Wychodząc ze swego domu w Sulejówku 12 maja 1926 roku o siódmej rano Józef Piłsudski powiedział żonie, że wróci o zwykłej porze na obiad. Nie ma najmniejszego powodu przypuszczać, by ją oszukiwał. Piłsudski po prostu nie zamierzał tego dnia dokonywać zamachu stanu. Zamierzał wziąć udział w zbrojnej demonstracji, urządzonej przez wiernych mu oficerów, spotkać się z prezydentem i wymusić na nim dymisję rządu, po to, by stworzyć precedens i umocnić swoją pozycję na przyszłość. A potem, z poczuciem, że zrobił coś potrzebnego ojczyźnie, wrócić do domu i zasiąść z rodziną do stołu.
Być może tak by było, gdyby nie fakt, że prezydenta nie było tego dnia w Warszawie (jego wyjazd nie był zresztą tajemnicą – przegapienie go przez spiskowców wiele mówi o ich talentach), a lekceważeni przez piłsudczyków zwierzchnicy państwa i sił zbrojnych zachowali się nadspodziewanie stanowczo.
Zbuntowani pułkownicy nagle zorientowali się, że mogą ponieść konsekwencje niesubordynacji, Piłsudski, wiedziony osobista lojalnością, nie mógł ich pozostawić własnemu losowi – padły strzały, a potem już poszło samo. Po burzliwych, choć krótkich walkach okazało się, że nikt nie jest zdeterminowany bronić dotychczasowego porządku, który od dawna już nie był żadnym porządkiem, tylko irytującym wszystkich bałaganem. Nawet sami przedstawiciele legalnej władzy nie za bardzo byli przekonani do walki w swej obronie, i w końcu wszyscy prawie zgodzili się, że przekazanie władzy Piłsudskiemu nie jest pomysłem złym.
Z tej zgody wyłamał się tylko on sam; władzy nie przyjął, ale też nie do końca, wybierając dla siebie rolę szarej eminencji, formalnie generalnego inspektora sił zbrojnych, faktycznie dobrego dziadka Rzeczpospolitej, który niby to nie trudzi się bieżącym rządzeniem, ale gdy uzna, że coś jest nie tak, może każdego z rządzących wezwać do siebie, udzielić mu reprymendy i wymienić na kogoś innego. Nie dyktatora, ale, jak to szybko ochrzczono, dyktatusia.
Gdyby nie krew kilkuset żołnierzy i cywili, trudno byłoby kres naszej króciutkiej międzywojennej demokracji nazwać inaczej niż operetkowym. Z jednej strony demokracja, której większość nie chce bronić, z drugiej dyktator, który bynajmniej nie marzy o władzy i nie upaja się jej sprawowaniem. Trudno znaleźć w dziejach świata przykład podobny.
Co jednak z tego przykładu wynika? Powściągliwość Piłsudskiego niczemu przecież nie zapobiegła. Tak, jak wypadki majowe potoczyły się same z siebie i mocą bezwładu doprowadziły do nieplanowanego zamachu stanu, tak i rządy sanacji rozwijały się, mocą wewnętrznej dynamiki walki o władzę i logiką dworskich intryg, w kierunku, którego sam Piłsudski zapewne chciał uniknąć. Jeśli nawet u początku była bezinteresowna troska o młode państwo i jeśli nawet łączyła się z nią pewna niechęć do sięgania po brutalną przemoc, to szybko stała się sanacja najzwyklejszą w świecie sitwą, cementowaną mafijnymi układami i geszeftami. Dla ugruntowania swej władzy i wpływu nie cofała się przed żadnym, coraz dalej idącym bandytyzmem.
To rzeczy niby znane, ale nie do końca – z racji różnych historycznych zaszłości nikomu nie zależało na opisaniu tych mechanizmów bezwładu, które określały ewolucję dyktatury i sprawiły, że z każdym rokiem okazywała się lekarstwem gorszym od choroby, jakiej miała zapobiec. Brakuje mi zwłaszcza solidnej historii gospodarczej II RP, która pokazałaby, jak niszczące dla gospodarki polskiej było poddanie jej władzy legionowych trepów, „uzdrawiających” ją rozkazami i przysłowiowym malowaniem trawy na zielono.
Brakuje mi też solidnej, niehagiograficznej analizy psychologii Marszałka, który – podobnie zresztą jak jego wielki rywal, Dmowski – z wiekiem zatracał wielkość, coraz bardziej zmieniając się w pełnego obsesji i idiosynkrazji frustrata. W analizie takiej maj 1926 trzeba by bez wątpienia uznać za początek końca, początek upadku wielkiego przywódcy. A także za, że posłużę się taką parafrazą znanego dzieła, „triumf bezwoli”.





Co to znaczy -”brakuje mi zwłaszcza solidnej hidtorii gospodarczej IIRP”?
Czy nie są dostepne np. Roczniki Statystyczne, są aż do 1939r włącznie. Sa dokładne i rzetelne. Czy nie ma historii COP-u?
Czy niejasny jest rozwój Gdyni itp?
Czy to co z nich wynika – prężny rozwój gospodarki, duży eksport np. do ZSRR – nie zgadza sie z góry założoną tezą?
Znajdź Pan dzisiaj odpowiednika “legionowych trepów” to złożę im uszanowanie.
Pozdrawiam, starszy od Pana o pokolenie.
E tam przynajmniej gdynie zbudowali trochę dróg no i cop ale warcholstwo trudno wyplenić w narodzie i tyle każdy ma prawo kiedyś się zmęczyć i piłsudski nie zażywał amfetaminy może dlatego to triumf bezwoli był w odróżnieniu od hitlera śitwa kontrolowana lepsza od samopasu
Marszałek był chory na tak zwany zawodowy rewolucjonizm i to jest przyczyna jego porażki bo jest tylko jeden prawdziwy rewolucjonista i to ten bez karabina na ramieniu za to z czyms innym bo za co umierać jak nie za prawdę tylko nie pytajcie co to jest prawda bo skończycie w sanatorium jak ten co zapytał wszystko co widzimy nie istnieje jesli nie widzimy w tym drugiego człowieka a synagoga niech sobie rządzi wyrok już i tak jest wydany i co na to poradzić
Rozdzielenie funkcji wladzy od nadzoru nad wladza, w swej istocie jest genialne. Wyraza istote zdrowej demokracji. Problem w tym, ze Pilsudski zrobil eksperyment ,,kryzysowy,, na skale swiatowa i jak to czesto bywa, wyszlo mu na opak. To nie dyktator, nawet ,,dyktatus,, ma sprawowac ta funkcje kontrolna, funkcje ,,ujemnego sprzezenia zwrotnego,, , ale instytucje autentycznie demokratyczne, sam Narod. Z kolei wladza sprawowana z mandatu spolecznego musi byc wolna od jakichkolwiek wplywow ,,partyjniackich,, – i to Pilsudski osiagnal, ale tylko formalnie, bo sam stal sie jakby ,,nadpartia,,. W ten sposob rzad przestal byc nie tylko naprawde odpowiedzialnym, ale i nalezycie przedsiebiorczym. Dzis wiemy dobrze, ze podstawa demokracji jest silny rzad, ale jeszszcze silniejszy nad nim demokratyczna nadzor obywatelski, a w 1926 roku Pilsudski powinien stanac na czele rzadu, ale ,,to se ne vrati,,. Dzis przed nami wojna o media, by staly sie prawdziwym okiem, uchem i slowem obywatela podstawowym narzedziem jego funkcji nadzoru nad wladza. Sam prezydent i organizacje pozarzadowe nie wystarcza.
RAZ ZMIENIA ORIENTACJE
Autorowi nie podoba się “malowanie trawy na zielono.” A co kolor czerwony byłby lepszy? A może wszystkie kolory tęczy
Jest tak anegdota o Chagallu kiedyś rozmawiał z jakimś bogatym żydem ze śmietanki I ten bogaty mówi że to niesprawiedliwe bo mimo różnicy majatkowej jaka ich dzieli obaj tak samo pomrą a Chagall mu na to to niech pan jedzie do Witebska tam jeszcze żaden bogaty żyd nie umarł
Bardzo ciekawe rozważania.
Nade wszystko ma rację autor pisząc, że w licznych opracowaniach dotyczących okresu międzywojennego brakuje odniesienia się do wskazanych przez niego, istotnych kwestii.
Ciekawy materiał bo nieco inny od znanych mi.
Panie Rafale, przecież jednak doszło do słynnego spotkania Piłsudskiego z Wojciechowskim na moście Poniatowskiego, no to prezydent musiał być w Warszawie, nieprawdaż?
Niech Pan napisze felieton o czymś co się Panu podoba i co uważa Pan za właściwie rozwiązane. I oczywiscie, żeby to dotyczyło Polski.
Ciemny lud, albo, jak kto woli, prości ludzie chcieliby trochę optymizmu i świętego spokoju.
Chyba właśnie dlatego PO i premier Tusk cieszą się takim poparciem społecznym.
Ludzie w zasadzie wiedzą co jest grane, ale maja dosyć skandalicznych afer, zagrożen, kryzysów i świnskiej grypy.
Naprawdę na bagnecie nie da się siedziec
A jeśli już poznamy “diabła tkwiącego w szczegółach” z przed niemal wieku, to uporamy się z “diabłem” tkwiącym dzisiaj, który tak przeraża niektórych polityków?
Powstanie IIR.P. nastapiło w wyniku zbiegu wielu okoliczności. Po pierwsze z czynu Legionów Józefa Piłsudskiego ,który uznał ,że należy zbrojnie wystąpić w przyszłej wojnie po stronie Austrii i Niemiec przeciw największemu wrogowi niepodległości- carskiej samodzierżawnej Rosji – liczac na jej przegraną. Po drugie z myśli politycznej Romana Dmowskiego ,który tworząc pierwszą nowoczesną w Polsce partię polityczną Narodową Demokrację postanowił w 19o5 roku stanąć do wyborów do I Dumy Państwowej i związać sprawę polską z rozwojem demokracji w Rosji ,a tym samym z wielkimi demokracjami Zachodu będącymi z nią w sojuszu wojskowym Entencie. Po trzecie z nieprzewidzianego zakończenia wojny i klęski wszystkich trzech zaborców bo w Rosji ,która powinna być w obozie zwycięzców władzę w wyniku kontrrewolucji objęli bolszewicy. W wyniku czynu zbrojnego Legionów ,szczególnie na Wołyniu podczas ofensywy gen. Brusiłowa Niemcy tak zapranęli natychmiast żołnierza polskiego ,że proklamowali wraz z Austiakakami tzw.Aktem 5 listopada Królestwo Polskie z Radą Regencyjną na czele umiędzynaradawiając sprawę polską ,co było dla Piłsudskiego najwazniejsze. Dlatego ,kiedy Niemcy odmówili pozwolenia na utworzenie Rządu ,który mógłby jedynie powołać Wojsko Polskie wezwał on do bojkotu poboru rekruta i 22lipca1917r. został aresztowany i uwięziony w Magdeburgu. To sprawiło ,że Polska przestała być postrzegana jako sojusznik Niemiec i Austrii. Umiędzynarodowienie sprawy polskiej rozwiązało na Zachodzie ręce Dmowskiemu i po utworzeniu Komitetu Narodowego Polskiego oraz walczącej na Froncie Zachodnim “Błękitnej Armii” gen.Józefa Hallera uzyskać status sojusznika i deklarację Prezydenta U.S.A. W.Wilsona że Polska niepodległa z dostępem do morza jest jednym z celów wojennych Entanty i warunkiem zawieszenia broni. Ukoronowaniem jego działalności było wywalczenie w Wersalu zachodniej granicy Polski. Tak więc IiR.P. ma dwóch Ojców!!! Jeśli chodzi o gospodarkę IiR.P. to wystarczą dwa nazwiska – Władysław Grabski i Eugeniusz Kwiatkowski….
Wiem, że raczej nie na temat ale… URBAN OPOZYCJONISTA!
http://eurowybory.onet.pl/forum.html#forum:MSwzMzEsOCw1Njk4NTY2MywxNTI0ODQ0MjUsNjY3NTY4NywwLGZvcnVtMDAxLmpz
Och
Albo ja Pana nie rozumiem, albo wypisuje Pan bluźnierstwa. Piłsudski dla mnie i dla wielu innych był tym, który wbrew woli i poparcia większości narodu przywrócił nam wolność i suwerenność. Jakimi otaczał się ludźmi wiem nie tylko z historii, ale miałem zaszczyt poznać niektórych osobiście. Prof Wacław Jędrzejewicz, jeden z najbliższych mu towarzyszy, niegdyś negocjator Traktatu Ryskiego, a potem minister edukacji, gdy znalazł się na emigracji, najpierw pracował jako ślusarz, potem hodowca kur, a na koniec zaproponowano mu profesurę literatury rosyjskiej na Wesley College, gdy opuścił ją Nabokow. Z tego co Pan pisze można by wyrazić zdziwienie, że nie opływał w dostatki korzystając z sekretnego konta bankowego w Szwajcarii. Wszyscy oni byli tacy. Przelewali krew dla Polski i nie oczekiwali zapłaty. Wśród nich także Józef Beck, którego nazwał Pan niedawno mordercą Polaków. Czy nie posunął się Pan za daleko? Beck z pewnością zbytnio zaufał zachodnim sprzymierzeńcom. Ale dopiero dzisiaj wiemy, że nie stanowili oni dla nas żadnej gwarancji i sami nie byli przygotowani do wojny.
Jeśli w Polsce o Piłsudskim pisze się tak jak Pan, to nie możemy dziwić się, że w niektórych zachodnich encyklopediach nazywa się go faszystą. Dużo by pisać na ten temat, ale na tym zakończę.
“Spierniczaly dyktator”, “legionowe trepy”, … . Pierwsze to oczywiscie o Marszalku Pilsudskim, drugie o zolnierzach z Pierwszej Kadrowej.
Jakich jeszcze epitetow uzyje ten pseudo-historyk
Doda-Ziemkiewicz wobec filarow historii Polski, by wypromowac swoje prostactwo, by inni uznali go za “autorytet”?
To wielka szkoda, ze dosc poczytne pismo jakim wydaje sie byc “Rzeczpospolita” zaczyna sie pograzac w gnojowce. Naprawde wielka szkoda!
Nie wiem, czy mój tekst ma szanse ukazać się na blogu Rz, ostatnio jest tu chyba na mnie zapis. Jeśli tak jst to nie mam o to pretensji, rozumiem przyczyny, prosze tylko o informację potwierdzającą tak abym nie tracił tu więcej czasu.
Informuje i publicznie się zobowiązuje że nie mam zamiaru wykorzystywać tej informacji do zgłaszania pod waszym adresem żadnych pretencji. Ona mi sie należy w imię fair play, nic więcej.
Ad Rem.
Wygląda na to, że Autor felietonu sam żywi niezbyt nawet skrywane obsesje i idiosynkrazje wobec Piłsudskiego, a zwłaszcza piłsudczyków i sanacji wogóle. Daleki jestem od robienia z nich świętych, ale podsumowywanie ich politycznej działalności z punktu widzenia reprezentanta tradycji endeckiej (i dziedzica krzywd, których endecja zaznała od piłsudczyków), wydaje mi się dość intelektualnie jałowe. Wysiłki Autora, by wykazać się obiektywizmem dają w efekcie kliszę “dobry car, zli bojarzy”, która więcej zciemnia niż klaruje. Choć jako punkt wyjścia do dyskusji dobre i to, bo świadczy przynajmniej o dobrej woli, co samo w sobie ma pewną wartość. Zresztą sam Dmowski mitygował kiedyś endeckich sykofantów, by dali wreszcie Piłsudskiemu przynajmniej po śmierci spokój, w końcu ten człowiek coś dla Polski zrobił…
A dyskusja o maju 26′ – bardzo potrzebna. Bo “Mateusz Bigda” i “Czarne skrzydła” to niestety wciąż równie współczesna literatura co “Polactwo” i “Michnikowszczyzna” (tylko literacko wyższych lotów
Rozmowa Piłsudskiego i Wojciechowskiego 12 maja 1926 r. o godzinie 17:
Piłsudski i Wojciechowski stają naprzeciw siebie, w odległości kilkunastu metrów od swoich świt. Nie podają sobie rąk.
- Stoję na straży honoru wojska polskiego – zaczyna rozmowę prezydent.
Słowa te wyprowadzają marszałka z równowagi. Łapie prezydenta za rękaw.
- No, no, tylko nie w ten sposób! – Piłsudski z nerwów chrypi zduszonym głosem.
Wojciechowski strząsa jego rękę ze swojej i oświadcza: “Reprezentuję tutaj Polskę, żądam dochodzenia swoich pretensji na drodze legalnej, żądam kategorycznej odpowiedzi na odezwę rządu”.
- Dla mnie droga legalna zamknięta. Panie prezydencie, niech mnie pan puści! Nic panu nie będzie! – prosi marszałek.
- To nie o mnie chodzi, tylko o Polskę – odpowiada Wojciechowski.
Piłsudski wymija prezydenta i podchodzi do szpaleru podchorążych.
Prezydent zbliża się do dowodzącego podchorążymi mjr. Porwita: “Niech pan wykonuje otrzymane rozkazy”. Potem woła do podchorążych: “Żołnierze, spełnijcie swój obowiązek!”, wsiada do samochodu i odjeżdża.
Wojciechowski bronił honoru wojska polskiego i demokracji.[]
Panie Rafale, Pan odważa się myśleć.
Pan nie chce, wzorem innych Wiernych Marszałkowi, klepać maszalnych formułek, że Wielkim Wodzem był i kochał Polskę, kochał… Małopolskę, ale już dużo mniej Wielkopolskę, prawda? A już do Śląska miał stosunek, że tak powiem nie bardzo udany…
Dla swoich przydupasó był wielkim. Dla NIE- swoich był podły – jak dla brata mojego dziadka, który był w Legionach, ale potem, jako wojskowy miał pecha (?) walczyć po stronie Wojciechowskiego i oczywiście potem wylecieć na zbity pysk z armii.
Felieton sprawia trochę wrażenie syntezy jakieogś dłuższego tekstu, na przykład książki, którą Pan aktualnie pisze;) Ale publicystyka historyczna dobrze Panu idzie, a książkę napisze Pan lepszą niż “Polactwo”.
Demokracja jest dobrym ustrojem, ale wymaga spelnienia kilku warunkow. Jednym z nich jest wola zdecydowanej wiekszosci mieszkancow kraju do zachowania panstwa, w ktorym mieszkaja. Nie jestem pewien, czy ten warunek byl w II RP spelniony.
Etniczni Polacy stanowili jedynie okolo 60% calosci, a wiele mniejszosci bylo otwarcie wrogo nastawionych do idei odrodzenia Panstwa Polskiego, przynajmniej w istniejacych wtedy granicach. Jesli wezmie sie do tego pod uwage jawna wrogosc wszystkich naszych sasiadow, wylaniajacy sie obraz nie napawal optymizmem. Polsce grozilo rozczlonkowanie.
Nawet dzisiaj, w tak starych juz i stabilnych krajach jak Belgia, Hiszpania, a nawet Wielka Brytania, czy Francja mniejszosciowe ruchy separatystyczna sa powaznym problemem. Wiec spojrzmy nieco laskawiej na ograniczenie demokratycznych mechanizmow w owych tak trudnych dla Polski chwilach.
W sumie bilans rzadow obozu sanacyjnego mozna uznac za pozytywny. Kraj sie scalal i byl zdolny do podjecia wielu ogolnokrajowych wyzwan gospodarczych, takich jak Gdynia, czy COP. Gdy nadeszla chwila proby, jego mieszkancy gotowi byli bronic kraju z pelnym poswieceniem.
Jest zupelnie inna kwestia, czy polityka Becka w przededniu wojny byla sluszna.
Czy moglo byc lepiej? Zapewne tak, ale jakos nie do konca jestem przekonany, ze klasyczne demokratyczne procedury byly w owym czasie najlepszym lekarstwem na te liczne choroby, ktore drazyly Polske. Byc moze nowonarodzony kraj nalezalo przez pewien czas potrzymac w inkubatorze systemu autorytarnego, chociaz inkubator nie jest miejscem, w ktorym sie chetnie przebywa.
Waclaw Timoszyk
Panie Rafale, na szczęście Marszałek dysponował czymś, czego brakuje wspólczesnym polskim politykom – cnotą honoru!
o to i kolejny raz wieli myśliciel polski początków XXI wieku wydał swoją niepodważalną i ostateczną, bez stronniczą opinię. Tym razem padła jej ofiarą sanacja. Nie sądzę aby wypadało znanemu publicyście ( bożyszcze wielu zagubionych owieczek inetelektualnych ), nazywanie żołnierzy walczących w ramach Legionów oraz POW nazywać ich TREPAMI!!! Ci żołnierze bezimienni, oraz grupa pułkowników, którzy stali u boku Piłsudskiego przelewali swą krew najpierw na polach bitew a potem ratując upadającą pod ciężarem kryzysu II Rzeczpospolitą. Panu Ziemkiewiczowie proponuję zagłębić się bardzie w tematyce rządów pułkowników, oraz zapoznać się jednak z powodu braku orientacji z działaniami gospodarczymi pułkownika Matuszewskiego, Starzyńskiego oraz szczególnie z działaniami Adama Koca, na podstawie jego biografii politycznej.
Pozdrawiam.
Stara się pan o pracę w Gazecie Wyborczej?
Bardzo mi się podoba ten styl i obrazowy początek z obiadem. Czyta się to bardzo przyjemnie. Co do treści, tym razem nic specjalnie kontrowersyjnego. Też dobrze. Zaostrza mi się apetycik na tę Pana książkę, której jeszcze nie ma.
No nie….
Ziemkiewicz zrobił dużo dobrego dla sanacji opinii publicznnej w Polsce, ale niestety teraz zaczyna po prostu być oryginalny na siłę.
Czy nie jest poza tym przypadkiem tak, że (parafrazując wywody samego Ziemkiewicza o Piłsudskim) to właśnie Ziemkiewicz “z wiekiem nie zatraca wielkości, coraz bardziej zmieniając się w pełnego obsesji i idiosynkrazji frustrata”?
No i właśnie “pszło samo” ., to wydaje się myslą przewodnią wielu polityków ( nie wyłączająć wielu Platformersów) , ale samo nie chce iść . Ze tak łatwo nie jest przekonywali się wszyscy po kolei i oddawali władzę mimo złudzeń . Ja jednak widzę że Tusk stara się ciężko pracować , mimo propagandowych tajfunów opozycji wspomaganej nawet przez Prezydenta i myślę że ma prawo do pewnych awansów. Nie licytujmy się czy tak czy nie , bo to stanie się jasne w określonym momencie. Ważne jest (dla wszystkich ) aby następcy byli lepsi od poprzedników (dla Polski – w tym miejscu i czasie). Aby do tych zmian pozytywnych prowadzić , musimy wszyscy mysleć i kompilować ,dalej niż do najbliższego zakrętu . Na uczciwość polityków nie nalezy liczyć zupełnie ale Polacy powinni sprawy analizować w własnym interesie.
Jakos nikt nie potrafi pojac ze rozumny Dyktator, za jakiego
sp. Pana Pilsudskiego uwazam, jest lepszy niz demokracja!
Ile razy trzeba powtarzac ze 20 prostytutek i jeden profesor
w jednej dzielnicy przesadzaja demokratyczne wybory?
Prostytutki prosze zastapic polactwem i wynik jest znany.
Legendarne powiedzenia Dziadka sa lepsze niz ten sejmowy belkot.
Jego dzialalnosc dla Polski, nie dla salonu, ukladu czy lodow,
stawia mu pomnik.
I czy to sie “postepowcom” podoba czy nie, On byl mezem stanu,
ta zgraja dzisiejszych poltykow pewnie nawet nie wie o co chodzi.
Oni sa juz nowoczesni!
jechu
Jerzy Krajewski Pisze:
23/05/2009 o 14:36
Panie Krajewski,
co sie wtedy w Polsce dzialo, przypomina do zludzenia dzisiejsza scene polityczna.
Nie interes Polski jest wazny, tylko wlasny i wlasnej partii.
Dziadek patrzal do czasu na tamtejsze polactwo, potem go krew zalala.
To oczywiscie wedlug pana niedemokratyczne i godne potepienia.
Bardzo prosze o recepty, jak tego smoka ujarzmic.
Moja jest jasna, niestety Niebiosa patrza i widza, drugi raz takiego prezentu Polska nie dostanie.
Szkoda.
jechu
rencista Pisze:
23/05/2009 o 16:47
Szanowny Panie,
nie tylko Marszalek, prosze dzisiaj wyjsc na ulice i pokazac
dla kogo Honor cos znaczy.
Pozdrawiam.
jechu
Panie Rafale po raz kolejny proszę : mniej emocji, bo zaczyna Pan domagać się już historii pisanej na zamówienia. To trąci wiadomo czym.
Cytat:
“Brakuje mi zwłaszcza solidnej historii gospodarczej II RP, która pokazałaby, jak niszczące dla gospodarki polskiej było poddanie jej władzy legionowych trepów…”
Wystarczy, że brakuje nam solidnej historii gospodarczej II RP.
O ile wogóle Pan czyta te komentarze.
Zamach majowy to ciezka zagwozdka.
Potrafie godzinami o slusznosci zamachu,
i potrafie godzinami o nieslusznosci.
Siebie samego nie potrafie przekonac,w
czym Ziemkiewicz ma nade mna przewage.
–Typowe dla tego zagadnienia .Z.wyzala sie,
ze nie ma analiz strasznych zbrodni ekonomicznych
sanacji.Prawda !
–I zaraz odpowiedz jednego z blogowiczow.
A kto zbudowal COP i Gdynie.I znowu prawda.
Trudno to sobie wyobrazic jako rezultat sejmow
i rzadow przedmajowych.
Ze brak jest kierunkowych analiz,ktore by to wreszcie
wyjasnily ! Oczywiscie!!!
Ale co robi Z. ??? Mowi ,ze nie ma argumentow,po
czym staje po jednej ze stron .W rezultacie artykul nic
nie wnosi,ani plusow dodatnich,ani plusow ujemnych.
Monter – też mam takich wypocin autora dość.
Czy naprawdę bez postawienia w tytule Ojca Rydzyka – redaktor Ziemkiewicz sam się pisaniem nie obroni?
Może warto się podedukować…
daj pan spokoj tym prowokacjom. przy takiej inteligencji odbiorcow jest niebezpieczenstwo ze ten kij wsadzany w mrowisko zacznie faktycznie miec dwa konce i z prowokowania do myslenia o polsce w sposob taki jak trzeba czyli w postaci myslenia o polskiej racji stanu,co bylo pana zamierzeniem, mam nadzieje, przemieni sie w gledzenie i biadolenie skad inad juz znane wczesniej z publikacji niemiecko sowieckiej jako prymitywna krytyka wszystkiego co polskie. a przeciez nie o to chodzilo w tych quasi krytykach becka i w ogole krytyce jednej z nielicznych jutrzenek historii polski jakim bylo nasze cudowne dwudziestolecie.. czy tez faktycznie cos innego masz pan w zamysle.
Poza tym sądzę ,że prezydentura Donalda Tuska była by zagrożeniem dla demokracji!!!
Panie Redaktorze,
Jest Pan z pewnością człowiekiem oczytanym i b. dobrze orientującym się w wielu materiałach źródłowych dotyczących okresu 20-lecia między wojnami, o którym tak gorąco i namiętnie pisze Pan w swych najnowszych tekstach. Wydaje się jednak, że umknęła Pańskiej uwadze jedna niezwykle ważna dla wszelkiej analizy tamtego okresu pozycja. Jest to książka zatytułowana “Podnieśmy ją wzwyż” autora ukrywającego się pod pseudonimem „Chwilowo Niemowa”. Zgodnie z informacją na pierwszej stronie, książka została wydana nakładem i czcionkami Drukarni “Powściągliwość i Praca” w Krakowie 1939. Podtytuł brzmi: „Przygotowania naszych sąsiadów a nasz potencjał wojenny” Książka była rozprowadzana na podstawie subskrypcji i dziś jest z pewnością rarytasem bibliotecznym. Słownik pseudonimów pisarzy polskich XVw.-1970 r. w tomie 1, na stronie 344 utrzymuje, że autorem był Stefan Eugeniusz Ołpiński. W świetle kwerendy internetowej ustalenie to nie jest jednak takie pewne. Jak się zwał autor, tak zwał. Dużo ciekawszy jest zasób przytaczanych w niej informacji, który z pewnością był znany i dyskutowany w kręgach kierowniczych II RP. Myślę, że po lekturze tej pozycji wiele Pańskich opinii uległoby znaczącej zmianie.
Nie nalezy sie niczemu dziwic ale côz , nawet najlepszym , w tym wypadku red. Ziemkiewiczowi moze sie przytrafic publicystyczny KNOT ! Przez czysta grzecznosc na tym poprzestane…..
Czyżby bracia K. po obaleniu mitu Wałęsy wzięli się teraz za Marszałka?
Gdyby zestawić ostatni wywód Spiegla o wspólnikach Hitlera i ostatnie oceny Ziemkiewicza o dokonaniach Becka, to możnaby skojarzyć, że Ziemkiewicz paruje na garnuszku Niemców albo nawet szczególnego szpiega i wroga Polski Lecha Wałesy. Oczywiście tylko przy pewnej dozie wpływu teorii spiskowych i mentalności PiS’u. Ja oczywiście sobie teraz żartuję.
Ten felieton wygląda trochę na zapowiedzi. Bez faktów. Takie enigmatyczne zapowiedzi kolejnej prowokacji historycznej w wykonaniu Zeimkiewicza podebnej do tej o Becku, “mordercy Polski”, która wywołała super interesującą dyskusję.
Czyżby Ziemkiewicz uważał, że Polska dojrzała na historyczny rewizjonizm? Aby Polacy wreszcie spojrzeli trzeźwiej na swoją historię i wyzbyli się mitów.
Jeśli tak, to uważam, że robi bardzo słusznie. Polska potrzebuje rewizji swojej historii w kierunku negatywnym. Dla swojego dobra i w dobrze pojętym polskim interesie. Bo i naczej Niemcy nie tylko w gospodarce, w budwoei autostrad lecz również w polityce historycznej Polskę o sto lat prześcigną. Niemcy oczywiście rewidują historię nieco w kierunku pozytywnym. I to jest słuszny kierunek. Bo doprawdy, to nie było tak, że “złe” Niemcy w tamtych rozgrywkach napady na cały inny “dobry” świat. Tamten świat musiał zginąć w ostatecznej konfrontacji tradycyjnych i nowoczesnych imperializmów. W tej konfrontacji cała idea imperializmów w zasadzie się skompromitowała na wieki. Pozostały tylko dwa, ten amerykański, naprawdę nowoczesny i ten bolszewicki jako imperializm tradycyjny udający nieudanie imperializm nowoczesny.
Ja tam chce tylko na nowo wziąć swój łom do ręki i otwierać drzwi w amstuchu i to tyle a jak się to komuś niepodoba to co ja na to poradzę każdy ma swoją wizję szczęścia i nie należy uszczęśliwiać kogoś na siłę myślę że się nie gniewają
Kilkuset zabitych? O ile mnie pamięć nie myli, za Czasów, Kiedy Było Lepiej uczyli mnie, że około 150 ( w sumie). Mniej więcej tyle, co w stanie wojennym, ale zginęli oni w walce a nie zamordowani przez tzw. nieznanych sprawców. Rzeczywiście, w sprawie Dziadka czy Becka jest wiele argumentów za i tyleż przeciw. To są osobistości naprawdę kontrowersyjne. Zdrufko
@dwudziestolecie
@binio
…zgadzam się z Wami. Redaktorowi najwyraźniej chodzi o brak historii potwierdzającej jego tezy. A jeśli historia nie potwierdza tych tez, to co to za historia…I to jest człowiek ze środowiska, które szumnie głosi, że dzisiaj niektóre media bronią z góry założonych tez. Redaktor Ziemkiewicz cierpi chyba na schizofrenię, o której zdaje się, z tego co pamiętam, wspomina w swoich dziełkach, oczywiście wytykając ją innym.
Panie RAZ – czekam na wpis broniący absurdalnych założeń Prezydenta RP wygłoszonych podczas orędzia. No chyba że Pan był zauważył jak absurdalne były i postanowił sie nie wypowiadać…
@WSP Pisze:
23/05/2009 o 21:05
Mam lekarstwo!
Najlepiej nie czytac i przeniesc sie z wlasnymi wypocinami do wybiorczej.
jechu
Myśl przednia zatrzymana między głową a zadem, w formie wspaniała w treści rozwolniona!
Tak! Józef Piłsudski przedstawiony jak ,,pierdoła’,’ który zmalował czarnego luda po czem zdziwiony dziełem nie wiedział co z tym zrobić? A jeszcze do pary dodano mu Dmowskiego z zapętloną osobowością o obsesji nacjonalisty co to chce władzy i nie chce zarazem ! Brawo!
Dziw bierze, że w ogóle Piłsudski wiedział gdzie są pułkownicy a oni gdzie jest Marszałek i jak udało się trafić na Wojciechowskiego, że też nie pomylili mostów. A kolejarze na drugim końcu Polski telepatycznie nawiedzeni zatrzymali wojsko wierne rządowi! Pewnie za sprawą Kostka –Biernackiego? I takiż ,,bajzel będzie trwał przez okres rządów sanacji” a jedynym dokonaniem tegoż będą sławojki!
Co do pełni świadomości czynów i konsekwencji przyszłych działań, miał kiedyś Marszałek powiedzieć: ,,.. że po przewrocie ,,wszy go oblazły’’. Bóg raczy wiedzieć których z pułkowników miał na myśli? Może chodziło o ,,czwartą brygadę’’?
Zapewne decydując się na zamach majowy liczył się również z konsekwencjami, także tymi, które były adekwatne do zacytowanych słów. Jednak cóż było robić z narastającym chaosem gospodarczym, z rewoltowaniem państwa, wobec narastającego zagrożenia wewnątrz, podziałów ideowych w armii, rozgardiaszu i biciem piany w sejmie. Na zewnątrz problemy z Niemcami kanclerza Gustawa Stresemanna, boleśnie odczuwalne konsekwencje polsko – niemieckiej wojny celnej, niebezpieczeństwo wojny o Śląsk, podprawiane ubolewaniem Lloyda George’a ,że Niemcy nigdy nie pogodza się z utratą Górnego Śląska.
Na słynnej herbatce dla posłów Piłsudski oświadczył po zamachu: ,,…mogłem nie dopuścić do Zgromadzenia Narodowego kpiąc z was wszystkich ale czynię próbę czy można jeszcze rządzić w Polsce bez bata…” Czy można było?
Ambiwalencja w ocenie osoby i czasu. Nie bardzo rozumiem czy autorowi ,,Triumfu bez woli.” chodzi o brak solidniejszej realizacji zamachu takiej jaką zrealizował za czas jakiś kanclerz Hitler czy potępia zamach na parlamentaryzm II RP jako zło ohydne na demokracji?
Powiada autor, że lekarstwo było gorsze od choroby. A jakąż autor ma tezę na przebieg choroby gdyby zamachu majowego nie było?
Piłsudski wziął za pysk opozycję, pułkowników na smycz, nad ,,stadem’’ czuwał pułkownik Sławek ze znanym mottem co do sejmu: ,,…lepiej połamać kości jednemu posłowi niż wyprowadzać na ulice karabiny maszynowe…”
Efekty!
W 1927r spadek bezrobocia do poziomu najniższego w całym dwudziestoleciu, wzrost produkcji przemysłowej. Tandem Świtalski – Bartel w pracach legislacyjnych opracowuje 66 ustaw, działania Komisji Budżetowo – Gospodarczej: skuteczne porządkowanie finansów państwa, stabilizacja złotówki, ustalenie wymienialności z parytetem złota, umocnienie złotego wraz ze spadkiem inflacji. Efekty rządów pułkowników bynajmniej nie malujących trawy na zielono, przyniosły napływ inwestorów przykłady można mnożyć; montownia samochodów General Motors w Warszawie z produkcją na Europę wschodnią, zakłady „Lilpop, Rau i Loewenstein” z montownią opla, chevroleta i buicka, produkcja licencyjnych fiatów, rozbudowa zakładów ursusa, w 1927 –1928 Polska zaczęła produkować samoloty -rozbudowa Mielca, rozwój przemysłu zbrojeniowego. Doniosła w tym wszystkim rola ministra przemysłu i handlu Eugeniusza Kwiatkowskiego, któremu zawdzięczano wtedy gotowość pierwszego nowoczesnego portu w Gdyni – był rok 1929.
Tyle uzasadnienia co do pułkownikowych działań Piłsudskiego i początku upadku wielkiego przywódcy.
Winą Piłsudskiego było to, że był śmiertelny. Od 1928r pojawiły się pierwsze oznaki choroby. Od 1931 do 1935 czas jaki mu pozostał był okresem narastania obaw o przyszłość państwa. Jak mówił Cat – Mackiewicz; Piłsudski mówił językiem olbrzymów do karłów, miał świadomość tragizmu niezrozumienia i nie dokonania rozpoczętej pracy nad Polską.
Proces Brzeski nie był wyrazem jakiegoś upodobania do rozwiązywania problemów pięścią. Piłsudski wiedział jaka zmieniająca się dynamicznie sytuacja towarzyszy Polsce na zachodzie i wschodzie tj. w Niemczech i Rosji, wiedział, że Polska nie może sobie pozwolić na bezwład demokracji i wewnętrzną walkę. Ten wyznacznik słuszny i niezauważalny przez niektórych krytyków decydował o kierunku działań Piłsudskiego. Frustracja i obsesja mogły ujawnić się wraz z kresem życia ze strachu o los Polski, o utrzymanie kruchej niepodległości a nie o niezrealizowane megalomańskie ambicje upadłego dyktatora. Popełniając grzech wielkich ludzi nie uwzględnił Marszałek nieposłuszeństwa jako cechy przywódczej w wyborze następców. Następcy nie umieli lub nie mieli dość woli by unieść zakres odpowiedzialności jaki przyjął na siebie Marszałek Józef Piłsudski. Z pewnością o ten 1935 – 1939 fragment historii Polski można kruszyć kopie z Panem redaktorem.
Jan Lukomutywa
Nie wiedzieć czemu przesyłaniu tekstu towarzyszy pożeranie fragmentów?
Powinno być:
Piłsudski wziął za pysk opozycję, pułkowników na smycz, nad ,,stadem’’ czuwał pułkownik Sławek. Pomocnik i minister spraw wewnętrznych – Sławoj Składkowski ze znanym mottem co do sejmu: ,,…lepiej połamać kości jednemu posłowi niż wyprowadzać na ulice karabiny maszynowe…” regulował prawidłowe funkcjonowanie i zdrową pracę parlamentu.
Z tekstu przebija frustracja, że Piłsudskiemu jednak się udało uratować Polskę, m.in. od destrukcyjnych rządów endecji.
Rafale,
Twoje rozważania nt. “bezwoli” Piłsudskiego i roli przypadku w historii (zamiast obiadu wyszedł zamach stanu) przypominają znane powiedzenie o tym, że życie jest bardziej skomlikowane niż to sobie wyobrażali klasycy marksizmu-leninizmu.
Jednak fakty dotyczące Drugiej RP są znane. I można odpowiadać na pytania, które stawiasz. Ot sam potykając się ciągle o krytyków Marszałka zacytowałem tekst kogoś, kto nie wzbudził zainteresowania swoimi ustaleniami. Powodowany Twoją opinią o szkodliwości działań “legionowych trepów” dedykuję Ci ten tekst (mam nadzieję, że czytasz to co my internauci tu wypisujemy?). Oto link do tekstu. http://prawica.net/node/16916
Panie Rafale!
Czy powyższy tekst jest wynikiem:
- zaślepienia ND-cką ideologią nienawiści do politycznej konkurencji, której udało się zapanowac nad chaosem i sprawnie zarządzać krajem? (Leopold Tyrmand twierdził w 1958r. ,że Polska przed wojną miała najlepszą w europie: kolej, pocztę i policję)
- brakiem umiejętności zrozumienia historii Polski? (Bo umiejętność przyswajania wiedzy Pan posiada)
- agenturalności?
Kolejny artykuł z serii: “żer dla obcej agentury”, która aż podskakuje i zaciera ręce z radości, że publicysta postrzegany jako “prawicowy”, pisze po ich myśli.
A może to tylko taka intelektuatna prowokacja?
Edukacja historyczna (i swiadomosc) w Polsce poddana byla wielu czynnikom deformujacym: walka z propaganda zaborcow, dzialanie “ku pokrzepieniu serc”, brak dostatecznej liczby profesjonalnych historykow, cenzura, brak dostepu do archiwow, zniszczenia archiwow, wlasna propaganda, tradycje, nazwijmy je “sarmackimi”, emigracje inteligencji, wojny i zsylki…..
Policzmy np. historykow, ktorzy napisali historie Konstytucji 3-Maja. Dwoch, trzech ?
A archiwa spalily sie w Powstaniu i juz nikt i nic na podstawie archiwow nie napisze.
Ilu mamy kronikarzy i historykow z okresu I-wszej RP ?
W porownaniu z np. Francja ?
Ziemkiewicz dotyka (odwaznie) tylko czubka gory lodowej – bo przeorac trzeba historie az do Piastow.
Szczycimy sie “demokracja szlachecka”.
Jaka to “demokracja”, ktora zajmowala sie swymi przywilejami kosztem reszty (70%) spoleczenstwa ?
I oslabila je tak, ze panstwo padlo.
Jest wele tego typu pytan, na ktore nie ma do dzis odpowiedzi. Moj Dziad walczyl (dopoki Go sanacja nie wykopsala) w Sejmie II-giej RP o edukacje, uwazajac, ze jest podstawa wolnej Polski i obywatelskiej swiadomosci.
Sprawa jest dalej aktualna.
aba jesteś WIELKI!
Takiego bełkotu od wieków nie czytałem.
Język ojczysty to dla Ciebie nic nie znacząca przeszkoda w swobodnym wyrażaniu “bełkotu”.
Bardzo interesujące spojrzenie na ważny fragment naszej historii. Sam się nieraz zastanawiałem jaki wpływ ma tzw. zamach majowy na nasz stosunek do demokracji. Po opiniach na forum można sądzić, że demokracja dla wielu Polaków nie ma dużej wartości. Osiągnięcia gospodarcze II RP nie są imponujące. Faktycznie 1927 rok był chyba najlepszy ale wątpię że była to zasługa pułkowników. Ich zasługą była raczej zapaść, która później nastąpiła i nie tłumaczy tego w pełni kryzys światowy. Nie były to łatwe czasy i pole wyboru było ograniczone. Piłsudski miał chyba poczucie traconego czsu i postanowił iść na skróty. Ta myśl do dzisiaj przewija się w wypowiedziach Wałęsy i Kaczyńskiego.
co do książek polecam:
Krzysztof Kawalec, “Spadkobiercy niepokornych. Dzieje polskiej myśli politycznej 1918- 1939″.
W biografii Dmowskiego tego samego autora też jest kilka ciekawostek nt. Piłsudskiego.
To jest na temat Wolności na folwarku, nie mogłem tam znaleźć linka do komentarzy. Wpuszczam mój tekst tutaj z nadzieją że Redaktor na którego biurko on trafia to Pan Ziemkiewicz we własnej osobie.
Panie Redaktorze, grupy interesu o których Pan pisze to jest właśnie jedyna szansa że Polska będzie istnieć za 50 albo 100 lat. Oni już nie są niewolnikami. Oni będą rozmawiać ze swoimi dziećmi po polsku, jeść polskie potrawy, słuchać polskiej muzyki i kibicować polskiemu sportowi, być może rozpoznawać niektórych polskich noblistów. I śmiać się z polskich kawałów (tych wymyślonych w Polsce, ale jak dobrze pójdzie to nawet z tych wymyślonych w Ameryce). Życie jest proste, czy Pan chce czy nie. O przedwojennych bibliotekach ich wnuki będą wiedzieć tyle samo co wnuki angielskich czy niemieckich grup interesu, natomist (i nad tym należałoby się zastanowić) mniej niż wnuki grup interesu chińskich czy indyjskich.