Mało co tak mnie w ostatnim czasie poraziło i przeraziło, jak apologetyczny artykuł o Józefie Becku. Rzecz w tym, że artykuł ten, pochwalający postrzeganie polityki jako „rzucania na stos” własnego państwa i narodu w imię abstrakcyjnych wartości, podpisany został nazwiskami dwóch byłych ministrów spraw zagranicznych RP i byłego przewodniczącego komisji spraw zagranicznych Sejmu.
Gdyby te absurdalne zachwyty nad „człowiekiem, który mówił o honorze” powielane były przez publicystów, nawet przez historyków – pół biedy. Ale gdy czynią to ludzie, którym Polska powierzyła, i być może powierzy jeszcze kiedyś prowadzenie swych spraw na arenie międzynarodowej − po prostu włosy stają dęba na głowie.
Szanowni Panowie! Na litość boską, wartość przywódcy mierzy się skutkami jego działań, a nie patetycznymi gestami. Wódz zasługuje na szacunek, kiedy wygra bitwę. Niekiedy zasługuje nań także wtedy, gdy polegnie, ale to już nie zawsze − nikt przy zdrowych zmysłach nie pochwali Władysława Warneńczyka, który głupio dał się podpuścić do niepotrzebnej wojny, a potem jeszcze bardziej głupio rzucił się na pierwszą linię i dał zabić, co sprowadziło zagładę na całą jego armię. A cóż mówić o wodzach, którzy rzuciwszy żołnierzy na nieuniknioną rzeź, na przeciwnika wielokrotnie silniejszego, bez szansy na zwycięstwo, wiedząc, że ich klęska oznaczać będzie wydanie całego kraju, narodu, jego dziedzictwa i ludności na pastwę wroga − sami dożyli spokojnie żywota na emigracji?
Józef Beck nie zasłużyłby na szacunek nawet, gdyby II wojna światowa jakimś cudem nie wybuchła. Od samego początku prowadził politykę mocarstwową, nie będąc szefem dyplomacji mocarstwa. Innymi słowy, uprawiał zwykłą tromtadrację, a nie politykę; nic dla Polski w ten sposób nie ugrał, wszystkich zdołał zrazić. A ostatecznie wraz z przyjaciółmi z obozu Sanacji zaplątał się we własną propagandę i aby nie stracić twarzy, pchnął kraj do wojny, która wygrana być nie mogła.
Najpierw nadskakiwał Hitlerowi, upewniając go, że w zasadzie co do sojuszu jest zgoda, tylko targujemy się o pewne szczegóły. Potem zdecydował się na zmianę frontu i przyjęcie „gwarancji” brytyjskich, które niczego nie gwarantowały, bo Anglicy, choćby nawet chcieli nam pomóc (a nie zamierzali) nie dysponowali wojskiem zdolnym interweniować na kontynencie, Francuzi zaś nie byli fizycznie zdolni wychylić się zza umocnień linii Maginota. Dla każdego na miejscu Becka powinno być oczywiste, że Anglia z Francją, kompletnie nieprzygotowane do wojny, po fiasku polityki „ugłaskiwania” Hitlera postanowiły po prostu pchnąć go na wschód, żeby zyskać na czasie dla przygotowania obrony. I że tak naprawdę liczyły na starcie Niemiec z sowiecką Rosją, w którym Polska miała być dla nich mało istotnym elementem − czego można było się domyślić z faktu, iż Brytyjczycy stanowczo odmówili „gwarantowania” naszej granicy wschodniej. Piszą apologeci, że „polityka Becka nie mogła zapobiec wojnie, ale spowodowała jej umiędzynarodowienie”. Cóż za nonsens! Czy ktokolwiek sądzi, że rozwiązawszy, w ten czy inny sposób, sprawy na wschodzie, nie poszedłby Hitler na Francję?! Przecież rewizja Wersalu była jego głównym, oczywistym celem!
Wywiad polski − to dziś wiadomo na pewno − rozpoznał w 1939 roku dokładnie 70 proc. niemieckiego ugrupowania bojowego. To znaczy: co do tej części Wehrmachtu wiedzieliśmy dokładnie, jakie jednostki gdzie zostały rozstawione. Resztę określono szacunkowo, jak się okazuje, dość trafnie. Beck, Mościcki i Rydz Śmigły wiedzieli więc nie tylko, że sojusznicy z pomocą nie przyjdą, wiedzieli też, jaka jest siła Niemiec. Tymczasem armia polska nie była zupełnie do wojny z Niemcami przygotowana. Była gotowa do wojny z Rosją – stąd, na przykład, a nie, jak się przyjęło w stereotypie, z zacofania, jej oparcie na trakcji konnej i kawalerii, w owych czasach znacznie droższych w utrzymaniu, niż wojska zmotoryzowane. Na wojnę z Niemcami nie mieliśmy nawet ogólnego planu. Każdy w minimalnym stopniu odpowiedzialny przywódca musiał zapoznawszy się z realiami owego czasu powiedzieć: nie mamy szans, trzeba się poddać.
Nawiasem − czy apologeci Becka czytali pamiętniki Churchilla? Ów niezłomny Churchill, który gotów był walczyć na plażach, ulicach i podwórkach, który obiecywał pot, krew i łzy, mówi tam wprost: gdyby Hitler zdobył broń atomową i wycelował ją w Londyn, nie mielibyśmy wyjścia, musielibyśmy się bezwarunkowo poddać. Beck na jego miejscu by się nie poddał. Beck po prostu doprowadził by do zagłady, w imię honoru, samemu zawczasu nawiawszy w jakieś bezpieczne miejsce − oczywiście, po to, by stamtąd dalej prowadzić walkę.
Dodajmy jeszcze to, że gdy 17 września Stalin wbił walczącej Polsce nóż w plecy, ostatnim wybitnym posunięciem Becka była udawanie przed całym światem, że nic podobnego wcale nie miało miejsca, bo wypowiedzenie wojny drugiemu agresorowi postawiłoby w niezręcznej sytuacji zachodnich sojuszników. Doprawdy, wybitny polityk, wart uczczenia przez wolną Polskę…
Tak, co do jednego zgoda: to przemówienie o honorze bardzo mu się udało. Szkoda, że facet nie został w życiu deklamatorem, tylko politykiem. I że kaprys pierniczejącego dyktatora postawił go na stanowisku daleko przekraczającym jego umysłowe możliwości. Narody nie mają „honoru”. Narody mają żywotne interesy, które pan Beck kompletnie zignorował − w imię honoru nie tyle Polski, co swojej kamaryli, która tak długo i intensywnie nadymała się urojoną „mocarstwowością”, aż stała się zakładnikiem własnego pijaru. I koniec końców wolała doprowadzić do zagłady państwa i narodu, niż przyznać się do fiaska swej polityki.
Piszę skrótowo, jak rzadko nie starając się ukryć wściekłości − temat wart jest książki, i, dalibóg, jeśli zdrowie pozwoli, ta książka zostanie niebawem napisana. To, czego dopuściły się miernoty rządzące Rzeczpospolitą po śmierci Piłsudskiego, to rzecz w całej historii bez precedensu. Chyba jedyną rzeczą porównywalną do tego samobójstwa, do jakiego doprowadzili Polskę Beck z Rydzem i Mościckim, są ostatnie rozkazy kompletnie już oszalałego Hitlera, który w 1945 słał ze swego bunkra polecenia, by wymordować ludność cywilną, powycinać lasy, wyburzyć miasta, zatruć rzeki i tak dalej; skoro Niemcy nie sprostali historycznemu wyzwaniu, niech w ogóle znikną ze świata.
Różnica jest taka, że te rozkazy Hitlera zignorowali nawet jego najwierniejsi pretorianie. A szaleństwo przywódców II RP znajduje jeszcze po 70 latach apologetów − i to wśród ludzi odpowiedzialnych za naszą współczesną politykę! Niech nas Pan Bóg ma w opiece, bo na naszych „mężów stanu” raczej nie mamy co liczyć.









Jeden był Wieszcz Romantyk w Narodzie . Pan Mickiewicz (nie mylic z Mackiewiczem ) z zawołaniem legendą : „Polska jest Mesjaszem Narodów , a Imię Jego Czterdzieści i Cztery ” Pan Beck zapewne opierał się w natchnieniu na Mesjaniźmie Poety i kontynuował :
„Jesteśmy silni , zwarci , gotowi ” . (jak cholera)
Z takim tekstem, nawet nie chce się polemizować.
Nie przypuszczałem jednak, że Ziemkiewicz po cichu, popiera politykę zagraniczną Tuska.
Polecam natomiast by Pan niewatpliwy swoj talent poswiecil artykulom napisanych z emocja o braciach Kaczynskich, Fotydze, Sikorskim, Tusku, Palikocie, Millerze, Kwasniewskim i calej tej watasze, ktora dla dobra Polski nalerzaloby wyrznac.
Surowo ocenił Pan politykę Becka. Ale czy miał on inną możliwość, i jakie byłyby skutki prowadzenia inne polityki. Słuchałem kiedyś Pana słuchowiska futurustycznego o tamtym okresie, może warto by było również do książki dodać różne możliwości rozwoju sytuacji.
Ogolnie sie zgadzam, ale bez panskiej emocji bo sprawa jest bardziej skomplikowana i wynikla ze zdrady i malodusznosci aliantow o ktorych cynizmie dopiero teraz wiemy.Armia Polska 17.09. bynajmniej nie byla rozbita, natomiast Niemcy w swoich granicach pozbawieni byli wojska uderzajac calym potencjalem na Polska. Polska bez najazdu rosyjskiego miala jeszcze dosyc terytorium do prowadzenia wojny i do tego prowadzona byla doncentracja oddzialow. Natomiast anglicy mieli bombardowac szlaki komunikacyjne do Rzeszy by uniemozliwis wycofywania swoich oddzialow z Polski, gdy wojska francuskie beda wchodzily do pustych Niemiec. Polecam by przed napiasniem ksiazki Pan to przemyslal.
@Janko Wodnik
Nie jestem generałem, ale właśnie w warunkach wojny obronnej przy pomocy cywilów, to przewaga 2:1, a właściwie 1,8 do 1 w piechocie nie jest, aż tak duża.
Podkreślam jeszcze raz, że nasze czołgi były nowocześniejsze i większe niż niemieckie,
Lotnictwo miało głównie za zadanie psuć łączność, a nie zadawać straty wojsku.
NIE NAPISAŁEM też, że Beck PODJĄŁ DOBRĄ DECYZJĘ, ale za to zaznaczyłem dlaczego podjął złą, napiszę jeszcze raz z uwagi na to że jego zaufany ambasador w Moskwie był agentem sowieckim.
W ZSRS było świeżo po czystce, ja muszę przyznać że mam duże wątpliwości czy by było zdolne do prowadzenia ofensywy. (patrz Finlandia)
Narodowa demokracja z kim jak z kim ale z Niemcami to by na ugodę raczej nie poszła, za to właśnie piłsudczycy walczyli po stronie naszych zachodnich sąsiadów w IWŚ, także niektóre wpisy na forum trącą lekką ignorancją
1.
Chyle czolo z szacunkiem przed Panem W. Bartosiewiczem.
Nie panu, panie Ziemkiewicz oceniac Pana Bartosiewicza. Po prostu roznica poziomow.
2. Jak widac chcialby pan w 1939 wprowadzic narod, tak jak stado owieczek prosto do glownego rzeznika. Nie potrzeba wiekiego intelektu aby przewidziec skutki.
3. Oj Ziemkiewicz, przyrnalbym Ci, przyrnalbym.
płytki pijar jako główny modus vivendi rządów RP był, jest i będzie mile widziane przez naszych op… sąsiadów. ba! będzie nawet subtelnie, aczkolwiek skutecznie wspierane jak widać na przykładzie działalności Forum für Bürgerschaftliche Entwicklung in Warschau dla Platformy Obywatelskiej…
Gwoli ścisłości Marszałek Piłsudski sądował jeszcze w 1933 mozliwość uderzenia prewencyjnego na Niemcy Hitlera razem z Francją. To samo proponował Marszałek Śmigły-Rydz po remilitaryzacji Nadrenii w 1936. Francja była niezdolna do jakiegokolwiek dynamicznego działania.
Zbycho:
o czym ty bredzisz człowieku, jak POtrącony? zapytaj sobie Czechów czy chcieliby odnieść straty porównywalne do Polski w zamian za ‘czeskie obozy koncentracyjne’ i podobne kalumnie, które mamy od możnych krajów tego świata w podzięce za swój heroizm. Francja odniosła znacznie większą kompromitację niż my, gdybyśmy się poddali I CO Z TEGO?????? włącz myślenie, człowieku.
‘Czesi wcale nie wyszli z wojny bez uszkodzeń’
chyba żaden kraj europejski nie wyszedł z wojny bez szwanku łącznie z neutralnymi, ale porównaj sobie statystyki i przestań wreszcie bredzić.
Dobra szkoła Catowska. Ciekawe czy ktoś z naszych elit władzy czytywał publicystykę Mackiewicza…
Toś Pan Panie Rafale wsadził kij w mrowisko!
Najgorsze, to to, że historia lubi się powtarzać!
Bohaterski strateg z Pana, no, no…….
Coś w tym jest. Ale „… Narody nie mają „honoru” …” razi, bo to nieprawda.
Panie Rafale, z reguły Panu gratulowałem, tym razem (nie tylko jako ojciec) proszę nie wylewać dziecka z kąpielą.
Nie doradzajmy dzisiaj, co polscy politycy powinni robić 70 lat temu (1939), bo właściwie pozostawało im tylko siąść i płakać. Ale jeszcze w roku 1935 pewne pole manewru było. Czytałem różne scenariusze, brałem udział w wielu dyskusjach. Zadawałem tylko jedno pytanie: nie – co wtedy można było zrobić lepiej, ale – co wtedy można było zrobić gorzej. I tu, jak się okazuje, wyobraźnia zawodzi. Doprawdy trudno sobie wystawić coś jeszcze bardziej bezmyślnego niż rządy sanacji. Trudno o głupsze decyzje niż wtedy podejmowano. Nawet największe nasze sukcesy: Gdynia, COP itd. – wszystko to wynikało z jednej ogólnej myśli, która, póki żył Piłsudski, miała jakiś sens. Chodzi o receptę na przetrwanie Polski niepodległej, czyli politykę równego dystansu wobec ZSRR i III Rzeszy. Ale sytuacja się zmieniała i należało opracować nową strategię przetrwania. Wybrano strategię czekania. Nie popełniono żadnego w tym błędu. To już były wyłącznie rezultaty.
Dla przykładu spójrzmy na dzisiejszą Mongolię. Przecież istnienie tego państwa zależy tylko od kaprysu dwóch wielkich sąsiadów. Gdyby Rosja i Chiny podjęły decyzję o rozbiorze Mongolii – państwo to przestałoby istnieć w kilka dni, a nikt, dosłownie nikt na świecie by palcem nie kiwnął w celu podtrzymania niepodległości tego pięć razy od Polski większego kraju. Podobnie też wyglądała nasza sytuacja po roku 1935, gdy militarystyczny kurs Niemiec był już jasno widoczny i gdy przytłaczająca potęga ZSRR nie budziła najmniejszych wątpliwości. Umierający Piłsudski widział zagrożenie. Jego następcy już tylko czekali, aż się ziści.
Za podobne tezy mało co nie zostałem zabity spojrzeniami koleżanek i kolegów w klasie maturalnej, a i pani historyczka dziwnie się na mnie popatrzyła, dobrze że ktoś o tym mówi. Pozdro 600 dla Pana Rafała
No nie wiem dlaczego ciszej . Jedyna nieudana uwaga w tym artykule to krytyka nie wypowiedzenia wojny Rosji dnia 17-go września . A skąd mieliby wypowiedzieć – z szosy na Zaleszczyki dokąt posuwali w luksusowych obładowanych szewroletach .
Zresztą „romantyk i patriota ” Beck mógł zostac w kraju i z Gen.Kleebergiem prowadzić ostatnią batalię Polksiego Wojska nad Bzurą . Ciekawe jaką „bryką” posuwał Beck na Bliski Wschód .
A bohaterscy piloci Luftwaffe (następcy barona Richthofena) wyżywali sie na uciekajacych kolumnach cywilnej ludności i dla rozpuku montowali w samolotach syreny żeby wiekszy Angst verursachen . Na pohybel Beckowi .
Panie Redaktorze,
zdaje sie Pan zapomonac, ze to w koncu Niemcy przegraly wojne.
Jaki bylby los Polski, gdyby przegrala wojne razem z niemcami?
Mysle, ze w najlepszym razie taki, jak republik baltyckich.
Mysle jednak, ze mogloby byc jeszcze gorzej. Sowieci mogliby spokojnie na mordowac jako”slugusow nazizmu” i nikt nby sie
o nas nie upomnial. Prawdopodobnie juz dawno przestalibysmy istniec jako panstwo i jako narod.
A jesli by nie daj Boze Niemcy z naszym poparciem mieli te wojne wygrac to tym lepiej, ze Polska stanela przeciw nim.
Beck i cala sanacja zasluguja oczywiscie na krytyke.
Przede wszystkim za to, ze (podobnie jak obecny rzad) probowali przez lata wlazic Niemcom do d……… a oprzytomnieli dopiero wtedy, gdy tamci przystawili im pistolet do glowy.
Obserwujac to, co sie obecnie na scenie politycznej dzieje, nie moge sie oprzec wrazeniu, ze w najblizszej przyszlosci czeka nas powtorka z rozrywki.
nie zgadzam sie,ze Polska wyszlaby dobrze na sojuszu z Niemcami; Niemiec nigdy nie byl przyjacielem Polaka i wydusiliby nas tak jak to zrobili w czasie okupacji.
„W takim wypadku nie tylko na Beckiem należy milczeć, lecz nad całą elitą polityczną, łącznie z narodem. Eh…”
Panie Krzysztofie! Wieśniacy spod Zakroczymia by się chętnie z Niemcem dogadali. Ziemkiewiczowi dziadek to powiedział
Panie Ziemkiewicz. Pan jesteś chyba oderwany od rzeczywistości.
Wszystkie ugrupowania polityczne opowiadały się w 1939r. za wojną, a Pan próbujesz udowodnić że trzeba było z Niemcem się dogadać.
W takim wypadku nie tylko na Beckiem należy milczeć, lecz nad całą elitą polityczną, łącznie z narodem. Eh…
Na ogol lubie pana teksty, ale ten to szczyt glupoty. Czyzby Pan juz tez tylko lecial na kase? Bo jak Pan te ksiazke napisze to wielu glupkow bedzie ja czytalo. W 39 nie mielismy wyboru. Taki jak nam Pan przedstawil, to bylaby totalna kompromitacja. Czesi wcale nie wyszli z wojny bez uszkodzen. Oni maja kaca do dzis, ze oddali swoj kraj bez walki. Panu tego nie powiedza, ale mecza sie z tego powodu do dzis. Prosze nie obrazac Becka i nie porownywac go do Hitlera.
Zamiast patrzec w przeszlosc niech Pan zapyta dlaczego dzis Niemcy zakladaja, ze maja miec 280 nowoczesnych mysliwcow, a Polacy zakladaja, ze 48 im wystarczy. Lepiej pomyslmy czy dzis nie popelniamy glupoty.
„…pchnął kraj do wojny, która wygrana być nie mogła.”
No i wszystko jasne! to Polska wywołała II wojnę światową.
Tego po Panu, redaktorze nigdy bym się nie spodziewał. Czy naprawdę sądzi Pan, że dobrowolne oddanie kraju Hitlerowi zapobiegłoby jej wybuchowi? Czy twierdzi Pan tym samym, że zbrodnicze plany eksterminacji Polaków zrodziły się dopiero pod wpływem kampanii wrześniowej, czy obozy koncentracyjne i „ostateczne rozwiązanie” nigdy by nie zaistniało, gdyby nie słowa Becka o honorze, że dopiero po nich Hitler zdecydował się na wojnę przeciwko Polsce?
Swoją drogą od Pana raczej spodziewałbym się przywracania do świadomości dzisiejszego „swołeczeństwa” pojęcia honoru, nie zaś jego dezawuowania.
Przykład Becka akurat na takie potraktowanie nie zasługuje.
Najpierw trzeba powiedzieć, że dobrze, że się w ogóle pisze o Becku. Dobrze, że próbuje się weryfikować zbyt łatwo przyjmowane uproszczenia o tamtych czasach. To też kwestia ciągłości, łączności z II RP, o której pewne bardzo wpływowe środowiska wolałyby zapomnieć.
Beck faktycznie talentów specjalnych do prowadzenia polityki międzynarodowej nie wykazał. Był dzieckiem (a raczej jegomościem) swoich czasów. W kilku etapach naszej historii jakby nad Polską ciążyło fatum w kwestii osób sprawujących władzę. Niby wszystko było tak, jak musiało, ale wyszło bardzo źle. Tak jak wcześniej rozsądne były rachuby szlachty by wybrać Walezjusza, a potem Wazę.
Chodzi o to, że Beck był typowym tworem sanacji, formacji biurokratycznej, niespecjalnie kompetentnej, ze skłonnościami do korupcji. Tylko trudno sobie wyobrazić, co byłoby, gdyby nie ta sanacja. Czy polskie elity zdolne były do konsolidacji? Czy można było ogarnąć wszystkie występujące w latach 20′tych tendencje odśrodkowe? Trudno powiedzieć. Być może można było lepiej wykorzystać zapał patriotyczny wskrzesicieli państwa polskiego, sam autorytet Marszałka, bez gwałtownych przewrotów.
Kto to wie… Czasem losy ludzi czy całych społeczności układają się tak, jakby były zdeterminowane. Czasem po prostu brakuje kogoś, kto potrafiłby odwrócić ciąg nadchodzących zdarzeń. Beck tego nie potrafił, a jedynie miotał się na potężniejszym od siebie wietrze.
Bardzo zgrabny tekst, tylko… jeśli nie to, co zrobił Beck, to co?
Po efektach oceniam, jak sobie Pan życzy, Panie Rafale…
„Wartość przywódcy mierzy się skutkami jego działań, a nie patetycznymi gestami.” Mimo, iż nie zawsze i nie w każdej epoce tak bywało, może w takim razie, wartość publicysty należałoby mierzyć n i e jego „świętym oburzeniem” (wszak do litości Bożej Pan się odwołuje), a implikacjami jakie wywołuje ?
Bowiem, po przeczytaniu kilku ww. komentarzy i mnie włos się zjeżył! By nie rzucać słowami na wiatr, przytoczę najbardziej skandaliczny:”W sumie prawdopodobnie w 1939 roku trzeba było iść z Niemcami na Rosję i czekać na rozwój wypadków na zachodzie…”!
Nie tylko chora teza, b z d u r n e rozumowanie, wykluczające taką możliwość i to PO OBU STRONACH(!), dodatkowo, urągające naszym protoplastom (w każdym razie moim, Wielkopolanom, z całą pewnością). Prusacy(Niemcy), niemal od zarania polskiej państwowości nie byli nam przyjaźni, a w żadnej mierze nie byli i jak historia pokazała, nie mogli być naszym wspólnikiem, szczególnie w podbijaniu Rosji(czy kogokolwiek), z oczywistych powodów! Banalnie można rzec, że poza historycznymi realiami, dzieli nas zdecydowanie „różnica charakterów”. Zacytuję tu JM Rymkiewicza (fragment z przenikliwej lektury:”Kinderszenen”)
„… Niemcy, w latach wojny, byli rozdzierani przez ich dwie, bardzo głębokie, lecz raczej przeciwne sobie a nawet wykluczające się skłonności- jedną z nich można nazwać skłonnością do d o m i n a c j i, drugą zaś skłonnością do w y ł ą c z n oś c i.”
Nie mam zamiaru prowadzić filozoficznej dysputy nad tym ważkim cytatem, chcę tylko zapytać, który z naszych sąsiadów wykazuje podobne skłonności i z kim Niemcy, po dziś dzień, znacznie łatwiej się dogadują? Jednak to jest problem na inną dyskusję.
Powracając do ” włosów zjeżonych na głowie”, w imieniu własnym i moich praojców, protestuję przeciwko mrzonkom o możliwości k o la b o r a c j i z Niemcami przeciwko komukolwiek. Od wieków, głównie my, Wielkopolanie, musieliśmy bronić przed ekspansją Niemców naszych ziem, mowy Ojczystej, tożsamości,…!
Tu nasuwa się drugi, d z i ś istotny problem: czy Niemcy porzucili swoje dążeń do dominacji? I z tym dylematem pozostawiam Pana Rafała i Komentatorów.
Panie Rafale, temat wart rozszerzenia i kontynuacji. Na przykład, oprócz analizy wydarzeń z 1939 roku, zawsze mnie ciekawiło dlaczego trudno znaleźć rzeczową analizę przyczyn i konsekwencji wyjścia armii Andersa z ZSRR? Mając w 1942 r. armię w Wielkiej Brytanii i ZSRR oraz AK w kraju zdołaliśmy przegrać wszystko!
Może ujmie Pan również takie wątki w swojej książce?
Interesujący felieton, napisany z zacięciem. W moim komentarzu uporządkuję pewne fakty.
Po pierwsze: proszę nie mówić, tam trochę wyżej ode mnie, że Polska nie musiała być pokonana przez Niemcy. Niemcy mieli absolutną przewagę liczebną, mogli uderzyć w wielu miejscach – i uderzyli – na granicy o długości 1912 kilometrów, której nie było czym bronić. A nawet jakby Niemcy nie porozumieli się z Sowietami, i tak Polska prędzej czy później musiała ulec. Ale takimi scenariuszami nie ma co się zajmować, bo karty rozdawał Stalin, a on nie był w ciemię bity…
Po drugie: żadni Francuzi ani Brytyjczycy w owym czasie niczego by nie zrobili. Oni praktycznie nie byli zdolni do zdecydowanych działań, a ich doktryna wojskowa, jak wiadomo, była zupełnie przestarzała, przez co przegrali bitwę o Francję.
Ale z drugiej strony, Niemcy mogli się wyrzec „spoiwa ideologicznego” w pewnym stopniu, jak wtedy, gdy zawarli pakt z ZSRS. Podkreślam: w pewnym stopniu.
Po czwarte: Pan Ziemkiewicz akurat zna tezy Suworowa, a o Lodołamaczu i samym Suworowie zdarzyło mu się wspomnieć.
Brakuje mi w tym tekście, Panie redaktorze, podania jakiejś alternatywy dla tej polityki. Prostego nakreślenia sytuacji, która bądź co bądź nie istniała, lecz istnieć mogła. To samo dotyczy wcześniejszego Pańskiego tekstu na zbliżony temat sprzed bodajże paru miesięcy.
Wydaje mnie się, że miałby Pan na myśli rodzaj sojuszu Polski z Niemcami i podporządkowania się naszego kraju Niemieckiej Rzeszy, ale to jest pogląd, który odrzucam ze względów nie tylko patriotycznych, ale i pragmatycznych, rozumianych szerzej niż lata wojny i lata przedwojenne.
Co proponowałby Pan w zastępstwie polityki końcowej II RP?
@ent
„NIE BYŁO TEŻ TAK ŻE POLSKA BYŁA SKAZANA NA POŻARCIE PRZE NIEMCÓW”
Oczywiście, że nie. Polska była skazana na pożarcie przez Niemców i ZSRR jednocześnie i o tej sprawie jakoś mówić nie chcesz, a to mnie bardzo zastanawia.
Uwag o wyszkoleniu oraz wartości bojowej sprzętu nie zamierzam komentować, bo to, co napisałeś ociera się o kompromitację samo w sobie.
Ponadto zauważ, że jednak „Polska A” różni się stopniem uprzemysłowienia od „Polski B” i skutki prowadzenia działań wojennych na tych obszarach są diametralnie różne dla funkcjonowania całego państwa.
Nawet, gdyby udało się odeprzeć atak Niemców, to bylibyśmy zdechlakiem. Takie państwo szybko skasowałby Stalin i dalej poszedłby na osłabione Niemcy i resztę Europy. Co do planów Stalina to dziś nie ma cienia wątpliwości co zamierzał. Jak ktoś zakłada sobie klapki na oczy i widzi kampanię wrześniową tylko jako wojnę polsko-niemiecką to ma chyba problem z analizą otaczającej rzeczywistości.
Należało tak zoptymalizować politykę zagraniczną II RP, aby ewentualna wojna nie wyeliminowała naszej gospodarki.
Życzę otwarcia oczu i pozdrawiam!
Co za absurdalny artykul.
1. Beck wiedzial, jak wygladaja plany Niemiec i hitlera w stosunku do Polski, Polakow i zydow. Z cala pewnoscia czytal nie tylko mein kampf ale rowniez dysponowal dzieki znakomitym osobistym kontaktom informacjami z pierwszej reki. Co do zamiarow Rosji w stosunku do Polski nie moze byc ciena watpliwosci. Rosja i Niemcy byli sojusznikami a Polska byla do skonsumowania.
Ziemkiewicz sugeruje, ze byla mozliwa jakas umowa z hitlerem… czegos bardziej absurdalnie glupiego nie mozna sobie wyobrazic.
Dla przypomnienia, zydzi rowniez tez tak mysleli. Nawet bedac w Ghettcie Warszawskim elity zydowskie myslaly, ze poswiecajac „ich rodzimych menelow i moherowe berety”, przezyja.
Roznica miedzy Ghettem Warszawskim z punktu widzenia Niemiec i hitlera polegala tylko i wylacznie na wielkosci. I utilizacji resztek ludnosci. Reszta Polakow, pare milionow miala przezyc w charakterze zombis. Zombis w powyzej 40 roku zycia byly przeznaczone do uboju aby zapobiec zachowaniu swiadomosci historycznej.
Beck byl bardzo inteligentnym czlowiekiem i zdawal sobie z tego wszystkiego sprawe.
2. nonsens Ziemkiewicza w polaczeniu z klamstwem:
…Najpierw nadskakiwał Hitlerowi, upewniając go, że w zasadzie co do sojuszu jest zgoda, tylko targujemy się o pewne szczegóły.
*** Polska zawarla uklad o przyjazni z Niemcami na okres 10 lat w 1934, a wiec do 1944.
Jak Niemcy dotrzymali tego ukladu, wiemy (podobnie jak polsko-nimiecki uklad o dobrosasiedzkich stosunkach z 1991 gwarantajacych mniejszosci polskiej w niemczech takie same prawa jak niemieckiej w Polsce. Uklad ten Niemcy permanentnie i bezczelnie lamia. Najwyzsza pora zeby go wymowic).
I dalej:
….Potem zdecydował się na zmianę frontu i przyjęcie „gwarancji” brytyjskich, które niczego nie gwarantowały, bo Anglicy, choćby nawet chcieli nam pomóc (a nie zamierzali) nie dysponowali wojskiem zdolnym interweniować na kontynencie, Francuzi zaś nie byli fizycznie zdolni wychylić się zza umocnień linii Maginota.
*** O jakiej zmianie frontu mowi Ziemkiewicz? Przeciez to sa brednie. Dokladnie takimi samymi bredniami jest twierdzenie, ze Francja i Anglia militarnie w 1939 nie byli w stanie przemaszerowac do Berlina.
Rownie idiotyczny jest przyklad z Churchilem, Anglikami i Polakami: Anglicy nie byli przeznaczeni na rzez, mieli byc partnerami, ktorych hitler zreszta podziwial. Polacy byli praktycznie na tej samej plaszczyzni co zydzi.
Boze, zachowaj sie przed dzielem Ziemkiewicza na ten temat, ktory ma sie ukazac w formie ksiazki. Facet zdaje sie bierze powaznie mozliwosc koalicji Niemiec z Polska. To dzisiaj nie jest mozliwe, jak widac po wielu przykladach zycia codziennego a co dopiero za hitlera. Z takim zrozumieniem stosunkow polsko-niemieckich powstanie potworny belkot, z ktorego bedzie wynikac, ze Polacy wlasciwie sami sobie komory gazowe powinni budowac.
I co lepsze, gdyby historia przebiegala wedlug Ziemkiewicza, komory by powstaly, Polacy zostaliby zagazowani i III rzesza istnialaby do dzisiaj: II WS po prostu by nie wybuchla!
P.S. Z tego, jak wazna jest swiadomosc historyczna zdaje sobie sprawe rowniez Tusk i jego zond. Dlatego likwiduja nauke historii i literatury polskiej w szkolach. Proces produkowania polskich zombi zostaje wlasnie przyspieszany.
Ależ pan nie ma szczęścia, redaktorze.
Urodził się pan nie w porę, za późno, za późno…
Zastąpiłby pan ministra J. Becka i dał do wiwatu Sowietom;
albo zastąpiłby pan L. Wałęsę w organizowaniu robotniczego protestu jako jedyny nieskalany…
Poza tym gdybologia w historii nie jest argumentem z rodzaju nie do odrzucenia w poważnych dyskusjach, raczej mieści się w gatunku kawiarnianych pogaduszek -pogróżek.
Oczywiscie chodzilo mi o Marka Jurka, dwa wpisy wyzej, a nie o Mariana Jurka, przepraszam.
To nie srodowiska zydowskie rzadzily nami w miedzywojniu, nie przesadzajmy. Rzadzilismy sie sami soba, przynajmniej w glownej czesci.
Duma i honor, a nie interesy narodu, to byly nasze priorytety. Taka byla cala ta sanacja… no moze nie cala.
Poza tym na podstawie represji sprzed 1939 r., po wybijaniu szyb w sklepach i emigracji tysiecy Zydow do Ameryki i Szwajcarii, nikt nie mogl wnioskowac, ze dojdzie do zaglady Zydow na masowa skale. Nikt nie byl jasnowidzem przeciez….
No chyba tylko Teodor Herzl i ta cala Haskala, ktorzy juz 50 lat wczesniej opracowali program powrotu do Izraela i go konsekwentnie realizowali. Natomiast Zydzi nastawieni na asymilacje nie przewidzieli tego, co im Hitler szykuje. Wszak Niemcy w 1848 r. jako pierwsze panstwo w Europie zrownaly prawa Zydow z innymi obywatelami…. stad milosc Zydow do panstwa niemieckiego… o jakze naiwna.
jak sie mowi najlepsza riposta jest krotka i bolesna. i te warunki zdroworozsadkowa odpowiedz RAZa na bajdurzenia naszych bylych ministrow w temacie obrony honoru spelnia. czego brakuje to jasne przedstawienie korzystniejszej alternatywy, wizji innego mozliwego przebiegu historii. jest to oczywiscie piekielnie trudne bo kazda z obu opcji (z Niemcami na Rosje lub na odwrot) niosla dla IIRP zasadnicze ryzyka: kazdy z sasiadow byl zainteresowany byl bowem nie jej zwasalizowaniem ale przede wszystkim zniszczeniem (porownania do Wegier czy Rumunii sa tu zatem nieuzasadnione bo zadne z tych panstw nie bylo w sporze o ziemie i granice z III Rzesza).
Ale nawet i „wybor Becka” na sojusz z aliantami zasluguje na doglebna analize i krytyke. Jesli juz nawet zdecydowano sie na ta najbardziej „honorowa” (wg.sanacji) opcje to czemu pozwolono (i przylozono reke) do zupelnie niehonorowego rozbioru Czechoslowacji? dlaczego owczesnym politykom nie przyszlo do glowy ze jesli Francja zdradza swoja najwierniejsza sojuszniczke, jedyna republike w Europie srodkowej, to tym bardziej odpusci sobie Polske? wreszcie w ramach owczesnych mozliwosci sojusz obronny wraz z Czechami bylby nie tylko najbardziej naturalnym ale dal jak najbardziej realne korzysci w postaci polaczenia wysoko stojacego wtedy czeskiego potencjalu przemyslowego i liczebnosci/wyszkolenia polskiej armii, a takze chociaz czesciowa mozliwosc strategicznego okrazenia napastnika na Slasku. Wobec wspolnego wroga rozsadek nakazywal szukac sojusznika i dostarczyciela bronii tuz za miedza (a nie za morzami). Oczywiscie sami z Czechami przeciwko Hitlerowi wojny bysmy nie wygrali ale bysmy jej tez beznadziejnie w 3tyg nie przerzneli. najpewniej Wehrmacht zdolalby zajac Pomorze czy Wlkpolske ale jednoczesnie poteznie wykrwawil sie w Sudetach co mogloby kampanie przedluzyc na tak dlugo zeby ten konflikt realnie umiedzynarodowic. niestety sanacja bezmyslnie wolala odbijac Zaolzie, wszczynajac przy tym anytczeska i triumfalna propagande… zupelnie w duchu krytykowanej przez RAZa tromtadracji a nie realnej polityki (nakazujacej siegniecia nawet w najciezszym momencie przede wszystkim do tych srodkow ktore sie ma realnie w zasiegu). Zaprzepaszczona (czeska) opcja warta jest dalszych rozwazan i polecam RAZowi jako temat rozdzialu zapowiedzianej ksiazki (juz sie Pan nie wykreci
rozliczajacej rzeczywiste „dokonania” sanacji, na ktora juz sie z gory ciesze
pzdr
Cóż, Panie Redaktorze,
Miło jest uprawiać historię alternatywną zza biurka, po 70 latach, wiedząc, jak przebiegły REALNE wydarzenia historyczne.
Tyle, że jest to zajęcie równie efektowne, co na ogół bezpłodne intelektualnie.
Polemizować z Panem szczegółowo nie mam jednak zamiaru, głównie dlatego, że nie próbuje Pan w najogólniejszym nawet zarysie – co zresztą zarzucili Panu niektórzy dyskutanci – odpowiedzieć na pytanie: co dziać by się miało DALEJ, PO ruszeniu z Hitlerem na wschód. A w tym tkwi sedno sprawy. I zalążek takiej klęski, przy której bledną nasze rzeczywiste straty w II WŚ.
Zwrócę Pańską uwagę na dwie tylko rzeczy.
Po pierwsze, w rodzinie mojej, i mojej Żony, żaden z mężczyzn, zaangażowanych w kampanię wrześniową, a potem w funkcjonowanie polskiego państwa podziemnego (a wśród osób, o których mówię, były i szaraczki, i tuzy), nie miał żadnych zastrzeżeń co do decyzji o podjęciu walki. Nie żałował też swojego udziału w niej, a utratę bliskich (męskich) krewnych traktował jako rzecz normalną, choć bolesną. Dla mnie liczy się wyłącznie ich zdanie, ich wola walki, ich decyzja o przeciwstawieniu się agresorom, nie zaś głos publicysty (choć zgodzę się, że zważyć by należało także racje kobiet, dzieci, starców i osób z innych powodów bezbronnych).
I po drugie. Niech Pan popatrzy na bezpośrednie skutki swojej pisarskiej działalności. Oto nieco powyżej pisze zafascynowany Pańskim wywodem uczestnik forum (pisownia oryginalna): ” A ja miałem tych świrów za normalnych ludzi!! Najwyższy czas potępić reżim sanacyjny i zbrodniarza piłsudskiego. Przestańcie wreszcie ludzie obwiniać innych za własne nieszczęścia i robić z siebie ofiarę. Klęska wrześniowa jak i rozbiory to wina samych Polaków.”
Czyżby takich życzył Pan sobie refleksji? I takich adherentów?
Szanowny Panie Redaktorze, nie ma i nigdy nie będzie dla nas, wciśniętych między Rosję a Niemcy, spokoju. Można lawirować, politykować i grać, ale trzeba być gotowym, by ugryźć – i niekiedy takie tylko zostaje rozwiązanie. Innego dla Polski w 1939 nie było.
Fakt, jak ktoś ciekaw niech spróbuje poczytać Studnickiego.
A teraz pytanie aktualne: jak wobec tego należy w świetle artykułu pana Redaktora patrzeć na „zgniły” kompromis z …. no wiadomo z kim przy okrągłym stole.
Bezkompromisowość jest dobra u moralistow piszących traktaty teologiczne i etyczne, a nie u polityków.
I jeszcze jedno, w jednym z ostatnich felietonów określil Pan Redaktor Lecha Wałęsę jako cytuję: „najcwańszego polityka jakiego nosiła polska ziemia”.
Szkoda, że wtedy to Beck odpowiadał za naszą politykę zagraniczną, a nie ktoś pokroju Wałęsy.
Co Pan o tym myśli; gdyby przystapił Pan do pisania tej książki, niech Pan z łaski swojej spróbuje uwzględnić ten wątek.
pozdrawiam
A ostatnia wojna jest już wygrana
Nie będziesz padać na kolana
Chociaż wiemy kto zwycięży
Więc stańmy po stronie zwycięzcy
Tak śpiewał Kazik Staszewski w ramach formacji Kult.
Wyjdźcie naprzeciwko Nebukadnesara
A wtedy na pewno ominie was kara
Lecz jeśli tylko przeciw niemu oręż uniesiecie
Spadnie na was krew waszych kobiet i dzieci
A tak ten sam Kazik już we własnej osobie.
Nie tylko Polska miała takie dylematy. Można skorzystać z cudzych doświadczeń.
Zgadzam się z Panem Redaktorem, że po 1938 roku należało dogadać się z Adolfem Hitlerem i iść na ZSRR.
Pozdrawiam ludzi o otwartych horyzontach myślowych!
Brawo Panie Redaktorze !!!
Nastepny mit – Bòr Komorowski, w sytuacji kiedy zblizal sie sowiecki walec ktory musial sie przetoczyc przez Polske w drodze na Berlin miazdzac wszystko i nie pozostawalo nic innego jak przeczekac, wyslal na rzez kwiat polskiej mlodziezy, stolice Polski zrownal z ziemia, a sam dozyl spokojnie starosci w Londynie. I tez mowil o honorze Rzeczypospolitej !
A jakie wnioski na dzisiaj ? Niedawna polityka polska probowala znowu tradycyjnie zrazic nam jednoczesnie sasiadow : UE i Rosje. Bush nawet nie znalazl czasu nam podziekowac na odchodnym. A obecna polityka probujaca to naprawic tez napawa amatorszczyzna , bo jak skomentowac obecne zabiegi o jedna baterie Patriot ktorej przeciez wiadomo z gory ze nie bedzie bo i po co ? Jednoczesnie liczac przy tym ze przyjedzie Putin 1 wrzesnia !!
Czy tak trudno zrozumiec ze pozycja Polski moze wzrosnac jedynie jesli naszym udzialem zblizymy Rosje do UE i vice versa ? I ze tak jedni jak i drudzy beda nas postrzegac jako niezbedny pomost nie dajacy sie obejsc ???
RADIOWA JEDYNKA prawdę POwie
@RYSA Pisze o 10:23 —————”Poczekam na te ważne wybory, jestem cierpliwy.” ————— Możesz się nie doczekać
Piotr Nowina Konopna w dzisiejszej, sobotniej audycji o 8:15 powiedział z okazji parady Schumana w Warszawie następujące słowa o kandydatach do parlamentu europejskiego „Póki, co decydują jeszcze wyborcy. Nie odbierajmy im tych złudzeń.” Ciekawe jak długo jeszcze wyborcy będą mogli o czymkolwiek decydować. Do przyjęcia traktatu lizbońskiego czy może kilka dni dłużej
Ciekawi mnie bardzo jak pogodzić – dzisiejsze całkiem rozsądne spojrzenie Pana Redaktora na perspektywę bratania się z Hitlerem dla zapobieżenia większemu złu – z dezaprobatą bratania się z komunistami w 1989 roku w komentarzu sprzed kilku dni?
Beck namieszał, a my za to beknęliśmy.
Jestem ciekaw jak historia wyjaśni hipotezę, jakoby środowiska żydowskie, wiedząc jakie represje spotykają Żydów w Niemczech, nie dopuściły do sojuszu Polski z Niemcami i wplątały nas w tę idiotyczną wojnę. Wplątały, by rękami Polaków ratować Żydów.
Więc dlaczego od razu trzeba pozwolić na wykrwawienie się narodu???? To typowo sanacyjne, a po części także PiSowskie i Platformerskie myślenie. Interes narodu ma z honorem tyle wspólnego, co wysokie wynagrodzenie za pracę z uprawianiem hobby. To dwie rozdzielne kategorie!!!
W dyskursie historycznym i w publicystyce po 1989 r. nie podjęto nawet próby oddania endecji należnej jej pozycji, odkłamania tego, co na jej temat powiedziano złego, nieprawdziwego, kłamliwego.
Nazwanie kogoś endekiem to dziś potwarz, nikt nawet nie zastanawia się, dlaczego tak jest. Mimo kolejnych przepoczwarzeń na polskiej scenie politycznej do ENDECJI nikt otwarcie się nie przyznaje. Nie ma kontynuatora tej myśli (chyba najbliższy był tutaj Giertych).
PATRIOTYZM TO PRZECIEŻ CECHA CENNA. Nie ma się czego wstydzić, Dmowski to jeden z największych Polaków.
Nie dajmy się ogłupić, większość z nas żyjąc w międzywojniu byłaby zdeklarowanymi endekami.
Ten artykuł to szereg kłamstw.
Po pierwsze Beck dzięki działaności Tadeusza Kobylańskiego nie wiedział nic o zamiarach Stalina, był jedynie utwierdzony w przekonaniu że prędzej sowieci nam pomogą niż zaatakują.
Przypomnę, że IWŚ wygrał francuski piechur i Polska wiążąc się sojuszem z nim, wiązała się teoretycznie z najsilniejszą armią
NIE BYŁO TEŻ TAK ŻE POLSKA BYŁA SKAZANA NA POŻARCIE PRZE NIEMCÓW, stosunki względne piechota 1:2 czołgi 1:5 samoloty 1:5
przy czym nasze wojska były lepiej wyszkolone, czołgi mieliśmy lepsze, jedynie w sprawie samolotów była dość znaczna różnica.
Gdyby nie pakt Ribbentrop Mołotow Francja zaatakowałaby Niemcy,
Sam atak sowietów odbył się w momencie kiedy Francja miała dołączyć do wojny lądowej.
Samo przemówienie Becka wcale nie miało służyć wywołaniu wojny, minister nie był zadowolony z jego skutków, ono miało zastraszyć Hitlera przed przystąpieniem do wojny na 2 fronty. Podobnie sprawa z podpisaniem paktu z Anglikami.
Tak, tak, trzeba było z Niemcami iść na Wschód a jako wynikającą z realistycznej konsekwencji tej polityki czynnie uczestniczyć z Hitlerem w mordzie na zamieszkujących w Polsce Żydach bo ich los nie powinien być przecież przeszkodą dla historycznej szansy.
A realnie trudno było by oczekiwać od niemieckiego sojusznika by wyrzekł się swojego podstawowego spoiwa ideologicznego.
Dawno już nie czytałem takich bzdur.
P.S. Ja nie jestem apologetą Becka ale specyficzny „intelektualizm” autora jest nie do przyjęcia.
P.P.S A najciekawsze jest to, że Władysław Sikorski uważał Becka za … agenta Gestapo co jasno napisał w drukowanym niegdyś w „Zeszytach Historycznych” liście do Becka. To też bardzo polskie choć temat na inną opowieść.
Aha i proszę nie powielać tez komunistycznej propagandy, że utrzymanie jednostek kawalerii było droższe od sformowania i utrzymania jednostek pancerno motorowych. Zawsze warto pomyśleć zanim zacietrzewienie przysłoni rozum.
GAZ w drugim od góry komentarzu pisze:
…”Ale endek z Pana wyłazi. Niewiele brakuje, a “ktoś” przypisze Panu autorstwo “getta ławkowego”…
Nie bojmy sie tego otwarcie powiedziec: Endecja byla formacją na wskroś wartościową. W pełni zasługującą na określenie jej mianem patriotycznej. Formacją w pełni oddaną Polsce, jak mało kto. Dlaczego otwarcie nie nawiązywać do tej formacji???
Dlaczego nie odrzucimy tej łatki przypiętej przez GW, że Endecja i Dmowski to faszyści???? Bez przesady… to nasza historia. Nie dajmy jej sobie zakłamywać, naprawdę nie mamy się czego wstydzić.
Przez 20 lat międzywojnia ENDECJA była największym zagrożeniem dla Marszałka, gdyż jako jedyna miała spójną wizję polskości i konkurencyjną wobec Marszałka strategię polityki zagranicznej.
O roli endecji w czasie wojny nie trzeba wspominać – najpierw niezależnie, potem jeden z głównych filarów AK, po rozwiązaniu AK -podjęła ostrą walkę z komuną.
Przez 45 lat komuny osiągnięcia eND-cji pomniejszano, robiono z nich faszystów, antysemitów, morderców (NSZ) i co tam tylko…
Przez kolejne 20 lat grupy nastawione kompromisowo do komunistów (głównie Unia Demokratyczna (i wszystkie jej przepotwarzenia, tj. UW, PO) oraz SLD (i jej przepotwarzenia, czyli SDRP, LiD, Lewica Borowskiego), a także w pewnej części PSL i PO, robiły wszystko, by do odrodzenia się idei Dmowskiego za wszelką cenę nie dopuścić. Dmowski wg nich oznaczał diabła, czarną sotnię.
O „dokonaniach” takich osób, jak Michnikt i Giermek, nie trzeba wspominać. Programowym i chyba jedynym celem GW jest dyskredytacja idei narodu. ENDecja jest jej śmiertelnym wrogiem. Prędzej oddadzą Polskę UE, Niemcom, a najchętniej Francji, niż pozwolą na to, by powiedzieć obiektywne słowo o Dmowskim.
Wg powszechnie znanych zasad fizyki, tłumienie procesów naturalnych oznacza wzrost ciśnienia, a następnie natychmiastową erupcję, eksplozję.
Czekam, kiedy w Polsce ta eksplozja zdrowego patriotyzmu nastąpi. A że nastąpi, jest tylko kwestią czasu. Po przekonaniu, jaka jest ta Platforma Obywatelska i cała ta Unia Europejska, i po dowartościowaniu samego siebie, Polacy wrócą intuicyjnie do swych katolickich korzeni. Myśl Dmowskiego za kilka, góra kilkanaście lat, i tak będzie dominująca.
Tym bardziej, że to właśnie analizy Dmowskiego z lat 30-tych okazały się słuszne i priorocze.
A getto ławkowe??? Nie było dobrym zjawiskiem, nie przesadzajmy. Ale nikt w latach 30-tych nie przypuszczał, że do czegoś takiego, jak Holokaust może w ogóle dojść. Nie możemy oceniać „getta ławkowego” i ekscesów antysemickich z dzisiejszej perspektywy. Cała Europa w tamtym okresie była z lekka „zszowinizowana”, Polska na tym tle to było przedszkole, niewinne igraszki.
To, że myśl Dmowskiego nie zaginęła, to zasługa Kisiela, J.K.Mikke, Giertychów, kościoła, Mariana Jurka. A w sferze publicystycznej: pana Ziemkiewicza.
Pozdrawiam gorąco wszystkich narodowców-nieszowinistów.
I nie bójmy się przyznawać do tej ENDECJI, naprawdę możemy być dumni korzeni.
Jak bardzo Pana lubię, tak bardzo się z tezami Pańskiego artykułu nie zgadzam. Powiem krótko: w 1939 r. nie mieliśmy wyjścia. Ekspansja Hitlera była skazana na klęskę, bo nawet gdyby udało mu się zdobyć Moskwę i dojść po Ural, to i tak nie unicestwiłoby to ZSRR, który potem skontrowałby tak, jak zrobił to po Stalingradzie. A zatem przegralibyśmy razem z Hitlerem. Nie sądzę, byśmy z tego wyszli tak gładko jak Czesi. Raczej okrojonoby nas niczym Węgrów. Nie mówiąc już o tym, że w przypadku poparcia Hitlera musiałyby u nas powstać prawdziwe polskie obozy śmierci. W sumie zatem wyszlibyśmy na tym tak samo, jak okazało się to w rzeczywistości, a stracilibyśmy to o czym mówił Beck w 1939 r. i o czym sam Pan mówi bardzo często (acz w odniesieniu do dzisiejszych czasów) – honor.
Chętnie przeczytam pana książkę!
Nie powiem, że zgadzam się z wszystkimi myślami, ale to prawda, że najgorsze z czym Polska miała i ma do czynienia, to mitomaństwo współobywateli „u władzy” którzy bezczelnie manipulują tzw prawdą. Cała III RP jest tym przeżarta, to jedna gigantyczna manipulacja trwająca do dziś.
Bardzo emocjonalny tekst ale teza generalnie słuszna.
Narody i Państwa wbrew temu co mówił min. Beck nie mają honoru ale interesy – to oczywiste. Wystawienie Polski na uderzenie Niemiec i Rosji (po układzie Ribbentrop – Mołotow było to pewne) było zbrodnią. Min. Beck był bardzo zręcznym inteligentnym ministrem nazywanym za granicą Mefistofelesem polityki europejskiej. Jednak wydarzenia 1939 przerosły zarówno jego jak i większość polityków ówczesnych tak w Polsce jak w Europie. Marszałek Piłsudski wieszczył, że nowa wojna w Europie jest nieunikniona i należy robić wszystko by wejść do niej jak najpóźniej. Nastepcy Marszałka niestety uwierzyli, że geniusz ich mentora automatycznie przeniósł sie na nich. Beck został ministrem w 1932 roku kiedy Marszałek był w pełni sprawny fizycznie i intelektualnie. Język nienawiści Panie Rafale do obozu piłsudczykowskiego uniemożliwia panu pełen obiektywizm.
To jak to było naprawdę z gotowością Francji do wojny? Konsultowałem się ze znajomymi, którzy interesują się historią bardziej niż ja, i podobno Francja miała silną armię, więcej czołgów niż Niemcy.
Panie Rafale
Taka książka właśnie została wydana. Do wyszukiwarki wystarczy wpisać tytuł: PROVOKADO, autor: niżej podpisany. Rzecz poświęcona jest prowokacji gliwickiej, a zwłaszcza celom tej operacji i przygotowaniom, prowadzonym na wielu poziomach. Przytoczę fragmenty rozdziału pt. Honor – złoty cielec głupców. (…) Brytyjczycy, po konsultacji z Francuzami, zadziwiająco łatwo wydali Polsce polisę bezpieczeństwa już w dwa dni po pakcie Ribbentrop-Mołotow. A polska dyplomacja nie dość starannie przeczytała pełną nazwę porozumienia Hitlera ze Stalinem z 23 sierpnia 1939 r.: Pakt o nieagresji pomiędzy III Rzeszą Niemiecką i Związkiem Socjalistycznych Republik Sowieckich. Dla naszej sprawy ta nazwa jest wyjątkowo ważna. Zwróćmy uwagę: dwa jednako miłujące pokój państwa, które nie mają wspólnej granicy, podpisują traktat o nieagresji. Cóż to znaczy? Ano dokładnie to, że wkrótce wspólną granicę będą miały! I teraz porozumiewają się co do podziału łupów, żeby nie było zatargów o miedzę, gdy nagle staną się sąsiadami. W roku 1939 polscy politycy, choć tylko najgłupsi (ale tacy wtedy rządzili), nie mieli o tym pojęcia. (…) W sierpniu’39, popychając Polskę do wojny fałszywymi gwarancjami, nasi zachodni sojusznicy bali się, że Polacy w pełni zrozumieli groźbę, jaka nad nimi zawisła. Że przypomną sobie, co o honorze mówił nie minister Józef Beck, ale Adam Mickiewicz w „Księgach narodu polskiego”: I tak zrobili królowie dla Francuzów bałwana, i nazwali go Honor, a był to ten sam bałwan, który za czasów pogańskich nazywał się cielcem złotym.
A w sierpniu’39, dla większej pewności własnego bezpieczeństwa, nasi dzielni sojusznicy zastrzegli sobie neutralność na wypadek, gdyby to Polska – atakiem na niewinne Niemcy – próbowała wciągnąć Francję i Anglię do wojny. Wiedział o tym zarówno Hitler, jak i Stalin. W ich interesie było podtrzymywanie w Polakach nadziei i wiary w militarną pomoc anglo-francuską, o której wszyscy rozsądni politycy wiedzieli bez najmniejszych wątpliwości, że udzielona nie zostanie nigdy i pod żadnym pozorem.
Z punktu widzenia Hitlera należało teraz tylko wejść z Francuzami w niewerbalną konspirację, umożliwić im wyjście z jakimś fragmentem twarzy, dać rządowi francuskiemu pretekst. Ale przecież nie pretekst do wojny, a już absolutnie nie do wojny światowej! Rząd francuski potrzebował psychologicznego argumentu, za pomocą którego będzie mógł wycofać się z tej wojny rakiem! Wypatrywał czegokolwiek, co by pozwoliło oszukać własny naród i światową opinię publiczną. Hitler doskonale wiedział, czego pragną Francuzi. Rząd potrzebował pretekstu do kłamstwa, a naród czekał na… kłamstwo. Tak. Naród francuski wcale a wcale nie chciał żadnej wojny. Nad taką pokojową postawą Francuzów przez całe lata pracowali opłacani przez Hitlera i Stalina pacyfiści. Naród chciał być oszukany! I jak tu – pomyślał pewnie Hitler – nie uszczęśliwić Francuzów? Jak nie dać im tego, czego (za moje pieniądze) tak szczerze pragną? Czy rząd francuski z podłożonych argumentów skorzysta, to już inna kalosza. Na wszelki wypadek różnymi kanałami płyną całe flotylle dezinformacji. O tym, które z nich okażą się najporęczniejsze, zadecyduje pewnie przypadek. Nie tylko Gliwice są na świecie. Francja chciała siedzieć cicho! Będzie więc siedzieć cicho. A o to przecież w tej hecy chodziło! Co więcej – po tym całym politycznym kontredansie, gdy wojna Niemiec z Polską przetoczy się już bez udziału Francji, czy ktoś w tym kraju będzie miał choćby moralnego kaca? Czy jakiś moralny autorytet potępi władze za tchórzostwo i wiarołomstwo? Czy jakiś Sartre napisze coś, co można by dziś bez wstydu zacytować? No nie. Rzadko kiedy rząd francuski cieszył się tak jednoznacznym poparciem narodu, jak w pierwszych dniach września 1939! Tak więc prowokacja gliwicka w żadnym wypadku nie była pretekstem do II wojny światowej!!! Była… Ale tu się trochę zagalopowaliśmy w politykę. Wróćmy lepiej na naszą wieżę. Tam jest z pewnością bezpieczniej i bardziej modrzewiowo.