Samo euro nic nie zmieni

Szczególną cechą naszej debaty publicznej jest sprowadzanie każdej dyskusji do zajadłego szarpania się o sprawy drugorzędne. Pozwala to bardzo emocjonalnie angażować się w spór każdemu, także, a nawet przede wszystkim, tym, którzy pojęcia nie mają, o czym mowa.

Przykładem ożywiona dyskusja o reformie służby zdrowia, zmieniona w pryncypialny spór o to, czy przychodnie mają być prywatne, czy publiczne.

Owóż forma własności jest tu sprawą drugorzędną, bo klucz do uzdrowienia systemu usług medycznych leży w systemie ubezpieczeń i w uruchomieniu mechanizmów konkurencji. Dopóki mamy jeden biurokratycznie zarządzany NFZ, arbitralnie wyznaczający ceny i limity, nawet stuprocentowa prywatyzacja przychodni i szpitali nic nie zmieni, stworzy po prostu sytuację jak w peerelowskim rolnictwie, które niby było indywidualne, ale przecież w najmniejszym stopniu nierynkowe.

I odwrotnie – przy uruchomieniu konkurencji nie ma potrzeby na siłę narzucać formy własności. Dziesięć lat temu robiłem dla TVP reportaż o amerykańskim publicznym szpitalu, który z powodzeniem konkurował z istniejącymi w tym samym hrabstwie placówkami prywatnymi.

Podobnemu skretynieniu uległa natychmiast debata o euro. Tak jak kiedyś osłabienie czy wzmocnienie waluty, tak teraz zastąpienie złotego euro przedstawiane jest jako cudowny sposób na gospodarczą prosperity.

Otóż nic podobnego, euro samo z siebie niewiele zmieni – czy się opłaci, czy nie, zależy od tego, jak się do jego przyjęcia przygotujemy i jak tę operację przeprowadzimy. A kondycja gospodarki nie zależy od używanej waluty, tylko od stopnia swobody gospodarczej, praworządności, stabilności i przewidywalności systemu podatkowego i innych tego rodzaju spraw, które naprawić jest znacznie trudniej, niż wyzbyć się złotego.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(124) Komentarzy do “Samo euro nic nie zmieni”

    -
  1. Krzysztof Mądel pisze:

    Krzysztof Mądel do LeHu:
    Drogi Panie, nie wspomniałem nawet słowem o tym, że euro jest najlepsze na świecie, bo nie jest. Jego główna zaleta polega na tym, że jest nowszą wersją przewidywalnej niemieckiej marki używaną w największej gospodarce świata, czyli w UE. Euro jest natomiast lepsze od złotówki i to powiedziałem.
    Proszę się nie zachwycać się przyrostem PKB, bo on świadczy dobrze głównie o słabych gospodarkach. W tych mocniejszych i lepiej rozwiniętych ważniejszy jest wzrost wydajności i innowacyjność. Słabość UE leży przede wszystkim w tej dziedzinie. A mój przytyk dot. AGH ma swoje uzasadnienie. Polskie uczelnie ekonomiczne kształcą „księgowych”, nie ekonomistów, wiem to od profesorów z AGH, którzy sami nad tym ubolewają (Beksiak robi to publicznie). Zagraniczni uczeni nie mają w tym zakresie żadnych wątpliwości. Główna słabość polskiego ekonomisty na tym, że zna nie teorię, natomiast nie umie matematyki i zupełnie radzi sobie z analizą kazusów. W konsekwencji nadaje się tylko na belfra, ale nie na szefa firmy. Mogę to szerzej uzasadnić.

    Dobre 0

  2. popek pisze:

    popieram

    Dobre 0

  3. Twisterpl pisze:

    Podstawą funkcjonowania euro były założenia między innymi co do poziomu dopuszcalnej inflacji w krajach objętych wspólną waluta. Zasadę złamały takie państaw jak Francja,Niemcy. Wspólnej poltyki fislalnej nie ma, wspólna odpowiedzialność za walutę jest iluzoryczna. Poczekajmy może się jeszcze okazać, że rządy strefy euro będą jeszcze bardziej niefrasobliwe i wspólna waluta rypnie.

    Dobre 0

  4. kp pisze:

    Panie Ziemkiewicz, Kwaśniewski wręcz jest zachwycony ze za jego kadencji weszliśmy do unii. Tusk chce euro. Nic innego się nie liczy. (((

    Dobre 0

  5. RYSA pisze:

    @aros 15:54

    „Jednak wolałbym że jeżeli w Polsce już ma być jakaś inna waluta niż zloty to był nią dolar.”

    Qrcze to jest myśl.

    Dodam swoją własną złotą myśl: tąpnięcie kursu dolara wzięło się stąd, że mieszkańcy Moniek i Łap oraz podkarpaccy górale a także mieszkający w innych regionach rodacy wykopali dolary ze słoików zakopanych pod jabłonkami i pozbywali się ich, bo poszła fama od D.Tuska, który podobnie jak prof. mniem. stos. J.T.Stanisławski głosił o świętach tak on ogłosił o wyższości euro nad dolarem. Tyle, że kursy nie chciały się słuchać praw ekonomi z powodu osoby, która to ogłosiła. A co z kursem euro w przyszłości?

    I to by było na tyle.

    Dobre 0

  6. aros pisze:

    A ja czekam jak Obama zarządzi w USA przejście na euro jako najdoskonalszą walutę świata.
    Wówczas bez wahania zagłosuję za najszybszym wprowadzeniem euro w Polsce.

    Jednak wolałbym że jeżeli w Polsce już ma być jakaś inna waluta niż zloty to był nią dolar.

    Dobre 0

  7. RYSA pisze:

    @Henry o 14:42

    Słyszałem i ja o 0,5% PKB. Czy fundusze są mniejsze czy są większe nie wiem, dobrze byłoby wiedzieć na pewno. Równie jak Ty uważam, jak zapewne zauważyłeś, że integracja powinna pójść w kierunku państw narodowych. Nie do pogardzenia są jednak korzyści w postaci zmian cywilizacyjnych a zagrożeniem mogą być tendencje odrzucania wartości powszechnie, przynajmniej przez większość społeczeństwa polskiego uważanych za godne kultywowania. Mam na myśli wartości oparte na wspólnych dla Europy wartościach chrześcijańskich nie wszędzie w niej dostrzeganych, patriotyzmu i poczucia wartości.

    Te korzyści to także uporządkowanie prawa i hamulce nakładane na decydentów – konieczność liczenia się z regulacjami unii. Powie ktoś, ze dość już naprostowaliśmy bananów. Pewnie tak, ale to nie jest najważniejsze.

    Pozycja Polski w UE zależy od tego, czy potrafimy przeciwstawić się tym zagrożeniom a roli euro w tym bym nie przeceniał. Jeśli musimy zjeść tę żabę to zróbmy to tak, żeby to było jak najpóźniej i żeby poszło gładko. Europa wspólna należeć będzie do silnych. Słabi nie musimy być.

    Dobre 0

  8. waclaw timoszyk pisze:

    Panama uzywa amerykanskiego dolara od bardzo dawna i jakos nie przestala byc gospodaraka wschodzaca. Polecam ten przyklad entuzjastom wporowadzenia euro. To rzeczywiscie na dluzsza mete nie jest tak bardzo wazne, chyba ze wprowadzi sie obowiazujaca aktulanie walute Zimbabwe. zapomnialem jak sie ona wabi.
    Dla wygody dobrze euro przyjac, ale entuzjam, czy tez pesymizm z tym zwiazany raczej przytlumic.

    Waclaw Timoszyk

    Dobre 0

  9. Koja pisze:

    Forowicze,jak zwykle zresztą,są ZA A NAWET PRZECIW.
    Ziemkiewicz wyrażnie daje do zrozumienia:nie znasz
    się – nie zabieraj głosu; ale co tam,my na wszystkim
    się znamy.

    A ja marzę o podpisach: ekonomista taki i taki,albo
    …pracuję na zmywaku

    Dobre 0

  10. LeHu pisze:

    # Krzysztof Mądel SJ Pisze:
    04/11/2008 o 23:13

    „Nie ma Pan racji. Euro sporo zmieni [...] Szkoda, że nie macie w “Rz” ludzi z wykształceniem ekonomicznym. Byle nie po SGH.”

    Swego czasu media podawały wskaźnik wzrostu gospodarczego strefy euro i państw, które zachowały walutę narodową. Euro dało ok. 1% wzrostu, waluty narodowe 4-5 razy więcej.
    Pan „mądral” ma jakieś kompleksy na punkcie wykształcenia (pewnie wyrzucili go z SGH ;-) ).

    Dobre 0

  11. RYSA pisze:

    @Mara

    Napisałem.

    Nie bardzo wiem co chce Pani powiedzieć, chyba tylko to, że w Polsce jest za droga kawa. A jaka będzie? Śmiem twierdzić, że droższa. Jeśli założymy, że kurs centralny w ERM2 zostanie ustalony na 3,50 to teoretycznie kawa w Krakowie powinna kosztować 2,86 euro. Konia z rzędem temu, kto nie podwyższy ceny do 3 euro. Taki ma sens moja wypowiedź, którą Pani zacytowała. Może przesadzona ale …

    Zauważyłem Pani wypowiedź na temat służby zdrowia i euro
    powyżej. Generalnie zgadzam się z oceną prywatyzacji sł.zdrowia. Jeśli zna Pani założenia reformy prof. Religi, to są one chyba podobne do systemu funkcjonującego w Niemczech, z tym, że zostały „wypaczone” przez brak współpłacenia: sieć szpitali, opisanie i wycena procedur medycznych i dopasowanie tego do możliwości finansowych Państwa – za co płacimy a za co nie. To tak w skrócie, żeby nie powiększać tekstu.

    Jeśli chodzi o euro i podawanie cen w zł i euro to nie zna Pani pomysłowości Polaków? Jaki problem „zgrać” cenę w euro z ceną w zł na zawieszkach towarów. Zgadzam się, że wzrosty cen będą prawdopodobnie niewielkie, proszę jednak porównać zamożność Francuzów czy Niemców. Tam takie niewielkie wzrosty, jeśli rzeczywiście niewielkie były, nie były tak odczuwalne, choć słychać głosy że tak „słodko” nie było. U nas mogą być bardziej odczuwalne.

    Korzyści z wprowadzenia euro – oczywiście że będą, z tym się zgadzam. Mam wątpliwości jednak kiedy i w jakiej sytuacji zacząć starania. Jeśli mechanizm ERM2 to konieczność utrzymania kursu zał do euro przez 2 lata zł w paśmie +15%/-2,25%, to taki mechanizm preferuje importerów – kurs powinien być utrzymywany po aprecjacyjnej stronie, żeby nie „wypaść” z ustalonego pasma i nie zaliczyć warunków. Zatem jeśli gospodarka ma więcej eksportować jak Pani sugeruje, to eksporterzy nie tylko powinni mieć korzystniejsze dla nich kursy przez co najmniej 2 lata ale powinni przede wszystkim sobie radzić w takich warunkach na rynku UE, inwestować i mieć co sprzedawać. Również po wprowadzeniu euro. Nie da się po prostu zadekretować niskich stóp procentowych eurolandu w Polsce i powiedzieć od dziś mamy euro i niskie stopy. Kto ma za to zapłacić? Temu ma służyć m.innymi ERM2 i związane z tym konieczne reformy finansów publicznych oraz zmiany aktywizujące i umacniające gospodarkę, jak choćby obniżenie podatków, obniżenie kosztów pracy, na co się chyba nie zanosi.

    Dobre 0

  12. fritz pisze:

    Mara Pisze: 05/11/2008 o 13:56

    “Dziś handryczy się Pan o powiedzmy 2 zł prowizji dla banku a jutro zapłaci Pan 4 zł więcej za kawę płacąc za nią euro w Polsce.”
    Bylam na poczatku czerwca w Krakowie. Za kiepska kawe zaplacilam 10 zl (lekko ponad 3 euro).

    *** Wszystko zalezy od tego w jakiej kawiarni bylas.. kawiarnia kawiarni nierowna, ceny za kawe rowniez.

    A swoja droga jestem ciekawy, kiedy szanowni dziennikarze zauwaza jak duza kompetencja w sprawach gospodarczych wykazal sie rzad Jaroslawa Kaczynskiego i jak sukcesywnie krok po kroku przygotowywal reformy.
    Niestety, nie potrafil tego sprzedac.

    Ostatni konkretny i aktualny przyklad: rzad Jaroslawa Kaczynskiego potrafil sprywatyzowac stocznie Gdanska i przygotowac wszystko do sprzedania dwoch pozostalych.
    Nierzad herr Tusk potrafil za to przygotowane prace storpedowac, stosunki z KE zredukowac do 3 spotkan (z rzadu JK co 4 tygodnie byl ktos w KE, wlacznie z samym JK.. to sie nazywa o polskie interesy), stocznie zlikwidowac i przy okazji okolo 100’000 miejsc pracy zniszczyc.

    Warto zwrocic uwage na nastepny gigantyczny skandal, ktory widac w kontekscie wprowadzania telewizji digitalnej i satelitarnej. To co robi, a wlasciwie nie robi, nierzad herr Tusk jest wymierzone w elementarne interesy Polski, nie tylko gospodarcze ale rowniez kulturowe dotykajace bezposredni zachowania tozsamosci narodowej.

    Swietny artykul Lichockiej:

    Cyfrowa telewizja naziemna dla ubogich
    http://www.rp.pl/artykul/214761.html

    Dobre 0

  13. Henry pisze:

    @RYSA 05/11/2008 o 11:12 Pisze:
    —Mamy z tego tytułu (przystąpienia), póki, co, korzyści niezaprzeczalne, choć nie wiadomo w jakim kierunku integracja pójdzie.—-
    Fundusze, które spływają z WE to faktycznie ok. 0.5% PKB. To jeden dzień pracy. Za taką sumę nie warto oddawać resztek suwerenności. Tak naprawdę toczy się walka czy Europa ojczyzn czy Europa regionów! Cała reszta to tylko zasłona dymna.

    @Paweł Tyliński 05/11/2008 o 11:14 Pisze:
    —-Wprowadzenie “euro” zmieni symbol władcy tej ziemi.—-
    Niestety jest gorzej, wyzbycie się złotego zmniejsza stopień swobody gospodarczej i niezależności politycznej, co zresztą Tadeusz Kałkowski w cytowanej książce “Tysiąc lat monety polskiej”, opisuje.

    @RAZ
    Wprowadzenie wspólnej waluty uzależnia Polskę od Niemiec i Francji, (bo to one mogą drukować Euro – Polska może najwyżej je kupić) w sposób znacznie bardziej silny niż wszystkie dotychczasowe zmiany. Po wprowadzeniu Euro i akceptacji traktatu Lizbońskiego Bruksela (Berlin) dopiero pokaże gdzie raki zimują. A na koniec, posiadanie Euro nie uchroniło EUROPY przed kryzysem! Dlaczego miałoby nagle pomóc Polsce?

    Pozdrawiam @Panów

    Dobre 0

  14. Jot pisze:

    Dla posmiania sie, przypomne: euro ma wejsc 1 stycznia 2011. Sam kalendarz wyborczy mowi, ze wprowadzenie euro jest nierealne.

    Czyli po wyborach prezydenckich, ktore ma wygrac pewien polityk z Kaszub robiacy wszystko wedlug slupkow sondazy.

    Wybory parlamentarne beda pol roku potem – w srodku fali niezadowolenia ze wzrostu cen (zaokraglenie z 2 zl do 1 euro) i wymiany pieniedzy.

    :)

    Dobre 0

  15. gajowy bronek pisze:

    Wydaje się, że mamy w kraju paru, dość niezłych ekonomistów. Dlaczego więc Rzepa nie włączy się do merytorycznej dyskusji na temat przejścia Polski na walutę euro prezentując zwięzłe, zróżnicowane opinie fachowców?
    Zamiast tego mamy prezentacje opinii takich specjalistów jak Ziemkiewicz czy czytelnik Rzepy „fritz”.
    Obydwaj panowie wypowiadaja się autorytatywnie na każdy temat nie wyłączając nowch środków do prania, polityki wschodniej, zapłodnienia vitro a ostatnio polityki monetarnej. Zapewne mają prawo ale gdzie opinie tych, którzy znają temat, specjalistów?

    Dobre 0

  16. robotnik wykwalifikowany pisze:

    W USA są hrabstwa, nazywają się „county”. Count to po angielsku hrabia, jakby dzieci nie wiedziały (chociaż te co oglądały „ulicę sezamkową”, wiedzą). Co prawda hrabiowie tam nie rządzą, ale nazwa pozostała. Można by ją przetłumaczyć na „powiat”, bo to mniej więcej polski odpowiednik tej jednostki terytorialnej. Ale wtedy jakiś mądrala odezwałby się, że „w USA przecież nie ma powiatów!”

    Dobre 0

  17. ikar pisze:

    eeeeeeeeeeeeeeeeeee Rafał >> już drugi komentarz pod rząd poniżej Twojego poziomu …
    jak wiesz w tym chorym kraju wszystko jest sztuką łączenia mirażu i fasady. Zobaczym do czego doprowadziło urynkowienie usług stomatologicznych – z refundacji NFZ korzystają lekarze, którzy i tak wszystkich traktują jak dojne krowy.
    Tak samo będzie po prywatyzacji słuzby zdrowia – może przybędzie pięknych pachnących gabinetów (bo szpitali już nie – za duże koszty utrzymiania) ale będzie w nich mniej pacjentów. Będzie wtedy wielki powrót znachorów i medycyny ludowej – co w sumie nie jest takie złe.
    Podobnie z EURO – jeżeli idiota może być posadzony na stanowisko ministra finansów i gospodarka nie leci na łeb na szyje to jakie znaczenie ma wprowdzenie euro? POpagandowe!

    Dobre 0

  18. vlady pisze:

    Tusk robi wszystko, by wynarodowic Polske i uzaleznic ja od Niemiec.
    Cala jego polityka zagraniczna i gospodarcza jest temu podporzadkowana. Rozluznianie stosunkow z Ukraina, Czechami, Stanami zjednoczonymi, uzalenienie monetarne i energetyczne od Niemiec, niszczenie polskich mediow i wszelkich polskich inicjatyw gospodarczych, to jego polityka. Kiedy wreszcie Polacy sie obudza i przestana leciec do swiatelek Tuska jak cmy.

    Dobre 0

  19. EKLOS z Gdańska pisze:

    No i trafił Pan w sedno tylko dlaczego tak nie często to się zdarza. Naprawdę powinien Pan logicznie reagować zawsze a wystrzegać się jak ognia pisania na polityczne zamówienie. Jak nie będzie Pan pewien czy zachowuje się Pan tak jak radzi znane powiedzenie niechaj pan popatrzy w lustro . Słyszałem dzisiaj Napieralskiego (któremu się nie dziwię , bo to młotek jakich mało) i Cymańskiego który niestety wykonuje brudne polecenia partyjne (upadł bardzo nisko) i zwyczajnie odczuwam litość dla człowieka. Mógłby przecież postapic tak ja Dorn ale On się boi i coraz bardziej traci twarz. Mam nadzieję że coraz częściej będę mógł tak Pana oceniać mam nadzieję że zgadzamy się też iż każdy kompromis ma swoja cenę .

    Dobre 0

  20. Mara pisze:

    Rysa napisal (a)
    „Dziś handryczy się Pan o powiedzmy 2 zł prowizji dla banku a jutro zapłaci Pan 4 zł więcej za kawę płacąc za nią euro w Polsce.”
    Bylam na poczatku czerwca w Krakowie. Za kiepska kawe zaplacilam 10 zl (lekko ponad 3 euro). W Kolonii place za kawe 2,5 euro, w Barcelonie latem pomiedzy 2 a 2,5 euro.
    To tyle jesli chodzi o polskie ceny.

    Dobre 0

  21. RYSA pisze:

    @koham.mihnika.copyright
    Gdyby Pan kochał michnika tak jak ja, nie przejmowałby się Pan tym „podwójnym waleniem” przez bank. Jeśli Pan chce tego uniknąć wystarczy pomyśleć i się do tego dostosować.

    Podróżuje Pan samolotem lub pociągiem po Europie zapewne w interesach, (nawiasem mówić, kiedy Pan ostatnio po niej podróżował?) a ja prywatnie samochodem, bo więcej widać i można też poczuć i posmakować. Dziś handryczy się Pan o powiedzmy 2 zł prowizji dla banku a jutro zapłaci Pan 4 zł więcej za kawę płacąc za nią euro w Polsce. Jest to mało istotne dla nas obu, bo zapewne i ja i Pan przeżylibyśmy taką stratę. Praktyka wskazuje jednak, że są w Polsce ludzie, dla których taki dodatkowy wydatek byłby bardzo istotny.
    J
    eśli
    cyt: „gotowka jest przyjemniejsza w uzyciu. bardziej mi chodzilo o wygode poslugiwania sie jedna waluta…”

    to powinien Pan kupić w banku kilkaset euro i nosić je w kieszeni płacąc gdzie się da – będzie i przyjemniej i wygodniej. Ta wypowiedź jest nieprzemyślana. Wygoda posługiwania się jedną walutą nie może być jedynym czynnikiem za wejściem Polski do eurolandu, a tak można odczytać Pańskie słowa:

    „Jestem za euro, ulatwia mi podroze po Europie”

    Trywializuje Pan całą sprawę wprowadzenia euro. Gdyby tak miało być stałbym w jednym szeregu z tymi, którzy są przeciw.

    Ja jestem także za euro, tylko z innego powodu niż Pan. Jeśli Pan przeczyta mój wpis o godz 11:20 będzie Pan znał moje poglądy.

    Pozdrawiam, przy okazji proszę pozdrowić również kangury, które będzie Pan mijał jadąc dobrym samochodem, tym który Pan ma w domu. Proszę uważać bo wychodzą na drogę i samochód może przestać być dobry.

    Dobre 0

  22. Em&Grant pisze:

    Liczne glosy sygnalizuja ze euro to wzrost cen i to jest prawda. Jesli zatem Polakom zalezy na wzroscie cen i spadku sily nabywczej krajowca, winni niezwlocznie przystapic do strefy euro.
    Jezeli natomiast odmowia podstawienia wymion krajom starej Unii, niech sie trzymaja z daleka od wspolnej waluty. Za pare lat widac bedzie lepiej jakie blogoslawienstwa niesie ona tym ktorych zwiodl spiew syren z Brukseli.
    Uwazam tez, ze banknoty euro sa obrzydliwe graficznie i konceptualnie, bardziej z tej racji godne jarmarku niz nowoczesnej Europy. Niestety, musze przyjmowac w nich comiesieczne wynagrodzenie, teskniac do kolorowych frankow.

    Dobre 0

  23. Wiktor pisze:

    ># kosmopolita Pisze:
    >05/11/2008 o 07:37

    >Jakże to tak ? To my się, pochyliwszy, będziem do ojców naszych w >niebie modlić, o zgubę Moskali a Krzyżaków potępienie wieczne >dopraszać a w kieszeniach surdutów naszych euro mają, jako >judaszowe srebrniki, pobrzękiwać. Zgroza !!!

    Piekne. Nic dodac nic ujac.

    Dobre 0

  24. gajowy bronek pisze:

    Słyszeliśmy już tę melodię, więc wydawać by się mogło, że to znowu wybitny ekonomista Jarosław Kaczyński nuci o euro ale tym razem to tylko echo gra!

    Dobre 0

  25. Rafał Nowicki pisze:

    Euro, owszem, zmieniłoby. Na gorsze. Bardzo istotne dla gospodarki decyzje zamiast we Warszawie zapadałyby w Brukseli, podejmowane przez ludzi kierujących się interesem Unii, a nie Polski.
    I z niczego nie wynika, że bez euro nie da się być w Unii (np. Wielka Brytania jest).

    Dobre 0

  26. Paweł Tyliński pisze:

    Wprowadzenie „euro” zmieni symbol władcy tej ziemi. Przykładów istnieje dużo. Przytoczę pierwszy polski:
    Mieszko I rocznie przeznaczał około 2,5 kg srebra i płacił dużo mincerzowi na wybicie denarów ze swoim symbolem. Działo się to w czasie, gdy potrzeby wymiany na ziemiach księstwa Mieszka całkowicie zaspokajały już krążące waluty.
    Wg. badań współczesnych.
    (za: Tadeusz Kałkowski „Tysiąc lat monety polskiej”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1974)

    Dobre 0

  27. RYSA pisze:

    „Polska gospodarka będzie może mniej
    suwerenna ale bardziej wiarygodna” – jest to cytat wybrany z jednej z wypowiedzi.

    Wydaje się, że takie motto przyświeca zwolennikom szybkiego – podkreślam – szybkiego wejścia do strefy euro. Już nawet nie to, że jesteśmy w UE i mamy w tym względzie zobowiązania wiadomo jakie. Mamy z tego tytułu (przystąpienia), póki co, korzyści niezaprzeczalne, choć nie wiadomo w jakim kierunku integracja pójdzie. Mój pogląd na ten kierunek to związek państw narodowych utrzymywany przynajmniej do odległego, nieokreślonego, czasu zaniknięcia nierówności ekonomicznych. Ta nierówność przede wszystkim nie pozwoli na pełną integrację i jest to niestety czynnik obiektywny. Dalej tematu nie rozwijam

    Co jest dla Polski ważniejsze? Suwerenność czy wiarygodność w UE? Ja bym wolał suwerenność. Wiarygodność bierze się z suwerenności a tę maja w UE silne gospodarki i silne Państwa. Silne Państwo, to silna gospodarka, uporządkowane finanse i przedsiębiorczy ludzie. Tych ostatnich mamy, choć przydałoby się więcej za sprawą pozostałych czynników, które są do osiągnięcia.

    Suwerenność to uporządkowane finanse Państwa, a jednym z czynników umiejetnie stosowanym, mogącym się do tego przyczynić jest w tej chwili własny pieniądz – jest instrumentem temu służącym. Jeśli Państwo zrezygnuje z możliwości wpływania na gospodarkę i finanse przy pomocy tego instrumentu, utraci część swojej suwerenności, a co za tym idzie pogorszy się jego wiarygodność, bo nie będzie w stanie skutecznie uporządkować finansów i wzmocnić gospodarkę. Jest bardzo prawdopodobne, że będziemy mieć szybko euro ale w dalszym ciągu rozchwianą gospodarkę i finanse, które będzie trudniej reformować. Chyba, że uważamy, że i jedno i drugie tego nie wymagają – to byłaby, zgodzicie sie Państwo, megalomania.

    Trywialne jest w tej sytuacji powiedzenie „pośpiech jest wskazany, ale przy łapaniu pcheł”.

    Pozdrawiam myślących podobnie, choć również i tych pozostałych – tylko mniej gorąco.

    Dobre 0

  28. Bronk pisze:

    Rafałek-wybitny ekonomista-uczeń Leszka B. -kolejny raz bierze się za temat,który powinni omawiać ludzie mający pojęcie o ekonomi.
    Z trudem znoszę RZ komentarze w GP.

    Dobre 0

  29. Mara pisze:

    zanim napisze o euro, musze sie ustosunkowac do Panskiej opinii w sprawie suzby zdrowia.
    Napisla Pan:
    „Owóż forma własności jest tu sprawą drugorzędną, bo klucz do uzdrowienia systemu usług medycznych leży w systemie ubezpieczeń i w uruchomieniu mechanizmów konkurencji. Dopóki mamy jeden biurokratycznie zarządzany NFZ, arbitralnie wyznaczający ceny i limity, nawet stuprocentowa prywatyzacja przychodni i szpitali nic nie zmieni,..”
    Niestety nie ma Pan racji. Zyje od lat w Niemczech, gdzie sluzba zdrowia funkcjonuje dobrze, by nie powiedziec bardzo dobrze.
    I to w systemie w ktorym arbitralnie ustalane sa ceny uslug medycznych! Szpitale tutaj sa prywatne, miejskie, naleza do organizacji koscielnych niektore szpitale w tym kliniki uniwersyteckie sa spolkami prawa publicznego. Kas chorych jest duzo, duzo za duzo z cala administracja, ale ceny stale. Dzieki wprowadzeniu przed kilku laty systemu stalych oplat za jednostke chorobowa w szpitalach udalo sie obnizyc liczbe lozek w szpitalach, skrocic czas przebywania w nich pacjentow i zamknac wiele placowek pracujacych nieekonomicznie. Proces ten jeszcze trwa.
    Najwiekszym sukcesem reformy jest jednak optymalizacja organizacji pracy w szpitalach.
    A to jest konieczne w polskich szpitalach, ktore sa workiem bez dna.
    Panstwo juz raz wykupilo dlugi szpitali, wkrotce wykupi po raz drugi i tak bedzie co pare lat, bo celem istnienia polskiego szpitala jest obecnie napelnianie kieszenie ordynatorow, a nie efektywne leczenie chorych. Dodam jeszce, ze polskie szpitale zatrudniaja zbyt wiele personelu, zwlaszcza pielegniarek i w administracji.
    Na zniesienie limitow nie bedzie Polski jeszcze dlugo stac, bo wydatki na sluzbe zdrowia moga byc zwiekszone w miare wzrostu PKB.
    I teraz rzecz najwazniejsza: trzeba szybko wdrozyc system kontroli jakosciowej w szpitalach i koniecznosc certyfikacji. Dotychczas NFZ rozdaje kontraky na zasadzie uznaniowej. Jako przyklad podam wyniki ostatniej oceny osrodkow przeprowadzajacych profilaktyczne badania raka piersi.
    A teraz krotko do euro: Helmut pisze bzdury: zaraz po wprowadzeniu euro o 100 % zdrozaly w Niemczech jedynie niektore uslugi. Ceny zywnosci i art. przemyslowych rosna znacznie wolniej niz w Polsce i sa z wyjatkiem chleba, jarzyn i niektorych gatunkow miesa NIZSZE niz w Polsce.
    Przy wprowadzeniu euro Niemcy popelnili blad: w ciagu miesiaca wyeliminowali marki. Inaczej niz Francja: Francuzi oparli sie naciskom bankow i handlu pozostawili na dlugo mozliwosc placenia we frankach i obowiazek opisywania cen towarow w obu walutach.
    I z Francji slyszy sie najmniej biadolenia o zwroscie cen po przejsciu na euro.
    Korzysci jakie przyniesie wprowadzenie euro bedzie wiecej anizeli efektow ujemnych. Najwazniejsze beda stale ceny dla eksporterow, bo koniec koncow polska gospodarka musi zaczac wiecej eksportowac anizeli importuje jesli kiedykolwiek mamy splacic dlugi zagraniczne.
    Nie bez znaczenia sa tez nizsze stopy procentowe w euro, co jest wazne nie tylko dla kredytow hipotecznych ale przede wszystkim dla firm, ktore chca inwestowac.
    Co do rent w wysokosci 300 euro: takie renty i emerytury maja Portugalczycy, Grecy i bardzo wiele niemieckich kobiet. Wysokosc plac i emerytur jest po prostu nierozerwalnie zwiazana z wysokosci PKB i wydajnoscia pracy.

    Dobre 0

  30. Henry pisze:

    JAK NABIĆ W BUTELKĘ?

    Tak się składa, że największe przekręty (rabunki) w Polsce są trzy literowe:

    FOZ

    NFI

    OFE

    EBC

    A najlepsi komentatorzy pięcioliterowi ;-)

    Dobre 0

  31. le ming pisze:

    @Anonim,

    Co ty bredzisz o zrownaniu cen z UE? To niby w calej UE ceny sa rowne? Co to za absurd?

    Dobre 0

  32. Andrzej.pl pisze:

    Koniecznie niektorzy chca ostatni polski bank oddac w rece „przyjaciol” z Europy.Juz raz ci madrale oddali kase S.L.D. a sami chcieli rzadzic i jak wyszlo na tym spoleczenstwo wszyscy ktorzy wtedy nie nakradli pamietaja.Byc moze niekto,rym odpowiada taka sytuacja, bo znowu bedzie okazja.

    Dobre 0

  33. le ming pisze:

    „Otóż nic podobnego, euro samo z siebie niewiele zmieni”

    Tak? No to swietnie. Tylko skad te lęki ciemnej masy?

    Dobre 0

  34. z_daleka pisze:

    w przypadku sluzby zdrowia zaczac nalezy od rzetelnego bilansu potrzeb i mozliwosci, sprawa wlasnosci tz. hardware(ru) wyjasni sie pozniej. Nie znam statystyk w Polsce ale z roznych opracowan wynika, ze przecietny Francuz, Niemiec czy Wegier odwiedza lekarza (ambulatoryjnie) 7 razy w roku podczas gdy Szwajcar 3.5 raza. Nie ma jakielkolwiek przeslanki, ze statystyczny Szwajcar zyje krocej lub gorzej niz Niemiec czy Francuz, roznica w ilosci wizyt wynika prawdopodobnie z tego, ze Szwajcar placi ubezpieczenie zdrowotne wg. oczekiwanych swiadczen-im wieksze refundowane koszta tym wieksza stawka ubezpieczeniowa. Proste i skuteczne.
    65% kosztow medycznych w Szwajcarii pochodzi ze skladek indywidualnych, 35% to dofinansowanie panstwa (z podatkow) na rzecz szpitali kantonalnych (przeto panstwowych) i pomoc biednym, ktorzy nie moga oplacic skladki.
    @ Fritz- gratuluje dydaktyki w sprawie euro, wiekszosc dyskutantow nie rozumie, ze Polska musi sie rozwijac szybciez niz reszta bogatej Europy i przeto potrzebuje narzedzi do szybkiego rozwoju. Wprawdzie wolalbym, aby ten rozwoj byl glownie wywolany wynalazkami i nowa technologia (a z tym kiepsko) ale stopy procentowe tez sa wazne.

    Dobre 0

  35. Paweł pisze:

    Przy dyskusji o wprowadzeniu euro najbardziej denerwujace jest ustawianie stron sporu w dwa skrajne obozy – zwolenników euro, domagajacych się wprowdzenia tej waluty natychmiast i na każdych warunkach oraz przeciwników kwestionujących sama zasadę. Tymczasem sprawa wygląda nieco inaczej. Przystępując do UE Polska zdeklarowała gotowość do wejścia w strefę euro, nikt też nie kwestionuje długofalowych zysków z tej decyzji. Jednak istnieje szereg zastrzeżeń przed rozpoczynaniem ostatniego etapu tego procesu właśnie teraz. Entuzjaści wspólnej waluty podkreślają, że pozwoli ona na uniknięcie ryzyka kursowego. I mają rację. Zapominają jednak, że przyjęcie euro wyaga wcześniejszego „zamrożenia” kursu złotówki. W sytuacji powaznych zawirowań w światowej ekonomii, kiedy wahania kursu złotego sięgają 10% dziennie (ostatnio się uspokoiło ale nie ma jeszcze stabilizacji) jest poważne ryzyko, ze „zamrozenie” ustawi kurs na jakimś niewiarygodnym poziomie (mniejsza o to czy zawyżonym czy zaniżonym) dlatego z przygotowywaniem mapy drogowej lepiej poczekać do czasu gdy sytuacja się ustabilizuje.

    Dobre 0

  36. obserwator pisze:

    „Szczególną cechą naszej debaty publicznej jest sprowadzanie każdej dyskusji do zajadłego szarpania się o sprawy drugorzędne. Pozwala to bardzo emocjonalnie angażować się w spór każdemu, także, a nawet przede wszystkim, tym, którzy pojęcia nie mają, o czym mowa.”
    Tak zaczyna pan swój komentarz.
    Ciekawe, dlaczego szarpie się pan w dyskusji publicznej, jak widać nie mając pojęcia, o czym w niej mowa. Chodzi oczywiście o problematykę reform w ochronie zdrowia jak i wejścia Polski do strefy euro.
    Ten pański komentarz, jak oceniam, to już nawet nie jest szarpanina o sprawy drugorzędne. To po prostu, chyba jest tylko, jakieś egzotyczne echo z podróży służbowych i prywatnych. Echo, z zagubionej gdzieś wiedzy, o rynku i ekonomii. I po co to panu było potrzebne?

    Dobre 0

  37. koham.mihnika.copyright pisze:

    @Helmut :
    05/11/2008 o 08:18

    Kommen Sie herein,

    wir haben Polnische Wirtschaft.

    Dobre 0

  38. Anonim pisze:

    @kocham.mihnika
    zapewniam Pana ze wzrost cen (nieuchronny, mowie to z perspektywy czlowieka ktory zyl w Niemczech w latach 2000-2006, a nie podrozowal do tego i innych krajow ue ) w Polsce jaki nastapi po wprowadzeniu euro przycmi Panskie korzysci zwiazane z ulatwieniami w podrozowaniu po Europie. Te korzysci sprowadzaja sie do zaoszczedzenia paru miedziakow ktore moga Panu pozostac po kazdej podrozy plus kilka zlotych na prowizjach przy wymianie.

    @jurek wawro
    dzieki za wpis. kwestia ryzyka kursowego powtarzana jest jak mantra przez zwolennikow euro. jesli to ma byc glowny argument za to oznacza ze korzysci z wprowadzenia euro sa wlasciwie zadne.
    Podobnie z wyrownywaniem cen do ue. jak Pan slusznie pisze dopoki mamy zlotowke ceny wyrownuja sie dzieki wzrostowi wartosci zlotego wobec euro a ten wzrost nastepuje i nawet ostatnie zawirowania nie zniwelowaly aprecjacji jaka sie dokonala w ciagu kilku ostatnich lat . W momencie wprowadzenia euro nic juz nie lagodzi skutkow dostosowywania cen do unijnych. To trzeba ludziom powtarzac do znudzenia bo rzadko pada ten argument.

    @misio
    swietny pomysl w sprawie sondazu. Byloby fajnie spawdzic wiedze (gnoze?) euroentuzjastow laczac pytanie czy jestes za wprowadzeniem euro z dwoma najprostszymi pyatniami z dziedziny ekonomi plus wskazanie oczekiwanego kursu wymiany.

    Dobre 0

  39. koham.mihnika.copyright pisze:

    Panie poruczniku Rysa – placac moja australijska karta w Europie jestem walony podwojnie, poniewaz bank przelicza najpierw na dulary amerykanskie, potem australijskie. A gotowka jest przyjemniejsza w uzyciu. bardziej mi chodzilo o wygode poslugiwania sie jedna waluta, niz zwojem lirow, peczkiem frankow i reszta w reichmarkach.
    Posiadam konto osczednosciowe w polskim banku (pln), aby swobodnie podrozowac po Polsce, w ostatecznosci moge placic karta australijska. W Polsce tez funkcjonuja. Co do samochodu – osobiscie wybieram tani samolot lub pociag. Dobry samochod mam w domu, wystarczy.

    Dobre 0

  40. bs pisze:

    Dyskusja merytoryczna jest potrzebna. Jednak nie ma co liczyć, że odbędzie się ona na płaszczyźnie politycznej. Różnica między PO i PiS w sprawie euro jest taka, że pierwsi są otwarcie za ,a drudzy udają, że są przeciw. Tak jak z Traktatem Reformującym. Wiadomo, że PiS i L. Kaczyński grają jedynie pod publikę. Nie ma na scenie środowiska politycznego mogącego zablokować euro ani nawet zainicjować poważnej debaty na ten temat. Niestety.

    Dobre 0

  41. RYSA pisze:

    koham.mihnika.copyright
    o 08:05
    Proszę wybaczyć, ale podróże po Europie ułatwia nie euro tylko posiadanie karty kredytowej – może być w złotych, najlepiej z chipem i kilkadziesiąt euro w postaci bilonu.
    Acha zapomniałbym dodać, że dobry samochód również.

    Dobre 0

  42. Em&Grant pisze:

    Nie wiem jakie standardy prasowe pozwalaja RAZ-owi uzywac slow takich jak „skretynienie” debaty. Winien wiedziec on, ze o ile sam nie tryska jakas imponujaca wiedza, jako sedzia ulomnych prezentuje kiepskiej jakosci zart.
    Z dowolnej francuskiej gazety za takie slownictwo by wylecial z hukiem. W Warszawie usiluje grac medrca.

    Dobre 0

  43. GallAnonim pisze:

    Euro to stabilizacja, a stabilizacji gospodarka potrzebuje jak drzewo wody.
    Cala ta gadanina na „kontra” to strachy na Lachy, tylko Putin i Lukaszenko sie smieja. Tak jak Prusy psuly przed rozbiorami zlotego, tak byle wiekszy spekulant moze teraz zlotego psuc i uderza Polakow po kieszeni. Taka spekulacja przeciw Euro jest praktycznie niemozliwa. O tym PiSki powinny pomyslec, zanim znowu bzdurami nakarmia Narod… .

    Dobre 0

  44. MaJa pisze:

    Samo euro nic nie zmieni. Święta prawda!
    Podstawowy problem to: jak rozwiązywać potrzeby społeczne.
    Jedyne rozwiązanie to równowaga sił a w tym skuteczna kontrola władzy przez społeczeństwo . A co mamy w Unii?
    Informacji o pracy Parlamentu Unijnego – brak. Że ogórki wyprostowano, to już wiemy. Co dalej?
    Traktat Lizboński – co zawiera? Nikt nic nadal nie wie, a na dodatek nie prowadzi się nadal otwartych dyskusji o nim, czyli o przyszłości Unii.
    Powiedziano nam byśmy siedzieli cicho, a to wyjaśnia wiele jeśli nie wszystko.
    Próbuje się uszczęśliwić banki dając im gwarancje państwowe. Co w zamian? Podpowiadam: pełny dostęp do ich zasobów informacyjnych (i ich oddziałów!) i w każdym momencie. Inaczej nadal będą nas kiwać!
    Można tak wiele.
    Jestem optymistą i oczekuję rozwiązań w dialogu społecznym. A ten jako jeden z elementów swobód społecznych jest nieunikniony. Disce puer!

    Dobre 0

  45. Kasia pisze:

    Mam wielu znajomych, nie bogaczy, nie biedakow, ale tzw zwyklych ludzi we Francji, W. Brytanii, Niemczech i Holandii. Nie umawiajac sie miedzy soba powtarzaja: „Polacy, nie dajcie sie wrobic w euro. My wszyscy stracilismy na przejsciu na euro. O powrocie do rodzimej waluty nie ma mowy”. A oni funkcjonuja w „tlustych” spoleczenstwach. To co bedzie w naszym, w chudym?
    A propos wiarygodnosci: czy W. Brytania, Szwajcaria, USA, Tajlandia- to sa kraje niewiarygodne?

    Dobre 0

  46. łaknę_kredytu pisze:

    @ historyk

    nie porównuj Polski z Wlk. Brytanią, która jest światowym centrum finasjery i do euro nie weszła, bo to byłaby śmierć dla city. Raczej porównuj Polskę z Danią, która jak to wykazał obecny kryzys przejechała się na tym, że pozostała poza strefą euro i teraz premier Rassmusen chce rozpisać nowe referendum w tej sprawie.

    PS. Euro nie zmieni RAZ-a, ale za to zmieni Polskę

    Dobre 0

  47. kowal pisze:

    Ze zróżnicowania opinii komentatorów wynika, że najlepszą dla nas walutą byłby rubel transferowy, który obowiązywał w RWPG. Był porządek, kurs był sztywny, nikt nie nosił go w kieszeni, nie było więc ochoty aby za nim się uganiać i też podobnie jak w dzisiejszej Polsce obowiązywała ogólnospołeczna szczęśliwość. Stocznie i huty produkowały pełną parą i byliśmy w G-10 (dopiero później powstało G-8 i przez Kaczyńskich nie załapaliśmy się do tej elity). Dlatego w nowej rzeczywistości eurokołchozowej też powinna być jedna waluta tj. euro transferowe. We wrześniu przejechałem 6300 km po Europie i zupełnie nie przeszkadzało mi że tam jest €, a u nas PLN, a to dlatego że był przyzwoity kurs przeliczeniowy, a mógłby być jeszcze niższy i byłoby jeszcze przyjemniej.

    Dobre 0

  48. Grim Sfirkow pisze:

    Trafny tekst.

    Pozdrawiam

    Dobre 0

  49. JurekE pisze:

    Co zmieni euro ?

    1) Wejście do strefy euro spowoduje, że NBP zobowiązane do troski o polską gospodarkę (realizować cel inflacyjny można w bardzo różny sposób) przekaże kompetencję w zakresie kształtowania stóp procentowych w ręce EBC, którego celem NIE jest troska o polską gospodarkę.

    2) Pozbędziemy się także polityki kursowej

    3) Ograniczeniu ulegnie swobodowa polityki budżetowej (nie będziemy mogli przekraczać nigdy deficytu na poziomie 3 % PKB), czasami wzrost wydatków na infrastrukturę czy obniżka podatków może przejściowo podwyższyć deficyt i może być korzystana)

    Trzeba się bardzo poważnie zastanowić czy Polska powinna rezygnować z atrybutów własnej suwerenności

    i jeszcze jedno – trzeba pamiętać, że popierając euro popieramy odebranie tych uprawnień przyszłym pokoleniom

    Dobre 0

  50. bartomierz pisze:

    @Krzysztof Mądel SJ – akurat ekonomicznych dziennikarzy ta gazeta ma i jest to jedyny powód dla którego czasem po nią sięga. W wersji online czasem jeszcze lubię wytknąć jakiś nonsens RAZ-owi, jeśli temat felietonu jest sensowny.

    A co do meritum:

    Wydaje się, że spór o służbę zdrowia ma jak zwykle dwa pryncypia: jedno PiS-u i drugie Platformy. Wydaje się, że celem Platformy jest właśnie wprowadzenie mechanizmów konkurencji i spowodowanie aby szpitale przestały zachowywać się jak co niektóre banki inwestycyjne – my zagramy ostro i pójdziemy na zakupy, a jeśli finansom coś się stanie, to poprosimy rząd. I tu brawa dla pani Kopacz, bo jest sto razy odważniejsza od sekretarza Paulsona.

    A co do euro, to znowu nie zgodzę się z autorem. Myślę, że samo w sobie jest wartością, gdyż cywilizacyjnie posunie nas do przodu w obszarze polityki monetarnej, usuwając ten obszar z pola rażenia naszych polityków, niekompetentnego prezesa NBP, Leppera, Pawlaka i Kołodki i innych dzielnie żadających dostępu do rezerw walutowych (na przykład). Myślę, że to już dużo. Plus wiarygodność w pakiecie.

    Pozdrawiam,
    b

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.