Posts Tagged „drogi”<

Duma pospolita

11 lut 2012
Subotnik Ziemkiewicza

Jak tak słucham tych wszystkich narracji o sukcesach Tuska, o „europejskiej normalności” pod jego rządami i „zielonej wyspie” to dźwięczy mi w uszach przejmujący song, który w sławnym opolskim programie „Z tyłu sklepu” śpiewał w lipcu 1980 Bogdan Smoleń:

Patrzcie − za oknami świta
Widać, że rozkwita
Z lewej rosną stadiony
Z prawej będą też
Przecież to jest nasza
Duma pospolita
A wy jacyś tacy…
Toż to przecież grzech!

Tak, wiem, w oryginale nie było o stadionach, bo tamta akurat propaganda sukcesu nie miała tego w „stajlbuku”, ale poza tym wszystko pasuje jak ulał. Zawsze znajdują się ludzie, którzy bardziej wierzą telewizji niż własnym oczom, i nie mogą pojąć, dlaczego „coś się z narodem dzieje niedobrego” i nie umie on docenić swojego szczęścia.

Rzeczywiście, powodów do dumy w bród. Inne kraje budują stadiony i otwierają raz. A my nasz otworzyliśmy już trzy razy, i nadal jest zamknięty, co daje radosną  pewność, że będzie co najmniej jeszcze jedno uroczyste otwarcie. Inni reformują raz, a Tusk przeprowadził zwycięsko już dwie rewolucje legislacyjne, i nadal zapowiada reformy, bo żadnej z zapowiedzianych rewolucyjnych zmian wciąż jeszcze nie wprowadził. Inne kraje grzęzną w militaryzmie, a polska armia rozchodzi się tysiącami do domów, nie czekając nawet na wysłużenie uprawnień emerytalnych. Gdzie nie spojrzeć − europejska normalność kwitnie. Na kolejach, w przychodniach i aptekach, w szkołach pełnych pięcio- i sześciolatków, w policji i wymiarze sprawiedliwości. Dowodem „zdrowych podstaw” gospodarki jest wskaźnik PKB, napompowany strumieniami pożyczanych na coraz wyższy procent pieniędzy, przy którym takie drobiazgi jak 13,5 procentowe bezrobocie albo trzykrotnie niższe od europejskiej średniej wskaźniki wydajności i konkurencyjności, to pikuś, zwłaszcza, że za to koszt pracy mamy w Europie najwyższy. Miarą naszej pozycji międzynarodowej jest zaś stałe miejsce pod europejskim stołem, u nogi kanclerz Niemiec, rusko-pruska rura blokująca port w Świnoujściu, no i oczywiście wielkopański gest, z jakim odpuszczono taki drobiazg jak tragiczna śmierć byłego prezydenta i innych pisowców, których i tak przecież nikt nie lubił, bo kwękolili i smucili, zamiast się cieszyć z sukcesów. Gdyby na smoleńskiej ulicy samochód przejechał pieska ambasadorowi jakiegokolwiek cywilizowanego państwa, więcej by ono okazało stanowczości przy wyjaśnianiu tego incydentu, ale Polska Tuska o byle co się nie handryczy, jest ponad drobiazgi które by mogły zaszkodzić pojednaniu z potężnym sąsiadem.

Benzyna kosztuje już prawie tyle, ile za poprzedniego rządu kosztowała wódka, ale nawet tak gigantyczny wzrost wpływów z nałożonych na nią podatków nie wystarcza na wykupywanie papierów dłużnych (w tym roku idzie na to jedna trzecia budżetu – 100 miliardów) skoro minister Rostowski wyznaczył ambitne zadanie zwiększenia wpływów z tytułu mandatów drogowych o ponad 2000 procent, do miliarda złotych. Dróg Tusk zbudować nie umiał, ale fotoradarów naustawiał więcej niż ktokolwiek inny na świecie − czemu nie czujemy z tego dumy? Proszę zobaczyć na mapę dróg (jeśli jeszcze jej nie utajniono, zastępując oficjalną wersją z drogami zaplanowanymi do 2030) ile w niej altruizmu. Inne państwa egoistycznie łączą drogami własne miasta między sobą. My budujemy tylko drogi tranzytowe, a i to jedynie te poziome, wschód-zachód, bo tranzyt z północy na południe ofiarnie biorą na siebie nasi sąsiedzi – niech tam lepiej im TIR-y rozjeżdżają autobany i wyrządzają inne ekologiczne szkody. A jak ktoś się uprze jechać ze Szczecina  do Wrocławia nie przez Warszawę (choć doprawy, tunel na obwodnicy wykopany w celu zakopania i inne sukcesy pani prezydent warte są zobaczenia) to też może pojechać autostradą po niemieckiej stronie. A do Zakopanego polecieć samolotem przez Czechy, bo z czeskiego lotniska jedzie się do „zimowej stolicy Polski” krócej niż z pobliskiego Krakowa.

Naszą specjalnością staje się za to kolej spacerowa: średnia prędkość w przewozie kolejowym zbliżyła się do 19 km/h, i sprawdza się to tak znakomicie, że plany budowy szybkiej kolei w ogóle już, nawet zupełnie oficjalnie, zarzucono. Gdyby zaszła potrzeba przyśpieszenia składów (nam nigdzie nie spieszno, ale na euro może się, mimo umiejętnego zniechęcania, przywlec trochę najbardziej upartych kibiców z zagranicy) minister Zieliński będzie osobiście smarować szyny swoją prywatną brylantyną. W ogóle, ekologia − ekologia! − staje się nowym polem naszych sukcesów. Cały świat podziwia ofiarność, z jaką zobowiązaliśmy się ograniczyć naszą emisję CO2. Nie będziemy nic produkować kosztem planety. Możemy sobie wszystko kupić w innych krajach. Niech potem będzie wiadomo, przez kogo się rozpuściły lodowce. A Polska wieś zaciszna, polska wieś spokojna, coraz spokojniejsza, bo dawno już zniknęły z prowincji połączenia kolejowe i PKS, znikają posterunki policji, szkoły, poczty, sądy rejonowe… Tylko patrzeć, jak na oglądanie pejzażu „a pastuszek mały bosy chudą krówkę gna” będzie można sprowadzać Niemców albo innych turystów, najlepiej łącząc zwiedzanie z programem edukacyjnym o krzywdach wyrządzonych w dziejach przez nietolerancyjnych i fanatycznie katolickich Polaków wszystkim innym narodom − w ten sposób wykorzystałoby się ogromną pracę, jaką w odkrywaniu naszej narodowej podłości i nieudacznictwa oraz ugruntowywaniu w Polakach należnego poczucia niższości wykonują pod rządami Tuska oddane mu elity kulturalne i intelektualne.

A przy tym jakaż ta władza skromna. Swymi sukcesami nie chwali się wcale, trzyma je w najgłębszej tajemnicy, podobnie jak wysokość nagród, które sobie wypłaca… Jedyną jej nagrodą pozostaje duma, kładąca się krasą na obliczach obywateli. No, nie wszystkich obywateli, trzeba przyznać. Są, niestety, jak w tej starej piosence, co mi wciąż dźwięczy w uszach, ci „jacyś tacy”, co ani dumy, ani radości w sobie skrzesać nie mogą. Ale świat mediów, nauki (ach! Jak mogłem zapomnieć o sukcesie, jakim było wprowadzenie kilku polskich wyższych uczelni do czwartej setki w światowym rankingu; nie darmo nasi profesorowie dwoją się i troją, pracując poza macierzystą uczelnia jeszcze na pięciu, dziewięciu prywatnych), świat kultury i sztuki, celebrytów i glamuru duma z III Rzeczpospolitej po prostu rozpiera. Tak rozpiera, że się po prostu nie mogę doczekać, żeby ich wszystkich rozparło wreszcie na amen, z ich chłoptasiowatym premierem w krótkich gatkach na czele.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Siła złego

5 cze 2011

Autostrad nie będzie, bo Chińczycy okazali się leniwi. Stadionu Narodowego nie będzie, bo zawalili sprawę podwykonawcy. Dworca  w Katowicach nie będzie, bo remontujący nie sprawdzili zawczasu oryginalnych planów. Ronda w Poznaniu, metra w Warszawie, linii kolejowych do Trójmiasta i innych rzeczy, których nie będzie, też nie będzie przez podwykonawców.

Najazd agencji powołanej ustawowo do zwalczania zorganizowanych działań zagrażających niepodległości i podstawom ustrojowym państwa na internetowego szydercę to tylko nadgorliwość niskiego szczebla urzędników. Aresztowania i procesy za transparent: „Donald ma Tolę”, to wina PiS, który nie zmienił przepisów, kiedy mógł to zrobić. Rekordowe liczby podsłuchów i kontrolowanych billingów wynikają z niepotrzebnego stosowania rutynowych procedur. Bałaganowi w szkołach winni są  dyrektorzy placówek, którzy nie przygotowali ich należycie do przyjęcia dwóch roczników uczniów naraz. Długi służby zdrowia to  skutek nieodpowiedzialności ordynatorów i śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który wespół z  Trybunałem Konstytucyjnym zablokował śmiały plan pozbycia się w porę szpitalnych długów z bilansów państwa. Problemy budżetu są skutkiem nieodpowiedzialności samorządów, które zamiast znaleźć środki na realizację nałożonych  na nie ustawowo zadań w bieżących dochodach, brną w spiralę zadłużenia.

A kiedy premier chce to wszystko przekonująco wyjaśnić, to przyłazi mu na konferencję wyzywająco  rozebrana dziennikarka i zamiast iwentu wychodzi popelina.

Ja nawet rozumiem, że premiera nie można o nic winić. Przecież wciąż się świetnie kojarzy, i tylko ma strasznego pecha, zwłaszcza do podwykonawców. I rozumiem,  że do pechowca nie można mieć  o jego pecha pretensji. Ja się tylko zastanawiam, czy nas na taką pechową władzę stać.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Rządzenie rozpaczliwcem

2 sty 2011

To, co w ostatnich tygodniach minionego roku pokazała ekipa Tuska, to najdelikatniej mówiąc, rozgardiasz i panika.

Że zabraknie pieniędzy w funduszu drogowym – wiadomo było od dawna. Ale premier uparcie zapewniał, że ten brak nie odbije się na budowie nowych dróg, a jego podwładni (może w myśl zasady „po co babcię denerwować”) fikcję tę podtrzymywali.

W efekcie robione teraz na gwałt cięcia mają charakter bezmyślny – wstrzymywane są te inwestycje, które można wstrzymać bez płacenia odszkodowań, a nie te mniej ważne. Nawet jeśli rząd naprawdę wybuduje to, co obiecuje w tej chwili (załóżmy), nic to nie da, bo ani jedna ważna droga nie będzie gotowa i przejezdna w całości. A kilkadziesiąt kilkunastokilometrowych odcinków lepszej nawierzchni porozrzucanych chaotycznie po kraju to nie żadna infrastruktura.

Kompletnym skandalem jest faktyczny zakaz łączenia emerytury z pracą. Po pierwsze – nonsens, po drugie – nieuczciwość, po trzecie – rażąca niekonsekwencja wobec otrąbienia jako wielkiego sukcesu programu 50+. Podobnie jest z OFE.

Do tego władza funduje nam istny festiwal zachowań godnych filmów Barei. Prezydent stolicy każe nam się przyzwyczajać do śniegu, minister od korupcji oznajmia, że od walki z korupcją tylko rosną żądania łapówkarzy, premier każe nam robić dzieci, zamiast się oglądać na emerytury, a jego podwładni sugerują, że człowiek, który całe życie był na konto obiecywanej emerytury okradany, a który na starość chce być jeszcze pożyteczny i pracować, jest naciągaczem. Minister od rozkładu kolei zaś demonstracyjnie odbiera premie, których nie było, a potem, zamiast ukłonić się i sobie iść, podsuwa kozłów ofiarnych.

Po trzech latach snucia bajek, picu i piaru nagle widzimy władzę Tuska w realnym działaniu. Niezły widok.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop