Subotnik Ziemkiewicza
Najwięcej do powiedzenia o kolorach mają zwykle daltoniści. Najwięcej do powiedzenia o sprawach wiary mają ludzie, którzy wydają się zupełnie niewrażliwi na głód Boga, a religię traktują, w najlepszym wypadku, jako pewnego rodzaju tradycję, która może nawet być ładna i godna kultywowania, ale kto by ją brał zbyt poważnie, po prostu się wygłupia. Pewnie dlatego, że komentowanie cudów, liturgii czy procedur prawa kanonicznego przychodzi takowym znacznie łatwiej niż wierzącym.
Nie wiem, ile czasu zajęło „Newsweekowi” przygotowanie okładkowego materiału o, jak to nazywa, „kościelnych rozwodach”. Mnie zajęło dwa tygodnie zastanawianie się, czy powinienem tę publikację komentować. Z jednej strony, nie wydaję się sobie szczególnie do tego upoważniony, z drugiej − sądzę, że mam w tej kwestii coś do powiedzenia. Może bym zachował to dla siebie, gdyby w następnym z kolei numerze „Newsweek” nie zatrudnił do komentowania domniemanego cudu w Sokółce upadłego dominikanina, który czas pewien temu ogłosił, iż utracił wiarę − i który oczywiście orzeka, że cuda eucharystyczne, a bodaj i sama w ogóle eucharystia, to zabobon, ciemnota, i, mówiąc słowami młodego wieszcza, „karczemnej wytwór gawiedzi w głupstwa wywarzony kuźni”. Faktycznie, trudno było znaleźć do tych spraw lepszego eksperta.
Co do owych, jak mawia „karczemna gawiedź”, a „Newsweek” po niej powtarza, „kościelnych rozwodów”, autor wspomnianego tekstu widzi w nich tylko obłudę. Wierni na potęgę oszukują sądy biskupie, kler doskonale sobie z tego zdaje sprawę, ale udaje, że wierzy w szczerość składanych tam zeznań, liczba orzeczeń o nieważności małżeństwa wzrasta lawinowo, co zinterpretowane jest wyłącznie jako dowód, iż polska wiara jest coraz bardziej fasadowa, nieszczera i na pokaz. Bo, rzecz jasna, jedyną dostrzeganą przez publicystę „Newsweeka” przyczyną, dla której ktoś może chcieć orzeczenia o nieważności swego pierwszego ślubu, jest presja obłudnego społeczeństwa na „kościelne” małżeństwo i związane z nim obrzędy.
Taka perspektywa, oczywiście, uniemożliwia dostrzeżenie istoty problemu.
Problem tkwi w tym, że tradycyjne pojmowanie nierozerwalności węzła małżeńskiego prowadzi do zasadniczej sprzeczności praktyki Kościoła z duchem nauki Chrystusa. Albowiem podstawą owej nauki i tym, co stanowi o wyjątkowości chrześcijaństwa na tle wszystkich innych religii, jest to, że nikogo ona definitywnie nie odrzuca. Kościół, jeśli stwierdzi to kanonicznymi procedurami, ogłasza niekiedy, że ten lub inny człowiek dostąpił świętości. Nigdy natomiast nie ogłasza nikogo potępionym. Nawet Stalina. Bo każdy grzech może zostać wybaczony, każda wina może zostać zmazana. W jednej z najpiękniejszych legend chrześcijaństwa święty Dionizy zwraca się do samego Szatana słowami: nawet ty, gdybyś wyrzekł się grzechu i podjął pokutę, możesz zostać zbawiony.
W kwestii małżeństwa natomiast Kościół stanowi, iż jeden popełniony w życiu błąd skreśla człowieka raz na zawsze. Nieważne, czy byłeś młody, głupi, pijany, skoro już zdecydowałeś się wziąć ślub z nie tą osobą, z którą należało, to po tobie. Nie masz dostępu do sakramentów, nie masz prawa czuć się częścią Kościoła, jak trafi ci się bardzo ortodoksyjny proboszcz, to nawet nie zostaniesz pochowany w poświęconej ziemi. Przegwizdane.
Tak, wiem, proszę mnie nie poprawiać − to wszystko grozi nie za samo rozstanie z nietrafnie wybranym małżonkiem, ale za wejście w nowy, niesakramentalny związek. Ale to żadna odpowiedź na cisnące się pytania do sumienia. Podam, dla przykładu, tylko jedno. Jeśli pierwsze małżeństwo było kompletnie nieudane, nietrafione, chore, i podtrzymywanie go za wszelką cenę, jak należałoby w zgodzie z nauką Kościoła zrobić, oznaczałoby tylko wzajemne zadawania sobie męczarni przez obie strony, i gorzej jeszcze, skazanie na wychowywanie się w tej męczarni dzieci, co musiałoby je psychicznie zdeformować na całe życie − a drugi, niesakramentalny związek jest udany, i potomstwo z niego ma szansę na szczęśliwy „kraj lat dziecinnych”, to co tu właściwie jest dobrem? Uparte trwanie za wszelką cenę w tym pierwszym, czy jednak ten drugi?
Kościół zdaje sobie sprawę, że coś tu jest nie tak, i zarazem nie potrafi sobie z problemem poradzić. Ale też coraz bardziej nie może sobie pozwolić na to, by sobie z nim nie poradzić. A problem, mierzony liczbą związków zwanych przez Kościół niesakramentalnymi, narasta, bo człowiek współczesny bardziej niż kilka pokoleń temu przekonany jest, iż ma prawo dążyć do szczęścia. I trudno to uważać za dążenie złe, choćby z uwagi na dzieci, których spłodzenie i dobre wychowanie jest wszak celem małżeństwa. Celem, którego w związku dysfunkcjonalnym spełnić się nie da.
Poszerzenie listy kanonicznych przyczyn o niedojrzałość którejś ze stron do małżeństwa, który to paragraf najczęściej jest w procesach o stwierdzenie nieważności ślubu używany, wydaje się próbą stworzenia pewnego rodzaju wentyla. Fakt, pojęcie niedojrzałości jest rozciągliwe i daje pole do nadużyć. A w jakim sądzie nie dochodzi do nadużyć? W jakim nie zdarza się ludziom brać fałszywych świadków, kłamać i sięgać po inne niegodne sposoby osiągnięcia zamierzonego celu?
Dla niektórych to wszystko nie ma za grosz sensu. Bo w ogóle wiara nie ma dla nich sensu. Z definicji. Tylko po co w takim razie się pchać z butami w sprawy, których się nie rozumie?





“Najwięcej do powiedzenia o kolorach mają zwykle daltoniści” – ?? To takie słuszne jak reszta poglądów Rafały Ziemkiewiczowej
Po prostu wybór małżonka to bardzo poważna i ważna sprawa i dlatego jak ktoś zrobi to “po pijaku czy jak był młody i głupi” to potem całe życie cierpi. To jest sedno sprawy – że ludzie coś co jest superważne traktują z lekceważeniem, a potem jak sie z własnej winy sparzą to szukają problemu wszędzie, ale nie tam gdzie on jest.
Dobrze jest tak jak jest i mam nadzieje, że Kościół niczego nie zmieni, bo zdaje się nie ma żadnych pod ewentualne zmiany podstaw.
Pieniądz jest bożkiem,który otwiera podwoje na salony nawet kościelne.Tak sobie myślę o wiarygodności ślubów kościelnych jak o “łódce Bols” lub “piwie bezalkoholowym” z przymróżeniem oka. Królewski przywilej trafił pod strzechy w ramach miłości blizniego.
Ja jednak uważam zawarcie małżeństwa za fakt nieodwracalny jak np urodzenie dziecka. “Pytanie do sumienia” godzi w zasadę wierności zasadom – niemożliwe jest porównywanie stopnia szczęśliwości “drugich” do “pierwszych” /małżeństw czy dzieci/ bez spełnienia się jednych i drugich.
Nie ma czegoś jak kościelne rozwody. Jest unieważnienie małżeństwa, czyli stwierdzenie nieważności małżeństwa w chwili jego zawarcia z powodu konkretnej przyczyny. Sprawy o unieważnienie przed sądem biskupim trwają pięć, siedem lat.
Dlaczego teraz jest taki wysp tego typu spraw? ponieważ osoby zakładające nowe rodziny chcą nie żyć w grzechu, chcą uczestniczyć aktywnie w życiu społeczności religijnej, a po trzecie wiedzą, że to unieważnienie jest łatwo obecnie załatwić, to czemu nie spróbować.
Wynka z tego, że wcześniej rozwód i ponowne małżeństwo bez skaramentu, tak nie uwierało jak obecnie. Zmienia sie więc nastawienie do duchowego aspektu małżeństwa.
Kościół nie ma wyjścia i rozszerza i uelastycznia powody, które mogą być przesłankami do unieważnienia małżeństwa, aby nie tracić wiernych. Rozwody są faktem i ich liczba z roku na rok będzie się zwiększała.
Artykuł w Newsweeku mocno akcentuje i daje podpowiedź: co trzeba zrobić aby uzykać unieważnienie małżeństwa. Jest więc pewnego rodzaju wykoślawionym poradnikiem. Sądy biskupie pewnie teraz odczuwaja oblężenie.
I pańskie dziwne dla mnie oburzanie nic tu nie zmieni.
Tekst bardzo potrzebny ale do ilu czytelnikow dotrze? Kolorowy tygodnik bardziej przyciaga oko ( nie zawsze myslace). Wykpic, osmieszyc, zaszokowac, zniechecic – to sprzedaje sie tym latwiej im bardziej dotyczy tego co tradycyjnie bylo bronione i szanowane. Dlaczego tak sie dzieje? Grzech nie jest normalnoscia i przyszloscia ludzkosci. Grzesznikami jestesmy wszyscy, bladzimy, ale nie obawiajmy sie poprawiac. Wesolego Halloween dla czytelnikow Newsweek’a.
1. Istnieje możliwość separacji i samotnego wychowywania dzieci
2. Istnieje możliwość wychowywania dzieci w tzw. “białym małżeństwie” (choć oczywiście utrzymanie takiego stanu jest trudne. Ale nasza wiara do prostych nie należy)
3. Kościół nikogo nie przekreśla dlatego, że zdradza małżonka (to jest uprawia seks z kimś innym, niż zawarł ślub przed Bogiem). Jeśli dana osoba będzie tego żałowała, to otrzyma odpuszczenie grzechów.
4. Oczywiście trwanie w grzechu (i brak chęci do rezygnacji z niego) uniemożliwia jego odpuszczenie. Tak samo, jak Stalin nie otrzymałby rozgrzeszenia, jeśli chciałby dalej mordować ludzi (nie użyłbym porównania do Stalina, gdyby nie było go w tekście)
5. “Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!” Mk 10,9
Panie Rafale!
Uwielbiam Pana felietony i zawsze “łapczywie” je czytam, ale w mojej opinii tym razem Pan się myli.
Choć nie jest to powiedziane explicite, a raczej zostało umieszczone “w wielokropku”, to alternatywa albo złe małżeństwo kanoniczne albo udane niekanoniczne, nie jest dobrym punktem widzenia.
Już nie wspomnę, że to “złe” (w sensie ‘quality of life’) może kiedyś stać się “dobrym”, a to “udane” – “nieznośnym”, bo ta świadomość często wymaga osobistej wiary a i heroizmu, ale spytam o jedno: jaka byłaby świadomość małżonków, którzy wiedzieliby, że ich związek JEST jednak rozerwalny, i jaki wówczas byłby los ich dzieci?
Czy per saldo nie byłoby jeszcze gorzej? Ja uważam, że tak. Zwłaszcza, że wiele małżeńskich raf da się w końcu ominąć. No chyba, że wybiera się rozstanie…
Malzenstwo to sprawa powazna. Kosciol traktuje czlowieka powaznie, czego dzisiejszy czlowiek po prostu zniesc nie moze. Czy mysli pan, panie redaktorze, ze ludzie wychowani przez Majewskich, Wojewodzkich, Dody i Owsiakow pozwola sie traktowac powaznie?
Stoje w kolejce po uniewaznienie malzenstwa: chowalam sie na …podworku. Niektorzy dzieki temu dochrapac sie moga prezydentury. …Lecz jesli w dziecinstwie najlepszym przyjacielem kobiety jest klucz, jaki ta dzierzy na szyi niczym krolewski wisior, to w przyszlosci owocuje to jedynie katastrofami, rzadko kiedy krolewskimi insygniami. Jesli mala dziewczynka marzy aby tata juz nigdy nie wrocil do domu, to przyszly ksiaze prawie na pewno okaze sie z czasem Sionobrodym.
To prawda, ze Dary Ducha “pracuja” na naturze czlowieczej, problem w tym, ze dziecko wzrastajace w strachu nie ma pojecia o swojej naturze. Sinobrody przyjedzie tu z “pomoca”, atoli, kiedy dzieki niemu przejrzymy na oczy, pozostawanie z nim dalej w swietym wedzidle jest cena niemozliwa do uiszczenia.
pozdrawiam i zycze udanego weekendu.
Bardzo mądry i pożyteczny tekst. Pan Rafał jak zwykle posługuje się skalą porównań. Dla każdego człowieka o mentalności otwartej, oraz o aksjologii transgresyjnej pozbawionej zacietrzewienia oraz resentymentu glosa dla obiektywnych i uczciwych sądów.
A propos upadłego dominikanina… Podobnie jak upadły jezuita stał się on ekspertem w temacie religii od – powiedzmy – Newsweeka w lewo. To jest nieuczciwe. To tak jakby mniej więcej doktora G. prosić o komentarz nt. etyki lekarskiej…
Wypowiedzi ww. zakonników nacechowane są bynajmniej racjonalnym wywodem tylko zacietrzewieniem i frustracją przegranych ludzi. Wypowiedź “eksa” , który w dwóch zdaniach wielką mistyczkę św. Faustynę sprowadził do roli egzaltowanej ofiary kościelnego mobbingu nadaje się w swojej religijnej przenikliwości na łamy antyklerykalnych fanzinów. Nie zdarzyło mi się przeczytać jakiejkolwiek wypowiedzi “eksów” B. czy O., które nie były by odreagowywaniem lat spędzonych w zakonie.
Piszę o tym, bo można o sprawach wiary pisać z perspektywy niekatolickiej z należytym szacunkiem, jak choćby M. Eliade czy J. Nowosielski. Ale do tego trzeba mieć odrobinę pokory i być zintegrowanym na poziomie minimum. Jeśli każda wypowiedź nt. kościoła będzie egzorcyzmowaniem pamięci swoich lat spędzonych w klasztorze to doprowadzi to naszych “eksów” do wrzodów żołądka w najlepszym razie.
Drogi panie Rafale, gdyby pan był aktywnie wierzącym chrześcijaninem zauważyłby pan, że tak zwane kościoły mają w niektórych obszarach niewiele wspólnego z ewangelią Jezusa Chrystusa. Każda denominacja ma tzw liderów, którzy fałszują ewangelię Chrystusa.
Jezus Chrystus mówi do apostołów: ja jeden tylko jestem liderem, a wy wszyscy równi jesteście i nie jesteście wyźsi od innych braci. Nie nazywajcie nikogo Ojcem bo jednego macie Ojca w Niebie. Wiele kościołów postępuje wbrew nauce Jezusa Chrystusa i tak jak za czasów kiedy Jezus chodził po ziemi, lubią trzymać władzę nad tłumami, jak to robili żydowscy kapłani, faryzeusze i Sadyceusze.
W Ew. Łukasza roz. 18 Jezus mówi, że kto opuści dzieci, żonę dla Królestwa Bożego, otrzyma więcej na ziemi a pośmiertnie życie wieczne. Bóg u Jeremiasza 3:8 rozwodzi tzw swoją niewierną żonę Izrael (10 zaginionych pokoleń) i w poprzedzających wersetach mówi, że ona już nigdy do Niego nie może do niego wrócić.
Księża mają żyć w celibacie, a ilu z nich go przestrzega?
Czas go znieść, wtedy ksiądz sam da przykład jak powinno się żyć w rodzinie.
Panie Rafale, niestety teksty o małżeństwie są skażone Pana własnymi doświadczeniami. Myślę, że sa ludzie, którzy mogą pisać o tym bardziej obiektywnie. Pozdrawiam, ma Pan generalnie świetne felietony.
Identyczny tok rozumowania mozna przeprowadzic w celu usprawiedliwienia ,np: nielegalnego lobbingu:prawo jest zle,urzednicy niekompetentni,czas zalatwienia dlugi,a czasem zalatwienie czegos jest w ogole niemozliwe,
@st cyco
Nic dodać, nic ująć…
@Izabella “Sądy biskupie pewnie teraz odczuwają oblężenie”
“Wprost “nr 43 wg Z. Lwa-Starowicza mężczyzna nie uprawiający seksu: “staje się aseksualny ze wszystkimi tego następstwami…
np przedwczesnym starzeniem się, depresją, chorobami sercowo-naczyniowymi”
Czyż taka wizja “serdecznie” dzielącego się swoją wiedzą (to nie pierwsza tego typu wypowiedź) seksuologa nie wprowadza zamętu szczególnie u starszych mężów, którzy z obawy o stan swojego zdrowia zmieniają na gwałt, swoje połowice na bardziej ” troszczące się “.
No i wg tej teorii wszyscy księża to po prostu bez względu na wiek chodzące, schorowane starzyki.
Co pan wyprawia panie red.RAZ? Pisanie na akord obniża poziom felietonów i to w dzisejszym pana felietonie wyraźnie widać. Powinien pan rozważyć, czy nie pisać mniej ale w bardziej przemyślany sposób.
Tylko pan mógł się posunąć do obrony oczywistej obłudy w Kościele Katolickim w kwestii rozwodów koscielnych. A ja odnoszę wrażenie i wiele innych osób, że uczyniono z tego maszynke do robienia pieniędzy. Pokusa okazała sie tak silna, że puściły hamulce. A pan w dodatku usprawiedliwia tę hipokryzję kuriozalnym stwierdzeniem: a ja w jakich sadach nie ma fałszywych świadków czy nieszczerości. Zdaje sie, ze pan potepiał zawsze relatywizm moralny. Teraz sie okazuje , ze u innych. Sąd sądem ale racja musi być zawsze po stronie Ziemkiewicza? Oj, nie udał się panu subbotnik.
Panie Ziemkiewicz,
Pan jako historyk powinien proponować rozwiązanie, jakie swego czasu zastosował Józef Piłsudski. Po prostu zmienić wyznanie. Kościołów Chrześcijańskich jest wiele. Pan tego nie robi, bo – jak czytałem – nie lubi Pan Piłsudskiego.
Ja w każdym razie wybrałbym drogę Piłsudskiego, zamiast drogi łgarstw i obłudy.
Tekst jakby nieco ambiwalentny – ale kto wie czy nie wlasnie dlatego ciekawy.
Faktem zas jest ze jakies 99.5% publikacji mainstreamowych opisuje Kosciol jakby byl jeszcze jedna wielka korporacja. A gdy dotyka spraw wiary to jakby to byl system politycznych pogladow ktore sie debatuje, negocjuje albo glosuje.
I niestety czasem sporo wydarzen potwierdza doswiadczalnie slusznosc takiej perspektywy.
Tyle tylko, ze kto raz zobaczyl prawdziwe kolory ten wie ze to daltonizm
A z reszta – najwazniejsze i tak jest niewidoczne dla oczu.
W tekscie RAZa przebija jakby nutka nadziei na nowy “wentyl bezpieczenstwa” odpowiedni na nowe czasy. Mozna zrozumiec, ale bylbym tu sceptyczny. Duzi nieraz probowali i nie przeszlo, stad mamy np. anglikanow.
Jednak RAZowi uznanie ze znalazl tu znacznie lepszy ton do tych spraw niz pozostale 99.5%.
W zasadzie zgadzam się.
Posrednik kazdy istnieje po to by na tym zarobic, tak tez dzieje sie we wszystkich religiach. Kosciol Katolicki jest w tym mistrzem, ogarniety hipokryzją z wiarą ze ma tel. do Pana Boga. Zaś ludzie chodzą do kosciolow nawet nie wiedzą po co i udają wiernych, a w zyciu codziennym postepuja tak jak by Boga wcale nie bylo. Kto wierzy, to posrednika nie potrzebuje i byle gdzie nie chodzi i nie zawraca glowy innym jaki on jest wierzący – to cala tajemnica
No nie, Panie Rafale, zawiodłem się. Chyba po raz pierwszy, odląd czytam Pana książki i felietony. Że zacytuję:
“to co tu właściwie jest dobrem?”
Dobrem jest, gdy małżonkowie się wysilą i razem spróbują się zmienić, choćby to trwało całe ich zycie, a nie zmienić sobie partnera. Zmiana partnera to zwycięstwo zła i egoizmu, pod płaszczykiem udanego niesakramentalnego związku i “szczęścia” dzieci. A u podstaw wszystkiego stoi błędne założenie, że człowiek tu na tym świecie ma jakieś “prawo” do szczęścia”. Ma je dokładnie tak samo jak fanatycy od “in vitro” mają “prawo do dziecka”. Jest to dokładnie takie samo zaspokojenie własnego egoizmu pod płasczykiem szlachetnych motywów.
Niedługo usłyszymy, że chorzy na raka mają “prawo” do bycia wyleczonym. Nie. I tak samo ludzie, ktorzy “wdepnęli” w “złe” małżeństwo nie mają żadnego prawa z niego dezerterować. Ich zadaniem jest przemienić to małżeństwo i mają na to czas do śmierci jednego z nich. A ucieczka od tego zadania jest dezercją i grzechem (definicję grzechu wszycy chyba znamy, jak nie, to odsyłam do źródeł). Za dezercję w wojsku stawia się pod ścianę i strzela. Kościół jedynie “odstawia na bok” i cały czas trzyma wyciągniętą rękę, żeby pomóc błądzącemu wrócić do Boga.
Mamy tylko jedno prawo: przyjąć lub odrzucić plan zbawienia. Z wszelkimi konsekwencjami dokonanego wyboru. I nie ma dróg na skróty. Jest tylko jedna, wąska droga, i niewielu nią idzie.
Nie potępiam nikogo za niesakramentalny związek. Nie ja jestem Sędzią. Ale nie mogę nie reagować na próby “wybielania” tego grzechu. Grzech jest grzechem. Nie ma czegoś takiego, jak “trochę grzech, ale…”.
Pozdrawiam!
Bóg z wami. I życzę rychłego pokonania eklezjalnej nerwicy, której zasięg na gruncie doktryny katolickiej niemały.
Ale trzeba też zauwazyć, że zdarza się wśród katolików spotkac ludzi szczęśliwych, dla których ich wiara jest wiarygodnym źródłem sensu. I nie ma w nich agresji, która najczęściej przybiera formę przekonania nieprzekonanych i daje wrażenie, że chodzi raczej o walkę z własnymi wątpliwościami… A może to jest problem głownie neofitów, których gorliwość przewyższa świadomość wiary i raczkującą dopiero pokorę..?
W każdym razie jest wielu, dla których doświadczenie wiary dostatecznie głębokie, by pokazywac innym to, co poza fasadą i co od niej bardzo różne. I nie dotyczy to tylko ludzi, którzy intelektualnie biegli i zdolni do subtelnej ekspresji. Czasem to świadectwo jest milczące, a zawiera się w pogodnym spojrzeniu i harmonii w codziennym życiu.
I może w przestrzeni tego zagadnienia wypada odnotować wartość katechumenatu, który wprawdzie wbrew teraźniejszemu przyspieszeniu ogółu spraw, ale może stanowić istotną cieplarnię dla duchowej dojrzałości..?
Duża instytucja – duże problemy, ale w wymiarze mistycznego ciała już łatwiej, bo przez rzeczywistą tożsamość. I mam wrażenie, że niekiedy i w ludzkiej komplikacji rzeczy, to sedno może też stać się wentylem…
“” Jeśli pierwsze małżeństwo było kompletnie nieudane, nietrafione, chore, i podtrzymywanie go za wszelką cenę, jak należałoby w zgodzie z nauką Kościoła zrobić, oznaczałoby tylko wzajemne zadawania sobie męczarni przez obie strony, i gorzej jeszcze, skazanie na wychowywanie się w tej męczarni dzieci, co musiałoby je psychicznie zdeformować na całe życie − a drugi, niesakramentalny związek jest udany, i potomstwo z niego ma szansę na szczęśliwy „kraj lat dziecinnych”, to co tu właściwie jest dobrem? “”
Miłość, warunek zawarcia sakramentu małżeństwa, to poświęcenie – i oto powinno chodzić w tym pierwszym przypadku. Nie można się dawać zniewolić egoizmowi, który mówi: “próbuj dopóty, dopóki będzie ci fajnie i przyjemnie w związku”. Jak już się podjęło to zobowiązanie (małżeństwo), to trzeba się wywiązać z niego, nawet kosztem największego poświęcenia. A większość z problemów wynika przede wszystkim z braku dojrzałości do tego sakramentu. Kościelny ślub jest z założenia dla wierzących, a wierzący powinni mieć tę świadomość. Jeśli decyzja jest nieprzemyślana, przypadkowa lub jakkolwiek sobie to potem ludzie próbują tłumaczyć, to znaczy, że z ich wiarą jest coś nie tak, a nie ze sprawami “przepisów” czy “procedur” w prawie kościelnym.
BTW. Pisze Pan, że osoba XYZ z “Newsweeka” według Pana nie jest odpowiednia do komentowania tej “sprawy”. A jakie Pan i my tu piszący mamy uprawnienie? Wypadałoby poprosić o zajęcie się tą kwestią i wypowiedź przedstawiciela Kościoła, czyż nie?
Panie Redaktorze!
Zasadniczy błąd, jaki jest tu popełniany polega na przyjęciu złej perspektywy. W chrześcijaństwie (tak samo zresztą jak pewnie w każdej innej religii) instytucje kościelne są jedynie (a może aż) sposobem unormowania relacji człowieka z Bogiem. Jednak ta bezpośrednia relacja jest najważniejsza. To człowiek w swoim sumieniu musi rozstrzygnąć kwestię słuszności swego postępowania. A jeśli jest to dla niego za trudne (niekoniecznie z barku rozeznania – może to być kwestia głębokich rozterek wewnętrznych, czy też niebezpieczeństwo zatracenia siebie), z pomocą przychodzi Kościół.
Mówienie więc o obłudzie pod adresem Kościoła jest bez sensu. Może dochodzić co najwyżej do obłudy ludzi wykorzystujących taką czy inną kościelną instytucję. A w tym niczego odkrywczego nie ma. Ciekawe – ile osób spowiada się z wyłudzonych zasiłków i czy ktokolwiek je zwrócił (co jest warunkiem dobrej spowiedzi).
Sakramenty są jak kamienie milowe. Pozwalają ukierunkować nas w naszej podróży. Być może czasem coś co wydaje się zboczeniem z utartej ścieżki A mądrość hierarchicznej struktury objawia się w tym, że wydeptywane na skróty ścieżki nie są akceptowane wyłącznie na podstawie ilości korzystających z niej osób.
Obłuda? Hipokryzja? Kogo? Swiadków? Prosze pamietać, że w ostatnim punkcie, bodaj dziesiatym Sąd Biskupi stwierdza wyraźnie, iż w wypadku kłamstwa, fałszywego świadectwa, przedstawiania nieprawdziwych faktów – małżeństwo wobec Boba pozostaje wazne, nawet gdy Sąd Biskupi da wiare tym (fłąszywym ) świadectwem. Tak, że zostaje jedno: jeśli ktos naprawdę wierzy, to Pana B. nie da sie oszukać….
Z chęcią przeczytałbym co sądzi o tym Tomasz Terlikowski, brakuje mi jego artykułów w Rz.
Pan Adam60 (o10:27)
Tak wlasnie .Takie zdanie mam i ja.
Jest jeden problem utrudniajacy spokojne zycie: ..”.jesli wejdziesz miedzy wrony, musisz krakac jak i one” i to nie tylko w Polsce.
Jest tez z tego pewne wyjscie: nie wchodzic miedzy “wrony” na codzien-(choc to trudno).
Zatem: nie wypowiadac pochopnie swoich opinii (na temat religii, a czasem nie tylko religii) bo: ” mowa jest tylko srebrem, a milczenie jest zlotem.”
To ostatnie -oczywiscie – nie dotyczy Pana Ziemkiewicza i Jego zawsze dobrych felietonow.
Z powazaniem jo
Panie Redaktorze, ma Pan całkowitą rację. Ateista nie powinien zabierać głosu na temat Kościoła katolickiego, zielonoświątkowego czy jakiegokolwiek innego. Tak naprawdę to tylko kolejny atak wrogów Kościoła, jakże często spotykany na łamach Wyborczej. Mogliby zająć się w końcu Kościołem protestanckim lub żydowskim.
A mnie się wydaje, że warto się zastanowić czy Bóg jest dla człowieka czy człowiek dla Boga. Czy obniżanie poprzeczki, bo do niej nie dosięgamy jest wyjściem z trudnej sytuacji? Wszak powiedziane jest że wiara góry przenosi. Że cierpienie można ofiarować. Że kochać to przede wszystkim dawać a nie brać! Warto jest po prostu zastanowić się czym jest prawdziwa miłość? Czy przypadkiem jest ona uobecniona na Krzyżu Zmartwychwstającego JCH. A może warto pójść pod prąd i oddać życie za drugiego. Tylko jak to zrobić? Pozdrawiam Panie Rafale.
Zazwyczaj nie komentuję artykułów w Internecie. Jeśli tym razem zdecydowałem się to uczynić to dlatego, że wydaje mi się, że mam w tej sprawie coś do powiedzenia i gdybym zachował to dla siebie, być może nikt inny o tym nie powie.
Otóż akurat w tym punkcie praktyka Kościoła jest – przynajmniej co do zasady – zgodna z nauką Chrystusa. A nauka Chrystusa w tej akurat sprawie jest tak radykalna, że nawet apostołowie, jak to usłyszeli, rzekli “Jeśli tak ma się sprawa z mężem i żoną, to nie warto się żenić” (Mt 19,10).
Warto bowiem zastanowić się, o czym tak naprawdę mówi Jezus. On nie mówi o sposobie ułożenia sobie życia. Wbrew mniemaniu wielu On nie mówi też o etyce. Na płaszczyźnie etyki bowiem być może wszystko byłoby w porządku z tym drugim związkiem. Jezus natomiast ma inną płaszczyznę. Kto chce iść za Mną niech weźmie swój krzyż i nich mnie naśladuje! Ludzie współcześni nie chcą przyjąć do wiadomości. Jezus wymaga, byśmy podjęli miłość posuniętą tak daleko jak On to znaczy do męczeństwa. Chrystus oddał za nas życie. Małżeństwo oznacza: oddać życie dla męża lub żony.
Otóż jeśli małżeństwo “się nie udało” to każdy z małżonków jest wezwany do “oddania życia” czyli do poświęcenia reszty swojego
życia ziemskiego na modlitwę za tę osobę, z którą nie potrafił wspólnie żyć, a nie na poszukiwanie innego związku.
To tak w skrócie jak jak ja to rozumiem.
I oczywiście nie ma tu nic do rzeczy dostąpienie przebaczenia, które jest zawsze możliwe. Nawet dla tych, którzy się rozwiedli. Ale czym innym jest przebaczenie, a czym innym zadanie jakie się ma w życiu do spełnienia.
Dlatego gdy pisze Pan, że najwięcej do powiedzenia o kolorach mają daltoniści – to ja przywołam łacińskie przysłowie: “medice, cura te ipsum!”.
“Obłuda jest ceną, jaką występek płaci cnocie”: François la Rochefoucauld (1613-1680).
Pan się nie przygotował do tego komentarza:
1. Kościół nie przekreśla osób rozwiedzionych, tylko zabrania przyjmowania Komunii. Kościół stosuje natomiast najwyższy wymiar kary, czyli ekskomunikę, z innych powodów, do sprawdzenia w Kodeksie Prawa Kanonicznego.
2. Prawo kościelne dotyczy żyjących na ziemi, przed śmiercią każdy katolik może przyjąc sakramenty, rozwiedziony też.
3. W miarę możliwości, o ile małżeństwo nie było ważnie zawarte-racje takiego do sprawdzenia w Kodeksie Prawa Kanonicznego- stwierdza się ten fakt i wówczas strony mogą zawrzeć małżeństwo ważne.
4. Praktycznie rozwiedzeni, poza zakazem przyjmowania Komunii, w parafiach są traktowani tak jak inni małżonkowie.
5. Kościół jako jedyna instytucja broni dzisiaj dozgonnego małżeństwa monogamicznego. To, że czasami nie dorastamy do wymagań, ma nas zachęcać do lepszego przygotowania do życia w rodzinie- co Pan pewnie czyni w Pańskim drugim, cywilnym małżeństwie.
6. Zgoda co do tandety komentarzy Bartosia, Obirka, taki np ś.p. jezuita Musioł też krytykował to i owo, ale po uprzednim przygotowaniu i najczęściej rzeczowo.
Ukłony
Poruszył Pan temat, który mnie dotyczy. znalazłam się w podobnej sytuacji. Mąż zostawił mnie z dwojgiem dzieci. Wyszedł, zatrzasnął za sobą drzwi i… tak już jest 15 lat. Czułam się wyklętą ze społeczności kościelnej. Ani przyjmowania komunii (a to na mszach od razu rzuca się w oczy), ani w pełni uczestniczenia w nabożeństwach. Jestem osobą wierzącą i było to dla mnie dużym przeżyciem. Moje zdziwienie postawą Kościoła spotęgował jeszcze jeden fakt. przy okazji wizytowania przez Biskupa diecezji miejscowego więzienia, gdzie przebywało wielu więźniów z dużym wyrokami, w tym za zabójstwo (złamanie 5 przykazania). Jeden z tych więźniów wykazał daleko idącą skruchę, żal i obietnicę poprawy a Biskup… podał mu eucharystię co oznacza ponowne przyjęcie do wspólnoty kościelnej. Niestety, za takimi jak ja nikt się wstawił.
Słowa Chrystusa trzeba brać poważnie. Jeśli powiedzial, że małżeństwo ma być związkiem nierozerwalnym, to takim ono jest. Koniec kropka. W wielu przypadkach nawet kościelne stwierdzania nieważności małżeństwa są próbą oszukiwania Boga i siebie. Poza tym gdzie w Ewangelii powiedziano, że człowiek tu na ziemi ma prawo do szczęśliwego udanego małżeństwa? Nie ma takiego cytatu. Więcej, bycie chrześcijaninem łączy się z różnymi przykrościami, niewygodami. Jeśli ktoś chce mieć w życiu masę różnorakich przyjemności, rozkoszy i egoistycznego zaspokojenia, to nie powinien wiązać się z chrześcijaństwem.
Jeśli ktoś oszukuje w sądzie biskupim, to na co mu takie oszukane unieważnienie małżeństwa?
@ Adam60.
Szanowy panie, kto dał panu monopol mówienia za innych.
Jest takie powiedzienie;” kazdy sadzi podlug siebie “, i to nie uprawnia pana do wygłaszania tak jednostronnych opini..
Zapewniam Pana ze są ludzie wierzacy, którzy, wiedzą po co chodzą do kosciola i wiedza po co się tam modlą, uczestnicząc w nabozenstwach, zas sprowadzanie wszystkiego do hipokryzji zwlaszxcza KK,i wszelkich religiido hipokryzji polegającej tylko, do faktu jak piszesz “zarobienia, jest moim zdaniem niedopuszczalnym, spłyceniem tematu, grającym na odczuciach prymitywnych ludzi, i świadczy o panskich wlasciwych tendencjach tego wpisu..
Ja nie chce byc trywialny, ale mówiąc o posredniku, zapomnialesz, ze jesli chcesz jesc, to tez korzystasz z róznego rodzaju posredników, bo ktos musi upiec ci ten chleb, zebrac ziarno i.t.d. ,a Ty kupujesz i spozywasz
Biała suknia, biały welon, wytworny smoking, wielka miłość i słowa “i że Cię nie opuszczę aż do śmierci”. No cóż, najważniejsze są w tym wszystkim słowa. Zatem trzeba się zastanowić co się na ołtarzu mówi, a nie myśleć jak w codziennym życiu, że słowa są do puszczania na wiatr. Grać teatr to można w urzędzie stanu cywilnego. Kościół naucza szacunku, miłości, wierności, pokory, roztropności a jak ktoś chce być mądrzejszy to proszę bardzo. Nikt nikogo nie zmusza. O “wentylu bezpieczeństwa” tu nie może być i nie ma mowy Panie Redaktorze. Pozdrawiam.
Przepraszam, jedno mnie rozbawiło, od kiedy kościoły, w szczególności katolicki, traktują człowieka jak istotę rozumną? Zapewne przejawia się to w uregulowaniu >>każdej
Hmm, a o grzechach w stosunku do Ducha Świętego autor nie słyszał? Nie? Bo właśnie takiego grzechu zgodnie z prawem kanonicznym nie może odpuścić żaden ksiądz. Nikt. Przywołany w tekście szatan jest figurą, która może robić najohydniejsze rzeczy, prowokować najohydniejsze zbrodnie, stać za wszystkim, absolutnie wszystkim, co złe, a i tak ma potencjalną szansę na rozgrzeszenie i odpuszczenie grzechów, bo nie dopuszcza się grzechu w stosunku do Ducha Świętego: do łba mu nie przychodzi negować istnienia Boga. W odróżnieniu od ludzi, wśród których niejeden jest prawy i żywo myślący, którzy dopuszczają do siebie zwątpienie i stawiają sobie trudne pytania, bo wiedzą, że to jest istotą człowieczeństwa. Tacy ludzie mają, jak to zgrabnie ujął Autor, przegwizdane.
I właśnie takie postawienie spraw jest istotą problemu. Nie to wcale, że “twarda jest ta mowa, któż jej słuchać zdoła”, tylko dlatego, że te zasady tak porąbane, że aż z nich dymi…
Nic nie rozumiesz RAZ. Nie trzeba trwać w męczarni tylko się poprawić. Dotyczy to obu stron. Powinny się doskonalić
Pana obrona uelastycznienia podejścia Kościoła do kwestii małżeństwa mnie przekonuje. Nie mogę się jednak zgodzić, że tylko wierzący mogą wypowiadać się na temat Kościoła, bo tylko oni rozumieją wiarę. To jest argument tak nieobalalny, że aż nieuczciwy. Bo cokolwiek niewierzący powie o Kościele można go zbyć stwierdzeniem, że nie rozumie i nie trzeba wdawać się z nim w dialog. To tak, jakbym ja (agnostyk) powiedział, że chrześcijanie nie mają prawa wypowiadać się o chrześcijaństwie, bo są fanatykami o skrzywionej umysłowość, że nie potrafią do sprawy podejść obiektywnie.
Pozdrawiam
Zgadzam się z teza, że lepiej przerwać ” toksyczny” związek niż w nim tkwić ( sprawa i nteres dzieci jako jeden z ważniejszych ). A że urzędnicy Kościoła działają na tej niwie, cóż, Pan jakio historyk najlepiej poiwinien wiedzieć, że zawsze wyznawali zasadę: jak jest popyt to znajdzie się podaż ( vide odpusty, handlowanie ziemią i odzyskanymi majątkami, kolekcje świętych i błogosławionych oraz wszelakie interesy, za które Chrystus podobno zrobił awanturę w Świątyni. Mądrzy ludzię to widzą i wiedzą i dokonują wyboru (i nic tu nie ma do rzeczy słowo faceta strojącego się w kolorowe hafty z innej epoki )
@ Adam60.
Szanowy panie, kto dał panu monopol mówienia za innych.
Jest takie powiedzienie;” kazdy sadzi podlug siebie “, i to nie uprawnia pana do wygłaszania tak jednostronnych opini..
Zapewniam Pana ze są ludzie wierzacy,[ nie smiem odfwrpotnie, niz Pan mowic zawszystkich], którzy jednak wiedzą po co chodzą do kosciola i wiedza po co się tam modlą, uczestnicząc w nabozenstwach, zas sprowadzanie wszystkiego do hipokryzji zwlaszxcza KK,i wszelkich religii, polegającej tylko, do faktu jak piszePan “zarobienia”, jest moim zdaniem niedopuszczalnym, spłyceniem tematu, grającym na odczuciach prymitywnych, i niedouczonych ludziach, i świadczy o panskich wlasciwych tendencjach tego wpisu.
Poprostu potrzeba dolozyc KK i przy okazji ludziom wierzacym,
i to jest faktyczny cel panskiego wpisu
Ja nie chce byc trywialny, ale mówiąc o pośredniku, zapomnial Pan, ze jesli chcesz jesc, to tez korzystasz z róznego rodzaju posredników, bo ktoś musi upiec ci ten chleb, zebrac ziarno i.t.d. ,a Ty kupujesz i spozywasz.
Sam Jezus i jego apostolowie tez byli tego rodzaju posrednikami.
W konkluzji, albo, wiec jest pan nie wierzacy, i zaliczasz się do kategorii tych tak chetnie zabierajacych glos w sprawach o których nie masz zielonego pojecia,i jestesz tendencyjny, albo wierzysz i nic z tego nie rozumiesz.,
Jest wiec Pan ostatnia osobą która by mogła udzielac wiaerygodnych rad, i wyglaszac wiarygodne opinie.
a zwlaszcza odkrywac “całe tajemnice”.
Jestem dzieckiem rozwiedzionych Rodziców. To sprawia, że patrzę na sprawę poruszoną przez autora supersubiektywnie. Pamiętam kłótnie Rodziców, pamiętam wyprowadzenie się Taty z domu. I powiem szczerze, że do dziś nie mogę się z tym pogodzić. ROdzice mówili, że robią to dla mojego dobra, ale ja w to nie wierzyłem, ani nie wierzę – gdyby chcieli coś zrobić dla mojego dobra to walczyliby o ocalenie związku. Jestem także katolikiem i jestem głeboko wdzięczny Kościołowi, że stoi na straży nierozerwalności małżeństwa. Nie tylko jako instytucja z kodeksem prawa kanonicznego, ale również jako pomost do Pana Boga, miejsce, gdzie przez sakramenty i modlitwę można wzmacniać wiarę. Przyznam, że gdyby nie te dwie sprawy – doświadczenie traumy rozwodu rodziców i nade wszystko wiara – to nie wiem jak potoczyłyby sie losy mojego własnego małżeństwa. I jeszcze jedno: mówimy o małżeństwie, “kościelnych rozwodach” i powtórnych związkach tylko w kategorii dobra doczesnego. A przecież nie o to chodzi. Człowiek wierzący dokonując wyboru powinien przede wszystkim pytać, czy ten wybór posłuży jego dobru wiecznemu. Sprzeciwianie się prawu Bożemu na pewno temu dobru nie służy. Chrystus zaś jasno mówi, że rozwód jest z tym prawem sprzeczny.
Istotą problemu jest niezrozumienie działania prawa kanonicznego. Wiele osób myśli, że działa ono analogicznie do prawa świeckiego.
Zwracam uwagę, że tzw unieważnienie małżeństwa to w istocie uznanie, że od początku ono nie zaistniało. Oszukiwanie sądów biskupich nic nie daje, gdyż wyrok tego sądu nie ma w omawianym przypadku mocy sprawczej – nie zmienia rzeczywistości (jak orzeczenie rozwodowe) a jedynie ją opisuje.
Toteż jeśli małżonkowie kłamią i na tej podstawie otrzymują orzeczenie o nieważności małżeństwa, to i tak ono trwa, a ewentualne kolejne małżeństwo sakramentalne jest przed Bogiem nieważne.
NB, podobnie jest z sakramentem pokuty – jeśli penitent nie żałuje, bądź nie spełnia któregoś z pozostałych warunków sakramentu, to nawet jeśli ksiądz wypowie formułkę rozgrzeszenia, to nic z tego
———————————————————
@czarna.pati – jeśli nie weszłaś w ponowny związek, to żadne wykluczenie Cię nie dotyczy!!!
Dziękuję za ten artykuł. Małżeństwo to ważna sprawa. Przed jego zawarciem trzeba myśleś. To musi być na całe życie. Brak “furtki ” rozwodu powinno zmuszać do zastanowienia przed powiedzeniem tak, biorąc za świadka Jezusa. A gdy się w nim już jest to trzeba tak żyć, aby dobro drugiego było ważniejsze od mojego. Na tym polega miłość. Tylko czy dzisiaj młodzież wie co to jest miłośc?
I jeszcze jedno – obserwuję, że znaczna część osób biorących obecnie śluby zawiera małżeństwo zupełnie “na wariata”, np od początku deklaruje, że nic to dla nich nie znaczy, że chodzi o imprezę, sukienkę, zdjęcia itp. Inni od razu wiedzą, że nie chcą mieć nigdy żadnych dzieci (to wyklucza ważność przysięgi) albo że w razie czego się rozwiodą (j/w). Bywa, że księża namawiają do zawarcia sakramentu osoby prawie zupełnie nie wierzące, nie mające pojęcia o tym, po co to wszystko.
Nic dziwnego, że liczba spraw w sądach biskupich rośnie.
Jedną z przyczyn nieudanego małżeństwa może być też to, że w życiu ludzi wierzących dobrze przeżywany i odpowiednio “wykorzystany” sakrament stanowi realną pomoc dla małżonków w codziennych trudach i jest źródłem wielkiej radości. Jeśli nie został on zawarty w sposób ważny i w związku z tym go nie ma, to brak tego wsparcia odbija się na związku niekorzystnie i może przyczynić się do rozpadu więzi.
Dlatego nie dziwmy się, że do sądów biskupich idą ludzie po rozwodach. Rozwód jest jasnym znakiem, że coś w małżeństwie nie grało – może właśnie zabrakło ważnego sakramentu. Chęć szczerego i uczciwego zbadania tej kwestii zasługuje na pochwałę.
Panie Rafale, dzisiejszy sobotnik przyniósł duże rozczarowanie. Najpierw przeczytałem wszystkie komentarze by sprawdzić, czy przypadkiem źle nie zinterpretowałem pańskiego wpisu. Ale nie. Pan chyba autentycznie myśli, że lepsze “drugie niekanoniczne-lecz-szczęśliwe małżeństwo” niż “pierwsze kanoniczne-ale-nieszczęśliwe”. Stop. Tym wpisem rusza Pan młyny wrogów Kościoła bo oto i Pan – obrońca garstki myślących trzeźwo – stawia pod znakiem zapytania reguły narzucone przez Kościół. Nie miną dni gdy zacytują Pana na “oświeconych” łamach pisząc “patrzcie, nawet On – Ta Twiedza – przyznał nam rację Szczerze mówiąc mam nadzieję, że to jakaś fatalna edytorska pomyłka, nieopatrznie wklejony cytat z GW i że za klika dni sprostuje Pan wszystko.
Problem w tym, że w dzisiejszych czasach nikt od siebie nie chce niczego wymagać. Stąd wiele głosów “jakoś to będzie”, “on/ona po ślubie się zmieni”, “miłość przyjdzie po sakramencie”. Co więcej, wiele osób obawiając się społecznej banicji dąży do sakramentu małżeństwa będąc nieczułymi na jasne sygnały, że “wybranek” nie rokuje niczego dobrego. Na wielkie rozczarowanie nie przychodzi wtedy z reguły długo czekać obu stronom. Nierozerwalność małżeństwa powinna więc nas zmuszać do starannego rozpoznania własnych uczuć, powołania, do rzetelnej oceny”drugiej” połówki. Nawet jeśli rodzina, znajomi i reszta społeczeństwa krzyczy, że to już “ten czas”.
TO ZDUMIEWAJĄCE – ile wysiłku, ile pasji, ile zaciekłości poświęcają ateiści
sprawom BOGA – który nie istnieje. Życie swoje poświęcają i własne pieniądze i okładki magazynów – aby zajmować się NICOŚCIĄ. Aby walczyć z czymś – co nie istnieje. Jakby nie mogli zająć się własnymi sprawami. Dlatego kościół nie ma wrogów. To jego wrogowie, dzień i noc mają przed oczami kościół. Mają swoją masońską religię, w której w miejsce Boga postawili siebie samych. Tak trzeba – aby się wypełniły pisma. Aż nad światem zaświeci słońce życia. Aż wyjawią się ukryte zamysły serc wielu… PS. Jednak ci “ciemni” chrześcijanie chcą akceptacji swojego kościoła, zamiast brać piątą żonę lub “żonego” … tak sobie
Co do cudu w Sokolce – Jezus powiedzial wyraznie ” Cuda moga robic TYLKO JEGO Apostolowie !!!! Po smiercy OSTATNIEGO Apostola NIKT nie bedzie maial daru robienia cudow : Cuda pojawiajace sie PO smierci OSTATNIEGO Apostola beda TYLKO I WYLACZNIE dzielem SZATANA . Dla tego nie mamy dawc sie zwodzic TYM cudom”!!!!!!
Pozdrawiam .
No ale kk . na cudach robi wielka kase ,dlatego tez nie mowi PRAWDY na temat cudow po smierci Apostolow . Judaszowe srebrniki nie parza w zachlanne rece !!
Pytanie, “czy czlowiek ma prawo do rozwodu”, jest chyba, podejzewam, tozsame z pytaniem,” czy czlowiek ma prawo do grzechu”.Dopuszczalnosc rozwodu jest jednoznacznie okreslona w ewangeli, wiec czym sa watpliwosci w tym zakresie?
Nauka Chrystusa jest w tym wzgledzie jednoznaczna. Pare tygodni temu byla odczytywana w czasie mszy. Byc moze ta nauka byla warunkowana historyczną sytuacja kobiety po rozwodzie, ale jej wykladnia nie pozostawia zadnych watpliwosci.
Kosciol katolicki w USA ma z tym problem, tak jak wszyscy. M.in. istnieje problem wybaczania, w przypadku gdy zla nie mozna juz cofnac. Poza tym koscioly niekatolickie oferuja tu wieksza wygode…
Generalnie wykladnia Kosciola katolickiego jest jasna. W kontaktach z rozwodnikami staraja sie jednak wlaczac ich we wspolnoty, prosza, zeby podchodzic po blogoslawienstwo (zamiast do komunii–wielu ludzi tak tu robi), mozliwa jest zawsze rozmowa ze spowiednikiem itp. Zatem nie jest to calkowite wykluczenie, nie jest to kara wiezenia, nie jest to rozstrzelanie. Jezeli Kosciol mowi ze nie wolno, to mowi… Kosciol nie ma wiekszej wladzy, ma tylko wewnetrzne reguly, ktore scalaja wspolnote. I bardzo sobie cenie, ze nie jest to sekta, ale nieinwazyjna indywidualna droga dla utrzymania rownowagi duchowej. Opinie “Newsweeka” na temat zasad tej wspolnoty sa tyle warte, co apele do rodzicow, zeby pozwalali dzieciom ogladac ulubione programy telewizyjne po 22-giej. Ja tego nie kupuje. Poza tym na rynku dostepne jest pelne spektrum opinii. Wybor rozmowcy oraz takiej a nie innej opinii jest po prostu programowa decyzja “Newsweeka”.
Nie lekcewazmy tez socjologicznej wagi problemu: lepiej nie dawac sygnalu, ze juz mozna. Widzialem sytuacje, kiedy rozwod okazal sie rozwiazaniem pozornym. Problemy nie zniknely, a pojawily sie nowe, np. finansowe… zartobliwie opisane w piosence “Cheaper to keep her” Blues Brothers’: http://www.youtube.com/watch?v=Hx24WZ8Cf78.
Pozdrawiam!
Bezposredni link do “Cheaper to keep her”:
http://www.youtube-nocookie.com/v/Hx24WZ8Cf78
Ku rozwadze:-)
cyt:
A w jakim sądzie nie dochodzi do nadużyć? W jakim nie zdarza się ludziom brać fałszywych świadków, kłamać i sięgać po inne niegodne sposoby osiągnięcia zamierzonego celu?
OK, w kraju kradną więc ja rąbnę panu samochód, bo co?
w jednym się z Panem zgadzam – rzeczywiście, prezentuje Pan katolicką mentalność.
Z poważaniem
zniesmaczony czytelnik
Kwestia pozostania razem w zwiazku, ktory jest wyraznie niedopasowany, tylko ze wzgledu na dogmaty religijne jest przejawem masochizmu spolecznego i myslowego. Oczywiscie w wypadku gdy malzenstwo ma dzieci, odpowiednia rama bezpieczenstwa dla nich musi byc zapewniona czy dobrowolnie czy tez przy pomocy sadow.
Jest ironia ze obecne ponad-narodowe instytycje jak NATO. Unia czy Bank Swiatowy ma tendencje wywierania naciskow na obszary z ludnoscia o roznych tradycjach, kiedy dla wiekszosci ludzi na niektorych tych obszarach zamieszkujacych “rozwod” i calkowita seperacjabylaby obopolnie korzystna (przynajmniej przez pewien okres czasu).
Lestek
wszystko sie wpisuje w potrzebe “nawracania” – na tz chama.
pamietam jak mnie nawracano w latach 90 na katolicyzm – gdzie sie dało – teraz mamy tendencje odwrotna – “wytlumaczyc katolom”
mamy taka tendencje do nawracania wszystkich – leczenia rozowymi paradami , hepeningami “artystycznymi ” krzyże , penisy , krucjaty tv trwam , wychowywanie narodu przez tvn , wyborcza itp
dajcie mi zyć
Trudny temat,ale małżeństwo jest egzaminem trwającym całe życie.Jedno jest pewne,nie każde małżeństwo da się uratować,czasem jednak dla dobra dzieci chyba lepiej je przerwać.Jestem za zniesieniem celibatu dla Księży,ponieważ rodzina Księdza mogłaby być przykładem dla parafian,a Księża wiedzieliby o czym mówią,mówiąc o małżeństwie ,i wychowaniu dzieci,teraz to dla nich abstrakcja.Jednak szanować należy decyzje Głowy KK.Wiem jedno nasze sumienie w ostatnich czasach okrutnie ogłuchły i oślepły na swoje własne występki,natomiast są szalenie wyostrzone na “występki”Bliźnich.Dotyczy to WSZYSTKICH warstw społecznych,i kulturowych,a przecież my-chrześcijanie mamy nieustannie pracować nad sobą,aby się stawać lepszymi, miłosiernymi,i uczciwymi,GDZIE to WIDAĆ w codziennym życiu?Gdzie to miłosierdzie w rodzinach,wśród sąsiadów,w pracy?Jak tylko ktoś powie,że jesteśmy my chrześcijanie w jakimś temacie np. źli,lub grzeszni,to MY zamiast zastanowić się,bo może coś jednak jest na rzeczy zachowujemy się,tak jakby nikt nie miał prawa nas krytykować!Może to jednak pozostałość z czasów gdy NIKT nie miał prawa krytykować spraw wiary ,i Kościoła,bo groźiła za to śmierć ,lub ostracyzm społeczny.Bóg Jedyny wie co jest słuszne,jeżeli zaś naczelnym przykazaniem zadanym nam przez Niego jest by,miłować Boga,oraz Bliźniego to należałoby starać się te przykazania zachować w Sercu,i się do nich stosować.Chrześcijanin bez miłości bliźniego,chyba nie jest w pełni chrześcijaninem.
,,Newsweek,, i jego sponsorzy, podobnie, jak i cala seria ,,zdradzieckich mediow,, , tub reklamowo – propagandowych, zmieniajacych nasze zycie w komercje, sa zainteresowani jak najszerszym sianiem demoralizacji.
Demoralizacji jako przestrzeni do robienia latwych interesow z popadajacymi w egoizm, w nalogi i niewole,
z chetnie wchodzacymi w nie swoja skore,
z nie dbajacymi o swoja tozsamosc, o swoje korzenie, o prawde, o przyszlosc.
Prawdziwej wiary utracic nie mozna.
Mozna miec przejsciowe watpliwosci, ktore jednak Bog pomaga rozwiewac i dojsc do wiary jeszcze glebszej, sprawdzonej.
Ci, co ,,traca wiare,, najczesciej nigdy jej nie mieli, a w Kosciele szukali tylko egoistycznego interesu. Nikt im nie jest w stanie pomoc, dopoki sami goraco nie zapragna powrotu do zycia ,,po Bozemu,, jako najlepszego dla kazdego z nas.
Co do argumentu ,,niedojrzalosci do zwiazku malzenskiego,, jako uzasadnenia do ,,koscielnych rozwodow,, , to oczywiscie sa przypadki ewidentnego oszustwa, ktore jednak ujawniaja sie bardzo szybko, wrecz zanim komukolwiek stanie sie krzywda z uniewaznienia takiego zwiazku.
Prawie zawsze jednak jest to niedojrzalosc obustronna, ktora z czasem powinna przejsc w obustronna dojrzalosc.
Najczesciej jest to naduzyce jednej strony , ktora ,,dojrzewa,, , ktora ,,wyrasta ze zwiazku,, , ktora potrafi juz nawiazywac zwiazki ,,zdrowsze,, , ,,szczesliwsze,, , ale z partneram, ktorzy tez juz ,,dorosli,, do takich zwiazkow – zwiazkow pozornie tylko udanych, zwiazkow ,,poprawnych,, , rowniez politycznie, ale wewnatrz pustych, zwiazkow bez glebi, bez pamieci walki o przetrwanie, zwiazkow tylko ,,na dobre,,.
Los dzieci w tych nowych zwiazkach tez tylko na pozor jest lepszy. Wprawdzie sa otaczani lepszej jakosci opieka i zyja w wiekszych luksusach, ale zyja bez zwiazku z realizmem zycia, z jego prawda. Zyja bez zdolnosci do przezwyciezania bolu, bez odwagi wchodzenia w cierpienie, bez zdolnosci do poswiecenia sie, bez szukania drogi ,,na skroty,, – rowniez do szczescia,, – drogi ,,zalatwiania,, a nie zapracowywania..
Jesli kochaja, to ,,za,, , a nie ,,dla,,.
W szukaniu uniewaznienia starego zwiazku, by wejsc w nowy jest pycha – traktowanie nowego stanu posiadania jako swoja wylacznie zasluge, a wiec i wlasnosc i ,,powod,, do wywyzszania sie.
Pycha, jako zawlaszczenie czegos, co tak naprawde jest wlasnoscia malzenstwa, by to wyniesc ze soba do innego zwiazku, a porzuconego partnera zyciowego jeszcze obciazac wina, zgodnie z psychologiczna zasada, ze jak kogos skrzywdzimy, to i znienawidzimy.
Po to, by szukac swojego szczescia – w egoizmie, w samozatraceniu w uludach i przyjemnosciach.
Jakby to bylo mozliwe go tam znalezc.
Nierozerwalnosc malzenstwa jest najuczciwszym z mozliwych rozwiazaniem sprawy.
Od chwili slubu nie ma juz ,,ty,, i ,,ja,, – jestesmy ,,my,, jest jednosc.
Uczciwe podejscie do malzenstwa nie moze byc poswiecaniem sie jednej strony, by druga dojrzewala, ,,przepoczwarzala sie,, i odlatywala jak motyl z krzywda tej pierwszej, pozostawionej sobie samej, pozbawianej dorobku wspolnego.
Malzenstwo, to deklaracja milosci wzajemnej.
Faktem jest , ze nie daje sie dojrzewac jednoczesnie, ale mozna zawsze dojrzewac ,,dla nas,, a nie ,,dla siebie,, dbac i o dojrzewanie tego idacego wolniej w rozwoju duchowym, w swiadomosci rzeczywistosci.
Malzenstwo to dane sobie wzajemnie slowo.
Slowo, ktorego przestrzen wyznacza nasza wolnosc, poza ktora jest tylko swawola i samozatracenie, albo zniewolenie.
Slowo, ktore jest szlachectwem, ktore zobowiazuje, chocby z wlasna strata.
Slowo, bez ktorego zadne relacje ludzkie nie maja sensu.
Slowo, poza ktorym jest tylko gwalt, przemoc, terror, zniewolenie i zezwierzecenie.
Bezcenna jest rowniez sakramentalnosc malzenstwa,, dajaca malzonkom moc przezwyciezania wszelkich kryzysow, przez milosc wzajemna dzieki milosci Chrystusa, uzdalniajacej nie tylko do niesienia ,,swojego krzyza,, ale i noszenia ,,swoich krzyzy,, nawzajem.
Niewatpliwie wbrew intencjom ,,Newsweeka,, okazuje sie, jak wazna dla ludzi jest ta sakramentalnosc ich zwiazku malzenskiego, dla ktorej zadaja sobie tyle trudu, aby zabiegac o uniewanienie pierwszego zwiazku, by moc wejsc w drugi.
Redaktor Ziemkiewicz napisal bardzo rozsadny artykul. Chcialbym cos do tego dodac: Kiedy Kosciol formulowal zasady dotyczace nierozerwalnosci malzenstwa, wiekszosc zwiazkow malzenskich nie twala dlugo – z przyczyn naturalnych. Ludzi po prostu zyli o wile krocej niz dzisiaj, wiec sila rzeczy malzenstwa konczyly sie wczesnie. Obecnie Kosciol probuje sobie poradzic z sytuacja, w ktorej ludzi zyja dostatecznie dlugo, aby w koncu odechcialo sie im ich malzonkow lub malzonek.
Te wszystkie rozważania nie mają sensu.Walka komunistów z wierzącymi w Boga w naszym kraju trwa nadal.Wycieczka członków wiadomej organizacji do Hiszpanii,w celu poznania sposobów walki z wierzącymi odnosi sukcesy,co zauważamy w publikowanych w mediach reklamach,filmach o tematyce religijnej,rozmowach w studioTV, z pseudo księżmi.Komuniści wieżą że wrócą do władzy,i nadal boją się kościoła,ale jako”organizacji” skupiającej miliony Polaków.
Związki zaw. załatwili wspólnie z liberałami,został tylko kościół,który jako jedyny w tym upodlonym politycznie kraju może wpływaqć jeszcze na NARÓD. A że mają w kosciele swoich czerwonych towarzyszy,to rę walkę wygrają,ale wygrają z”organiazacją”nie z naprawdę wierzącymi w Boga chrześcijanami.
Pozdrowienia Panu, Redaktorze i niektorym Czytelnikom,
Rozterki Pana, dotyczace prawa zabierania glosu w wyzej poruszonym temacie sa nie na miejscu. Prasa republikanska ma obowiazek zajmowania sie reperkusjami spolecznymi obojetne jakiej natury, w tym i rezultatow nauki Kosciola Powszechnego, mysle ze nalezy wprowadzic tutatj restrykcje, zaciesniajac problem do kosciola powszechnego w Polsce. W wypowiedzi Pana znac brak zwrocenia uwagi na druga strone problemu, zwiazanego z rozwodami. Otoz kosciol zmusza, moze bardziej nakazuje, moze bardziej wytycza inna droge postepowania malzonkow, to jest szukania tego co jest istota malzenstwa, z zalozenia obciazonego « niedoskonalosciami », jak kazdy problem « ziemski ». Wniosek z tego taki, ze nie nalezy potepiac istniejacego prawa kanonicznego dotyczacego rozwodow, bowiem prawo to naklada na spolecznosc obowiazek odpowiedzialnosci, ustawicznej pracy takze w obrebie rodziny, w celu umacniania zwiazku malzenskiego. Rozwod to pojscie na « latwizne » w wiekszosci przypadkow, trudniej jest rozpracowywac i dopracowywac zagadnienia, ktore moga byc przyczyna rozwodow. A wiec prawo koscielnie jest prawem wymagajacym, na miare Czlowieka, bedacego odbiciem samego Boga. Jest inny temat, wymagajacy spolecznego podjecia. To domena aktywnosci Kosciola Powszechnego w Polsce, znajac zas hierarchiczna strukture Kosciola, domena aktywnosci hierarchow kosciola Powszechnego w Polsce. Ostatnio Pani Redaktor (prosze wybaczyc ze zapomnialem godnosci tej Pani) w jednym z ostatnich numrow « Rzeczpospolitej » wskazala jakze celnie, ze obecne wystapienia oficjalne hierarchow Kosciola w Polsce ograniczaja sie tylko do problemu « in vitro », doodajmy do tego problem rozwodow. A wiec problematyka dotyczaca tylko i wylacznie « swiata zewnetrzengo » w stosunku do struktur koscielnych, mysle tu o kaplanach. W 1991 roku, miedzy 1 a 9 czerwca, Papiez Jan Pawel II wypowiedzial podczas pielgrzymki do Polski, znamienne slowa : « Oto Dekalog : dziesiec slow. Od tych dziesieciu prostych slow zalezy przyszlosc czlowieka i spoleczenstwa. Przyszlosc narodu, panstwa, Europy, swiata », nastepnie zas « Katechezy zwiazane z Dekalogiem sa moze najlepsza przysluga, jaka pielgrzymujacy Papiez mogl oddac swym Rodakom ». Powstaje pytanie, gdzie sie zapodzialo przypominanie i omawianie reszty Dekalogu przez obecnych hierarchow Kosciola polskiego ? Czyzby nie mieli odwagi zmierzyc sie z problemem, bowiem ciezar zbyt duzy do udzwigniecia ? Panie Rafale, prosze wciagnac do wspopracy wymieniona Pania redaktor i zaczac omawiac te kwestie, nie czekajac na przyzwolenie « purpuratow », ani tym bardziej nie czekajac, aby kolejny « dominikanin », sklocony z zyciem i z Bogiem bral sie za objasnianie zawilosci Wiary.
Z powazaniem
Czytelnik
Prosze o nie zamieszczanie postow, uzywajacych mojego logo. Zas do informacji czytelnikow : Dominikanie zostali powolani do zwalczania herezji w sredniowiecznej Europie, w zwiazku z rozpszestrzenianiem sie kataryzmu. Rzezie, mordy, stosy, z przyzwoleniem samego papieza, Innocentego III. Kataryzm, herezja, wykazujaca sie jednak wysokim stopniem humanizmu, zostala wytepiona metodami barbarzynskimi, tym wiekszymi, im wieksze byly upokorzenia Kosciola dokonane przez muzulmanow w Ziemi Swietej, tuz po zdobyciu Jeruzalem, bowiem rozchodzi sie o ten sam okres. Fatalne swiadectwo metod uwczesnego Kosciola Pwszechnego.
Jesli Pan Ziemkiewicz ma byc obronca naszej WIARY, wole raczej JEJ wrogow z Newsweeka i Gazety Wyborczej.Juz od pewnego czasu oczekuje ,ze tworca michnikologii teoretycznej posypie glowe popiolem, i pojawi sie (cudownie ? ) w stopce wyzej wymienionego dziennika.Pecunia non olet.Lepiej ??? byc milionerem,niz popelnic samobojstwo z troski o ojczyzne.,,jak dziennikarz z Naszej Polski.
Dodam jeszcze, ze problemy z nieudanym malzenstwami maja przede wszystkim ludzie nieodpowiedzialni, kierujacy sie zasada typu: ,,dzis bedzie fajnie, a jutro jakos to bedzie,, , czy ,,o problemach jutra bedziemy myslec jutro,,.
Druga ogromna grupa, to taki typ ludzi pysznych, wciaz niedoswiadczonych zyciowo, a odpornych na nauki, ktorzy na kazdym kroku chca pokazywac ,,co to nie ja,, , ludzi przekonanych, ze poradza sobie ze wszystkim, ze nagna druga strone do swoich wymagan.
Latwosc rozwodow, czy ,,uniewaznien malzenstwa,, tylko robi krzywde tym ludziom i krzywde ich mozliwemu potomstwu.
Przeciez majac do dyspozycji takie ,,gumki do wymazywania przeszlosci,, beda z cala pewnoscia zawierac zwiazki jeszcze bardziej niedojrzale, np. podpierane seksem przedmalzenskim, czy bazujace na oczekiwanej pomocy rodzicow, a nawet panstwa, czy Kosciola.
Postulowanie ulatwien w rozwodach, czy uniewaznieniach malzenstwa to ,,niedzwedzia przysluga,, dla mlodych.
To rowniez zrodlo welkich zaklocen w zyciu wspolnoty ludzkiej, braku oparcia dzieci i mlodziezy w silnej, wielopokoleniowej rodzinie, jako ostoi ladu spolecznego., jako bazie dla poczucia bezpieczenstwa, jako przykladu tradycji i kultury, przechowalni skarbow duchowych, dumy, honoru, i innych cnot meskich i kobiecuch, wiary, patriotyzmu i historii.
Gdy malzenstwo laczylo nie tylko ludzi ale tez majatki – chlopskie, szlacheckie, magnackie, krolewskie – wtedy nierozerwalnosc malzenstwa miala sens. Zwlaszcza przy laczeniu krolestw bo rozwod mogl oznaczac wojne. A wojna to bylo wieksze zlo niz nieudany los dwojga ludzi.
Dzisiaj nierozerwalnosc malzenstw to nonsens kompletny.
Nie mam czasu aby przeczytać wszystkie komentarze ale nie mógłbym być szczęśliwy jeżeli chociaż jedna osoba z mojego obecnego związku (wspólmałżonka, dziecko) byłaby nieszczęśliwa z podjęcia przeze mnie decyzji o rozwodzie.
Panie Redaktorze
Z przyjemnoscia przeczytalem Panski artykul.
Kk. odczep sie od ludzi inaczej myslacych . NIKT nie dal wam patentu na doskonalosc i na wiedzenia wszystkiego lepiej !!!
Sam zacznijcie zyc wedlug tego co nauczacie !!!!! Jestescie pazerni ,zaklamani i swoim postepowaniem wystawiacie falszywe swiadectwo swemu Panu ,ktoremu powinniscie sluzyc bez okradania Go z Jego przykazan i nauk !!!! Dajcie NAM przyklad jak powinno sie zyc wedlug JEGO przykazan i nauk . Wtedy i tylko wtedy bedziecie mieli prawo NAS pouczac !!!!!!! Pozdrawiam .
Pan Ziemkiewicz ostatnio poszerza swoje perspektywy. Jakieś trzy tygodnie temu stwierdził że w interesie Polski jest zrozumienie wreszcie że musimy “grać na Niemców”, bo sami nic nie ugramy. Co jest, jak sądzę, rzeczą z której większość polskiej sceny politycznej zdała sobie sprawę gdzieś około końca 1989 roku. Teraz oświeca nas że małżeństwo, nawet kościelne, może być nieudane – i nie ma się co w nim męczyć. Przełomowe odkrycie. Zastanawiam się co usłyszymy za kolejne dwa tygodnie – może że nie ma co się wkurzać na niektórych ekologów ponieważ tylko niektórzy z nich działają wyłącznie w imię interesów Rosji (o czym była mowa w artykule sprzed 3 tyg) a wręcz przeciwnie niektórym leży na sercu nasze polskie dobro wspólne? Wypada pomarzyć.
@ singing nightingale z 24/10/2009 o 17:34
,,Dzisiaj nierozerwalnosc malzenstw to nonsens kompletny,,.
*** Uwazam, ze nonsensem kompletnym jest panskie zdanie, co argumentuje juz w powyzszych wpisach.
*** Ciekaw tez jestem jak Pan wychowa ludzi, aby trwali w poczuciu bezpeczenstwa od dziecka do starosci, co jest konieczne dla ich integralnosci psychicznej i duchowej ?
Czym chce Pan zastapic silna rodzine ? Panstwem ? Prawem ? Wiezieniem ?
Czy sa one w stanie uchronic przed strachem ?
Czy naucza odwagi, dzielnosci, prawdomownosci, ofiarnosci, konsekwencji i logicznego myslenia, rozrozniania eufemizmow i idiomow, przenosni i porownan, przezwyciezania cierpien, ponoszenia odpowiedzialnosci, poczucia wolnosci, w jej ograniczeniach wolnoscia, rownoscia i braterstwem innych ludzi ?
A kto ma nauczyc milosci do innych ludzi, kto nienawisci zla i w ogole rozrozniania dobra i zla ? Bajki o Harrym Potterze ? Asertywnosc, bezstresowosc wychowania ?
Kto przytuli, otrze lzy, jak wszedzie beda tylko wolnosci, prawa i obowiazki , przewaznie obowiazki ?
Do @smutny Pisze:
Cy może Pan przytoczyć dosłowną wypowiedź Chrystusa w tej kwestii, podając ewangelię, rozdział i i wers żebym miał możność przypomnienia sobie? Pozdrawiam.
Zawiodłem się. Brak odpowiedzialności nie może być promowany, zwłaszcza przez kogoś, kto uważa się za prawicowca. Nie jesteś pewny poczekaj. Wiem: własna krzywda boli najbardziej.
Panie Rafale, żal czytać takie teksty. Tym większy żal, im większy szacunek dla Pana osoby i dokonań publicystycznych. Pan zna w ogóle treść katolickiej przysięgi małżeńskiej? Otóż słowa mają pewne znaczenie, niezależnie od tego, czy komuś to odpowiada, czy nie. Pan przeszedł na jakieś pozycje dekonstruktywistyczne? Jeśli ktoś młody i głupi zaciągnie dług, to potem musi go spłacić – TAK, CZY NIE?! Czy może wystarczy, że powie “przez ten dług jestem nieszczęśliwy, byłem młody i głupi jak brałem” i w związku z tym sprawę uznajemy za niebyłą? Pana zdaniem małżeństwo jest mniej ważne od długu?
I co niby Kościół ma teraz zrobić, żeby dorosnąć do Pana oczekiwań? Zmienić końcowe słowa przysięgi na “oraz że Cię nie opuszczę aż do czasu, gdy znajdę sobie lepszą babę/chłopa”? A może przysięgę zostawić po staremu, tylko niech ksiądz dobrodziej w kazaniu powie, że to wszystko w ogóle wielkie głupstwo i żeby nikt nie brał tego zbyt poważnie?
I dlaczego, mając tak lekkie podejście do przysięgi, czepia się Pan zakonników, którzy w poszukiwaniu “szczęścia” złamali swoje śluby zakonne?
Panie Rafale
rozumiem Pana że wszystko się kiedyś kończy i nie należy nigdy się zobowiązywać do czegoś na trwale.
Po prostu małżeństwo powinno być powtarzane co ileś lat. Co ile toteż do dyskusji.
Zwyczajnie zakończył się czas i możemy się rozejść jeżeli się sobie nie podobamy.
Ludzie już ten problem rozwiązali. Po prosty nie pobierają się ze sobą i w każdej chwili są gotowi na rozejście.
Ewangelie są bardzo niewygodne, bo ucza, że są decyzje których się nie da odkręcić. Nie zarobiłeś – talent nie wykorzystany – tracisz wszystko co masz i idziesz do ciemnicy. Nie wziąłeś oliwy, lampa zgasła i koniec nie weszłeś , drzwi zamknięte.
W Ewangeliach cały czas uczą że to cżlowiek decyduje i że niekiedy decyzje są ostateczne.
Kościół nie zapewnia szczęscia na ziemi, natomiast jest instytucją która przez swoje reguły powoduje że nieszczęść powodowanych przez ludzi jest najmniej. Wszystkie inne reguły – inne religie lub światopoglądy – powodują, że jest ich dużo więcej.
@ Z.Domolewski.
,nie bylo NAS przy tym.
“Cy może Pan przytoczyć dosłowną wypowiedź Chrystusa w tej kwestii ” Nie , bo nawet papierz TEGO nie moze !
Pozdrawiam.
Jan C. Pisze:
24/10/2009 o 18:43
@ singing nightingale z 24/10/2009 o 17:34
,,Dzisiaj nierozerwalnosc malzenstw to nonsens kompletny,,.
*** Uwazam, ze nonsensem kompletnym jest panskie zdanie,
———————
Wolnosc opinii to rzecz cenna.
************
Jan C. kontynuuje:
“Czym chce Pan zastapic silna rodzine ? Panstwem ? Prawem ? Wiezieniem ?”
—————–
Silniejsza rodzina. Nierozerwalnosc malzenstwa to rzecz cenna ale czasem trzeba ludziom pozwolic sie rozejsc. Chowanie dzieci w “piekle” nie sluzy nikomu a juz najmniej dzieciom.
dziękuję, jak zwykle tekst cenny bo pomocy w zrozumieniu rzeczywistości.
@ Luksja z 24/10/2009 o 16:27
Zeby jeszcze bylo ,,tak sobie mysle,, to bylbym pewny ze to nowa mutacja znanego wszystkim Stanislawa, a tak to trzeba rozszerzyc krag podejrzanych.
Najpierw jednak odniose sie tylko do jednego tematu, za to dosc czesto sie pojawiajacego u wrogow Kosciola – celibatu ksiezy.
kazdy z nas, stworzonych na obraz i podobienstwo Pana Boga jest depozytariuszem m.in. ,,nasienia Bozego,,.
Chodzi mi oczywiscie o ,,nasienie duchowe,, , ktore mozemy uzywac do tworzenia swoich dziel, do kreowania swojej wolnej woli, rozwijanie swojego umyslu przez nauke, cwiczenia swojego ciala, przez hartowanie go w przeciwnosciach, panowanie nad swoimi pozadaniami, a nawet potrzebami, przez wyprobowywanie cnoty, przez asceze, panowanie nad emocjami mimo silnych szczerych uczuc.
,,Nasienia,, bedacego zrodlem naszej mocy w poczuciu swojej tozsamosci, w poczuciu bycia soba i u siebie i bycia z tego dumnym.
Kazdy z nas, nie tylko ksiadz staje przed tymi problemami, wlacznie z panowaniem nad swoja seksualnoscia, czy to w okresie mlodzienczym, gdy hormony szaleja, czy w zyciu malzenskim, kiedy to sa takie sytuacje, ze ,,nie mozna,,.
To tu, przyklad ksiedza jest dla nas wazny. Pomoca jest swiadomosc, ze on powstrzymuje sie cale zycie, ze nie jestesmy zwierzetami podleglymi slepym instynktom i nieodpornymi na okazje. (nawet przypadki, ze sa sytuacje, ze niektorzy ksieza sie okresowo gubia, nie maja tu wiekszego znaczenia).
Na panowaniu nad swoim cialem silami swojego ducha budujemy nasze czlowieczenstwo.
Gdy tego nie robimy, nasze ,,nasienie duchowe,, po prostu jednoczy sie ze zwyklym nasieniem i przestajemy sie rozwijac, dojrzewac w czlowieczenstwie i ladujemy w jakims stanie posrednim miedzy zwierzeciem, a czlowiekiem.
Natomiast jesli chodzi o ewentualny przyklad ksiedza, jak prowadzic zycie malzenskie, wychowywac dzieci, to przyklad ksiedza bylby niewatpliwie zanizeniem wymagan, jakie stawia Kosciol.
Sluzylo by to zapewne spoufalaniu sie, kombinatorstwu, przescigiwaniu sie w ocenach zlosliwie krytycznych, by dla siebie znajdowac furtki do grzeszenia, a i samego ksiedza moglo by wpedzac w oblude, nawet w sytuacjach niewinnosci, ale z jakichs powodow dwuznacznosci.
Od swiecenia przykladem mamy przede wszystkim Jezusa i Maryje, oraz wszystkich swietych, a jako przyklad swietosci ,,Ojca naszego Niebieskiego,,.
Poza tym ksiadz jest ,,ojcem duchownym,, wobec swoich parafian. Nie tylko wykorzystuje posiadane duchowe ,,Boze nasienie,, do siania w serca wiernych ,,nasienia ducha,, , ale i z wszystkimi stara sie zyc w ojcowskiej zazylosci. Pozostawanie w celibacie czyni go w tym bardziej wiarygodnym. Pozwala mu bardziej skupic sie na samej ,,dobrej misji,, bez komplikacji rodzonych przez domniemania czyjegos krytykanctwa, uwazanie, by dobrze wypasc jako ,,aktor,, – skupiac sie na tresci, a nie na formie, na sednie, a nie na pozorach.
Z tego tez wzgledu postulujacych zniesienie celibatu ksiezy nalezy raczej pytac ,,Dlaczego zle zycza Kosciolowi,, , juz nie tyle jako instytucji, co jako zgromadzeniu wiernych ?
Krzyż to krzyż. Święta Teresa z Avila poprosiła (w jednej ze swych wizji) Chrystusa, by dał jej inny niż ten co dźwiga. Ten, wprowadziwszy ją do pokoju z setkami różnych krzyży, pozwolił jej wypróbować to ten, to tamten… Zaś na końcu znalazła taki, bardzo ciężki, którego dźwiganie zrozumiała jako to prowadzące do Zbawienia. I co się okazało? Że to był ten sam, o którego zamianę prosiła – jej własny…
Od Pana Boga – tak mi się wydaje – zależy jak krzyż dostajemy i jak daleko JEMU zaufamy, powierzymy się dźwigając go.
Takie szukanie unieważnień małżeństw na siłę – nie twierdzę absolutnie, że w każdym przypadku – ale z naciąganych powodów, to szukanie sobie lżejszego krzyża – najlepiej by był ze styropianu i miał z tyłu małe, dobrze naoliwione kółka…
> Tylko po co w takim razie się pchać z butami w sprawy, których się nie rozumie?
mhmm
Ciekawe, czy redaktor coś wie o gejach, bo chętnie o nich mówi? Ciekawe, czy wie, jak to jest być w niechcianej ciąży? Bo przecież chętnie mówi o usuwaniu ciąż? Niewątpliwie coś wie o KRUS-i, wszak z niego rolnik zawodowy pełną twarzą. Moralista na miarę IV RP.
@Maciej,
Lepiej radowac sie zyciem niz dzwigac jakis krzyz. To jest lepsze i dla zainteresowanej osoby i dla jej otaczenia i dla calego spoleczenstwa. Radosc zycia!
@ czarna.pati (24/10/2009 o 12:44 ) napisała:
„Mąż zostawił mnie z dwojgiem dzieci. Wyszedł, zatrzasnął za sobą drzwi i… tak już jest 15 lat. Czułam się wyklętą ze społeczności kościelnej. Ani przyjmowania komunii (a to na mszach od razu rzuca się w oczy), ani w pełni uczestniczenia w nabożeństwach.”
Czy Pani konsultowała swoją sytuację w Kościele Katolickim z księdzem, czy z osobą przypadkową (wszystkowiedzącą). Zamiast zazdrościć więźniom radości pojednania, lepiej byłoby wybrać się po poradę do kancelarii parafialnej albo do konfesjonału. Z Pani postu wynika, że jest Pani osobą samotną, po rozstaniu z mężem, więc może niepotrzebnie tkwi Pani w błędzie.
Pozdrawiam serdecznie
@ HanyszAmeryki: (24/10/2009 o 16:33) napisał:
„Kiedy Kosciol formulowal zasady dotyczace nierozerwalnosci malzenstwa, wiekszosc zwiazkow malzenskich nie twala dlugo – z przyczyn naturalnych. Ludzi po prostu zyli o wile krocej niz dzisiaj”
A ja czytałem, że:
„Nasze życie trwa lat siedemdziesiąt,
lub – gdy silni jesteśmy – najwyżej osiemdziesiąt…”
(Psalm 90, cyt. za Biblią Warszawsko-Praską).
Czyżby psalmista fantazjował, czyż jest on jedynym autorem tekstu, czy tak mu pasowało do rymu? A pisał to kilkaset lat przed Chrystusem.
Do tych znawców przedmiotu dodam zaciekłych krytyków Radia Maryja. Najczęściej nigdy nie słuchali, ale wiedzą, że jest “złe”.
Małżeństwo i rodzina to rzecz święta, zwłaszcza kiedy pojawiają się dzieci. Raczej trzeba się skupić na tym, aby pokonywać trudności, niż szukać łatwych rozwiązań w postaci rozwodu. Mam podejrzenie, że największymi krytykami kościoła są ci, którym nie w smak jest uznawanie niektórych postępków za grzech. Chcieliby pogrzeszyć i mieć czyste sumienie. Mnie tam często kusi, ale nie obwiniam za to kościoła, czy religii.
Takie zagmatwane tematy powinny być dyskutowane na lamach prasy czy wydawnictw religijnych a nie na lamach prasy świeckiej. Dyskusja powinna się toczyć pomiędzy teologami a nie pomiędzy stronami uwikłanymi w tym konflikcie. Kościół i państwo powinny być oddzielone i te dwie domeny w życiu publicznym nie powinny być mieszane ze sobą.
Takie dylematy jakie porusza RAZ nie są łatwe do rozwiązania bo nie można mieć ciastka i je zjeść. Jeżeli się rozwodzę a Kościół na takie coś nie wyraża zgody to wtedy odchodzę z Kościoła a jeżeli chce pozostać w Kościele to się nie rozwodzę i staram się tak żyć żeby rodzina i bliscy nie cierpieli przeze mnie. Publiczne dyskusje na temat podany przez RAZ nie maja najmniejszego sensu bo to są sprawy: albo w te albo wewte i nie ma w nich tzw. ziemi niczyjej. Trzeba podjąć decyzje i z nią żyć, proste jak świński ogon.
@ singing nightingale z 24/10/2009 o 20:56
,,Nierozerwalnosc malzenstwa to rzecz cenna ale czasem trzeba ludziom pozwolic sie rozejsc. Chowanie dzieci w “piekle” nie sluzy nikomu a juz najmniej dzieciom,,.
*** Do tego, aby sie rozejsc wystarczy separacja.
Mysle, ze i dla dzieci kontakt z rodzicami jest latwiejszy i glebszy uczuciowo przy separacji, jak przy obecnosci macoch i ojczymow.
*** Spoleczenstwo powinno robic chcacym sie rozwiesc jak najwieksze problemu, kazac przechodzic proby i testy psychologiczne , rozmowy terapeutyczne, obowiazkowe spotkania z tymi, ktorzy jednak se z rozwodow czy separacji rozmyslili, a takze tymi, co sie rozwiedli i zaluja, ale juz sie nie mogo ponownie zejsc.
*** Silna rodzina jest niezbedna nie tylko jej samej, ale i spoleczenstwu lako calosci.
Rozwody sa dzialaniem aspolecznym i tak powinny byc traktowane rowniez przez Panstwo przy nakladanie podatkow.
Konieczny jest duzo wiekszy nacisk wychowawczy na dokonywanie wyborow zyciowych przede wszystkim swiadomych i odpowiedzialnych, dobrze przemyslanych co do konsekwencji.
Nauki przedmalzenskie musza sie konczyc egzaminem z dojrzalosci w czlowieczenstwie, a nie tylko zaliczeniem za obecnosci. W tej chwili jest zbyt latwo brac slub.
Nie ze wszystkiego mozna sobie w zyciu kpic. Wiekszosc wyborow ma konsekwencje nieodwracalne – lepiej wiec szukac madrosc przed dzalaniem.
Lepiej nie szukac iluzji nowoczesnosci, gdy nie ma sie pelnej pewnosci , ze nowe bedzie lepsze od starego.
Zwlaszcza w sprawach moralnych , to, co nowe, to niemal zawsze juz dawno odrzucone, negatywnie sprawdzone stare, jakies poganskie ,,odgrzewane kotlety,,.
Na nas sie swiat nie konczy. Mamy go przekazac naszym nastepcom w nie gorszym stanie , jaki zastalismy i z nie mniejszymi perspektywami zyciowymi dla nich i ich nastepcow.
Jako ortodoksyjny, może czasem niedouczony rzymski-katolik, dość długo (2 lata) byłem przygotowywany do małżeństwa przez paru fachowców, a w tym oczywiście jednego księdza. W tym czasie “wybranka” nie była jeszcze określoną. Szanownemu gronu nie udało się obrzydzić mi stanu małżeńskiego. Stan kapłański obrzydził Najwyższy, bez niczyjej pomocy.
Ponad czterdzieści lat małżeństwa uprawnia do opublikowania kilku prawd:
1. Gdy hormony były w stanie wrzenia, powtarzałem sobie KOCHAJ BEZ ZŁUDZEŃ.
2. Kapitalną sprawą jest obserwowanie jak zmienia się najbliższy człowiek i stąd porada – DZIĘKUJ BOGU ZA MĄDRA ŻONĘ, BO INACZEJ ZGŁUPIEJE CI ZA KARĘ NA STARE LATA.
3. Gdy ktoś zapyta, czy jesteś w małżeństwie szczęśliwy? ODPOWIEDŹ JEDNA – CZASAMI.
4. KOCHASZ = JESTEŚ ODPOWIEDZIALNY. (to podkreślał b. mocno JP2)
I można by jeszcze wiele “świntych” prawd przytoczyć, ale i tak nie przekona to tych, co chcą być SZCZĘŚLIWYMI bez ustanku i najlepiej za darmo, nic z siebie nie dając.
Na koniec jeśli trafi się nieszczęście pamiętaj – Z BOGIEM SIĘ NIE NEGOCJUJE. Abrahamowi się zdarzyło, ale jak i o co negocjował???!!!
Panie Rafale Ziemkiewiczu!
Zapewniam o szacunku. Proszę przyjąć najlepsze życzenia z okazji święta Archanioła Rafała.
P.S.
Idąc tropem myśli Pana Stanisława Michalkiewicza przekornie dodam, iż między Michnikiem, a Rydzykiem jest miejsce na “żywą cerkiew”. (To dla wtajemniczonych)
Krótko – najlepiej by było, gdyby katolicy mieli co najmniej wiedzę dotyczącą Nauki Kościoła (ogólnie Wiary) na poziomie swojego wykształcenia, inżynier na poziomie wyższym, pomocnik murarza na poziomie podstawowym i wówczas nie byłoby problemu. Dlatego proponuję poduczyć się i pokornie uznać naukę Jezusa. Wiadomo, że cel nie uświęca środków i że szatan nigdy nie będzie zbawiony (wiedza podstawowa), więc proponuję przeprosić czytelników, spojrzeć na siebie z pokorą, poduczyć się i dalej robić dobą robotę, ale po zdobyciu nowego doświadczenia i wiedzy, Wystarczy kilka książek, może spotkanie z egzorcystą lub jakieś rekolekcje, przykro mi jak mam Pana bronić za takie dzisiejsze brednie, to się nie da. Czekam na inne teksty, jak zawsze, no, prawie zawsze, świetne – i nie wyszło krótko…. Pozdrawiam.
Aha! Jeszcze jedna uwaga. Jeśli jedna strona oszukuje na procesie, to po wyroku ta uczciwa, dalej uważa, że jest w związku sakramentalnym i jak ona ma sobie układać życie na nowo, skoro wie, że wyrok jest fałszywy. Przysięga jest przysięgą, tym bardziej sakramentalna…. mógłbym tak jeszcze długo wyliczać, ale “mądrej głowie, dość”……
Panie Bronku, nie wiedziałam, że jest pan az takim bigotem, nie wygląda pan, zwlaszcza w telewizji śniadaniowej, kiedy nie zdazy sie pan ogolic. Pozdrawiam, Marysia.
“Co nie jest możliwe u ludzi, jest możliwe u Boga” – nawet anulowanie małżeństwa. I o co tu tyle krzyku?
Powody nieważności małżeństwa: zatajona ciężka choroba psychiczna, bigamia, wymuszenie małżeństwa, kłamliwe oświadczenie miłości, której nie ma, wyjątkowo ciężkie zaburzenia
charakterologiczne, zwł. na podłożu zmian organicznych mózgu. Jakiekolwiek inne powody sugerowane sądom kościelnym są bez znaczenia – zwł. t.zw. niezgodność charakterów! Nawet najlepsze małżeństwo jest stale z racji niedoskonałości natury ludzkiej, narażone na pokusy i kryzysy. Człowiek bez bożej łaski jest słaby
i niestały w uczuciach! Właśnie o tę łaskę powinien zabiegać każdy wierzący w Boga, a nie szukać usprawiedliwienia dla swoich błędów. Pan Redaktor z trudem skrywa własną, małostkową tęsknotę za poszerzeniem owego wentyla rzekomej wolności od małżeńskich więzów! Tymczasem rzecz się ma tak: z Bogiem, albo przeciw Bogu. Zakonnicy, którzy stracili wiarę są przeciw Bogu i Jego Kościołowi, a ich słowa są fałszywym świadectwem! Nie zapominajmy, że prawdziwym celem człowieka jest świętość i wieczne życie w Bogu!
ile warte jest dziś słowo ludzkie? dlaczego nie wymagamy od siebie prawdy i dotrzymywania obietnic? czy jesteśmy świadomi decyzji, które podejmujemy?
Poadrawiam red, Rafała i dzięki za mądry felieton.!!**//
moze przed slubem koscielnym,zapoznac sie dokladnie z sakramentem malzenstwa. idac w tym kierunku myslenia mozna raz zabic,raz ukrasc,raz byc agentem i kosciol ma to tolerowac
“zatrudnił do komentowania domniemanego cudu w Sokółce upadłego dominikanina, który czas pewien temu ogłosił, iż utracił wiarę ….. Faktycznie, trudno było znaleźć do tych spraw lepszego eksperta.”
Podazajac tym tokiem rozumowania krytykowac komunizm moga tylko zagorzali komunisci, Wyborcza moga krytykowac tylko redaktorzy tam zatrudnieni, co Pan u licha pisze?
To moze jeszcze niech pedofile sami zadecyduja czy pedofilstwo powinno byc karalne czy nie?
Szanowny Panie Redaktorze to przecież Newsweek i Gazeta Wybor-cza jest jak mawiał młody poeta ”karczemnej wytworem gawiedzi w głupstw warzony kużni”.”…z głupkami się nie dyskutuje jak powiedział pan Cejrowski pani Senyszyn…” więc nie będę męczył klawiatury. Za to pozdrawiam i przyjemnej niedzieli życzę
Panie Ziemkiewicz. Tak mi sie /moze tylko/ wydaje, ze Pan by chcial, ale nie moze!
Problem przez Pana opisywany, to nie tylko problem katolicki, to przedewszystkim papieski….to problem spoleczny, ktorego sam kosciol nie jest w stanie rozwiazac a nawet pojac…
To zenujacy temat tak spoleczenstwa a przede wszastkim dla swiata katolickiego….gdy sie spojrzy na malzenstwa i rodziny /chocby w szerszym zakresie/ – z jakich by nie bylo “stron”, ktore dalej nie tylko nie moga prowadzic godnego i przyjaznego zycia…..i aby dalej egzystowac tworza nowe zwiazki tak rodzinne jak i przyjacielskie, ale juz po za zdogmatyzowanym swiatem religijnym….
…w nowych i pozyteczniejszych warunkach potrafia stworzyc i lepsze i godniejsze zycie nie tylko dla siebie ale swemu potomstwu dac pelnie do zycia bez falszu, obludy i zaklamania tzw. Christ Corporation”
Bóg zapłać Towarzyszu Redaktorze. Bóg Zapłać!
@ andrzej2000 z 24/10/2009 o 22:52
,, Mam podejrzenie, że największymi krytykami kościoła są ci, którym nie w smak jest uznawanie niektórych postępków za grzech. Chcieliby pogrzeszyć i mieć czyste sumienie. Mnie tam często kusi, ale nie obwiniam za to kościoła, czy religii,,.
*** W pelni sie zgadzam. Pamietam swoj pierwszy, mlodzienczy bunt przeciw Koscolowi. Bardzo wtedy bylem zly na Kosciol, ze mnie ograniczyl. Wyobrazalem sobie, co moglbym robic , gdyby nie wewnetrzne hamulce wyrzutow sumienia, jak latwo by mi bylo siegac po przyjemnosci, po uzycia, po miejsce w hierarchii spolecznej, jak latwo stawac do rywaizacji z tymi, co nie maja skrupulow, tylko wprost siegaja, po to, czego chca.
Przezwyciezylem go dopiero, gdy stanalem przed zyciowa decyzja zycia latwego i przyjemnego. Zdalem sobie wtedy sprawe, ze nie takiego zycia chce, ze to nie moje zycie, ze niemogl bym w nim byc soba i u siebie, ze byloby to pobocze zycia prawdziwego, zycia w ktorym mozna doznac spelnienia, zycia nad ktorym mozna panowac.
Paradoksalnie dopiero odrzucajac oferowana mi wolnosc od ograniczen Kosciola poczulem sie prawdziwie wolnym. Dopiero wtedy przyznalem racje Kosciolowi, ze odrzuca droge do szczescia na skroty, ze stawia wysokie wymagania, ale wymagania na miare ludzkich mozliwosci.
Panie Redaktorze!
Bardzo cenię Pana teksty i na początku chciałbym podziękować za nie.
Odnośnie jednak omawianego tekstu, to wydaje mi się, że również Panu tym razem umknęło sedno sprawy.
Po pierwsze sakrament małżeństwa jest rzeczywistością obiektywną-albo jest, albo go nigdy nie było. Zadaniem sądu jest stwierdzenie czy to małżeństwo istnieje, czy nie, a nie stworzenie jakiegoś wentylu bezpieczeństwa. Przypomniał o tym jakiś czas temu Benedykt XVI przemawiając do sędziów roty rzymskiej.
Po drugie miejscem, w którym mogą dobrze i bezpiecznie dorastać dzieci jest właśnie rodzina, w której rodzice wiedzą, że nie opuszczą się aż do śmierci i zrobią wszystko żeby to małżeństwo uratować jak będą problemy. I jest to rzeczywiście możliwe, choć wg mnie opiera się na zaufaniu Bogu, że z Jego pomocą jestem w stanie wytrwać.
Pozdrawiam
WojtekW
“A w jakim sądzie nie dochodzi do nadużyć? W jakim nie zdarza się ludziom brać fałszywych świadków, kłamać i sięgać po inne niegodne sposoby osiągnięcia zamierzonego celu?”
a w OSTATECZNYM
tam gdzie świadomość z czym wiąże się składanie fałszywych świadectw przeciw bliźniemu jest taka jaką powinna być,
“Dla niektórych to wszystko nie ma za grosz sensu. Bo w ogóle wiara nie ma dla nich sensu. Z definicji. Tylko po co w takim razie się pchać z butami w sprawy, których się nie rozumie? ”
czasami, żeby podkreślić i wyeksponować swój satanizm
Oczywiście z tym ostatnim nie ma żartów, wie o tym każdy kto ‘dotknął Ziemi choć razu’.
Pozdrawiam,
Uwaga, będzie metafizycznie:
“Jeśli pierwsze małżeństwo było kompletnie nieudane, nietrafione, chore, i podtrzymywanie go za wszelką cenę, jak należałoby w zgodzie z nauką
Kościoła zrobić, oznaczałoby tylko wzajemne zadawania sobie męczarni przez obie strony, i gorzej jeszcze, skazanie na wychowywanie się w tej męczarni dzieci, co musiałoby je psychicznie zdeformować na
całe życie – a drugi, niesakramentalny związek jest udany, i potomstwo z niego ma szansę na szczęśliwy „kraj lat dziecinnych”, to co tu właściwie jest dobrem? Uparte trwanie za wszelką cenę w tym
pierwszym, czy jednak ten drugi?”
Odpowiedź z pozoru jest prosta, jeżeli zamkniemy oczy na niewidzialny dla ludzi, metafizyczny aspekt sprawy, jeżeli uznamy, że my – żyjący w materialnym świecie, zanurzeni w czasie i przestrzeni “wiemy wszystko”.
A (co najmniej) równie prawdopodobne jest stwierdzenie, że widzimy jedynie wierzchołek góry lodowej, prawdziwa natura rzeczy – Platoński świat idei – jest przed nami ukryta, widzimy jedynie cienie rzeczywistości, jak ludzie w platońskiej jaskini.
Miłość jest Tajemnicą. Może nawet największą z tajemnic…
RAZ sam napisał niedawno (w Rzepie?) – jeżeli prześpisz się z kobietą, to ani Ty, ani Ona nie będziecie już nigdy tacy sami. Coś zmieniło się nieodwołalnie i na wieczność – w Tobie, w Niej i (dodam) w świecie dla nas za życia niewidzialnym – w tej niewidzialnej dla nas części Wszechświata (’góry lodowej’) – odwrotnej stronie rzeczywistości, że tak to ujmę.
I Kościół jest od tego, żeby o widzialnych jedynie Bogu konsekwencjach naszych czynów informować, ostrzegać i mocą swego autorytetu chronić.
A tak bardziej jasno i dosadnie: podobno w USA jest dość popularny i szokujący katecheta, który ostrzega młodych przed seksem przedmałżeńskim: “Jeżeli kochacie się bez sakramentu, to między wami jest Chrystus, i wy go gwałcicie!”. Dosadnie i obrazowo. Po amerykańsku
Tak całkiem realistycznie i bez odwoływania się do Wiary dodam, że cieszę się, że są na tym coraz bardziej miękkim i rozlazłym świecie rzeczy stałe. Obietnice, których nie można odwołać. Możliwość złożenia ślubów pewnych na 100%, nie do pierwszego “znudziłomisie”.
I instytucja będąca gwarantem możliwości złożenia takich ślubów.
Nikt nie ma obowiązku ślubu kościelnego, ale dobrze, że każdy ma możliwość złożenia takiej obietnicy. Lub jej odmowy. Od razu wiemy na czym stoimy.
Każdy ma prawo do swojego sposobu na życie, ślub kościelny gwarantuje realizację tego prawa tym, którzy traktują swoje życie poważnie
Panie Rafale!
Nupturienci (kandydaci na małżonków) – wbrew pozorom – mają całkiem bogaty wybór.
Mogą mianowicie:
1.) nie brać ślubu i żyć w konkubinacie
2.) wziąć ślub cywilny
3.) wziąć ślub kościelny
Problemem jest presja społeczna, połączona z niedojrzałością w sprawach wiary. Należy nie tyle zmienić system (dopuścić częste i łatwe rozwiązywanie małżeństw), co skupić się na uświadomieniu małżonkom konsekwencji ślubu kościelnego dla katolika.
Jeżeli ktoś nie jest świadom zagrożeń, powinien pozostać przy ślubie cywilnym lub przy konkubinacie.
A presja otoczenia?
Nie żartujmy…. Z tą presją trzeba umieć sobie poradzić.
Osoba decydująca się na tzw. sfingowany “rozwód kościelny” ma w gruncie rzeczy naukę kościoła w absolutnym niepoważaniu.
Więc po co takiej osobie apropata powagi KK dla rozwodu / fikcyjnego unieważnienia jej małżeństwa???
niech się rozwodzi, a o konsekwencje katolickie się nie martwi…
Osoba uważająca, że instytucja nierozerwalności małżeństwa ma sens, nie będzie próbować fikcyjnych prób.
Fakt – żal tych, którzy zbyt pochopnie się związali. Nie poszaleli w młodości, nie zaznali smaku innych kobiet (tudzież mężczyzn).
Ale dostali coś za to. Inną osobę na wyłączność we wczesnym wieku.
Coś za cos. nie można mieć wszystkiego.
Rozumowanie, że ateista albo dominikanin nie powinien komentować zagadnień kościoła katolickiego jest śmieszne, bo wychodzi na to, że sędzią mozna być jedynie we własnej sprawie – gdyby tak było, to nikt nigdy nie poszedłby do więznienia. Idąc dalej tokiem takiego rozumowania – nie ma Pan podstaw do komentowania poczynań Gazety Wyborczej, ponieważ nigdy Pan tam nie pracował. Nie ma Pan też prawa oceniać ludzi współpracujących z bezpieką, bo nie był Pan TW – przecież wszyscy wiemy, że to nonsens.
Panie Redaktorze Pan taki już duży i nie rozumie?
Przecież coś co powstało w ludżkiej głowie nie jest wolne od błędów i musi być wiecznie poprawiane bo inaczej dawno by już zginęło.
Ateista
@ orangutan
“Rozumowanie, że ateista albo dominikanin nie powinien komentować zagadnień kościoła katolickiego jest śmieszne”
W tym wypadku nie “dominikanin”, tylko były dominikanin, upadły duchowny. To tak dla porządku, z kontekstu wynika, że to miałeś na myśli.
Oczywiście, że każdy ma prawo komentować, co mu się podoba, ale tu chodzi przecież o to, że w prasie klasy “Newsweeka” za miarodajnych ekspertów w sprawach Wiary czy Kościoła uchodzą ludzie mający niejako z definicji jakiś uraz na tym punkcie. Jaka linia pisma – taki ekspert. I taki obiektywizm..
szkoda ze myslenie o propagandzie i demagogii nie zajmuje panu wiecej niz dwa tygodnie bo jak widze czesciej wypisuje pan swoje farmazony. moze wtedy ograniczylby pan swoje partyjne gierki i proPISowski klakieryzm godny nagrody kaczynskiego-rydzyka.
Kościół sobie doskonale z tym radził – po prostu małżeństwo powinno być aktem przemyslanym. Dlatego kiedyś dużo do powiedzenia w tej kwestii mieli rodzice – jako bardziej doświadczeni. Jeśli slubujesz komuś przed Bogie, to nie masz prawa tej przysięgi łamać. Jesli złamiesz, to jesteś potępiony. Być może zbyt lekką ręką udziela się ślubów, ale niech no jakiś ksiądz spróbuje odmówić. Zaraz go “wyborcza” obsmaruje.
Gadka szmatka…
Kosciół w Polsce to instytucja – ktwór bazujacy na ciemnocie ludu…
bo jak wytumaczyc jego milczenie w sprawach:
-afera fundacji ojca (psia mać) rydzyka (siwadomie z małej liery – bo nie mam szacunku dla toeg antychrysta!)
-afera z zamieszaniem pana Goslowskiego (na miano biskupa na pewno nie zaslużył)
- sb-ek głowa Kosioła – mowa o tw. Petz
- czlonek hitlerjugend papieżem!!!!! – ponury żart…!!!
i wiele innych
Dlaczego jak coś sie dzieje w kosciele katolickim to ci dobrzy nie potrafią tak jak w Piśmie “oddzielic ziarna od plew”- bo co? – sa tacy sami? – czy tez sa “umoczeni”?
Kościół to człowiek wierzący i modlący się gdziekolwiek… – niekoniecznie w kościele gdzie trzeba dać na tacę, gdzie w przedstawieniu biorą udział faceci przebrani w sukienkach…