Archiwum z paź 2009

Julii mi żal

18 paź 2009

Po sejmowych kuluarach poszła wieść, że Julia Pitera może złożyć rządową funkcję i znaleźć się w sejmowej komisji śledczej do spraw afery hazardowej.

Sprowokowało to dziennikarzy do podsumowań, co zdołała minister do walki z korupcją zdziałać podczas swego ministrowania, i – co tu kryć – nie wypadły one dobrze. Sam, przyznam, wspominając dobrze działalność Pitery w UPR i Transparency International, jej ministrowanie uważam za największe rozczarowanie tego rządu.

Sama zainteresowana przypomina, że przecież nie powierzono jej roli jakiegoś supergliny od ścigania łapówkarzy, tylko napisanie ustawy antykorupcyjnej. To słuszna uwaga. Problem tylko w tym, że przez ostatnie dwa lata sama Julia Pitera zdawała się o tym nie pamiętać.

Co wspólnego miało z jej właściwą misją pozowanie do zdjęć z koltem i gwiazdą szeryfa? Populistyczne wyliczanie byłym ministrom wydatków ze służbowych kart? Pisanie pod piarowską potrzebę rozmaitych raportów, które albo utajniano, albo w ogóle nikt już o nich potem nie słyszał? Problem w tym, że przez dwa lata minister Pitera sama ochoczo pozowała na Tuskowego supergliniarza od korupcji, i dziś płaci cenę tego błędu.

Ustawę antykorupcyjną Julia Pitera ukończyła pół roku temu. Jej własna partia schowała ten projekt na dno szuflady. Łatwo się domyślić dlaczego – jest to ustawa „pisowska” z ducha, istotną jej część stanowi daleko idąca lustracja majątkowa, na poddanie się której rządząca ferajna nie ma najmniejszej ochoty. Przeciwnie – prace toczą się nad projektem właśnie ułatwiającym parlamentarzystom ukrywanie majątku. To dobitny znak, że Pitera została przez PO wykorzystana instrumentalnie, jako listek figowy osłaniający krzątaninę „Rysiów” i „Grzesiów”. Co najgorsze, chyba wciąż nie zdaje sobie z tego sprawy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Gramy na premiera

17 paź 2009

Uwaga, uwaga, sensacja – rewelacja. Nasza specjalna wysłanniczka zdołała przeprowadzić wywiad z jednym z pracowników „Gazety Wyborczej”:

Agnieszka Ka: Jak w praktyce wygląda bezstronność gazety, która tak chętnie powołuje się na swój „etos”?

XYZ*: Cel jest jasny jak słońce: gramy na premiera, premier ma być chroniony, nie wolno pisać o niczym, co godziłoby w Donalda Tuska. Wiadomo po co: musi wygrać wybory prezydenckie. A z drugiej strony walimy w prezydenta, w PiS, w Kaczyńskich.

A konkretnie?

Podam przykład. Gdy „Dziennik” opublikował dokument kancelarii premiera z października 2008, z którego wynika, że to sam Tusk kazał się szefowi CBA informować o podejrzeniach dotyczących nominowanych przez niego polityków i urzędników przed oficjalnym zawiadomieniem prokuratury, u nas się to nie ukazało. U nas ciągle obowiązuje wersja, że „Kamiński zastawił na premiera przebiegłą pułapkę”.

Podam inny przykład: afera stoczniowa. Sprawa rozliczenia z El-Assirem długów „Bumaru”, ten fragment, kiedy Grad mówi o tym otwarcie, wątpliwości związane z udziałem w rzekomo katarskiej inwestycji Eureko, z którym jednocześnie negocjowano warunki ugody w sprawie PZU… Te tematy nie istnieją. Nie ma żadnej afery. Nie wolno nam przypominać decyzji Komisji Europejskiej co do stoczni ani co zawiera specustawa, bo czytelnik zorientowałby się, że likwidacja produkcji i wyprzedaż majątku od dawna już jest definitywnie przesądzona, i mógłby się pokapować, że gadanie „chuchaliśmy na inwestora, który obiecał budować w stoczni statki” to zwykły pic.

Za to kazano nam szukać związków El-Assira czy lobbystów od hazardu z PiS i jak najbardziej eksponować je.

Kto pisze takie materiały?

Kierownictwo ma swoich zaprzedanych „cyngli” i ci napiszą wszystko, co trzeba. Od innych po prostu wymaga się, żeby nie pisali niczego, co by kolidowało z propagandową linią gazety.

Kto instruuje, jak mają wyglądać materiały, jaka ma być teza? Kurski, Stasiński, Pacewicz?

Nie trzeba nikogo instruować. To odbywa się w rękawiczkach. Po prostu wszyscy wiemy, że trzeba grać na Tuska, bo inaczej wrócą Kaczyńscy.

To kolejny raz, kiedy „Gazeta Wyborcza” bezpośrednio włącza się w polityczną walkę, usiłuje wpływać na nominacje w rządzie, w innych mediach, gnoić politycznych przeciwników, lansować swoich, prawem i lewem. Czy wy w ogóle macie jeszcze kręgosłupy?

Mam nadzieję, że tak, ale jest ciężko. Nikt nie chce wylecieć jak Graczyk, mamy rodziny, spłacamy kredyty, a przecież jest kryzys, gazeta traci sprzedaż i reklamy, ciągle przypomina się nam, że mogą być kolejne zwolnienia. Nawet w czasie batalii przeciwko rządowi Olszewskiego tak nie straszono ludzi.

Może zwolnienia są konieczne? Może źle pracujecie?

To nie o to chodzi. A o to, że nie wszyscy myślą ideologicznie, jak ścisłe kierownictwo. My nie chcemy powrotu Rywinlandu i nie zamierzamy o to walczyć. Zależy nam tylko na naszych posadkach.

*Nasz rozmówca jak wszyscy pracownicy „Agory” ma zakaz rozmów z niezależną prasą, występuje więc anonimowo.

________________

Na pytania, dlaczego powyższy tekst tak bardzo przypomina zamieszczony przez „Gazetę Wyborczą” wywiad z anonimowym reporterem „Wiadomości” odpowiadam z góry, że podobieństwo jest czysto przypadkowe i wszelkie ewentualne pretensje p. Kublik i jej redakcji o naruszenie praw autorskich uznam za bezpodstawne.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Poplątane zeznania

13 paź 2009

Tłumaczenia premiera i jego akolitów przypominają zachowanie męża, który uspokaja zazdrosną żonę: nigdy nie miałem żadnej innej kobiety, a poza tym już z nią definitywnie zerwałem.

Premier najpierw oskarżył prezydenta o to, że niepotrzebnie robi panikę i domaga się głów, po czym sam ściął owych głów więcej, niż ktokolwiek się domagał. Po to, by uparcie twierdzić, że ścięci byli całkowicie niewinni i niesłusznie oskarżani, a aktu dekapitacji dokonał na ich własną prośbę.

Najgorsze dla rządu jest to, że co chwila plącze się w zeznaniach. Przez cały tydzień słyszeliśmy, że szef CBA, informując premiera o sprawie nieprzekazanej prokuraturze, „zastawił na niego pułapkę”. Po czym wyszedł na jaw, wcale zresztą niespecjalnie ukrywany, dokument, który dowodzi jasno, że to sam premier kazał mu się o takich sprawach informować przed nadaniem im oficjalnego biegu.

Wielokrotnie też słyszeliśmy, że premier nakazał pisać ustawę o hazardzie od nowa po tym, jak się dowiedział o nieprawidłowościach – po czym Michał Boni z sejmowej trybuny wysypał, że premier nakazał to 30 lipca, przed informacją z CBA, co znaczy, że politycy PO załatwili Rysiowi to, o co zabiegał, wcale nie na 90 proc., ale na 100.

Przez cały dzień PO i sprzyjający jej propagandyści utrzymywali, że nie tylko nie ma afery stoczniowej, ale ministrowi Gradowi wręcz należy się medal, że tak dbał o „jedynego” oferenta, który chciał przejąć całą stocznię i produkować w niej statki. Ale z dokumentów ujawnionych na stronie ministerstwa jasno wynika, że takich oferentów było więcej, z podsłuchu zaś – że cała transakcja, o czym Grad wiedział, była przykrywką dla lewych rozliczeń z międzynarodowym handlarzem bronią.

Trzeba mieć naprawdę bardzo szeroko zamknięte oczy, by uparcie tego nie zauważać.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Media na wojnie z mediami

12 paź 2009

Co zrobić w sytuacji, gdy wiarygodność partii rządzącej i samego premiera została nadszarpnięta oskarżeniami o nadużywanie władzy, załatwiactwo i niejasne powiązania? Ponieważ już to przerabialiśmy, nikt nie powinien mieć wątpliwości.

Przede wszystkim, należy odsunąć rządzącą partię od władzy, bo dopóki ma wpływ na prokuraturę, służby specjalne i media, nie można liczyć na to, że zarzuty zostaną uczciwie i bezstronnie wyjaśnione.

Kryzys państwa, spowodowany zakwestionowaniem uczciwości rządzących i ich demokratycznego tytułu do sprawowania władzy, wymaga, by wszystkie partie opozycyjne porozumiały się i odłożywszy na bok dzielące ich różnice, powołały po pierwsze „rząd techniczny”, a po drugie odpowiednią liczbę komisji śledczych, które na użytek społeczeństwa ujawnią całą prawdę o naturze skorumpowanych rządów, tak aby nigdy już, w żadnych wyborach, skompromitowana partia nie miała szansy powrócić do władzy.

Przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Panie Sławku, pan się nie wstydzi

11 paź 2009

„Zwolennicy Busha nie będą dziś szczęśliwi”; tymi słowami członkini Komitetu Noblowskiego otwarcie przyznała, że nagrodę Obamie dano na złość George’owi W. Bushowi.

W przeciwieństwie do tej pani sądzę jednak, że to właśnie powód, aby ludzie, którzy Busha wbrew lewackiej poprawności cenią, ucieszyli się. Trudno o lepszy hołd dla „dubya” niż fakt, że jest jedynym w dziejach człowiekiem, który ma, choćby au rebour, aż dwa pokojowe Noble, a może trzy.

Na pewno „na złość” Bushowi dano wszak nagrodę już Carterowi, który też niczego specjalnego dla pokoju nie zwojował, a prawdopodobnie „na złość” było też istotnym powodem wyróżnienia Gore’a (choć tu znacząca była też światowa popularność religii „klimatyzmu”).

Wrogość bywa hołdem. Gdy na przykład czytam słowa pani Kublik, która w typowym dla siebie stylu pluje na Anitę Gargas, przestrzegając przed powrotem do telewizji twórczyni „Misji specjalnej” – to mogę tylko gratulować, bo wielokrotnie ujawniona nienawiść tej osoby i podobnych jej „cyngli” do „Misji” jest najlepszym dowodem, że był to bardzo dobry program i daj Boże w telewizji takich więcej.

Gdybym zresztą miał kiedyś taki wybór, to wolę być tak znieważany, jak Gargas przez Kublik, niż tak chwalony, jak Tusk przez swego świeżo zdymisjonowanego kapciowego Sławomira Nowaka, który w wywiadzie dla „Polski” oznajmia wprost, że Tusk jest „wielkim geniuszem”.

Ktoś może pomyśli, iż „spuszczony” totumfacki, wyskakując z takimi słowami, przesadził. Jako człowiek od lat obserwujący polityków mogę zapewnić, iż mają oni bardzo stępioną wrażliwość na pochlebstwa i kupują pochwały, które człowiek normalny uznałby za kpinę.

Może więc pan liczyć, panie Sławku, że, mówiąc Sienkiewiczem, „tą smołą smarując, daleko pan zajedzie”.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop