Posts Tagged „wybory parlamentarne 2011”<

Song o ciszy

8 paź 2011

Subotnik Ziemkiewicza

Cisza wyborcza to niewątpliwie najgłupszy rodzaj ciszy, jaki istnieje w przyrodzie. Jak nie mówić o polityce w kraju, w którym polityka przeżarła wszystko? Pochwalisz cokolwiek − znaczy, agitujesz. Skrytykujesz cokolwiek − też agitujesz. A agitować nie wolno. Wolno za to zachęcać do pójścia na wybory. Byle tylko nie hasłem: „Idź na wybory. Zmień kraj”. To hasło było cacy cztery lata temu. Teraz jest trefne. Jakie jest dziś cacy? „Idź na wybory, nie pozwól zmienić kraju”? Nie wiem, nie miałem czasu oglądać „profrekwencyjnych” spotów. To znaczy, widziałem jeden, z Jerzym „Jurkiem” Owsiakiem. Owsiak opowiadał, jak bardzo się cieszy, że ma wybór. To chyba jedyny taki radosny egzemplarz w Polsce. Z kim nie rozmawiam, jest tym „wyborem” głęboko sfrustrowany. To mi wybór: albo Tusk, albo Kaczyński, ewentualnie Pawlak, Napieralski, względnie, za przeproszeniem, Palikot. Menu jak w budzie z szybkim żarłem w przejściu podziemnym przy dworcu Ochota: wybierz co chcesz, wszystko z mikrofali. Ale może Owsiakowi by smakowało.

Po Jerzym „Jurku” wystąpiła jeszcze jakaś piosenkareczka, oznajmiając, że pójdzie na wybory, bo „ma dość zajmowania się przeszłością”. Fajne, że to nie jest łamanie ciszy wyborczej. Mam pomysł na cała kupę profrekwencyjnych spotów, które w podobnym stopniu by jej nie łamały. „Idę na wybory, bo mam dość zakłamania”. „Idę na wybory, bo trzeba wreszcie skończyć z korupcją”. „Idę na wybory, bo musimy wreszcie poznać prawdę o Smoleńsku”. „Idę na wybory, by zatrzymać wzrost zadłużenia kraju, biurokracji i bezrobocia”. Albo: „Idź na wybory, ratuj sześciolatków!” „Idź na wybory, żeby nie było wielomiesięcznych kolejek do lekarzy”… Czyż nie są to hasła, które mogłyby zmobilizować obywateli do wyjścia w niedzielę z domu i tym samym podnieść frekwencję, a więc, jak twierdzi wielu (ja akurat nie, ale cytuję) „poprawić jakość demokracji”? No to dlaczego takich haseł jakoś nie można w sobotniej ciszy usłyszeć? Odpowiedzi proszę nie przysyłać, i tak mi się stale skrzynka zapycha − przecież wiem, dlaczego, i wiem, że Państwo też wiecie.

Ciekawe, czy można w ciszy wyborczej pisać o panu prezydencie Komorowskim? Chyba tak, bo przecież on w wyborach nie startuje, patronuje jedynie kampanii „profrekwencyjnej”. No i pisanie o nim nie jest zajmowaniem się przeszłością − niestety − tylko przyszłością naszą jak najbardziej. Nie wiedzieć czemu przyjęto zasadę, że im bardziej ktoś szanuje i poważa pana prezydenta, tym bardziej stosuje się do zasady, żeby, jak On coś mówi, lepiej udawać, że się nic nie słyszało. A tu tymczasem prezydent powiedział szereg ciekawych rzeczy, które w ferworze kampanii jakoś umknęły uwadze mediów. Powiedział, że jego sławne słowa o „ślepym snajperze” były wyrazem troski o lepszą ochronę dla śp. prezydenta Kaczyńskiego. I że gdyby jego − Komorowskiego − słów posłuchano, to by do tragedii smoleńskiej nie doszło. Jeśli do tragedii doszło dlatego, że zawiodła ochrona, to jasno wskazuje, iż zdaniem prezydenta przyczyna nie leżała w błędach pilotów. Bardzo ciekawa ewolucja od czasu, gdy ten sam prezydent Komorowski oznajmiał nam, że przyczyny są „najboleściwiej” oczywiste, i od czasu, gdy szefa tej ochrony, która zawiodła, awansował do stopnia generalskiego. No bo przecież opcji, że pan prezydent nie wie co mówi albo co robi nie można brać pod uwagę. Szczególnie dziś − byłaby to przecież niedopuszczalna agitacja wyborcza. A może dopuszczalna agitacja profrekwencyjna?

Mniejsza. Skoro jesteśmy „w temacie” takich, którzy nie bardzo wiedzą co mówią i czynią, to warto zauważyć, że prezes TVP Juliusz Braun zauważył ostatnio, że niejaki Nergal, pajac, którego TVP lansuje, jest skandalistą. I zażądał w tej kwestii wyjaśnień. Za moich czasów mówiło się o refleksie korespondencyjnego szachisty, teraz powinno się to zjawisko ochrzcić raczej mianem „refleksu Brauna”.

Wszystko może przez to, że Holocausto − Nergal podarł nie to, co trzeba podrzeć, żeby pana Brauna obudzić z zimowego snu. Przypadkiem wiem, bo przed laty wystąpiłem obok niego w dyskusji organizowanej przez Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy. To znaczy, pan Braun w niej w końcu nie wystąpił, bo zanim do tego doszło, jeden z prelegentów powołał się na księdza Tischnera, a wtedy jakiś staruszek z tylnego rzędu zawołał „Tischner to zdrajca!”. Pan Braun − wówczas poseł UD − poderwał się, spąsowiał (być może w odwrotnej kolejności) porwał za teczkę i z oburzoną miną wypadł z sali. Rozumiem, że gdyby Holocausto powiedział coś na księdza Tischnera albo jakiś inny autorytet z kręgów zbliżonych do nieboszczki UD, to by pan prezes wiedział jak zareagować. Tak, jak na innego Brauna, który ośmielił się uchybić świętości arcybiskupa Życińskiego. Ale darcie Biblii, robienie sobie jaj z Jezusa Chrystusa? Hm, a to nie ten Jezus, co to zdaje się jest rodzinnie powiązany z radiem Ojca Rydzyka? No… na wszelki wypadek pan prezes zażądał wyjaśnień, dając sobie czas na przemyślenie sprawy.

Ale sam nie wiem, może i ten temat lepiej zostawić, bo narusza ciszę wyborczą? Wszak pajac zwany Nergalem wyrósł na jedną z głównych postaci tej kampanii wyborczej. Podobnie jak Jakub Wojewódzki, zwany, żeby było młodziej, Kubą. Za moich czasów chodziło takie powiedzenie: „Połomski Jerzy idolem młodzieży”. To był taki żart, bo sympatyczny skądinąd Jerzy Połomski miał wtedy pod czterdzieści lat, więc robił za symbol absolutnego zgredostwa. „Kuba” ma pod pięćdziesiątkę i sunie do osiemnastolatków ze swoim agit-propem z pozycji ziomala. Może: „Wojewódzki Kuba to młodzieży chluba”? Obok, ma się rozumieć, Zbigniewa „włosy me to symbol pokolenia” Hołdysa? Zaznaczam, wysoki sądzie, że w powyższym passusie nie agituję nikogo za niczym, a jedynie odnoszę się do problemu frekwencji, o którym obaj cytowani intelektualiści się właśnie wypowiadali.

Jak takie tuzy się wypowiadają, to cóż, i ja się wypowiem. Powiem tak: jeśli chcesz zmienić kraj, to idź na wybory. Przejdzie? To do zobaczenia po.

PS. Tomasz Lis, który swego czasu przedstawiał się za ofiarę politycznych prześladowań, a potem gromko szydził z wyrzucanych z pracy za poglądy dziennikarzy, że podają się za ofiary prześladowań, właśnie pożalił się portalowi gazeta.pl na „zorganizowaną” na niego przez PiS „nagonkę” w Internecie. Wstrząśnięty strasznymi prześladowaniami Lisa przyznaję ze skruchą, że faktycznie, uczestniczyłem w tej zorganizowanej nagonce, wplatając w swój felieton na Interii wierszyk naśladujący Brzechwę „Proszę państwa, oto Lis…” Mam nadzieję, że nie złamię ciszy wyborczej, oznajmiając, że jestem wstrząśnięty bezmiarem brutalności, z jaką naganiany jest przez zorganizowanych internautów ten jakże zasłużony − nie mówię dla kogo, bo raz, że cisza, a dwa, że i tak wiem, że Państwo wiedzą − autorytet.

 


  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wtórny surowiec polityczny

2 paź 2011

Recykling jest bez wątpienia dobry dla środowiska. Cieszy więc, że kampania wyborcza dowiodła, iż recyklingowi poddawać można nie tylko zużyte opakowania, ale także slogany i programy wyborcze.

Na przykład Polskie Stronnictwo Ludowe, zamiast zanieczyszczać środowisko jakimś nowym hasłem wyborczym,  wzięło slogan „człowiek jest najważniejszy” po nieistniejącej  już Unii Pracy.

Prawo i Sprawiedliwość z kolei podchwyciło hasło niegdyś  PSL-owskie, obiecując, że załatwi polskim rolnikom takie same dopłaty jak na Zachodzie, jakby nie wiedziało, że wszędzie na Zachodzie te dopłaty są inne. Palikot – który sam w sobie jest produktem recyklingu Urbana – wykorzystał dla swego Ruchu Popierania Samego Siebie zużyty niegdyś przez Andrzeja Leppera pomysł stworzenia Centrum Informacji Aferalnej, czyli miejsca, gdzie każdy pomyleniec może bezkarnie pomówić bliźniego, przezwawszy je tylko zgodnie z duchem czasu na „palikotleaks”.

A Sojusz Lewicy Demokratycznej do tego stopnia oparł swój program na recyklingu, że zupełnie nie zauważył, iż obiecuje utworzenie instytucji (centrum zamówień publicznych), która już od roku istnieje, oraz zlikwidowanie instytucji (komisji majątkowej),  która już od miesięcy nie istnieje. Cóż, nauczka, by wykorzystując wtórny polityczny surowiec, pomyśleć też o tym, co komputerowcy nazywają upgrade’owaniem.

Zastanawiam się, czy można pochwalić za polityczny recykling także partię rządzącą. Chyba nie, bo choć jej program ogłoszony szumnie na wyborczej konwencji jest powtórzeniem programu wyborczego sprzed lat czterech – to trzeba przyznać, iż po tych czterech latach sprawowania przez PO władzy pozostawał on zupełnie nieużywany. I sięgnięcie po stare obietnice ma w sobie pewną dozę świeżości.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Za Tuska i Platformę

28 wrz 2011

Niemrawa kampania wyborcza znudziła Polaków, wojna PO z PiS przestała budzić emocje, straszenie Kaczyńskim przestało działać – konstatują kolejni odpytywani na okoliczność eksperci. Jeśli chodzi o ogół rodaków, zapewne mają rację. Ale jest grupa, w której tradycyjnie przedwyborcze emocje sięgają histerii i skutkują zachowaniami kompromitującymi. To szefowie i dziennikarze mediów, które przywykło się określać – choć coraz mniej to uzasadnione – kopiowanym z rosyjskiego przymiotnikiem „wiodące”.

Czytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Pokaż, lekarzu, co masz na ścianie

25 wrz 2011

Cztery lata temu na dwa tygodnie przed wyborami wydawało się, iż rządzący PiS może być pewny dobrego wyniku (kto jeszcze pamięta te lamenty salonu, że Polacy to zawistna dzicz i zawsze będą głosować na uosabiającego ich wredne cechy Kaczyńskiego?). Co w ostatniej chwili przeważyło szalę? Przeważnie mówi się, że sprytnie rozegrana przez Tuska debata. Niektórzy twierdzą, że jego wyprawa do Irlandii i odwołanie się do aspiracji wyborców zamiast do resentymentów.

Mało kto natomiast pamięta, że  tuż przed wyborami uaktywnili się lekarze z tzw. Porozumienia Zielonogórskiego z ostrą akcją antypisowską. Lekarzy rodzinnych jest kilkanaście tysięcy, każdy przyjmuje dziennie kilkudziesięciu pacjentów, dla wielu prostych ludzi doktor jest autorytetem. Zemsta za niezręczne słowa Dorna o posyłaniu w kamasze (nikt nie chce pamiętać, w jak dramatycznej sytuacji wypowiedziane) była więc skuteczna.

Teraz na ścianach gabinetów znowu wieszają lekarze z Porozumienia plakaty, tyle że antyplatformerskie. Podobizny premiera i minister zdrowia przypominać mają pacjentom o zdradzonych obietnicach. Pośrednio przypominają także o tych dotyczących nie tylko służby zdrowia.

Minister Kopacz jest, oczywiście, oburzona „polityczną akcją” i kwestionowaniem jej niewątpliwych sukcesów. Lekarze twierdzą, że przez cztery lata, potocznie mówiąc, grała sobie z nimi w kulki, obiecując, łamiąc obietnice, ignorując wszelkie postulaty i uprawiając bezpodstawną propagandę sukcesu. Na razie rzecznicy lekarzy nie przyznają otwarcie, że śp. minister Religa traktował ich jednak znacznie poważniej, a rządząca partia, że zbiera owoce nie tylko czteroletniego pozoranctwa, ale też swej dawnej taktyki bezwarunkowego wspierania każdego, kto tylko uderzał w PiS.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Ogrom biedy i krzywdy

21 wrz 2011

Poseł Tadeusz Ross, szerszej publiczności znany z telewizji jako Zulu Gula, ubiega się o reelekcję.

W ulotce, którą był mi podrzucił do skrzynki, wyjaśnia, dlaczego „mało go było przez te cztery lata widać” na sejmowej trybunie. „Nigdy nie lubiłem się popisywać wygłaszaniem pustych, politycznych tyrad. Prawdziwa praca odbywa się w komisjach. A ja jestem w Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. To w tej komisji dopiero widać polską biedę, ogrom ludzkich nieszczęść, dramat emerytów i krzywdę naszych dzieci…”. Poseł Ross wie, że to „OGROM PRACY” (tak napisał), ale obiecuje, że będzie „pomagać”, a wręcz „ratować ludzi”.

Na odwrocie rekomendują kandydata Piotr Fronczewski, Krzysztof Kowalewski i Jacek Fedorowicz. Nawet ten ostatni, felietonista kilku pism, nie zauważa, że rekomendowany przez nich jako społecznik kolega z estrady przez ostatnie cztery lata był posłem partii rządzącej. I to jak rządzącej! Tak, że uczyniła Polskę zieloną wyspą sukcesu! Że cała Europa patrzy na nasz sukces z podziwem! Jaka znowu „polska bieda”? „Dramat emerytów, krzywda dzieci”? Wszystkich, którzy przez ostatnie cztery lata dostrzegali w Polsce jakąś biedę, nie mówiąc już o dramatach i krzywdach, bezlitośnie wyszydzano jako pisowców i czarnowidzów. Ze szczególnym zaś zapamiętaniem chłostał ich biczem satyry były „kolega Fedorowicz”, dziś serdeczny druh kolegów kierowników.

„Proszę znów o wasze głosy. Nie jestem politykiem, więc ich nie zmarnuję” – kokietuje mnie poseł Ross. Parę dni temu rozbawiła mnie ta ulotka, ale teraz… W istocie Ross jest politykiem, i to lepszym niż większość kolegów z PO. Wyczuł nową linię. Gdy inni jeszcze byli na „zielonej wyspie sukcesu”, on już przeczuwał, że szef zaraz ruszy autobusem w Polskę wysłuchiwać po siołach i miasteczkach skarg na polską biedę, krzywdę i dramat, i obiecywać, że jeśli biedni i pokrzywdzeni zagłosują na PO, to pomoże im Unia Europejska.

„Pojska to baadzio dziwna kjaj”  – jak to mówił Zulu Gula.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop