Po pierwsze:
Polska, jaką nam przez ostatnie dwie dekady zbudowano pod dyktando grup interesu wyrosłych z peerelu − zdeptanej, spustoszonej przez Stalina z Hitlerem i zbolszewizowanej kolonii − jest państwem, w którym brak sprawiedliwości stanowi zasadę ustrojową. Państwem, w którym o sukcesie, awansie i miejscu w hierarchii społecznej nie decydują zdolności, przedsiębiorczość, praca ani pożytek dla innych, ale przede wszystkim przynależność lub brak przynależności do grupy uprzywilejowanej, powiązania, znajomości, koneksje, układy. Obojętne, czy mówimy o biznesie, służbie publicznej, nauce, wolnych zawodach, tak zwanej kulturze czy innych dziedzinach. Jest zasadą, że protegowany zawsze wygrywa u nas z utalentowanym, a odstępstwa od tej zasady, czyli możliwość obejścia blokujących drogi awansu i dystrybuujących sukces sitw i układów są rzadkie i dotyczą dziedzin mniej atrakcyjnych.
Jest się po to dziennikarzem, publicystą, pisarzem, żeby być zawsze po stronie tych, którzy są krzywdzeni i przeciwko tym, którzy krzywdzą; po stronie zablokowanych w realizowaniu zdolności i aspiracji, przeciwko tym, którzy ich gnoją; po stronie tych, którzy próbują zmieniać Polskę na lepsze i przeciwko zakamieniałym układom, które w ich aktywności widzą zagrożenie dla swej uprzywilejowanej pozycji i na wszelki wypadek rzucają ile się da kłód pod nogi. Po to więc, aby tę władzę sitw i środowiskowych gangów, koterii czy to mafijnych, czy gerontokratycznych, powiązań wszelkiego rodzaju demaskować, atakować, zwalczać dostępnymi sobie sposobami. A co najmniej − nigdy się im nie dać kupić, nigdy nie szukać sukcesu w akceptowaniu i usprawiedliwianiu draństwa za cenę dopuszczenia do rozmaitych reglamentowanych korzyści.
Po drugie:
Polska, którą nam w ostatnich dwóch dekadach zbudowano pod dyktando wyrosłych z peerelu grup interesu, na oczekiwania których nałożyła się powszechna demoralizacja, deprawacja i myślenie przez oduczone patriotyzmu i poczucia wspólnego dobra społeczeństwo w kategoriach wąsko pojmowanych, doraźnych interesów własnej grupy, jest państwem niezdolnym do zapewniania narodowi warunków cywilizacyjnego rozwoju, realizowania narodowych interesów, kultywowania narodowej kultury, umacniania ducha i poczucia wspólnoty. Struktury państwowe peerelu budowano nie dla obywateli, ale przeciwko nim. I nadal takimi pozostają, z tą jedyną różnicą, że o ile kiedyś zarządzała nimi scentralizowana mafia pod jednolitym, kremlowskim przywództwem, to po wielkim rozszabrowaniu upadającego peerelu, jakim była w podstawowym sensie transformacja ustrojowa lat 1986 – 1993, rozmaite fragmenty tej struktury dostały się pod zarząd rozmaitych koterii, sitw i mafii. Wobec słabości władzy i braku elity państwowej z prawdziwego zdarzenia elementy tej przerośniętej struktury, uprawnionej i wyposażonej w narzędzia do bardzo głębokiego ingerowania w życie obywatela, służą realizacji partykularnych, czasem wręcz przestępczych interesów trudnych do precyzyjnego opisania układów.
To samo, co przed rokiem 1989 mogło nas spotkać ze strony totalitarnej władzy, dziś spotkać nas może ze strony szemranych cwaniaczków, dzielących między siebie czerwone sukno przeżartej niemożnością i obsuwającą się w stan chronicznie niereformowalnego burdelu Rzeczpospolitej. Każdy z nas, jeśli jego osobiste powodzenie osiągnięte bez przyzwolenia i podziałkowania stanie się dla takich cwaniaczków solą w oku, może podzielić los Kluski, Olejnika czy właścicieli Bestcomu. Sądy, prokuratury, urzędy, służby staną przeciwko obywatelowi, a przywódcy polityczni, których psich obowiązkiem jest ukrócenie nadużyć, coraz bardziej uzależniają się od środowisk, którymi teoretycznie powinni zarządzać, stają się marionetkami ich sitwowych interesów.
Jest dla dziennikarza, publicysty, pisarza rzeczą godną, sprawiedliwą i słuszną uporczywe przypominanie Polakom, co mogliby mieć i z czego są okradani, przypominanie, czym jest cywilizowane, demokratyczne państwo i czym się ono różni od postkomunistycznego folwarku, wpasowanego w struktury europejskie raczej pod względem formalnym, niż za sprawą rzeczywistego przyjęcia zasad wypracowanych przez Zachód.
Po trzecie:
To patologiczne państwo, deformujące nasze narodowe aspiracje i przycinające nas w rozwoju w jakiś pokręcony, karłowaty bonsai, ma wśród swoich sitw i grup interesów także koterię klerków, dostarczających dla neo-feudalnej deformacji państwa uzasadnień ideologicznych. Nie udało się jej, jak roiła to sobie dwadzieścia lat temu, objąć całkowitego rządu nad III RP, nie udało się jej nawet objąć w niej rządu dusz; niczym w mrożkowskim „Tangu”, prawdziwym beneficjentem propagandowych i personalnych nikczemności przeświadczonej o swej decydującej roli michnikowszczyzny okazała się Ferajna rozmaitych „Rysiów” i „znajomych od śrub w samochodzie, odkręconych”, porozumiewających się charakterystycznym slangiem znanym z policyjnych podsłuchów. Towarzystwo sprowadzone zostało do roli jednego z wielu lobbies u boku Ferajny, wciąż zachowując pewną siłę, jaką daje mu władza nad rzeszą pół- i ćwierćinteligentów, którym czytanie „Gazety Wyborczej” i „Polityki” albo oglądanie „Szkła kontaktowego” daje nie tylko wskazówkę, jakie poglądy należy wyznawać i wygłaszać, z kogo szydzić, a kogo czcić, aby uchodzić za stuprocentowego inteligenta, ale także poczucie uczestnictwa w elicie, zjednoczonej wspólnym przeżywaniem pogardy dla polskiego motłochu i ciemnogrodu, u zarania III RP uosabianych przez Wałęsę i Niesiołowskiego, a dziś etykietowanego przymiotnikiem „pisowski”.
U boku rządzącej Ferajny kultywuje salon tradycje kolaboracji (niekiedy słodzonej niby-opozycyjnym dąsem) z peerelem, i wcześniej, z czasów, gdy „liberalna inteligencja” basowała mordom i napaściom sanacyjnych zbirów na opozycjonistów, urabiając opinię, że Brześć i Bereza brzydkie, ale przecież usprawiedliwione koniecznością walki z zagrożeniem endeckim. Dokładnie tak samo dziś dyspozycyjni intelektualiści, dziennikarze i celebryci służą Ferajnie w potrzebie, każde jej świństwo i nadużycie relatywizując na zawołanie mirażem zagrożenia pisowskiego. Służą jej codzienną gotowością do ogłupiania widzów, słuchaczy i czytelników wydumanymi pseudoproblemami w rodzaju parytetów płciowych czy równouprawniania seksualnych perwersów, przy jednoczesnym zamilczaniu i tuszowaniu spraw rzeczywistych i najważniejszych. Służą im wreszcie prokurowaniem dla byle jakich rządów historycznej podkładki, wizji III RP jako państwa doskonałego, wielkiego historycznego sukcesu; ubierania założycielskiego szwindlu, jakim było zblatowanie peerelowskich specsłużb i nomenklatury z establishmentem opozycyjnym, w ornamenty „największego, osiągniętego bezkrwawo sukcesu w całej historii Polaków”. Wizji historii, w której nasz Cwaniak Narodowy, Wałęsa, upozowany zostaje na herosa, który wywalczył nam i łaskawie podarował wolność sam jeden, tylko z grupką wiernych wykonawców jego genialnych planów, podczas gdy wszystkie „Gwiazdy, Wyszkowskie i Walentynowicze” jedynie przeszkadzali − i w której renegat, godny spadkobierca Szczęsnych-Potockich i Bierutów, Jaruzelski, drapowany jest w szaty patrioty i polskiego męża stanu.
Zaprawdę jest godne, sprawiedliwe i słuszne walczyć ze wszystkich sił z tą bandą hipokrytów i lokajów patologicznych porządków. Odkłamywać prostytuowane przez nich słowa, wytykać cierpliwie ich nadużycia, manipulacje i kłamstwa. Demaskować głupotę i nicość modnych bredni, przywleczonych tu z rozgęganych postępowych salonów znudzonego nadmiarem dobrobytu Zachodu. Bronić opluwanych, wyrzucanych z pracy historyków i wszystkich opluskwianych przez medialnych establisz-mętów obrońców zdrowego rozsądku i uczciwości. Bronić prawdy. Szukać prawdy. Służyć prawdzie, całej prawdzie i tylko prawdzie. I tego trzymać się trzeba.
Po czwarte:
Jeśli jest przed Polakami droga wybicia się na rzeczywistą suwerenność, stania się podmiotem, a nie przedmiotem międzynarodowej gry, to nie prowadzi ona przez prymitywne papugowanie podsuwanych nam wzorców ani wdrażanie przysyłanych „do wykonu” ustrojowych dyrektyw, pisanych wszak przez przywódców kierujących się interesem swoich państw, a nie naszym. Jest w Polakach jakaś dziwna siła. Napisałem „Polactwo” o deprawacji zgwałconej, zdeptanej i ześwinionej ludności miejscowej, która zapomniała o wspólnym dobru, o swej historii i możliwej wielkości, stając się na co dzień irytującą bandą drobnych kombinatorów i złodziejaszków o mentalności fornali i pańszczyźnianych niewolników. Napisałem „Michnikowszczynę” o zdeprawowaniu post-inteligencji, pozbawionej etosu, wiary i patriotyzmu, identyfikującej się wyłącznie poczuciem wyższości i nienawiścią do własnych korzeni, pogardą dla własnego narodu, czerpiącej to poczucie wyższości z małpiego imitowania wzorców, których nie jest nawet w stanie zrozumieć. Wydaje się sobie człowiekiem uodpornionym i na tombakowy blask michnikowych salonów, i na kazania z narodowych mszy. A jednak co i raz łapie się na tym spostrzeżeniu: jest w Polakach jakaś dziwna siła. Siła, która być może zdolna jest sprawić, że w tej saskiej nocy nie pójdziemy na dno, wypłyniemy jakoś, jak tyle już razy, na powierzchnię.
Po piąte:
Bieżące polityczne przepychanki − bo nikt mnie przecież nie zwolni z ich śledzenia i objaśniania, przeciwnie, wchodzimy wszak w rok wyborczy. Polska polityka nawet na tle ogólnego zepsucia jawi się jako dziedzina zepsuta w stopniu szczególnym. Organizmy, nazywane partiami politycznymi, nie mają nic wspólnego z partiami w sensie właściwym − organizacjami służącymi w demokracji społeczeństwu do artykułowania, wyważania i realizowania swoich oczekiwań wobec państwa. Są po części dworami, a po części gangami, zajętymi wzajemnym popieraniem się w zawłaszczaniu państwa i żerowaniu na obywatelach: ja ci szwagra do ministerstwa, ty mi bratanicę do urzędu marszałkowskiego, ja ci trzydzieści głosów na konwencji wojewódzkiej, ty mi przetarg w gminie, ja za tobą zagadam u prezesa, ty mi wstaw protegowanego na listę. W rządzonym kraju politycy nie są wybrańcami narodu, ale zdobywcami, którym wyborczy sukces daje prawo do łupienia podbitej gminy, instytucji czy całego kraju na okres kadencji, w ramach podziału łupów w umowie koalicyjnej. Na straży tej z kolei patologii stoi konstytucja z zasadą proporcjonalności wyborów i ustawa o finansowaniu partii z budżetu państwa.
Ale nic innego nie mamy i w najbliższej perspektywie mieć nie będziemy. Wchodzimy do restauracji, i możemy wybrać co chcemy, ale tylko z tego, co jest w karcie – a w karcie tylko dwa dania i dwie przystawki. Można co najwyżej wyjść, ale to żadna opcja.
Gdy nazwałem obecny rząd najgorszym rządem dwudziestolecia, kolega, zresztą jeden z najlepszych komentatorów politycznych, oskarżył mnie o retoryczną przesadę, przypominając rządy Suchockiej, mniejszościowy gabinet AWS czy równie schyłkowy rząd Belki. Nie ma racji. Rzecz nie w sprawności administrowania, w czym, oczywiście, niektórzy obecni ministrowie są gorsi, niektórzy lepsi, a średnia w porównaniu wypada średnio. Rzecz w tym, iż gabinet Tuska jest pierwszym rządem, którego nieskrywaną filozofią jest abdykacja, nierządzenie. Poprzednicy przynajmniej próbowali jakąś wizję, jakieś zamiary, mniej lub bardziej szlachetne, zrealizować. Przynajmniej chcieli, mniej lub bardziej sensownie, coś usprawniać, zmieniać, reformować. Nawet bezsilny rząd Belki odważył się mieć plan Hausera. Kaczyński, nie odmawiajmy mu tego, był szczery w swym konflikcie z układami, sitwami, nawet jeśli zabierał się do walki z nimi niezbyt udolnie i zanadto wierzył, że szlachetny cel uświęca środki. Nie do końca zresztą potrafię go potępiać, bo jednak, gdyby nie jego rządy, nie pękłby ustanowiony w czasie historycznego zblatowania monopol na rynku mediów, nie doszłoby do ich częściowego spluralizowania – mielibyśmy nadal wszędzie, w gazetach i eterze to samo Towarzystwo, w którym za umiarkowane centrum robiliby Żakowski z Paradowską, za prawicę Lis, a za skrajną prawicę Wołek (oczywiście, niewykluczone, że ten pożądany przez establisz-męty stan wróci, pracują nad tym intensywnie). Nie to, żeby takich jak ja prezes PiS lubił, ale na szczęście miał interes, by ich do polskich mediów, od zarania i nadal wszak kreowanych z politycznych nominacji (szczególnie dotyczy to tzw. mediów prywatnych czy też komercyjnych) wpuścić takich, co będą rozbezczelnionym salonowcom trochę psuć krew.
Natomiast Donald Tusk był pierwszym, który zmienianie czegokolwiek zupełnie odpuścił i beztrosko oddał kraj w ręce grup interesu. Prawnicy, komornicy, biegli rewidenci, cholera wie kto − chcecie ustawę? Zgłoście swoje oczekiwania i jeśli jesteście w stanie odwdzięczyć się znaczącym dla partii rządzącej poparciem, dostaniecie prawo uszyte pod wasze oczekiwania.
Niewiarygodna rzecz, że polityk tak morderczo skuteczny w eliminowaniu konkurentów do sprawowania władzy, w samym sprawowaniu władzy mógł się okazać tak indolentny, jak okazał się przez ostatnie dwa lata Tusk. Być może po prostu wyciągnął wnioski ze spektakularnego upadku Kaczyńskiego i z rozmiarów powszechnej nienawiści, jaką potrafiły rozpętać przeciwko niemu zjednoczone w poczuciu zagrożenia wpływowe sitwy. Być może lenistwo − gdyby miał w sobie Tusk żądzę władzy, zamiast celebryckiej żądzy świecznikowania, nie poświęcałby przecież realnych możliwości premiera dla raczej dekoracyjnej funkcji prezydenta. W każdym razie, jako premier postanowił Tusk być Smerfem Lalusiem, nie robiącym niczego, poza nieustannym podziwianiem swego odbicia w lustrze sondaży i niczym poza tym odbiciem nie zainteresowanym, łaszącym się o popularność, gotowym dla jej zdobycia powiedzieć i obiecać wszystko i wszystkiemu nazajutrz zaprzeczyć.
Kaczyńskiego można przynajmniej, na serio, nienawidzić. Tusk budzi tylko mdłości.
Po szóste:
Dziennikarz, publicysta, pisarz w III RP wciąż przypomina astronoma, który śledzi loty planet, komet i innych ciał niebieskich, oblicza ich odchylenia, perturbacje, i wie na pewno, że gdzieś tam, w głębi kosmosu, musi być COŚ, coś, co te odchylenia i perturbacje wywołuje. Ale co – nie wie. Teleskopy, jakimi dysponuje, niczego nie są w stanie pokazać. Coś tam musi być, dowodzą tego zakłócenia w ruchu ciał niebieskich. Ale tego nie widać, można tylko się domyślać, stawiać hipotezy. Astronomowie nazywają to „ciemną materią”, i są w o tyle łatwiejszej sytuacji, że kosmiczna „ciemna materia” nie dysponuje suto opłacanymi kancelariami prawnymi wytaczającymi ujawniającym jej istnienie astronomom procesy, podsłuchami węszących za „hakami” służb ani innymi metodami uprzykrzania im życia.
W życiu publicznym III RP ta ciemna materia daje się zauważyć po skutkach. Opisać ją, objaśnić, walnąć tą prawdą między oczy otępione i otępiałe społeczeństwo jest trudno.
Ale trzeba. W końcu, prawdziwy mężczyzna nie traci czasu na robienie tego, co wydaje się do zrobienia możliwe.
Po siódme:
Bądź wierny, idź.









Dziękuję Panie Redaktorze!!! Nareszczie ktoś napisał to co mi” gra w duszy”. Dodałabym do tego przedostatnie pytanie z wywiadu z panią Staniszkis o tym, że unijny Trybunał Sprawiedliwości uznał, że pomoc państwa dla firmy, której jest ono włascicielem jest dozwolona. Gdyby polski rząd odwołał się od decyzji w sprawie stoczni, to być może polskie stocznie byłyby uratowane. Ta wiadomość powinna być na czołówce gazety w poniedziałek. Niedawno mój bratanek powiedział do mojego brata” Tatusiu przecież oni /w domyśle TVN, GW i tylu innych komentatorów/ traktują nas jakbyśmy byli nienormalni, a my przecież nimi nie jesteśmy. Po prostu jesteśmy Polakami !!! A kim są ci oni???
…ale dlaczego uczyniłeś mnie polakiem? (A.Bursa-”Modlitwa dziękczynna z wymówką”)
Dziękuję za kompas na 2010 – mam nadzieję, że jak najwięcej współobywateli z niego będzie korzystało w tym roku – nie pozostało nam nic innego jak służyc prawdzie i mieć nadzieję. Wszystkeigo dobrego w Nowym Roku.
można by jeszcze pare spraw dodać choćby kulawe sadownictwo i współpraca z mafią
Zbliża się Pan prostą drogą do sedna sprawy, do opisania układu, pokazania jego struktury, sposobu działania – to jest sztuka, która nie udała się J. Kaczyńskiemu – mówił o układzie ale nie potrafił go w sposób wiarygodny wskazać. Życzę odwagi i wytrwałości na tej drodze. Ponieważ jednak zbliża się Pan szybko i w dobrym kierunku, proszę zacząć na siebie uważać na przejściach dla pieszych, na klatkach schodowych itp. Ktoś może uznać, że szara masa nie dorosła jeszcze do tej wiedzy.
życzmy sobie, by w Nowym Roku WIĘKSZOŚĆ Rodaków zdała sobie sprawę z kierunku w którym jesteśmy prowadzeni jak barany i żeby znalazło to dobicie w sondażach i wyborach, bo inaczej będzie nieodwracalnie żle. Zawartych złych kontraktów nie da się łatwo renegocjować, sprzedanej za bezcen własności odzyskać, wyjść ze stosunku podległości wobec innych, w który to stosunek się bezmyślnie lub z premedytacją weszło.
Za Narodowego Cwaniaka nominacja do Nobla.
pozdrawiam
Tak trzymac !!! I podpisuje sie pod propoyzcjami Anonymous.
> Po piąte:
> (…)
> Polska polityka nawet na tle ogólnego zepsucia jawi się jako dziedzina zepsuta
> w stopniu szczególnym. Organizmy, nazywane partiami politycznymi, nie mają
> nic wspólnego z partiami w sensie właściwym. (…)
> Są po części dworami, a po części gangami, zajętymi wzajemnym popieraniem
> się w zawłaszczaniu państwa i żerowaniu na obywatelach. (…)
> Na straży tej z kolei patologii stoi konstytucja z zasadą proporcjonalności
> wyborów i ustawa o finansowaniu partii z budżetu państwa.
Ordynacje trzeba zmienić na większościową, jeden poseł z jednego okręgu wyborczego — głosuje sie na konkretne osoby a nie na partyjne szyldy i bilbordy. Traci na znaczeniu prawo baronów do układania list. (Bo nawet jak ktoś nie zostanie wpisany na listę, to może sam wystartować — bierne prawo wyborcze jest zapisane w konstytucji, no nie?).
Dzien Dobry
Nie ma duzo postow wiec pewnie Pan przeczyta. Czytam Pan felietony i ma Pan moj wielki szacunek. Mysle ze nie mamy duzo czasu zeby w tym kraju cos zmienic. To niewiele ale jeszcze 5 lat temu myslalem , ze ludzie zglupieli do reszty i nie ma ratunku . Zrezygnowalem , wyemigrowalem i zajalem sie swoimi sprawami. Rodzina chciala wrocic wiec tez wracam niedlugo do Polski. Choc widze co sie dzieje w kraju to mam nadzieje. Jest wielu inteligentnych ludzi i pojawiaja sie nowi. To kwestia chwili by pojawil sie lider ale wokol niego powinien pojawic sie tlum. Ludzi juz znanych jak Pan , Michalkiewicz , Wolniewicz. Ludzi , ktorzy pojawiaja sie w mediach teraz np: Martin Lechowicz . Nie jestesmy jednomyslni , ale mamy to chlopskie poczucie logiki. To samo co mial chocby Pilsudski. A kto jest naprzeciw? System na czele , ktorego stoja ludzie inteligentni lecz tak naprawde jest ich niewielu. Ponizej sa juz same miernoty i dlatego kazda dyskusja z nimi wyglada jak bicie w mur bo odpowiedzia jest belkot. Dlatego nalezy mowic i pytac. Miernoty zawsze musza zaczerpnac madrosci u zrodla by moc odpowiedziec. Jesli zas atak jest zmasowany to jednosta centralna sie zawiesza i system sie wali. Nie moze zachowac pozorow i pokazuje swoje prawdziwe oblicze – przestaje odpowiadac spoleczenstwu , ktore na poczatku oszolomione sie zatrzymuje a potem … moze zacznie myslec. Wiec zycze wytrwalosci.
Jaroslaw Michlicki
A po co nam kompas ? Polska tonie. Nam potrzeba łodzi ratunkowych…
Nie jestem optymistką, jak Pan Redaktorze. Ale cenię wysoko pana zaangażowanie i dziękuję za nie.
Lecz kto oprócz Kaczyńskich może nas k i e d y ś wyprowadzić z mielizny?
Dutkiewicz-Dorn-Rokita – toć ci panowie nam tu niemiaszków sprowadzają. Ojciec TR – toć on nam tu inwestyturę niemieckiego benka wprowadza ?
Wiem, ludziska się cieszą, hura przyjdą Niemcy, będzie porządek. Błąd, będzie płacz i zgrzytanie zębów. A od Poznania na wschód Rosja, żaden Reich.
Czyż Kaczyńscy nie dali nam już dużego kredytu zaufania swoimi rządami? Czy naprawdę uwierzyliśmy propagandzie tuskiej? Czy potrzeba nam jako dowód na dobre rzady PiS, czegoś więcej jak szykan ”ferajny Rysiów” zwanej obecnym rządem ?
Wszystkiego dobre dla Pana Redaktora i Polaków w 2010 r. . Nam wszystkim rozumu, rozumu, rozumu. Amen
Szanowny Autorze.
Tekst znakomity a jego protoplastą jest Pana książka „Czas Wrzeszczących Staruszków”. Nie jest on adresowany do naszej krajowej „obrazowańszcziny” poruszającej się w wirtualnym świecie „Michtrixu”. Nie jest także jego adresatem „klasa polityczna” , bowiem świetnie Pan wie, a udowodnił na kartach w/wym książki, że w aby w polityce osiągnąć sukces – trzeba być świnią. Podał Pan także przykład końca kariery ludzi odpornych na ześwinienie-Ryszarda Bugaja i Marka Jurka.
Przytoczę z pana książki fragment , nazwijmy go -przedwyborczy : „Więc wyobrażmy go sobie,polityka , przywódcę idealnego,reformatora i patriotę,na którego chciałoby się bez chwili wahania głosować………….zdobywa poparcie mówiąc : kochani , wszystkim nam chodzi wyłącznie o dobro Polski, wiec sami rozumiecie,że jeśli będziecie mnie popierać, to zabiorę wam wszystkie możliwości kręcenia lodów, utnę wszelkie boki, pozbawię was wpływów, możliwości czołgania przed sobą petentów i wyduszania z nich łapówek….” Pyta pan po tym akapicie – czy sobie wyobrażamy dalszy ciąg?- Oczywiście !! Nasz „idol” jest przegrany już na wstępie !
Życzę Panu Dobrego Nowego Roku !
PO ÓSME
Ale musiał się Pan Redaktorze wkurzyć. Tylko kilka milionów tak wkurzonych i 2010 będzie lepszy
Po ósme
Tak trzymać
Na taki tekst czekalem. Serdeczne dzieki! Choc pierwszymi adresatami sa publicysci, dziennikarze, pisarze to i zwykly Kowalski tez jest tym artykulem pokrzepiony. Daje mi wiare, ze jeszcze nie wszystko stracone.
Jeszcze Polska nie zginela poki Ziemkiewicze zyja!
Aha… No i warto to jednak podsumować stwierdzając, że udając się co te cztery lata do urn radośnie podtrzymujemy ten przegniły system przy życiu. Bo to właśnie głosy ludzi wrzucane do urn są głównym jego paliwem, niezbędnym pożywieniem.
Należy się powstrzymać od głosowania.
To co Pan pisze jest przerażające. Rzeczywistość jest przerażająca.
Na szczęście pozostaje jedna sprawa, o której Pan nie napisał – te wszystkie koszmary, o których Pan pisze w stosunkowo niewielkim stopniu odbijają się na życiu codziennym.
Witam
Uczyłem się w szkole gdzie nauczyciele mówili nam, że używanie skomplikowanych terminów i wyrazów, jeżeli nie jest to konieczne, jest niestosowne i należy ich unikać. I szkoła ta funkcjonuje tak od ponad 600 lat. Pamiętam rok 1980. Największym zaskoczeniem dla społeczeństwa było to, że usłyszeli normalny język. Ci „nowi” mówili tak jak oni. Teraz jest podobnie. Złodziej to złodziej a nie „osoba uzyskująca nieuzasadnione korzyści majątkowe” o „słabej silnej woli”, kłamstwo to kłamstwo, a nie „mijanie się z prawdą” itp. Ludzie oczekują teraz na kogoś, kto przemówiłby do nich ich „ludzkim” językiem. Wygra wszystko. Komuna i obecni Tuskokształtni budowali swą wartość na posługiwaniu się językiem „elit”. Nazywaliśmy ich w akademiku „inteligencją wielkopiecową”. Postępują zgodnie z zasadą – rząd Tuska trwa i trwa mać. Oczywiście są osoby, które „chwytają” tego rodzaju nowomowę i argumentacje. Dla mojej koleżanki Lech Wałęsa nie był zły z powodu swej działalności ale dlatego, że nie skończył szkół i oczywiście nie używał nowomowy i „niech Pan Bóg się nad nią ulituje”. Dlatego dziękuję za ten artykuł i inne, w których Pan mówi o świecie ” Alicji w krainie smarów”.
Szanowny Panie Redaktorze,
Diagnoza nawet tak trafnie postawiona jest tylko połową sukcesu i chciałoby się zapytać – ale co dalej ? Oczywiście nie można wymagać od Pana recepty na wyczyszczenie tej stajni , ale może Pan i jeszcze paru odważnych i ciągle jeszcze niezależnych dziennikarzy rozpocznie ten nowy rok od chociażby popularyzowania inicjatyw ważnych dla tego kraju , które to nie docierają do szerszej opinii społecznej . Dla przykładu w dziedzinie gospodarki warto zająć się sprawą pewnego profesora UMCS w Lublinie , który ma pomysł na to jak w Polsce można produkować tanie paliwo i jednocześnie rozwiązać problem dwutlenku węgla. W kulturze warto może zwrócić uwagę na takich twórców filmowych jak Jerzy Zalewski , którego film o Falzmanie najprawdopodobniej nie doczeka się emisji w TVP , czy Grzegorz Królikiewicz , autor filmu ”Kern”.
Obydwa te dokumenty doskonale demaskują moralną i polityczną kondycję polskiej rzeczywistości i powinny znaleźć miejsce w mediach. Może uda się im w tym pomóc ?
Ps. Życzę Panu w nowym roku” podwojonej siły przebicia” a sobie i wszystkim ,którym los tego Kraju nie jest obojętny .. bądź wierny, idź…
Ma Pan zbyt prostacko UPRowe podejście do życia. Zawsze są grupy takie czy inne co mają wspólny interes i zajmują przestrzeń życiową. Kwestia tylko na ile cywilizowane są zasady gry.
Do You says
Żywiołowa rewolucja była w Kraju Rad i efekty tego są również w Polsce.
Obecnie jest kontynuowana obrona zdobyczy rewolucji/a nie trwa rewolucja/
patrząc na zainstalowane kliki w sądach ,prokuraturze administracji rządowej
pod patronatem nawiedzonego wielkiego wodza Tuska.
W POLSCE nie jest potrzebna żadna rewolucja tylko potrzebna jest normalna
uczciwa praca,spokój i poszanowanie godności człowieka,czego obecnie brak.
Dzisiaj liczy się chamstwo,arogancja oraz propaganda strasząca przed
rozliczeniem nieuczciwych karierowiczów i gangsterów gospodarczych.
Piękny tekst, panie Rafale. Miałem łzy w oczach momentami. Obyśmy dożyli Polski co jest Polską, prawdziwej i wolnej.
Na wczorajszym przyjęciu , wywiazała się dyskusja na temat wyboru przyszłego prezydenta. Jeden z gości, wyraził zdziwienie ze obecny prezydent nie jest alkoholikiem, bo przecież o tym się głośno mówi. Zamurowało mnie. Więcej Ziemkiewiczów by się przydało, oj więcej. Dużo zdrowia życzę.
@Liza
Nowa dekada rozpocznie się za rok. Rok 2010 należy do dekady pierwszej. To tylko tak na marginesie. Tekst Ziemkiewicza doskonały.
Po ósme: W najbliższych wyborach prezydenckich, oddaj głos na obecnego prezydenta pana prof.Lecha Kaczyńskiego! Z najlepszymi życzeniami.
Pnie Rafale.
Dzięki za ten tekst i całą Pana twórczość ( także z poletka fantastyki – Jawnogrzesznica, Walc Stulecia, Czerwone dywany, Niezły itd).
Dzięki za wytrwałość i upór z jakim tropi Pan patologie toczące Polskę. Dzięki za tezy i poglądy niepopularne, niewygodne i niemodne, które są jak haust świeżego powietrza dla szarych obywateli skazanych na „pływanie w kisielu”. Dzięki za nadzieję – tę głupią, szczenięcą i naiwną nadzieję, że może gdzieś kiedyś ta „dziwna siła”, o której Pan pisze, uruchomi pozytywny ferment w naszym społeczeństwie.
Drodzy komentatorzy – jest nas przecież wielu, dlaczego w świecie globalizacji, internetu, swobody podróżowania, otwartych granic nie powstała jeszcze jakaś bardziej zorganizowana forma obywatelskiego działania???
Panu Rafałowi i wszystkim czytelnikom dużo zdrowia, siły, odwagi i wytrwałości w Nowym Roku.
Moj Boze, to jest poczatek wojny domowej. Trudno sie mowi, nic nie ma za darmo.
Wygląda na to że są dwie Polski. Jedna w której ja żyję, prowadzę biznes, zarabiam nieźle, posyłam dzieciaki do społecznej szkoły, mam ładny dom i ogólnie udane życie, a zaczynałem golutki jak Święty turecki bez znajomości i kontaktów, do wszystkiego dochodząc ciężką pracą. Druga Polska to ta Polska wykreowana przez pana i panu podobnych, pełna szarych sieci i układów, w której rządzi byłe SB, a szary człowiek jest gnębiony, a ciemny lud który nie potrafi sobie poradzić w gospodarce kapitalistycznej wieży w to i panu przyklaskuje. Powodzenia w nowym roku, oby pan otworzył oczy i zobaczył jak jest pięknie.
Pióro silniejsze od miecza.Niechaj tak się stanie.
Pozdrawiam.Idę
To preambuła konstytucji? Mało optymistyczna, ale jakoś bardziej przystaje do rzeczywistości niż obecna.
Moje mysli, moje obawy, moj strach… Tylko pioro duzo lepsze!
Dziekuje za artykul. Oby Nowy Rok byl dla nas wszystkich lepszy.
Pozdrawiam.
Wszystkiego dobrego w 2010 r. Tak trzymać.
Brawo.
Każde słowo trafnie dobrane tylko niestety jak sie dowiemy całą prawde o powstaniu i funkcjonowanie IIIRP ( z za ciemnymi firankami i ustalenia przy wódce towarzyszy i biesiadników Okrągłego Stołu ) to dopiero ta PRAWDA może nas obudzić. Połowa Naródu wybiera w dobrej wierze, bo nie ma innego wyboru niż to co mu układ serwuje, a druga polowa nie glosuje bo wie, że się nic nie zmieni, a głos oddany jest wejsciówka do biesiady przy korycie dla wybranych.
Jakie wyjscie mamy z tego opisanego piekiełka? Mówić i pisać PRAWDĘ, Rozmawiać smiało, a nie zdradzać Polske milczeniem.
MILCZENIE to najgorsza forma zdrady w demokracji, gorsze od codziennych kłamstw mediów i władzy.
10 milionowa Solidarnosć nie milczała, poznianacy w 1956 tez nie, Gdańsk w 1970 również nie, a my mamy teraz milczeć?
Dziękuje codzinnie za odwagę tych nielicznych dziennikarzy i komentatorów z dostępem do mediów za ich rozsądek, odwagę i psychiczną siłę mowić prawdę w tak nie przyjaznym srodowisku klakierów, karierowiczów i koterii politycznym.
od dłuższego czasu dryfujemy w stronę państwa kastowego i nic się nie da zrobić bo trzeba by zabijać.
państwo definiowane przez marksa jako strażnik interesów klasy rządzącej jest obecnie koncesjonowanym złodziejem na usługach różnych pomarksistowskich klik… oto idealne państwo piastowskie – wystarczy piastować jakiś urząd…
szczęśliwszego nowego roku
Szanowny Panie Redaktorze,
Dziekuje za tak trafny tekst. Akurat tez trafiłam na mur lokalnych układów i mimo dowodów materialnych, oczywistych racji przegrywam, bo układ jest dla mnie nie do przeskoczenia. To co się dzieje na przykład w Sądach to horror, za obietnice doktoratów, wzajemnych przysług można – „klepnąć” wszystko – a dowody, prawda, sprawiedliwość ? Nie ma i nie było. Dlaczego tak musi być?
Powszechne spostrzeżenie jest takie, że w Polsce tylko jednostki bywają na poziomie, a wszystko co tworzy jakiś system, wartość zbiorową, wpada od razu w patologię. Wynika to chyba z tego, że polska mentalność ma wielki problem z wglądem w rzeczywistość i prawdę, a woli piękne frazesy i samookłamywanie się, byle nie tracić dobrego samopoczucia. Jest tylko paru wielkich REALISTÓW w obecnym życiu publicznym i od nich wyłącznie zależy średnia jakość przyszłych polskich zbiorowości. Niewątpliwie osobistością, która pod tym względem góruje nad innymi, zarówno jeśli chodzi o przenikliwość umysłu, niespożytą wolę zmiany, jak i zdolność działania wspólnego, jest Jarosław Kaczyński. Proszę uczciwie powiedzieć, czy oceniając obecną sytuację polityczną i jej potencjał, ale bez mrzonek i uprzedzeń na tle osobistym, widzicie jakieś inne budzące nadzieje źródło energii i projektu odnowicielskiego niż ten niepospolity człowiek?
Ano – powiem w języku naszch czeskich braci. Jest dokładnie tak, jak Pan to widzi. Albo jeszcze gorzej. Tylko że trudno jest ten stan wyrazić, zwłaszcza przy pomocy cywilizowanego języka.
Zabrakło w narodzie – na samym początku – zrozumienia sytuacji. Zaowocowało to brakiem aktu moralnego potępienia, który by potem był podstawą rozliczeń ludzi odpowiedzialnych za doprowadzenie kraju do stanu cywilizacyjnej degradacji, doprowadzenia do stanu nędzy ludzi pracy, do zniszczenia kraju, a zwłaszcza do zniszczenia moralnych podstaw funkcjonowania Państwa (jako organizacji politycznej).
Proces naprawy nie jest możliwy w sytuacji panowania w organach wymiaru sprawiedliwości ducha socjalistycznej służalności w interesie „trzymających władzę”. Ten duch nadal przyświeca i jest natchnieniem dla osób zatrudnionych w organach wymiaru sprawiedliwości.
Zarzuty wobec rządu Tuska są nieco „chybione”. Tusk nigdy nie był skłonny spełniać postulatów, które od samego początku byłyby przeszkodą w realizacji wizji grandy zorganizowanej w Platformie Obywatelskiej. I otrzymał na to poparcie większości wyborców. Ta większość nadal dobrze się trzyma! Tusk osiągnął swój cel i trwa w błogim nastroju politycznego spełnienia się. Pan natomiast formułuje oczekiwania, których po tego rodzaju ugrupowaniu nie można się spodziewać. Kampania wyborcza PO zakładała umocnienie politycznego stanu państwa według koncepcji ustalonej przy „Okrągłym Stole”. I tak to jest!
Jednym zdaniem napomknął Pan o roli Kościoła katolickiego. Przypomnieć godzi się, że to właśnie Kościół katolicki był głównym partnerem Komunistów w uzgodnieniu wytycznych politycznych, kształtujących wizję III RP. W interesie ochrony wzajemnych korzyści, Kościół katolicki otrzymał w darze wdzięczności możliwość wywalczenia sobie statusu podmiotu autonomicznego wobec Państwa. Oznacza to, że Państwo nie może ingerować w sprawy Kościoła. I to jest zrozumiałe. Ale Kościół też nie powinien ingerować w sprawy, które należą do Państwa. Czy tak jest? Czy Kościół szanuje postanowienia Konstytucji RP?
A więc nie tylko Tusk, Wałęsa i moskiewskie szmaciaki. Krąg ten ma liczniejszy krąg osobistości, realizujących tę koncepcję. Przede wszystkim wyborcy, motłoch zatrudniony w aparacie nadzoru praworządności, Kościół katolicki itp.
Co dobrego i korzystnego dla Polski wyniknie z biegłej znajomości patologii i zagrożeń jeśli służy to tylko miażdżącej krytyce? Powoli przekonuję się, że słuszne argumenty i racja, to jeszcze nie wszystko, a poza tym… z tą racją często jest trochę tak, jak z d… – każdy ma swoją.
Ma Pan jakąś receptę …
Jeżeli mamy jeszcze takich dziennikarzy z prawdziwego zdarzenia, jak Pan Rafał, to możemy być spokojni o Polskę. Lecz musimy się zebrać w garść, zorganizować i walczyć o przebudowę Ojczyzny, aby następne pokolenia nie kpiły z nas, z naszej niemocy i indolencji.
Dobry , mocny tekst.
Opowiem coś.
U nas we wsi był PGR , który został „przekształcony” (skradziony – raz przedwojennemu właścicielowi, skradziony – drugi raz 1989 r nawet nie wiem komu)
Teraz jest osiedle domów jednorodzinnych. Na gruncie podarowanym przez obecnych właścicieli wybudowano kościół.
Ciężko jest modlić się w tym kościele.
Szanowny Panie Rafale! Wpadłam tu na chwilę i na swoje „nieszczęście” przeczytałam dzisiejszym Pana tekst! (Spodziewam się gości, powinnam przygotować wiele rzeczy, a tymczasem „trwonię” czas na kontemplacje, po tejże lekturze!) I już nie wiem od czego zacząć, tyle tego…
Przede wszystkim, ta publikacja jest jedną z najmocniejszych i najodważniejszych, jakie czytałam po okresie „okrągłostołowym”(obok słynnego art. prof.Z.Krasnodębskiego). Jestem Panu wdzięczna za esencjonalny, ale nader p r a w d z i w y, opis sytuacji społeczno-politycznej w III RP. Przygnębiający obraz degrengolady intelektualnej i moralnej „elit” rządzących przy większościowym poparciu publicystów, szczególnie w ostatnich 2 latach, jest zatrważający, a dostrzegają go jedynie „niedobitki” niezłomnych patriotów. Lubię cytować(na mojej stronce) ważne myśli dziennikarzy i taki miałam zamiar w tym przypadku. Jednak, na koniec, nie mogę się zdecydować, które zdanie czy akapit, są istotniejsze od pozostałych? Panie Rafale tu każde zdanie ma swoja wagę i wymowę, nic dodać…Mogę jedynie zdradzić, że od dawna boleję nad tym, iż znani pisarze milczą lub niestety, podzielają ideologię zakłamywania w stylu michnikowszczyzny(o czym napisałam już ponad rok temu). Tym bardziej dziękuję Panu i kłaniam się wszystkim bezkompromisowym publicystom! Tak trzymać!
Szanowny Panie Redaktorze- doskonały tekst.Tylko co z tego? Pozostanie w pamięci wiernej garstki czytelnikóów jako popis intelektu bardzo zdolnego dziennikarza. Odziaływanie Pana jest żadne.Nad tym trzeba się zastanowić w Nowym Roku.Nie wystarczy pisać ,trzeba zacząć działać.Jak upadała Ojczyzna to Konarski i Staszic zakładali szkoły aby uchronić młodzież przed rozkładem .Podejmowali też wysiłek inni łudzie obdarzeni przez Boga licznymi talentami.Mnie nie wystarczą już najwyższej klasy słowne popisy Pana z radiowymi czy telewizyjnymi oponentami.Publikacje Pana opisujące zło ,też już są nie za dobrze odbierane.Więć co ?Trzeba władać piórem i czynemi. Panie Redaktorze , Pan musi się włączyć w nurt kształtowania naszej polskiej świadomości pracą organiczną ! Bardziej obiektywnie należy też docenić dobro wspólne jaki budują uczciwi ludzie bezinteresownością i olbrzymim wysiłkiem.Nie przyjmuję żadnych usprawiedliwień. Pan zna swoją pozycję na liście ludzi intelektu.Sursum corda w Anno Domini 2010.
Pozdrawiam!
Dziękuję za artykuły, Subotnik, Antysalon. Przekonuje mnie Pan, że jeszcze chyba nie zwariowałam.
Zdrowia i wytrwałości w Nowym Roku.
100% racji. Popieram pański manifest i jestem zdania że powinien pan zrobić wersję drukowaną i przesłać ją w formie listu otwartego do podpisania dziennikarzom ale też innym osobom publicznym ze świata nauki, polityki czy sztuki. Bardzo jestem ciekaw kto z nich podziela pańskie(i moje) poglądy. Pozwólmy im zabrać głos i może zebrać się na odwagę. Wyniki czasami mogą zaskoczyć i odebrać zapewne mocno naciągany argument że to PO ma poparcie w elitach. Zapewniam pana że tak nie jest, popieranie PO jest już „passe”. Teraz „trendy” jest odcinanie się od nich.
Panie Redaktorze! – czy w „po drugie” powinno być „Olejnika” czy „Olewnika”? Bo taka wydaje się być Pana intencja – przynajmniej tak właśnie ją rozumiem.
A w ogóle serdecznie Pana pozdrawiam życząc wszystkiego, co najlepsze w Nowym Roku!
- Redaktorze niech pan dalej i ciągle przypomina Polactwo i Michnokowszcyznę, może Polacy nareszcie przejrzą na oczy.
A jeżeli jest tak jak mówią niektórzy, że Polska jest w takiej samej sytuacji jak 200- lat temu przed rozbiorami, to tym bardziej. Niemcy z Rosją zawarli strategiczny sojusz a jedyną realną siłą zawadzającą im w tym regionie, jest jest właśnie Polska, nazywana przez nich ZAWALIGRODĄ.
A mamy premiera Polski który dewastuje każdą dziedzinę od gospodarki(zadłużenie, bezrobocie, stocznie można było uratować, wyrok trybunału uninego- Staniszkic itd), armia, szkolnictwo, służba zdrowia ,policja itd. .Nie mówiąc o korupcji(wróciła bezkarna),bezkarnym łamaniu wszelkich standardów, i bezczelnym kłamaniu licząc że Polactwo i tak po 3-dniach zapomni.
Dzięki nieudolności i lenictwu(oby tylko) Tuska, Polska stanie się tak słabym nic nie znaczacym krajem w unii, ze praktycznie przestanie być zawaligrododą dla planów Niemic i Rosji i mogą powstać np. z pełną samodzielnością regiony np. Slązk , Pomorze i Kaszuby itd.
Ja także dziękuję Panu za ten przejmujący tekst.
Pozdrawiam w Nowym Roku.
I dorzucam myśl własną o pewnym intelektualnym przeklamaniu- a mianowićie- lewicowość ze swej istoty jest egalitarna, plebejska. Skąd zatem u ludzi o poglądach lewicowych wzięło się przekonanie o ich intelektualnej elitarności ???!! Wyższości, wyjątkowości ?? Przecież to banał na banale.
Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam.
Gdy czyta się peany na Pana cześć to zastanawiam się czy nie robi tego Pan sam. Skoro odbiorcami TVN24 i GW są ćwiercinteligenci, to kto ogląda Antysalon (o ile ktoś to ogląda a program służy widzom a nie nabijaniu kabzy Panu i Pana kolegom) gdzie występują takie tuzy intelektu jak Janecki, Warzecha i Pan, znawca GMO, klimatologii, prawa i chyba wszystkiego
Panie Rafale!, ma Pan 100% racji i w calosci podzielam Pana opinie. Takich ludzi jak Pan potrzeba w Polsce. Moze w ten sposob przestalaby byc traktowana jak kraj cwaniaczkow, hydraulikow …
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku i aby z kazda chwila bylo zaangazowanych w polska polityke coraz wiecej ludzi uczciwych, zdolnych i mlodych.
Ja chcialem zrobic cos pozytywnego na poczatku lat 90-tych ale po prostu bez lapowki nie bylo to mozliwe. Tak wiec moje dzialania skonczyly sie na niewielkich osiagnieciach. Serdecznie pozdrawiam. Anders Emich.
Tekst bardzo interesujący, ale styl trochę zbyt podniosły.
Usprawiedliwia to temat, ale proszę dalej nie iść w ślady Michnika.
Szanowany Panie Redaktorze ! Cyceron napisał: ”Nihil est tam contra naturam quam turpitudo” (Nic nie jest tak wbrew naturze, jak nikczemność). A natura zawsze – i skutecznie – upomina się o swoje niezbywalne prawa. W tym właśnie dostrzegam promyk nadziei … . Zatem ”Nil desperandum” (nie należy tracić nadziei – Horacy).
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku !
Dziekuje Panie Rafale. Oby wytrwałość i jasnośc oceny nie opuszczała Pana w roku 2010. Pozdrawiam.