Posts Tagged „Bartosz Arłukowicz”<

Z Misiem od rana

25 maj 2011

Mecz inaugurujący stadion wybudowany w Gdańsku odbędzie się w Warszawie ponieważ w stadion Gdańsku jest jeszcze niegotowy. W jakimś dziwnym deja vu mam wrażenie, że oglądam nie wiadomości, ale nowy film Barei.

Zwłaszcza, że choćbyś oczy przecierał, nie widać, by kogoś coś dziwiło.

Nawet to, że konkretnie w Warszawie ów gdański mecz odbędzie się na stadionie Legii, bo Stadion Narodowy też przeżywa obiektywne trudności;  zapewne, podobnie jak w wypadku tego z wybrzeża, spowodowane niespodziewaną zimą na początku roku, która zaskoczyła  budowniczych i teraz widać skutki. Stadion Legii zaś to ten sam, który właśnie został zamknięty z powodu, że zamieszki w Bydgoszczy pokazały, iż jest niebezpieczny − chociaż wcześniej był najbezpieczniejszy w Polsce. I teraz znowu jest.

Tym sposobem właściciel stadionu Legii zarobi trochę kasy, która niech mu wynagrodzi straty poniesione wskutek niedawnego zamknięcia na fali potrzeb wojny z „pseudokibolami”. Jakoś kojarzy mi się historia z OFE, które też, żeby sobie nie krzywdowały po zabraniu im pięciu procent naszych pieniędzy dostały na pociechę prawo dalszego pobierania od tego, co im władza w imię niezbędnych oszczędności zabrała, swoich wysokich prowizji.

Donald lubi czasem, jak Łukaszenka, okazać stanowczość i ojcowską dłonią wymierzyć szkodnikom klapsa. Ale Donek nie „Baćka”, a Polska nie Białoruś, tylko kraina miłości, więc nasz wódz po takim klapsie szybko klapsniętemu lobby wynagradza, żeby nie było kwasów. To się kiedyś nazywało „basarunek”. „Daj pół złotka albo złoty basarunku dla hołoty”, pouczał Cześnik Papkina, jak ma ułagodzić sprawę z „mularzami”, na grzbietach których okazał, kto rządzi granicznym murem. Tyle że Tusk i jego Papkinowie wypłacają basarunki znacznie hojniejsze, ale to jasne, bo Cześnik płacił ze swojego.

Czegoś też nie dziwi, że w tej sytuacji telewizja TVN, która oczywiście nie ma z zamkniętym-otwartym stadionem żadnego związku, przestała podszczypywać władzę, na co sobie przez krótki czas pozwalała, i już po staremu od rana do nocy drze łacha z Kaczora. Nikt więc nie zauważa tam kolejnych sukcesów rządu, nawet takich, jak występ świeżo upieczonego ministra Arłukowicza u Lisa. Oto okazało się, że stanowisko Bartka Wędrowniczka nawróciło. No, może jeszcze nie na fundamentalizm, ale na pewno na człowieka mocno zdystansowanego wobec tzw. mniejszości seksualnych (tak, wiem, że znieważam konstytucyjny organ, więc tylko bardzo proszę panów z ABW − nie o szóstej rano! Naprawdę, przed dwunastą nie ma obawy, żebym gdziekolwiek wychodził).

Do wczoraj Arłukowicz był lewicowy jak cholera, a teraz w temacie „związków partnerskich” nagle prezentuje już klasyczny donaldyzm, czyli w zasadzie tak, ale nie, problem niewątpliwie istnieje, ale nie bądźmy pochopni w jego zauważaniu, i ogólnie niech „geje” siedzą cicho i się nie wychylają. Trzeba docenić, że władza potrafi wpoić wartości chrześcijańskie skuteczniej niż „Fronda”. Ostatni tak spektakularny wypadek to była Barbara Labuda, która nazajutrz po zatrudnieniu u prezydenta Kwaśniewskiego odkryła, że konkordat jest w zasadzie OK i nie zagraża polskiej demokracji. Może naszym misjonarzom trudzącym się w innych dzikich krajach zamiast pastylek do odkażania wody i agregatów prądotwórczych lepszą pomocą byłoby wysyłać paczki podpisanych przez premiera nominacji?

Bartek Wędrowniczek to oczywiście pikuś w porównaniu ze sprawą pouciszanych śledztw, o których mówił „Uważam Rze” Mariusz Kamiński. I tu ponad gwar chórku gorliwie zagłuszających, wyśmiewających i bagatelizujących przypleczników władzy wybiła się potężna jak grom odpowiedź władzy: Mirosław Sekuła do NIK!

Człowiek, który całej Polsce pokazał się jako pogromca afery hazardowej, który z kamienną twarzą ukręcił hydrze oskarżeń łeb i bez cienia zażenowania poucinał jeden po drugim niebezpieczne dla władzy wątki, uciszył ciekawskich śledczych, uniemożliwił wyartykułowanie zawisłych nad sprawą pytań, a świadków zwolnił z odpowiadania na nie, i to wszystko w świetle reflektorów i w ślepiach kamer, bez żadnego obcyndalania się i żadnej słabości − czyż może być lepszy kandydat do kontrolowania rządów PO?

W jakimś dziwnym deja vu mam wrażenie, że znowu oglądam tę sławną dobranockę z dzieciństwa, i że jak niegdyś znany aktor pan premier wychyla się z okienka i z brutalną szczerością mówi nam, dzieciom, żebyśmy pocałowali misia w de.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Biegi i chody

15 maj 2011

Donald Tusk ściga się z kabaretem. Jeszcze niedawno w popularnym skeczu parodiujący go Robert Górski na krytykę, że rząd nie ma osiągnięć, reagował: „Jak to nie mamy osiągnięć? Z episkopatem wygraliśmy 2:0, ze związkowcami 3:1, i wszystkie gole moje!”. Ale premier, mówiąc językiem reklamy, zawstydził kabareciarza. Urażony stwierdzeniem Grzegorza Napieralskiego, że jest „wypalony i zmęczony”, wyzwał go na pojedynek w biegu na 10 kilometrów, i to o siódmej rano. Fakt, że premier zmienił dyscyplinę i obecnie zamiast kopaniem piłki zajmuje się bieganiem, dobrze świadczy o jego rozsądku i wyczuciu społecznych nastrojów. Pomimo całej propagandowej potęgi, pracującej na rzecz władzy, prawda o rządach PO stopniowo dociera do umysłów większej liczby Polaków. A jak w końcu dotrze, to umiejętność szybkiego dobiegnięcia na Okęcie będzie Tuskowi bardzo, bardzo potrzebna.

Ten przykład powinni sobie wziąć do serca jego podwładni. Nie wątpię zresztą, bo wszak posłów PO łączy z liderem szczególna, telepatyczna więź. Kiedy PiS złożył w Sejmie projekt zaostrzenia kar za posiadanie tzw. niebezpiecznych narzędzi, zgodnie z dyrektywą, że wszystko, co mówi opozycja, jest złe, platformersi jednogłośnie go odrzucili i potępili. Ale oto niemal z dnia na dzień z okolic premiera powiało wezwaniem do wojny z, jak to ujęła dziennikarka TVN 24, pseudokibolami, i posłowie PO równie jednogłośnie projektem się zachwycili. Bartosz Arłukowicz, który na razie okazał się niezły w chodach (można by o jego nawróceniu na ministra, skoro zaniedbano nagrania „taśm prawdy”, nakręcić przynajmniej film, szkoda tylko, że tytuł „Wielka czerwona jedynka” już zajęty), żeby doszlusować do poziomu, musi teraz dużo ćwiczyć. Tylko sam już nie wiem, co najpierw: biegi czy musztrę?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Transfertyci, czyli czas polityków wędrownych

11 maj 2011

Ministerialne stanowisko, którym obdarzono Bartosza Arłukowicza, nie służy niczemu innemu, niż skorumpowaniu tego, dla kogo zostało ad hoc utworzone – ocenia publicysta „Rzeczpospolitej”.

Kilka lat temu wylansowano określenie „korupcja polityczna”. Dziś należałoby je zdefiniować w duchu popularnej niegdyś powieści Sienkiewicza: korupcja polityczna być wtedy, gdy Kalemu ktoś podkupywać posłów, oferując im wysokie stanowiska. Natomiast gdy Kali podkupywać popularnych działaczy innym, to nie być.

Szkoda, swoją drogą, że tym razem żaden dziennikarz nie został dopuszczony do nagrania szczegółów negocjacji prowadzonych przez rządzącą partię z Bartoszem Arłukowiczem. Inna sprawa, że w obecnej sytuacji politycznej takich „taśm prawdy” żadna telewizja wyemitować by się nie odważyła. Choć nietrudno się domyślić, co byśmy na nich usłyszeli.

Czekając na serię przejęć

Trudno przecież brać poważnie argument Arłukowicza, jakoby w SLD „zmuszany był do głosowania ramię w ramię z prezesem Kaczyńskim”; zanadto wpasowuję się to w łatwą do rozszyfrowania strategię propagandową. Odwołanie się do wspólnej walki z „wielkim szatanem”, bo tak jest przecież w elektoracie PO i SLD postrzegany lider PiS, nie od dzisiaj pozwala politykom zbliżonym do władzy usprawiedliwić wszystko.

Zapewne pozwoli i Arłukowiczowi wykręcić się w oczach wyborców ze sprzeczności między tym, co do wczoraj mówił o partii rządzącej, a tym, co potem zrobił. Niestety, pozwoli też łatwo przykryć fakt, iż ministerialne stanowisko, którym obdarzono nowy nabytek Platformy, nie ma żadnego praktycznego znaczenia i nie służy niczemu innemu niż właśnie skorumpowaniu tego, dla kogo zostało ad hoc utworzone.

Mamy do czynienia z podobnym marnowaniem pieniędzy i psuciem państwa, jak swego czasu dostawienie do Rady Ministrów stołka „ministra od korupcji” dla Julii Pitery, podobnie wyłuskanej z szeregów konkurencji. I każdy, kto jako tako śledził te sprawy, może się spokojnie zakładać o każde pieniądze, że walka ministra Arłukowicza ze społecznym wykluczeniem przyniesie podobne rezultaty jak „prawdziwa walka z korupcją” w wykonaniu minister Pitery.

Przeczytaj cały artykuł

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop