Posts Tagged „OFE”<

Milczenie owcy

13 mar 2011

Czy i wilk może być syty, i owca pozostać cała? Owszem, jeśli uda się do zjedzenia znaleźć jakąś inną owcę.  Ostateczna wersja tzw. reformy OFE jest doskonałym przykładem takiej zręczności. Wilk, czyli rząd, zaspokoił głód. Zamiast pożyczać na wypłaty przez ZUS bieżących świadczeń normalnie, pod zastaw obligacji, przeznaczy na ten cel składki, których ZUS nie przekaże do OFE. W ten sposób do wykazywanego oficjalnie długu publicznego wpisze do roku 2020 o 190 mld zł mniej.

Choć tym samym trud zarządzania składkami przyszłych emerytów ze strony OFE maleje o prawie dwie trzecie, ich prowizje z tego tytułu pozostaną bez zmian. Mimo że to właśnie wysokość owych prowizji, niewspółmierna do rezultatów, była pierwotnym i akurat słusznym argumentem podnoszonym przez rząd tłumaczący, dlaczego system OFE wymaga zmian. Trudno to zrozumieć inaczej niż jako łapówkę dla OFE i powiązanych z nimi kapitałowo mediów, aby zaprzestały lobbingu, w którym politycy PO – słusznie czy nie – upatrują przyczyny swych kłopotów i zachwiania sondaży. Faktem jest, że po odpuszczeniu prowizji niektóre ośrodki już „przełożyły wajchę” i z krzyku: „kradną Polakom emerytury!”, przeszły w krzyk: „dość wojny mądrych z mądrymi, PiS wciąż jest groźne!”.

No i wreszcie, by zapobiec powyższemu oskarżeniu o okradanie emerytów, rząd przyjął, że składki nieprzekazane do funduszy zostaną w ZUS oprocentowane wyżej, niż wyszłoby to w OFE. Wedle współczynników wziętych z kapelusza. W ten sposób za pożyczone w OFE 190 mld przyjdzie oddać 226 mld, ale to się wilkowi opłaca, bo tego zobowiązania nie wpisuje w kontrolowane przez Unię księgi buchalteryjne.

Wszystko pięknie, ale co na to ta druga owca? No cóż, doświadczenie podpowiedziało rządzącym, że jak to owca – nadal potulnie da się strzyc i ani beknie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Tuska metoda małych krętactw

12 mar 2011
Subotnik Ziemkiewicza

Donald Tusk, premier rządu RP, wystąpił jako publicysta „Gazety Wyborczej”. Niestety, jak wszyscy jej publicyści, nierzetelny. Redaktor naczelny gazety, Jarosław Kurski, dumny z pozyskania tak lubianego autora, reklamuje jego tekst z emfazą, że oto oskarżany o nieróbstwo lider PO sypie tutaj twardymi faktami, dowodzącymi, iż jego rząd wcale nie jest bezczynny. Tego artykułu i zawartych w nim konkretów, zapewnia redaktor Kurski, krytycy rządu nie mogą nie brać pod uwagę. No, chyba, że nie mają dobrej woli. No, ale przecież liczyć na ich dobrą wolę byłoby„dziecięcą naiwnością”.

Tym retorycznym sposobem redaktor Kurski z góry załatwia sprawę: kto teraz się nie podpisze pod jego opinią, że Tusk udowodnił, iż jego rząd reformuje, zmienia, naprawia i poprawia, a jedyny jego problem polega na tym, że z wiedzą o dokonywanych reformach „nie próbował się przebić do mediów” (!) ten jest pełnym złej woli pisowcem. A ujadania wrażych pisowców czytelnik „Gazety wyborczej”, jako człowiek na poziomie, nie bierze pod uwagę. Retoryka dla tej gazety klasyczna i można ją analizować co najwyżej jako zjawisko socjologiczne, ale już to dawno temu zrobiłem w „Michnikowszczyznie” i nie widzę powodu się powtarzać.

Mimo iż p. o. Michnika zasadniczo już dyskusję nad tekstem premiera w ten sposób zamknął, pozostawiając sobie furtkę do ewentualnego zamieszczenia jakichś łagodnych polemik, które uzna arbitralnie za powodowane „dobrą wolą”, jednak w tekst premiera zerknąłem. Jest on rzeczywiście dobrą egzemplifikacją „metody Tuska”. Tylko że nie jest to żadna metoda „małych kroków”, tylko metoda małych kłamstewek.

Weźmy jeden przykład, najświeższy − sprawa OFE. Donald Tusk stwierdza, że OFE w obecnym kształcie dalej funkcjonować nie mogły, i że stwarzały zagrożenie dla wypłaty bieżących emerytur. Dlatego on musiał podjąć decyzję o ich zreformowaniu, i że alternatywą dla tej „reformy” była tylko decyzja o likwidacji OFE.

Mówiąc szczerze − jeśli tak, to właśnie lepiej byłoby OFE zlikwidować. Tusk bowiem wcale ich w żaden sposób nie zreformował. Tusk tylko od nich pod przymusem pożyczył grube pieniądze z tego, czym miały obracać na pożytek przyszłych emerytur. Te pieniądze, zamiast do kasy OFE, pójdą do kasy ZUS, który wypłaci je na bieżące emerytury. Ponieważ ZUS nie ma na wypłatę bieżących świadczeń, gdyby Tusk nie wydębił tych pieniędzy z OFE, musiałby je dla ZUS pożyczyć na rynku finansowym drukując obligacje, co trzeba by wpisać do długu publicznego (a „pożyczki” od OFE do rachunków na okoliczność „progów ostrożnościowych” wliczać nie trzeba – i tu jest sedno całej „reformy”). Jednak OFE nie zostały całkiem obrabowane – w końcu to jeszcze nie Birma. Za pieniądze, na których rząd położył rękę, dostają swego rodzaju skrypt rekwizycyjny i obietnicę, że w określonym czasie państwo polskie skrypt ten wykupi. Ogółem, rząd na podstawie tej „reformy” pożyczy 190 miliardów złotych, a oddać będzie trzeba 226 miliardów.

Słowem, przepraszam, że się powtarzam, ale chcę to powiedzieć tak dobitnie, żeby nawet wybitni publicyści „Gazety Wyborczej” zrozumieli: nie ma tu mowy o żadnej zmianie. To tylko jeszcze jedna sztuczka kreatywnej księgowości, krótkoterminowa pożyczka poza budżetem, którą następne rządy będą musiały spłacać z procentem.

Tak więc Donald Tusk zwyczajnie wciska czytelnikom „Gazety Wyborczej” ciemnotę, a Kurski robi za klasycznego, balcerowiczowskiego barana, który albo świadomie uczestniczy w manipulacji, albo jest głupszy nawet od własnej gazety. Bo nawet jego własna gazeta zaledwie dwa dni wcześniej zamieściła komentarze ekspertów, którzy, jedni z lękliwą oględnością, inni, jak Stanisław Gomułka, bez ogródek, dokładnie objaśnili streszczony powyżej sens całej operacji OFE, wraz z podanymi wyżej liczbami. Może redakcyjny substytut Michnika, podobnie jak sam Michnik, po prostu działu ekonomicznego nie czyta z powodów zasadniczych? Bo gdyby czytał i rozumiał, nie mówię już o niczym innym, ale gdyby przeczytał i zrozumiał tylko to, co na ten temat publikowała sama „Wyborcza”, nie mógłby wmawiać czytelnikom, że Donald Tusk rozprawia się skutecznie z mitem, jakoby nie reformował.

I tak dalej. Tusk sypie procentami i milionami jak niegdyś partyjni specjaliści od propagandy sukcesu, ale w każdym niemal akapicie prześlizguje się nad jakimś „ale”. Owszem, statystycznie płace nauczycieli wzrosły, za to gwałtownie ubyło szkół, a poziom istniejących wyznaczają stale obniżane minimalne wymogi promocji; w kontekście faktów zapewnienia Tuska o inwestowaniu w edukacje są po prostu kpiną w żywe oczy. Owszem, wydajemy pieniądze unijne i budujemy za nie drogi, ale budujemy je bez sensu, to znaczy, tam, gdzie nakazywała polityka i gdzie było łatwiej, skutkiem czego rozrzucone po kraju odcinki się nie łączą ze sobą.  Owszem… zaraz, zaraz… szukam jeszcze jakiegoś konkretu, i już go nie ma. Jest jeszcze o ułatwieniu prowadzenia żłobków i przedszkoli i wydłużeniu urlopów macierzyńskich, a reszta artykułu, w którym premier „składa raport z dokonań” to już tylko czysta retoryka („uważnie słuchałem głosów krytyki…” „rozumiem niecierpliwość młodych…” trwa „mozolna praca… zmieniania przepisów utkanych w dziesiątkach ustaw” „Polakom, należy się trochę europejskiej normalności” etc) oraz jakże charakterystyczna dla Tuska ucieczka od „tu i teraz” do zapowiadania, co będzie („będzie reforma emerytur mundurowych, która właśnie jest konsultowana..”, będą też kolejne dotacje z UE − „ok. 233 mld zł”…). I to pomimo, że obietnicom i wizji przyszłych cudów poświęcony ma być kolejny artykuł, za tydzień.

No, tu akurat sukces jest gwarantowany. Co jak co, ale obiecywanie, rozściełanie fantasmagorii i snucie wizji nadchodzących cudów idzie Tuskowi jak z płatka, w to nikt chyba nie wątpi. Całe szczęście, że poszedł w politykę, bo gdyby chciał się profesjonalnie zająć pisaniem fantastyki, musiałbym ze wstydem ustąpić mu pierwszeństwa nie tylko ja, ale nawet Sapkowski. Już sobie na ten artykuł za tydzień ostrzę zęby.

A jeszcze bardziej ostrzę sobie zęby na to, co z tym dzisiejszym zrobią Rybiński, Balcerowicz czy wspomniany Gomułka. Jeden tylko przykład metody Tuska, sprawa OFE, pokazuje, jak szerokie dostają tu pole do popisu.

O sprawach najważniejszych, żywotnych dla państwa − długu, praktycznej likwidacji armii, krańcowej dekapitacji infrastruktury kolejowej i energetycznej i temu podobnych nieprzyjemnych sprawach ani słowa. O utratę podmiotowości na arenie międzynarodowej w kontekście „śledztwa” po Smoleńsku nie pytam, skoro artykuł wyraźnie ma się ograniczać do podsumowania dokonań rządu w gospodarce − ale w takim razie byłoby na miejscu na przykład wytłumaczenie się przez premiera z postępowania jego gabinetu w sprawie kontraktu gazowego. Interesuje mnie zwłaszcza to, dlaczego po zablokowaniu przez Komisję Europejską niekorzystnego dla Polski kontraktu i, de facto, ocaleniu nas przed dyktatem „Gazpromu”, premier Tusk pozwolił sobie na bardzo nieprzyjazny gest wobec komisarza Guntera Oettingera, odmawiając mu demonstracyjnie informacji o szczegółach negocjacji (choć i tak za kilka miesięcy musiał mu je przekazać) co bardzo postrzeganiu Polski w KE zaszkodziło. (A przy okazji dobitnie zadało kłam szeptanej propagandzie rządu, jakoby podpisując i zarazem inspirując Komisję do zablokowania sprawy tak sprytnie i makiawelicznie z Ruskimi zagrał.) Przepraszam czytelnika, wiem, że to szczegół, ale niezwykle istotny, a jakoś umykający uwadze.

Jak mawiał pewien stary złodziej, kto chce świsnąć proboszczowi z tacy talara, musi najpierw na nią rzucić grosz. Tym retorycznym groszem jest tutaj wyliczenie „co się nie udało”. Ponieważ, jako się rzekło, o sprawach zasadniczych premier milczy, wychodzi jakoś tak, że co się nie udało, to przez innych. Nie udało się zmniejszyć zatrudnienia w administracji, ale prezydent zawetował ustawę, która nakazywała jej odchudzenie o 10 procent. Faktycznie zawetował, ale od czasu tej ustawy biurokracja rządowa rozrosła się o 30 procent, więc nie w wecie problem. Nie udało się na kolei, ale odpowiedzialne za to osoby straciły stanowiska. Guzik prawda, odpowiedzialny za to minister Grabarczyk może być stanowiska pewny, bo masowo zatrudniając działaczy PO zbudował sobie silną pozycję w wewnątrzpartyjnej układance, która dla Donalda Tuska ma nadrzędne znaczenie, przed sprawami kraju − wyleciał zamiast niego wiceminister, który akurat nie odpowiadał wcale za rozkłady jazdy ani za zarządzanie taborem, tylko za gospodarkę nieruchomościami, ale tylko jego można było wylać, bo był z PSL.

I tak dalej. Jak dla mnie, wystarczy, na pewno będą się do tego artykułu odnosić inni. Redaktorowi Kurskiemu można pogratulować nowego publicysty − pisze, jako się rzekło, nie lepiej niż dotychczasowi, ale na pewno ma przyciągające uwagę nazwisko. Premierowi gratulować nie ma czego. Można co najwyżej podziękować za sukcesy, które tak pieczołowicie stara się zebrać i wyliczyć. Co do mnie, od dawna przekonuję, że na to podziękowanie już najwyższy czas i każdy kolejny tydzień zwlekania to ogromne szkody dla nas wszystkich.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Prezydent w działaniu

16 sty 2011

Pan prezydent rządzi krótko, ale sporo już zdążył. Opowiadając amerykańskim ekspertom, że w Unii Europejskiej obowiązuje ta sama zasada liberum, która Polsce przed wiekami przyniosła „bigosowanie” i upadek państwa, wyjaśnił im, jak widzimy przyszłość Europy i naszą w niej rolę. Zgodnie z wyborczymi obietnicami „odpolitycznił” też swoją kancelarię, zatrudniając w niej czynnego szefa jednej ze struktur regionalnych rządzącej partii oraz „skończył z Bizancjum”, zwiększając znacząco budżet i przyjmując do pracy liczne nowe osoby. Nawiasem mówiąc, umknęło uwadze ogółu, że oszczędzając 50 milionów złotych na dotacjach dla partii politycznych, PO jednocześnie zwiększyła o 35 milionów budżety kancelarii Premiera i Prezydenta; można więc odetchnąć z ulgą, że niezbędne oszczędności na opozycji nie odbiją się na działalności rządzących.

Kolejnym sukcesem prezydenta było zajęcie się ustawą wymierzoną w tych emerytów, którzy mają czelność traktować emerytury nie jako łaskę, ale jako należną im wypłatę własnych, uczciwie zapracowanych oszczędności, i nadal pracują, zajmując miejsce młodszym. Pan prezydent rozegrał sprawę z piarowską zręcznością godną swojego politycznego promotora. Najpierw ogłosił, że jest całym sercem za emerytami – dzięki czemu „zapunktował” i okazał polityczną samodzielność. Potem wyjaśnił, że choć jest przeciwny ustawie, nie może jej zawetować w całości, bo to by było ze szkodą dla finansów państwa, zamiast tego zaproponuje nowelizację – dzięki czemu pokazał się jako odpowiedzialny mąż stanu. A potem zupełnie po cichu okazało się, że nic w tej sprawie robić nie zamierza, a jego szumnie zapowiedziana nowelizacja ma charakter kosmetyczny – dzięki czemu dowiódł, że profesor Balcerowicz jest w ocenie Polaków nadmiernym optymistą.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Z małej reformy duży deszcz

9 sty 2011

Niejaki Kuklinowski – „człowiek do szpiku kości rozzuchwalony”, jak go opisywał w Trylogii Sienkiewicz – mawiał: „spełniło się niejeden uczyneczek, za który piorun powinien trzasnąć, a nie trzasnął”.

Podobny stan ducha daje się zdiagnozować po trzech latach rządzenia u premiera Tuska. „Kto mnie spróbuje znokautować?” – pyta prowokacyjnie, i wierny przekonaniu, że „nie ma z kim przegrać”, angażuje się osobiście w obronę Cezarego Grabarczyka, który jako minister wykazał się nieudolnością, ale jako gracz partyjny pozostaje ważnym elementem politycznej układanki premiera. Nigdy jeszcze Donald Tusk nie postąpił tak zdecydowanie wbrew sondażom i oczekiwaniom wyborców. Doceńmy tę odwagę, choć szkoda, że widzimy ją tylko w tak wątpliwej sprawie.

Kwiaty w nagrodę za chaos na kolei i faktyczne zniweczenie planu budowy autostrad idą w parze z „zamachem na OFE”. Między nami mówiąc, OFE są tym, co chce w nich widzieć prof. Balcerowicz i wielu innych, w takim samym stopniu, w jakim tzw. narodowe fundusze inwestycyjne były prywatyzacją. Ale liczy się nie to, czym one są naprawdę, tylko w co zakute Tuskowe hufce „młodych, wykształconych, z dużych miast” święcie wierzą, że są. A dla tego żelaznego elektoratu PO są one tym, czym dla żelaznego elektoratu PSL jest KRUS. A to z kolei sprawia, że operacja w sumie czysto księgowa, jedno z wielu działań pozornych, mających na papierze zakamuflować rzeczywiste rozmiary długu publicznego, wymaga podobnej odwagi, jakiej wielokrotnie już zabrakło temu rządowi do przeprowadzenia prawdziwych reform.

Premier przywykł, że dopóki straszy Kaczyńskim, może sobie pozwolić na każdą aferę, zaniechanie, nadużycie władzy – i nic. Za prawdziwe grzechy piorun nie trzasnął. Będzie zabawnie, jeśli trzaśnie za OFE.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Rządzenie rozpaczliwcem

2 sty 2011

To, co w ostatnich tygodniach minionego roku pokazała ekipa Tuska, to najdelikatniej mówiąc, rozgardiasz i panika.

Że zabraknie pieniędzy w funduszu drogowym – wiadomo było od dawna. Ale premier uparcie zapewniał, że ten brak nie odbije się na budowie nowych dróg, a jego podwładni (może w myśl zasady „po co babcię denerwować”) fikcję tę podtrzymywali.

W efekcie robione teraz na gwałt cięcia mają charakter bezmyślny – wstrzymywane są te inwestycje, które można wstrzymać bez płacenia odszkodowań, a nie te mniej ważne. Nawet jeśli rząd naprawdę wybuduje to, co obiecuje w tej chwili (załóżmy), nic to nie da, bo ani jedna ważna droga nie będzie gotowa i przejezdna w całości. A kilkadziesiąt kilkunastokilometrowych odcinków lepszej nawierzchni porozrzucanych chaotycznie po kraju to nie żadna infrastruktura.

Kompletnym skandalem jest faktyczny zakaz łączenia emerytury z pracą. Po pierwsze – nonsens, po drugie – nieuczciwość, po trzecie – rażąca niekonsekwencja wobec otrąbienia jako wielkiego sukcesu programu 50+. Podobnie jest z OFE.

Do tego władza funduje nam istny festiwal zachowań godnych filmów Barei. Prezydent stolicy każe nam się przyzwyczajać do śniegu, minister od korupcji oznajmia, że od walki z korupcją tylko rosną żądania łapówkarzy, premier każe nam robić dzieci, zamiast się oglądać na emerytury, a jego podwładni sugerują, że człowiek, który całe życie był na konto obiecywanej emerytury okradany, a który na starość chce być jeszcze pożyteczny i pracować, jest naciągaczem. Minister od rozkładu kolei zaś demonstracyjnie odbiera premie, których nie było, a potem, zamiast ukłonić się i sobie iść, podsuwa kozłów ofiarnych.

Po trzech latach snucia bajek, picu i piaru nagle widzimy władzę Tuska w realnym działaniu. Niezły widok.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop