Po pierwsze:
Polska, jaką nam przez ostatnie dwie dekady zbudowano pod dyktando grup interesu wyrosłych z peerelu − zdeptanej, spustoszonej przez Stalina z Hitlerem i zbolszewizowanej kolonii − jest państwem, w którym brak sprawiedliwości stanowi zasadę ustrojową. Państwem, w którym o sukcesie, awansie i miejscu w hierarchii społecznej nie decydują zdolności, przedsiębiorczość, praca ani pożytek dla innych, ale przede wszystkim przynależność lub brak przynależności do grupy uprzywilejowanej, powiązania, znajomości, koneksje, układy. Obojętne, czy mówimy o biznesie, służbie publicznej, nauce, wolnych zawodach, tak zwanej kulturze czy innych dziedzinach. Jest zasadą, że protegowany zawsze wygrywa u nas z utalentowanym, a odstępstwa od tej zasady, czyli możliwość obejścia blokujących drogi awansu i dystrybuujących sukces sitw i układów są rzadkie i dotyczą dziedzin mniej atrakcyjnych.
Jest się po to dziennikarzem, publicystą, pisarzem, żeby być zawsze po stronie tych, którzy są krzywdzeni i przeciwko tym, którzy krzywdzą; po stronie zablokowanych w realizowaniu zdolności i aspiracji, przeciwko tym, którzy ich gnoją; po stronie tych, którzy próbują zmieniać Polskę na lepsze i przeciwko zakamieniałym układom, które w ich aktywności widzą zagrożenie dla swej uprzywilejowanej pozycji i na wszelki wypadek rzucają ile się da kłód pod nogi. Po to więc, aby tę władzę sitw i środowiskowych gangów, koterii czy to mafijnych, czy gerontokratycznych, powiązań wszelkiego rodzaju demaskować, atakować, zwalczać dostępnymi sobie sposobami. A co najmniej − nigdy się im nie dać kupić, nigdy nie szukać sukcesu w akceptowaniu i usprawiedliwianiu draństwa za cenę dopuszczenia do rozmaitych reglamentowanych korzyści.
Po drugie:
Polska, którą nam w ostatnich dwóch dekadach zbudowano pod dyktando wyrosłych z peerelu grup interesu, na oczekiwania których nałożyła się powszechna demoralizacja, deprawacja i myślenie przez oduczone patriotyzmu i poczucia wspólnego dobra społeczeństwo w kategoriach wąsko pojmowanych, doraźnych interesów własnej grupy, jest państwem niezdolnym do zapewniania narodowi warunków cywilizacyjnego rozwoju, realizowania narodowych interesów, kultywowania narodowej kultury, umacniania ducha i poczucia wspólnoty. Struktury państwowe peerelu budowano nie dla obywateli, ale przeciwko nim. I nadal takimi pozostają, z tą jedyną różnicą, że o ile kiedyś zarządzała nimi scentralizowana mafia pod jednolitym, kremlowskim przywództwem, to po wielkim rozszabrowaniu upadającego peerelu, jakim była w podstawowym sensie transformacja ustrojowa lat 1986 – 1993, rozmaite fragmenty tej struktury dostały się pod zarząd rozmaitych koterii, sitw i mafii. Wobec słabości władzy i braku elity państwowej z prawdziwego zdarzenia elementy tej przerośniętej struktury, uprawnionej i wyposażonej w narzędzia do bardzo głębokiego ingerowania w życie obywatela, służą realizacji partykularnych, czasem wręcz przestępczych interesów trudnych do precyzyjnego opisania układów.
To samo, co przed rokiem 1989 mogło nas spotkać ze strony totalitarnej władzy, dziś spotkać nas może ze strony szemranych cwaniaczków, dzielących między siebie czerwone sukno przeżartej niemożnością i obsuwającą się w stan chronicznie niereformowalnego burdelu Rzeczpospolitej. Każdy z nas, jeśli jego osobiste powodzenie osiągnięte bez przyzwolenia i podziałkowania stanie się dla takich cwaniaczków solą w oku, może podzielić los Kluski, Olejnika czy właścicieli Bestcomu. Sądy, prokuratury, urzędy, służby staną przeciwko obywatelowi, a przywódcy polityczni, których psich obowiązkiem jest ukrócenie nadużyć, coraz bardziej uzależniają się od środowisk, którymi teoretycznie powinni zarządzać, stają się marionetkami ich sitwowych interesów.
Jest dla dziennikarza, publicysty, pisarza rzeczą godną, sprawiedliwą i słuszną uporczywe przypominanie Polakom, co mogliby mieć i z czego są okradani, przypominanie, czym jest cywilizowane, demokratyczne państwo i czym się ono różni od postkomunistycznego folwarku, wpasowanego w struktury europejskie raczej pod względem formalnym, niż za sprawą rzeczywistego przyjęcia zasad wypracowanych przez Zachód.
Po trzecie:
To patologiczne państwo, deformujące nasze narodowe aspiracje i przycinające nas w rozwoju w jakiś pokręcony, karłowaty bonsai, ma wśród swoich sitw i grup interesów także koterię klerków, dostarczających dla neo-feudalnej deformacji państwa uzasadnień ideologicznych. Nie udało się jej, jak roiła to sobie dwadzieścia lat temu, objąć całkowitego rządu nad III RP, nie udało się jej nawet objąć w niej rządu dusz; niczym w mrożkowskim „Tangu”, prawdziwym beneficjentem propagandowych i personalnych nikczemności przeświadczonej o swej decydującej roli michnikowszczyzny okazała się Ferajna rozmaitych „Rysiów” i „znajomych od śrub w samochodzie, odkręconych”, porozumiewających się charakterystycznym slangiem znanym z policyjnych podsłuchów. Towarzystwo sprowadzone zostało do roli jednego z wielu lobbies u boku Ferajny, wciąż zachowując pewną siłę, jaką daje mu władza nad rzeszą pół- i ćwierćinteligentów, którym czytanie „Gazety Wyborczej” i „Polityki” albo oglądanie „Szkła kontaktowego” daje nie tylko wskazówkę, jakie poglądy należy wyznawać i wygłaszać, z kogo szydzić, a kogo czcić, aby uchodzić za stuprocentowego inteligenta, ale także poczucie uczestnictwa w elicie, zjednoczonej wspólnym przeżywaniem pogardy dla polskiego motłochu i ciemnogrodu, u zarania III RP uosabianych przez Wałęsę i Niesiołowskiego, a dziś etykietowanego przymiotnikiem „pisowski”.
U boku rządzącej Ferajny kultywuje salon tradycje kolaboracji (niekiedy słodzonej niby-opozycyjnym dąsem) z peerelem, i wcześniej, z czasów, gdy „liberalna inteligencja” basowała mordom i napaściom sanacyjnych zbirów na opozycjonistów, urabiając opinię, że Brześć i Bereza brzydkie, ale przecież usprawiedliwione koniecznością walki z zagrożeniem endeckim. Dokładnie tak samo dziś dyspozycyjni intelektualiści, dziennikarze i celebryci służą Ferajnie w potrzebie, każde jej świństwo i nadużycie relatywizując na zawołanie mirażem zagrożenia pisowskiego. Służą jej codzienną gotowością do ogłupiania widzów, słuchaczy i czytelników wydumanymi pseudoproblemami w rodzaju parytetów płciowych czy równouprawniania seksualnych perwersów, przy jednoczesnym zamilczaniu i tuszowaniu spraw rzeczywistych i najważniejszych. Służą im wreszcie prokurowaniem dla byle jakich rządów historycznej podkładki, wizji III RP jako państwa doskonałego, wielkiego historycznego sukcesu; ubierania założycielskiego szwindlu, jakim było zblatowanie peerelowskich specsłużb i nomenklatury z establishmentem opozycyjnym, w ornamenty „największego, osiągniętego bezkrwawo sukcesu w całej historii Polaków”. Wizji historii, w której nasz Cwaniak Narodowy, Wałęsa, upozowany zostaje na herosa, który wywalczył nam i łaskawie podarował wolność sam jeden, tylko z grupką wiernych wykonawców jego genialnych planów, podczas gdy wszystkie „Gwiazdy, Wyszkowskie i Walentynowicze” jedynie przeszkadzali − i w której renegat, godny spadkobierca Szczęsnych-Potockich i Bierutów, Jaruzelski, drapowany jest w szaty patrioty i polskiego męża stanu.
Zaprawdę jest godne, sprawiedliwe i słuszne walczyć ze wszystkich sił z tą bandą hipokrytów i lokajów patologicznych porządków. Odkłamywać prostytuowane przez nich słowa, wytykać cierpliwie ich nadużycia, manipulacje i kłamstwa. Demaskować głupotę i nicość modnych bredni, przywleczonych tu z rozgęganych postępowych salonów znudzonego nadmiarem dobrobytu Zachodu. Bronić opluwanych, wyrzucanych z pracy historyków i wszystkich opluskwianych przez medialnych establisz-mętów obrońców zdrowego rozsądku i uczciwości. Bronić prawdy. Szukać prawdy. Służyć prawdzie, całej prawdzie i tylko prawdzie. I tego trzymać się trzeba.
Po czwarte:
Jeśli jest przed Polakami droga wybicia się na rzeczywistą suwerenność, stania się podmiotem, a nie przedmiotem międzynarodowej gry, to nie prowadzi ona przez prymitywne papugowanie podsuwanych nam wzorców ani wdrażanie przysyłanych „do wykonu” ustrojowych dyrektyw, pisanych wszak przez przywódców kierujących się interesem swoich państw, a nie naszym. Jest w Polakach jakaś dziwna siła. Napisałem „Polactwo” o deprawacji zgwałconej, zdeptanej i ześwinionej ludności miejscowej, która zapomniała o wspólnym dobru, o swej historii i możliwej wielkości, stając się na co dzień irytującą bandą drobnych kombinatorów i złodziejaszków o mentalności fornali i pańszczyźnianych niewolników. Napisałem „Michnikowszczynę” o zdeprawowaniu post-inteligencji, pozbawionej etosu, wiary i patriotyzmu, identyfikującej się wyłącznie poczuciem wyższości i nienawiścią do własnych korzeni, pogardą dla własnego narodu, czerpiącej to poczucie wyższości z małpiego imitowania wzorców, których nie jest nawet w stanie zrozumieć. Wydaje się sobie człowiekiem uodpornionym i na tombakowy blask michnikowych salonów, i na kazania z narodowych mszy. A jednak co i raz łapie się na tym spostrzeżeniu: jest w Polakach jakaś dziwna siła. Siła, która być może zdolna jest sprawić, że w tej saskiej nocy nie pójdziemy na dno, wypłyniemy jakoś, jak tyle już razy, na powierzchnię.
Po piąte:
Bieżące polityczne przepychanki − bo nikt mnie przecież nie zwolni z ich śledzenia i objaśniania, przeciwnie, wchodzimy wszak w rok wyborczy. Polska polityka nawet na tle ogólnego zepsucia jawi się jako dziedzina zepsuta w stopniu szczególnym. Organizmy, nazywane partiami politycznymi, nie mają nic wspólnego z partiami w sensie właściwym − organizacjami służącymi w demokracji społeczeństwu do artykułowania, wyważania i realizowania swoich oczekiwań wobec państwa. Są po części dworami, a po części gangami, zajętymi wzajemnym popieraniem się w zawłaszczaniu państwa i żerowaniu na obywatelach: ja ci szwagra do ministerstwa, ty mi bratanicę do urzędu marszałkowskiego, ja ci trzydzieści głosów na konwencji wojewódzkiej, ty mi przetarg w gminie, ja za tobą zagadam u prezesa, ty mi wstaw protegowanego na listę. W rządzonym kraju politycy nie są wybrańcami narodu, ale zdobywcami, którym wyborczy sukces daje prawo do łupienia podbitej gminy, instytucji czy całego kraju na okres kadencji, w ramach podziału łupów w umowie koalicyjnej. Na straży tej z kolei patologii stoi konstytucja z zasadą proporcjonalności wyborów i ustawa o finansowaniu partii z budżetu państwa.
Ale nic innego nie mamy i w najbliższej perspektywie mieć nie będziemy. Wchodzimy do restauracji, i możemy wybrać co chcemy, ale tylko z tego, co jest w karcie – a w karcie tylko dwa dania i dwie przystawki. Można co najwyżej wyjść, ale to żadna opcja.
Gdy nazwałem obecny rząd najgorszym rządem dwudziestolecia, kolega, zresztą jeden z najlepszych komentatorów politycznych, oskarżył mnie o retoryczną przesadę, przypominając rządy Suchockiej, mniejszościowy gabinet AWS czy równie schyłkowy rząd Belki. Nie ma racji. Rzecz nie w sprawności administrowania, w czym, oczywiście, niektórzy obecni ministrowie są gorsi, niektórzy lepsi, a średnia w porównaniu wypada średnio. Rzecz w tym, iż gabinet Tuska jest pierwszym rządem, którego nieskrywaną filozofią jest abdykacja, nierządzenie. Poprzednicy przynajmniej próbowali jakąś wizję, jakieś zamiary, mniej lub bardziej szlachetne, zrealizować. Przynajmniej chcieli, mniej lub bardziej sensownie, coś usprawniać, zmieniać, reformować. Nawet bezsilny rząd Belki odważył się mieć plan Hausera. Kaczyński, nie odmawiajmy mu tego, był szczery w swym konflikcie z układami, sitwami, nawet jeśli zabierał się do walki z nimi niezbyt udolnie i zanadto wierzył, że szlachetny cel uświęca środki. Nie do końca zresztą potrafię go potępiać, bo jednak, gdyby nie jego rządy, nie pękłby ustanowiony w czasie historycznego zblatowania monopol na rynku mediów, nie doszłoby do ich częściowego spluralizowania – mielibyśmy nadal wszędzie, w gazetach i eterze to samo Towarzystwo, w którym za umiarkowane centrum robiliby Żakowski z Paradowską, za prawicę Lis, a za skrajną prawicę Wołek (oczywiście, niewykluczone, że ten pożądany przez establisz-męty stan wróci, pracują nad tym intensywnie). Nie to, żeby takich jak ja prezes PiS lubił, ale na szczęście miał interes, by ich do polskich mediów, od zarania i nadal wszak kreowanych z politycznych nominacji (szczególnie dotyczy to tzw. mediów prywatnych czy też komercyjnych) wpuścić takich, co będą rozbezczelnionym salonowcom trochę psuć krew.
Natomiast Donald Tusk był pierwszym, który zmienianie czegokolwiek zupełnie odpuścił i beztrosko oddał kraj w ręce grup interesu. Prawnicy, komornicy, biegli rewidenci, cholera wie kto − chcecie ustawę? Zgłoście swoje oczekiwania i jeśli jesteście w stanie odwdzięczyć się znaczącym dla partii rządzącej poparciem, dostaniecie prawo uszyte pod wasze oczekiwania.
Niewiarygodna rzecz, że polityk tak morderczo skuteczny w eliminowaniu konkurentów do sprawowania władzy, w samym sprawowaniu władzy mógł się okazać tak indolentny, jak okazał się przez ostatnie dwa lata Tusk. Być może po prostu wyciągnął wnioski ze spektakularnego upadku Kaczyńskiego i z rozmiarów powszechnej nienawiści, jaką potrafiły rozpętać przeciwko niemu zjednoczone w poczuciu zagrożenia wpływowe sitwy. Być może lenistwo − gdyby miał w sobie Tusk żądzę władzy, zamiast celebryckiej żądzy świecznikowania, nie poświęcałby przecież realnych możliwości premiera dla raczej dekoracyjnej funkcji prezydenta. W każdym razie, jako premier postanowił Tusk być Smerfem Lalusiem, nie robiącym niczego, poza nieustannym podziwianiem swego odbicia w lustrze sondaży i niczym poza tym odbiciem nie zainteresowanym, łaszącym się o popularność, gotowym dla jej zdobycia powiedzieć i obiecać wszystko i wszystkiemu nazajutrz zaprzeczyć.
Kaczyńskiego można przynajmniej, na serio, nienawidzić. Tusk budzi tylko mdłości.
Po szóste:
Dziennikarz, publicysta, pisarz w III RP wciąż przypomina astronoma, który śledzi loty planet, komet i innych ciał niebieskich, oblicza ich odchylenia, perturbacje, i wie na pewno, że gdzieś tam, w głębi kosmosu, musi być COŚ, coś, co te odchylenia i perturbacje wywołuje. Ale co – nie wie. Teleskopy, jakimi dysponuje, niczego nie są w stanie pokazać. Coś tam musi być, dowodzą tego zakłócenia w ruchu ciał niebieskich. Ale tego nie widać, można tylko się domyślać, stawiać hipotezy. Astronomowie nazywają to „ciemną materią”, i są w o tyle łatwiejszej sytuacji, że kosmiczna „ciemna materia” nie dysponuje suto opłacanymi kancelariami prawnymi wytaczającymi ujawniającym jej istnienie astronomom procesy, podsłuchami węszących za „hakami” służb ani innymi metodami uprzykrzania im życia.
W życiu publicznym III RP ta ciemna materia daje się zauważyć po skutkach. Opisać ją, objaśnić, walnąć tą prawdą między oczy otępione i otępiałe społeczeństwo jest trudno.
Ale trzeba. W końcu, prawdziwy mężczyzna nie traci czasu na robienie tego, co wydaje się do zrobienia możliwe.
Po siódme:
Bądź wierny, idź.









@mmar:
„Zgadzam się z oceną, podziwiam deteminację. Niepokoi pesymizm. Panie Redaktorze – jest nas trochę więcej, więc może jednak “jeszcze nie zginęła…” ”
Pod koniec lat 80-tych byłem młodym człowiekiem, pełnym wiary w przyszłość. Utwierdzała mnie w niej wiedza, że praktycznie wszyscy ludzie z mojego pokolenia, jakich znałem mieli podobne poglądy. Zgoda co do tego że PRL to zło była powszechna. Było nas naprawdę dużo. Myślałem wówczas, że gdy dojdą do władzy ludzie z mojego pokolenia, wszystko zmieni się na lepsze. No i doczekałem się. Kwaśniewski nie jest dużo starszy ode mnie – więc to chyba to samo pokolenie. Znałem takich cwaniaczków z okresu studiów. To było coś, co po odpadnięciu czerwonych ideowców było wśród nas najgorszego.
I to jest prawdziwe nieszczęście naszego kraju – ta promocja miernoty i cwaniactwa.
Jest dobrze ! sternik sprawdzony wiatr a od morza zapewniony.Nie lękajmy się powiedział prezydent bo państwo to WY. Tak sobie myślę,że wtedy za patologie w państwie odpowiadamy MY a nie premier kolega. Tak wychodzi ze słupków.
Nazwał Pan siebie, Panie Redaktorze, w punkcie szóstym „prawdziwym mężczyzną”. Sięgającym, gdzie wzrok nie sięga, a może i rozum. Życzę Panu, aby w zaczynającym się roku ktoś jeszcze poza Panem samym potwierdził tę ambitną diagnozę, zwłaszcza jakaś kobieta. Nie wiem, czy jest to mniej utopijny plan niż ten pański, ale nie bójmy się wielkich wyzwań. Tego też życzę. Na razie nie boi się Pan tylko wielkich wyzwisk, ale od czegoś trzeba zacząć. Najważniejsze, jak prawdziwy mężczyzna się kończy.
Znakomity tekst. Dziekuje i pozdrawiam.
W 1517 r. Marcin Luther przybijajac tekst ze swymi
rewolucyjnymi tezami przeciwko nadużyciom
do drzwi katedry w Wittenberdze
wzniecil pozar reformacji i zmienil historie Europy.
Mam nadzieje, ze Panski tekst podobnie poruszy wielu i
i zainicjuje reformacje, ktorej tak Polsce trzeba.
Dziekuje!
do pana Ziemkiewicza:
1. dzieki za ten swietny tekst i za to, ze przypomina pan nieustannie o patologiach i zagrozeniach .
2. jednakze z negatywna ocena II Rzeczpospolitej bylbym ostrozniejszy-gdyby
nie Ona, z wadami, ale tez calym pozytywnym dobrobkiem, nie byloby moze teraz III Rzeczpospolitej tylko PRL.
3. jezeli J.Kaczynski tez wg.pana nie sprawdzil sie i mozna go nienawidzic, to
jaki polityk wg.pana sie nadaje i czy takich wg.mamy (moim zdaniem J.Kaczynski sie nadaje!) ? Beda wybory i na kogos trzeba bedzie zaglosowac!.
Co pan radzi?
„Dojutrkuja do wyborow,”My Narod”im w tym pomozemy.(przy calej ,swojej slepocie i odpornosci na prosta uczciwosc. na zbrzydzenie pospolitym klamstwem,na prawde o Wodzu i jego akolitach)Co wydarzy sie po drodze?Zapytajcie Tych co za Ojczyzne polegli.Oni nie wybacza tego komu Ja oddamy.”O tempora,o mores” Kto nam oczy wyjal i rozumu pozbawil?”GW”?Tylko tyle wystarczylo?
Donald Tusk i jego PO czyli organizacja usługowa dla różnych grup interesów jest największym zagrożeniem dla niepodległego bytu Polski, polskiej kultury i tradycji.
Tacy politycy jak Tusk i partie jak PO do tej pory działały tylko w krajach trzeciego świata, republikach bananowych.
Jeżeli Donaldowi Tuskowi uda się wyeliminować resztki wartościowych ludzi w polskiej polityce (bo w swojej partii zostali mu jeszcze gorsi niż on sam ) to Polskę czeka katastrofa.
Panie Rafale. Pański „szyld” /Między Rydzykiem a Michnikiem/ staje się nieaktualny.
Na antenie znienawidzonego o. Rydzyka i RM mówi się o tych sprawach od wielu lat.
Pan nie jest „między”. Pan jest tylko po stronie prawdy, a ta nie znajduje się miedzy Rydzykiem a Michnikiem.
Kompas na 2010 bardzo dobry i godny polecenia innym rozumnym czytelnikom.
Głupiec i tak nic z tego nie zrozumie.
Pozdrawiam.
Wydrukować i mieć przy sobie w portfelu. Brawo.
pozdrawiam
Drogi Rafale,
Życzę Ci dużo zdrowia, szczęscia i radości w Nowym 2010 Roku. Dziekuję za niezwykle trafną diagnozę stanu społeczno-politycznego i gospodarczego Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Powstaje organizacyjne zadanie, jak z Twoją diagnozą trafić pod strzechy? Jak Twoją diagnozę przełożyc na konkretne społeczno-narodowe działania?
Upowszechnie Twej diagnozy będzie wymagać jej dalszego rozwinięcia i oświetlenia stanu Rzeczypospolitej.
W przeciągu kilku najblizszych miesiecy stanie przed Tobą stanie kolejne wyzwanie. Po diagnozie należy opracować prognozę. Co dalej należy robić, jakie kierunki zbiorowego działania podjąć i jak je przekuć na konkretne czyny.
To wspaniale, że LUX VERITATIS Przewielebnego Ojca Rydzyka, oświetla Drogę Narodowego Kompasu.
Autor dosyć trafnie opisuje rzeczywistość przeszłą i niedawną (w adekwatnym języku i słusznie), ale tylko dotąd dopóki nie ma mowy o personaliach. Tu się zaczyna skłonność do wciskania kitu w kategoriach czarne-białe, która jak mi się wydaje na takim poziomie dziennikarstwa nie powinna mieć miejsca. Ci co oglądają „Szkło kontaktowe” są be, ci co dzielą świat na PiS i ZOMO są cacy (o innych drobiazgach nie wspomnę tj. hymn państwowy itp., itd.).
Tak się składa, że obserwuję od wielu lat scenę polityczną, słucham (mimo wszystko) co mają do powiedzenia politycy, dziennikarze. (Nie czytam wymienionych w tekście tytułów).
Od klku lat irytuje mnie jedna rzecz. Autor „odjeżdża” w czasy PRL-u czy nawet sanacji, natomiast dziwnie szybko odeszły w zbiorową niepamięć (dziennikarzy i polityków) wydarzenia z czasu ostatniej kampanii prezydenckiej brzemienne w skutkach do dnia dzisiejszego i pewnie na długo jeszcze.
Przypominam, że w tamtym czasie Polacy żyli nadzieją na koalicję PO-PiS. PiS dla doraźnego celu, jakim była prezydentura na krótko przed końcem kampanii podał rękę Lepperowi i osiągnął swoje, dopuszczając motłoch najgorszego gatunku do najwyższych urzędów w państwie. To co mieliśmy okazję obserwować później na pewno wszyscy pamiętamy. Gdyby PiS był w stanie wówczas poskromić swój apetyt i popatrzeć dalekowzrocznie mielibyśmy dzisiaj koalicję na pewno niełatwą, ale nazwijmy to docierającą się wzajemnie. Zamiast koalicji mamy dzisiaj krwawą nienawiść. Niestety trzeba to przyjąć do wiadomości ale i pamiętać od czego się to zaczęło.
Mam nadzieję, że autor nie zaprzeczy, iż Tusk przed tamtymi wydarzeniami czuł respekt wobec Kaczyńskich. Dziwne byłoby, gdyby po takiej wolcie nie zmienił swojego postrzegania tych ludzi. Obecna postawa premiera to jest inna bajka i oczywiście nie wzbudza mojego zachwytu.
Można wszystko zarzucić PO, ale układy z Lepperem były tą granicą, której przekroczenie nie wchodziło w grę. PiS i Kaczyńscy sami sobie zapracowali na swoją ocenę w społeczeństwie i przecenia pan Ziemkiewicz rolę jakichś „salonów”, „elit” urabiających rzekomo niezdolne do samodzielnych opinii społeczeństwo.
Mowiąc językiem autora sami sobie wystawili d…ę do bicia.
Jeden z ostatnich normalnych w tym domu wariatów. Niech Pan czeka na wezwanie przed tą komisję, o której pisze Paweł Lisicki. Liberalna dyktatura.
Kochany Panie Redaktorze
Jak zwykle, mówi Pan trafnie, myślę podobnie.Mam 5-miesięczną wnuczkę.Nic nie mówię glośno -ale co ją czeka.Nie należymy do żadnej lokalnej sitwy,pracujemy zwyczajnie, zarabiamy zwyczajnie.Lokalni lokaje (różni „bezpartyjni”- a jakże- byli naczelnicy gmin – są teraz leaderami koordynatorami programów finansowanych przez Unię – oczywiście za pośrednictwem administracji państwowej w której pracują kolesie..Za jeden program leader dostaje min.10 tys.zł.Żyć nie umierać.Tak żyje sitwa i dawna władza lokalna.Nie mam żadnych nadzieji związanych z RP.Dążę do tego aby sprawy tego państwa nic mnie nie obchodziły.Dać tyle ile muszę – resztę niech sobie zeżrą.
Pozdrawiam Pana serdecznie .
Prawdziwe i bolesne do szpiku kości, lecz nie ustajmy w wysiłkach.
Pozdrowienia dla Pana Redaktora.
@ enhance
Ja jednak nie potrafię się cieszyć ze świadomości, że jest gdzieś gorzej.
Podziwiamy kreatywność i niezależność,oraz głębię treści ,której moc ograniczona jedynie jałowością intelektualną odbiorców spycha redaktora z kategorii najbardziej charyzmatycznych postaci Polski powojennej do kategirii dziennikarzy wybitnych. Polskie dziennikarstwo ,oceniane przez pryzmat tak zwanych gazet wyborczych inaczej trzymających na sznurkach postaci myślące lub szczekających w przydomowych wychodkach dziennikarzy arystokratycznych zauważonych przez gen Jaruzelskiego wciska diamenty w gów…,jesteśmy tym bardziej wdzięczni swemu sokolemu poczuciu uczciwości,że udało nam się dostrzec prawdziwe wartości w tym o czym pan pisze na codzień .Język polski nie zaginie a the Guardian,La Stampa Le Figaro NY TImes mogą nam pana pozazdrościć.
Wielki szacun
Cóż. Można stwierdzić, że ewolucja Ziemkiewicza jest ewolucją normalnego człowieka dążącego dojasnych, logicznych konstatacji.
Swego czasu, a będzie to już kilkanaście lat, kiedy „debatowano” nad ustawą o ochronie danych osobowych, Ziemkiewicz popierał tę ustawę.
Ja widziałem w niej podstawowe zagrożenie dla rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.
Z. prowadził wtedy program w radiu „Plus” – zwracałem mu na to uwagę.
Nie zmieniłem zdania – jeśli wrócić do budowy normalnego społeczeństwa – konieczna jest pełna jawność i dostępność do informacji na temat poszczególnych osób i ich sposobu „prowadzenia się”.
Można rozważać, co jest najważniejsze w dziele odbudowy – czy odfałszowanie dziedziny związanej z wymiarem sprawiedliwości, czy od dostępu do infromacji;
jestem przekonany, żejednak dostęp do informacji o nas i naszych sąsiadach.
O nas – bo my wszyscy winniśmy dążyć do duchowego wzrostu i do tego potrzebna jest też krytyczna ocena; o innych – aby nie dopuszczać do piastowania ważnych funkcji przez osoby zakłamane.
A niema lepszej i pełniejszej kontroli, niż kontrola sąsiedzka.
Szanowny panie redaktorze czytam pana felietony z ciekawością ale wydaje mi się że jest to tzw. głos wołającego na pustyni i jest pan jednym z niewielu redaktorów którym dobro POLSKI leży na sercu. Ale niektórzy dziennikarze wręcz pomagają w rozkradaniu i niszczeniu POLSKI nie nagłaśniając tylko milcząc a jest powiedziane że widząc zło nic nie mówisz to zn.przyzwalasz na to .Jak z tego wszystkiego wynika rok 2009 był dobry dla wszystkich kolegów Donalda razem z MIREM ZBYCHEM GRZECHEM i innymi gorszy dla tych co przekręty ujawnili.Gdyby wszyscy dziennikarze solidnie wzięli się do roboty razem z tymi z TVN p.Paradowska a p. Wołek nie był takim lizusem obecnej władzy to by do takich przekrętów nie dochodziło. Może w tym NOWYM ROKU 201O niektórzy dziennikarze zrozumieją i zaczną obiektywnie informować .Żeby ten rok 2010 był dla wszystkich POLAKÓW lepszy a szczególnie żeby było zdrowie bo kolejki do lekarza coraz dłuższe. Dla p. redaktora samych pogodnych dni zdrowia i ostrego pióra życzy W. z Małopolski.
Bzdura ,
Rozumiem , iż pana obserwacje są oparte przede wszystkim na własnych doswiadczeniach.Pan , aby zaistnieć RZ oraz TVP musiał się zapisać do bandy programowo wprowadzającej swoich we wskazane miejsca.Rozumiem , iz powoduje to pewien dyskomfort.Rozumie, w sensie ludzkim niezdolność do oceny samego siebie.Proszę jednak nie przenosić , z potrzeby psychicznej tych doświadczeń na innych.W Polsce trawa żywiołowa rewolucja , nieskoordynowana, posiadajaca jedną jednak cechę.Pcha w góre jednostki ambitne, energiczne łączące sie lub nie w grupy interesów.Proszę sobie wydrukować listę członków zarządu spółek giełdowych oraz przypisać wartość akcji przez nich posiadanych.90% z nich 10 lat temu chodziło w dziurawych spodniach.Nigdzie sie nie podłaczali.I jest ich co raz wiecej.No cóż , Panu zostaje wraz z kolegami kolejny program w TVP.Rozumiem , choc zalecam dł€ższe wakacje.Bzdurzy Pan.
Niestety w zupelnosci sie z Panem zgadzam. Mimo ze rok temu wrocilem z Irlandii i mam dobra prace w Polsce to nie moge tego juz zniesc, tej indolencji, zalatwianctwa, roznej masci kombinatorow, naszej sluzby zdrowia, ciaglych podatkow i oplat ktore ciagle za cos trzeba uiszczac, nie wspominajac juz nawet o drogach czy jakosci kolei. To jakas walka z wiatrakami, ta modernizacja Rzeczpospolitej i moim zdaniem nigdy sie nie uda bo opor jest zbyt wielki. Dlatego moim noworocznym postanowieniem znalezienie pracy za granica i wyjazd, juz tu raczej nie wroce, chyba ze na emeryturze…
pozdrawiam i zycze wytrwalosci
Czy Ziemkiewicz nie stał się za dużym pesymistą?
Panie Rafale – szacun!
Po ósme: cytaty umieszczamy w cudzysłowie. „Bądź wierny, idź”. Żeby ktoś nie pomyślał, że to Pana własna twórczość. Tego się trzymaj w 2010, Panie Redaktorze.
Ziemkiewicz ustawił swój kompas na bryle czystego żelaza. No i mamy rezultat, kierunek nie ten. W rezultacie, Ziemkiwicz prawi jak Katon, ale ten na nocniku.
Absolutnie się zgadzam z redaktorem. Niestety ,przeciętny obywatel nie rozumie,jak te patologie obniżają jego poziom życia(dla wielu poniżej granicy ubóstwa).
Zgadzam się z oceną, podziwiam deteminację. Niepokoi pesymizm. Panie Redaktorze – jest nas trochę więcej, więc może jednak „jeszcze nie zginęła…” Pozdrawiam Pana serdecznie
Jak z tego wyjsc? Pukanie do drzwi Temidy i innych urzedow to droga (zeslanca )Chyba jeszcze zyje ,ze moglem to przeczytac. Oby ten artykul trafil do wiekszej ilosci czytelnikow.Odbior wlasciwy moze jednak cos zmienic czego zycze nie tylko
w pierwszych dniach nowej dekady 2010 roku,ale i dalej dla odwaznych,ktorym
los Polski lezy na sercu.
Do ćwierćinteligentów wychowanych na „Gazecie Wyborczej” , „Polityce” czy też „Szkle kontaktowym” z tego co Pan napisał i tak nic nie dotrze. Ich betonowe mózgi nie dopuszczą do środka żadnego promyku światła.
Panie Rafale – serdeczne i wielkie dzięki za artykuł.Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!
Panie redaktorze, przecież to wszystko prawda, mimo szczekania p.. to karawana idzie dalej. Pozdrawiam z Nowym Rokiem, może przyniesie jakieś zmiany.
Szacunek Panie Redaktorze za ten tak osobisty ton. Meritum oczywiście doskonałe, ale to że widać za tym żywego człowieka z emocjami jest doprawdy ożywcze. Niech się Pan nie przejmuje głosami nawet życzliwych ale „realistów” – co nie umieją tak latać. Wytrwałości!!!
Porównywanie się z innymi krajami jest czystą manipulacją bo przeszłość
historyczna i cywilizacyjna nie jest porównywalna.Przedstawiony przez
Pana redaktora obraz Polski jest bardzo trafny i tylko szkoda że tak
duża część Naszego Narodu daje się manipulować służalczymi opisami
naszej rzeczywistości przez redaktorów GW,Polityki czy Szkła Kontaktowego
No przecież gdyby obecna ekipa nie gwarantowała esbecko-mafijnemu układowi należytej dbałości o jego interesy to nie została by zainstalowana u władzy przez ichnie media.
Ameryki Pan nie odkrył.
Z socjologicznego pktu widzenia opisuje Pan sytuację poprzedzającą zmianę. Teoria zmian mówi że w momencie kiedy blokowana jest bezwzględnie / bo blokowana jest zawsze / możliwość awansu społecznego przez grupę broniącą swej pozycji dochodzi do „ciśnienia pod kotłem zmian „. Zablokowanie ujścia może oznaczać zlbo zmianę gwałtowną – rewolucję , albo łagodną – ewolucję i kontynuację formy. Ta teoria sprawdzała się również w opisie „niepokojów społecznych ” w komuniżmie.
Pytanie kiedy masa młodych ludzi spostrzeże, że jest okadzana i tumaniona i zacznie przyglądać się realnie efektom działania rządzących.
Moja uwaga odnosi się i do rządów „drobiu „- nieustanna nagonka z polowaniem / odwracająca uwagę kibiców od mizerii efektów rzeczywistych zmian / oraz ” tuskowych ” działających jak „janosikowi ” ale w niebieskich oparach PR i narkotycznych przesłaniach o miłości sprawiedliwości itp- nijak mających się do ich zbójeckich działań.
P.S
Powinien użyć Pan formy mnogiej : Olejników / K. Olejnika pominięto/
Rewelacja! Dzieki za diagnoze naszej „nocy saskiej” i maly promyczek nadziei; tytul mowi sam za siebie.
I dziekuje za zakonczenie. To nie prozny patos ale haust powietrza na droge.
Dziekuje za wszystko co Pan pisze.
Szczesliwego Nowego Roku.
Non plus ultra! Tylko żal, że tak właśnie jest! Po raz kolejny: „Smutno mi, Boże”. Trzeba by Bóg wie jakiej siły, by to ruszyć. Jakieś pospolite ruszenie? Pozdrawiam Redaktora i dzięki za to, że mogę nie czuć się osamotniona w swoich osądach…
Chcialbym Pana serdecznie usciskac.
Najlepsze zyczenia w Nowym Roku.
I po co ta miernota wprzęga w swoje obsesje Herberta? Żenada.
@kmiotek nagniotek,
@Józef K.:
„Obywatele mają już jednak dość tego ciągłego, płaczliwego lamentowania i epatowania zgryźliwym językiem.”
Znowu ten argument ‘świętego spokoju’, przypominający dokumenty z targowicy….
Ja też jestem obywatelem. Podobnie jak R. Ziemkiewicz. I uważam że raczej nareszcie ktoś, kto jest słuchany/czytany mówi to co ja chciałbym wyrazić.
I nie uważam, by było w tym zbyt wiele patosu.
Dobrą ilustracją do tego tekstu jest dymisja Przemysława Guły. Ponieważ rzecz dotyczy informatyki, którą się zajmuję zawodowo – znam z autopsji takie historie. Nie będę ich przytaczał, gdyż większość z nich nie dotyczyła mnie osobiście i nie wiem, czy osoby których to dotyczy by sobie życzyły….
Ale uważam, że jeśli potwierdzą się opisane w prasie okoliczności dymisji P. Guły, to już to jedno zdarzenie wystarczyłoby w normalnym kraju, by pogrążyć Tusku i jego świtę….
Słyszałem taką historię z USA: Mąż jednej z prominentnych pań (chyba senator) skorzystał z jej urzedowej papeterii z nadrukami do reklamowania swojej firmy. Jego FBI zabrało w kajdankach, a jej kariera polityczna legła w gruzach. Szkoda że akurat w tym nie naśladujemy USA.
Redaktor Ziemkiewicz, uzywajac dobrze rozwinietych zdolnosci dziennikarskich, opisuje niekonczace sie patalogie w Polsce.
Tak, to prawda.
Patrzmy jednak , jak wygladamy w porownaniu z innymi krajami, o podobnej przeszlosci historycznej i cywilizacyjnej. Wtedy obraz nie bedzie tak czarny, a nawet jasne plamki beda zauwazalne.
Wszystko jest wzgledne.
Z Nowym Rokiem pozdrawiam Pana.
@ Prawdzic
———–
To ie Polacy upadli, a obce elity rządzące Polską doprowadziły Polskę na skraj bankructwa
Cóż tu można dodać – NIC.
O, gdyby społeczeństwo polskie chciało wyciągnąć z tego wnioski ???
Ja mam nadzieję że wreszcie zreformują KRUS i wszystkich oszustów tam na lewo ubezpieczonych rozliczą
UTOPIA!!!! Lenin, tez chcial dobrze, przekonywal, ze usuwajac wyzysk tj.
kapitalistow, zacznie panowac powszechnie prawo i sprawiedliwosc! Nic z
tego, zrodzila sie czerwona burzuazja, powstal czerwony terror. Pracujacy
lud byl bardziej wyzyskiwany i ponizany. Panie red redaktorze, proponuje
kapiel w przerebli, podobno pomaga, cialo jest zdrowsze, duch tez.
Wyborcza piórem Kublik stara się znów zaatakować TVP. Tym razem wymyślili z Ministrem Gradem nieprawidłowości przy wyborze prezesa i zarządu. Zaczyna to przypominać metodykę z Komisji Hazardowej. Skoro tam się udaje bez konsekwencji niszczyć instytucję sejmową, to tak samo będą się starali czynić z telewizją publiczną, niszcząc zarząd, który nie będzie chodził na sznurku Platformy, zwłaszcza przed wyborami prezydenckimi. Mając do pomocy wszystkie możliwe służby (po przejęciu CBA) rząd Tuska miast reformować kraj w coraz bardziej widocznej zapaści finansowej, zajmuje się – jak to mówił Sikorski – dożynaniem watah. Pozostanie do zniszczenia i opanowania parę niezależnych gazet, paru dziennikarzy i morze nieprawomyślnych blogerów. To jest praca na ten rok. Walka z Polakami, a nie walka z kryzysem. Grad poza tym zapowiedział jak w Media Markcie, wielką wyprzedaż państwowych firm energetycznych i innych. Do tego trzeba poparcia zjednoczonych sił propagandy Agory, ITI, Polsatu, Polityki, salonu „dziennikarzy”. Ten rok będzie rokiem walki wyjątkowo brutalnej, lecz mam nadzieję, że za to niszczenie kraju wyborcy odpłacą rządzącym wysłaniem ich na ławkę rezerwowych, bo całkiem usunąć się ich nie da.
Autor siecze jak zwykle ostro i trafnie, diagnozuje malowniczo i dołuje władzę, partie, mafie itp. z wyraźnym zadowoleniem, skądinąd słusznie. Obywatele mają już jednak dość tego ciągłego, płaczliwego lamentowania i epatowania zgryźliwym językiem. Chcą widzieć jakieś inne, konstruktywne opcje, jakąś sensowną perspektywę, choćby nawet dzisiaj jeszcze nierealistyczną, ale jednak taką, w którą chce się wierzyć, którą trzeba popierać!
Na przykład, w „Po piąte” autor trafnie opisuje zdeprawowane partie i towarzyszący im zdegenerowane środowiska. No i co? Nic. Pisze: „Można co najwyżej wyjść, ale to żadna opcja.” Żadna? Nie sądzę. Myślę, że w obecnej sytuacji, przy tej chorej „proporcjonalnej” ordynacji wyborczej, coraz więcej obywateli po prostu nie weźmie udziału w tym karykaturalnym „głosowaniu” albo odda skreślone „listy wyborcze”. Ja przynajmniej tak planuję. Zdecydowanie nie będę popierać tego bajzlu.
Jaka jest więc inna, sensowna, nowa opcja? Oto jest pytanie.
Kultowe.
Pozdrowienia w nowym roku!
Miara upadku Polakow jako Narodu jest ktos taki jak Donald Tusk sprawujacy urzad premiera…
Ale ciemny lud i tak wybierze go sobie na prezydenta…dno…
„Wałęsa, upozowany zostaje na herosa, który wywalczył nam i łaskawie podarował wolność sam jeden”
No faktem jest, Ziemkiewicza przy nim nie było.
„Bądź wierny, idź.”
Są granice kabotyństwa. Herbertowi zdarzało się je też przekraczać, ale on wielkim poetą był.
Może trochę Pan przesadził z patosem. Już poprzednio, gdy na Interii zatytułował Pan felieton „Kłamcy, kłamcy, kłamcy!”, chciałem Panu napisać, że zaczyna Pan wchodzić w buty Ojca Nadredaktora – ci, którzy potrzebują takiej retoryki, spijaja miód z tamtych ust, nie powinien Pan startować w takiej konkurencji. Ale pisanie czegokolwiek na Interii nie ma sensu.
Lecz w pełni rozumiem i w znacznej mierze podzielam Pańskie emocje. Pozdrawiam Pana serdecznie w Nowym Roku i życzę, by dla Pana i dla Polski był lepszy od minionego.