Wpisy w kategorii „Bez kategorii”

2011 – Europejski Rok Niemiec

27 gru 2010

Nadchodzi katastrofa Unii Europejskiej. Niemcy mogą albo ponieść koszt ratowania integracji i narzucić swą wolę reszcie, albo spowodować, żeby to, co musi się zawalić, zawaliło się szybciej i z mniejszą szkodą dla nich – ostrzega publicysta „Rzeczpospolitej”

Bardzo możliwe, że rok 2011 będzie uznany za przełomowy w dziejach Europy. Można się bowiem spodziewać, że szereg procesów zachodzących dotąd powoli i często dostrzeganych tylko przez bardzo pilnych obserwatorów, doczeka się w ciągu nadchodzących dwunastu miesięcy przesilenia. Bezpośrednią tego przyczyną będzie zapewne kryzys, którego od pewnego czasu spodziewają się niemal wszyscy specjaliści, spierając się już tylko o to, jaką formę on przybierze i jak wielkich spustoszeń narobi.

Przeczytaj cały artykuł na rp.pl

***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.

Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Emocje dźwignią polityki

15 gru 2010

Podstawą politycznego sukcesu jest, w największym skrócie, właściwe odczytanie rzeczywistego podziału społecznego. A ściślej: spośród licznych możliwych podziałów obstawienie tego właśnie, który pozwala skupić wokół siebie możliwie największą grupę odbiorców. Czyli, mówiąc językiem marketingu, zbudowanie możliwie najliczniejszej grupy docelowej. Istnieje nieskończona liczba spraw, na które wyborca może mieć określony pogląd. Wygrywa ten, kto znajdzie i uczyni osią partyjnego przesłania taką sprawę, w której, po pierwsze, liczna grupa będzie się z nim zgadzać. Którą, po drugie, liczna grupa skłonna będzie uznać za najważniejszą i według niej, a nie jakiejkolwiek innej, zagłosować, a wreszcie, po trzecie, w przypadku której partia będzie zdolna przekonać wyborców, iż jest w stanie ją załatwić.

Przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Sanepid w walce z mafią

12 gru 2010

Piątkowy „Dziennik. Gazeta Prawna” przyniósł wieść, że w antydopalaczowej nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, napisanej na kolanie i uchwalonej w pośpiechu, dla doraźnego efektu propagandowego, znalazł się passus, który praktycznie uniemożliwia policji ściganie mafii narkotykowej. Oto żgnięte przez wodza legislacyjne hufce zapisały w prawie, iż produkowanie i wprowadzanie do obrotu substancji psychoaktywnych podlega ściganiu na mocy prawa administracyjnego. Tym samym policja i służby specjalne straciły podstawę do walki ze zorganizowaną przestępczością narkotykową; wolno im bowiem wkraczać jedynie w przypadku przestępstw i wykroczeń, a produkcja i rozprowadzanie narkotyków stały się z chwilą wejścia w życie nowelizacji „deliktem administracyjnym”.

Tym samym okazujemy się pierwszym chyba krajem, który walkę z narkotykową mafią powierzył inspekcji sanitarnej. Pisałem już, że tak się przypadkiem złożyło, iż antydopalaczowa pokazucha „na granicy prawa” realną korzyść przyniosła głównie owej mafii, gdyż tani towar ze „smartszopów” zabijał popyt na nielegalną amfetaminę i inne jej asortymenty. Okazuje się, że korzyść jest jeszcze większa, niż się wydawało. I że minister Boni z wiceministrem spraw wewnętrznych i komendantem policji głowią się, co teraz – czyli, zgodnie z klasycznym opisem Kisiela, socjalistyczny rząd bohatersko walczy z bałaganem, który sam stworzył.

Czy w istocie tylko bałaganem – pozostaje kwestią wiary. Nie mogło się wszak zdarzyć, aby pod taką dobrą władzą promafijną lukę w prawie wyborował ktoś celowo. W każdym razie nikogo takiego nie uda się znaleźć. Kto zresztą ma szukać, gdy wszystkie komisje sejmowe, tajne i dwupłciowe wciąż bez reszty (i bez rezultatu) zajęte są szukaniem haków na poprzednią ekipę?


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Chwała niepokornym!

11 gru 2010

A dziś, moi kochani, pomówimy trochę o odwadze. Musimy to sobie powiedzieć bardzo wyraźnie: trzeba być odważnym. Trzeba być odważnym i trzeba odwagę doceniać i nagradzać. Odwaga cechowała takich naszych wielkich, jak Tadeusz Kościuszko i Paweł Finder, ale i dziś mamy liczne, godne naśladowania przykłady odwagi, zasługującej na docenienie.

Oto przykład odwagi, w tym wypadku dziennikarskiej, drobny, ale aktualny, bo z dnia wczorajszego − komentarz redaktora Mariusza Zawadzkiego, zamieszczony na drugiej stronie „Gazety Wyborczej”, która skądinąd jest wspaniałym źródłem licznych przykładów odwagi. Gazety, która zawsze, z wielką śmiałością krytykuje polski ciemnogród i kołtunerię, mówi zdecydowanie „nie” rozwydrzeniu prawicy i przeciwstawia się pogrobowcom endeckich demonów oraz elementom klerykalnym, słowem − bez oglądania się na możliwe konsekwencje występuje w obronie atakowanej przez opozycyjną ciemnotę władzy. Wspomniany komentarz jest doskonałym przykładem odwagi i pisania „pod prąd”; już sam tytuł odważny: „Gajowy jest cool”.

Redaktor Zawadzki wykazuje się tu odwagą na wielu poziomach. Po pierwsze, ma odwagę przyznać się, że kiedyś nie był przekonany do kandydatury Bronisława Komorowskiego na prezydenta Polski. Że w czasie, gdy jego gazeta robiła prezydentowi kampanię i kruszyła resztki popularności jego rywala, gdy jego koledzy i koleżanki byli sercem jednoznacznie po stronie właściwej, przeciwko niedobitkom czarnej sotni, on stał na uboczu, a nawet pozwalał sobie podkpiwać w duchu. Nie musiał się do tego przyznawać, nikt przecież nie wiedział jego grzesznych wahań, nikt nie zauważył. A jednak − zdobywa się na ten szlachetny odruch uderzenia się w pierś i samokrytyki. Co więcej, nie ukrywa, że nie jest mu łatwo przemóc reakcyjne nawyki, wciąż tkwiące w jego duszy, nie jest mu łatwo zdusić w sobie ochotę na tanie kpiny, na podśmiechujki z władzy – niemniej, potrafi się przemóc i uczciwe, szczerze pochwalić pana prezydenta, dostrzec jego wielkość, jego sukcesy. Nawet wbrew samemu sobie. A to jest największą odwagą, zwyciężyć swoje własne złe odruchy. Brawo!

„Ten tekst jest kryształowy”, że zacytuję już klasyczną opinię Autoryteta o wiekopomnym akcie odwagi, sławnej, konfesyjnej wypowiedzi Lesława Maleszki „Byłem Ketmanem”. Wypowiedzi, w której, przypomnę, Maleszka miał odwagę stanowczo zaprzeczyć zarzutom, stawianym mu przez domorosłych inkwizytorów, wymachujących wyciągniętymi z ipeenowskiego szamba świstkami, i nawet w beznadziejnej z pozoru sytuacji, godząc się z niektórymi ciosami, bronił jednak swojej prawdy o tych niełatwych czasach i dramatycznych, heroicznych decyzjach, które musiał podejmować.

Mówiąc nawiasem, żebyśmy sobie tu, moi kochani, nie przesłodzili − przykład Lesława Maleszki pokazuje, że nie wszyscy mamy tej odwagi, o którą chodzi i która jest tak ważna, pod dostatkiem. Lesław Maleszka nie cieszy się nawet w swoim środowisku takimi dowodami uznania, na jakie swą odwagą zasłużył. Weźmy taką koleżankę Kolendę Zalewską, ja nie powiem, dobra, odważna koleżanka, jej materiał, w którym pokazała rodzenie się pod krzyżem faszyzmu z pochodniami, jej odważne oddanie głosu na antenie i komentarza wyłącznie ludziom mądrym i na poziomie, i odpowiedzialna praca montażowa, to zasługuje na docenienie. Ale dlaczego koleżanka, gdy uczy młodych dziennikarskiej odwagi, to nazywa się to „Biblia dziennikarska”? Ja powiem wprost, koleżanki i koledzy, że to jest dla mnie właśnie taka słabość jakaś, taka kapitulacja przed tym ciemnogrodem, ta „biblia”. Dlaczego to się nie nazywa, na przykład: „czego nauczył mnie Lesław?” Byłoby wiadomo, że koleżanka przekazuje młodym to, co sama otrzymała od mistrzów.

Ale wracając do redaktora Zawadzkiego i jego odważnego wyznania o prezydencie, ja myślę, że powinien on być wzięty pod uwagę przy przyszłorocznej nagrodzie Kisiela. Z tą nagrodą było różnie, ale od teraz to jest naprawdę nagroda dla tych właśnie, którzy potrafią śmiało pójść pod prąd. Pan profesor Buzek, cokolwiek o nim powiedzieć, jako polityk był przecież zawsze uosobieniem niepokornych, odważnych wyborów, i śmiałości wchodzenia w spory. Albo pan Mleczko, jako publicysta − ta odwaga w wyszydzaniu obyczajowych przesądów, patriotycznego frazesu, moherowych staruszek, a czasem, wprost, odwaga uderzania w filary antypaństwowej opozycji, po nazwach partii i nazwiskach… Ja, powiem wam, koleżanki i koledzy, bardzo się cieszę, że ta nagroda zyskała taką godną oprawę. Że wyszła z niszy jakichś malkontentów, różnych takich pokątnych, że tak powiem, karłów moralnych, kąsających po nogawkach nasz wielki projekt. Tej, jak to z wielką odwagą powiedział redaktor Lis, „opluwającej swołoczy”, po prostu.

Redaktor Lis jest zresztą znakomitym przykładem tej dziennikarskiej odwagi, o którą chodzi, tego, jak śmiało można mówiąc do milionów wskazywać prosto, jasno i jednoznacznie, że wszystkiemu winien jest PiS i ten Kaczyński, że tu nie ma potrzeby nic plątać, niepotrzebnie komplikować ani dzielić włos na czworo. Taka odwaga rzucenia Kaczyńskiemu oskarżenia w gębę, zatkaną oczywiście, żeby się nie odszczekiwał, jest bezcenna, tego upodmiotowione społeczeństwo potrzebuje, żeby mieć zdrowy stosunek.

I z tego miejsca trzeba podziękować odnowionemu, odzyskanemu tygodnikowi „Wprost” i jego redaktorowi naczelnemu, że wzniósł tę nagrodę Kisiela na nowy poziom, i że zapewnił jej godną oprawę, właśnie podkreślającą nonkonformizm, odwagę, chodzenie pod prąd. Bo to kwestia nie tylko laureatów, to kwestia godnej ceremonii, odpowiednio, że tak wiecie powiem językiem naszych młodych, wykształconych i z dużych miast, wypasionej. To, że zgromadzono na niej ludzi, którzy są symbolami odwagi. Przede wszystkim myślę o naszym premierze, który jest niedoścignionym wzorem odwagi, podejmowania niepopularnych reform, śmiałego atakowania takich, co zagrażają społecznemu porządkowi i naszemu zadowoleniu tu i teraz. Ale doniosłym, niemal równie jak przywrócenie należnej czci generałowi Jaruzelskiemu, jest zaproszenie na taką uroczystość Jerzego Urbana. Człowieka − symbolu, którego pamiętamy jeszcze, jak w czasach stanu wojennego odważnie, z otwartą przyłbicą, przyjmując nonkonformistycznie posadę rzecznika rządu, dawał odpór zdziczałej „Solidarności” czy temu, jak to odważnie powiedział „wypuszczającemu spod ornata demony politycznej wścieklizny” Popiełuszce.

Cieszy mnie, że przemawiała na tym święcie chodzących pod prąd także pani prezydent Gronkiewicz Waltz, która pozwala nam zauważyć jeszcze inny aspekt odwagi. Odwagi, jakiej wymaga władza, która się musi czasem, przecież każdy to przyzna, przeciwstawić populistycznym oczekiwaniom. Na przykład nie doceniono niedawnego wywiadu pani prezydent, u pani redaktor Paradowskiej w Tok FM, też bardzo odważnej koleżanki, gdzie pani prezydent wprost odrzuciła te głupie populistyczne żądania, żeby odśnieżać miasto, i miała odwagę powiedzieć wprost, odważnie, że to po prostu wyrzucanie w błoto, że jak jest zima, to musi być zaśnieżone, i ludzie muszą się do tego przyzwyczaić, najwyżej można ten śnieg posypać z góry żwirem.

Przykładów odwagi, na szczęście, nie brakuje. Jeszcze jeden wam podam, z telewizji. W telewizji panuje taki, wiecie, fetyszyzm, że ramówka – święta rzecz. Ramówki zmieniać nie wolno. I to oczywiście czasem jest uzasadnione. Bo jak pisowski zarząd telewizji złamał ramówkę, żeby uprawiać propagandę, i pokazywać jakiś hotel Marriott, jakąś posłankę wrabianą w korupcyjną propozycję, no to słusznie to zostało ocenione jako zbrodnia i ukarane. No, ale ten, kto podjął odważną decyzję, żeby złamać ramówkę i zamiast „M jak Miłość” pokazać ten wstrząsający film o zamordowaniu przez Kaczyńskiego i Ziobrę świętej Barbary, to tym razem była wielka odwaga. I między nami też godny pochwały spryt, bo z tych ośmiu milionów, co czekało na ulubiony serial, aż trzy ten film obejrzały. Wielu to się nawet pewnie nie zorientowało, że to dzisiaj wcale nie jest M jak Miłość, ha, ha, i to jest też odwaga, żeby w słusznej sprawie czasem taki podstęp zastosować. Taki dobry podstęp, bo nie można tego mylić z podstępami wroga, które są z zasady tchórzliwe i nikczemne jak agent Tomek. Ale to już jest inny temat, którym się zajmiemy innym razem, bo na dzisiaj to ja już, jak to się odważnie mówi w rządzących i intelektualnych elitach, napier…łem swoje i którędy tu, kur…, do kasy?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Człowiek roku: Dawid Bratko

27 lis 2010
Subotnik Ziemkiewicza

Dwadzieścia lat temu Stefan Kisielewski, sławny Kisiel, zaczął przyznawać swoje prywatne nagrody. Przyznał je dwukrotnie. Patronat nad tymi wyróżnieniami objął tygodnik „Wprost”, do którego niezłomny szermierz kapitalizmu przeniósł swą publicystykę, uznając to prorynkowe pismo za bliższe sobie, niż coraz bardziej udeczejący „Tygodnik Powszechny”. Po śmierci Kisiela, z jego aprobatą, przyznawanie nagród kontynuowała pod patronatem „Wprost” kapituła złożona z dotychczasowych laureatów, rozrastająca się w szybkim tempie, albowiem co roku dokooptowywano do niej laureatów kolejnych edycji.

Niestety, moim zdaniem dość szybko kapituła ta zaczęła się rozmijać z intencjami Patrona. Kisiel, co widać po liście pierwszych, wybranych przez niego laureatów, i co pasuje do całej jego publicystyki oraz życiowej drogi, zamierzał wyróżniać „wariatów”. Różnego rodzaju outsiderów, nonkonformistów, ludzi wymykających się jednoznaczności, wnoszących ferment i ożywienie. Tymczasem kapituła uległa pokusie − skądinąd będącej przekleństwem wszelkich tego rodzaju gremiów − tworzenia nagrody establishmentowej, obdarowywania osób, których nagrodzenie przede wszystkim nie ubliży randze wyróżnienia, a może mu przydać poloru. Zaczęto więc obdarowywać maską Kisiela wszystkich jak leci polityków ze świecznika, nawet mających z liberalizmem tyle wspólnego, co Aleksander Kwaśniewski czy Lech Wałęsa, publicystów piszących o gospodarce i mniej lub bardziej przypadkowo wybranych przedsiębiorców, służących przykładem sukcesu w biznesie. Wyróżnienie zaczęło się liczyć na salonach, co, każdy przyzna, jest oznaką raczej niedobrą. Skutkiem stopniowego przekształcania „Kisiela” w wyróżnienie salonowe, pomimo kilku przypadków nagrodzenia osób generalnie z establishmentem skłóconych, była rozpierducha w kapitule wywołana przez grupę identyfikującą się i związaną uczuciową z jedynie słuszną linią. Grupa ta nie mogła znieść myśli, że tygodnik patronujący nagrodzie zaczął być kojarzony jest ze zbrodniczą IV Rzeczpospolitą, i że może to ich narazić na krzywe spojrzenia Adama Michnika; zażądała usamodzielnienia. Efekt był taki, jaki od razu gwarantowały osoby inspiratorów tego mikropuczu; po prostu kapituła się nie zebrała, a redakcja „Wprost” uznała, iż w takiej sytuacji nie ma sensu dłużej o jej zebranie zabiegać.

No, ale prawa do nagrody pozostały przy tytule, a kustoszem pamięci Kisiela jest z urzędu jego syn; skoro nowy wydawca porozumiał się w tej sprawie z Jerzym Kisielewskim, to ja, jako − jakimś cudem − laureat nagrody z roku 2001 i członek kapituły, mogę tylko służyć swoją poradą i opinią, nawet, jeśli większość tych, którzy odpowiedzieli pozytywnie na zaproszenie nowego wydawcy okazała się nimi kompletnie niezainteresowana. Że jednak − uczestnicząc w obradach kapituły − współfirmuję kolejny werdykt, którego nie uważam za zły, ale też nie widzę w nim śladu sławnego Kisielowego pazura, należy się czytelnikom z mojej strony pewne wyjaśnienie.

Otóż to ja właśnie zgłosiłem do tegorocznej nagrody w kategorii przedsiębiorca Dawida Bratko, znanego jako „Król dopalaczy” − tego, któremu premier Tusk z sejmowej mównicy obiecał, że „na sto procent będzie siedział w więzieniu” (na szczęście dla pana Bratko, premier nie takie rzeczy już obiecywał i nie ruszył palcem). Potraktowano to w czcigodnym gronie jako niezrozumiały i nieodpowiedzialny wybryk. Byłem nawet przez jednego z członków kapituły oficjalnie proszony  o wycofanie swej nominacji, ponieważ zgodnie z regulaminem wszystkie zgłoszenia muszą być upublicznione. Odpowiedziałem, że nie mogę tego zrobić, i mam głębokie przekonanie, iż sam Kisiel, jeśli z chmurki obserwuje nasz spór, jest całym sercem po mojej stronie. Co zresztą zostało skwitowane złośliwą uwagą obecnego redaktora naczelnego tygodnika, w tym duchu, że skąd niby taką pewność mogę czerpać.

Ano, stąd ją czerpię, że to sam Kisiel, osobiście jeszcze, nagrodził Bogusława Baksika za słynny „oscylator” (przypomnę młodszym: biznes polegający na przerzucaniu dużej sum z konta na konto i banku do banku, w takim tempie, że nieruchawe postpeerelowskie banki naliczały od niej oprocentowanie jednocześnie w wielu miejscach). Znając publicystykę patrona, nietrudno zrozumieć, co chciał przez to powiedzieć. Chciał powiedzieć, że przedsiębiorca jest od zarabiania pieniędzy, a jeśli zarabia je w sposób obnażający absurdy socjalistycznego państwa, to tym bardziej należy go za to docenić − a na karę zasługują ci, którzy odpowiadają za owe absurdy.

Nie znam osobiście Dawida Bratko. Może jest bardzo mądrym, sympatycznym i miłym człowiekiem, a może prymitywem zaczytującym się „Gazetą Wyborczą”; kompletnie mnie to nie obchodzi. Jest człowiekiem, który − jeśli to, co o nim wiem, jest prawdą − sam, od zera, stworzył wielki biznes, zaspokajający ogromny rynkowy popyt, wykorzystując skretynienie prawa i państwa (wykorzystując, a nie, w drodze korupcji lub przez znajomości załatwiając sobie korzystne przepisy, jak to było regułą postkomunistycznego biznesu III RP). Zaspokajając popyt na nowoczesne używki, przy okazji zniszczył na pewien czas interesy podziemia przestępczego − bo kontrolowana przez mafię produkcja i sprzedaż nielegalnej amfetaminy i innych specyfików za sprawą jego „smart-shopów” kompletnie zdechła, co zresztą, skłonny jestem sądzić, było prawdziwą przyczyną zniszczenia młodego biznesmena przez władzunię, nie od dziś wszak wiadomo, że dość podatną na rozmaite, hm, działania lobbystyczne.

W starciu z działającym „na granicy prawa” rządem, użytymi do represji policyjnych inspekcjami sanitarnymi i w sobie wiadomy sposób pozyskanymi do akcji mediami, które przygotowały propagandowo akcję zasypując nagle Polaków historiami − fałszywymi, jak się potem okazało − o licznych zgonach po zażyciu dopalaczy, psychoaktywny Robin Hood nie mógł wygrać. A jednak nie poddał się − bo nie mylę się zapewne, że to on stoi za kolejnym uderzeniem w socjalistyczny absurd, jakim są „dopalaczomaty”. Samo to zasługuje na szacunek.

Przeciwko Bratce podnosi się z oburzeniem argument, że substancje psychoaktywne to szkodliwe dla organizmu, zwłaszcza młodego, świństwo. Fakt. Ale papierochy i gorzała też „ryją banię” (cokolwiek ten żałośnie kopytkarski greps ma znaczyć) co nie przeszkadza rządowi kasować za akcyzy. Nie mam specjalnego szacunku ani empatii dla ludzi, którzy ćpają, i jeśli miałbym im co doradzać, to żeby sięgali raczej po narkotyki cięższe, które szybciej uwolnią społeczeństwo od ciężarów z nimi związanych. Nie mam też specjalnego szacunku dla ludzi, którzy się upijają, choć sam bardzo alkohol lubię, używałem go w dużych ilościach i gdyby nie gryzł się z przeciwcukrzycowymi lekami z chęcią używałbym nadal. Ale jak kto nie umie pić, a mimo to pije i się stacza, niszcząc swych najbliższych − nikt jakoś za to nie wini producentów alkoholu, ani nie domaga się od państwa, żeby na wzór amerykański wprowadziło prohibicję.

Uważam, że każdy obywatel ma prawo się truć, czym ma ochotę, i rządowi nic do tego, byle tylko potem nie próbował jakiegoś ludzkiego łacha za moje pieniądze kurować. Zresztą, nie w tym sprawa − sprawa w tym, że Bratko nie łamał prawa, a sposób, w jaki został wykończony, dowodzi, iż praworządność jest u nas fikcją. Dziś, ku radości nakręconych przez media naiwniaków rząd wykańcza kogoś za to, że sprzedawał legalnie i tanio to, czym wolno handlować tylko nielegalnie i odpowiednio drożej; jutro inspekcje sanitarne mogą zacząć przedsiębiorców gnoić za sprzyjanie opozycji politycznej czy sponsorowanie niebłagonadiożnych inicjatyw.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop