go naśladować.

W komentarzach internautów na stronie dziennika “Tagesspiegel” trwa ostra walka między zwolennikami i przeciwnikami kagańców. W sondażu przeprowadzonym na portalu w niedzielę przeciw kagańcom wypowiedziało się 55 proc. badanych, za było 45 proc.

Spółka zrzeszająca regionalnych przewoźników transportu publicznego VBB wezwała swych kierowców i kontrolerów, by zachowali rozsądek w egzekwowaniu nowych przepisów. Właścicielom zezwolono też na przewożenie swoich pupilków w specjalnych torbach czy klatkach. To jedyne rozwiązanie na przykład dla właścicieli mopsów czy innych ras ze spłaszczonym pyskiem, bo odpowiednie kagańce dla nich po prostu nie istnieją.