Subotnik Ziemkiewicza
Najwięcej do powiedzenia o kolorach mają zwykle daltoniści. Najwięcej do powiedzenia o sprawach wiary mają ludzie, którzy wydają się zupełnie niewrażliwi na głód Boga, a religię traktują, w najlepszym wypadku, jako pewnego rodzaju tradycję, która może nawet być ładna i godna kultywowania, ale kto by ją brał zbyt poważnie, po prostu się wygłupia. Pewnie dlatego, że komentowanie cudów, liturgii czy procedur prawa kanonicznego przychodzi takowym znacznie łatwiej niż wierzącym.
Nie wiem, ile czasu zajęło „Newsweekowi” przygotowanie okładkowego materiału o, jak to nazywa, „kościelnych rozwodach”. Mnie zajęło dwa tygodnie zastanawianie się, czy powinienem tę publikację komentować. Z jednej strony, nie wydaję się sobie szczególnie do tego upoważniony, z drugiej − sądzę, że mam w tej kwestii coś do powiedzenia. Może bym zachował to dla siebie, gdyby w następnym z kolei numerze „Newsweek” nie zatrudnił do komentowania domniemanego cudu w Sokółce upadłego dominikanina, który czas pewien temu ogłosił, iż utracił wiarę − i który oczywiście orzeka, że cuda eucharystyczne, a bodaj i sama w ogóle eucharystia, to zabobon, ciemnota, i, mówiąc słowami młodego wieszcza, „karczemnej wytwór gawiedzi w głupstwa wywarzony kuźni”. Faktycznie, trudno było znaleźć do tych spraw lepszego eksperta.
Co do owych, jak mawia „karczemna gawiedź”, a „Newsweek” po niej powtarza, „kościelnych rozwodów”, autor wspomnianego tekstu widzi w nich tylko obłudę. Wierni na potęgę oszukują sądy biskupie, kler doskonale sobie z tego zdaje sprawę, ale udaje, że wierzy w szczerość składanych tam zeznań, liczba orzeczeń o nieważności małżeństwa wzrasta lawinowo, co zinterpretowane jest wyłącznie jako dowód, iż polska wiara jest coraz bardziej fasadowa, nieszczera i na pokaz. Bo, rzecz jasna, jedyną dostrzeganą przez publicystę „Newsweeka” przyczyną, dla której ktoś może chcieć orzeczenia o nieważności swego pierwszego ślubu, jest presja obłudnego społeczeństwa na „kościelne” małżeństwo i związane z nim obrzędy.
Taka perspektywa, oczywiście, uniemożliwia dostrzeżenie istoty problemu.
Problem tkwi w tym, że tradycyjne pojmowanie nierozerwalności węzła małżeńskiego prowadzi do zasadniczej sprzeczności praktyki Kościoła z duchem nauki Chrystusa. Albowiem podstawą owej nauki i tym, co stanowi o wyjątkowości chrześcijaństwa na tle wszystkich innych religii, jest to, że nikogo ona definitywnie nie odrzuca. Kościół, jeśli stwierdzi to kanonicznymi procedurami, ogłasza niekiedy, że ten lub inny człowiek dostąpił świętości. Nigdy natomiast nie ogłasza nikogo potępionym. Nawet Stalina. Bo każdy grzech może zostać wybaczony, każda wina może zostać zmazana. W jednej z najpiękniejszych legend chrześcijaństwa święty Dionizy zwraca się do samego Szatana słowami: nawet ty, gdybyś wyrzekł się grzechu i podjął pokutę, możesz zostać zbawiony.
W kwestii małżeństwa natomiast Kościół stanowi, iż jeden popełniony w życiu błąd skreśla człowieka raz na zawsze. Nieważne, czy byłeś młody, głupi, pijany, skoro już zdecydowałeś się wziąć ślub z nie tą osobą, z którą należało, to po tobie. Nie masz dostępu do sakramentów, nie masz prawa czuć się częścią Kościoła, jak trafi ci się bardzo ortodoksyjny proboszcz, to nawet nie zostaniesz pochowany w poświęconej ziemi. Przegwizdane.
Tak, wiem, proszę mnie nie poprawiać − to wszystko grozi nie za samo rozstanie z nietrafnie wybranym małżonkiem, ale za wejście w nowy, niesakramentalny związek. Ale to żadna odpowiedź na cisnące się pytania do sumienia. Podam, dla przykładu, tylko jedno. Jeśli pierwsze małżeństwo było kompletnie nieudane, nietrafione, chore, i podtrzymywanie go za wszelką cenę, jak należałoby w zgodzie z nauką Kościoła zrobić, oznaczałoby tylko wzajemne zadawania sobie męczarni przez obie strony, i gorzej jeszcze, skazanie na wychowywanie się w tej męczarni dzieci, co musiałoby je psychicznie zdeformować na całe życie − a drugi, niesakramentalny związek jest udany, i potomstwo z niego ma szansę na szczęśliwy „kraj lat dziecinnych”, to co tu właściwie jest dobrem? Uparte trwanie za wszelką cenę w tym pierwszym, czy jednak ten drugi?
Kościół zdaje sobie sprawę, że coś tu jest nie tak, i zarazem nie potrafi sobie z problemem poradzić. Ale też coraz bardziej nie może sobie pozwolić na to, by sobie z nim nie poradzić. A problem, mierzony liczbą związków zwanych przez Kościół niesakramentalnymi, narasta, bo człowiek współczesny bardziej niż kilka pokoleń temu przekonany jest, iż ma prawo dążyć do szczęścia. I trudno to uważać za dążenie złe, choćby z uwagi na dzieci, których spłodzenie i dobre wychowanie jest wszak celem małżeństwa. Celem, którego w związku dysfunkcjonalnym spełnić się nie da.
Poszerzenie listy kanonicznych przyczyn o niedojrzałość którejś ze stron do małżeństwa, który to paragraf najczęściej jest w procesach o stwierdzenie nieważności ślubu używany, wydaje się próbą stworzenia pewnego rodzaju wentyla. Fakt, pojęcie niedojrzałości jest rozciągliwe i daje pole do nadużyć. A w jakim sądzie nie dochodzi do nadużyć? W jakim nie zdarza się ludziom brać fałszywych świadków, kłamać i sięgać po inne niegodne sposoby osiągnięcia zamierzonego celu?
Dla niektórych to wszystko nie ma za grosz sensu. Bo w ogóle wiara nie ma dla nich sensu. Z definicji. Tylko po co w takim razie się pchać z butami w sprawy, których się nie rozumie?









@ andrzej2000 z 24/10/2009 o 22:52
,, Mam podejrzenie, że największymi krytykami kościoła są ci, którym nie w smak jest uznawanie niektórych postępków za grzech. Chcieliby pogrzeszyć i mieć czyste sumienie. Mnie tam często kusi, ale nie obwiniam za to kościoła, czy religii,,.
*** W pelni sie zgadzam. Pamietam swoj pierwszy, mlodzienczy bunt przeciw Koscolowi. Bardzo wtedy bylem zly na Kosciol, ze mnie ograniczyl. Wyobrazalem sobie, co moglbym robic , gdyby nie wewnetrzne hamulce wyrzutow sumienia, jak latwo by mi bylo siegac po przyjemnosci, po uzycia, po miejsce w hierarchii spolecznej, jak latwo stawac do rywaizacji z tymi, co nie maja skrupulow, tylko wprost siegaja, po to, czego chca.
Przezwyciezylem go dopiero, gdy stanalem przed zyciowa decyzja zycia latwego i przyjemnego. Zdalem sobie wtedy sprawe, ze nie takiego zycia chce, ze to nie moje zycie, ze niemogl bym w nim byc soba i u siebie, ze byloby to pobocze zycia prawdziwego, zycia w ktorym mozna doznac spelnienia, zycia nad ktorym mozna panowac.
Paradoksalnie dopiero odrzucajac oferowana mi wolnosc od ograniczen Kosciola poczulem sie prawdziwie wolnym. Dopiero wtedy przyznalem racje Kosciolowi, ze odrzuca droge do szczescia na skroty, ze stawia wysokie wymagania, ale wymagania na miare ludzkich mozliwosci.
Bóg zapłać Towarzyszu Redaktorze. Bóg Zapłać!
Panie Ziemkiewicz. Tak mi sie /moze tylko/ wydaje, ze Pan by chcial, ale nie moze!
Problem przez Pana opisywany, to nie tylko problem katolicki, to przedewszystkim papieski….to problem spoleczny, ktorego sam kosciol nie jest w stanie rozwiazac a nawet pojac…
To zenujacy temat tak spoleczenstwa a przede wszastkim dla swiata katolickiego….gdy sie spojrzy na malzenstwa i rodziny /chocby w szerszym zakresie/ – z jakich by nie bylo „stron”, ktore dalej nie tylko nie moga prowadzic godnego i przyjaznego zycia…..i aby dalej egzystowac tworza nowe zwiazki tak rodzinne jak i przyjacielskie, ale juz po za zdogmatyzowanym swiatem religijnym….
…w nowych i pozyteczniejszych warunkach potrafia stworzyc i lepsze i godniejsze zycie nie tylko dla siebie ale swemu potomstwu dac pelnie do zycia bez falszu, obludy i zaklamania tzw. Christ Corporation”
Szanowny Panie Redaktorze to przecież Newsweek i Gazeta Wybor-cza jest jak mawiał młody poeta ”karczemnej wytworem gawiedzi w głupstw warzony kużni”.”…z głupkami się nie dyskutuje jak powiedział pan Cejrowski pani Senyszyn…” więc nie będę męczył klawiatury. Za to pozdrawiam i przyjemnej niedzieli życzę
„zatrudnił do komentowania domniemanego cudu w Sokółce upadłego dominikanina, który czas pewien temu ogłosił, iż utracił wiarę ….. Faktycznie, trudno było znaleźć do tych spraw lepszego eksperta.”
Podazajac tym tokiem rozumowania krytykowac komunizm moga tylko zagorzali komunisci, Wyborcza moga krytykowac tylko redaktorzy tam zatrudnieni, co Pan u licha pisze?
To moze jeszcze niech pedofile sami zadecyduja czy pedofilstwo powinno byc karalne czy nie?
moze przed slubem koscielnym,zapoznac sie dokladnie z sakramentem malzenstwa. idac w tym kierunku myslenia mozna raz zabic,raz ukrasc,raz byc agentem i kosciol ma to tolerowac
Poadrawiam red, Rafała i dzięki za mądry felieton.!!**//
ile warte jest dziś słowo ludzkie? dlaczego nie wymagamy od siebie prawdy i dotrzymywania obietnic? czy jesteśmy świadomi decyzji, które podejmujemy?
Powody nieważności małżeństwa: zatajona ciężka choroba psychiczna, bigamia, wymuszenie małżeństwa, kłamliwe oświadczenie miłości, której nie ma, wyjątkowo ciężkie zaburzenia
charakterologiczne, zwł. na podłożu zmian organicznych mózgu. Jakiekolwiek inne powody sugerowane sądom kościelnym są bez znaczenia – zwł. t.zw. niezgodność charakterów! Nawet najlepsze małżeństwo jest stale z racji niedoskonałości natury ludzkiej, narażone na pokusy i kryzysy. Człowiek bez bożej łaski jest słaby
i niestały w uczuciach! Właśnie o tę łaskę powinien zabiegać każdy wierzący w Boga, a nie szukać usprawiedliwienia dla swoich błędów. Pan Redaktor z trudem skrywa własną, małostkową tęsknotę za poszerzeniem owego wentyla rzekomej wolności od małżeńskich więzów! Tymczasem rzecz się ma tak: z Bogiem, albo przeciw Bogu. Zakonnicy, którzy stracili wiarę są przeciw Bogu i Jego Kościołowi, a ich słowa są fałszywym świadectwem! Nie zapominajmy, że prawdziwym celem człowieka jest świętość i wieczne życie w Bogu!
„Co nie jest możliwe u ludzi, jest możliwe u Boga” – nawet anulowanie małżeństwa. I o co tu tyle krzyku?
Panie Bronku, nie wiedziałam, że jest pan az takim bigotem, nie wygląda pan, zwlaszcza w telewizji śniadaniowej, kiedy nie zdazy sie pan ogolic. Pozdrawiam, Marysia.
Aha! Jeszcze jedna uwaga. Jeśli jedna strona oszukuje na procesie, to po wyroku ta uczciwa, dalej uważa, że jest w związku sakramentalnym i jak ona ma sobie układać życie na nowo, skoro wie, że wyrok jest fałszywy. Przysięga jest przysięgą, tym bardziej sakramentalna…. mógłbym tak jeszcze długo wyliczać, ale „mądrej głowie, dość”……
Krótko – najlepiej by było, gdyby katolicy mieli co najmniej wiedzę dotyczącą Nauki Kościoła (ogólnie Wiary) na poziomie swojego wykształcenia, inżynier na poziomie wyższym, pomocnik murarza na poziomie podstawowym i wówczas nie byłoby problemu. Dlatego proponuję poduczyć się i pokornie uznać naukę Jezusa. Wiadomo, że cel nie uświęca środków i że szatan nigdy nie będzie zbawiony (wiedza podstawowa), więc proponuję przeprosić czytelników, spojrzeć na siebie z pokorą, poduczyć się i dalej robić dobą robotę, ale po zdobyciu nowego doświadczenia i wiedzy, Wystarczy kilka książek, może spotkanie z egzorcystą lub jakieś rekolekcje, przykro mi jak mam Pana bronić za takie dzisiejsze brednie, to się nie da. Czekam na inne teksty, jak zawsze, no, prawie zawsze, świetne – i nie wyszło krótko…. Pozdrawiam.
Jako ortodoksyjny, może czasem niedouczony rzymski-katolik, dość długo (2 lata) byłem przygotowywany do małżeństwa przez paru fachowców, a w tym oczywiście jednego księdza. W tym czasie „wybranka” nie była jeszcze określoną. Szanownemu gronu nie udało się obrzydzić mi stanu małżeńskiego. Stan kapłański obrzydził Najwyższy, bez niczyjej pomocy.
Ponad czterdzieści lat małżeństwa uprawnia do opublikowania kilku prawd:
1. Gdy hormony były w stanie wrzenia, powtarzałem sobie KOCHAJ BEZ ZŁUDZEŃ.
2. Kapitalną sprawą jest obserwowanie jak zmienia się najbliższy człowiek i stąd porada – DZIĘKUJ BOGU ZA MĄDRA ŻONĘ, BO INACZEJ ZGŁUPIEJE CI ZA KARĘ NA STARE LATA.
3. Gdy ktoś zapyta, czy jesteś w małżeństwie szczęśliwy? ODPOWIEDŹ JEDNA – CZASAMI.
4. KOCHASZ = JESTEŚ ODPOWIEDZIALNY. (to podkreślał b. mocno JP2)
I można by jeszcze wiele „świntych” prawd przytoczyć, ale i tak nie przekona to tych, co chcą być SZCZĘŚLIWYMI bez ustanku i najlepiej za darmo, nic z siebie nie dając.
Na koniec jeśli trafi się nieszczęście pamiętaj – Z BOGIEM SIĘ NIE NEGOCJUJE. Abrahamowi się zdarzyło, ale jak i o co negocjował???!!!
Panie Rafale Ziemkiewiczu!
Zapewniam o szacunku. Proszę przyjąć najlepsze życzenia z okazji święta Archanioła Rafała.
P.S.
Idąc tropem myśli Pana Stanisława Michalkiewicza przekornie dodam, iż między Michnikiem, a Rydzykiem jest miejsce na „żywą cerkiew”. (To dla wtajemniczonych)
@ singing nightingale z 24/10/2009 o 20:56
,,Nierozerwalnosc malzenstwa to rzecz cenna ale czasem trzeba ludziom pozwolic sie rozejsc. Chowanie dzieci w “piekle” nie sluzy nikomu a juz najmniej dzieciom,,.
*** Do tego, aby sie rozejsc wystarczy separacja.
Mysle, ze i dla dzieci kontakt z rodzicami jest latwiejszy i glebszy uczuciowo przy separacji, jak przy obecnosci macoch i ojczymow.
*** Spoleczenstwo powinno robic chcacym sie rozwiesc jak najwieksze problemu, kazac przechodzic proby i testy psychologiczne , rozmowy terapeutyczne, obowiazkowe spotkania z tymi, ktorzy jednak se z rozwodow czy separacji rozmyslili, a takze tymi, co sie rozwiedli i zaluja, ale juz sie nie mogo ponownie zejsc.
*** Silna rodzina jest niezbedna nie tylko jej samej, ale i spoleczenstwu lako calosci.
Rozwody sa dzialaniem aspolecznym i tak powinny byc traktowane rowniez przez Panstwo przy nakladanie podatkow.
Konieczny jest duzo wiekszy nacisk wychowawczy na dokonywanie wyborow zyciowych przede wszystkim swiadomych i odpowiedzialnych, dobrze przemyslanych co do konsekwencji.
Nauki przedmalzenskie musza sie konczyc egzaminem z dojrzalosci w czlowieczenstwie, a nie tylko zaliczeniem za obecnosci. W tej chwili jest zbyt latwo brac slub.
Nie ze wszystkiego mozna sobie w zyciu kpic. Wiekszosc wyborow ma konsekwencje nieodwracalne – lepiej wiec szukac madrosc przed dzalaniem.
Lepiej nie szukac iluzji nowoczesnosci, gdy nie ma sie pelnej pewnosci , ze nowe bedzie lepsze od starego.
Zwlaszcza w sprawach moralnych , to, co nowe, to niemal zawsze juz dawno odrzucone, negatywnie sprawdzone stare, jakies poganskie ,,odgrzewane kotlety,,.
Na nas sie swiat nie konczy. Mamy go przekazac naszym nastepcom w nie gorszym stanie , jaki zastalismy i z nie mniejszymi perspektywami zyciowymi dla nich i ich nastepcow.
Takie zagmatwane tematy powinny być dyskutowane na lamach prasy czy wydawnictw religijnych a nie na lamach prasy świeckiej. Dyskusja powinna się toczyć pomiędzy teologami a nie pomiędzy stronami uwikłanymi w tym konflikcie. Kościół i państwo powinny być oddzielone i te dwie domeny w życiu publicznym nie powinny być mieszane ze sobą.
Takie dylematy jakie porusza RAZ nie są łatwe do rozwiązania bo nie można mieć ciastka i je zjeść. Jeżeli się rozwodzę a Kościół na takie coś nie wyraża zgody to wtedy odchodzę z Kościoła a jeżeli chce pozostać w Kościele to się nie rozwodzę i staram się tak żyć żeby rodzina i bliscy nie cierpieli przeze mnie. Publiczne dyskusje na temat podany przez RAZ nie maja najmniejszego sensu bo to są sprawy: albo w te albo wewte i nie ma w nich tzw. ziemi niczyjej. Trzeba podjąć decyzje i z nią żyć, proste jak świński ogon.
Do tych znawców przedmiotu dodam zaciekłych krytyków Radia Maryja. Najczęściej nigdy nie słuchali, ale wiedzą, że jest „złe”.
Małżeństwo i rodzina to rzecz święta, zwłaszcza kiedy pojawiają się dzieci. Raczej trzeba się skupić na tym, aby pokonywać trudności, niż szukać łatwych rozwiązań w postaci rozwodu. Mam podejrzenie, że największymi krytykami kościoła są ci, którym nie w smak jest uznawanie niektórych postępków za grzech. Chcieliby pogrzeszyć i mieć czyste sumienie. Mnie tam często kusi, ale nie obwiniam za to kościoła, czy religii.
@ czarna.pati (24/10/2009 o 12:44 ) napisała:
„Mąż zostawił mnie z dwojgiem dzieci. Wyszedł, zatrzasnął za sobą drzwi i… tak już jest 15 lat. Czułam się wyklętą ze społeczności kościelnej. Ani przyjmowania komunii (a to na mszach od razu rzuca się w oczy), ani w pełni uczestniczenia w nabożeństwach.”
Czy Pani konsultowała swoją sytuację w Kościele Katolickim z księdzem, czy z osobą przypadkową (wszystkowiedzącą). Zamiast zazdrościć więźniom radości pojednania, lepiej byłoby wybrać się po poradę do kancelarii parafialnej albo do konfesjonału. Z Pani postu wynika, że jest Pani osobą samotną, po rozstaniu z mężem, więc może niepotrzebnie tkwi Pani w błędzie.
Pozdrawiam serdecznie
@ HanyszAmeryki: (24/10/2009 o 16:33) napisał:
„Kiedy Kosciol formulowal zasady dotyczace nierozerwalnosci malzenstwa, wiekszosc zwiazkow malzenskich nie twala dlugo – z przyczyn naturalnych. Ludzi po prostu zyli o wile krocej niz dzisiaj”
A ja czytałem, że:
„Nasze życie trwa lat siedemdziesiąt,
lub – gdy silni jesteśmy – najwyżej osiemdziesiąt…”
(Psalm 90, cyt. za Biblią Warszawsko-Praską).
Czyżby psalmista fantazjował, czyż jest on jedynym autorem tekstu, czy tak mu pasowało do rymu? A pisał to kilkaset lat przed Chrystusem.
@Maciej,
Lepiej radowac sie zyciem niz dzwigac jakis krzyz. To jest lepsze i dla zainteresowanej osoby i dla jej otaczenia i dla calego spoleczenstwa. Radosc zycia!
> Tylko po co w takim razie się pchać z butami w sprawy, których się nie rozumie?
mhmm
Ciekawe, czy redaktor coś wie o gejach, bo chętnie o nich mówi? Ciekawe, czy wie, jak to jest być w niechcianej ciąży? Bo przecież chętnie mówi o usuwaniu ciąż? Niewątpliwie coś wie o KRUS-i, wszak z niego rolnik zawodowy pełną twarzą. Moralista na miarę IV RP.
Krzyż to krzyż. Święta Teresa z Avila poprosiła (w jednej ze swych wizji) Chrystusa, by dał jej inny niż ten co dźwiga. Ten, wprowadziwszy ją do pokoju z setkami różnych krzyży, pozwolił jej wypróbować to ten, to tamten… Zaś na końcu znalazła taki, bardzo ciężki, którego dźwiganie zrozumiała jako to prowadzące do Zbawienia. I co się okazało? Że to był ten sam, o którego zamianę prosiła – jej własny…
Od Pana Boga – tak mi się wydaje – zależy jak krzyż dostajemy i jak daleko JEMU zaufamy, powierzymy się dźwigając go.
Takie szukanie unieważnień małżeństw na siłę – nie twierdzę absolutnie, że w każdym przypadku – ale z naciąganych powodów, to szukanie sobie lżejszego krzyża – najlepiej by był ze styropianu i miał z tyłu małe, dobrze naoliwione kółka…
@ Luksja z 24/10/2009 o 16:27
Zeby jeszcze bylo ,,tak sobie mysle,, to bylbym pewny ze to nowa mutacja znanego wszystkim Stanislawa, a tak to trzeba rozszerzyc krag podejrzanych.
Najpierw jednak odniose sie tylko do jednego tematu, za to dosc czesto sie pojawiajacego u wrogow Kosciola – celibatu ksiezy.
kazdy z nas, stworzonych na obraz i podobienstwo Pana Boga jest depozytariuszem m.in. ,,nasienia Bozego,,.
Chodzi mi oczywiscie o ,,nasienie duchowe,, , ktore mozemy uzywac do tworzenia swoich dziel, do kreowania swojej wolnej woli, rozwijanie swojego umyslu przez nauke, cwiczenia swojego ciala, przez hartowanie go w przeciwnosciach, panowanie nad swoimi pozadaniami, a nawet potrzebami, przez wyprobowywanie cnoty, przez asceze, panowanie nad emocjami mimo silnych szczerych uczuc.
,,Nasienia,, bedacego zrodlem naszej mocy w poczuciu swojej tozsamosci, w poczuciu bycia soba i u siebie i bycia z tego dumnym.
Kazdy z nas, nie tylko ksiadz staje przed tymi problemami, wlacznie z panowaniem nad swoja seksualnoscia, czy to w okresie mlodzienczym, gdy hormony szaleja, czy w zyciu malzenskim, kiedy to sa takie sytuacje, ze ,,nie mozna,,.
To tu, przyklad ksiedza jest dla nas wazny. Pomoca jest swiadomosc, ze on powstrzymuje sie cale zycie, ze nie jestesmy zwierzetami podleglymi slepym instynktom i nieodpornymi na okazje. (nawet przypadki, ze sa sytuacje, ze niektorzy ksieza sie okresowo gubia, nie maja tu wiekszego znaczenia).
Na panowaniu nad swoim cialem silami swojego ducha budujemy nasze czlowieczenstwo.
Gdy tego nie robimy, nasze ,,nasienie duchowe,, po prostu jednoczy sie ze zwyklym nasieniem i przestajemy sie rozwijac, dojrzewac w czlowieczenstwie i ladujemy w jakims stanie posrednim miedzy zwierzeciem, a czlowiekiem.
Natomiast jesli chodzi o ewentualny przyklad ksiedza, jak prowadzic zycie malzenskie, wychowywac dzieci, to przyklad ksiedza bylby niewatpliwie zanizeniem wymagan, jakie stawia Kosciol.
Sluzylo by to zapewne spoufalaniu sie, kombinatorstwu, przescigiwaniu sie w ocenach zlosliwie krytycznych, by dla siebie znajdowac furtki do grzeszenia, a i samego ksiedza moglo by wpedzac w oblude, nawet w sytuacjach niewinnosci, ale z jakichs powodow dwuznacznosci.
Od swiecenia przykladem mamy przede wszystkim Jezusa i Maryje, oraz wszystkich swietych, a jako przyklad swietosci ,,Ojca naszego Niebieskiego,,.
Poza tym ksiadz jest ,,ojcem duchownym,, wobec swoich parafian. Nie tylko wykorzystuje posiadane duchowe ,,Boze nasienie,, do siania w serca wiernych ,,nasienia ducha,, , ale i z wszystkimi stara sie zyc w ojcowskiej zazylosci. Pozostawanie w celibacie czyni go w tym bardziej wiarygodnym. Pozwala mu bardziej skupic sie na samej ,,dobrej misji,, bez komplikacji rodzonych przez domniemania czyjegos krytykanctwa, uwazanie, by dobrze wypasc jako ,,aktor,, – skupiac sie na tresci, a nie na formie, na sednie, a nie na pozorach.
Z tego tez wzgledu postulujacych zniesienie celibatu ksiezy nalezy raczej pytac ,,Dlaczego zle zycza Kosciolowi,, , juz nie tyle jako instytucji, co jako zgromadzeniu wiernych ?
dziękuję, jak zwykle tekst cenny bo pomocy w zrozumieniu rzeczywistości.
Jan C. Pisze:
24/10/2009 o 18:43
@ singing nightingale z 24/10/2009 o 17:34
,,Dzisiaj nierozerwalnosc malzenstw to nonsens kompletny,,.
*** Uwazam, ze nonsensem kompletnym jest panskie zdanie,
———————
Wolnosc opinii to rzecz cenna.
************
Jan C. kontynuuje:
„Czym chce Pan zastapic silna rodzine ? Panstwem ? Prawem ? Wiezieniem ?”
—————–
Silniejsza rodzina. Nierozerwalnosc malzenstwa to rzecz cenna ale czasem trzeba ludziom pozwolic sie rozejsc. Chowanie dzieci w „piekle” nie sluzy nikomu a juz najmniej dzieciom.
@ Z.Domolewski.
,nie bylo NAS przy tym.
„Cy może Pan przytoczyć dosłowną wypowiedź Chrystusa w tej kwestii ” Nie , bo nawet papierz TEGO nie moze !
Pozdrawiam.
Panie Rafale
rozumiem Pana że wszystko się kiedyś kończy i nie należy nigdy się zobowiązywać do czegoś na trwale.
Po prostu małżeństwo powinno być powtarzane co ileś lat. Co ile toteż do dyskusji.
Zwyczajnie zakończył się czas i możemy się rozejść jeżeli się sobie nie podobamy.
Ludzie już ten problem rozwiązali. Po prosty nie pobierają się ze sobą i w każdej chwili są gotowi na rozejście.
Ewangelie są bardzo niewygodne, bo ucza, że są decyzje których się nie da odkręcić. Nie zarobiłeś – talent nie wykorzystany – tracisz wszystko co masz i idziesz do ciemnicy. Nie wziąłeś oliwy, lampa zgasła i koniec nie weszłeś , drzwi zamknięte.
W Ewangeliach cały czas uczą że to cżlowiek decyduje i że niekiedy decyzje są ostateczne.
Kościół nie zapewnia szczęscia na ziemi, natomiast jest instytucją która przez swoje reguły powoduje że nieszczęść powodowanych przez ludzi jest najmniej. Wszystkie inne reguły – inne religie lub światopoglądy – powodują, że jest ich dużo więcej.
Panie Rafale, żal czytać takie teksty. Tym większy żal, im większy szacunek dla Pana osoby i dokonań publicystycznych. Pan zna w ogóle treść katolickiej przysięgi małżeńskiej? Otóż słowa mają pewne znaczenie, niezależnie od tego, czy komuś to odpowiada, czy nie. Pan przeszedł na jakieś pozycje dekonstruktywistyczne? Jeśli ktoś młody i głupi zaciągnie dług, to potem musi go spłacić – TAK, CZY NIE?! Czy może wystarczy, że powie „przez ten dług jestem nieszczęśliwy, byłem młody i głupi jak brałem” i w związku z tym sprawę uznajemy za niebyłą? Pana zdaniem małżeństwo jest mniej ważne od długu?
I co niby Kościół ma teraz zrobić, żeby dorosnąć do Pana oczekiwań? Zmienić końcowe słowa przysięgi na „oraz że Cię nie opuszczę aż do czasu, gdy znajdę sobie lepszą babę/chłopa”? A może przysięgę zostawić po staremu, tylko niech ksiądz dobrodziej w kazaniu powie, że to wszystko w ogóle wielkie głupstwo i żeby nikt nie brał tego zbyt poważnie?
I dlaczego, mając tak lekkie podejście do przysięgi, czepia się Pan zakonników, którzy w poszukiwaniu „szczęścia” złamali swoje śluby zakonne?
Zawiodłem się. Brak odpowiedzialności nie może być promowany, zwłaszcza przez kogoś, kto uważa się za prawicowca. Nie jesteś pewny poczekaj. Wiem: własna krzywda boli najbardziej.
Do @smutny Pisze:
Cy może Pan przytoczyć dosłowną wypowiedź Chrystusa w tej kwestii, podając ewangelię, rozdział i i wers żebym miał możność przypomnienia sobie? Pozdrawiam.
@ singing nightingale z 24/10/2009 o 17:34
,,Dzisiaj nierozerwalnosc malzenstw to nonsens kompletny,,.
*** Uwazam, ze nonsensem kompletnym jest panskie zdanie, co argumentuje juz w powyzszych wpisach.
*** Ciekaw tez jestem jak Pan wychowa ludzi, aby trwali w poczuciu bezpeczenstwa od dziecka do starosci, co jest konieczne dla ich integralnosci psychicznej i duchowej ?
Czym chce Pan zastapic silna rodzine ? Panstwem ? Prawem ? Wiezieniem ?
Czy sa one w stanie uchronic przed strachem ?
Czy naucza odwagi, dzielnosci, prawdomownosci, ofiarnosci, konsekwencji i logicznego myslenia, rozrozniania eufemizmow i idiomow, przenosni i porownan, przezwyciezania cierpien, ponoszenia odpowiedzialnosci, poczucia wolnosci, w jej ograniczeniach wolnoscia, rownoscia i braterstwem innych ludzi ?
A kto ma nauczyc milosci do innych ludzi, kto nienawisci zla i w ogole rozrozniania dobra i zla ? Bajki o Harrym Potterze ? Asertywnosc, bezstresowosc wychowania ?
Kto przytuli, otrze lzy, jak wszedzie beda tylko wolnosci, prawa i obowiazki , przewaznie obowiazki ?
Pan Ziemkiewicz ostatnio poszerza swoje perspektywy. Jakieś trzy tygodnie temu stwierdził że w interesie Polski jest zrozumienie wreszcie że musimy „grać na Niemców”, bo sami nic nie ugramy. Co jest, jak sądzę, rzeczą z której większość polskiej sceny politycznej zdała sobie sprawę gdzieś około końca 1989 roku. Teraz oświeca nas że małżeństwo, nawet kościelne, może być nieudane – i nie ma się co w nim męczyć. Przełomowe odkrycie. Zastanawiam się co usłyszymy za kolejne dwa tygodnie – może że nie ma co się wkurzać na niektórych ekologów ponieważ tylko niektórzy z nich działają wyłącznie w imię interesów Rosji (o czym była mowa w artykule sprzed 3 tyg) a wręcz przeciwnie niektórym leży na sercu nasze polskie dobro wspólne? Wypada pomarzyć.
Kk. odczep sie od ludzi inaczej myslacych . NIKT nie dal wam patentu na doskonalosc i na wiedzenia wszystkiego lepiej !!!
Sam zacznijcie zyc wedlug tego co nauczacie !!!!! Jestescie pazerni ,zaklamani i swoim postepowaniem wystawiacie falszywe swiadectwo swemu Panu ,ktoremu powinniscie sluzyc bez okradania Go z Jego przykazan i nauk !!!! Dajcie NAM przyklad jak powinno sie zyc wedlug JEGO przykazan i nauk . Wtedy i tylko wtedy bedziecie mieli prawo NAS pouczac !!!!!!! Pozdrawiam .
Panie Redaktorze
Z przyjemnoscia przeczytalem Panski artykul.
Nie mam czasu aby przeczytać wszystkie komentarze ale nie mógłbym być szczęśliwy jeżeli chociaż jedna osoba z mojego obecnego związku (wspólmałżonka, dziecko) byłaby nieszczęśliwa z podjęcia przeze mnie decyzji o rozwodzie.
Gdy malzenstwo laczylo nie tylko ludzi ale tez majatki – chlopskie, szlacheckie, magnackie, krolewskie – wtedy nierozerwalnosc malzenstwa miala sens. Zwlaszcza przy laczeniu krolestw bo rozwod mogl oznaczac wojne. A wojna to bylo wieksze zlo niz nieudany los dwojga ludzi.
Dzisiaj nierozerwalnosc malzenstw to nonsens kompletny.
Dodam jeszcze, ze problemy z nieudanym malzenstwami maja przede wszystkim ludzie nieodpowiedzialni, kierujacy sie zasada typu: ,,dzis bedzie fajnie, a jutro jakos to bedzie,, , czy ,,o problemach jutra bedziemy myslec jutro,,.
Druga ogromna grupa, to taki typ ludzi pysznych, wciaz niedoswiadczonych zyciowo, a odpornych na nauki, ktorzy na kazdym kroku chca pokazywac ,,co to nie ja,, , ludzi przekonanych, ze poradza sobie ze wszystkim, ze nagna druga strone do swoich wymagan.
Latwosc rozwodow, czy ,,uniewaznien malzenstwa,, tylko robi krzywde tym ludziom i krzywde ich mozliwemu potomstwu.
Przeciez majac do dyspozycji takie ,,gumki do wymazywania przeszlosci,, beda z cala pewnoscia zawierac zwiazki jeszcze bardziej niedojrzale, np. podpierane seksem przedmalzenskim, czy bazujace na oczekiwanej pomocy rodzicow, a nawet panstwa, czy Kosciola.
Postulowanie ulatwien w rozwodach, czy uniewaznieniach malzenstwa to ,,niedzwedzia przysluga,, dla mlodych.
To rowniez zrodlo welkich zaklocen w zyciu wspolnoty ludzkiej, braku oparcia dzieci i mlodziezy w silnej, wielopokoleniowej rodzinie, jako ostoi ladu spolecznego., jako bazie dla poczucia bezpieczenstwa, jako przykladu tradycji i kultury, przechowalni skarbow duchowych, dumy, honoru, i innych cnot meskich i kobiecuch, wiary, patriotyzmu i historii.
Jesli Pan Ziemkiewicz ma byc obronca naszej WIARY, wole raczej JEJ wrogow z Newsweeka i Gazety Wyborczej.Juz od pewnego czasu oczekuje ,ze tworca michnikologii teoretycznej posypie glowe popiolem, i pojawi sie (cudownie ? ) w stopce wyzej wymienionego dziennika.Pecunia non olet.Lepiej ??? byc milionerem,niz popelnic samobojstwo z troski o ojczyzne.,,jak dziennikarz z Naszej Polski.
Pozdrowienia Panu, Redaktorze i niektorym Czytelnikom,
Rozterki Pana, dotyczace prawa zabierania glosu w wyzej poruszonym temacie sa nie na miejscu. Prasa republikanska ma obowiazek zajmowania sie reperkusjami spolecznymi obojetne jakiej natury, w tym i rezultatow nauki Kosciola Powszechnego, mysle ze nalezy wprowadzic tutatj restrykcje, zaciesniajac problem do kosciola powszechnego w Polsce. W wypowiedzi Pana znac brak zwrocenia uwagi na druga strone problemu, zwiazanego z rozwodami. Otoz kosciol zmusza, moze bardziej nakazuje, moze bardziej wytycza inna droge postepowania malzonkow, to jest szukania tego co jest istota malzenstwa, z zalozenia obciazonego « niedoskonalosciami », jak kazdy problem « ziemski ». Wniosek z tego taki, ze nie nalezy potepiac istniejacego prawa kanonicznego dotyczacego rozwodow, bowiem prawo to naklada na spolecznosc obowiazek odpowiedzialnosci, ustawicznej pracy takze w obrebie rodziny, w celu umacniania zwiazku malzenskiego. Rozwod to pojscie na « latwizne » w wiekszosci przypadkow, trudniej jest rozpracowywac i dopracowywac zagadnienia, ktore moga byc przyczyna rozwodow. A wiec prawo koscielnie jest prawem wymagajacym, na miare Czlowieka, bedacego odbiciem samego Boga. Jest inny temat, wymagajacy spolecznego podjecia. To domena aktywnosci Kosciola Powszechnego w Polsce, znajac zas hierarchiczna strukture Kosciola, domena aktywnosci hierarchow kosciola Powszechnego w Polsce. Ostatnio Pani Redaktor (prosze wybaczyc ze zapomnialem godnosci tej Pani) w jednym z ostatnich numrow « Rzeczpospolitej » wskazala jakze celnie, ze obecne wystapienia oficjalne hierarchow Kosciola w Polsce ograniczaja sie tylko do problemu « in vitro », doodajmy do tego problem rozwodow. A wiec problematyka dotyczaca tylko i wylacznie « swiata zewnetrzengo » w stosunku do struktur koscielnych, mysle tu o kaplanach. W 1991 roku, miedzy 1 a 9 czerwca, Papiez Jan Pawel II wypowiedzial podczas pielgrzymki do Polski, znamienne slowa : « Oto Dekalog : dziesiec slow. Od tych dziesieciu prostych slow zalezy przyszlosc czlowieka i spoleczenstwa. Przyszlosc narodu, panstwa, Europy, swiata », nastepnie zas « Katechezy zwiazane z Dekalogiem sa moze najlepsza przysluga, jaka pielgrzymujacy Papiez mogl oddac swym Rodakom ». Powstaje pytanie, gdzie sie zapodzialo przypominanie i omawianie reszty Dekalogu przez obecnych hierarchow Kosciola polskiego ? Czyzby nie mieli odwagi zmierzyc sie z problemem, bowiem ciezar zbyt duzy do udzwigniecia ? Panie Rafale, prosze wciagnac do wspopracy wymieniona Pania redaktor i zaczac omawiac te kwestie, nie czekajac na przyzwolenie « purpuratow », ani tym bardziej nie czekajac, aby kolejny « dominikanin », sklocony z zyciem i z Bogiem bral sie za objasnianie zawilosci Wiary.
Z powazaniem
Czytelnik
Prosze o nie zamieszczanie postow, uzywajacych mojego logo. Zas do informacji czytelnikow : Dominikanie zostali powolani do zwalczania herezji w sredniowiecznej Europie, w zwiazku z rozpszestrzenianiem sie kataryzmu. Rzezie, mordy, stosy, z przyzwoleniem samego papieza, Innocentego III. Kataryzm, herezja, wykazujaca sie jednak wysokim stopniem humanizmu, zostala wytepiona metodami barbarzynskimi, tym wiekszymi, im wieksze byly upokorzenia Kosciola dokonane przez muzulmanow w Ziemi Swietej, tuz po zdobyciu Jeruzalem, bowiem rozchodzi sie o ten sam okres. Fatalne swiadectwo metod uwczesnego Kosciola Pwszechnego.
Te wszystkie rozważania nie mają sensu.Walka komunistów z wierzącymi w Boga w naszym kraju trwa nadal.Wycieczka członków wiadomej organizacji do Hiszpanii,w celu poznania sposobów walki z wierzącymi odnosi sukcesy,co zauważamy w publikowanych w mediach reklamach,filmach o tematyce religijnej,rozmowach w studioTV, z pseudo księżmi.Komuniści wieżą że wrócą do władzy,i nadal boją się kościoła,ale jako”organizacji” skupiającej miliony Polaków.
Związki zaw. załatwili wspólnie z liberałami,został tylko kościół,który jako jedyny w tym upodlonym politycznie kraju może wpływaqć jeszcze na NARÓD. A że mają w kosciele swoich czerwonych towarzyszy,to rę walkę wygrają,ale wygrają z”organiazacją”nie z naprawdę wierzącymi w Boga chrześcijanami.
Redaktor Ziemkiewicz napisal bardzo rozsadny artykul. Chcialbym cos do tego dodac: Kiedy Kosciol formulowal zasady dotyczace nierozerwalnosci malzenstwa, wiekszosc zwiazkow malzenskich nie twala dlugo – z przyczyn naturalnych. Ludzi po prostu zyli o wile krocej niz dzisiaj, wiec sila rzeczy malzenstwa konczyly sie wczesnie. Obecnie Kosciol probuje sobie poradzic z sytuacja, w ktorej ludzi zyja dostatecznie dlugo, aby w koncu odechcialo sie im ich malzonkow lub malzonek.
,,Newsweek,, i jego sponsorzy, podobnie, jak i cala seria ,,zdradzieckich mediow,, , tub reklamowo – propagandowych, zmieniajacych nasze zycie w komercje, sa zainteresowani jak najszerszym sianiem demoralizacji.
Demoralizacji jako przestrzeni do robienia latwych interesow z popadajacymi w egoizm, w nalogi i niewole,
z chetnie wchodzacymi w nie swoja skore,
z nie dbajacymi o swoja tozsamosc, o swoje korzenie, o prawde, o przyszlosc.
Prawdziwej wiary utracic nie mozna.
Mozna miec przejsciowe watpliwosci, ktore jednak Bog pomaga rozwiewac i dojsc do wiary jeszcze glebszej, sprawdzonej.
Ci, co ,,traca wiare,, najczesciej nigdy jej nie mieli, a w Kosciele szukali tylko egoistycznego interesu. Nikt im nie jest w stanie pomoc, dopoki sami goraco nie zapragna powrotu do zycia ,,po Bozemu,, jako najlepszego dla kazdego z nas.
Co do argumentu ,,niedojrzalosci do zwiazku malzenskiego,, jako uzasadnenia do ,,koscielnych rozwodow,, , to oczywiscie sa przypadki ewidentnego oszustwa, ktore jednak ujawniaja sie bardzo szybko, wrecz zanim komukolwiek stanie sie krzywda z uniewaznienia takiego zwiazku.
Prawie zawsze jednak jest to niedojrzalosc obustronna, ktora z czasem powinna przejsc w obustronna dojrzalosc.
Najczesciej jest to naduzyce jednej strony , ktora ,,dojrzewa,, , ktora ,,wyrasta ze zwiazku,, , ktora potrafi juz nawiazywac zwiazki ,,zdrowsze,, , ,,szczesliwsze,, , ale z partneram, ktorzy tez juz ,,dorosli,, do takich zwiazkow – zwiazkow pozornie tylko udanych, zwiazkow ,,poprawnych,, , rowniez politycznie, ale wewnatrz pustych, zwiazkow bez glebi, bez pamieci walki o przetrwanie, zwiazkow tylko ,,na dobre,,.
Los dzieci w tych nowych zwiazkach tez tylko na pozor jest lepszy. Wprawdzie sa otaczani lepszej jakosci opieka i zyja w wiekszych luksusach, ale zyja bez zwiazku z realizmem zycia, z jego prawda. Zyja bez zdolnosci do przezwyciezania bolu, bez odwagi wchodzenia w cierpienie, bez zdolnosci do poswiecenia sie, bez szukania drogi ,,na skroty,, – rowniez do szczescia,, – drogi ,,zalatwiania,, a nie zapracowywania..
Jesli kochaja, to ,,za,, , a nie ,,dla,,.
W szukaniu uniewaznienia starego zwiazku, by wejsc w nowy jest pycha – traktowanie nowego stanu posiadania jako swoja wylacznie zasluge, a wiec i wlasnosc i ,,powod,, do wywyzszania sie.
Pycha, jako zawlaszczenie czegos, co tak naprawde jest wlasnoscia malzenstwa, by to wyniesc ze soba do innego zwiazku, a porzuconego partnera zyciowego jeszcze obciazac wina, zgodnie z psychologiczna zasada, ze jak kogos skrzywdzimy, to i znienawidzimy.
Po to, by szukac swojego szczescia – w egoizmie, w samozatraceniu w uludach i przyjemnosciach.
Jakby to bylo mozliwe go tam znalezc.
Nierozerwalnosc malzenstwa jest najuczciwszym z mozliwych rozwiazaniem sprawy.
Od chwili slubu nie ma juz ,,ty,, i ,,ja,, – jestesmy ,,my,, jest jednosc.
Uczciwe podejscie do malzenstwa nie moze byc poswiecaniem sie jednej strony, by druga dojrzewala, ,,przepoczwarzala sie,, i odlatywala jak motyl z krzywda tej pierwszej, pozostawionej sobie samej, pozbawianej dorobku wspolnego.
Malzenstwo, to deklaracja milosci wzajemnej.
Faktem jest , ze nie daje sie dojrzewac jednoczesnie, ale mozna zawsze dojrzewac ,,dla nas,, a nie ,,dla siebie,, dbac i o dojrzewanie tego idacego wolniej w rozwoju duchowym, w swiadomosci rzeczywistosci.
Malzenstwo to dane sobie wzajemnie slowo.
Slowo, ktorego przestrzen wyznacza nasza wolnosc, poza ktora jest tylko swawola i samozatracenie, albo zniewolenie.
Slowo, ktore jest szlachectwem, ktore zobowiazuje, chocby z wlasna strata.
Slowo, bez ktorego zadne relacje ludzkie nie maja sensu.
Slowo, poza ktorym jest tylko gwalt, przemoc, terror, zniewolenie i zezwierzecenie.
Bezcenna jest rowniez sakramentalnosc malzenstwa,, dajaca malzonkom moc przezwyciezania wszelkich kryzysow, przez milosc wzajemna dzieki milosci Chrystusa, uzdalniajacej nie tylko do niesienia ,,swojego krzyza,, ale i noszenia ,,swoich krzyzy,, nawzajem.
Niewatpliwie wbrew intencjom ,,Newsweeka,, okazuje sie, jak wazna dla ludzi jest ta sakramentalnosc ich zwiazku malzenskiego, dla ktorej zadaja sobie tyle trudu, aby zabiegac o uniewanienie pierwszego zwiazku, by moc wejsc w drugi.
Trudny temat,ale małżeństwo jest egzaminem trwającym całe życie.Jedno jest pewne,nie każde małżeństwo da się uratować,czasem jednak dla dobra dzieci chyba lepiej je przerwać.Jestem za zniesieniem celibatu dla Księży,ponieważ rodzina Księdza mogłaby być przykładem dla parafian,a Księża wiedzieliby o czym mówią,mówiąc o małżeństwie ,i wychowaniu dzieci,teraz to dla nich abstrakcja.Jednak szanować należy decyzje Głowy KK.Wiem jedno nasze sumienie w ostatnich czasach okrutnie ogłuchły i oślepły na swoje własne występki,natomiast są szalenie wyostrzone na „występki”Bliźnich.Dotyczy to WSZYSTKICH warstw społecznych,i kulturowych,a przecież my-chrześcijanie mamy nieustannie pracować nad sobą,aby się stawać lepszymi, miłosiernymi,i uczciwymi,GDZIE to WIDAĆ w codziennym życiu?Gdzie to miłosierdzie w rodzinach,wśród sąsiadów,w pracy?Jak tylko ktoś powie,że jesteśmy my chrześcijanie w jakimś temacie np. źli,lub grzeszni,to MY zamiast zastanowić się,bo może coś jednak jest na rzeczy zachowujemy się,tak jakby nikt nie miał prawa nas krytykować!Może to jednak pozostałość z czasów gdy NIKT nie miał prawa krytykować spraw wiary ,i Kościoła,bo groźiła za to śmierć ,lub ostracyzm społeczny.Bóg Jedyny wie co jest słuszne,jeżeli zaś naczelnym przykazaniem zadanym nam przez Niego jest by,miłować Boga,oraz Bliźniego to należałoby starać się te przykazania zachować w Sercu,i się do nich stosować.Chrześcijanin bez miłości bliźniego,chyba nie jest w pełni chrześcijaninem.
wszystko sie wpisuje w potrzebe „nawracania” – na tz chama.
pamietam jak mnie nawracano w latach 90 na katolicyzm – gdzie sie dało – teraz mamy tendencje odwrotna – „wytlumaczyc katolom”
mamy taka tendencje do nawracania wszystkich – leczenia rozowymi paradami , hepeningami „artystycznymi ” krzyże , penisy , krucjaty tv trwam , wychowywanie narodu przez tvn , wyborcza itp
dajcie mi zyć
Kwestia pozostania razem w zwiazku, ktory jest wyraznie niedopasowany, tylko ze wzgledu na dogmaty religijne jest przejawem masochizmu spolecznego i myslowego. Oczywiscie w wypadku gdy malzenstwo ma dzieci, odpowiednia rama bezpieczenstwa dla nich musi byc zapewniona czy dobrowolnie czy tez przy pomocy sadow.
Jest ironia ze obecne ponad-narodowe instytycje jak NATO. Unia czy Bank Swiatowy ma tendencje wywierania naciskow na obszary z ludnoscia o roznych tradycjach, kiedy dla wiekszosci ludzi na niektorych tych obszarach zamieszkujacych „rozwod” i calkowita seperacjabylaby obopolnie korzystna (przynajmniej przez pewien okres czasu).
Lestek
cyt:
A w jakim sądzie nie dochodzi do nadużyć? W jakim nie zdarza się ludziom brać fałszywych świadków, kłamać i sięgać po inne niegodne sposoby osiągnięcia zamierzonego celu?
OK, w kraju kradną więc ja rąbnę panu samochód, bo co?
w jednym się z Panem zgadzam – rzeczywiście, prezentuje Pan katolicką mentalność.
Z poważaniem
zniesmaczony czytelnik
Bezposredni link do „Cheaper to keep her”:
http://www.youtube-nocookie.com/v/Hx24WZ8Cf78
Ku rozwadze:-)
Nauka Chrystusa jest w tym wzgledzie jednoznaczna. Pare tygodni temu byla odczytywana w czasie mszy. Byc moze ta nauka byla warunkowana historyczną sytuacja kobiety po rozwodzie, ale jej wykladnia nie pozostawia zadnych watpliwosci.
Kosciol katolicki w USA ma z tym problem, tak jak wszyscy. M.in. istnieje problem wybaczania, w przypadku gdy zla nie mozna juz cofnac. Poza tym koscioly niekatolickie oferuja tu wieksza wygode…
Generalnie wykladnia Kosciola katolickiego jest jasna. W kontaktach z rozwodnikami staraja sie jednak wlaczac ich we wspolnoty, prosza, zeby podchodzic po blogoslawienstwo (zamiast do komunii–wielu ludzi tak tu robi), mozliwa jest zawsze rozmowa ze spowiednikiem itp. Zatem nie jest to calkowite wykluczenie, nie jest to kara wiezenia, nie jest to rozstrzelanie. Jezeli Kosciol mowi ze nie wolno, to mowi… Kosciol nie ma wiekszej wladzy, ma tylko wewnetrzne reguly, ktore scalaja wspolnote. I bardzo sobie cenie, ze nie jest to sekta, ale nieinwazyjna indywidualna droga dla utrzymania rownowagi duchowej. Opinie „Newsweeka” na temat zasad tej wspolnoty sa tyle warte, co apele do rodzicow, zeby pozwalali dzieciom ogladac ulubione programy telewizyjne po 22-giej. Ja tego nie kupuje. Poza tym na rynku dostepne jest pelne spektrum opinii. Wybor rozmowcy oraz takiej a nie innej opinii jest po prostu programowa decyzja „Newsweeka”.
Nie lekcewazmy tez socjologicznej wagi problemu: lepiej nie dawac sygnalu, ze juz mozna. Widzialem sytuacje, kiedy rozwod okazal sie rozwiazaniem pozornym. Problemy nie zniknely, a pojawily sie nowe, np. finansowe… zartobliwie opisane w piosence „Cheaper to keep her” Blues Brothers’: http://www.youtube.com/watch?v=Hx24WZ8Cf78.
Pozdrawiam!
Pytanie, „czy czlowiek ma prawo do rozwodu”, jest chyba, podejzewam, tozsame z pytaniem,” czy czlowiek ma prawo do grzechu”.Dopuszczalnosc rozwodu jest jednoznacznie okreslona w ewangeli, wiec czym sa watpliwosci w tym zakresie?
Co do cudu w Sokolce – Jezus powiedzial wyraznie ” Cuda moga robic TYLKO JEGO Apostolowie !!!! Po smiercy OSTATNIEGO Apostola NIKT nie bedzie maial daru robienia cudow : Cuda pojawiajace sie PO smierci OSTATNIEGO Apostola beda TYLKO I WYLACZNIE dzielem SZATANA . Dla tego nie mamy dawc sie zwodzic TYM cudom”!!!!!!
Pozdrawiam .
No ale kk . na cudach robi wielka kase ,dlatego tez nie mowi PRAWDY na temat cudow po smierci Apostolow . Judaszowe srebrniki nie parza w zachlanne rece !!
TO ZDUMIEWAJĄCE – ile wysiłku, ile pasji, ile zaciekłości poświęcają ateiści
sprawom BOGA – który nie istnieje. Życie swoje poświęcają i własne pieniądze i okładki magazynów – aby zajmować się NICOŚCIĄ. Aby walczyć z czymś – co nie istnieje. Jakby nie mogli zająć się własnymi sprawami. Dlatego kościół nie ma wrogów. To jego wrogowie, dzień i noc mają przed oczami kościół. Mają swoją masońską religię, w której w miejsce Boga postawili siebie samych. Tak trzeba – aby się wypełniły pisma. Aż nad światem zaświeci słońce życia. Aż wyjawią się ukryte zamysły serc wielu… PS. Jednak ci „ciemni” chrześcijanie chcą akceptacji swojego kościoła, zamiast brać piątą żonę lub „żonego” … tak sobie