<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Między Michnikiem a Rydzykiem</title>
	<atom:link href="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz</link>
	<description>Rafał A. Ziemkiewicz</description>
	<lastBuildDate>Sat, 13 Mar 2010 06:55:31 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.6</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Historyczna konieczność eutanazji</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/13/historyczna-koniecznosc-eutanazji/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/13/historyczna-koniecznosc-eutanazji/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 13 Mar 2010 06:55:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=547</guid>
		<description><![CDATA[Tak jak w wielu innych sprawach, moje podejście do problemu eutanazji staje się z wiekiem coraz mniej radykalne.
Kiedyś skłonny byłem głosić twardo: mowy nie ma nigdy i za nic! Dzisiaj mówię raczej: w zasadzie odrzucam, ale zależy, o kim konkretnie rozmawiamy. No bo jeśliby za parę lat, tak hipotetycznie, dorosła już córka Alicji Tysiąc stwierdziła, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tak jak w wielu innych sprawach, moje podejście do problemu eutanazji staje się z wiekiem coraz mniej radykalne.</p>
<p>Kiedyś skłonny byłem głosić twardo: mowy nie ma nigdy i za nic! Dzisiaj mówię raczej: w zasadzie odrzucam, ale zależy, o kim konkretnie rozmawiamy. No bo jeśliby za parę lat, tak hipotetycznie, dorosła już córka Alicji Tysiąc stwierdziła, że opiekowanie się starą, ślepą matką źle jej robi na zdrowie i niniejszym życzy sobie rodzicielkę dobić − to kto mógłby zaprzeczyć, że ona akurat ma do tego moralne prawo?</p>
<p>Ja wiem, co usłyszę − że na w ł a s n e życzenie, tylko na własne… Jeśli ktoś jest śmiertelnie, nieuleczalnie chory, albo, wedle najnowszego holenderskiego projektu, stuknęła mu siedemdziesiątka, to może poprosić o skrócenie mu cierpień. Dobra, dobra. Powiedzmy − na razie tak się mówi.</p>
<p>I zresztą już takie gadanie obraża przeciętną inteligencję. Bo wynika z niego, że człowiek ze śmiertelną chorobą (jak potwierdzi każdy lekarz, w zdecydowanej większości wypadków pociągającą za sobą depresję, która przez współczesną medycynę od dawna traktowana jest jako osobna choroba, a myśli samobójcze jako jej typowy, oczywisty objaw) względnie w daleko posuniętej starczej demencji jest bardziej poczytalny, niż człowiek młody i zdrowy. Przecież jeśli człowiek młody i zdrowy popełnia samobójstwo, to się go ratuje. Robi płukanie żołądka, transfuzję, operację, co tam potrzebne. Choć wydaje się oczywiste, że pacjent by sobie tego nie życzył. Zupełnie nie bierze się pod uwagę jego własnej, jednoznacznie wyrażonej samobójczym aktem woli. Ba, po odratowaniu wali mu się w żyłę antydepresanty, aby chemicznie wymusić na nim zmianę decyzji. Często zdarza się, że po odratowaniu taki człowiek żyje jeszcze długo i umiera w sposób naturalny.</p>
<p>Lekceważymy więc wolę rozstania się z życiem człowieka młodego i zdrowego, uznając, że po prostu mu odbiło i zaraz dojdzie do siebie. Ale jeśli tę samą wolę wyrazi człowiek stary i chory, nie zakładamy, że to chwilowe obniżenie nastroju, tylko posłusznie podajemy (to znaczy − mamy podawać, a w niektórych krajach już) mu szpilę, zanim się rozmyśli.</p>
<p>Czy nie dlatego, że młody i zdrowy jeszcze się przyda, a stary i chory to tylko ciężar dla innych? Wszelkie korzyści, jakie mógł w życiu dać, już z niego wyciśnięto, teraz tylko generuje koszty. Jak dawno temu policzył pewien sławny francuski lekarz, chory na raka płuc w ostatnich dwóch miesiącach przed zgonem kosztuje ubezpieczalnię więcej, niż przez całe wcześniejsze życie (zaznaczam, że dawno temu, bo z każdym rokiem przybywa nowoczesnych, a więc coraz bardziej kosztownych terapii). A kto za to zapłaci?</p>
<p>Do pewnego momentu odpowiedź była prosta − młode pokolenie. Ale kraje rozwinięte dawno już zeszły poniżej progu „zastępowalności pokoleń” i mogą liczyć tylko na imigrantów. Ja bym radził na nich nie liczyć. Z prostej przyczyny: imigranci nie mają żadnych powodów, żeby nas na starość utrzymywać. Zresztą w większości wychowali się oni w kulturze muzułmańskiej i od dawna już, biorąc en masse, nie porzucają jej na rzecz europejskiego stylu życia. To zresztą oczywiste. Kto by porzucał wyższą kulturę na rzecz niższej? A z punktu widzenia wyznawcy islamu europejczycy są zdecydowanie kulturą niższą.</p>
<p>W krajach muzułmańskich nie ma domów dziecka ani domów starców. Nie są potrzebne. Dziecko dla wyznawcy islamu jest szczęściem i darem, a nie kłopotem, skutkiem wpadki, której trzeba w porę zapobiec. Więzy rodzinne mają charakter rzeczywisty, a nie symboliczny. Z punktu widzenia muzułmanów jesteśmy cywilizacja zepsutych, samolubnych bydlaków, którzy nie chcą mieć dzieci, nie chcą mieć żadnych obowiązków, całe życie przeznaczają na dogadzanie sobie, a na starość chcą być utrzymywani przez następne pokolenie. O ile zakład, że w chwili, gdy w owym następnym pokoleniu populacja imigrantów przekroczy, mniej więcej, jedną trzecią − po prostu wymówi „umowę pokoleń”, którą przecież nie z nią zawierano (Bogiem a prawdą, w ogóle jej nie zawierano z nikim)? Trudno z góry orzec, czy odmowa przybierze charakter gwałtowny, czy wyrażone zostanie za pomocą narzędzi demokracji. Ale jakie to ma znaczenie?</p>
<p>Tak czy owak, dzisiejsi Europejczycy w średnim wieku nie mają co liczyć na spokojną, dostatnią starość. Chyba, że się wykażą rozsądkiem i w porę dadzą się, jak zajeżdżony koń, zaprowadzić do rzeźni. (Chociaż to nietrafione porównanie − konie właśnie będą na starość miały znakomitą opiekę. Im bardziej nieludzkie stają się normy wobec ludzi, tym, prawem kompensacji, większa wrażliwość wobec zwierząt. Nie jest wcale przypadkiem, że pierwszym krajem Europy, który wprowadził bardzo daleko idące prawa chroniące zwierzęta przed cierpieniem, były nazistowskie Niemcy, i tak samo nie jest przypadkiem, że im większe przyzwolenie opinii publicznej krajów rozwiniętych na abortowanie i eutanazowanie ludzi, tym większe zarazem jej poparcie dla „praw zwierząt”).</p>
<p>A jak ktoś nie będzie miał tyle rozsądku? To spoko, się go przekona. A ty dziadu co tu jeszcze robisz? Nie nażyłeś się jeszcze? Podpisz żesz wreszcie! Nie chcesz podpisać? To już my ci obrzydzimy tę starość, aż dojdziesz do właściwych wniosków.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/13/historyczna-koniecznosc-eutanazji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>132</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Obsesja nieobsesyjna</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/09/obsesja-nieobsesyjna/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/09/obsesja-nieobsesyjna/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Mar 2010 18:16:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=545</guid>
		<description><![CDATA[W języku &#8220;Gazety Wyborczej&#8221; słowo &#8220;obsesja&#8221; należy do najczęściej używanych, chyba zaraz po słowie &#8220;podłość&#8221;. Właściwie każda polemika z sektą z Czerskiej ogłaszana jest &#8220;obsesją&#8221; na punkcie Michnika i jego gazety.
Sama &#8220;Wyborcza&#8221; natomiast w ciągu jednego roku pisze ponad 450 razy o Radiu Maryja, codziennie daje kilka tekstów demaskujących knowania PiS, recenzuje obszernie co drugie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W języku &#8220;Gazety Wyborczej&#8221; słowo &#8220;obsesja&#8221; należy do najczęściej używanych, chyba zaraz po słowie &#8220;podłość&#8221;. Właściwie każda polemika z sektą z Czerskiej ogłaszana jest &#8220;obsesją&#8221; na punkcie Michnika i jego gazety.</p>
<p>Sama &#8220;Wyborcza&#8221; natomiast w ciągu jednego roku pisze ponad 450 razy o Radiu Maryja, codziennie daje kilka tekstów demaskujących knowania PiS, recenzuje obszernie co drugie wydanie telewizyjnych &#8220;Wiadomości&#8221; i na każdym nielewicowym spotkaniu umie wypatrzeć tego jednego stukniętego, który krzyknie coś o Żydach. I oczywiście czuje się od wszelkich obsesji zupełnie wolna.</p>
<p>Szczególnie zaś nie ma obsesji na punkcie tropienia prawicy w TVP pani Agnieszka Kublik, czego po raz nie wiadomo który dowodzi, chwaląc dziennikarzy radiowej Trójki za założenie związku zawodowego (&#8221;Wyborcza&#8221; zawsze, jak łatwo sprawdzić, wręcz zionęła miłością do związków zawodowych) przeciwko &#8220;tym, którzy przyszli do Trójki wraz z &#8220;okupantem&#8221;". Tu pada moje nazwisko. Tak Wiktor Legowicz, który mnie kiedyś na wiele lat ściągnął na tę antenę, stał się okupantem.</p>
<p>Jako przeciwieństwo i wzorzec negatywny przywołuje zaś TVP 1, gdzie – jak pisze – &#8220;świetnie się czują dziennikarze kojarzeni z prawicą&#8221;. I wymienia Anitę Gargas, Bronisława Wildsteina i – znowu – mnie. No jasne, Anita Gargas wylana bez podania przyczyny (którą i tak każdy zna) czy Wildstein, co drugi dzień straszony zdjęciem z anteny lub przesunięciem na po północy, muszą się tam czuć wręcz bosko.</p>
<p>Co do mnie, nie wiem, bo w ciągu ostatniego roku byłem w TVP 1 tylko raz; &#8220;Wyborcza&#8221; z całej dyskusji zauważyła wtedy tylko, że &#8220;czerwieniały mi uszy&#8221;. Myślałem dotąd, że to przeoczenie mejkapistki, a okazuje się, że tak się dobrze czułem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/09/obsesja-nieobsesyjna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>174</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W kwestii obłudy</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/08/w-kwestii-obludy/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/08/w-kwestii-obludy/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Mar 2010 02:34:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=543</guid>
		<description><![CDATA[Parę lat temu niedaleko mojej wsi doszło do takiego oto  zdarzenia. Do szpitala dziecięcego jechali nocą rodzice z chorym  dzieckiem. Z oczywistych względów zależało im na czasie
Tymczasem na drodze do szpitala rozwaliła się akurat i  zaprawiała grupka miejscowej młodzieży. Kiedy kierowca zaczął trąbić,  młodzieńcy bardzo się zirytowali i ruszyli na niego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Parę lat temu niedaleko mojej wsi doszło do takiego oto  zdarzenia. Do szpitala dziecięcego jechali nocą rodzice z chorym  dzieckiem. Z oczywistych względów zależało im na czasie</strong></p>
<p>Tymczasem na drodze do szpitala rozwaliła się akurat i  zaprawiała grupka miejscowej młodzieży. Kiedy kierowca zaczął trąbić,  młodzieńcy bardzo się zirytowali i ruszyli na niego z kamieniami.</p>
<p>Na  swoje szczęście kierowca był policjantem w cywilu i przypadkiem miał  przy sobie broń służbową; oddał strzał ostrzegawczy, a potem najbardziej  agresywnego z napastników postrzelił w nogę. Zachował się przy tym w  pełnej zgodzie z procedurą, wezwał pogotowie i tak dalej.</p>
<p>Pamiętam  program, jaki zrobiła potem pewna telewizja prywatna, dziś prorządowa,  ale za tamtych czasów wręcz przeciwnie. Jako bezstronni przedstawiciele  społeczeństwa wystąpiła w nim cała miejscowa lumperka, głównym świadkiem  była matka postrzelonego chuligana, zapewniająca, że to złoty chłopak,  choć może odrobinę nerwowy, a żadnej pracy sobie nie może znaleźć, bo  wszędzie się go czepiają.</p>
<p>Cały program był jednym wielkim  szczuciem na policjanta, który śmiał po służbie mieć broń i jej użyć, i,  generalnie, współbrzmiał z dziesiątkami innych, histeryzujących, że  Polską rządzi policyjny reżim i każdego może obudzić o szóstej rano  walenie kolbami do drzwi.</p>
<p>Pewnie już państwo dawno o tej sprawie,  przez krótki moment szeroko i na jedno kopyto relacjonowanej,  zapomnieli. A warto pamiętać, gdy dziś nagle ci sami funkcjonariusze  propagandy zawodzą, że byle pijany smarkacz nie czuje cienia lęku przed  podniesieniem na policjanta ręki, nawet z nożem. Wielu długo pracowało  na to, by w Polsce, jak przystało na dziadowskie państwo, to raczej  policja bała się lumpów niż, jak powinno być, odwrotnie. Skąd teraz  zdziwienie?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/08/w-kwestii-obludy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>152</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>TVP czeka na gajowego</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/06/tvp-czeka-na-gajowego/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/06/tvp-czeka-na-gajowego/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Mar 2010 09:48:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=541</guid>
		<description><![CDATA[Subotnik Ziemkiewicza
Nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie „jakie media”. Jeśli prywatne, to będą ścigać się do gustu debila, i to też nie każdego, ale wyłącznie z tzw. targetu, czyli wielkomiejskiego singla przed czterdziestką, wydającego dużo na rozrywki i biorącego dużo kredytów. Jeśli państwowe, czy, jak uparcie chcą się niektórzy oszukiwać, publiczne, to będą na nich [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Subotnik Ziemkiewicza</strong></p>
<p>Nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie „jakie media”. Jeśli prywatne, to będą ścigać się do gustu debila, i to też nie każdego, ale wyłącznie z tzw. targetu, czyli wielkomiejskiego singla przed czterdziestką, wydającego dużo na rozrywki i biorącego dużo kredytów. Jeśli państwowe, czy, jak uparcie chcą się niektórzy oszukiwać, publiczne, to będą na nich się starali położyć łapę politycy – dążąc za wszelką cenę do stanu dla nich idealnego, to znaczy, żeby mogli wydzwaniać do redaktorów programów informacyjnych i instruować ich, jakie to ważkie wydarzenie z udziałem prezesa ma dziś być newsem dnia, i którą z afer odpalonych przez gazety należy podchwycić, a o której głucho milczeć.</p>
<p>To fakt, że partia obecnie rządząca jest od tej drugiej reguły wyjątkiem i bodaj jako pierwsza w krótkich dziejach III RP nie starała się na TVP i Polskim Radiu położyć ręki. Wynika to, jak z sądzę, z innej technologii sprawowania władzy, którą przyjął Tusk, i która jak na razie dobrze się z jego punktu widzenia sprawdza (z punktu widzenia interesu publicznego przeciwnie, ale bliższa koszula ciału) − technologii rządzenia poprzez swoiste kontrakty z sitwami kontrolującymi rozmaite obszary życia publicznego. Prawo − sitwie prawniczej, biznes − sitwie biznesowej, służbę zdrowia − sitwie ordynatorsko-profesorskiej, naukę − sitwie zgredowsko-akademickiej, i tak dalej. A media − sitwie magnatów medialnych. Oczywiście w zamian za złożenie władzy hołdu lennego. W takim układzie media państwowe nie są tak niezbędnym narzędziem rządzenia, jakim były dotąd, Platforma przyjęła więc linię, którą w kuluarowych rozmowach jeden z jej liderów streścił krótko: „zagłodzimy ich”.</p>
<p>Nowość polega więc na tym, że Platforma, jako pierwsza rządząca partia, nie starała się przejąć mediów państwowych, tylko doprowadzić do ich stopniowego zniszczenia, co się w znacznym stopniu udało. Partie opozycyjne miały w tej sytuacji szansę zrobić coś pożytecznego dla wszystkich i nie tylko uratować ich istnienie, ale też zrobić z nich media prawdziwie publiczne.</p>
<p>(„Proszę się wyśmiać, ja poczekam” − jak śpiewał Jacek Nieżychowski. Już można dalej?).</p>
<p>Owszem, pożytecznego − powtórzę na użytek tych czytelników, z którymi znamy się od bardzo dawna. Idea publicznych mediów to jedna z takich spraw, jak, na przykład, legalizacja związków homoseksualnych, co do których od czasów UPR-owskiej ortodoksji zmieniłem zdanie. Może zreedukowali mnie zblatowani z władzą i establishmentem magnaci medialni i nadredaktorzy? Fakt, że od paru lat jestem w prorządowych mediach komercyjnych na czarnej liście. Nie żalę się tu ani nie chwalę, podaję tylko przykład − sprzedaję po kilkadziesiąt tysięcy książek, na moim blogu administrator doliczył się ostatnio prawie dwóch milionów wejść, program, który prowadzę w TVP Info w niedzielne poranki regularnie ogląda około pół miliona widzów, co o tej porze stanowi około 8 proc. tzw. udziałów. Są podstawy uważać, że moje zdanie kogoś interesuje, a nazwisko jest w stanie kogoś przyciągnąć. Mimo to taki na przykład TVN-24, którego pracownicy podskakują jak przysłowiowe nożyce na stole, gdy się stwierdzi oczywisty fakt, iż robią telewizję protuskową, przez ostatnie trzy lata zaprosił mnie… hm, dwa razy, po czym za każdym razem, po jakiejś godzinie, szalenie speszona osoba zapraszająca dzwoniła bełkocząc coś, że sorry, zmieniła się, eee… ogólna koncepcja programu, i w ogóle odwołujemy wszystkich gości, bo zapraszamy, eee… zupełnie innych, tak że rozumie pan… Dziwnym trafem zaczęło się tak, gdy napisałem parę oczywistych słów o sławetnym dilu z warszawskim stadionem Legii w tle.</p>
<p>Myślę, że w takiej sytuacji jest wielu publicystów, którzy nie chcieli opowiedzieć się, jak nakazuje dziennikarska etyka III RP, po stronie tych, którzy się załapali, przeciwko oszołomom, mącącym sielankę „największego historycznego sukcesu w dziejach Polaków”. I ja, i oni wszyscy chcielibyśmy, żeby politycy nie mieli żadnego wpływu na media. Ale żyjemy w kraju, w którym wszystkie media są z nadania władzy, w którym to, komu wolno wydawać gazetę, a komu mieć prywatne radio albo telewizję zadecydowało się w jakichś szemranych, nie do końca nawet przejrzystych gremiach pochodzących z magdalenkowej nominacji, i trudno nie zdawać sobie sprawy, że gdyby ten polityczny układ w pewnej chwili się nie rozszczelnił, to byśmy mogli sobie mazać farbą po murach, względnie, od niedawna, blogować w internecie. Takie są fakty, że tylko pojawienie się znaczącej politycznie opozycji antyokrągłostołowej umożliwiło wejście do głównego nurtu publicznej debaty dziennikarzom spoza kręgu wychowanków i akolitów sekty z Czerskiej.</p>
<p>Tylko, niestety, szybko się okazało − właściwie ostatnim przekonującym dowodem było tu odwołanie z TVP Wildsteina − że i ta opozycja ma do mediów podejście takie samo, jak miała „władza ludowa” i ci, co się z nią zblatowali przy wiadomym meblu. To smutne, ale to jeszcze nie tragedia. Przywykłem, i koledzy zapewne też, że dziennikarz zawsze gra w taką grę – dotrzeć do ludzi z tym, co im chce powiedzieć, czasem kosztem tego, że nie powie wszystkiego co chce, ale nigdy nie powie tego, czego nie chce. Przywykłem też, że, wbrew stereotypowi, dziennikarz o przekonaniach konserwatywnych zawsze był w III RP większym wrogiem dla polityków zwanych „prawicowymi”, niż dla udecji czy postkomunistów – bo wedle myślenia polityka prawicy, na to, co o nim pisze „Nie” albo „Wyborcza”, może machnąć ręką, a dziennikarz zwracający się do prawicowego wyborcy może pomóc jego prawicowemu konkurentowi, więc takiego właśnie trzeba mieć pod kontrolą albo zniszczyć. Takie jest życie w PRL-bis, i można sobie z tym radzić. Smutne, ale jeszcze nie tragedia.</p>
<p>Tragedia to to, że „człowiek, który ukradł Polsce prawicę” (uważny czytelnik wie, kogo tak nazywam) zabrnął jak zwykle w swoje genialne strategie, które, wbrew życzliwemu dla niego stereotypowi, zwykle nie są żadnymi strategiami, tylko skutkiem emocji, by nie rzec wręcz histerii. PiS mógł się bez trudu dogadać z Farfałem, miał z jego strony całkiem sensowne propozycje (i chyba tego właśnie bał się salon, rozpętując taką histerię). Ale potraktował go jak szczeniaka, który ukradł Braciom ukochaną zabawkę. A poza tym, czy to się prezes PiS brzydził „byłym neonazistą” (PO się nie brzydziło, tak jak nie brzydzi się przyjmować wszechpolskich pogromców „parad równości”, gdy mu to daje władzę w województwie), czy psychologicznie nie był zdolny do przyznania Giertychowi podmiotowości politycznej… Dość, że wolał się ułożyć z SLD.</p>
<p>Od razu, wiedząc, kogo ze swej strony wyznaczył PiS do zawierania tego układu, można było być pewnym, że Kwiatkowski z Czarzastym zjedzą takich „partnerów” na przystawkę nawet nie popijając. No i proszę. Już się okazało, że zamiast z Giertychem, zawarł Kaczyński koalicję („nie ma żadnej medialnej koalicji&#8221;, powtarzają wszyscy działacze SLD i PiS − proszę się wyśmiać, ja poczekam…) − Owoż, zawarł koalicję wcale nie z SLD, ale wprost z PZPR, a wręcz z SB, które na Woronicza przetrwały ostatnie dwadzieścia lat w znakomitym stanie.</p>
<p>Konkrety? A proszę − pisałem o nowym szefie „Panoramy”, Jacku Skorusie, który w stanie wojennym, co przypadkiem przypomniał film Macieja Gawlikowskiego o KPN, robił arcypodłe, esbeckie programy „Z archiwum »Solidarności«”. Parę dni minęło, i nasza wiedza wzbogaciła się o to, że redaktor Skorus był nie tylko jawnym, i Tajnym Współpracownikiem SB o kryptonimie „Zbigniew”, pozyskanym w roku 1982 „na zasadzie dobrowolności”. Proszę, proszę! Oczywiście, jak się domyślam, TW „Zbigniew” „nikogo nie skrzywdził”, ale i tak, to już prawie Autorytet Moralny!</p>
<p>No, gdy nawet nie szefem, ale komentatorem czegokolwiek zostaje dziennikarz oskarżany o zbrodnię własnego zdania (w języku establishmentu „pisowiec”), to zaraz burzą się związki zawodowe, a „Wyborcza” biegnie im w sukurs. Kreatura, która w takich np. Niemczech miałaby od dwudziestu lat absolutny zakaz pracy w zawodzie dziennikarza, nikomu zaś nie przeszkadza. Ale dlaczego nie przeszkadza nawet ludziom Kaczyńskiego, którzy, jednocześnie, milcząco zaaprobowali usunięcie ze stanowiska Anity Gargas za emisję filmu o Jaruzelskim, i szlaban na filmy dokumentalne o łajdactwach PZPR, SB i ich dysponentów?</p>
<p>No cóż, brzydziło się „byłym neonazistą”, teraz trzeba się kolegować z esbeckimi kapusiami, i to wcale niekoniecznie byłymi. Wiem, że delegaci PiS będą dziś zajęci ważkimi sprawami – jako to, którą z pań wysunąć teraz do kamer, i w ogóle jaki zrobić „nowy imidż”. Ale może niech się w wolnej chwili zastanowią przez moment, gdzie się podziały ich twarze.</p>
<p>Wstyd tym większy, że to wszystko dokładnie po nic. Bo i tak niebawem, może jeszcze w marcu, minister skarbu wprowadzi do TVP swojego komisarza − strategia „głodzenia” dała wszak znakomity wynik i sytuacja finansowa spółki w pełni to usprawiedliwi. Jak w starym dowcipie o partyzantach, przyjdzie gajowy i wyrzuci z lasu… I telewizja państwowa dołączy do radosnego chóru stacji prywatnych, przekonujących na każdym kroku, że jest świetnie i coraz lepiej. W państwowej będzie „poważna”, misyjna publicystyka, z pluralizmem poglądów jak w piątkowym poranku TOK FM. W komercyjnej, która wszelkiej publicystyki ostatecznie się już wyzbywa, jako dla targetowego debila zbyt trudnej, ciężar debaty publicznej i politycznej biorą zaś na siebie Wojewódzki i Majewski. Skądinąd, jak wynikło z badań, obok Owsiaka największe autorytety dla polskiej młodzieży.</p>
<p>Czasem się zresztą zastanawiam, czy może Polactwo, które przez dwie dekady nie potrafiło wyłonić żadnych poważnych państwowych czy intelektualnych elit, ani przyzwoitej władzy, ani sensownej opozycji, nie zasługuje po prostu na nic lepszego.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/06/tvp-czeka-na-gajowego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>162</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dobry komunista dzieli salon</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/04/dobry-komunista-dzieli-salon/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/04/dobry-komunista-dzieli-salon/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Mar 2010 17:56:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=539</guid>
		<description><![CDATA[Książka Domosławskiego o Kapuścińskim ujawniła napięcie między &#8220;salonem starym&#8221; z Czerskiej a &#8220;salonem młodych&#8221; z Nowego Wspaniałego Świata
Większość sporów o opublikowanie biografii Ryszarda Kapuścińskiego omija to, co wydaje się istotą sprawy. Toczą się one wokół kwestii drugorzędnych, takich jak ujawnienie faktu, że pisarz w znacznym stopniu zmyślił i zmitologizował swoją biografię. Jako człowiek kształcony swego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Książka Domosławskiego o Kapuścińskim ujawniła napięcie między &#8220;salonem starym&#8221; z Czerskiej a &#8220;salonem młodych&#8221; z Nowego Wspaniałego Świata</strong></p>
<p>Większość sporów o opublikowanie biografii Ryszarda Kapuścińskiego omija to, co wydaje się istotą sprawy. Toczą się one wokół kwestii drugorzędnych, takich jak ujawnienie faktu, że pisarz w znacznym stopniu zmyślił i zmitologizował swoją biografię. Jako człowiek kształcony swego czasu na literaturoznawcę ręczę, że trudno w ogóle znaleźć pisarza, który w ten czy inny sposób nie kreował swego fałszywego wizerunku. Trudno też o takiego, który prywatnie byłby dobrym mężem, rodzicem czy przyjacielem. A jeśli, to znajdziemy ich raczej wśród mniej wybitnych.</p>
<p>Odpowiedź na pytanie, czy biograf ma prawo demaskować mitotwórcze zabiegi swego bohatera, pisać o jego romansach czy chorobliwych reakcjach na choćby najdelikatniejszą krytykę, jest więc zbyt oczywista, by być wartą kłótni.</p>
<p>Czytaj <a href="http://www.rp.pl/artykul/442604.html" target="_blank">cały artykuł</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/04/dobry-komunista-dzieli-salon/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>70</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bida-Temida</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/02/bida-temida/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/02/bida-temida/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:57:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=537</guid>
		<description><![CDATA[Pod jednym, jedynym względem zaczynamy przypominać Amerykę &#8211; w pieniactwie sądowym. Wdowa po Kapuścińskim prześladuje jego biografa, rodzina Rosatich straszy sądami Andrzeja Żuławskiego i &#8220;Krytykę Polityczną&#8221;… Niekiedy pogróżki takie mają charakter wręcz bezczelny, jak wtedy, gdy córka TW &#8220;Ewa-Max&#8221; próbuje za pomocą sądowej cenzury uniemożliwić upowszechniania haniebnej prawdy o swojej matce i odrażającej roli, jaką [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pod jednym, jedynym względem zaczynamy przypominać Amerykę &#8211; w pieniactwie sądowym. Wdowa po Kapuścińskim prześladuje jego biografa, rodzina Rosatich straszy sądami Andrzeja Żuławskiego i &#8220;Krytykę Polityczną&#8221;… Niekiedy pogróżki takie mają charakter wręcz bezczelny, jak wtedy, gdy córka TW &#8220;Ewa-Max&#8221; próbuje za pomocą sądowej cenzury uniemożliwić upowszechniania haniebnej prawdy o swojej matce i odrażającej roli, jaką odegrała w życiu męża i jego przyjaciół.</strong></p>
<p>Na dodatek okazuje się to skuteczne, skoro, jak wyznał reżyser dotykającego tych spraw filmu, jedna z gazet pod wpływem jej pogróżek wycofała z druku gotowy już wywiad o filmie. Cóż, przykład dał przecież oberguru i największy z żyjących autorytetów moralnych…</p>
<p>Było oczywiście do przewidzenia, że tak się stanie. Dla wszystkich, z wyjątkiem, oczywiście, kolejnych rządów, które nieszczególnie zatroszczyły się o przygotowanie polskich sądów do czekających je wyzwań. Bo przecież głośne w mediach pyskówki to nic w porównaniu z lawiną sporów towarzyszących aktywności gospodarczej. A bez sprawnych sądów nie ma wszak mowy o normalnej gospodarce. Tymczasem rzeczywistość polskiej Temidy to wciąż, jak za króla Ćwieczka, sterty teczek z aktami, ręczne stenografowanie, skomplikowane do absurdu procedury i sędziowie zarobieni ponad wszelki rozsądek.</p>
<p>W amerykańskim hrabstwie Carbon County śledziłem kiedyś prace miejscowego sądu. Zatrudniał dwóch sędziów i tylko siedem osób  innego personelu. Rocznie rozstrzygał 22 &#8211; 24 tysiące spraw (hrabstwo liczyło sobie 57 tysięcy pełnoletnich obywateli). I nie zdarzyło mu się od lat, by od wniesienia sprawy &#8211; choćby najtrudniejszej &#8211; do wyroku minęło więcej niż miesiąc. Jak oni to robią? Zaręczam, że bez pomocy sił nadprzyrodzonych. Można podpatrywać i brać przykład.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/02/bida-temida/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>113</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fachowa siła lewicy</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/02/28/fachowa-sila-lewicy/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/02/28/fachowa-sila-lewicy/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Feb 2010 19:05:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=535</guid>
		<description><![CDATA[Film Macieja Gawlikowskiego o KPN &#8220;Pod prąd&#8221; spotkał dziwny los &#8211; zamówiony przez TVP 2, skolaudowany niedawno z ocenami wyłącznie pozytywnymi, zaraz potem trafił na półkę pod głupawym pretekstem, że w ramówce  nie ma miejsca na tego rodzaju filmy dokumentalne. Prawdziwa przyczyna paracenzorskiego zapisu, co sobie właśnie uświadomiłem, jest zaś zapewne bardzo przyziemna. 
Otóż [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Film Macieja Gawlikowskiego o KPN &#8220;Pod prąd&#8221; spotkał dziwny los &#8211; zamówiony przez TVP 2, skolaudowany niedawno z ocenami wyłącznie pozytywnymi, zaraz potem trafił na półkę pod głupawym pretekstem, że w ramówce  nie ma miejsca na tego rodzaju filmy dokumentalne. Prawdziwa przyczyna paracenzorskiego zapisu, co sobie właśnie uświadomiłem, jest zaś zapewne bardzo przyziemna. </strong></p>
<p>Otóż autor użył znalezionego w archiwach fragmentu dziennika telewizyjnego ze stanu wojennego. A ściślej – nadawanego wówczas w DTV programu &#8220;Z archiwum solidarności&#8221;. Były to, kto jeszcze pamięta, najbardziej gadzinowe, propagandowe paskudztwa, nawet na tle tych czasów wyjątkowo odrażające, redagowane bardziej przez SB niż przez telewizję. &#8220;Demaskowano&#8221; tam zbrodnicze plany podziemia, pokazując zarekwirowane magazyny broni, listy członków partii do egzekucji i wachlarze dolarów przysłanych &#8220;Solidarności&#8221; i KPN na wywrotową działalność przez CIA. </p>
<p>Taki właśnie esbecki bloczek przytoczył w swym filmie autor i, zgodnie z wymogami prawa, odnotował cytat w końcowych napisach, podając, za archiwalną metką, autorów wykorzystanego programu. I zapewne nawet nie wiedział, że wychodzi mu &#8220;arka przymierza między dawnymi i nowymi laty&#8221;. Komisja kolaudacyjna też zresztą nie zauważyła, musiał się ktoś w Dwójce zreflektować: autorem tej ubeckiej propagandy, cedzącym spoza kadru obelgi i kłamstwa pod adresem &#8220;pachołków amerykańskiego imperializmu&#8221;, był niejaki Jacek Skorus. A Jacek Skorus to dziś, ho, ho, poważany dziennikarz, od niedawna piastujący z rekomendacji SLD odpowiedzialne stanowisko szefa telewizyjnej &#8220;Panoramy&#8221;. </p>
<p> Tylko czego się dziś lewica wstydzi? Towarzysz Skorus &#8220;pracował dla Polski, bo innej Polski wtedy nie było&#8221;. Dajcie mu jeszcze medal.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/02/28/fachowa-sila-lewicy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>120</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zatrucie Romaszewskiego</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/02/27/zatrucie-romaszewskiego/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/02/27/zatrucie-romaszewskiego/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Feb 2010 09:05:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=532</guid>
		<description><![CDATA[Subotnik Ziemkiewicza
W perwersyjny sposób ucieszył mnie wywiad, którego udzielił były minister Mirosław Drzewiecki (ksywa Miro) w stanie wyraźnie filipińskim &#8211; co, jak wiadomo, sprzyja szczerości.  Tak jest! Nie odwracajcie oczu − stać i patrzeć, salonowa trzodo, za karki by was trzymać przy telewizorach. Oto chodzący rezultat waszych inteligenckich bredzeń o postpolityce, w której nie liczą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Subotnik Ziemkiewicza</strong></p>
<p><strong>W perwersyjny sposób ucieszył mnie wywiad, którego udzielił były minister Mirosław Drzewiecki (ksywa Miro) w stanie wyraźnie filipińskim &#8211; co, jak wiadomo, sprzyja szczerości.</strong>  Tak jest! Nie odwracajcie oczu − stać i patrzeć, salonowa trzodo, za karki by was trzymać przy telewizorach. Oto chodzący rezultat waszych inteligenckich bredzeń o postpolityce, w której nie liczą się żadne wartości, a tylko „pragmatyzm” i skuteczność we wdrażaniu reform. Niby normalka. Po niewydarzonych pomysłach kawiarnianych reformatorów &#8211; którzy chcieli na zadeptaniu prawdy tworzyć „specyficznie polską syntezę orientacji dawniej przeciwstawnych” i medialnym gwałtem pozdzierać polactwu z grzbietów sukmany, żeby się musiało przebrać za Europejczyków − przyszedł Edek i robi swoje. Jak zwykle mędrkom nie udało się nic zbudować, ale udało się sporo zniszczyć, więc Edek może teraz hulać. Szmaciak chce władzy nie dla śmichu, lecz dla bogactwa, dla przepychu, chce mieć tytuły, forsę, włości… A jak mu się noga opsnie, to nagle tonem podsłuchanym u mędrków bluzga na ten dziki kraj, który nie docenia swych wielkości.</p>
<p>Stać i patrzeć. Oto wasze „Tusku, musisz”, wasze wysokie standardy. Mieliście do wyboru inkwizytorów i szemranych cwaniaczków. Wybraliście szemranych cwaniaczków, bo inkwizytorzy budzili w was paniczny strach, a ferajna &#8211; w której Miro trzymał kasę &#8211; tylko poczucie wyższości podszyte przekonaniem, że salon nad nią przecież zapanuje. Tamci niech sobie kręcą lody, a rząd dusz będziemy przecież sprawować My. No to sobie przynajmniej popatrzcie i posłuchajcie…</p>
<p>Taaa, ale właściwie ja dziś nie o tym. To, że taki Miro pokazuje się jako stuprocentowy Miro to ani zdziwienie, ani ból. To, że jak Miro zachowuje się ktoś taki jak senator Romaszewski… to jest zdziwienie i ból. Niestety, niestety, niestety. A przecież jest w tym wszystkim żelazna logika: gdzie ktoś taki jak Romaszewski broni immunitetu Piesiewicza, tam ktoś taki jak Drzewiecki z wyżyn autorytetu moralnego wykłada nam o zdeprawowaniu polityki i ogólnym zdziczeniu Polski.</p>
<p>Nie chcę się wdawać w partyjne pierepałki. Napisałem wiele cierpkich słów o polityce Jarosława Kaczyńskiego, prowadzącej do wypłukiwania jego partii z ludzi w jakikolwiek sposób wybitnych (inna sprawa, że taka partyjna erozja to nieszczęście wspólne wszystkim formacjom naszej polityki), ale tu akurat sprawa ma się inaczej i skargi Romaszewskiego w „Gazecie Wyborczej” są zupełnie nie na miejscu. Zawieszenie go nie było żadną tam rozprawą z „inteligentami” w PiS-ie (choć przyznajmy, zasłużony senator dobrze wie z jakiego klucza zaśpiewać, żeby na Czerskiej dostać rozkładówkę) tylko zastosowaniem się do elementarnych prawideł partyjnego pijaru. Przypuszczam, że gdyby senatorowie PiS tylko zagłosowali za immunitetem Piesiewicza, nie byłoby problemu. Ale ich zbrodnia − z punktu widzenia partii − polegała na tym, że dali tej paskudnej akcji obrony „swojego” przed sprawiedliwością twarze. Nie ludzie PO, ale właśnie oni pojawili się w dziennikach telewizyjnych jako jej inicjatorzy i przywódcy. PO zrobiła świństwo, a Polacy zobaczyli, że to PiS. Kaczyński tu akurat nie mógł inaczej postąpić. Musiał jakoś pokazać, że partia się od tego odcina.</p>
<p>A Zbigniew Romaszewski się obraził. Przez myśl mu nie przeszło, że zrobił coś złego. Mniejsza o szkody w politycznym marketingu − że zrobił coś złego pokazując wszem i wobec, iż także Senat, także niewątpliwa elita do jakiej należy, kieruje się u nas regułami gangu. I że także On się nimi kieruje. Prawo jest prawem − Senat stoi na jego straży. Ale kiedy nasz człowiek, kolega, senator, prawo to w oczywisty sposób złamał, to blokujemy i uniemożliwiamy postępowanie przeciwko niemu. Senat nie głosował wszak nad oceną Piesiewicza, więc wszystkie argumenty o okolicznościach łagodzących i nieszczęściu, jakie na niego spadło, są nie pri czom. Senat głosował nad tym, czy człowiek z jego grona podlega takiemu samemu prawu jak szary obywatel − i przegłosował, że nie, że prawo ma gdzieś, bo przeciwko naszym prokuratorskich dochodzeń prowadzić nie wolno, nawet gdy dowody widziała cała Polska. A senator Romaszewski &#8211; do niedawna jeden z ostatnich w Polsce ludzi czcigodnych &#8211; dał temu twarz i chyba kompletnie nie rozumie, że zachował się dokładnie tak, jakby się na jego miejscu zachował Miro czy inni ludzie, których „noblesse nie oblizało”.</p>
<p>Nie umiem tego inaczej wytłumaczyć, niż zatruciem. Zbigniew Romaszewski jest w polityce nieprzerwanie od zarania III RP. Co prawda na jej obrzeżach, w Senacie, do którego wchodził za każdym razem z poparciem różnych partii albo bez niego − ale ta peryferyjna pozycja procesowi stopniowego zatrucia nie przeszkodziła, najwyżej spowolniła go. Dwadzieścia lat w polityce musiało spowodować, że nawet człowiek tak prawy nasiąkł zasadami jakie tam panują i instynktownie uznał je za swoje. Bo paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy.</p>
<p>To jest dopiero miara naszego upadku, nie jakiś tam prowincjonalny cwaniaczek i jego droga spod sklepu monopolowego do rządu i, daj Boże, z powrotem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/02/27/zatrucie-romaszewskiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>232</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chrońmy kobiety przed polityką</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/02/25/chronmy-kobiety-przed-polityka/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/02/25/chronmy-kobiety-przed-polityka/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Feb 2010 06:54:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=530</guid>
		<description><![CDATA[Kobiety nie poprawiają polityki. Wręcz przeciwnie: polityka psuje kobiety. Wchodząc w to środowisko, stają się bardziej od mężczyzn brutalne, perfidne i fałszywe
Swego czasu bardzo popularne było w polskich mediach określenie „temat zastępczy”. Szermowano nim głównie w celu zdyskredytowania tradycyjnych pól zainteresowania politycznego katolicyzmu – wzorcowym tematem zastępczym obwoływano aborcję, dopóki zmiana prawa w tej kwestii [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Kobiety nie poprawiają polityki. Wręcz przeciwnie: polityka psuje kobiety. Wchodząc w to środowisko, stają się bardziej od mężczyzn brutalne, perfidne i fałszywe</strong></p>
<p>Swego czasu bardzo popularne było w polskich mediach określenie „temat zastępczy”. Szermowano nim głównie w celu zdyskredytowania tradycyjnych pól zainteresowania politycznego katolicyzmu – wzorcowym tematem zastępczym obwoływano aborcję, dopóki zmiana prawa w tej kwestii nie stała się sztandarowym postulatem lewicy.</p>
<p><strong>Nic się nie zmieni</strong></p>
<p>Nic jednak bardziej nie zasługuje na miano tematu zastępczego, niż wymyślony przez grupy feministyczne organizujące tzw. Kongres Kobiet postulat parytetów płciowych na listach wyborczych. Zaproponowana przez te środowiska ustawa nie niesie absolutnie żadnych skutków praktycznych.</p>
<p>Bardzo przekonująco udowodnił to, popierając stosownymi obliczeniami, dr Jarosław Flis – którego wywodu nie mogę w pełni zacytować z braku miejsca – wskazując, w największym skrócie, że nasza ordynacja narzuca gigantyczną nadliczebność kandydatów. W okręgu, gdzie realnie ma szansę na zdobycie jednego – dwóch mandatów, partia wystawić musi listę kilkunastu, niekiedy ponad 20 osób, które z założenia są tylko wyborczą massa tabulettae.</p>
<p>W tej grupie można dowolnie i bezpiecznie dla systemu ustalać sobie dowolne parytety nie tylko dla kobiet, ale też, jak niegdyś w FJN, dla pracowników umysłowych i fizycznych, mieszkańców wsi i miast, a nawet dla łysych i długowłosych – i tak „nie wchodzą”.</p>
<p>O faktycznych szansach wyborczych decyduje umieszczenie przez szefa partii na „mandatowym” miejscu, a niekiedy popularność w regionie – tu autor analizy podawał przykłady, gdy silnie zakorzeniona na Podkarpaciu szefowa lokalnych struktur PO wygrała z przysłanym z Warszawy byłym przewodniczącym „Solidarności”, ale także odwrotnie, przykłady, gdy kobieta spadochroniarz (a takie kandydatki mielibyśmy w wypadku odgórnego realizowania przez partie parytetów) przegrywała ze znanym lokalnym działaczem startującym z niższego miejsca.</p>
<p>„Parytetowe” prawo jest więc z zasady zmianą niczego niezmieniającą i tym tłumaczyć należy fakt, że temat wyraźnie „szarpnął” w politycznej debacie. Nasza polityka „dzieje się” bowiem głównie w sferze pozorów i symboli, polega na nieustannym międleniu w całodobowym radiowo-telewizyjnym maglu tych samych tez, najlepiej ideologicznych, bo o takich można w nieskończoność.</p>
<p><a href="http://www.rp.pl/artykul/439003.html">przeczytaj cały tekst</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/02/25/chronmy-kobiety-przed-polityka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>56</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cnotę stracili i jeszcze rubla dopłacili</title>
		<link>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/02/23/cnote-stracili-i-jeszcze-rubla-doplacili/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/02/23/cnote-stracili-i-jeszcze-rubla-doplacili/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Feb 2010 18:44:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/?p=528</guid>
		<description><![CDATA[Podsumujmy krótko sukcesy PiS w TVP. Za emisję filmu o Jaruzelskim, w którym nikt nie dopatrzył się ani słowa nieprawdy, wyrzucono szefową publicystyki Jedynki.
Powtórkę filmu zablokowano. Zablokowano emisję filmu o zgnojonym przez komunistów poecie Stefanie Brzozie i o drugiej fali internowań, na półki poszły filmy o historii KPN oraz o oplutym i zaszczutym już w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Podsumujmy krótko sukcesy PiS w TVP. Za emisję filmu o Jaruzelskim, w którym nikt nie dopatrzył się ani słowa nieprawdy, wyrzucono szefową publicystyki Jedynki.</strong></p>
<p>Powtórkę filmu zablokowano. Zablokowano emisję filmu o zgnojonym przez komunistów poecie Stefanie Brzozie i o drugiej fali internowań, na półki poszły filmy o historii KPN oraz o oplutym i zaszczutym już w III RP Andrzeju Kernie. Za to do Dwójki triumfalnie wraca kreatura, która wierną propagandową służbą na rzecz SLD zasłużyła sobie niegdyś na tytuł &#8220;dziennikarskiej hieny&#8221;, a TVP Info szeroko otwiera się na publicystów lewicy.</p>
<p>Wszystko to dzięki temu, że &#8220;pisowski&#8221; prezes po zaledwie kilku tygodniach urzędowania wyjeżdża na urlop, a &#8220;pisowski&#8221; członek zarządu zwołuje wtedy posiedzenie w niepełnym składzie, umożliwiając lewicy przegłosowanie wszystkiego.</p>
<p>Są dwa wyjaśnienia – albo po raz kolejny Jarosław Kaczyński postanowił się oprzeć na ludziach bezideowych i interesownych, którzy – tak jak ich poprzednicy &#8211; szybko przekalkulowali, że nie warto trzymać z Kaczorem, który nigdy rządzić nie będzie, podczas gdy lewica po następnych wyborach zapewne wejdzie do koalicji rządowej, albo wyprzedaż konserwatywnych dziennikarzy i filmowców w TVP odbywa się z aprobatą prezesa PiS, bo nieważna jest już dla niego prawda o najnowszej historii, rozliczenia z PRL i przygwożdżenie patologii III RP, liczy się tylko reelekcja brata, którą, zapewnić może tylko wyrwanie spod wpływu władzy dziennika telewizyjnego.</p>
<p>Z opinią ludzi prawicy zaś nie musi się liczyć, bo odkąd wykończył wszelką prawicową konkurencję, nie mają wyboru.</p>
<p>Wielu czytelników się oburzało, gdy pisałem o Jarosławie Kaczyńskim &#8220;człowiek, który ukradł Polsce prawicę&#8221;. Czekam na przeprosiny.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/02/23/cnote-stracili-i-jeszcze-rubla-doplacili/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>287</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
