Subotnik Ziemkiewicza
Gdzieś tak połowę ogólnej masy publicystycznej ostatnich tygodni stanowią dociekania poświęcone dwóm kwestiom. Po pierwsze, psychologii − ze szczególnym uwzględnieniem psychologii Jarosława Kaczyńskiego. Po drugie − sondażom.
Od sondaży zacznę, bo pisywałem o nich wielokrotnie. Sondaże różnią się zasadniczo od wyborów. Wyborca musi podnieść sempiternę, wyjść z domu, udać się do punktu wyborczego pamiętając o zabraniu ze sobą dowodu osobistego. Po drodze, jeśli nie wcześniej, czasem nachodzi go refleksja, że to, co robi, będzie miało jakieś znaczenie i zastanawia się, komu koniec końców dać swoją kreskę; zwykle zresztą jest to wybór mniejszego zła. Natomiast sondaż jest pod każdym względem niezobowiązujący. Ankieter przychodzi, albo dzwoni do domu i przedstawia listę możliwych wyborów, a ankietowany pomiędzy jedną a drugą domową czynnością odpowiada co mu akurat do głowy przyjdzie. Zazwyczaj przychodzi to, co ostatnio słyszał lub widział w telewizji.
Stąd, na przykład, istnieją w sondażach takie byty wirtualne, jak Partia Emerytów czy Partia Bezrobotnych. Zawsze dostają w nich po parę procent. Partia Emerytów wydawała się przez to kilkakrotnie cennym koalicjantem, ktoś tam ją brał na listy wyborcze, i potem ze zdumieniem stwierdzał, że ów tak niby atrakcyjny koalicjant nie przyniósł mu nawet tysiąca głosów. A mechanizm był prosty. Wśród ankietowanych zawsze było kilka procent takich, którzy nie mając żadnego zdania, zerkali na listę opcji − o, partia emerytów (bezrobotnych), ja jestem emeryt (bezrobotny), fajnie. Ale przy urnach żaden z nich się nie pojawiał.
Pracownie badań opinii doskonale o tym wiedzą. Żyją przecież nie z sondaży politycznych, tylko z badań rynku, a tu błędy kosztują grube miliony. Więc umieszczają w badaniach różne haczyki, zakładają sprytne pułapki, żeby rozpoznać i odsiać dezinformację (na przykład, umieszczając wśród proszków do prania jakiś zupełnie nieistniejący, który i tak jakaś cześć respondentów wskaże jako swój ulubiony). W sondażach politycznych aż tak się nie starają. A już zupełnie się nie starają media. Cytując, pomijają zwykle kluczowe dane, jak to, ile osób badanych nie ma zdania, jaka była metodologia (wymuszająca jakieś zastanowienie się, jak badanie ankietowe, czy też stosowane częściej szybkie pytanie − szybka, więc przeważnie i guzik warta odpowiedź) etc.
Z tych pomijanych wartości szczególnie ważna jest jedna. Słyszałem o tym już wcześniej, ale w tonie „gdyby ktoś pytał, to się wyprę”, bo pracownie mówią o tym bardzo niechętnie, rzecz w końcu rzutuje na ich prestiż. W sondażu, obok tych, którzy mówią „nie mam zdania”, jest też pewna liczba tych, którzy po prostu odmawiają udziału w zabawie. Uprzejmie dziękują, albo spuszczają na ankietera psy − w każdym razie nie zamierzają się mu zwierzać. Od momentu katastrofy w Smoleńsku ta wielkość, zwykle kilkuprocentowa, zaczęła bardzo wzrastać. Dwa tygodnie temu znajomy socjolog mówił mi o 30 – 40 proc. W tym tygodniu „Dziennik – Gazeta Prawna” podał, że oscyluje ona około 60 proc. Z każdych dziesięciu pytanych, na kogo zagłosują w wyborach prezydenckich, sześciu spuszcza pytającego na drzewo!
Można się domyślać, że nie postępują tak ci, którzy kupują medialny obraz rzeczywistości, akceptują rządy PO, kochają premiera i jego prezydenckiego substytuta, chcą głosować tak, jak, wbija im się w głowy, że wypada głosować „człowiekowi na pewnym poziomie”. Ci raczej nie widzą powodu, by się nie pochwalić swoimi słusznymi poglądami. Można się też domyślać, że nie ukrywają swych poglądów zdeklarowani, przekonani zwolennicy opozycji. Ci też chcą zamanifestować swój sprzeciw.
Odmawiają udziału w sondażu ci, którzy wszystko dookoła, państwo, rząd, władzę w ogóle − a poza rogatkami wielkich miast, proszę mi wierzyć, jako władza postrzegana jest nie tylko władza urzędowa, ale i Monika Olejnik, i, na przykład, ankieter − traktują podejrzliwie, wrogo. Żałoba narodowa i granie sobie z nami w kulki przez Rosję na okoliczność śledztwa dobitnie przekonały wielu ludzi, że ktoś ich strasznie robi w konia. Kryją oni tę złość w sobie, pielęgnują i nie ujawniają. Może pluną na wybory, a może pójdą i na złość zagłosują na tego, na kogo jacyś zarozumiali mędrkowie wmawiają im, żeby nie głosowali, bo nie wolno, bo się stanie coś strasznego, wróci IV RP i w ogóle. Dobrze, pomyślą sobie, niech się stanie, niech wam de osmali, wrzeszczcie, a ja się będę śmiał. Dokładnie tak już kiedyś zagłosowali na Leppera.
Co z tego wynika? Że sondaże badające te 40 procent społeczeństwa, które gotowe są poddawać się badaniu, są równie wiarygodnym źródłem wiedzy o całym społeczeństwie, jak, powiedzmy, listy przysyłane do którejś z gazet. Nie żeby nic z nich nie wynikało, ale trzeba się nimi posługiwać ze świadomością, jak bardzo są ułomne, i odpowiednim do tego dystansem.
Z psychologią Jarosława Kaczyńskiego jest jeszcze śmieszniej. Zmienił się? A może się nie zmienił? Nie, zmienił się, naprawdę. Ależ skąd, nie można się tak zmienić, udaje tylko, że się zmienił… Ludzie, koledzy publicyści zwłaszcza, weźcie coś ciężkiego i walnijcie się w łeb! Ja rozumiem, że wielu prostych ludzi nie odróżnia aktora od postaci, którą on kreuje, i nie powiedzą „o, idzie pan Cyrwus”, tylko „o, idzie Rysiek z Klanu”. Niektórzy nawet nie potrafią do takiego człowieka zagadać inaczej, niż do Ryśka, i pytają go, dlaczego w danym odcinku zrobił to i to, jakby teletasiemiec był prawdziwym życiem. Ale zawodowy recenzent? W tym wypadku − dziennikarz? Komentator? Albo jest głupi, albo, zakładając, że głupi są wszyscy jego odbiorcy, udaje, że nie rozumie różnicy, żeby ich odpowiednio nakręcić.
Polityk różni się od aktora tym, że może grać według własnego scenariusza (choć nie wszyscy kandydaci na prezydenta mogą o sobie powiedzieć, że korzystają z tej opcji). Ale postać, jaką polityk tworzy, jest zawsze kreacją. A linia postępowania, jaką realizuje, nie wynika z jego uczuć czy zachceń, a już na pewno nie z impulsu chwili. Wynika z analizy sytuacji i przymierzenia zamiarów do możliwości.
Jarosław Kaczyński, skoro to o jego przemianie uparli się wszyscy mniej lub bardziej domorośli psycholodzy teraz dyskutować, swój wykład pojmowania polityki dał już dawno temu. W książeczce-wywiadzie Teresy Bochwic „Odwrotna strona medalu” sprzed prawie 20 lat porównuje politykę z żeglowaniem, a społeczne nastroje z wiatrem. Trzeba łapać wiatr, który się pojawia, i tak nastawiać do niego żagiel, żeby płynąć jak najbardziej się da w stronę celu, ale też, żeby nie wyłamało masztu. Jeśli nastroje są niekorzystne, to trzeba chodzić na wiatr skosem, jak to się w żeglarstwie nazywa − halsować. Jest to tak oczywiste, że aż banalne.
Dlaczego Kaczyński kiedyś chciał być umiarkowanym chadekiem i odżegnywał się od narodowego katolicyzmu, ZChN i Radia Maryja, a potem się przeprosił z Ojcem Dyrektorem i wszedł z nim w sojusz? Bo miał objawienie? Czy dlatego, że taka była polityczna potrzeba? Dlaczego w pewnym momencie zaostrzył ton dekomunizacyjny i lustracyjny − bo wcześniej nie wiedział, jakim złem był komunizm, i dopiero nagle to do niego dotarło, czy dlatego, że wypchnięty przez Wałęsę i udecję z politycznego centrum mógł już liczyć tylko na zmobilizowanie wokół siebie elektoratu radykalnego?
Nie tylko Kaczyński. A Tusk? Dlaczego przez cały okres rządów PiS, i jeszcze sześć tygodni przed wyborami 2007, zapewniał, że chce zbudować IV RP, że to on naprawdę wstrząśnie ubeckim układem, zlustruje, rozprawi się z WSI, doprowadzi moralną rewolucję zainicjowaną Aferą Rywina do zwycięstwa − a potem z dnia na dzień stał się rzecznikiem wszystkich zagrożonych przez zmiany, głównym rzecznikiem restytucji Rywinlandu i zaniechania wszelkich zmian? Po raz pierwszy w życiu spotkał Adama Michnika i ten go nawrócił, czy po prostu przeanalizował sytuację i zobaczył, że Kaczyński uderzył właściwie wszystkie wpływowe w kraju sitwy, a żadnej nie wyrządził realnej szkody, na dodatek atakując lekarzy wyraźnie zniechęcił prostych ludzi do haseł antykorupcyjnych, słowem, przekroczył punkt krytyczny, i obrona status quo będzie od tej chwili lepszym politycznym paliwem, niż żądanie zmian?
Jarosław Kaczyński przyjął ostrą retorykę i wizerunek rzecznika „Polski solidarnej” nie dlatego, że tak mu tak w duszy grało, tylko dlatego, że był to wizerunek gwarantujący sukces. Większość Polaków głosowała od roku 1989 zawsze przeciwko establishmentowi, przeciwko reformom, i w oczach tej większości im bardziej „łże-elity” rzucały gromy na swego pogromcę, tym bardziej to ludzi upewniało, że ten facet jest inny, nie od nich, znaczy, można mu wierzyć. A kiedy ten nastrój społeczny się zmienił, i w 2007 roku wzięły górę inne emocje, zagospodarowane umiejętnie przez Tuska, Kaczyński nie połapał się w porę w tej zmianie. I grał nadal w wielką wojnę, zresztą, nie mógł już nie grać, bo tę wojnę grzał Tusk, bo teraz jemu dawała ona wiatr w żagle. Jeśli dzisiaj najbardziej nawiedzeni lewicowcy, od cynicznego Orlińskiego, przez wiecznego neofitę Michalskiego, po nawiedzoną posthipiskę Jackowską, zakuci komuniści zakochani w Jaruzelskim, i sam Jaruzelski też, i wrogowie rodziny spod sztandarów homo i feministek, i anarchiści, i zajadli wrogowie wszelkiej tradycji, a już polskiej w szczególności, wszyscy oni pełną parą wspierają Komorowskiego, z jego sarmackim rodowodem, opozycyjną przeszłością, dwururką i wielodzietną rodziną, to jest najlepszym dowodem, jak bardzo Polacy byli otwarci na taki podział i jak dobrze się on przysłużył Platformie.
Ale wstrząs katastrofy, żałoba, a teraz jeszcze powódź, wyznaczyły kolejną zmianę. Ludzie już zaczynają mieć tego konfliktu dość. Już do nich zaczyna docierać, że ani Kaczyński Tuska nie zniszczy do końca, ani Tusk Kaczyńskiego, a tylko niszczą swą bijatyką państwo. I Kaczyński przekłada żagiel. Nie podchwytuje wcale tonu, który się spontanicznie narodził wśród najwierniejszych zwolenników, nie krzyczy, że to jest wojna, że Tusk zamordował mu brata i całą polską elitę. Chowa nóż za plecy i uwydatnia to, co pozwala chwytać rodzący się wiatr: musimy z Tuskiem współpracować, jako prezydent będę przede wszystkim kierować się dobrem kraju, a to znaczy, współpracować z rządem w dziele ratowania finansów państwa, a rozliczenia… są mniej pilne…
To nie jest żaden cynizm, to profesjonalizm. Wiatr się zmienił, trzeba inaczej ustawić żagiel. Kaczyńskiemu łatwiej, bo żelazny elektorat ma zmobilizowany jak nigdy, a partię trzyma krótko, Tusk zaś nie jest w stanie się zatrzymać w miejscu i wycofać, nie odetnie się od Bartoszewskiego, Niesiołowskiego czy Palikota, nie zrzuci teraz łatwo z PO przyklejającego się do niej jak smoła wizerunku powtórki z Unii Demokratycznej, partii nażartego, zadowolonego ze swych przywilejów i gardzącego prostym ludem establishmentu.
Rzecz zaiste ciekawa. Ale nie dla psychologów. Dociekania „ale czy człowiek może się tak gwałtownie zmienić” to robota głupiego, kompromitująca tych, którzy chcą uchodzić za komentatorów politycznych, a w istocie chcą tylko za wszelką cenę ugryźć Kaczora, i zupełnie teraz nie wiedzą, jak. Rozpaczliwe młócenie sondaży jakby Bóg wie co ważnego z nich wynikało i demaskowanie przemiany szefa PiS jako „niewiarygodnej” to sposób, w jaki się bronią przed zmianą sytuacji, która ich nagle przerosła.
Marny sposób, dodam od siebie.









Krak napisał:
29 maja 2010 at 09:55
Pokrętna zmian Kaczyńskiego – czy powinniśmy wierzyc Kaczynskiemu ?.
Obraz „ przemiany „ Kaczyńskiego” daje poniższy proces myślowy .
Przed Wizyty Putina na Westerplatte w 2009 roku z okazji wybuchu wojny J.K. powiedział w sejmie
„po co ten Putin tu przyjeżdża”.
Teraz słyszymy go w przemówieniu „do przyjaciel Rosjan” czyli nie do Putina i władzy ale do społeczeństwa rosyjskiego któremu J.K. zdaje się oddawać szacunek.
Ale jak można mieć szacunek do społeczeństwa rosyjskiego negując jego wybór.
Putin został wybrany przez społeczeństwo rosyjskie – to nie jest uzurpator ani car – został wybrany demokratycznie.
Czyli jak mieć szacunek do kogoś jednocześnie krytykować jego demokratyczny wybór ?
A może J.K. chciał powiedzieć „do przyjaciół Rosjan którzy nie glosowali na Putina” ?
Może powinien być bardziej precyzyjny.
Ot cały „pokrętny” i niezmienny J.K.
—
Napiszę krótko . Jest pan oderwany od rzeczywistości
- Jak się robi politykę?
- Pokazuję się polityków w mediach.
- Skąd ludzie czerpią wiedzę o polityce?
- Z mediów.
Polityka to szklany ekran, programy polityczne partii to zwykła fikcja, której nikomu już się nawet nie chcę czytać. Wystarczy przywołać tutaj jako przykład obietnice wyborcze PO (wiem, wiem, zaraz dostanie mi się, że jestem pisiorem). Natomiast każde radykalne działania budzą medialno-salonowy sprzeciw (przykładów mnóstwo, choćby lustracja czy CBA). Nie włączam już telewizji, mam już dość masowego i nachalnego robienia głupka z Polaka.
A może właśnie o to chodzi? Może lepiej mieć zarządcę, który się nie wtrąca, uśmiechnie się jak trzeba, otworzy drzwi jak trzeba. Nic nie robi, czyli mamy 100% gwarancji, że chłopców z salonu nie spotka żadna krzywda.
Ja chcę przywódcę, nie ciecia.
Kaczyński mówi to co uważa, że mu przyniesie sukces w walce o władzę.
Bardzo trafne.
Troche mnie smuci, ze stawia Pan znak rownosci miedzy Kaczynskim a Tuskiem. Jaroslaw ma wartosci i udowadnia je w polityce. Widac to w stosunku do „in vitro” do rodziny. Tusk wciska kisiel. A jesli prawda jest, ze ponad polowa odmawia udzialu w sondazach to w wyborach wszystko zdarzyc sie moze i ze ta polowa + x kompletnie nie wirzy mediom. Szkoda, ze na zachodzie 90% mysli i czuje jak im media podpowiedza.
Dużo hałasu o nic…
RAZ wysilił się i wysmażył strasznie długą i nudną epistołę nt Kaczyńskiego…
Cóż, da się to napisac krócej: wilk w owczej skórze się nie zmienia, a po owocach go poznacie.
Panie Rafale. Takie pana teksty lubię. Mniej boksowania z GW. Robi pan im tylko reklamę.
Sprawa Szanowny Autorze nie jest aż tak skomplikowana i tzw sondaże lub badania prowadzone przez habilitowane „autorytety”-można śmiało włożyć miedzy bajki.
Biologicznie podchodząc do sprawy wiemy dokładnie że mniej więcej co 8 lat wszystkie komórki naszego ciała w tym oczywiście mózgu – są nowe czyli inne. Niestety nie rodzi to spodziewanych konsekwencji naszego działania w sferze przekonań i sposobów działania.Można opierając się na „naukach” marksistów próbować przypisać pewne cechy charakteru, środowisku jako decydujące ( terapia Makarenki) ale także uwarunkowaniom genetycznym wg wiedzy fachowców z Zachodu ( sprzeciw Łysenki).
Prawda” leży tam gdzie leży” jak ktoś mawiał, a prosty przykład problem ten rozwiązuje:
- cham-uwarunkowany genetycznie nie zmieni się nigdy i próby zdjęcia go z drzewa
są skazane na niepowodzenie
- cham-środowiskowy, rokuje pewne nadzieje jeśli oderwie się go od otoczenia np
tzw „polityków” z zapewni kontakt z osobami o wyrazistych normach etycznych
A wracając do tematu- człowiek przyzwoity -przyznaję ,że mający marne szanse kariery , kierujący się w powszechnymi normami moralnymi – nigdy się nie zmienia!
Pozdrawiam
Jakże trafna diagnoza „bycia politykiem”, tylko troszkę pan redaktor sobie zaprzeczył , bo jednak najlepsi politycy według tej teorii powinni być zawsze przygotowani na zmianę treści swego przekazu, czyli jednak umiejętności aktorskie są w cenie. Mam tylko nadzieję, że kursem nie jest trwać dla stołka i władzy, że są jakieś wyższe cele. Ale cieszy mnie , że jest pan jednym z publicystów, który ma odwagę rzucić nieco światła na mechanizmy robienia polityki i maluczkim łopatologicznie przypominać jak ona wygląda i kiedy się ich robi w bambuko. Tylko, że my chyba lubimy jak się nas w bambuko robi, bo tak jest prościej.
Witam,,
Musze przyznac, ze naprawde to co Pan napisal jest genialne. Dokladnie potwierdza to co wyczytalem w ksiazkach i publikacjach Kevina Hogana czy Roberta Cialdiniego. Wszystko moze byc uzyte do manipulowania, tylko trzeba dobrze to opakowac. Mechanizmy sociotechniczne nie sa wcale genialne znowu, ale tak proste, ze az boli. Matematyk z Politechniki Slaskiej pytal ‘wiecie dlaczego te zadanie jest trudne??? bo jest bardzo proste’
Pozdrawiam
Czesc psychologiczna Pana felietonu jest interesujaca. Mysle bardzo podobnie wiec moze dlatego
Warto pewnie podkreslic, ze w portrecie psychologicnzym trzeba unikac zbytnich uproszczen – to nigdy nie sprawdzi sie bo czlowiek jest konstrukcja skrajnie skomplikowana.
Czytajac Pana wypracowanie odebralem, moze nieslusznie, ze Kaczynski jest profesjonalista co oznacza, ze ustawia zagle do wiatru, slucha ludzi, itd. Blisko do stwierdzenia, ze manipuluje wlasnym portretem by sie podobac.
Tu warto dodac stanowczo, ze mimo tego nastawiania zagli Kaczynski ma bardzo konkretne i sprecyzowane poglady polityczne, ktore sa zapewne niezmienne – w tym sensie nie zmienil sie. Kaczynski nie lubi korupcji, wierzy w pielegnowanie polskosci nawet kosztem europejskosci, jest w sposob naturalny wrazliwy spolecznie (prawo i sprawiedliwosc) oraz otwarcie wierzacy i praktykujacy.
pzdrw
soso (så-så)
Pięknie Panie Rafale! Podziwiam pióro… Nie ma co liczyć na wygraną Kaczyńskiego – mimo że bardzo bym tego chciał. Media będą coraz mocniej warczeć – do 20 czerwca znów ruszy akcja zabierz babci dowód czy coś w tym stylu. Oby to kiedyś znalazło swój umiar..
@R. Ziemkiewicz dedukuje RAZ za RAZem:
” Sondaże różnią się zasadniczo od wyborów. Wyborca musi podnieść sempiternę [...]”
*Znakomita dedukcja, zuperłnie podobna do tej, którą uskutecznił niejaki płk. Kadafi, gdy w tzw. zielonej książeczce orzekł, że mężczyzna tym różni się od kobiety, że nią nie jest. Przypuszczam, że red. RAZ w kolejnym zdaniu wskazał narzędzie swojej dedukcji.
„Z psychologią Jarosława Kaczyńskiego jest jeszcze śmieszniej.”
*Szkoda, że nieoceniony red. RAZ nie wydedukował (może narzędzie jednak mało sprawne), że psychologia różni się od psychiki, niemniej niż sondaże od wyboró.w
Redaktorze, … a w Pacanowie kozy kują. I ma pan 3 tematy: 1. Pacanów, 2. kozy, 3. kucie, zamiast pisania głodnych kawałków o, … o czym to było?
Nie powinien Pan „ślizgać się po powierzchni” warto się zanurzyć głębiej w toń tej politycznej gnojówki a wtedy może wykreuje Pan trzecią siłę. Belka jest dobrą okazją – Jego wezwanie „do roboty” TO JEST TO i każdy to zrozumie , ale czy zechce realizować?
jesli chodzi o przemiany- tusk kaczynskiego jest wart-obaj zrobia wszystko zeby byc przy wladzy. ale to co w swojej dzialalnosci politycznej wyprawial jotkacz przechodzi wszelkie wyobrazenia. autor przywolal kilka przykladow – swiadcza one o tym ze jotkacz zrobi i powie wszystko zeby ,,dorwac,, sie do wladzy.
polityka ocenia sie po skutecznosci- i tutaj kaczynscy okazali sie marni.
co do tuska to nie obrazal ludzi- owszem kiedys wypowiedzial sie o moherach, wystarczy porownac jaki kiedys mial stosunek do belki. aborcji,kleru a co reprezentuje dzisiaj. slub koscielny na 3tyg przed wyborami mozna tylko porownac do koalicji pis lpr samobrona.
na miejscu jotkacza wlasnie teraz wzialbym sobie szczypinska za zone.
Już za niedługo „psychologowie” dojdą do wniosku, że Kaczyńskich wcale nie było dwóch.Był tylko jeden i takim został jakim był. Dzięki zdolności translokacji jakąposiada posadził śp. Lecha / którego wcale nie było/za sterami samolotu i dzięki dobrze wykonanemu zadaniu /nawet Putin to uznał klepiąc Tuska po plecach że to „dobra robota a resztę my załatwimy”/ sam może startować w wyborach zbierając „punkty żałobne” po tragedii. Psychologia może wszystko a szczególnie dobrze jej wychodzi wciskanie narodowi ciemnoty za którą to dostają sowite wynagrodzenia. Dotyczy to też wielu „mędrców”,salonowych autorytetów nie wykluczając wielu usłużnych dziennikarzy. Naród musi zacząć myśleć gdyż tylko zdroworozsądkowe myślenie ma przyszłość. Trzeba to myślenie poprzeć czynem głosując na Tego, który cudem uniknął śmierci. Pozdrawiam redaktora dziękując za wielokrotne słuszne analizy w artykułach.
Bardzo wnikliwy i sensowny tekst.Jak zwykle zresztą.
Panie Redaktorze,
A czy P. Komorowski się zmienił?
Czy jego „krwiożerczy instynkt mordercy niewinnych zwierząt” nadal istnieje?
Czy zamiana dwuruki na aparat fotograficzny jest szczera?
Czy wilk naprawdę może zmienić swoją naturę?
Takie wyjątkowe perfidne pytania niestety nie zostaną zadane P. Komorowskiemu. Natomiast P. Kaczyński podobny styl zadawania pytań ma „jak w banku”.
A rzeczywistość „myśliwska” jest chyba taka, że jeśli dokładnie przyjrzeć się sprawie myśliwych (tzn. pogadać z nimi), to można dojść do ciekawych wniosków. pO spotkaniach z myśliwymi – choć nie jestem za strzelaniem do zwierząt – , to z pewnością przestaję być zwolennikiem ekologów.
Myśliwi, z którymi rozmawiałem nie widzieli ani jednego ekologa, który zimą nawet przy tylko temperaturze minus 10 C (nie mówiąc) już o minus 20 C dokarmialiby zwierzęta leśne.
Dodawali też, że zwierzostan w Polsce (oprócz parków narodowych) jest sztucznie stworzony przez człowieka i dlatego człoweik powinien go kontrolować (rozmnożenie lisów powoduje drastyczne zmniejszenie populacji zajęcy, kuropatw, bażantów itp).
Tak na moje pojmowanie, to myśliwi dbają o lasy, a ekolodzy interesują się przyrodą ze względów politycznych. Jednak chciałbym się mylić i usłyszeć, że są ideowi ekolodzy.
Dlaczego więc P. Komorowski nie chce teraz bronić bezbronnych cietrzewi przed morderczą agresją lisów? Czyżby jego PR zaspał?
Warto myśleć i zdawać różne pytania, których „stado” (nie salon) nie zada.
Dziękuję za takie myślące i inspirujące podejście do polskiej rzeczywistości .
Tak trzymać.
Pozdrawiam serdecznie
„I nikt nam nie powie że białe jest białe a czarne jest czarne!”
Świetny tekst Panie Rafale.Dziękuje.
Nawiązując do pewnej wypowiedzi jednej ze znanych osób powiem tak:
Jacy publicyści taki rozważania.Jacy psychologowie takie dociekania.Ci fachowcy powinni już dawno wziąść coś ciężkiego i uderzyć się w głowe.Co dla niektórych może i przyniosłoby właściwy rezultat, bo przecież ludzką rzeczą jest błądzić, rzeczą głupców natomiast trwać w błędzie.Obawiam się jednak że lata trwania w błędzie i zszargana opinia nawet pod wpływem uderzenia czymś ciężkim nie spowodują otwarcia oczu i pisania prawdy, rzetelnych opini, bo wówczas podważyłoby to wartości,którym przez tyle lat hołdowali.
przeczytać coś co równolegle jest mądre i ciekawe to czysta przyjemność, zwłaszcza gdy synteza jest wnikliwa i profesjonalna
… „substytut” ,”zdolnośc do korzystania z własnego scenariusza”,”przyklejającego się jak smoła wizerunku powtórki z Unii Demokratycznej” , zwracają uwagę ponadprzeciętną formą felietonisty.
…sondaże pisane pod gruszą i pod wpływem to nie wyłącznie nadwiślański wynalazek, ale „substytutowi ” w przyczepce Junaka należy się patent
Pozdrawiam
Panie Rafale,
PO po czesci zrozumialo, ze frontalny atak na J. K. jest nieoplacalny a wrecz wyrzadza szkody – spadek poparcia. Chociaz nie ogladam czesto TV no moze czasem „Minela 20″ ale Niesiolowskiego zdjeli z anteny dopiero po 30 dniach od katastrofy. Przez prawie polowe kampanii prezydenckiej mieli wyluzowane zagle przy przednim wietrze. Na dodatek ta szopka w Lazienkach, toz to bylo plucie na wyborcow niezdecydowanych i popierajacych innych kandydatow a wiec komunikat byl skierowany do zelaznego elektoratu. PO twierdzi, ze mlodzi to ich glowny elektorat ale zapominaja o latwosci zmiany pogladow przez najmlodszych wyboracow w porownaniu ze starszymi.
Panski kolega redakcyjny p. Mazurek obnazyl pyche, pogarde wobec wyborcow szukajacych inforamcji o polityce w internecie, w wywiadzie z Kidawa-Blonska. Malo tego, tan pani bedaca rzecznikiem Komorowskiego nawoluje co autocenzruy p. Mazurka. TO faktycznie jest myslenie zaczerpniete prosto z Unii Wolnosci – my mozemy mowic wszystko, czytaj PO ale pozostali o innych pogladach nie moga cytowac niewygodnych wypowiedzi palformersow.
Z taka taktyka p. Kidawa-Blonska kariery nie zrobi a raczej z jej brakiem. Zastanawiam sie kto ja wyznaczyl do pelnienia roli rzecznika?
Podobne pytania cisna sie na usta w przypadku Niesiolowskiego, Drzewieckiego, Chlebowskiego, Pitery, Czumy, Grada, Sikorskiego, Kopacz, Klicha, Nowaka, Nitrasa. Przeciez to Tusk ich wybral na najblizszych wspolpracownikow. Wspolpracowac z takimi ludzmi to kompromitacja – udowodniona. Nie wymienilem Schetyny bo on jest najsprytniejszym graczem ze wszystkich platformersow. Przewyzsza nawet Tuska ale on nie ma takich plecow jak premier.
Zastanawiajaca jest taktyka Jarka. Chyba juz czas prowadzic aktywna kampanie. Tez mam watpliwosci czy ta cisz przerywana sporadycznie wystapieniami publicznymi nie trwala zbyt dlugo. Rozumiem, ze J. K. jest w trudnej sytuacji rodzinnej ale wyborcy nie beda wiecznie wchodzic w buty kandydata.
otoz to Panie Rafale , po wyborach zobaczymy nowe PO – Tusk zrzuci balast Palikotow i MIchnikow to juz tylko kwestia czasu. Tylko czy w my mamy partie , politykow potrafiacych pokierowac ten kraj jak trzeba ? Niestety PO, PIS nas nie zbawilo i nie zbawi
Ci ktorzy badają psychikę Jarosława Kaczyńskiego, dociekając czy sie zminił, to te same osoby ktore opluwały w niewybrednych słowach i żartach Lecha Kaczyńskiego czy ogólnie swoich przeciwników politycznych.
Oni się nie zmienili, mało tego, nie czują zadnych wyrzutów sumienia, nie wykazują checi poprawy, dalej robia to samo mimo ze wszystko odbywa sie w cieniu ogromnej tragedii ludzkiej i narodowej.
Widzą źdzbło w czyimś oku oku a nie widzą belki we własnej.
Marni intelektualnie i moralnie ludzie rzadzą tym krajem. Ta uwaga dotyczy tez wielu dziennikarzy. To nie są standardy europejskie. Byc moze wynika to po prostu z kształtu i kondycji całego społeczeństwa.
A może by tak coś na temat ” dwu mężów stanu” – padło dwa razy i to z ust najważniejszych sztabowców PIS-u – to nie w kij dmuchał , warto to zanalizować. Ja będę do tego temaciku wracał , bo to sól tych wyborów i istota „przemiany” JK.
Panie Rafale,
Pana wszystkie artykuły są bardzo ciekawe o nastawieniu patriotycznym.
No pięknie. Sam miód. Najlepsze życzenia. Damy radę!
może więc wystarczy jedna tura?
po katolicku fajno żeby już miał piach w zębach tobym się ucieszył
brawo Panie Rafale, trafnie!
No pięknie, czyli według pana Ziemkiewicza to wygląda tak: skoro Kaczyński zbiera 30% w sondażach plus te 60% co spuszczają psy na ankieterów i całe dnie słuchają tylko „Radia Maryja”, to nasz prezio ma 90% poparcia. Wytnę sobie ten pański wywód i przypomnę panu o nim mniej więcej za miesiąc. Wtedy wszyscy się pośmiejemy, ja z pana, pan ze swojej głupoty itd.
Trafna analiza panie Rafale , oby tak dalej
Wyjątkowo ciekawa i optymistyczna analiza. Dodałbym od siebie, że istotnym czynnikiem oceny rzeczywiwstosci staje sie sprzeciw przeciwko agresji. Zgodnie z zamierzeniem jej kreatorów działa ona wycofująco ale też wybory pozwalają, dzięki zagwarantowanej intymności głosowania, dać bezpieczny jej odpór. Obawiam się, że moderatorzy agresji o tym wiedzą i bezpieczne wybory sa zagrożone.
Czy Kaczyński się naprawdę zmienił to wie tylko on. Ja wiem tylko że jak dla mnie, to zmieniony lub nie, nie jest on po prostu dobrym kandydatem na prezydenta. Nie jestem fanem Komorowskiego, ale Kaczyńskiemu brak podstawowych cech dobrego kandydata: charyzmy, poczucia humoru (to bardzo ważne!! założę się że nie lubi Monty Pythona) i umiejętności łączenia narodu a nie dzielenia. Nie wątpię że jest patriotą (cokolwiek to znaczy), ale to za mało.
Smutne to, ale ma Pan niestety rację. I to nie dlatego smutne, że to Pan, tylko smutne, że taka jest prawda
Dlaczego szefowie mafij zwanych dla niepoznaki partiami mogą bezkarnie oszukiwać elektorat i robić zwroty w niektórych ważnych kwestiach o 180 st.? Bo obowiązuje ordynacja proporcjonalna w której formuje się i konserwuje ustrój mafiokratyczny. Jeśli chcemy abyśmy mogli wybierać najlepszego, a nie najmniej złego, aby ten najlepszy dotrzymywał słowa pod groźbą wywalennia go na polityczny aut, muszą być jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW) w wyborach do sejmu.
brawo , to sa fakty prosto w oczy
Panie Rafale!
Przeczytalam artykul i humor mi sie poprawil.
„waskie sa sciezki prawdy lecz moze nieprawosci jest szerokie” Biblia.
I wszystko na temat….
Dobry felieton. Trafne spostrzeżenia Pan w nim prezentuje. Pozdrawiam
Obecny premier z obecnym marszałkiem sejmu przed dwoma laty doznali olśnienia. Wycieli projekty przeciwpowodziowe uznając je za nieistotne. rp.pl/artykul/5,90126.html
Wystarczy trochę inteligencji i człowiek o tym wie… ale establismentowi dziennikarze rżną głupa i nakręcają wykształceńców.
Dziękuję za te spostrzeżenia. Inna rzecz, że w ostatnim czasie Jarosław Kaczyński był pokazywany w sposób mniej karykaturalny niż przed katastrofą.
Byla u mnie ankieterka jakies pol roku temu. Jakas studentka, ktora ma pewnie 2 zl od sztuki przeankietowanej, wiec przyjelam. Pytala o preferencje w sprawie proszku do prania i podatkow, a wiec o mydlo i powidlo. I tutaj rzecz charakterystyczna: spytala na przyklad, czy „lepszy jest podatek rowny, czyli liniowy, czy raczej progresywny”(cytat). Inych mozliwosci nie bylo. Kiedy usilowalam jej tlumaczyc, ze po pierwsze sa jeszcze inne podatki (ktorych jestem zwolennikiem), a po drugie podatek liniowy nie jest rowny, bo „ile prosze pani to jest 15% od stu” majac w zanadrzu pytanie o 15% z tysiaca…..po namysle dziewczynka odpowiedziala: ” no dzies tak kolo 23….” Autentyczne.
a może to tylko łżeprzemiana i łżepatriotyzm i łżelkampania łżewyborcza
Pewnie ma pan racje panie Rafale ale dla mnie prawdziwy egzamin przeszli politycy 4 czerwca 1992r i tego wiatru bede sie trzymal,poki co.
Bardzo dobra i rozsądna analiza. Gratuluję i dziękuję. WZ
Wszysko nibe sie zgadza, ale czegos w tym obrazie i tak brakuje, no bo niby nie cyniczny tylko czysty profesjonalizm. A moze to jest wlasnie cyniczny profesjonalizm ? To mozna dopiero wyjasnic, jezeli sie wezmie pod rozwage to, ze Polska naprawde rzada sluzby po WSI. Po co Kaczmarek chodzil robic sprawozdania Krauzemu w hotelu Marriott ?
żagiel prawdy;)
Panie Rafale! Znakomicie! I bez AM i GW! Niech Pan schowa niechęć do nich jak Kaczyński – wszak rozliczenia….. są mniej pilne. A wielu inteligentnych ludzi, do których mógłby Pan dotrzeć takim wypowiedziami jak powyższa, nie czyta Pana, bo posądza Pana o monomanię. Serdecznie pozdrawiam.
Pokrętna zmian Kaczyńskiego – czy powinniśmy wierzyc Kaczynskiemu ?.
Obraz „ przemiany „ Kaczyńskiego” daje poniższy proces myślowy .
Przed Wizyty Putina na Westerplatte w 2009 roku z okazji wybuchu wojny J.K. powiedział w sejmie
„po co ten Putin tu przyjeżdża”.
Teraz słyszymy go w przemówieniu „do przyjaciel Rosjan” czyli nie do Putina i władzy ale do społeczeństwa rosyjskiego któremu J.K. zdaje się oddawać szacunek.
Ale jak można mieć szacunek do społeczeństwa rosyjskiego negując jego wybór.
Putin został wybrany przez społeczeństwo rosyjskie – to nie jest uzurpator ani car – został wybrany demokratycznie.
Czyli jak mieć szacunek do kogoś jednocześnie krytykować jego demokratyczny wybór ?
A może J.K. chciał powiedzieć „do przyjaciół Rosjan którzy nie glosowali na Putina” ?
Może powinien być bardziej precyzyjny.
Ot cały „pokrętny” i niezmienny J.K.