Posts Tagged „felieton”<

Teraz NIK

3 lip 2011

Lektura kolejnych raportów tzw. Najwyższej Izby Kontroli od dawna już pokazywała, że coś trzeba będzie wreszcie z tą instytucją zrobić. Ale jej sprawozdanie za rok 2010, podsumowujące wnioski  z bez mała 300 tzw. kontroli, to przysłowiowa kropla przepełniająca kielich. Trudno działalność izby podsumować inaczej niż jako żenujące, pisowskie malkontenctwo.

Czegokolwiek się NIK tknie, ogłasza światu o nadużyciach i marnotrawstwie, o bałaganie i biurokracji, niekompetencji, nepotyzmie, lekceważeniu przepisów, zdrowego rozsądku i wspólnego dobra. Czegokolwiek nie „skontroluje”, kracze  – że infrastruktura się sypie, służba zdrowia coraz gorsza, że rosną  długi i chaos na wszystkich szczeblach, i tak dalej.

Jakbyśmy żyli w jakimś PRL-bis na krawędzi bankructwa i upadku, a nie w państwie największego w naszych dziejach historycznego sukcesu, jakbyśmy nie byli podziwiani przez całą Europę i świat jako wzór optymizmu i radosnego rozwoju!

Władza słusznie chowała kolejne raporty głęboko pod sukno, ignorując jałowe utyskiwania tych tzw. kontrolerów, a zjednoczone z nią  w dbałości o pozytywny wizerunek naszego kraju media jak najbardziej właściwie zwykły zbywać je milczeniem. To jednak przestaje wystarczać.

W tak szczególnej historycznej chwili, gdy Polska przewodzi całej Europie, gdy przyspiesza jej rozwój i ratuje euro, i gdy wszyscy na nas patrzą, wszelkie próby poniżania  i dyskredytowania naszego kraju muszą się spotykać z jasną, wyraźną odpowiedzią. Tego oczekuje całe zjednoczone w poparciu dla Partii społeczeństwo, a zwłaszcza jego młode wykształcone z dużych miast elity.

Oszczercze sprawozdanie jest  sygnałem, iż problem NIK  dojrzał do rozwiązania. Jak  konkretnie ją odpolitycznić i odzyskać dla demokracji, nie piszę,  bo to już Partia wie i ma przećwiczone.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Siła złego

5 cze 2011

Autostrad nie będzie, bo Chińczycy okazali się leniwi. Stadionu Narodowego nie będzie, bo zawalili sprawę podwykonawcy. Dworca  w Katowicach nie będzie, bo remontujący nie sprawdzili zawczasu oryginalnych planów. Ronda w Poznaniu, metra w Warszawie, linii kolejowych do Trójmiasta i innych rzeczy, których nie będzie, też nie będzie przez podwykonawców.

Najazd agencji powołanej ustawowo do zwalczania zorganizowanych działań zagrażających niepodległości i podstawom ustrojowym państwa na internetowego szydercę to tylko nadgorliwość niskiego szczebla urzędników. Aresztowania i procesy za transparent: „Donald ma Tolę”, to wina PiS, który nie zmienił przepisów, kiedy mógł to zrobić. Rekordowe liczby podsłuchów i kontrolowanych billingów wynikają z niepotrzebnego stosowania rutynowych procedur. Bałaganowi w szkołach winni są  dyrektorzy placówek, którzy nie przygotowali ich należycie do przyjęcia dwóch roczników uczniów naraz. Długi służby zdrowia to  skutek nieodpowiedzialności ordynatorów i śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który wespół z  Trybunałem Konstytucyjnym zablokował śmiały plan pozbycia się w porę szpitalnych długów z bilansów państwa. Problemy budżetu są skutkiem nieodpowiedzialności samorządów, które zamiast znaleźć środki na realizację nałożonych  na nie ustawowo zadań w bieżących dochodach, brną w spiralę zadłużenia.

A kiedy premier chce to wszystko przekonująco wyjaśnić, to przyłazi mu na konferencję wyzywająco  rozebrana dziennikarka i zamiast iwentu wychodzi popelina.

Ja nawet rozumiem, że premiera nie można o nic winić. Przecież wciąż się świetnie kojarzy, i tylko ma strasznego pecha, zwłaszcza do podwykonawców. I rozumiem,  że do pechowca nie można mieć  o jego pecha pretensji. Ja się tylko zastanawiam, czy nas na taką pechową władzę stać.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Co kto wie

29 maj 2011

Tygodnik „Polityka” dokonał wielkiego historycznego odkrycia zmieniającego nasz narodowy panteon. Bohaterska śmierć księdza Ignacego Skorupki w bitwie pod Ossowem w roku 1920 była tylko wymysłem sanacyjnej propagandy!

Jakiż historyk miażdży w ten sposób narodową legendę? Ano, niejaki Ryszard Marek Groński. Na jakiej podstawie? Twierdzi, że dowiedział się tego od nieżyjącego od 30 lat satyryka Janusza Minkiewicza. Temu zaś miał ten sekret zdradzić podczas popijawy generał Wieniawa Długoszowski. Wieniawa nie żyje od lat blisko 70, więc o weryfikacji tych sensacyjnych wieści mowy nie ma, nie wiadomo też, co począć z relacjami spod Ossowa, których trochę jednak było – ale zawsze fajnie polskiemu ciemnogrodowi wpuścić historycznego smroda.

Tak budowany jest zasób wiedzy „wtajemniczonych”, wiedzy, która odróżnia członków intelektualnej elity od „buraków”. Są w tej wiedzy i podobne demaskacje, jak „naprawdę” wyglądała polska historia, jak i „oczywiste” przyczyny śmierci „debeściaków” pod Smoleńskiem, które MAK ukrywa przed Polakami tylko z litości nad zmarłym prezydentem… Jak się taka wiedza rodzi, błahym, ale pouczającym przykładem służy inny smętny wesołek „Polityki” pan Wojewódzki. Szydzi on radośnie, że na Uniwersytecie Zielonogórskim studenci kompletnie oleli film „Krzyż” i biedny Pospieszalski „debatował sam ze sobą”; komentarz pochodzi tu od Wojewódzkiego, sam „news” zaś z „Gazety Wybiorczej”, która jednak manipulowała dużo sprytniej, nie twierdząc, że nikt nie przyszedł, tylko że nie byli to studenci. A w Internecie można zobaczyć zdjęcia z tego spotkania – w szczelnie wypełnionej auli UZ część publiczności stoi w przejściach. Widzisz, Kubuś, jak to piszą w tymże Internecie: kto gazetę czyta, ten i gazetę wie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Biegi i chody

15 maj 2011

Donald Tusk ściga się z kabaretem. Jeszcze niedawno w popularnym skeczu parodiujący go Robert Górski na krytykę, że rząd nie ma osiągnięć, reagował: „Jak to nie mamy osiągnięć? Z episkopatem wygraliśmy 2:0, ze związkowcami 3:1, i wszystkie gole moje!”. Ale premier, mówiąc językiem reklamy, zawstydził kabareciarza. Urażony stwierdzeniem Grzegorza Napieralskiego, że jest „wypalony i zmęczony”, wyzwał go na pojedynek w biegu na 10 kilometrów, i to o siódmej rano. Fakt, że premier zmienił dyscyplinę i obecnie zamiast kopaniem piłki zajmuje się bieganiem, dobrze świadczy o jego rozsądku i wyczuciu społecznych nastrojów. Pomimo całej propagandowej potęgi, pracującej na rzecz władzy, prawda o rządach PO stopniowo dociera do umysłów większej liczby Polaków. A jak w końcu dotrze, to umiejętność szybkiego dobiegnięcia na Okęcie będzie Tuskowi bardzo, bardzo potrzebna.

Ten przykład powinni sobie wziąć do serca jego podwładni. Nie wątpię zresztą, bo wszak posłów PO łączy z liderem szczególna, telepatyczna więź. Kiedy PiS złożył w Sejmie projekt zaostrzenia kar za posiadanie tzw. niebezpiecznych narzędzi, zgodnie z dyrektywą, że wszystko, co mówi opozycja, jest złe, platformersi jednogłośnie go odrzucili i potępili. Ale oto niemal z dnia na dzień z okolic premiera powiało wezwaniem do wojny z, jak to ujęła dziennikarka TVN 24, pseudokibolami, i posłowie PO równie jednogłośnie projektem się zachwycili. Bartosz Arłukowicz, który na razie okazał się niezły w chodach (można by o jego nawróceniu na ministra, skoro zaniedbano nagrania „taśm prawdy”, nakręcić przynajmniej film, szkoda tylko, że tytuł „Wielka czerwona jedynka” już zajęty), żeby doszlusować do poziomu, musi teraz dużo ćwiczyć. Tylko sam już nie wiem, co najpierw: biegi czy musztrę?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Lumpenautorytety

1 maj 2011

Kulturą masową rządzi zasada, że nie ma nic tak żenującego, żeby nie pojawiło się coś żenującego jeszcze bardziej. Po Frytce przychodzi Doda, po Dodzie – Jola Rutowicz. Zgodnie z tą zasadą lewicowa TVP 2 kreuje podróbkę Kuby Wojewódzkiego.

Przepis na Wojewódzkiego był taki, żeby człowiek inteligentny i obyty udawał skończonego chama i prymitywa. Przepis zaś na przelicytowanie go, zastosowany przez TVP 2, taki, żeby znaleźć kogoś, kto udawać nie musi. Osobnik, którego znaleziono, nazywa się – względnie nosi taki pseudonim artystyczny – Starybrat.

Przypadkiem obejrzałem popis elokwencji nowego nabytku TVP w programie, do którego zaprosił on byłego zbuntowanego rockmana, obecnie chałturzącego w muzyce knajpianej, Macieja Maleńczuka. Jako widowisko nie była to rzecz warta zauważenia, ale jako zjawisko socjologiczne – tak. Pokazuje ono bowiem nową jakość w sprawowaniu nad konsumentami mediów rządu dusz przez jedynie słuszne elity. Może nie nowe, ale jeszcze nienazwane: zjawisko lumpenautorytetów.

W heroicznych czasach michnikowszczyzny na autorytety pouczające naród z moralnych wyżyn kreowano profesorów, noblistów i artystów z wyższej półki. Z czasem jednak okazało się, że o autorytecie autoryteta decyduje nie, co sobą reprezentuje, ale na ile soczyście i brutalnie potrafi zrugać „starszych, gorzej wykształconych i z małych ośrodków” oraz uosabiającego ich Kaczyńskiego. A w tej konkurencji profesorowie i artyści nieuchronnie przegrywają z takimi naturszczykami, jak niegdyś „zbuntowani”, a dziś „załapani” muzykanci w rodzaju wspomnianego Maleńczuka czy Hołdysa. Im rzucanie najbardziej wulgarnych obelg na opozycję idzie, mimo wszystko, łatwiej niż Wajdzie czy Kutzowi. Więc przyszłość Salonu należy do nich właśnie i im podobnych.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop