<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Rafał A. Ziemkiewicz</title>
	<atom:link href="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz</link>
	<description>Les bleus sont là</description>
	<lastBuildDate>Sun, 05 Feb 2012 18:25:37 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>„Polskie obozy&#8221; wkraczają do Polski</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/02/05/%e2%80%9epolskie-obozy-wkraczaja-do-polski/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/02/05/%e2%80%9epolskie-obozy-wkraczaja-do-polski/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Feb 2012 18:25:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Komentarz redakcyjny]]></category>
		<category><![CDATA[Rafał Ziemkiewicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=1806</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Rzeczpospolita&#8221; była pierwszą gazetą w głównym nurcie mediów, która podjęła walkę z oszczerczym określeniem &#8222;polskie obozy koncentracyjne&#8221;. Ponieważ w sprawę tę nigdy nie włączyły się w należyty sposób zobowiązane do tego agendy państwowe (wystarczyłby jeden wygrany proces w USA – ale Polska nigdy nie wysupłała pieniędzy na jego wytoczenie), kalumnie ze światowych mediów, niestety, od [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify">&#8222;Rzeczpospolita&#8221; była pierwszą  gazetą w głównym nurcie mediów, która podjęła walkę z oszczerczym  określeniem &#8222;polskie obozy koncentracyjne&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify">Ponieważ w sprawę tę nigdy nie włączyły się w należyty sposób  zobowiązane do tego agendy państwowe (wystarczyłby jeden wygrany proces w  USA – ale Polska nigdy nie wysupłała pieniędzy na jego wytoczenie),  kalumnie ze światowych mediów, niestety, od tego czasu nie zniknęły,  wręcz są rzucane coraz częściej.</p>
<p style="text-align: justify">Jednak prawdziwym szokiem powinien stać się fakt, że nikczemne  określenie &#8222;polskie obozy koncentracyjne&#8221; propagowane jest już także na  terenie państwa polskiego, przez ludzi, którzy wprawdzie nie uważają się  za Polaków, ale używają polskiego języka. Propagowane na dodatek za  pieniądze polskiego podatnika. Ruch Autonomii Śląska – współrządzący w  tamtejszym samorządzie w koalicji z Platformą Obywatelską – zapowiedział  bowiem &#8222;naukową&#8221; konferencję połączoną z pokazem filmu o takim właśnie  tytule.</p>
<p style="text-align: justify">Ostra reakcja środowisk prawicowych skłoniła wprawdzie separatystów  do złagodzenia retoryki, ale zrobili to półgębkiem, bez przeprosin ani  wycofania się ze swoich tez. Bo też nie mieliśmy do czynienia z  incydentem.</p>
<p style="text-align: justify">Kto śledzi działalność szefa RAŚ pana Gorzelika i jego akolitów wie,  że teza, jakoby stalinowskie obozy na terenie Śląska, w których  komuniści mordowali polskich patriotów, były &#8222;polskimi obozami dla  Ślązaków&#8221;, jest ważnym elementem judzenia o krzywdach i represjach,  doznanych przez &#8222;narodowość śląską&#8221; od Polaków.</p>
<p style="text-align: justify">Przerażające jest to, że wybryki RAŚ nie spotykają się z potępieniem  wpływowych mediów, i w ogóle środowisk oddanych rządzącej partii.  Przeciwnie, lansują one modę na bezmyślne solidaryzowanie się z  separatystami i deklarowanie &#8222;narodowości śląskiej&#8221;. Aby tylko na złość  Kaczyńskiemu.</p>
<p style="text-align: justify"><em>Autor jest publicystą tygodnika &#8222;Uważam Rze&#8221;</em></p>
<a rel="nofollow"   href="http://www.printfriendly.com/print/new?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F02%2F05%2F%25e2%2580%259epolskie-obozy-wkraczaja-do-polski%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/printfriendly.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Print" alt="Print" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.facebook.com/share.php?u=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F02%2F05%2F%25e2%2580%259epolskie-obozy-wkraczaja-do-polski%2F&amp;t=%E2%80%9EPolskie%20obozy%22%20wkraczaj%C4%85%20do%20Polski" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/facebook.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Facebook" alt="Facebook" /></a><a rel="nofollow"   href="http://twitter.com/home?status=%E2%80%9EPolskie%20obozy%22%20wkraczaj%C4%85%20do%20Polski%20-%20http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F02%2F05%2F%25e2%2580%259epolskie-obozy-wkraczaja-do-polski%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/twitter.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Twitter" alt="Twitter" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.wykop.pl/dodaj?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F02%2F05%2F%25e2%2580%259epolskie-obozy-wkraczaja-do-polski%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/wykop.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Wykop" alt="Wykop" /></a><br/><br/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/02/05/%e2%80%9epolskie-obozy-wkraczaja-do-polski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>380</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wirtualny Dziki Zachód</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/02/04/wirtualny-dziki-zachod/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/02/04/wirtualny-dziki-zachod/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 04 Feb 2012 11:42:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rafał Ziemkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Subotnik Ziemkiewicza]]></category>
		<category><![CDATA[ACTA]]></category>
		<category><![CDATA[prawo autorskie]]></category>
		<category><![CDATA[Rafał A. Ziemkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[subotnik Ziemkiewicza]]></category>
		<category><![CDATA[własność intelektualna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=1798</guid>
		<description><![CDATA[Subotnik Ziemkiewicza Dawno, dawno temu, kiedy przez świat przewalała się fala bezmyślnego zachwytu, że Internet raz na zawsze przyniesie ludziom całkowitą i nieskrępowaną wolność słowa i w ogóle wszystkiego, ja pozwoliłem sobie krakać. Guzik tam, pisałem wtedy, podobnie się ludziom wydawało, gdy wynaleziono druk, i proszę − okazało się, że można książki palić, razem z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Subotnik Ziemkiewicza</strong></p>
<p>Dawno, dawno temu, kiedy przez świat przewalała się fala bezmyślnego zachwytu, że Internet raz na zawsze przyniesie ludziom całkowitą i nieskrępowaną wolność słowa i w ogóle wszystkiego, ja pozwoliłem sobie krakać. Guzik tam, pisałem wtedy, podobnie się ludziom wydawało, gdy wynaleziono druk, i proszę − okazało się, że można książki palić, razem z drukarniami i drukarzami, można cenzurować, można poddać kontroli jakiegoś politbiura, który je wypełni od deski do deski propagandowymi kłamstwami… I z Internetem można tak samo. A jeśli się komuś dziś (to znaczy paręnaście lat temu) wydaje, że nie można, to tylko dlatego że na razie się nikomu za Internet wziąć nie chciało. Ten tekst był przedrukowany w zbiorku „Frajerzy” i kto ciekaw może go tam znaleźć.</p>
<p>Tak więc ACTA wcale mnie nie dziwi. Także i to, że regulacje umożliwiające wielkim koncernom odgrywanie roli „światowego żandarma” cyberprzestrzeni usiłuje się wprowadzić chyłkiem, podpięte do umowy handlowej, dotyczącej zasadniczo zupełnie czego innego. Możnowładcy świata, w którym demokracja jest już tylko pozorem (jak pozorem była republika rzymska za Cezarów) nie zamierzają na dłuższą metę tolerować wirtualnych dzikich pól. Jakieś cyber-Sherwood, gdzie będzie się skryje paru Robin Hoodów ery cyfrowej, to jeszcze tak. Ale ze wszystkich sił będą dążyć, żeby sieć jako całość została „ucywilizowana”, pokryta systemem urzędów i posterunków policji − tak, jak swego czasu „ucywilizowany” został Dziki Zachód. Swego czasu mieszkańcy „Starego Zachodu” (bo tak nazywali Pogranicze sami Amerykanie) przyjmowali tę cywilizację z wdzięcznością, tak chcieli ukrócenia bezprawia i bandytyzmu; do dziś takie skojarzenie pozostaje w przywoływanym pojęciu. A tymczasem, jeśli ktoś dogrzebie się do twardych danych, dostępnych w pracach historyków, tak naprawdę ten rzekomo „dziki” zachód stanowił krainę zgoła bukoliczną w porównaniu z inwazją zbrodni i przemocy jaką przyniosło ze sobą ucywilizowanie. Nie mówię już o czasach współczesnych ani o okresie prohibicji, ale o, powiedzmy, przełomie stuleci XIX i XX, czasach „gangów Nowego Jorku”. Dodge City czy Tombstone to przy nich pagórek teletubisiów.</p>
<p>Trzeba chronić prawa autorskie… Pewnie, trzeba. Sam mógłbym dołożyć swoje do listy żalów artystów, bezradnie obserwujących tupet ludzi, którym wydaje się, że piosenki, książki czy filmy to coś, co się po prostu bierze („to jest kasabubu, chłopie, tego się nie »zarabia«, to się po prostu bierze frajerom” − uczy jeden uliczny oprych drugiego w „Mechanicznej Pomarańczy”).  Mój wydawca twierdzi, że jeden tylko serwis „chomikuj.pl” rąbnął mnie już na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Liczył to ostatnio dokładnie, przygotowując jakieś pozwy (nawiasem, bez czekania na ACTA). Pewnie, że wolałbym mieć te pieniądze w kieszeni.</p>
<p>Z drugiej strony jednak, trudno by było mnie samemu wyjaśnić takiemu „chomikującemu”, czym przeczytanie mojej książki za darmo z Internetu różni się wypożyczenia jej ze szkolnej biblioteki. Z mojego punktu widzenia to to samo: dwa-trzy złote, zależnie od tytułu, do tyłu. Ale do wypożyczania z bibliotek wszyscy zachęcają i głaszczą po główce, a ściąganie z sieci nazywają złodziejstwem. Takich pytań, na które nie umiałbym odpowiedzieć, jest więcej. Dlaczego by legalnie kupić e-book trzeba zapłacić tyle samo, co za książkę papierową? Mój zarobek w obu wypadkach jest taki sam, w cenie książki papierowej mieści się cena papieru, druku, transportu, magazynu; na logikę e-book powinien być o tyle tańszy. Czy to jakaś zmowa wydawców, żeby e-booki nie zmiotły z rynku książek tradycyjnych? A dlaczego płyta CD kosztuje pięć − siedem dych, skoro artysta ma z tego nie więcej niż kilka złotych, a tłoczenie i cała reszta kosztuje jeszcze mniej? A dlaczego za puszczanie w sklepie czy salonie fryzjerskim radia ściąga się haracz, skoro radio już raz za prawo emisji tej muzyki zapłaciło, i kto naprawdę bierze te pieniądze?</p>
<p>Kto, tak jak ja, nie umie na te pytania odpowiedzieć, niech nie szafuje tak łatwo słowem „złodziej”.</p>
<p>Facet, który wymyślił sławną charakteryzację dla Borisa Karloffa w pierwszym filmie o Frankensteinie dostał za nią na rękę 25 dolarów. Koncern, któremu ją sprzedał, zarobił na prawach autorskich do maski potwora grube miliony, nadal zarabia, i nigdy nie odpalił ani centa artyście ani jego spadkobiercom. W Polsce akurat byłoby to niemożliwe, nasze prawo autorskie jest dużo uczciwsze od amerykańskiego (nie chce się wierzyć, ale naprawdę), tylko że na świecie obowiązują niestety standardy amerykańskie. Poza wąziutką grupą hodowanych na użytek mediów gwiazd popu twórca dostaje jakieś centy. Większość należnych mu pieniędzy i tak przechwytują rozmaite agencje, zaiksy, koncerny i inne cholery.</p>
<p>Co do mnie, zamiast się żołądkować, wolę sobie zanucić Brassensa że „żaden przecież ból dla ludzkości wszakże, gdy ucieknie raz złodziej kilku jabłek” − gdyby mi bardzo zależało na kasie, nie zajmowałbym się pisaniem, tylko biznesem. Oczywiście, przymknięcie oka przez sadownika na złodziejaszka, co mu rąbnie parę jabłek ze straganu (a czort z nim, może jak posmakuje, następną porcję przyjdzie już kupić) nie jest żadnym argumentem przeciwko prawu i policji jako takim. Problem praw autorskich to także problem systemowy, problem, na przykład, masowej kradzieży przez portale internetowe „kontentu” tworzonego przez gazety, zagrażającej wręcz istnieniu tradycyjnych mediów, a przez to podmywających także resztki demokracji i wolności słowa. I tego problemu nie da się rozwiązać bez odpowiedniej konwencji międzynarodowej</p>
<p>Tylko czy jest nią właśnie ACTA? Przypuszczam, że wątpię. ACTA jest, w tej kwestii, cwaną wstawką wrzuconą do światowego porozumienia handlowego, niewątpliwie wskutek lobbingu wielkich koncernów, które chcą mieć możliwość wyciskania zysków także z krajów dotąd im umykających. Nie widać w tym żadnej ogólnej koncepcji, rozwiązania − jest tylko narzędzie pozwalające prawnikom z Nowego Jorku huknąć poprzez ocean po kieszeni gościa w Tomaszowie Mazowieckim, z pominięciem miejscowej administracji. Naszym panującym narzędzie to przypasowało, bo zobaczyli, że oni z kolei mogliby za jego pomocą przydusić w Internecie krytykę swoich poczynań. Na przykład, wielka hucpa, jaką było stworzenie przez telewizje wielkiego matriksu Święta Niepodległości, pod rządami ACTA byłaby jeszcze większa, bo władza mogłaby także zablokować rozpowszechnianie prawdziwego obrazu obchodów w sieci. Podobnie, jak mogłaby zablokować wszelkiego rodzaju „antykomory”, „ministerstwa prawdy” czy „autorytety platformy obywatelskiej”. To nic, że one nie naruszają niczyich praw autorskich, wystarczy samo podejrzenie, a zresztą, wynajęta kancelaria uzasadni wszystko, za uzasadnienie czego się jej zapłaci.</p>
<p>Ekipa Tuska próbowała ocenzurować Internet już dwukrotnie – za każdym razem chyłkiem, licząc, że zapisy wciśnięte w ustawę zasadniczo poświęconą czemu innemu przejdą niezauważone. ACTA dostarczyła im kolejnej okazji, i prawie się udało, bo Polacy bardziej są podejrzliwi wobec inicjatyw tutejszej władzy niż wobec umów międzynarodowych (jak się okazało, niesłusznie). Pewnie niebawem podjęta zostanie następna próba. W końcu na Dzikim Zachodzie zastąpienie wybieralnych szeryfów policją państwową, a potem federalną, było oczywistą koniecznością, chociaż problemów to nie rozwiązało (a raczej − rozwiązawszy jedne, stworzyło inne). Ale musi to być proces odbywający się pod kontrolą obywateli, a nie z mocy kolonialnego protektoratu światowych mocarstw.</p>
<p>A naszej władzuni, skoro deklaruje taką troskę o prawa autorskie, polecałbym zajęcie się czym innym. Wracam do poruszonej powyżej (a sygnalizowanej już przed laty) sprawy książek z bibliotek i wypożyczalni. Polska podpisała konwencję, nakazującą wypłacanie autorom tantiem od egzemplarzy tam udostępnianych. Podpisała, i nic, choć czas mija. W większości krajów Europy wypłacaniem autorom tych tantiem nie obciąża się samych bibliotek ani ich czytelników, bierze to na siebie państwo. Czytałem szacunki, iż w Polsce oznaczałoby to wydatki rzędu 10 – 20 milionów złotych rocznie. W skali rządowych wydatków grosze, o wiele mniej, doprawdy, niż kosztowało nas tworzenie różnych fikcyjnych niby-ministerstw walki z korupcją, wykluczeniem, równym statusem, nie o zatrudnianiu mówiąc o różnych znajomych fryzjerów. Jeśli rząd chce pokazać, że mu zależy na twórcach, to wystarczy, że wywiąże się z tego, co już jakiś czas temu podpisał.</p>
<a rel="nofollow"   href="http://www.printfriendly.com/print/new?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F02%2F04%2Fwirtualny-dziki-zachod%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/printfriendly.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Print" alt="Print" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.facebook.com/share.php?u=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F02%2F04%2Fwirtualny-dziki-zachod%2F&amp;t=Wirtualny%20Dziki%20Zach%C3%B3d" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/facebook.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Facebook" alt="Facebook" /></a><a rel="nofollow"   href="http://twitter.com/home?status=Wirtualny%20Dziki%20Zach%C3%B3d%20-%20http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F02%2F04%2Fwirtualny-dziki-zachod%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/twitter.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Twitter" alt="Twitter" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.wykop.pl/dodaj?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F02%2F04%2Fwirtualny-dziki-zachod%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/wykop.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Wykop" alt="Wykop" /></a><br/><br/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/02/04/wirtualny-dziki-zachod/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>231</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Polactwo” nie znaczy „Polactwo”</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/02/01/%e2%80%9epolactwo%e2%80%9d-nie-znaczy-%e2%80%9epolactwo%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/02/01/%e2%80%9epolactwo%e2%80%9d-nie-znaczy-%e2%80%9epolactwo%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Feb 2012 10:39:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rafał Ziemkiewicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=1799</guid>
		<description><![CDATA[Roman Pawłowski, recenzent „Gazety Wyborczej”, odnalazł w świeżo wydanych dziennikach Sławomira Mrożka znane sobie słowo „polactwo”. Skojarzył, gdzie je wcześniej słyszał, i doznał olśnienia, którym natychmiast podzielił się z czytelnikami wspomnianego organu: a więc tego słowa nie wymyślił Ziemkiewicz, on tylko „przywłaszczył sobie” słowo wymyślone przez Mrożka! Przeczytał to inny intelektualny orzeł salonów, Tomasz Jastrun, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Roman Pawłowski, recenzent  „Gazety Wyborczej”, odnalazł w świeżo wydanych dziennikach Sławomira  Mrożka znane sobie słowo „polactwo”. Skojarzył, gdzie je wcześniej  słyszał, i doznał olśnienia, którym natychmiast podzielił się z  czytelnikami wspomnianego organu: a więc tego słowa nie wymyślił  Ziemkiewicz, on tylko „przywłaszczył sobie” słowo wymyślone przez  Mrożka!</p>
<p>Przeczytał to inny intelektualny orzeł salonów, Tomasz Jastrun,  producent coraz bardziej żałosnych dywagacji zapaskudzających polską  edycję „Newsweeka&#8221;, i pojechał jeszcze ostrzej. Co tam przywłaszczył:  Ziemkiewicz „ukradł&#8221;! Ukradł Mrożkowi jego słowotwórczy wynalazek!</p>
<p>Pozwólcie Państwo, choć rzecz jest oczywiście duperelna, że zwrócę  uwagę na pewien drobiazg. Jeśli już, nie była to prosta kradzież, ale −  mówiąc językiem dawnych „worow w zakonie&#8221; − „juchta z flingiem&#8221;, czyli  kradzież z włamaniem. Przecież dzienniki Mrożka, co obaj wspomniani  wyżej raczyli przeoczyć, upubliczniane są dopiero teraz. Wcześniej przez  wiele lat leżały w mrożkowej szufladzie, więc nawet tak mądrzy ludzie,  jak wyżej wspomniani, powinni wyrozumować, że aby cokolwiek z nich sobie  „przywłaszczyć&#8221; i „ukraść&#8221;, musiałem się do owej szuflady, w dalekim  Meksyku, bo tam wciąż jeszcze znany pisarz mieszkał, gdy ukazało się  pierwsze wydanie „Polactwa&#8221;, chyłkiem zakraść. Przebyć ocean, nie  zauważony przez nikogo przewertować nocą rękopis Mistrza wynotowując  potrzebny fragment, a następnie, nie zostawiwszy śladów, podrzucić mu  dziennik z powrotem − wszystko bez zostawienia śladów. Może nie była to  akcja na miarę Szpicbródki, ale jakieś osobne gratulacje mi się, skoro  już raczył ktoś poruszyć temat, za nią należą.</p>
<p>A mówiąc nieco poważniej − od faceta z „Wyborczej&#8221;, o Jastrunie już  nie wspominając, trudno wymagać oczytania. Ale mogliby, zanim zaczną się  mądrzyć, bodaj wstukać to jedno słówko w google&#8217;a. Gdyby im się chciało  (względnie, gdyby nie przerastało to ich internetowych talentów)  zauważyliby, że „polactwo&#8221; incydentalnie pojawia się już w tekstach z  wieku XIX, a szczególnie często z okresu międzywojennego, kiedy to  używane było zwłaszcza przez pieczętującą się rodłem polską mniejszość w  Niemczech.</p>
<p>Fakt, mimo identycznego brzmienia nie jest to to samo słowo, którego w  swych „Dziennikach&#8221; użył Mrożek. „Polactwo&#8221; w pierwotnym znaczeniu  miało brzmienie dumne. Mrożek zaś − sądząc z relacji, nowo wydanego tomu  „Dzienników&#8221; jeszcze nie czytałem − używa go jako słowa pogardliwego,  mającego się do słowa „Polacy&#8221; tak, jak „kacap&#8221; do „Rosjanina&#8221;. Możliwe  więc, że Mrożek faktycznie sam je na własny użytek wymyślił ponownie,  już wedle wrażliwości językowej swoich czasów, która kazała kojarzyć je  raczej z „robactwem&#8221;, niż − jak w wypadku przedwojennych działaczy od  rodła − z „ptactwem&#8221;.</p>
<p>Takie użycie słowa „polactwo&#8221; przypisywać mi mogą tylko ci, którzy  lekturę mojej książki zakończyli na tytule. Kto znajdzie czas, by z  którymś z dotychczasowych siedmiu wydań „Polactwa&#8221; zapoznać się odrobinę  bardziej wnikliwie, musi zauważyć, iż słowo to nie znaczy u mnie tyle  samo, co „Polacy&#8221;, tylko pogardliwie. Zapropnowałem nazwanie w ten  sposób pewnego stanu umysłów, pewnego rodzaju postpańszczyźnianej i  postpeerelowskiej mentalności, będącego polską odmianą opisywanej przez  (wielokrotnie przeze mnie przywoływaną) Tatianę Zasławską postsowieckiej  mentalności „chytrego niewolnika&#8221;. Nie podoba się komu taka nazwa, to  niech zaproponuje inną. Nie nazwa jest ważna, ważny jest problem  postkolonialnego społeczeństwa, a raczej jego dwa główne problemy −  problem zepchniętych w cwaniactwo, oduczonych pojęcia dobra wspólnego  mas, i problem postkolonialnych elit, przyuczonych zwracać się przeciwko  własnemu narodowi, w imię narzucania tubylcom cywilizacji importowanej z  jakiejś metropolii leżącej czy to na wschodzie, czy na zachodzie, ale w  każdym razie nie tu.</p>
<p>Ale tego problemu nie można zauważyć, jeśli się swoich rodaków nie  stara zrozumieć, tylko się po prostu nimi gardzi − że my tu, elita, już  prawie ucywilizowani i prawie europejscy, a ciemna masa nie dociąga. A  że taka właśnie pogarda na salonach króluje, więc i słowo „polactwo&#8221;  potrafią ono pojąć wyłącznie tak, jak go użył w swych zapiskach Mrożek,  zapewne dla odreagowania syndromu Lorda Jima.</p>
<a rel="nofollow"   href="http://www.printfriendly.com/print/new?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F02%2F01%2F%25e2%2580%259epolactwo%25e2%2580%259d-nie-znaczy-%25e2%2580%259epolactwo%25e2%2580%259d%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/printfriendly.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Print" alt="Print" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.facebook.com/share.php?u=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F02%2F01%2F%25e2%2580%259epolactwo%25e2%2580%259d-nie-znaczy-%25e2%2580%259epolactwo%25e2%2580%259d%2F&amp;t=%E2%80%9EPolactwo%E2%80%9D%20nie%20znaczy%20%E2%80%9EPolactwo%E2%80%9D" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/facebook.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Facebook" alt="Facebook" /></a><a rel="nofollow"   href="http://twitter.com/home?status=%E2%80%9EPolactwo%E2%80%9D%20nie%20znaczy%20%E2%80%9EPolactwo%E2%80%9D%20-%20http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F02%2F01%2F%25e2%2580%259epolactwo%25e2%2580%259d-nie-znaczy-%25e2%2580%259epolactwo%25e2%2580%259d%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/twitter.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Twitter" alt="Twitter" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.wykop.pl/dodaj?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F02%2F01%2F%25e2%2580%259epolactwo%25e2%2580%259d-nie-znaczy-%25e2%2580%259epolactwo%25e2%2580%259d%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/wykop.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Wykop" alt="Wykop" /></a><br/><br/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/02/01/%e2%80%9epolactwo%e2%80%9d-nie-znaczy-%e2%80%9epolactwo%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>242</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Merkel przekracza Rubikon</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/01/29/merkel-przekracza-rubikon/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/01/29/merkel-przekracza-rubikon/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Jan 2012 19:06:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rafał Ziemkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Angela Merkel]]></category>
		<category><![CDATA[Francja]]></category>
		<category><![CDATA[Francois Sarkozy]]></category>
		<category><![CDATA[kampania wyborcza]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=1794</guid>
		<description><![CDATA[Zapowiedź „aktywnego włączenia się&#8221; przez urzędującą kanclerz Niemiec w kampanię wyborczą ubiegającego się o reelekcję prezydenta Francji, o której pisze Tomasz Wróblewski, symbolizuje zanik w Europie już nie tyle szacunku dla demokracji, ile resztek przyzwoitości, która do niedawna kazała jej odrzucenie maskować pozorami. Resztki przyzwoitości kazały do niedawna przedsięwzięcia mające na celu ustanawianie wygodnych dla [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify">Zapowiedź „aktywnego włączenia  się&#8221; przez urzędującą kanclerz Niemiec w kampanię wyborczą ubiegającego  się o reelekcję prezydenta Francji, <a href="http://blog.rp.pl/wroblewski/2012/01/29/czy-kiedykolwiek-zasiadziemy-przy-stole/">o której pisze Tomasz Wróblewski</a>,  symbolizuje zanik w Europie już nie tyle szacunku dla demokracji, ile  resztek przyzwoitości, która do niedawna kazała jej odrzucenie maskować  pozorami.</p>
<p style="text-align: justify">Resztki przyzwoitości kazały do niedawna przedsięwzięcia mające na  celu ustanawianie wygodnych dla siebie rządów w państwach ościennych  maskować obłudnymi frazesami, iż to suwerenne narody podejmują decyzje,  jak i przez kogo chcą być rządzone, i decyzje te muszą być uszanowane.  Dziś urzędująca kanclerz państwa, które dzięki zjednoczeniu i unii  monetarnej wyrosło na pierwszą europejską potęgę, nie waha się wyraźnie  oznajmić, iż zwycięstwo kandydata socjalistów – zdecydowanie  prowadzącego w sondażach – byłoby „złe dla Francji&#8221;. Rząd Niemiec wie  przecież lepiej, co lepsze dla Francji, niż sami Francuzi. Przypadkiem  to akurat, co lepsze dla&#8230; nie, broń Boże, nie dla Niemiec – dla całej  Europy, której interesów wyrazicielem czuje się po raz kolejny w  historii rząd w Berlinie.</p>
<p style="text-align: justify">Dawno już uznano, że wyborcy nie mają dość rozumu, by rozstrzygać na  przykład o finansach i gospodarce swych krajów, więc takie decyzje  trzeba odebrać wybieralnym politykom i oddać fachowcom. Odbieranie im na  rzecz fachowców kolejnych kluczowych obszarów decyzji jest więc  logiczną konsekwencją budowania nowego wspaniałego świata i Europy.  Francuzi i tak powinni się czuć zaszczyceni, że kanclerz Niemiec  zaangażuje się w ich urabianie osobiście. W wypadku mniejszych narodów,  takich jak Polacy czy Węgrzy, zleca to tylko swoim mediom i specjalistom  od manipulowania emocjami mas. Tak jak przed wiekami cesarze posyłali  jednemu z pretendentów do tronu w mniejszych krajach parę setek  zbrojnych.</p>
<p style="text-align: justify"><em>Autor jest publicystą tygodnika „Uważam Rze&#8221;</em></p>
<a rel="nofollow"   href="http://www.printfriendly.com/print/new?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F29%2Fmerkel-przekracza-rubikon%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/printfriendly.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Print" alt="Print" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.facebook.com/share.php?u=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F29%2Fmerkel-przekracza-rubikon%2F&amp;t=Merkel%20przekracza%20Rubikon" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/facebook.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Facebook" alt="Facebook" /></a><a rel="nofollow"   href="http://twitter.com/home?status=Merkel%20przekracza%20Rubikon%20-%20http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F29%2Fmerkel-przekracza-rubikon%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/twitter.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Twitter" alt="Twitter" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.wykop.pl/dodaj?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F29%2Fmerkel-przekracza-rubikon%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/wykop.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Wykop" alt="Wykop" /></a><br/><br/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/01/29/merkel-przekracza-rubikon/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>313</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wielki rozgrzeszacz</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/01/08/wielki-rozgrzeszacz/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/01/08/wielki-rozgrzeszacz/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Jan 2012 18:04:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rafał Ziemkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[dobroczynność]]></category>
		<category><![CDATA[Jurek Owsiak]]></category>
		<category><![CDATA[WOŚP]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=1788</guid>
		<description><![CDATA[Jerzy &#8222;Jurek&#8221; Owsiak jest w III RP świętością. Nie wolno mieć żadnych wątpliwości co do tego, że charytatywna akcja została upaństwowiona i zmieniona w państwowy propagandowy cyrk przypominający gierkowskie turnieje miast (by już nie sięgać  po niemiecką akcję &#8222;zimowej pomocy&#8221;). Gdy, na przykład, &#8222;Gazeta Wrocławska&#8221; zwróciła nieśmiało uwagę, że za koncert w ramach  Orkiestry starzy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify">Jerzy &#8222;Jurek&#8221; Owsiak jest w III RP świętością. Nie wolno mieć żadnych wątpliwości co do tego, że charytatywna akcja została upaństwowiona i zmieniona w państwowy propagandowy cyrk przypominający gierkowskie turnieje miast (by już nie sięgać  po niemiecką akcję &#8222;zimowej pomocy&#8221;). Gdy, na przykład, &#8222;Gazeta Wrocławska&#8221; zwróciła nieśmiało uwagę, że za  koncert w ramach  Orkiestry starzy chałturnicy biorą kasę fundowaną  przez urzędy miast i gmin (przypuszczam, że tak było w większości  Polski) – to poczuła się w obowiązku opatrzyć ten  artykuł  wiernopoddańczym zapewnieniem, że w żadnym stopniu nie podważa szczytnej  idei&#8230; Tak za czasów mojej młodości, by dostrzec jakąś &#8222;bolączkę&#8221;,  trzeba było przysięgać, że nie jest się przeciwko socjalizmowi.</p>
<p style="text-align: justify">Jeśli  akcja charytatywna ma zastąpić to, czego zapewnienie jest tak zwanym  psim obowiązkiem państwa, to coś jest tu nie tak. Jeśli na dodatek  władza robi z niej swój propagandowy cyrk na wszystkich kanałach za  pieniądze podatników, to jeszcze gorzej. Tym gorzej, że, wbrew  stereotypowi, Orkiestra od pewnego czasu bynajmniej nie zachęca już  Polaków do wrażliwości na cudze problemy, ale przeciwnie. Z badań widać  jasno, że rzucenie grosika kwestarzom Orkiestry jest dla większości  odfajkowaniem tematu &#8222;dobroczynność&#8221; na cały rok. Myślę, że to jedna z  dwóch przyczyn sukcesu Owsiaka – że daje Polakom tanie rozgrzeszenie z  tego, iż na co dzień mają wszelką działalność społeczną i dobroczynną  gdzieś. Przyczyną drugą jest idealne trafienie w naszą skłonność do  działania zrywami, od wielkiego dzwonu i na pokaz. Chlubi się Owsiak, że  niczego podobnego jak WOŚP nie ma w krajach zachodnich – i to prawda.  Bo tam są dziesiątki tysięcy małych organizacji działających na co  dzień, a nie jedno wielkie halo raz do roku.</p>
<p style="text-align: justify"><em>Autor jest publicystą tygodnika &#8222;Uważam Rze&#8221;</em></p>
<a rel="nofollow"   href="http://www.printfriendly.com/print/new?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F08%2Fwielki-rozgrzeszacz%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/printfriendly.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Print" alt="Print" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.facebook.com/share.php?u=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F08%2Fwielki-rozgrzeszacz%2F&amp;t=Wielki%20rozgrzeszacz" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/facebook.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Facebook" alt="Facebook" /></a><a rel="nofollow"   href="http://twitter.com/home?status=Wielki%20rozgrzeszacz%20-%20http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F08%2Fwielki-rozgrzeszacz%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/twitter.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Twitter" alt="Twitter" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.wykop.pl/dodaj?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F08%2Fwielki-rozgrzeszacz%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/wykop.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Wykop" alt="Wykop" /></a><br/><br/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/01/08/wielki-rozgrzeszacz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>715</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Życie z dziurą w potylicy</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/01/07/zycie-z-dziura-w-potylicy/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/01/07/zycie-z-dziura-w-potylicy/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Jan 2012 10:24:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rafał Ziemkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Subotnik Ziemkiewicza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=1785</guid>
		<description><![CDATA[Subotnik Ziemkiewicza O Zbrodni Katyńskiej − nie znając jeszcze jej szczegółów − elity państwa polskiego na wychodźstwie wiedziały znacznie wcześniej, zanim w wydawanych w okupowanej Polsce gazetach pojawiły się zdjęcia rozkopanych przez Niemców dołów, pełnych zetlałych zwłok w resztkach mundurów. Już w pierwszych miesiącach po porozumieniu Sikorski − Majski stało się jasne, że wśród zgłaszających [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h5 style="text-align: justify"><strong>Subotnik Ziemkiewicza</strong></h5>
<div style="text-align: justify">
<p>O Zbrodni Katyńskiej − nie znając jeszcze jej szczegółów − elity państwa polskiego na wychodźstwie wiedziały znacznie wcześniej, zanim w wydawanych w okupowanej Polsce gazetach pojawiły się zdjęcia rozkopanych przez Niemców dołów, pełnych zetlałych zwłok w resztkach mundurów. Już w pierwszych miesiącach po porozumieniu Sikorski − Majski stało się jasne, że wśród zgłaszających się do wojska oficerów brakuje tych, którzy trzymani byli w Ostaszkowie, Starobielsku i Miednoje. Potem pojawiły się relacje, wśród nich nie pozostawiająca już żadnej wątpliwości opowieść Stanisława Swianiewicza − tego, którego egzekucję, z racji jego wiedzy fachowej, sowieci w ostatniej chwili wstrzymali i który na stacji kolejowej obserwował, jak jego koledzy wywożeni są w las wracającym co kwadrans autobusem o zamalowanych szybach. A jednocześnie z kraju doszły do Londynu raporty wywiadu AK, który dotarł do świadectw okolicznej ludności.</p>
<p>Wszystkie te informacje polscy przywódcy wojskowi i cywilni próbowali utrzymać w ścisłej tajemnicy. Swianiewiczowi i innym, którzy otarli się o tragedię, surowo zakazano jakichkolwiek rozmów na ten temat, podobnie zrobiono z raportami wywiadu. Dowódcom nakazano z całą surowości karać podwładnych za jakiekolwiek publiczne dociekania losu zaginionych oficerów i w ogóle wszelkie dyskusje na ten temat.</p>
<p>Straszny, zupełnie pomijany moment w naszych dziejach. Wtajemniczonym i tym, którzy chcą o tym wiedzieć, stopniowo odsłania się przed oczami obraz masowego mordu, obraz, którego nie sposób odrzucić, ale i nie sposób przyjąć go do wiadomości − trwa przecież wojna z Niemcami, z Hitlerem. A Hitler jest dla całego wolnego świata ucieleśnieniem zła, wrogiem numer jeden, wielkim szatanem, którego pokonaniu trzeba podporządkować wszystko. Stalin jest w tej walce ważnym sojusznikiem, to Sowiety wszak dźwigają największy ciężar tej wojny, jakim jest wielokilometrowy front wschodni, stopniowo pochłaniający siły i rezerwy Niemiec. Przywódcy Zachodu nie wybaczą Polsce jakichkolwiek antyrosyjskich fobii i uprzedzeń. Sowieci doskonale o tym wiedzą, i przejawiają jeszcze większą niż zwykle drażliwość na swoim punkcie. Jakiekolwiek, najbardziej nawet uniżone prośby o wyjaśnienie, gdzie podziali się zaginieni Polacy, wywołują natychmiast furię Moskwy i gromkie pogróżki, a wtedy Churchill z  Rooseveltem naskakują brutalnie na polskich przywódców za brak odpowiedzialności i szkodnictwo. Polskie emigracyjne gazety, i tak cenzurowane przez samych Polaków, objęte zostają dodatkowo cenzurą brytyjską, wykreślającą bezlitośnie jakąkolwiek aluzję do tego, co działo się tak niedawno w okupowanej Polsce i „na nieludzkiej ziemi&#8221;, gdzie rzucono setki tysięcy zesłańców.</p>
<p>Realia polityki i geopolityki − oczywiste. Wymogi toczącej się wojny, interesy aliantów – jasne. A z drugiej strony − tysiące pomordowanych, wołających do rodaków z masowych grobów. Więc − wypieranie ze świadomości faktów, zagłuszanie wyrzutów sumienia, wmawianie sobie, że musi być jakieś inne wyjaśnienie, że przecież to niemożliwe, przecież bolszewicy, jacy są tacy są, ale do aż takiej zbrodni posunąć się nie mogli.</p>
<p>Szuka ktoś tematu do tragedii na miarę Ajschylosa? Bardzo proszę.</p>
<p>W tej sytuacji Polacy nie przedsięwzięli w końcu nic (Sikorski podobno coś zamierzał, ale trafunkiem miał wypadek). Milczeli, próbowali coś wyjaśniać w cztery oczy („taaak, bolszewicy potrafią być bezwzględni&#8221;, mruknął Churchill do polskiego premiera między jednym a drugim kieliszkiem i na tym się wątek urwał). W końcu sprawę załatwili Niemcy, rozkopując przed oczami świata groby, i Sowieci, wykorzystując ten fakt by z oburzeniem, przy pełnym poparciu Londynu i Waszyngtonu zerwać stosunki z polskim „faszystowskim&#8221; rządem i ostatecznie przesunąć nas z grona aliantów do grona przegranych tej wojny. Dopiero po latach, gdy nad światem zapadła „żelazna kurtyna&#8221; i w interesie USA zaczęło leżeć dekonstruowanie lukrowego wizerunku „wujka Joe&#8221;, Kongres USA powołał komisję, która uchyliła rąbka tabu i zalegalizowała podstawowe fakty o zbrodni.</p>
<p>Jak by się w tej naszej sytuacji zachowali Amerykanie, Anglicy, Francuzi, Niemcy − narody, którym nikt nie zarzuca „wariactwa&#8221; ani „fobii&#8221;, pouczające nas chętnie co to jest realpolitik, a co bzdurny mesjanizm i irracjonalne cierpiętnictwo? Nie można tego wiedzieć, bo oni nigdy się w porównywalnej sytuacji nie znaleźli. Łatwo im.</p>
<p>Rządowy tupolew z dwoma prezydentami RP − aktualnym i byłym prezydentem na wychodźstwie − bohaterską Anną Walentynowicz i kilkudziesięcioma innymi wybitnymi obywatelami spadł pono wypadkiem, bo we mgle podczas próby lądowania zahaczył skrzydłem o drzewo. Zahaczył, bo rosyjski kontroler upewniał pilotów, że są „na kursie i na ścieżce&#8221;, ale nauczyliśmy się już nie wypominać tego Rosjanom, w końcu wiadomo, jacy są drażliwi, i jak bardzo naszym zachodnim sojusznikom zależy na tym, żeby polskie fobie nie komplikowały im stosunków z tak ważnym graczem światowej polityki.</p>
<p>Kilka miesięcy po Tragedii Smoleńskiej inny tupolew, pod względem konstrukcji kadłuba identyczny jak ten nasz, podczas przymusowego lądowania zahaczył o lasek i skosił kilkadziesiąt drzewek, żłobiąc w nim sporą przecinkę − a skrzydła mu nie odpadły. Można zobaczyć zdjęcia z tego zdarzenia w Internecie.</p>
<p>Można też znaleźć w sieci zdjęcia wraków różnych porównywalnych z tupolewem samolotów, które ulegały rozmaitym katastrofom. Spadały z wielkiej wysokości, zahaczały o maszty i domy, rozbijały się o zbocza gór. Przeważnie są one poharatane, ale w całości. A tupolew, który − załóżmy − stracił skrzydło wskutek zahaczenia o brzózkę, został dosłownie rozpylony, jakby ktoś jego szczątkami psiknął na lasek z jakiegoś gargantuicznego dezodorantu. Te zdjęcia także można zobaczyć.</p>
<p>Może to wszystko ma swoje niezapalne wyjaśnienie. Może z jakiegoś powodu rzeczywiście skrzydło się urwało, może w tym akurat momencie uderzenie ciągu przestawianych przez pilota na maksymalną moc silników naprawdę mogło spowodować przewrócenie okaleczonego samolotu do góry nogami i anihilację kokpitu. A może, nawet jeśli oficjalna wersja jest tak monstrualnym kłamstwem, na jakie zakrawa, da się jednak znaleźć wyjaśnienie nie tak straszne, jak zbrodnia. Może Rosjanie coś sknocili podczas gwarancyjnego przeglądu tuż przed katastrofą, może wskutek tego coś pękło w chwili, gdy pilot chcąc ratować maszynę dał pełną moc&#8230;</p>
<p>Nie wiem, nie jestem fachowcem. Wiem, że takie rzeczy się bada. Kiedy kapitan Wrona wylądował na Okęciu bez podwozia − w końcu głupstwo w porównaniu z katastrofą w Smoleńsku − lotnisko było przez półtora dnia zablokowane, niczego było wolno tknąć, zanim wszystkie okoliczności wypadku nie zostaną zbadane, a ślady zabezpieczone. Taki jest światowy standard postępowania.</p>
<p>Gdyby polski rządowy tupolew rozbił się gdziekolwiek na obszarach cywilizowanych, każdy okruch zostałby najpierw starannie obfotografowany, sporządzono by szczegółową mapę, potem nakarmiono by tymi danymi wielkie komputery, które by odtworzyły proces rozpadania się maszyny co do ułamka sekundy i co do milimetra.</p>
<p>Ale jak wiemy, niszczenie śladów zaczęło się już w pierwszej godzinie po tragedii. Nie przekopywano ziemi na metr w głąb, jak kłamała z sejmowej trybuny pani Kopacz (jeszcze wiele dni potem szczątki walały się po lesie i może walają się tam nadal) ale starannie wszystko wymieszano, zaorano, i metodycznie zniszczono resztki wraku. Wszystko przy pełnym współudziale polskich władz, które gorliwie wyrzekały się chęci jakiegokolwiek partycypowania w śledztwie, badaniu śladów i zapisów czy sekcjach zwłok, jakiejkolwiek ciekawości co do zdarzenia. Tak gorliwie, że posunęły się nawet do kuriozalnego ogłoszenia post factum maszyny wojskowego specpułku w locie specjalnym rejsowym samolotem cywilnym.</p>
<p>Historia się nie powtarza, i proszę nie iść za daleko tropem dziejowych analogii. Generał Sikorski czy inni emigracyjni przywódcy nie spiskowali bezpośrednio przed zbrodnią ze Stalinem, żeby wyeliminować część kadry oficerskiej polskiego wojska, ani nic podobnego − nie byli więc żywotnie współzainteresowani, żeby zagadce zniknięcia kilkunastu tysięcy rodaków ukręcić jak najszybciej łeb. Nie mówiąc o tym, że bez wątpienia byli polskimi patriotami, oddanymi swej Ojczyźnie i jej interesy traktującymi jako nadrzędne, a nie drobnymi cwaniaczkami, którym udało się zrobić wielki skok na kasę państwa i rządowe stołki.</p>
<p>Profesorowie, którzy dokonali obliczeń przedstawionych przez Macierewicza są uznanymi fachowcami, ale oczywiście mogli się mylić. Tylko nikt nie przedstawia żadnych innych obliczeń, nikt z nimi nie polemizuje na argumenty i fachową wiedzę. Jedynym powodem, dla którego mamy im nie wierzyć, jest chóralny rechot jaśnie oświeconych i fakt, że wyliczenia te przedstawił Macierewicz. Jedynym powodem, dla którego mamy nie myśleć o tragicznej zagadce, jest fakt, że „z oficjalnych materiałów śledztwa nie wynika&#8221;. Nie wiem, czy widzieli Państwo ten żenujący spektakl, jakim był wywiad Moniki Olejnik z prokuratorem Seremetem: Panie prokuratorze, a Macierewicz mówi, że tupolew się rozpadł? Z oficjalnych materiałów śledztwa to nie wynika, odpowiada prokurator. A Macierewicz mówi też&#8230; Z oficjalnych materiałów śledztwa to nie wynika&#8230; A co może, kurwa mać, wynikać z oficjalnych materiałów śledztwa, jak w nich gówno w ogóle jest?! Zero najważniejszych dowodów, zero danych, nic − co w tej samej rozmowie, kilka minut później, pan prokurator generalny sam przyznał oględnymi słowy, że „czekamy na udostępnienie przez stronę rosyjską&#8230;&#8221; Jak by niby mogło cokolwiek wynikać, skoro „oficjalne materiały&#8221; i całe „śledztwo&#8221; było tylko udowadnianiem z góry założonej tezy winy pilota, niszczeniem i ukrywaniem wszystkiego, co do niej nie pasowało, oraz fabrykowaniem różnych świństw mających sugerować „naciski&#8221;?!</p>
<p>Proszę wybaczyć, że się unoszę. Jak się nie unosić? Przecież wszystkie te „śledztwa&#8221;, o którym nam może opowiadać pan Seremet, to jak w tej anegdocie Suworowa: skąd pan bierze pieniądze? Z kasetki. A skąd się biorą pieniądze w kasetce? Żona wkłada. A żona skąd ma pieniądze? Ja jej daję. A pan skąd bierze pieniądze? Wyjmuję z kasetki. Kasetka nazywa się MAK, względnie generał Anodina. A wszystko, co z tej kasetki wychodzi, jest równie wiarygodne, jak tamto wyjaśnienie Stalina: „rozbiegli się. Może uciekli do Mandżurii&#8221;&#8230;</p>
<p>Nie, to przecież niemożliwe, żeby Putin i jego czekiści mogli robić takie rzeczy. No, otruć Litwinienkę, wysadzić parę domów w Moskwie, żeby był pretekst do zaorania Czeczenii, to jeszcze, ale nie TO. Nie można w to uwierzyć. Trzeba myśleć rozsądnie. Jasne, wszyscy chcemy myśleć rozsądnie, wszyscy chcemy wierzyć, że to niemożliwe. No, prawie wszyscy − poza smoleńskimi wdowami i poza tymi, których rozmiar tego kłamstwa tak poraził i przeszył, że, jak Ewę Stankiewicz czy Joasię Lichocką zamienił w mickiewiczowskie upiory, próbujące kąsać rodaków i zarażać ich tym, co wszak najnormalniejsze, najoczywistsze, najbardziej ludzkie, ale właśnie dlatego − nie do przyjęcia, bo burzy cały porządek świata. A przecież trzeba żyć normalnie.</p>
<p>Żeby nie zburzyć tego porządku, żeby żyć normalnie, staliśmy się − Polacy − świniami, gremialnie lejącymi od miesięcy na groby naszych wielkich rodaków, porozrywanych w rozbitym samolocie, i na zagadkę ich śmierci. Przecież oni już nie żyją − więc czego jeszcze chcą? Pochowaliśmy ich, pokazując, że państwo polskie jest dość sprawne, by rozdystrybuować po cmentarzach i kryptach 96 trumien, wykonaliśmy egzaltowane gesty żałoby, i już, wystarczy, i won z naszej pamięci! − wojny przecież ruskim nie wypowiemy&#8230;</p>
<p>Próbujemy żyć normalnie. Być realistami. Prowadzić politykę. Nie wierzyć w złe, a tym bardziej w najgorsze, zracjonalizować jakoś kłamstwa, niszczenie dowodów, zacieranie śladów i kolaborację w tym haniebnym dziele demokratycznie wybranego polskiego rządu. Przynajmniej do momentu, kiedy któraś ze światowych potęg nie uzna, że zauważenie tego, co się stało, jest w jej interesie. Że teraz się akurat Zachodowi opłaci odpalić Polskę jak podłożony pod ruskie siedzenie kapiszon, bez oczywiście cienia troski o to, jak się to skończy dla tego kapiszona − wtedy nagle trafią na stół zdjęcia satelitarne, ekspertyzy i stwierdzenia tego, co oczywiste.</p>
<p>Próbujemy jakoś nie zauważać, że mamy dziurę w potylicy. Żyć, jakbyśmy jej nie mieli. Jednym to wychodzi lepiej, innym gorzej, ale, generalnie, okazuje się, że można. Przynajmniej przez jakiś czas.</p>
</div>
<p style="text-align: justify">&nbsp;</p>
<a rel="nofollow"   href="http://www.printfriendly.com/print/new?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F07%2Fzycie-z-dziura-w-potylicy%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/printfriendly.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Print" alt="Print" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.facebook.com/share.php?u=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F07%2Fzycie-z-dziura-w-potylicy%2F&amp;t=%C5%BBycie%20z%20dziur%C4%85%20w%20potylicy" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/facebook.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Facebook" alt="Facebook" /></a><a rel="nofollow"   href="http://twitter.com/home?status=%C5%BBycie%20z%20dziur%C4%85%20w%20potylicy%20-%20http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F07%2Fzycie-z-dziura-w-potylicy%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/twitter.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Twitter" alt="Twitter" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.wykop.pl/dodaj?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F07%2Fzycie-z-dziura-w-potylicy%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/wykop.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Wykop" alt="Wykop" /></a><br/><br/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/01/07/zycie-z-dziura-w-potylicy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>164</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Premier z dobrym nazwiskiem</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/01/01/premier-z-dobrym-nazwiskiem/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/01/01/premier-z-dobrym-nazwiskiem/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Jan 2012 19:55:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Donald Tusk]]></category>
		<category><![CDATA[eurosceptyk]]></category>
		<category><![CDATA[rozpad UE]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=1780</guid>
		<description><![CDATA[W ciągu kilku świątecznych dni pan premier zabrał głos, pominąwszy zwyczajowe życzenia, dwa razy. W pierwszym wystąpieniu zrugał lekarzy z Porozumienia Zielonogórskiego i OZZL, że &#8222;zachowują się niegodnie&#8221;. Oczywiście, nie zauważył za to niczego niewłaściwego w bałaganie, jakiego narobili przed świętami jego nominat w Ministerstwie Zdrowia i podlegli mu urzędnicy. Nie wspominając już, by dostrzegł, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify">W ciągu kilku świątecznych dni pan premier zabrał głos, pominąwszy zwyczajowe życzenia, dwa razy. W pierwszym wystąpieniu zrugał lekarzy z Porozumienia  Zielonogórskiego i OZZL, że &#8222;zachowują się niegodnie&#8221;. Oczywiście, nie  zauważył za to niczego niewłaściwego w bałaganie, jakiego narobili przed  świętami jego nominat w Ministerstwie Zdrowia i podlegli mu urzędnicy.  Nie wspominając już, by dostrzegł, że świeżo upieczony platformers mówi  dziś o refundacjach i aptekach rzeczy o 180 stopni odwrotne niż przed  nawróceniem na ministra.</p>
<p style="text-align: justify">Pan premier nie odniósł się także do  ukręce&#8230; pardon, umorzenia śledztwa związanego z Gromosławem  Czempińskim, choć orzeczone przedawnienie nastąpiło w trybie równie  sensacyjnym jak jego niedawne zatrzymanie. Nie skomentował także  informacji &#8222;Gazety Polskiej Codziennie&#8221;, która na licznych konkretnych  przykładach pokazała, że w państwie Tuska znów działa system  nomenklatury: władza pousadzała posłów, którzy w wyborach potracili  mandaty, na lukratywnych stanowiskach, do piastowania których nie mają  oni ani wykształcenia, ani praktyki, ani w ogóle żadnych niezbędnych  kwalifikacji poza legitymacją partii. Nikt szefa rządu o to nie spytał.</p>
<p style="text-align: justify">Za  to premier uznał nagle za stosowne ogłosić, że tak naprawdę to jest  eurosceptykiem, że biało-czerwona jest dla niego ważniejsza od tej z  żółtymi gwiazdkami (przyszły nowe badania nastrojów społecznych,  prawda?) i że Unia Europejska może się rozpaść, ale chodzi o to, żeby  jak najpóźniej. Tym ostatnim premier Polski złamał jedno z największych  europejskich tabu i stał się pierwszym unijnym przywódcą, czy w ogóle  liczącym się politykiem, który publicznie dopuścił rozpad UE.</p>
<p style="text-align: justify">Aż strach pomyśleć, jaką kocią muzykę zrobiłyby chóry &#8222;autorytetów&#8221;, gdyby ten premier nazywał się Kaczyński.</p>
<p style="text-align: justify"><em>Autor jest publicystą tygodnika &#8222;Uważam Rze&#8221;</em></p>
<a rel="nofollow"   href="http://www.printfriendly.com/print/new?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F01%2Fpremier-z-dobrym-nazwiskiem%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/printfriendly.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Print" alt="Print" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.facebook.com/share.php?u=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F01%2Fpremier-z-dobrym-nazwiskiem%2F&amp;t=Premier%20z%20dobrym%20nazwiskiem" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/facebook.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Facebook" alt="Facebook" /></a><a rel="nofollow"   href="http://twitter.com/home?status=Premier%20z%20dobrym%20nazwiskiem%20-%20http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F01%2Fpremier-z-dobrym-nazwiskiem%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/twitter.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Twitter" alt="Twitter" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.wykop.pl/dodaj?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2012%2F01%2F01%2Fpremier-z-dobrym-nazwiskiem%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/wykop.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Wykop" alt="Wykop" /></a><br/><br/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/01/01/premier-z-dobrym-nazwiskiem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>347</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak być zwariowanym realistą</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/12/31/jak-byc-zwariowanym-realista/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/12/31/jak-byc-zwariowanym-realista/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Dec 2011 13:36:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rafał Ziemkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[polemika]]></category>
		<category><![CDATA[Subotnik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=1774</guid>
		<description><![CDATA[Subotnik Ziemkiewicza Kusi mnie, oczywiście, by uczynić ten Subotnik, ostatni w roku 2011, polemiką z polemiką Łukasza Warzechy z moją polemiką z jego polemiką z filmem Joanny Lichockiej, a przy okazji polemiką z wplątanym przez Łukasza w powyższe polemiki esejem Dariusza Karłowicza. Tylko że czytelników pewnie by to nie skusiło do lektury. Więc choć niby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Subotnik Ziemkiewicza</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Kusi mnie, oczywiście, by uczynić ten Subotnik, ostatni w roku 2011, polemiką z <a href="http://wpolityce.pl/artykuly/20657-polska-jest-jedna-polemika-z-raz-em">polemiką Łukasza Warzechy</a> z <a href="http://www.rp.pl/artykul/9157,783223-Wolni-Polacy-Joanny-Lichockiej---Ziemkiewicz.html">moją polemiką</a> z <a href="http://www.rp.pl/artykul/9157,777651-Drugi-obieg-i-wolni-Polacy---Warzecha.html">jego polemiką z filmem Joanny Lichockiej</a>, a przy okazji polemiką z wplątanym przez Łukasza w powyższe polemiki <a href="http://wpolityce.pl/artykuly/20657-polska-jest-jedna-polemika-z-raz-em">esejem Dariusza Karłowicza</a>. Tylko że czytelników pewnie by to nie skusiło do lektury. Więc choć niby wolnoć ziomku w swoim domku, to znaczy, na swoim blogu, spróbuję jednak narzucić poniższemu tekstowi strukturę inną od przerzucania się kolejnymi kontrargumentami na cudze kontrargumenty.</p>
<p style="text-align: justify;">Mam zresztą wrażenie, że w dużym stopniu, zbiegiem okoliczności, polemikę z łukaszową pochwałą politycznego realizmu okraszoną akcesem do „białych&#8221; przeciwko „czerwonym&#8221; (w sensie, jaki te określenia miały przed wybuchem Powstania Styczniowego) a także z niektórymi tezami Karłowicza, stanowi mój tekst sprzed kilkunastu dni publikowany w dzisiejszym „plusie minusie&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Napiszę więc tutaj o czymś trochę skądinąd, ale a propos. W tygodniku „Myśl Polska&#8221; ukazał się oto historyczny artykuł Macieja Motasa (fragment zapowiadanej większej całości) pt. „Uniknąć tragedii narodowej − Stronnictwo Narodowe wobec stanu wojennego&#8221;. Dokumentuje on to, co uważam za najbardziej dziś skretyniałą i wstydliwą część tradycji endeckiej, a zarazem stanowi poglądowy przykład, w jaki sposób zdrowy rozsądek i realizm w polskiej tradycji zwykły się wyradzać.</p>
<p style="text-align: justify;">Mówiąc najkrócej, w chwili, gdy naród polski przeżywał czas wielkiego odrodzenia i uniesienia, jakim był ruch „Solidarności&#8221;, znaczna liczba wychowanków tradycji narodowej znalazła się w opozycji do tego ruchu − z czasem przybierającej formy coraz bardziej namiętne i obsesyjne. Że tak się stało z działającym w kraju stowarzyszeniem „Pax&#8221;, dałoby się od biedy wyjaśnić jedynie kolaboracją, konformizmem i infiltracją tej organizacji przez agenturę SB. Ale wypowiedzi narodowców klepiących biedę na emigracji, najusilniej wszak zwalczanych przez komunizm, a mimo to z odległego Londynu w imię „politycznego realizmu&#8221; usprawiedliwiających Jaruzelskiego, gromiących „Solidarność&#8221; i nawołujących Polaków w kraju do posłuszeństwa Sowietom, w żadnym wypadku w ten sposób wytłumaczyć nie można. Im po prostu masowy ruch społeczny kompletnie nie pasował do wyznawanej wizji polityki jako dziedziny bardzo elitarnych gier i spisków.</p>
<p style="text-align: justify;">„Dziwni narodowcy&#8221; − złościł się na tę endecką emigracyjną sklerozę Wojciech Wasiutyński − „których nacjonalizm opiera się na nieufności wobec własnego narodu. Którzy w tej niewątpliwej rewolucji narodowej, jaką było półtora roku »Solidarności« widzą przede wszystkim intrygę agentów obcych, demoniczne działanie KOR, co zmusiło Jaruzelskiego do ogłoszenia stanu wojny&#8230;&#8221; Tę sytuację (w starym felietonie pozwoliłem sobie ją podsumować: „narodowcy przeciwko narodowi&#8221;) zrodził wyrodzony makiawelizm. Dmowski twierdził, że w stosunkach między narodami liczy się tylko siła, i wyprowadzał z tego wniosek, że Polacy muszą budować polską siłę do obrony polskich interesów. Jego późni epigoni z przekonania o rozstrzygającej roli siły wyciągali już wniosek dramatycznie odmienny: że skoro o wszystkim decyduje siła, to Polska powinna kłonić się przed silnymi, i że właśnie na podporządkowywaniu się sile − z jednoczesnym odrzuceniem wartości moralnych i tradycyjnych polskich tęsknot jako „głupoty&#8221; – polega polityczny realizm. Skamieliną tego sposobu myślenia, anachroniczną, a przez to groteskową, pozostaje dziś publicystyka wspomnianej „Myśli Polskiej&#8221;, pełna pouczeń, że mądre i realne jest sławić Łukaszenkę i Putina, kochać Rosję, bać się Zachodu, potępiać głupie „smoleńskie&#8221; histerie oraz bronić jako wielkiego Polaka Jaruzelskiego.</p>
<p style="text-align: justify;">Oczywiście, emigracyjny krąg Jędrzeja Giertycha czy późny Pax (po tym, jak utracił szansę pójścia z „Solidarnością&#8221;) nie miały w swym „realizmie&#8221; nic wspólnego z Dmowskim, poza skłonnością do ulegania fobii masońskich i żydowskich spisków. Był to − i w wypadku skamieliny wciąż pozostaje − realizm zapomnianego dziś Erazma Pilza i Wielopolskiego juniora, z ich Stronnictwem Polityki Realnej (do którego tradycji odwoływał się, nie bardzo do dziś rozumiem dlaczego i po co, Korwin, tworząc w latach osiemdziesiątych zaczątki UPR). Ich realizm polegał na demonstracyjnym podlizywaniu się carowi, słaniu mu wiernopoddańczych adresów i stawianiu pomników, w przekonaniu, że udobruchany tym zaborca rozpocznie ze swymi poddanymi dialog. Był to, rzeczywiście, „realizm polityczny&#8221; pierwszej próby. Równie realistycznie byłoby oczekiwać od rolnika, że wejdzie w polityczny dialog ze swoim inwentarzem dlatego, że zaczął przy znoszeniu jajek, dojeniu i w jatce wydawać odgłosy wdzięczności i oddania.</p>
<p style="text-align: justify;">Temat wart jest osobnego eseju. „Realiści&#8221; odrzucają wariackie kryteria insurekcjonistów, wywiedzione z romantycznego „słuszna sprawa musi zwyciężyć&#8221; i „mierz siły na zamiary&#8221; − dobrze, rozumiem i nawet się zgadzam. „Realiści&#8221; odrzucają takie złudzenia jak racja, prawość, słuszność − też dobrze. Z czego zatem rozliczać realistów? Proponuję − ze skuteczności. Chyba  wszyscy na to przystaną.</p>
<p style="text-align: justify;">No, więc właśnie pod tym względem tradycja polskiego realizmu politycznego, do którego nieopatrznie odwołał się Warzecha, zgłaszając przeciwko „czerwonym&#8221; pisowcom i drugoobiegowcom akces do „białych&#8221;, jest kompletną klęską, nieporównywalnie większą, niż klęski wszystkich naszych powstańczych „wariactw&#8221;. Co ugrał Pax, idąc za Komenderem, zamiast za Reifem? To, że w przemianach 1989 narodowcy zostali całkowicie zamiecieni na margines, jako żałosne podogonie komunistów, czerwonym już do niczego niepotrzebne, a w oczach narodu i Kościoła skompromitowane całkowicie. Co ugrali Pilz z Wielopolskim juniorem? A Wielopolski senior z „białymi&#8221;?</p>
<p style="text-align: justify;">Przykładów jest sporo, a wszystkie zdają się dowodzić, że w Polsce realizm nigdy się nie sprawdza. Realistyczna strategia polityczna Dmowskiego oparcia się w obliczu nadchodzącej wojny światowej na Rosji przeciw Prusom przez samego Dmowskiego oceniona została po krótkim czasie jako kompletna klęska, podobnie jak klęską zakończyła się pokolenie wcześniej realistyczna polityka Adama Czartoryskiego, a jeszcze pokolenie wcześniej Stanisława Augusta Poniatowskiego (bo współcześni historycy mają rację, dowodząc, że nie kierowało nim żadne miłosne oddanie carycy ani zaprzaństwo, tylko pewien realistyczny i wcale niegłupi projekt polityczny). Jedynie galicyjskim „stańczykom&#8221; udało się co nieco osiągnąć − ale tylko dla upadających Austro &#8211; Węgier, dla Polski nic.</p>
<p style="text-align: justify;">„Biali&#8221; w swych kolejnych przegranych inkarnacjach zwykli oskarżać o spowodowanie tych klęsk „czerwonych&#8221;, twierdząc, że Królestwo Kongresowe albo reformy Wielopolskiego były o krok od sukcesu, i tylko „nieszczęśliwie zdarzona w kraju insurekcja&#8221; wszystko popsuła. Każdy historyk udowodni, że to bajki. Polski realizm polityczny wciąż brał w łeb, ponieważ nie natrafiał na gotowych do gry na realistycznych zasadach partnerów. Ani carowie Rosji, ani Kajzer z hakatą, ani tym bardziej Sowieci nie byli zainteresowani żadną ugodą ani współpracą z Polską. Byli zainteresowani jej wynarodowieniem albo eksterminacją.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak to się ma do wspomnianych na wstępie polemik? Bardzo luźno, jako przestroga. Całym sercem chciałbym być realistą, dusza moja woła o polityczny realizm i tęskni za nim nie mniej niż Łukasz, ale nie bardzo rozumiem, na czym może polegać realizm, i czym się różnić od gotowości do bójki, kiedy ci bandzior rabuje portfel grożąc połamaniem kości. Łukasz może wiedzieć, bo więcej ode mnie rozmawiał z ministrem Sikorskim. Tylko że właśnie − i tu nagle dźwięczy w jego polemikach fałsz − jest dziś Sikorskiego najgorętszym i najbardziej nieprzejednanym na prawicy krytykiem, zupełnie odrzucając jego argumenty, zaczerpnięte właśnie z arsenału politycznego realizmu i w jego obrębie logicznie umotywowane.</p>
<p style="text-align: justify;">Realizm nie polega, jak sądzę, na tym, żeby wiedzieć, jak być powinno, tylko żeby rozeznać sytuację jaką ona jest i do niej dostosować swe działanie. I tu się kompletnie, jako „czerwony&#8221; nie rozumiem z „białym&#8221; (w sensie, jaki te określenia miały przed wybuchem Powstania Styczniowego) kolegą. Oczywiście, pełna zgoda, że powinna być „jedna&#8221; Polska, a nie dwie, że Polacy powinni ze sobą rozmawiać, a nie próbować się nawzajem eksterminować. Tylko że tak nie jest. Realnie istnieje podział, który tworzono przez dwie dekady, a oparto na głęboko zakorzenionym podziale postkolonialnym, co nadaje mu niezwykła siłę, a po Smoleńsku, który jedna ze stron usiłuje po prostu zamieść pod dywan, umocnionym niezwykle silnymi i oczywistymi emocjami. (Co słusznie zauważa, w tej sekwencji polemik, <a href="http://www.rp.pl/artykul/9157,779182-Podzielona-Polska-i-polityka---Legutko.html">Piotr Legutko</a>) I ten podział nie zniknie. Łukasz wie dobrze, każdy zresztą kto przeczytał „czas wrzeszczących staruszków&#8221; wie też, jaka jest moja ocena PiS i jego lidera − i wie też, że dla władzy i jej lemingów ja i tak jestem i pozostanę „pisowcem&#8221; − do odstrzału. I Łukasz też nim pozostanie, żeby nie wiem co robił, bo jest zbyt uczciwym człowiekiem, by zrobić to, co Niesiołowski, Wołek albo Michalski. Nawoływanie „Polski drugiego obiegu&#8221;, która zbuntowała się przeciwko ciągłemu i skutecznemu odcinaniu jej od kanałów debaty publicznej, żeby się nie godziła z podziałem tworząc własne kanały, tylko włączała do tych oficjalnych, przypomina logikę zachodnich pacyfistów, gdy potępiali Bośniaków za to, że stawiając opór Serbom eskalują wojnę domową.</p>
<p style="text-align: justify;">Realnie − realnie właśnie − mamy taką sytuację, że jest podział, w którym jedna strona chce, żeby Polska była Polską, a druga, żeby jej nie było, żeby się rozpłynęła w europejskiej rodzinie narodów, bo inaczej nigdy się nie unowocześni. Podział, w którym jedni chcą krzewić polskiego ducha i wiarę w wartości wyższe oraz wspólne dobro, a drudzy zrobić mentalny reset, po którym ludność miejscowa będzie myśleć tylko o konsumpcji i beztroskim bzykaniu się każdy z każdym, najlepiej w obrębie swojej płci. I, co najważniejsze, jest to podział, w którym ci drudzy są ideologami warstwy rządzącej, mają więc w ręku wszystkie narzędzia władzy, media elektroniczne i większość drukowanych, wsparcie unijnych potęg sypiących grantami i dofinansowaniami. A przede wszystkim mają głębokie, ideologicznie uzasadnione przekonanie, że Polacy-katolicy nie mają w ogóle prawa istnieć, że dla dobra Europy, świata, oczywiście nowego i wspaniałego, muszą „wyginąć jak dinozaury&#8221;. Jak najszybciej. I dziś, po doświadczeniach rządu Olszewskiego czy rządów PiS w latach 2005-2007, oczekiwanie, że wychowani na Michniku totalniacy kiedykolwiek się pogodzą, by patrioci, prawicowcy mogli uczestniczyć na równych prawach w demokratycznej grze, głosić swoje szkodliwe, reakcyjne poglądy, by mieli realną możliwość wygrywać wybory − takie zakładanie, że z obecną władzuni i jej salonami da się jakoś ustalić sposób życia, bo przecież mieszkamy w jednym kraju, jest równie naiwne, jakby kto, uczciwszy proporcje, chciał tłumaczyć niemieckim Żydom, że dla wspólnego dobra muszą się w końcu jakoś z Hitlerem dogadać.</p>
<p style="text-align: justify;">W tej sytuacji − zgłaszać pretensje do „wolnych Polaków&#8221;, którzy budują drugi obieg, że powinni dążyć do odbudowy jednej Polski i jednego obiegu dla wszystkich? Czyli że co, Lichocka źle robi kręcąc filmy własnym przemysłem, bo powinna to robić w telewizji publicznej albo zgoła w TVN, a działacze klubów źle robią, że te filmy pokazują na zamkniętych pokazach, bo powinno się je pokazywać w normalnych kinach? Może jeszcze Warzecha ochrzani w imię realizmu Wildsteina, że to nie „Dolinę Nicości&#8221; nagrodzono Nike, tylko żałosny agit-prop Słobodzianka? A ja wtedy zgłoszę pretensje do samego Warzechy, że zamiast prowadzić dla mas program publicystyczny w TVP, najlepiej po „M jak miłość&#8221;, oddał to Lisowi, a sam ogranicza się do przekonywania przekonanych na niszowych portalach internetowych.</p>
<p style="text-align: justify;">Zgodziłbym się uwagami Łukasza, gdyby dotyczyły one polityków. Ale klubów „Gazety Polskiej&#8221;, „Solidarnych 2010&#8243;, Instytutu Sobieskiego, portali takich jak rebelya.pl czy pomniksmolenski.pl, Fundacji Republikańskiej, rozmaitych stowarzyszeń lokalnych etc. etc. nie tworzą politycy, ani ludzie o ambicjach politycznych. Zresztą realizowanie takich ambicji zablokowana została ustawami, które dopuszczają do polityki wyłącznie dwory albo mafie. Nie wszyscy chcą być dworakami lub mafiosami. Jeśli komuś się mimo to chce, zamiast siedzieć na upie w chałupie, poświęcać swój czas Sprawie i budować infrastrukturę niezależnego, „obywatelskiego&#8221;, jak to postulowano przed rokiem 1989, społeczeństwa, to moim zdaniem należy mu się za to uznanie, a nie dąsy, że z punktu widzenia politycznego realizmu to on powinien robić zupełnie co innego.</p>
<p style="text-align: justify;">Tyle w temacie, przynajmniej na razie, chociaż oczywiście, spór „białego&#8221; z „czerwonym&#8221; jest odwieczny, i, jak symbolizuje nasza flaga, oba pierwiastki w narodowym myśleniu są równie konieczne. W sumie chodzi o jedno: jak tu być realistą, gdy się należy do narodu samym swoim upartym trzymaniem się istnienia przeczącym zasadom realizmu?</p>
<p style="text-align: justify;">Swoją odpowiedź ująłbym w parafrazie znanych słów z kultowego dla mego pokolenia filmu Bruce&#8217;a Lee: realizm jest „jak palec wskazujący księżyc; nie skupiaj uwagi na palcu, abyś nie przegapił niebiańskiego blasku&#8221;. Te słowa dedykuję Ci, Łukaszu, jako i innym „białym&#8221;.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<a rel="nofollow"   href="http://www.printfriendly.com/print/new?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2011%2F12%2F31%2Fjak-byc-zwariowanym-realista%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/printfriendly.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Print" alt="Print" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.facebook.com/share.php?u=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2011%2F12%2F31%2Fjak-byc-zwariowanym-realista%2F&amp;t=Jak%20by%C4%87%20zwariowanym%20realist%C4%85" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/facebook.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Facebook" alt="Facebook" /></a><a rel="nofollow"   href="http://twitter.com/home?status=Jak%20by%C4%87%20zwariowanym%20realist%C4%85%20-%20http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2011%2F12%2F31%2Fjak-byc-zwariowanym-realista%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/twitter.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Twitter" alt="Twitter" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.wykop.pl/dodaj?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2011%2F12%2F31%2Fjak-byc-zwariowanym-realista%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/wykop.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Wykop" alt="Wykop" /></a><br/><br/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/12/31/jak-byc-zwariowanym-realista/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>154</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zbudujemy drugą Polskę</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/12/29/zbudujemy-druga-polske/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/12/29/zbudujemy-druga-polske/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Dec 2011 17:42:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Rafał Ziemkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Jarosław Marek Rymkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna Lichocka.]]></category>
		<category><![CDATA[Przebudzenie]]></category>
		<category><![CDATA[wolni Polacy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=1772</guid>
		<description><![CDATA[Film Joanny Lichockiej &#8222;Przebudzenie&#8221; skłonił Łukasza Warzechę do kilku sceptycznych refleksji. Na pierwszy rzut oka wydają się one zdroworozsądkowe, w istocie oparte są na fałszywych przesłankach. Film, przypomnę, portretuje ludzi, którzy za swą misję uznali upamiętnianie tragedii smoleńskiej i domaganie się jej wyjaśnienia. Poetę, menedżera w młodości zaangażowanego w działalność opozycyjną, którą po roku 1989 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Film Joanny Lichockiej &#8222;Przebudzenie&#8221; skłonił Łukasza Warzechę do  kilku sceptycznych refleksji. Na pierwszy rzut oka wydają się one  zdroworozsądkowe, w istocie oparte są na fałszywych przesłankach.</p>
<p style="text-align: justify;">Film,  przypomnę, portretuje ludzi, którzy za swą misję uznali upamiętnianie  tragedii smoleńskiej i domaganie się jej wyjaśnienia. Poetę, menedżera w  młodości zaangażowanego w działalność opozycyjną, którą po roku 1989  uznał na wiele lat za zakończoną i już niepotrzebną, wchodzącego w  dorosłość harcerza i kilka innych osób połączył odruch moralnego  sprzeciwu wobec triumfującej podłości, kłamstwa i wobec agresji  skrzykniętych pod smoleński krzyż przez prorządowe media &#8222;młodych z  fejsbuka&#8221;. W osobach bohaterów filmu sportretowane jest całe środowisko,  z którym identyfikuje się autorka i dla którego swój film zrobiła.</p>
<p style="text-align: justify;">Rzecz  jest emocjonalnie mocna, narracyjnie sprawna i jako dzieło, zapis  czasu, nie podlega dyskusji. Sceptycyzm Warzechy dotyczy przesłania.  Oskarża on sportretowanych w filmie &#8222;wolnych Polaków&#8221; (bo tym  zaczerpniętym z Rymkiewicza określeniem posługują się autorka i jej  bohaterowie) o dwa grzechy. Pierwszy, że zamykają się w sferze symboli, w  quasi-metafizycznym przeżywaniu kolejnego rozdziału narodowej  martyrologii, zamiast działać skutecznie. Drugi, że zadowalają się  tworzeniem i wypełnianiem własnej niszy wewnątrz społeczeństwa,  odwracają się plecami do reszty Polski, nie szukają porozumienia z nią i  sposobów jej pozyskania.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.rp.pl/artykul/783223.html" target="_blank">Czytaj cały tekst</a></p>
<a rel="nofollow"   href="http://www.printfriendly.com/print/new?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2011%2F12%2F29%2Fzbudujemy-druga-polske%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/printfriendly.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Print" alt="Print" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.facebook.com/share.php?u=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2011%2F12%2F29%2Fzbudujemy-druga-polske%2F&amp;t=Zbudujemy%20drug%C4%85%20Polsk%C4%99" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/facebook.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Facebook" alt="Facebook" /></a><a rel="nofollow"   href="http://twitter.com/home?status=Zbudujemy%20drug%C4%85%20Polsk%C4%99%20-%20http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2011%2F12%2F29%2Fzbudujemy-druga-polske%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/twitter.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Twitter" alt="Twitter" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.wykop.pl/dodaj?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2011%2F12%2F29%2Fzbudujemy-druga-polske%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/wykop.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Wykop" alt="Wykop" /></a><br/><br/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/12/29/zbudujemy-druga-polske/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>302</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Radość na zadupiu</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/12/24/radosc-za-zadupiu/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/12/24/radosc-za-zadupiu/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 24 Dec 2011 11:05:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rafał Ziemkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Subotnik Ziemkiewicza]]></category>
		<category><![CDATA[Boże Narodzenie]]></category>
		<category><![CDATA[Rafał A. Ziemkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[subotnik Ziemkiewicza]]></category>
		<category><![CDATA[święta]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=1766</guid>
		<description><![CDATA[Subotnik Ziemkiewicza Boże Narodzenie to święto wiochy, oszołomstwa i obciachu. W ogóle, całe chrześcijaństwo ma taki właśnie sens. Kamieniem węgielnym stał się ten właśnie kamień, którym budowniczowie wzgardzili i który odrzucili. Pan świata urodził się na zadupiu ówczesnej cywilizacji, w pogranicznym kraiku, a i tu nie w stolicy prowincji, tylko na wsi, w jakimś zapyziałym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h5 style="text-align: justify"><strong>Subotnik Ziemkiewicza</strong></h5>
<p style="text-align: justify">Boże Narodzenie to święto wiochy, oszołomstwa i obciachu. W ogóle, całe chrześcijaństwo ma taki właśnie sens.</p>
<p style="text-align: justify">Kamieniem węgielnym stał się ten właśnie kamień, którym budowniczowie wzgardzili i który odrzucili. Pan świata urodził się na zadupiu ówczesnej cywilizacji, w pogranicznym kraiku, a i tu nie w stolicy prowincji, tylko na wsi, w jakimś zapyziałym chlewie, w rodzinie słabo wykształconej i utrzymującej się z pracy fizycznej. Anioł poinformował o tych narodzinach tylko jakichś pastuchów, nie racząc się w ogóle pofatygować do środowisk opiniotwórczych. A i potem, kiedy Jezus dorósł i zaczął działalność publiczną, do samego końca nie było przy nim ani jednego intelektualisty, liczącego się działacza czy lidera biznesu, tylko zbieranina rybaków, celników i podobnej gołoty, nawet jakaś prostytutka.</p>
<p style="text-align: justify">Taki jest duch świętującego dziś chrześcijaństwa: ostatni będą pierwszymi. Można to różnie przekładać na pojęcia współczesne. Można na przykład tak: drugi obieg będzie pierwszym. A potem, z czasem (jak stało się niegdyś z kontestatorami „salonu warszawskiego”) w ogóle jedynym.</p>
<p style="text-align: justify">Tak, to oczywiście aluzja do filmu „Przebudzenie”, który podarowała nam pod choinkę Joanna Lichocka, i do wczorajszego artykułu Łukasza Warzechy. Nie będę dziś się wdawał ani w recenzję, ani w polemikę. Film jest zapisem zjawiska, którego tzw. elity nie zamierzają widzieć, a jeśli przyjmują coś do wiadomości, to tylko swój komentarz o nim. Zjawiska nie z tylko dziedziny polityki, z której je − co oczywiście stanowi podejście uprawnione − rozliczał Łukasz. Przede wszystkim, jest to zapis pewnego ludzkiego odruchu. Odruchu sprzeciwu wobec, jak to przy święcie ująć najdelikatniej, łajdactwa.</p>
<p style="text-align: justify">Przy betlejemskim żłóbku pewne sprawy powinny być proste. Żyjemy w kraju, w którym uczciwe reguły sporu, debaty publicznej i polityki, zostały złamane i są łamane coraz bardziej. W kraju do głębi niesprawiedliwym, rządzonym przez cwaniaków z wyrosłej na PRL nomenklatury. Rządzący szabrują tu dobra, które powinny być wspólną własnością i wspólnym pożytkiem wszystkich, a że granice rabunku zostały już osiągnięte, wysługują się za materialne korzyści obcym potęgom, wyprzedając dobrobyt przyszłych pokoleń. Społeczeństwo, zdemoralizowane i zagonione za zaspokojeniem najprostszych potrzeb, utrzymywane jest w bierności przekupstwem (nie wiedząc, że za pozory dobrobytu przyjdzie kiedyś zapłacić z lichwiarskim procentem) i kłamstwem. Media, zwłaszcza te najbardziej masowe, zmieniły się w jeden wielki seans nienawiści i pogardy pod adresem opozycji, w nieustające szczucie, judzenie, szydzenie i straszenie, które dzień po dniu łamać ma odruchy uczciwości i pogrążać rządzonych w apatycznym przekonaniu, że trzeba się pogodzić z podłą, głupią, nieudolną oraz złodziejską władzą, bo może być tylko jeszcze gorzej. Masa tzw. autorytetów kolaboruje w tym dziele, kłoni się przed rządzącym Towarzyszem Szmaciakiem „cnotę i mądrość jemu przypisując”, i jest za to wynagradzana.</p>
<p style="text-align: justify">W takim to pejzażu niektórzy chcą się czuć „wolnymi Polakami”, i potrafią się nimi czuć. Można ich postępowanie recenzować, oceniać jego skuteczność, ale nie można zapominać o pewnych prawdach podstawowych. Że żyjemy w morzu kłamstw, nawarstwionych jedno na drugim. Od założycielskich narracji o cwaniaczku i przekręconym agencie, z którego zrobiono wielkiego bohatera, o ludziach, którzy głęboko polskim patriotyzmem gardzili, a chcieli raczej nawracać reżim na założycielską ortodoksję, niż go obalać, z których zrobiono wzorce patriotyzmu − przez kłamstwa o udanej transformacji, w której jeśli sobie kto nie poradził, to tylko z własnej winy, aż po kłamstwo o cywilizacyjnym i historycznym sukcesie i „zielonej wyspie”; no i te najbardziej bolesne, kłamstwa o Tragedii Smoleńskiej, o „debeściakach”, pijanych generale i prezydencie naciskających na pilotów, i o fachowych, bezstronnych komisjach, które wszystko już wyjaśniły w duchu „konwencji chicagowskiej”.</p>
<p style="text-align: justify">A jak się żyje w morzu kłamstwa, to pewne rzeczy powinny być oczywiste. Choćby takie, że kłamstwem należy się brzydzić i nigdy się na nie, nawet milcząco, nie godzić. To kwestia nie tylko zasad, ale i smaku.</p>
<p style="text-align: justify">W takiej krainie, na zadupiu świata, pod rządami kolaboranta Heroda, pazernych arcykapłanów i sprzedajnych intelektualistów zwanych faryzeuszami zachciało się przyjść na świat Dziecinie. Nie wiem, dlaczego akurat w takim miejscu. Ale cieszmy się z tego wszyscy.</p>
<a rel="nofollow"   href="http://www.printfriendly.com/print/new?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2011%2F12%2F24%2Fradosc-za-zadupiu%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/printfriendly.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Print" alt="Print" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.facebook.com/share.php?u=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2011%2F12%2F24%2Fradosc-za-zadupiu%2F&amp;t=Rado%C5%9B%C4%87%20na%20zadupiu" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/facebook.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Facebook" alt="Facebook" /></a><a rel="nofollow"   href="http://twitter.com/home?status=Rado%C5%9B%C4%87%20na%20zadupiu%20-%20http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2011%2F12%2F24%2Fradosc-za-zadupiu%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/twitter.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Twitter" alt="Twitter" /></a><a rel="nofollow"   href="http://www.wykop.pl/dodaj?url=http%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fziemkiewicz%2F2011%2F12%2F24%2Fradosc-za-zadupiu%2F" ><img src="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/wp-content/plugins/sociable-30/images/default/16/wykop.png" class="sociable-img sociable-hovers" title="Wykop" alt="Wykop" /></a><br/><br/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/12/24/radosc-za-zadupiu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>473</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

