Subotnik Ziemkiewicza
Gdzieś tak połowę ogólnej masy publicystycznej ostatnich tygodni stanowią dociekania poświęcone dwóm kwestiom. Po pierwsze, psychologii − ze szczególnym uwzględnieniem psychologii Jarosława Kaczyńskiego. Po drugie − sondażom.
Od sondaży zacznę, bo pisywałem o nich wielokrotnie. Sondaże różnią się zasadniczo od wyborów. Wyborca musi podnieść sempiternę, wyjść z domu, udać się do punktu wyborczego pamiętając o zabraniu ze sobą dowodu osobistego. Po drodze, jeśli nie wcześniej, czasem nachodzi go refleksja, że to, co robi, będzie miało jakieś znaczenie i zastanawia się, komu koniec końców dać swoją kreskę; zwykle zresztą jest to wybór mniejszego zła. Natomiast sondaż jest pod każdym względem niezobowiązujący. Ankieter przychodzi, albo dzwoni do domu i przedstawia listę możliwych wyborów, a ankietowany pomiędzy jedną a drugą domową czynnością odpowiada co mu akurat do głowy przyjdzie. Zazwyczaj przychodzi to, co ostatnio słyszał lub widział w telewizji.
Stąd, na przykład, istnieją w sondażach takie byty wirtualne, jak Partia Emerytów czy Partia Bezrobotnych. Zawsze dostają w nich po parę procent. Partia Emerytów wydawała się przez to kilkakrotnie cennym koalicjantem, ktoś tam ją brał na listy wyborcze, i potem ze zdumieniem stwierdzał, że ów tak niby atrakcyjny koalicjant nie przyniósł mu nawet tysiąca głosów. A mechanizm był prosty. Wśród ankietowanych zawsze było kilka procent takich, którzy nie mając żadnego zdania, zerkali na listę opcji − o, partia emerytów (bezrobotnych), ja jestem emeryt (bezrobotny), fajnie. Ale przy urnach żaden z nich się nie pojawiał.
Pracownie badań opinii doskonale o tym wiedzą. Żyją przecież nie z sondaży politycznych, tylko z badań rynku, a tu błędy kosztują grube miliony. Więc umieszczają w badaniach różne haczyki, zakładają sprytne pułapki, żeby rozpoznać i odsiać dezinformację (na przykład, umieszczając wśród proszków do prania jakiś zupełnie nieistniejący, który i tak jakaś cześć respondentów wskaże jako swój ulubiony). W sondażach politycznych aż tak się nie starają. A już zupełnie się nie starają media. Cytując, pomijają zwykle kluczowe dane, jak to, ile osób badanych nie ma zdania, jaka była metodologia (wymuszająca jakieś zastanowienie się, jak badanie ankietowe, czy też stosowane częściej szybkie pytanie − szybka, więc przeważnie i guzik warta odpowiedź) etc.
Z tych pomijanych wartości szczególnie ważna jest jedna. Słyszałem o tym już wcześniej, ale w tonie „gdyby ktoś pytał, to się wyprę”, bo pracownie mówią o tym bardzo niechętnie, rzecz w końcu rzutuje na ich prestiż. W sondażu, obok tych, którzy mówią „nie mam zdania”, jest też pewna liczba tych, którzy po prostu odmawiają udziału w zabawie. Uprzejmie dziękują, albo spuszczają na ankietera psy − w każdym razie nie zamierzają się mu zwierzać. Od momentu katastrofy w Smoleńsku ta wielkość, zwykle kilkuprocentowa, zaczęła bardzo wzrastać. Dwa tygodnie temu znajomy socjolog mówił mi o 30 – 40 proc. W tym tygodniu „Dziennik – Gazeta Prawna” podał, że oscyluje ona około 60 proc. Z każdych dziesięciu pytanych, na kogo zagłosują w wyborach prezydenckich, sześciu spuszcza pytającego na drzewo!
Można się domyślać, że nie postępują tak ci, którzy kupują medialny obraz rzeczywistości, akceptują rządy PO, kochają premiera i jego prezydenckiego substytuta, chcą głosować tak, jak, wbija im się w głowy, że wypada głosować „człowiekowi na pewnym poziomie”. Ci raczej nie widzą powodu, by się nie pochwalić swoimi słusznymi poglądami. Można się też domyślać, że nie ukrywają swych poglądów zdeklarowani, przekonani zwolennicy opozycji. Ci też chcą zamanifestować swój sprzeciw.
Odmawiają udziału w sondażu ci, którzy wszystko dookoła, państwo, rząd, władzę w ogóle − a poza rogatkami wielkich miast, proszę mi wierzyć, jako władza postrzegana jest nie tylko władza urzędowa, ale i Monika Olejnik, i, na przykład, ankieter − traktują podejrzliwie, wrogo. Żałoba narodowa i granie sobie z nami w kulki przez Rosję na okoliczność śledztwa dobitnie przekonały wielu ludzi, że ktoś ich strasznie robi w konia. Kryją oni tę złość w sobie, pielęgnują i nie ujawniają. Może pluną na wybory, a może pójdą i na złość zagłosują na tego, na kogo jacyś zarozumiali mędrkowie wmawiają im, żeby nie głosowali, bo nie wolno, bo się stanie coś strasznego, wróci IV RP i w ogóle. Dobrze, pomyślą sobie, niech się stanie, niech wam de osmali, wrzeszczcie, a ja się będę śmiał. Dokładnie tak już kiedyś zagłosowali na Leppera.
Co z tego wynika? Że sondaże badające te 40 procent społeczeństwa, które gotowe są poddawać się badaniu, są równie wiarygodnym źródłem wiedzy o całym społeczeństwie, jak, powiedzmy, listy przysyłane do którejś z gazet. Nie żeby nic z nich nie wynikało, ale trzeba się nimi posługiwać ze świadomością, jak bardzo są ułomne, i odpowiednim do tego dystansem.
Z psychologią Jarosława Kaczyńskiego jest jeszcze śmieszniej. Zmienił się? A może się nie zmienił? Nie, zmienił się, naprawdę. Ależ skąd, nie można się tak zmienić, udaje tylko, że się zmienił… Ludzie, koledzy publicyści zwłaszcza, weźcie coś ciężkiego i walnijcie się w łeb! Ja rozumiem, że wielu prostych ludzi nie odróżnia aktora od postaci, którą on kreuje, i nie powiedzą „o, idzie pan Cyrwus”, tylko „o, idzie Rysiek z Klanu”. Niektórzy nawet nie potrafią do takiego człowieka zagadać inaczej, niż do Ryśka, i pytają go, dlaczego w danym odcinku zrobił to i to, jakby teletasiemiec był prawdziwym życiem. Ale zawodowy recenzent? W tym wypadku − dziennikarz? Komentator? Albo jest głupi, albo, zakładając, że głupi są wszyscy jego odbiorcy, udaje, że nie rozumie różnicy, żeby ich odpowiednio nakręcić.
Polityk różni się od aktora tym, że może grać według własnego scenariusza (choć nie wszyscy kandydaci na prezydenta mogą o sobie powiedzieć, że korzystają z tej opcji). Ale postać, jaką polityk tworzy, jest zawsze kreacją. A linia postępowania, jaką realizuje, nie wynika z jego uczuć czy zachceń, a już na pewno nie z impulsu chwili. Wynika z analizy sytuacji i przymierzenia zamiarów do możliwości.
Jarosław Kaczyński, skoro to o jego przemianie uparli się wszyscy mniej lub bardziej domorośli psycholodzy teraz dyskutować, swój wykład pojmowania polityki dał już dawno temu. W książeczce-wywiadzie Teresy Bochwic „Odwrotna strona medalu” sprzed prawie 20 lat porównuje politykę z żeglowaniem, a społeczne nastroje z wiatrem. Trzeba łapać wiatr, który się pojawia, i tak nastawiać do niego żagiel, żeby płynąć jak najbardziej się da w stronę celu, ale też, żeby nie wyłamało masztu. Jeśli nastroje są niekorzystne, to trzeba chodzić na wiatr skosem, jak to się w żeglarstwie nazywa − halsować. Jest to tak oczywiste, że aż banalne.
Dlaczego Kaczyński kiedyś chciał być umiarkowanym chadekiem i odżegnywał się od narodowego katolicyzmu, ZChN i Radia Maryja, a potem się przeprosił z Ojcem Dyrektorem i wszedł z nim w sojusz? Bo miał objawienie? Czy dlatego, że taka była polityczna potrzeba? Dlaczego w pewnym momencie zaostrzył ton dekomunizacyjny i lustracyjny − bo wcześniej nie wiedział, jakim złem był komunizm, i dopiero nagle to do niego dotarło, czy dlatego, że wypchnięty przez Wałęsę i udecję z politycznego centrum mógł już liczyć tylko na zmobilizowanie wokół siebie elektoratu radykalnego?
Nie tylko Kaczyński. A Tusk? Dlaczego przez cały okres rządów PiS, i jeszcze sześć tygodni przed wyborami 2007, zapewniał, że chce zbudować IV RP, że to on naprawdę wstrząśnie ubeckim układem, zlustruje, rozprawi się z WSI, doprowadzi moralną rewolucję zainicjowaną Aferą Rywina do zwycięstwa − a potem z dnia na dzień stał się rzecznikiem wszystkich zagrożonych przez zmiany, głównym rzecznikiem restytucji Rywinlandu i zaniechania wszelkich zmian? Po raz pierwszy w życiu spotkał Adama Michnika i ten go nawrócił, czy po prostu przeanalizował sytuację i zobaczył, że Kaczyński uderzył właściwie wszystkie wpływowe w kraju sitwy, a żadnej nie wyrządził realnej szkody, na dodatek atakując lekarzy wyraźnie zniechęcił prostych ludzi do haseł antykorupcyjnych, słowem, przekroczył punkt krytyczny, i obrona status quo będzie od tej chwili lepszym politycznym paliwem, niż żądanie zmian?
Jarosław Kaczyński przyjął ostrą retorykę i wizerunek rzecznika „Polski solidarnej” nie dlatego, że tak mu tak w duszy grało, tylko dlatego, że był to wizerunek gwarantujący sukces. Większość Polaków głosowała od roku 1989 zawsze przeciwko establishmentowi, przeciwko reformom, i w oczach tej większości im bardziej „łże-elity” rzucały gromy na swego pogromcę, tym bardziej to ludzi upewniało, że ten facet jest inny, nie od nich, znaczy, można mu wierzyć. A kiedy ten nastrój społeczny się zmienił, i w 2007 roku wzięły górę inne emocje, zagospodarowane umiejętnie przez Tuska, Kaczyński nie połapał się w porę w tej zmianie. I grał nadal w wielką wojnę, zresztą, nie mógł już nie grać, bo tę wojnę grzał Tusk, bo teraz jemu dawała ona wiatr w żagle. Jeśli dzisiaj najbardziej nawiedzeni lewicowcy, od cynicznego Orlińskiego, przez wiecznego neofitę Michalskiego, po nawiedzoną posthipiskę Jackowską, zakuci komuniści zakochani w Jaruzelskim, i sam Jaruzelski też, i wrogowie rodziny spod sztandarów homo i feministek, i anarchiści, i zajadli wrogowie wszelkiej tradycji, a już polskiej w szczególności, wszyscy oni pełną parą wspierają Komorowskiego, z jego sarmackim rodowodem, opozycyjną przeszłością, dwururką i wielodzietną rodziną, to jest najlepszym dowodem, jak bardzo Polacy byli otwarci na taki podział i jak dobrze się on przysłużył Platformie.
Ale wstrząs katastrofy, żałoba, a teraz jeszcze powódź, wyznaczyły kolejną zmianę. Ludzie już zaczynają mieć tego konfliktu dość. Już do nich zaczyna docierać, że ani Kaczyński Tuska nie zniszczy do końca, ani Tusk Kaczyńskiego, a tylko niszczą swą bijatyką państwo. I Kaczyński przekłada żagiel. Nie podchwytuje wcale tonu, który się spontanicznie narodził wśród najwierniejszych zwolenników, nie krzyczy, że to jest wojna, że Tusk zamordował mu brata i całą polską elitę. Chowa nóż za plecy i uwydatnia to, co pozwala chwytać rodzący się wiatr: musimy z Tuskiem współpracować, jako prezydent będę przede wszystkim kierować się dobrem kraju, a to znaczy, współpracować z rządem w dziele ratowania finansów państwa, a rozliczenia… są mniej pilne…
To nie jest żaden cynizm, to profesjonalizm. Wiatr się zmienił, trzeba inaczej ustawić żagiel. Kaczyńskiemu łatwiej, bo żelazny elektorat ma zmobilizowany jak nigdy, a partię trzyma krótko, Tusk zaś nie jest w stanie się zatrzymać w miejscu i wycofać, nie odetnie się od Bartoszewskiego, Niesiołowskiego czy Palikota, nie zrzuci teraz łatwo z PO przyklejającego się do niej jak smoła wizerunku powtórki z Unii Demokratycznej, partii nażartego, zadowolonego ze swych przywilejów i gardzącego prostym ludem establishmentu.
Rzecz zaiste ciekawa. Ale nie dla psychologów. Dociekania „ale czy człowiek może się tak gwałtownie zmienić” to robota głupiego, kompromitująca tych, którzy chcą uchodzić za komentatorów politycznych, a w istocie chcą tylko za wszelką cenę ugryźć Kaczora, i zupełnie teraz nie wiedzą, jak. Rozpaczliwe młócenie sondaży jakby Bóg wie co ważnego z nich wynikało i demaskowanie przemiany szefa PiS jako „niewiarygodnej” to sposób, w jaki się bronią przed zmianą sytuacji, która ich nagle przerosła.
Marny sposób, dodam od siebie.









Panie Rafale, tekst jak zwykle bardzo dobry i niesłychanie celny. Ale niestety tylko dla tych którzy potrafią czytać ze zrozumieniem. A jak wykazują badania to nawet maturzyści maja z tym problemy. Tym, którzy dostają mdłości od TVNowsko-Gazetowej sieczki, takie teksty pomagają jedynie utwierdzić się w przekonaniu, że to nie oni sfiksowali. Ale jest jeszcze ta reszta. Ta reszta naszych znajomych, sąsiadów, przyjaciół, tych wspaniałych ludzi, którym należy się szacunek za samo to, że są, że budują nam domy, drogi(???), wiozą nas do pracy. Oni tym tylko różnią się od pozostałych, że na Cyrwusa mówią Rysiu, bo tak im wygodniej, może śmieszniej. Nieważne, ważne jest to, że do nich trzeba pisać teksty z tytułem: ” O Jezu, ale się ten Kaczyński zmienił, normalnie nie można go poznać!!!” i pokazać, że teraz nawet skarpetki nosi już inne. I to ich przekona.
Do Kamaza
„Najlepiej ten sie śmieje, kto sie śmieje ostatni”
Nawet przegrane wybory nie oznaczają przegranej całej ideologii; wybory to tylko kolejna bitwa w nigdy nie kończącej się wojnie Dobra ze Złem.
@andrzejlondyn
Nie zgadzam się z Twoją tezą, że Kaczyńscy byli nieskuteczni. Teza jest bez sensu.
Kaczyńscy na pewno popełnili duże błędy (z których zdaje się Jarosław potrafi wyciągnąć wnioski), ale skuteczni są bardzo.
Dowody: premier i prezydent w tym samym czasie, eliminacja totalna Samoobrony i LPR.
c.b.d.o.
Dlaczego jeśli premier Tusk „gra na nastrojach”, to jest prymitywnym pijarowcem, a jeżeli robi to prezes Kaczyński, to jest to wizja i profesjonalizm ?
A poza tym wszystko się zgadza jak w dowcipie o Radiu Erewań.
Nic dodać nic ująć…… Chociaż więcej wiary panie redaktorze w JK.
To będzie prawdziwy test dla jego intyligiencji-pod przykrywką wewnętrznej zmiany realizowć to o czym mówił do tej pory i na co tak naprawdę czaka większość społeczeństwa…
Moze sie pan na mnie powolac, Kaczynski sie nie zmienil i nie zmieni.
I co teraz? zmmieni pan zdanie?
Strasznie naciągane to rozróżnienie profesjonalizm-cynizm. Proszę poczytać trochę filozofów analitycznych, a zrozumie Pan, że to koszmarne nadużycie. Myślę, że nawet czytelnicy RP mają niesmak w ustach po takim tekście. Bleee.
@ gajowy z 12.42
Dokładnie jak przewidziałem , po południu wkracza II linia , która ubiera prymitywne teksty linii I w uczone „argumenty” starych żeglarzy ! Niesmacznym momentem jest tylko przytoczenie, w dowolnej zresztą konfiguracji, nazwiska Moniki Olejnik jednym tchem z prof Staniszkis. To jakby przypomnieć pozycję Alma Mater do naser-mater .
W 1989 r. wkroczyłem w PRL-bis jako dorosły człowiek i aż do dnia dzisiejszego nie byłem ANI RAZU respondentem żadnej sondażowni politycznej. Co więcej wielu moich znajomych również takich kontaktów nie miało, choć statystycznie rzecz biorąc, jeśli sondażowni mamy np. 5, a z pewnością mamy ich znacznie więcej, to przynajmniej jeden raz powinienem takim respondentem być. Wiadomo, że sondażownia do każdego badania powinna brać nową próbę. Jednakowoż przypominam sobie, że podczas imienin jeden mój znajomy opowiadał, że był aż 3,5 roku respondentem OBOPu… Co zatem z wiarygodnością sondazy jesli chodzi o dobór próby?
Inną sprawą jest „błąd pomiaru” wynosi on bowiem 3%… Nie jest jednak powiedziane, czy to jest górna granica, czy dolna… Jeśli zatem partia polityczna w badaniu sondażowym otrzymuje wynik 3%, to można stwierdzić, że albo ona nie istnieje (bo jeśli to górna granica to 3% – 3% = 0%) albo wchodzi do Sejmu z zapasem procentowym (bo jeśli to dolna granica poparcia to 3% + 3% = 6%) Jak zatem wierzyć JAKIMKOLWIEK SONDAŻOM?
@ andrzejlondyn z 12.45
Wykluczając dialog na jakikolwiek temat – to wniosek uzasadniony moją subiektywna oceną pana tekstów- zwracam jednak uwagę ,ze słowo „SONDAŻ” pisze się jak wyżej i nawet na brytyjskiej klawiaturze można je napisać ( bez Ż)
Panie Rafale,
Jako człowiek z branży z nadzieję rozpoczęłam czytanie tego co Pan napisał o sondażach, bo wydawało się że chce Pan wyjaśnić pewne rozpowszechnione nieporozumienia. Ale nie – niespodzianka. Postanowił Pan – nie wiem czy z braku wiedzy, czy ze złej woli – dodać kilka nowych.
To straszne 40% respondentów, które nie spuszcza ankietera na drzewo, to rzeczywiście jest problem, z którym agencje badawcze zmagają się od lat. Nazywamy to poziomem realizacji (założonej) próby. Kilka lat temu zadowalający poziom realizacji wynosił około 60%, teraz najlepsze agencje walczą, żeby utrzymać 50%. Być może po tragedii smoleńskiej poziom spadł jeszcze bardziej, być może nie – nie wiem. Ale: 1) nie jest taka że wcześniej odmawiało przyjęcia ankietera zaledwie kilka procent – albo ktoś Pana oszukał, albo chce Pan oszukać czytelników. 2) w ostatnich tygodniach np. powódź bardzo wpłynęła na z pewnością na poziom realizacji 3) nie zrealizowanie wywiadu ma bardzo dużo powodów (np. zazwyczaj np. ktoś jest w pracy, jak przyszedł ankieter) – trudno oszacować, jak wiele odmów to demonstracja polityczne. Prawdopodobnie niewiele, zdecydowana większość ludzi nie ma bardzo radykalnych poglądów. 4) z próbami robi się różne rzeczy, żeby zachować ich reprezentatywność, o czym rozpisywać się nie będę. Respondenta który odmówił zastępuje się innym wylosowanym, a potem stosuje się rozmaite wagi.
Podsumowując: mimo pewnych trudności, absolutnie nie da się porównać reprezentatywności rzetelnego badania sondażowego i opinii z listów do gazety (do Wyborczej czy do Rzepy?). Wiele agencji, które stawiają na szybkość wykonywania zleconego badania od dawna ma poziom realizacji próby na poziomie czterdziestu kilku procent. To nie jest wieli bunt przeciwko establishmentowi.
Z pozdrowieniami,
as.
Szanowny Panie Redaktorze!
Dziekuje.
Pozdrawiam serdecznie,
Micho
@ Marian z 12.13
Polecam mój tekst z 11.01 , który nawiązuje wprost do pana apelu -”Wszyscy powinniśmy się zmienić”. Zmiana może w sprzyjających warunkach dotyczyć chamów „środowiskowych” a nigdy „genetycznych”.
Natomiast osoby przyzwoite, kierujące się w życiu zasadami etyki a do takich zaliczam pana Kaczyńskiego- zmieniać się nie muszą !
@ azor z 11.59
Minęło południe i pierwsza linia określonej opcji „dyskutantów” powinna już forum opuścić robiąc miejsce drugiej -”intelektualnej”. Być może w dni wolne od pracy macie inne harmonogramy pracy, ale kilku zawodników tutaj wyrażnie brakuje a ci w typie „kamaza” 2 lub 3 – to taka imitacja jak wyroby „czekoladopodobne”, czyli „substytuty” jak tu ktoś uczenie zaznaczył .Czekam jednak na oryginał !
co do sadazy- jedno jest niezmienne
blisko 50% na pewno nie zaglosuje na sloneczko zoliborza.druga kwestia to we wszystkich bez wyjatku sadazach w drugiej turze jotkacz zyskuje 3 do 5 %
n.p jesli w pierwszej ma 30 to w drugiej raptem 33.
no coz moze nie trzeba bylo krecic afery gruntowej…………ha ha ha
Czytając ten tekst – ku pokrzepieniu serc – wyborców prezesa, zastanawiam się czy autor halsuje razem z nim, w tej samej łupince, czy są na oddzielnych łódkach?
Ciekawa jest dykteryjka o tych ankieterech zadających pytania wprost z drzewa, na które uciekli przed psami, bo ankietowny myślał, że badanie przeprowadzała Monika Olejnik z TVN24 i dlatego spuścił psy.
Jeżeli wyniki takich badań to kłamstwo, to jak interpretować tytuł, tuż obok, u góry strony internetowej „Rz” głoszacy z nadzieją – „Kaczyński goni Komorowskiego”?
Czy to jest tak, że gdy Kaczyński byłby górą, to mamy do czynienia z naukowymi wynikami badań ośrodka badania opinii publicznej, a gdy prezes pozostaje bez szans na zwycięstwo, czyli tak jak teraz, to nie dajemy wiary tym wynikom, albo wsłuchujemy się w tajną wiedzę prof. Staniszkis.
Pani profesor odkryła, że gdy prezesa słupki są małe to tak naprawdę wygrywa i analogicznie jest z jego partią.
Bardzo przekonywujące jest to wyjaśnieniu mechanizmu, powodującego pewne zmiany osobowości czy też zachowania się prezesa.
Teraz już wiemy, że te jego okulary i łagodny ton jego wypowiedzi wynikają z halsowania.
To logiczne, bo gdy się płynie pod wiatr to i okulary są niezbędne i krzyczeć trudno.
Jednakże niezdecydowany wyborca może zapytać a co się stanie, gdy wiatr się zmieni albo gdy prezes zmieni hals?
Czy po oddaniu na niego, naszych głosów, nie zostawi nas jak głupków, oddalając się szybko na spinakerze, gnany fordewindem?
I kogo wtedy pytać, czy na tym wietrze w plecy, nie odmienił się powtórnie i w która stronę?
ujal mnie ostatnio jotkacz- na pytanie o jego przeobrazenie- dal odpowiedz —-pozostawiam to ,,intligehenchim,,/tak to jakos brzmialo// wyborcom.
marne aktorstwo jotkacza jest zauwazalne dla srednio rozgarnietego szympansa-
facet ktory zyl historia przegranych powstan walka z postkomuna//dzisiaj pewnie zaglosuje za belka/ lustracja dekomunizacja- deesbekizacji -dzisiaj ten sam facet–sceptyk europejski , homofob rusofob mowi ze -przyszlosc jest najwazniejsza..
Panie Rafale jak zwykle trafna analiza. Pozdrawiam serdecznie!
ja jako kaczysta nie chce aby pan prezes byl prezydentem .ma zrobić dobry wynik wyborczy i tyle .kiedy obsadzą wszystkie urzędy i wszystkie media z małym wyjątkiem niech i mają prezydenta .za dwa lata wybory do parlamentu są ważniejsze
włodek napisał:
29 maja 2010 at 10:22
Kaczyńskiemu brak podstawowych cech dobrego kandydata: charyzmy, poczucia humoru (to bardzo ważne!! założę się że nie lubi Monty Pythona)
Charyzmą Komorowskiego można rozśmieszyć tępego ponuraka. A jego poczucie humoru – pyszny to żart gdy przypomniał Rosjanom jak to Polacy okupowali Moskwę przez dwa lata.
Monty Python ustanowił Ministerstwo Głupich Kroków – nadał byś się włodek!
Panie redaktorze, Partia Emerytów to nie jest słowo wirtualne w świetle
wczorajszego głosowania w senacie. To twór który po głosowaniu
sejmu i błyskawicznym podpisaniu przez POP’a wejdzie w życie przed wyborami,
co będzie z Antysalonem ?
cieszy postep w mysleniu ziemkiewicza i spolki z pisolandii- kiedys walczyli o zwyciestwo i tak sie juz czuli- taka byala atmosfera na tym forum- dzisiaj zebrza u wyborcow o druga ture.
Dokładnie. Świetnie pan to ujął, panie redaktorze.
Jeszcze jedna sprawa. Ludzie wydorośleli przez ostatnie 2 miesiące w tempie ekspresowym. Jak bardzo dzisiaj denerwują infantylne reklamy w telewizji, tańce, śpiewy, wygibasy. Ludzie na to patrzą, zaciskaja zęby i nic nie mówią. Powiedzieli raz szczerze Ewie Stankiewicz i widzą co się z nią stało.
Starsi pamietają, że tak trzeba było w PRL, młodzi dopiero teraz się uczą.
Ale na naukę nigdy nie jest za póżno. Zagłosują 20 czerwca.
Jeszcze jedną rzecz warto podkreślić jeśli chodzi o przemianę Jarosława Kaczyńskiego. Bliźniacy zasadniczo bywają ze sobą zżyci bardziej niż przeciętni bracia. Chodzą razem do klasy w szkole, spędzają czas poza szkołą. Całe życie są razem. Mogą się różnić, ale więź między nimi zawsze jest silna.
Nagle jeden z nich umiera. Twierdzenie, że człowiek po przeżyciu tragicznej śmierci jednej z najbliższych mu osób na świecie nie zmienia się oraz doszukiwanie się w nim na siłę hipokryzji, jest moim zdaniem niesłychaną podłością.
Nie wiem czy pan prezes Kaczyński siń zmienił?Gdyby tak to chwała Bogu bo to służy Polsce i Polakom!… Wszyscy winniśmy się zmienić. Panu,panie Ziemkiewicz też radzę się zmienić!Dość jątrzenia,dość szukania drzazgi w oku bliźniego swego i niewidzeniu belki we własnym! Ma pan szanse oddziaływać na opinię (tzw.) publiczną,proszę to w r e s z c i e zacząć czynić w sposób koncyliacyjny!
A moze warto sie dowiedziec co to jest socjometria, panie R.A.Z.?
CAŁKIEM CAŁKIEM
Całkiem zgrabnie z jedną poprawką. @Redaktor napisał „kochają premiera i jego prezydenckiego substytuta”
———————————
Dla młodych czytelników powinno brzmieć tak. Kochają premiera i jego prezydenckiego awatara
Nie licząc kilku Pana nałogowych wstawek, muszę przyznać, że tekst bardzo ciekawy – w większej części chłodno-analityczny, którego to tonu bardzo polskiej prasie brakuje.
eksperymenty naukowe i doświadczenia robi sie zazwyczaj na szczurach
a dopiero potem po długich badaniach klinicznych przenosi sie na ludzi
i to na poczatku zwykle na ochotnikach
dlaczego zatem kac zynski robi to na żywca na zdrowym orgaznizmie ludzkim i narodowym ?
Pierwsza część o sondażach skłania mnie do umieszczenia w tym miejscu rady dla wszystkich, którym zależy na wyborze J.K.
Odmawiajcie odpowiedzi na pytania ankieterów o preferencje wyborcze.
Uważam, że J.K. (zbieżność inicjałów przypadkowa) ma szansę wygrać te wybory tylko z zaskoczenia w pierwszej turze.
Jedną z rozdających w tych wyborach karty stroną jest z pewnością, putinowski MAK.
Byłoby naiwnością sądzić, że mając takie możliwości Putin zrezygnuje z oddziaływania na wybory w kraju, który najwyraźniej uważa za znajdujący się w jego strefie wpływów, skoro zawsze to robił. Nie zgadzam się też z prezentowanym tutaj niedawno poglądem Pana Rafała, że Putin może grać na skonfliktowaną górę polskiego państwa. Propagandowe działania putinowskiej komisji są zresztą już widoczne. Trudno je tłumaczyć tylko wolą zminimalizowania odpowiedzialności strony rosyjskiej. Można założyć, że największe bomby są przygotowywane na okres pomiędzy pierwszą i drugą turą i zostaną odpalone tylko w przypadku realnego zagrożenia zwycięstwem J.K. Gdyby jednak sondaże pokazywały zagrożenie zwycięstwem J.K. jeszcze przed pierwszą turą, to zostaną odpalone wcześniej. Dlatego zwolennicy J.K. powinni zrobić wszystko, żeby sondaże nic takiego nie pokazywały.
Nie natury klęską a PiSu POwodzią PeO w WSI24 nas straszyła!! W wielkiej wodzie Polska tonie!!! Wały nie wzmocnione, Zbiorniki zapasowe nie zbudowane. Teraz cudów nie ma, POzostaje tylko ściema! Biedna nasza Polska cała, cudotwórców se wybrała. Naród płacze, klnie i szlocha. Donek ludu już nie kocha. Ci co cuda ogłaszali, wrednie naród oszukali. Ci co w cuda uwierzyli, se kłopotów przysporzyli. Pewien Fircyk – bez krępacji. Cud obiecał POlskiej nacji. Trafnie uznał: lud to kupi. Wielce ciemny, mocno głupi. W PeO młodzież uwierzyła. Do urn wartko POdążyła. I we Wronkach i w Pułtusku. Dali głos Donaldu Tusku. No nareszcie, jest nadzieja. Naród wybrał czarodzieja. No i w końcu stał się cud. Był Chlebowski i Drzewiecki z Sobiesiakiem, czary mary są afery, wyszedł SMRÓD. Bezrobocie z POdatkami jak gruźlica pnie się w górę, Rosną ceny i zarobki platformianych urzędasów, Z Unii forsa POgrzebana, Autostrady zawalone, Służba zdrowia dogorywa, Pielęgniarki i robole nędznie grosze zarabiają, bez Hitlera wciąż do Rajchu za robotą dzieci gnają, Platformersi ustawowo narkotyki miękkie wprowadzają, W WOŚP Orkiestrze zluzowane nastolatki POlskie świnki, swoje młode ciała dają. POpaprańcy i czerwoni już od dawna z patriotyzmem IPNu ostro grają, a SBcy z agentami brudne łapy w PRLu zanurzone zacierają. Wiersz jest dobry ale nie mój. Przepraszam autora za moje w nim zmiany i pozdrawiam!! ” … słowom naszym, Zmienionym chytrze przez krętaczy, Jedność przywrócić i prawdziwość : Niech prawo zawsze prawo znaczy, A sprawiedliwość – sprawiedliwość . ” –JULIAN TUWIM
Panie Rafale!! Niech się Pan nie daje zagadywać temu cwaniaczkowi Sierakowskiemu w TVP HISTORIA, bo pomyślę że on jest bardziej inteligentny od PANA. Pozdro
@ Krak z 09.55
Tylko pozornie ma pan racje. Błąd polega na tym że Rosjanin nie ma ŻADNEGO wyboru, ponieważ kontrkandydaci nie istnieją w przestrzeni medialnej zarezerwowanej dla pomazańców z Kremla a czasem są poddani określonym szykanom. Postęp jest co prawda widoczny – nie są zabijani , jak przez poprzednie 70 lat historii tego kraju. W tej sytuacji JK zupełnie słusznie zwraca się do Rosjan po tej stronie kremlowskiego muru !
@ Jerzy z R
Pozwolę sobie mówić do Ciebie na Ty, wszak to internet w dobie polityki miłości.
Jesteś idealnym przykładem medialnie omamionego człowieka. Jaka działalność rządu? Jak można paraliżować co nie porusza się od dawna Podłapałeś modny swego czasu slogan: ‘My robimy, ale nam prezydent wszystko wetuje’. Tylko pokaż mi tu palcem te działania rządu.
Porównywanie do starego kawalera z Niemiec zaczerpnąłeś z Komitetu Obrony Komorowskiego? Hm, chyba nie. W ostatnim odcinku przecież było: hodowca zwierząt futerkowych, psychopata i coś o jakimś biskupie, który żałował, że samolot nie spadł 7 kwietnia.
Elektorat drugiej (w domyśle gorszej) opcji pokazywany w tym szklanym okienku przedstawia się następująco (obiektywny dziennikarz zawsze musi dobrze rozłożyć akcenty, prawda?): mieszkańcy wsi, tzw. wschodnia ściana, wykształcenie niższe niż elektorat PO, dużo ludzi starych (i wtedy jak np. Mistrz Lis wlepia się obraz wiecu i pokazuje się jak starsi ludzie wykrzykują coś w swej frustracji, czy starsi ludzie są głupsi od nas pytam się?!). A i byłbym zapomniał, że trzeba dokleić ostatnią etykietkę: rozgłośnia katolicka z Torunia!
Może jeszcze należy zrobić sondaż wśród poprawczaków i więzień i również go przykleić? Zadziałaby, co nie?
To nie rząd jest/był paraliżowany. To my! Otrzeźwijmy wreszcie.
Najważniejsze jest, aby ograniczyć proceder chowania się w KRUSie.
Nawet się zdziwiłem, bo zgadzam się prawie ze wszystkim co redaktor napisał. Z wyjątkiem fragmentu o wizerunku przylepiającym się jak smoła do Tuska. To raczej wmawianie ludowi przez Rzepę, TVP i podobne środowiska, sądząc choćby po sondażach i po tym jak bardzo Tusk jest w stanie pomóc Komorowskiemu w tej kampanii (albo mi się zdało, albo PiS ogłosił niedawno Tuska mężem stanu….).
soso napisał:
29 maja 2010 at 10:53
Czesc psychologiczna Pana felietonu jest interesujaca. Mysle bardzo podobnie wiec moze dlatego
Warto pewnie podkreslic, ze w portrecie psychologicnzym trzeba unikac zbytnich uproszczen – to nigdy nie sprawdzi sie bo czlowiek jest konstrukcja skrajnie skomplikowana.
Czytajac Pana wypracowanie odebralem, moze nieslusznie, ze Kaczynski jest profesjonalista co oznacza, ze ustawia zagle do wiatru, slucha ludzi, itd. Blisko do stwierdzenia, ze manipuluje wlasnym portretem by sie podobac.
Tu warto dodac stanowczo, ze mimo tego nastawiania zagli Kaczynski ma bardzo konkretne i sprecyzowane poglady polityczne, ktore sa zapewne niezmienne – w tym sensie nie zmienil sie. Kaczynski nie lubi korupcji, wierzy w pielegnowanie polskosci nawet kosztem europejskosci, jest w sposob naturalny wrazliwy spolecznie (prawo i sprawiedliwosc) oraz otwarcie wierzacy i praktykujacy.
pzdrw
soso (så-så)
o, dokładnie to miałem na myśli
a może to tylko pic na wode fotomontaż
ta wypowiedz jest dla inteligentnych inaczej niz @zagajnik spokoju
p. Lipinski czyzby wierzyl pan ze Komorowski wygra wybory? Nie pomoga zadne juz umizgi do spoleczenstwa, przegrywacie wybory prezydenckie a nastepnie parlamentarne. Analiza polityczna sytuacji p. Redaktora modra i wywazona. Mam nadzieje ze spoleczenstwo przypomnialo sobie po ostatnich wydarzeniach kto chcial dbac o nasze polskie interesy, przeciez to nie jest nacjonalizm jakby niektorzy chcieli.
Jednak nie do końca tak jest, przynajmniej w przypadku Kaczyńskiego. Tusk, pełna zgoda – cynizm, profesjonalizm – jakkolwiek by to nie nazwać (a może cyniczny profesjonalizm). Z Kaczyńskim jest trochę inaczej, bo on ma rzeczywiste, silne poglądy i ideały.
W Izraelu jest Góra Przemienienia. Czyżby wzmiankowany J.K. tam był i uległ cudownej metamorfozie? Byle do wyborów. A potem to veto za vetem, bo zniszczenie gospodarki przez paraliż działalnosci rządu to ukryty choć wyraźny cel „Przemienionego”. I powrót rządów Ziobry / ten pan już nigdy nikogo nie usmierci / , Kurskiego itp. itd. Pozostaje przecież jeszcze „dekomunizacja”, odebranie „polskojęzycznych” mediów, dzielenie Polaków na tych co są „z nami” i tych co stali tam gdzie ZOMO. Ale po co ja to przypominam. Współpraca „Przemienionego” z premierem którego nie tak dawno oskarżał o zdradę narodową ? /Jawohl Frau Merkel? / . Czy o tym wszystkim musimy zapomnieć?. Niemcy swego czsu też się dali oczrować „walczącemu o pokój”.Też był starym kawalerem…
No no, panie redaktorze. Ładnie pan polaryzuje od soboty rana. Czy panu też nie jest na rękę grać w tę wojnę (grzać tę wojnę), my – oni? Z pana felietonami jest taki problem: zasadniczo są słuszne, ma pan często rację, krytykując PO np. i dziennikarzy, ktorzy albo nie są wobec PO dość krytyczni albo wręcz się władzy podlizują. Ale brakuje przeciwwagi. „Wieczny neofita” Michalski (nie jest to zbyt elegancki zabieg wymieniać go jednym tchem obok Jaruzelskiego) już o tym mówił: widzi Pan – jak to nazwać – zło, cwaniactwo, manipulacje, hipokryzję – tylko po jednej stronie. Więc proszę uważać (wybaczy pan to ostrzeżenie), żeby pan się nie znalazł w obecnej sytuacji Tuska, wiatr się zmienia, a on i pan ciągle gracie w tę samą wojnę, tylko że po przeciwnych stronach. Pan zdaje sie nie dostrzegać, że jest bardzo duża grupa ludzi, którzy nie mieszczą sie w pana schemacie: zmanipulowany motłoch głosujący na PO, plus nażarty establishment, a z zdrugiej strony skrzywdzeni i poniżeni, może niezbyt światli, ale za to mający czyste moralnie odruchy i popierający Jarosława. I czy wieczny neofita Michalski nie jest dobrym przykładem tego, że w publicystyce też trzeba umieć żeglować i ustawiać sie odpowiednio do wiatru. Czemu robi pan mu zarzut że zmienia poglądy, a walczy pan o prawo do zmiany poglądów dla Kaczyńskiego? Brak konsekwencji czy symetrii. No ale się czyta…
Ale z Pana to jest Gość ! Gratuluję świetnego artykułu, tylko mam jedną uwagę co do tuska, chyba go Pan trochę przecenia, on jest za głupi aby prowadzić tak wyrafinowaną grę o której Pan tu napisał.
Był Pan kiedyś blisko UPR i Korwina-Mikke. Dlaczego, u licha, nie poświęci mu Pan choćby kilku zdań w swych tekstach. Zabraniają Panu, czy co? Przecież jest to jedyny facet (kandydat), który mówi coś sensownego i konkretnego w tej kampanii. Można się z tym zgadzać, lub – nie, ale nie sposób nie zauważać tego, co mówi. Proszę sobie wejść na jego stronę „prezydentxxi.pl” i posłuchać np. jego ostatniego wystąpienia w Radomiu, czy innych materiałów dostępnych w sieci. Dlaczego jest to ukrywane również przez takich ludzi, jak Pan. Bo innym się nie dziwię. 99 procent przekazu, zajmują obecnie: Komorowski, Tusk i Kaczyński. A co oni ciekawego mówią nam? Nic.
@ 11.01
Uzupełniam – pisząc jeszcze nie widziałem innych tekstów i z pewną satysfakcją odnotowałem istnienie pierwszego z opisanych gatunków. Drugi odezwie się po południu , jeszcze czyta instrukcję .
Co to za polityk, ktory prowadzil wojne przeciwko wiekszosci Polakow aby teraz zbic kapital oglaszajac koniec wojny po katastrofie, ktora nie jest chyba jego zasluga – a moze?
Pisze Pan, że Kaczyński zmienia poglądy koniunkturalnie. Szkoda. Ja jednak wierzę, że jest wierny swojej idei narodowego socjalizmu z domieszką nurtu chrześcijańskiego. Nie jest to żadna prawica ani nurt konserwatywny. A szkoda. Korwin Mikke jest za słaby, aby ratować Ojczyznę. Przed Kaczyńskim znowu stoi życiowa szansa. Oby nie zraził do siebie swojego żelaznego elektoratu. Wszelkiego rodzaju kompromisy – tp przejaw słabosci…
Dziękuję Panie Rafale – „szary człowiek”
azor napisał:
29 maja 2010 at 10:07
a może to tylko łżeprzemiana i łżepatriotyzm i łżelkampania łżewyborcza
–
Ha ha ha . To właśnie ta bezradność propagandy PO . Może może ha ha ha . Po prostu nie wiecie panowie z PO skąd wieje wiatr . Może wieje a może nie wieje ha ha ha amatorszczyzna .
Łubu dubu niech żyje nam prezes Klubu tak mówi psychoanalityk i fantasta redaktor Ziemkiewicz.
Krak napisał:
29 maja 2010 at 09:55
„Pokrętna zmian Kaczyńskiego – czy powinniśmy wierzyc Kaczynskiemu ?.
Obraz „ przemiany „ Kaczyńskiego” daje poniższy proces myślowy .
Przed Wizyty Putina na Westerplatte w 2009 roku z okazji wybuchu wojny J.K. powiedział w sejmie
„po co ten Putin tu przyjeżdża”.
Teraz słyszymy go w przemówieniu „do przyjaciel Rosjan” czyli nie do Putina i władzy ale do społeczeństwa rosyjskiego któremu J.K. zdaje się oddawać szacunek.
Ale jak można mieć szacunek do społeczeństwa rosyjskiego negując jego wybór.
Putin został wybrany przez społeczeństwo rosyjskie – to nie jest uzurpator ani car – został wybrany demokratycznie.
Czyli jak mieć szacunek do kogoś jednocześnie krytykować jego demokratyczny wybór ?
A może J.K. chciał powiedzieć „do przyjaciół Rosjan którzy nie glosowali na Putina” ?
Może powinien być bardziej precyzyjny.
Ot cały „pokrętny” i niezmienny J.K.”
Putin został wybrany w demokratycznych wyborach? Zastanów się co piszesz. Społeczeństwo rosyjskie miało do wyboru właśnie jego bądź komunistów, gdyż kandydat opozycyjny nie został rzecz jasna zarejestrowanay.O czym ty więc piszesz???A dzisiaj wiadomo jak postępuje się w rosji z przeciwnikami politycznymi.Więzienie to najłagodniejsza z kar.