Szczególną cechą naszej debaty publicznej jest sprowadzanie każdej dyskusji do zajadłego szarpania się o sprawy drugorzędne. Pozwala to bardzo emocjonalnie angażować się w spór każdemu, także, a nawet przede wszystkim, tym, którzy pojęcia nie mają, o czym mowa.
Przykładem ożywiona dyskusja o reformie służby zdrowia, zmieniona w pryncypialny spór o to, czy przychodnie mają być prywatne, czy publiczne.
Owóż forma własności jest tu sprawą drugorzędną, bo klucz do uzdrowienia systemu usług medycznych leży w systemie ubezpieczeń i w uruchomieniu mechanizmów konkurencji. Dopóki mamy jeden biurokratycznie zarządzany NFZ, arbitralnie wyznaczający ceny i limity, nawet stuprocentowa prywatyzacja przychodni i szpitali nic nie zmieni, stworzy po prostu sytuację jak w peerelowskim rolnictwie, które niby było indywidualne, ale przecież w najmniejszym stopniu nierynkowe.
I odwrotnie – przy uruchomieniu konkurencji nie ma potrzeby na siłę narzucać formy własności. Dziesięć lat temu robiłem dla TVP reportaż o amerykańskim publicznym szpitalu, który z powodzeniem konkurował z istniejącymi w tym samym hrabstwie placówkami prywatnymi.
Podobnemu skretynieniu uległa natychmiast debata o euro. Tak jak kiedyś osłabienie czy wzmocnienie waluty, tak teraz zastąpienie złotego euro przedstawiane jest jako cudowny sposób na gospodarczą prosperity.
Otóż nic podobnego, euro samo z siebie niewiele zmieni – czy się opłaci, czy nie, zależy od tego, jak się do jego przyjęcia przygotujemy i jak tę operację przeprowadzimy. A kondycja gospodarki nie zależy od używanej waluty, tylko od stopnia swobody gospodarczej, praworządności, stabilności i przewidywalności systemu podatkowego i innych tego rodzaju spraw, które naprawić jest znacznie trudniej, niż wyzbyć się złotego.









Bla bla bla – wszyscy wiedza jak powinno byc a bedzie jak bylo…
„Yes we can”
Panie red.
Alenajciekawsz jest w tym ze pan nie potrafi postawic sie po jakiejs stronie i uzasadnic to dlaczego tylko pan ciagle narzeka przedstawiając sie jako jedyny który wiem a wszysczy inni oczywiscie przeciwnicy nie wiedza nic i zajmuja si e glupstwami zamiast np. zmiana ustroju >aprzeciez P,red. zycie i cala rzeczywistośc sklada sie z drobiazgow, Pan wine na system obecnie obowiązujacy w sluzbie zdrowia zwala na NFZ.Nie widzi pan ze państwowe szpitale nie mają właściciela że jest jakiś mityczny (Państwo) a tu na dole na prowincji nie ma włściciela ze kazdy okrada Go (Szpital) bo nikomu nie zależy,to jest państwowe ale gdy oddamy miastu i jakis beda machlojki to wiadomo do kogo sie zwrócić do znajomego brata sasiada itp. Nie widzi Pan że lekarze z Państowego szpitala zrobili prywatny? ze pobieraja wnagrodzenie niesłusznie za dyzury. bo przecież lekarz jest”sługa” spoleczeństwa sam sie tak nazywa Słuzba Zdrowia ale lekarz chce być urzednikiem chce pracować od 7-15 i zamnkiemy szpital i pojdziemy do domu a po poludniu to juz nie my plaćcie dodatkowo (czaszmi zalezy od szpitala płaca za dyżur wynosiła i 900zł I pan liczy ze lekarzom zalezy na zmianie reformy zdrowia? Niech Pan tu zajmie stanowisko pokarze ta patologię ale nie Pan woli narzekać
Więc nie moge uznać ze jest pan obywatelem który cos chce by bylolepiej Pan chce zarobić i wybral pan jedna z najłatwiejszych form narzekac.
pozdrawiam
po wprowadzeniu euro w Niemczech, gdzie mieszkam 20 lat wszystkie ceny wzrosły o 100 % i do dzisiaj nie zmnieszyły się do stanu poprzedniego, zarobki natomiast wzrosły o parę % i to nie z powodu wprowadzenia euro, ale były to normale podwyżki taryfowe,
więc większość niemcow chcę powrotu marki, ale władze mają ich gdzieś.
Miszczu, chociaz raz napisal pan z sensem, ze tak powiem, na chlopski rozum. I dobrze.
Panie Krzysiu, hrabstwa sa (shire) i w USA, i GB i Australii. Nikt im nie podpowiedzial, ze moga byc gminy i powiaty.
Jestem za euro, ulatwia mi podroze po Europie.
„Wprowadzenie euro nic nie zmieni” – bulszit. Na dzień dobry stanie się okazją do podwyżki o 15 – 20 %. To dla ludzi jest nic?
Jestem upierdliwy Szanowny Panie Redaktorze zalecam raz w tygodniu Szwejka od deski do deski.
Jakże to tak ? To my się, pochyliwszy, będziem do ojców naszych w niebie modlić, o zgubę Moskali a Krzyżaków potępienie wieczne dopraszać a w kieszeniach surdutów naszych euro mają, jako judaszowe srebrniki, pobrzękiwać. Zgroza !!!
A może to nagłe „parcie” peło na wprowadzenie euro jest oznaką tego że peło nie jest w stanie naprawiać naszej gospodarki , dostosowywać ją do zmieniających się warunków zewnętrznych i doszło do wniosku że wprowdzenie euro za nich to zrobi. Taka magiczna różdzka. A oni w tym czasie spokojnie mogą „lody kręcić”
fritz i bingo – jak zwykle trafiony zatopiony. BRAWA za trafność i dosadność!
No tak, ale euro trzeba przyjąć, bo do tego zobowiązuje traktat. Jak mówi Pismo: „Niech wasza mowa będzie tak tak, nie nie”. Niestety niektórzy, jak bracia Kaczyńscy, najpierw mówią tak, a potem nie.
@Czekam na euro :
„Jednak euro to ewidentnie mniejsze koszty transakcyjne i brak ryzyka walutowego w transakcjach europejskich. Korzyści totalne…”
Owszem – to jest pewien plus. Ale bez przesady. Polska gospodarka jest w znacznym stopniu oparta o import. Większość eksporterów jest równocześnie importerami (fakt – że import jest rozliczany głównie w dolarach). Mogą więc prowadzić rozliczenia w walucie obcej – bez przeliczania na złotówki (szykują się zmiany jeszcze to ułatwiające). Minimalizuje to ryzyko walutowe.
Dziwię się zwolennikom euro, że szermują tym właśnie argumentem. Są lepsze – na przykład możliwy spadek stóp procentowych, a co za tym idzie – zaprzestanie zadłużania się w walucie obcej. W każdym razie argumenty przeciw na razie przeważają.
1. O kurcze!
Na rolnictwie też się pan redaktor zna?
Pewnie tak jak Sara Paulin na polityce zagranicznej (ona ponoć z tego powodu, że z Alaski widać Rosję).
2. Na temat „skretynienia” debaty zgoda. Szkoda tylko, że „Rz” się do tego bardzo przyczyniła. Oczywiście że to nie jest panaceum.
Ale nie jest prawdą, że to nic nie zmieni.
@Krzysztof Mądel SJ
Stwierdzenie, że „atrakcyjność polskiej gospodarki” jest „spekulacją rachunkową” wydaje mi się wyjątkowo bełkotliwe – nawet jak na mizerne standardy wytyczone przez polskich ekonomistów.
Istnieją silne argumenty przeciw euro, których nikt na razie nie podważył:
1. Proces wyrównywania cen (nieuchronny) jest obecnie amortyzowany poprzez zmianę kursu. Po wprowadzenie euro wpłynie to realny wzrost cen. A skutkiem tego będzie dalsze rozwarstwienie społeczeństwa (co w Polsce i tak jest problemem).
2. Niskie rezerwy walutowe, wysokie zadłużenie i system bankowy w obcych rękach stanowią bardzo dobre warunki do spekulacji walutowych na dużą skalę, co może skutkować kryzysem o wiele poważniejszym niż dziś.
3. Wysokie koszty samej operacji. Można przypuszczać, że w niedługim czasie będzie się znacząco zmniejszać ilość banknotów i monet w obiegu (na rzecz pieniądza elektronicznego). Na przykład kolejną wymianę dowodów, która nas czeka można wykorzystać do wprowadzenia elektronicznych portmonetek. Im dłużej czekamy, tym koszty są niższe.
4. Pieniądz bankowy stanowi jeden z najważniejszych elementów gospodarki. Obecny kryzys doskonale ilustruje jakie kryje to w sobie niebezpieczeństwa. Głosy, by odejść od obecnych zasad kreowania pieniądza nie są odosobnione. Ta miana może być jednym z pozytywnych skutków kryzysu. Póki to się nie rozstrzygnie – deklaracje na temat euro to kupowanie kota w worku.
5. Wspólna polityka pieniężna już obecnie jest trudna. Polska: duży kraj o gospodarce wyraźnie odstającej od krajów „starej unii” może to jeszcze bardziej skomplikować. A wówczas – nawet zakładając najlepsze chęci decydentów – trudno się spodziewać decyzji przedkładających interes Polski nad interesem Niemiec lub Francji.
Póki ktoś rzeczowo nie odpowie na powyższe poważne wątpliwości – trudno agitację za euro uznać za coś więcej niż wyraz „skretynienia”.
„Otóż nic podobnego, euro samo z siebie niewiele zmieni”
niestety zmieni i to bardzo wiele – od tego momentu Polska zostanie pozbawiona mozliwości prowadzenia własnej polityki pieniężnej dostosowanej do potrzeb polskiej gospodarki.
Wszystkie decyzje podejmowane EBC całkowicie racjonalnie biorą pod uwagę gospodarki największe strefy euro, a wiec w pierwszym rzędzie niemiecką a potem francuską.
Polska nie dość, że do tego grona się nie zalicza to jeszcze znajduje się na zupełnie innym etapie rozwoju – sytuacją u nas po wprowadzeniu euro nie zainteresuje się tam nawet przysłowiowy pies z kulawą nogą i z naszego powodu EBC nie skoryguje swojej polityki ani o milimetr choćby nawet dla nas była w jakimś momencie skrajnie zabójcza.
Wprowadzanie teraz euro to zupełna głupota albo zła wola – osobiście skłaniam się do tego drugiego wyjaśnienia. Okazja jest znakomita bo większość ludzi jest całkowicie zdezorientowana informacjami o kryzysie i po prostu postanowiono to chytrze wykorzystać.
A może Rzepa zrobiłaby sondaż wśród takich zwykłych popieraczy omamionych europropagandą? Ciekawe ilu z nich kompletnie nie wie o co chodzi i wyobraża sobie kurs wymiany 1:1, przypuszczam że to wcale niemała grupa.
Przy okazji – ile kosztowałby nas ostatni odpływ kapitału gdyby NBP był zmuszony do trzymania kursu złotówki czyli praktycznie gwarantowania zagranicznemu kapitałowi stałego kursu wymiany?
Może jakiś mądry ekspert by policzył ile w tych dniach ubyłoby nam rezerw walutowych i podał to publicznie do wiadomości?
Jak do tej pory na zmianie waluty(pieniadza)nikt nie zyskal nawet bogatsze kraje po co wiec cudak oklamuje Polakow.Widze wiec potrzebe referendum.
Wydaje mi sie, ze dyskusja powinna opierac sie o logike. Obelzywe slowa siegaja bruku, lecz nie wnosza nowej mysli do wymiany opinii.
Z drugiej strony – autor – o ile chce byc wiarogodny powinien precyzowac przytaczane przyklady poprawnie; Wizytacja i przytacznie sytuacji szpitalnej w Ameryce w jakims „hrabstwie”…
Konstytucja amerykanska zniosla tytuly i hrabstw nie ma…
Przyklad wiec brzmi niewiarygodnie.
Krzysztof
Referendum w sprawie euro jest potrzebne właśnie dlatego, żeby się wypowiedzieć, czy chcemy być dalej w UE czy nie. Nie chcemy!
o to to !
ja co prawda kurs ekonomii mam za soba, choc za fachowca sie nie uwazam, a jednak wiem co mowie, gdy mowie o euro.
Bo to euro spieprzylo mi dochody i zdewastowalo budzet rodziny. Gdy kiedys za niebosczki „dojcz marx” zycie bylo jedwabne i uslane rozami teraz – cholera czlowieka bierze. Dlatego solidarnie odradzam Rodakom ten syfilis.
Nie sluchajcie ludzi ktorzy nie maja pojecia o euro jako realnym srodku platniczym, tylko opowiadaj bajeczki dla dzieci i podstepnie zachecaja do euro. Ja mam toto euro blisko 7 lat w portfelu i te 7 lat sa latami straconymi.
Gdyby istniala „fala” jak w wojsku, ze mozna by np. odcinac od konca 150 tygodni do upadku euro – kupilbym sobie te fale, czyli ten centymetr krawiecki, naprawde.
Ale cuszsz, (finansowa) elita wladzy nie syta, wiec mozna sobie tylko pomarzyc; oni jak nas juz wyru… tym swoim euro, to nie popuszcza, nie oddadza nam naszej kochanej „dojcz mareczki” z powrotem.
co placzac (rowniez za Johnem MKejnem i piekno Saro Pralinko. ktorzy dzis oddadza Ameryke we wladanie komunistow)
donosze z uszanowaniem
Panie Redaktorze, gratuluję dobrego, rozsądnego tekstu.
Wielka Brytania nie wprowadziła euro i około dekady miała gospodarczą prosperity, wchłaniała setki tysięcy emigrantów bez szkody dla rynku pracy, bogaciła się szybciej niż Niemcy i Francja zatem euro nie może być uznane za warunek sine qua non szybszego rozwoju gospodarczego i stabilizacji ekonomicznej. Przecież aktualnie Polska nie ma euro i rozwija się szybciej niż kraje starej Unii, podobnie rzecz się ma z obecnym kryzysem-nie dotknął nas tak bardzo jak kraje zachodnie. Nie trzeba być ekonomistą, aby stwierdzić, że nie potrzebujemy euro. I jeszce jedno-wraz z wprowadzeniem euro czeka nas fala podwyżek, podobnie jak w innych krajach, które już to przerabiały.
Za euro przemawia w tej chwili jedynie argument że przyjmując euro automatycznie staniemy się wyższej klasy europejczykami i będziemy przez to bardziej wiarygodni, jak miał szczęście wyrazić się jeden z komentujących.
EURO JEDNAK NAS ZMIENI !
Gdy średnia emerytura w Polsce wynosi 1100 złotych, po wprowadzeniu Euro przy przeliczniku 3,7 (jak twierdzą eksperci) – strefa euro zasilona zostanie armią biedaków z miesięcznym przychodem ca.300 Euro. To wiele zmieni. Będziemy bowiem całą gębą europejczykami a całym ciałem ćwierć-europejczykami i to bez żadnej nadziei na poprawę losu. Ci wykiwani przez polityków ludzie -stanowiący ongiś 10 milionową armię „Solidarności” stanowić będą widomy znak przemian, dokonanych w Polsce przez ostatnie 20 lat. Tych ludzi wydrenowano bowiem nie tylko z nadziei ale i ze zdrowia i z własności (wielu pamieta 100 milionów Wałęsy) – dając im w zamian obietnice cudów. Tych ludzi miażdżono popiwkiem Balcerowicza w imię rozwoju kapitalizmu, podatkami Belki, dostosowywaniem cen do europejskich, bezrobociem i zamrażanymi płacami tylko po to, by finalnie zamienili swoje 1100 złotych na 300 euro, z którym tylko szaleć po Europie !
Tusk i jego kamaryla usiłują nadal żonglować cudami przekonując, że jak tylko sprywatyzują szpital – to od razu będzie się wszystkim lepiej żyło. Komu zyło a komu umierało – dowiecie się później. A jak bedzie Euro to spełni sie wreszcie obiecany cud gospodarczy: spadną ceny jabłek i kurczaków, które tak nam doskwierały w okresie pisowskiego reżimu…Nie bedzie wypadków na drogach, gdyż wszędzie będą autostrady i fotoradary. I wszyscy na to pójdą, gdyz na opornych postepowi czekać będzie równie postepowa chemiczna kastracja – pomysłu Naszego Drogiego Przywódcy .
Racja. Gdyby przywrócono ustawę Wilczka z roku 1988 i poluzowano inne przepisy, gospodarka znacznie by się poprawiła.
zmieni to pewne pytanie jest proste na lepsze czy na gorsze, ciągle słychać sprzeczne opinie
Do Akurat – świetna argumentacja….
Panie Rafale,
Zarówno w kwestii służby zdrowia, jak i przyjęcia euro sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana niż Pan ją tu przedstawił.
Odnośnie służby zdrowia – konkurencję wśród ubezpieczycieli nie jest tak prosto stworzyć, gdyż składki (a w zasadzie para podatek – gdyż kardynalną zasadą każdego systemu ubezpieczeń jest uzależnienie wysokości składki od wartości przyszłego świadczenia – czego nie ma w ubezpieczeniach zdrowotnych) są środkami publicznymi, ściąganymi przymusowo. Kwota ta rocznie od kilku lat oscyluje w granicach 30-35 mld zł – co przekracza o ponad 1/3 budżety wszystkich powiatów (z wyłączeniem miast na prawach powiatu) i województw samorządowych razem wziętych. Obecnie mamy sytuację w której, kto innych jest właścicielem nieruchomości związanych ze służbą zdrowia (samorządy), a kto innym posiada pieniądze na świadczenia (NFZ). Może lepiej byłoby, gdyby samorządy odpowiadały za finansowanie służby zdrowia, oczywiście po zagwarantowaniu im odpowiednich środków na ten cel.
Odnośnie przyjęcia euro – przyjęcie euro zmieni polską gospodarkę radykalnie. Na plus można zaliczyć głównie większą predyktywność wymiany handlowej z zagranicą. Na minus utratę połowy władzy ekonomicznej w państwie jaką jest suwerena polityka monetarna (pozostanie nam już tylko konkurować za pomocą polityki fiskalnej – a tu nie widzę zbyt dużego pola manewru w kierunku jej liberalizacji).
A to czy nam się opłaci przyjąć euro nie tyle zależy od czynników które Pan wymienił co od kursu wymiany (im niższy będzie kurs naszej waluty tym lepiej dla nas – bo to znacznie wzmocni naszą konkurencyjność). Najlepiej byłoby osiągnąć kurs powyżej 4 zł /1 euro, chociaż według mnie jak wymiana nastąpi w granicach 3,3zł/1euro, to będzie kolejny cud Jaśnie Nam Panującego.
Pozdrawiam
Lech
Jednak euro to ewidentnie mniejsze koszty transakcyjne i brak ryzyka walutowego w transakcjach europejskich. Korzyści totalne…
Panie Rafale,
Mial Pan nie pisa o zagadnieniach, o których nie ma Pan zielonego pojęcia… Ależ Pan uparty. Przechodząc do meritum: proszę wziąć choćby pod uwagę ograniczenie ryzyka kursowego oraz wieksze zaufanie, jakim cieszyć sie będzie niewątpliwie Polska.
Pozdrawiam i czekam na bardziej konkretne i glębsze wpisy.
Jak to nie zmieni ! zmieni zmieni nastroje spoleczne, teraz uwierzymy ze lekiem jest euro. I bedziemy czekac na kolejny cud.
święte słowa
Niestety samo euro zmieni wiele w sposób NIEODWRACALNY. Staniemy sie wiecznymi lokajami narodu „panów”.
bardzo ładnie Pan to umotywowal panie „akurat” Zmieni „BO TAK” Pisali wczoraj w wyborczej ze zmieni to zmieni, prawda?
Panie redaktorze,
rządzące PO działa na kompleksach swoich wyborców.
Jak powiedzieć niektórym ludziom, że chce się wprowadzić euro to znaczy że partia jest europejska i postępowa?
I to niektórym ludziom wystarcza.
Nie zastanawiają się nad niczym innym.
Pozdrawiam Pana
Euro zmieni jedynie jeden z czynników postrzegania naszej gospodarki (ryzyko kursowe). Ale na atrakcyjność do inwestowania nie wpłynie w znaczącym stopniu. Ogólnie jest dużo za i przeciw wspólnej walucie ale zastanówmy się co by było gdybyśmy teraz mieli utrzymywać w rydzach odchylenia (obowiązkowo przez 2 lata przed wstąpieniem). I co by było gdybyśmy się pospieszyli lub się pospieszymy za bardzo. Wydrenowali by nam wszystkie rezerwy poprzez spekulacje, żeby NBP utrzymywał w miarę stały kurs musiałby interweniować poprzez skup lub sprzedaż a to już nie licha pokusa do ataku spekulacyjnego (w ost tygodniach zł wahała się po 5%). Czekam na merytoryczną dyskusję ekonomistów na temat przyjęcia euro a nie rzucania w krynicy: jutro przyjmiemy euro, eeeeee nie pojutrze, eeeeee no może za tydzień, lub gdybysmy mieli euro to hoho, a tak nie mamy i to przez PiS żyje wam się gorzej, to przez nich spadło PKB, wzrosły raty kredytów, maleją inwestycje, maleją przychody do budżetu itp itp my chcieliśmy ale to ten zabobonny PiS myślał że zł to część niepodległości i się na złość wszystkim polakom uparł, to te niereformowalne kaczory które nie mają pojęcia o ekonomii bronią polakom się bogacić. A prawda jest taka że czy ja zarobie 3 tys czy 800 euro to dla mnie wsio ryba ważne by moja siła nabywcza była wieksza.
A jesli sprawa polegająca na wyzbyciu się złotego nie uda się to jaki Pan Redaktor przewiduje proces naprawy? Powrót złotego czy dalsze brnięcie w myśl zasady „jakoś to będzie”?
Pełna zgoda Panie Redaktorze!!:)
Szanowny Panie Redaktorze. Przy całym szacunku dla Pana (z wyłączeniem szacunku dla uwielbienie polskiego geniusza ekonomi – LB), nie do końca ma Pan rację. Oczywiście, to jaką walutą się posługuje gospodarka danego państwa nie ma żadnego znaczenia dla jej kondycji i rozwoju. I było by to całkowitą prawdą, gdyby ta dowolna waluta była oparta o kruszec (złoto). Ale w dzisiejszym pięknym świecie żadna waluta parytetu złota nie spełnia. O kursie walut decyduje w bardzo dużej mierze polityka państwa – emitenta. W dodatku wszystkie państwa przyznały sobie w tej roli pozycję monopolisty. Zakładając dobre intencje rządzących wobec rządzonego przez siebie państwa, można oczekiwać takiej manipulacji stopami kursowymi waluty, aby było to jak najkorzystniejsze dla państwa – emitenta. Jak zatem widać przyjęcie euro zamiast złotówki jest oddaniem tego narzędzia w ręce innego niż polski banku emisyjnego. Który niekoniecznie musi przyjmować jako priorytet rozwój gospodarki polskiej. Są gospodarki innych, ważniejszych państw. I w dodatku to nasza gospodarka musi tamte gonić, a nie odwrotnie. Zatem przyjęcie euro raczej nie wpłynie korzystnie na rozwój Polski. Pozostaje jeszcze coś takiego jak renta emisyjna, czyli mówiąc inaczej zysk ze sprzedaży pieniądza. Ten zysk też oddamy. A poza tym to zmiana waluty nic nowego nie wniesie.
Jesli tak to po co nam to euro? Czyz nie lepiej miec wlasna walute, ktorej kondycja bedzie zalezala tylk od nas a nie calej Unii?
Oczywiście, że zmieni. Polska gospodarka będzie może mniej
suwerenna ale bardziej wiarygodna.
Oczywiście, że wprowadzenie euro wiele zmieni.
Inaczej będą kształtowały się kursy względem innych walut.
Inaczej będą zmieniał się stopy procentowe.
Kto inny będzie decydował o wielkości emisjii pieniądza.
To zasadnicze zmiany.
Pozdrawiam
Jerzy Krajewski
Gdyby Euro nie mialo nic zmienic , po co w ogole tym tematem bysmy sie zajmowali. Niech Pan Redaktorze nie zaklina rzeczywistosci. Spoleczenstwo w referendum wybralo Unie ze wszystkimi jej dobrymi i zlymi konsekwencjami. Pytanie o Euro w referendum to pytanie czy chcemy nadal byc w Unii czy tez nie.
Tezy i antytezy i ……… jest wierszówka.
Np. co konkretnie, panie mądralo?
Wprowadzenie euro pozwoli Polsce uwolnić się od etykietki „wschodzących rynków”. Nie trzeba będzie cierpieć za Węgrów, spór o MBA Skrzypka stanie się sporem czysto historycznym. Nie będziemy wystawieni na spekulacyjne ruchy gorącego pieniądza i będziemy zmuszeni do prowadzenia zdyscyplinowanej polityki fiskalnej.
Czyżby Pan Semka tego nie widział.
Duńczycy już zrozumieli, że poza eurostrefą się nie ostaną. Szwedzi też zmienili nastawienie, a Islandczycy chcą i do UE i do EMU.
Co powiedziawszy mam wątpliwości, czy termin 2012 r. jest realny.
Nic nie zmieni. RAZ ma jak zwykle racje.
….Cytat: Otóż nic podobnego, euro samo z siebie niewiele zmieni –
*** Zgadza sie
…. czy się opłaci, czy nie, zależy od tego, jak się do jego przyjęcia przygotujemy i jak tę operację przeprowadzimy.
*** Zgadza sie, czesciowo
…. A kondycja gospodarki nie zależy od używanej waluty, tylko od stopnia swobody gospodarczej, praworządności, stabilności i przewidywalności systemu podatkowego i innych tego rodzaju spraw, które naprawić jest znacznie trudniej, niż wyzbyć się złotego
*** A te inne sprawy, ktore tak trudno naprawic, to polityka finansowa panstwa.
Do polityki finansowej naleza stopy.
Do jest wrecz centralny punkt tej polityki, o czym bez przerwy slyszymy.. USA opuscilo stopy zeby rozpedzic gospodarke, EBZ zrobil dokladnie to samo, zeby napedzic gospodarke Uni.
I slusznie. EBZ patrzy na gospodarke Uni.. gospodarka Polski to jest okolo 3.5% gospodarki unijnej. Dlatego ma zerowy wplyw na decyzje EZB.
I dlatego wlasnie, jezeli mamy nadzieje, ze Polska bedzie sie szybciej rozwiajac niz reszta Uni, to stopy dobre dla calej Uni beda zabojcze dla gospodarki Polski.
Szczegolnie tak dlugo, jak dlugo Polska gospodarczo znajduje sie na poziomie okolo 55% sredniej europejskiej.
Dlatego, jeszcze raz, wprowadzenie euro teraz byloby wrecz przestepstwem wobec gospodarki Polski, zamachem na rosnaca zamoznosc spoleczenstwa.
…… Cytat: Szczególną cechą naszej debaty publicznej jest sprowadzanie każdej dyskusji do zajadłego szarpania się o sprawy drugorzędne.
*** Alez oczywiscie. Bo wlasnie wtedy nonsens i irracjonalizm takich decyzji jak np. wprowadzenie euro w przypadku rozsadnej dyskusji stalby sie natychmiast widoczny.
Albo calkowita nieudolnosc nierzadu herr Tusk jest wlasnie chowana na tematy tak dorsza za 9 zl. czy tez laptopow Ziobry. To sa klasyczne zaslony dymne i nie ma absolutnie nic wspolnego z przypadkiem. To nie jest wiec cecha dyskusji tylko absolutnie swiadomej polityki mediow.
Tych samych mediow, ktore atakuja wrecz w sposob surrealistyczny (tematy 3 i 4 rzedne) PiS i Kaczynskich z bardzo prostego powodu: oni sa jedynymi ktorzy moga zapobiec zniszczeniu Polski, przeksztalcenia jej w polskojezyczny region europejski, systemacznie wynaradawiany i kontrolowany przez Berlin. herr Tusk spelnia wlasne ta funkcje. Dlatego wlasnie ma bezwzgledne poparcie mediow.
akurat!, moze uzasadnisz
Niestety od około trzech lat, kiedy to PIS wygrało wybory w 2005 roku za sprawą PO mamy coraz bardziej zajadłe dyskusje i dzielenie narodu. Zapoczątkował to obecny premier Tusk swoim wywodem na temat „moherowych beretów”. Teraz, wiadomo „politycy” pokroju Palikota zamieniają rzeczową dyskusje pierdołami i wszystkim co tylko zaogni relacje prezydent – premier, ale taka już rola błazna, by jak nic się nie dzieje zabawiać naród pierdołami. Tak samo i z w/w tematami.
„Podobnemu skretynieniu uległa natychmiast debata o euro”
No, no, jakiz to nam domorosly sie ujawnil medrzec. Moze to w wasci otoczeniu skretyniali dyskutuja? Albo tez RAZ nic nie rozumie w ekonomii i chce pozbawic rozumiejacych argumentacji?
Troche zimnej wody na ten goracy leb zla nie wyczyni.
Nie ma Pan racji. Euro sporo zmieni i warto tę zmianę wprowadzić jak najszybciej niemal na każdych warunkach. Oczywiście nie będzie panaceum, ale sprawi, że każdy interes z Polskę stanie się dwu, trzy-krotnie bardziej wiarygodny. Prosty przykład: złotówka jest obecnie ok. 33% mocniejsza niż wynika to z kursu walut. Jeśli zastąpimy ją euro atrakcyjność polskiej gospodarki (niskie koszty pracy) przestanie być spekulacją rachunkową, a stanie się daną pierwotną każdego wyliczenia. Jedynym argumentem, który tylko w wypadku wybuch wojny w Europie, na którą, Bogu dzięki, się na razie nie zanosi. Szkoda, że nie macie w „Rz” ludzi z wykształceniem ekonomicznym. Byle nie po SGH.
Jednak zmieni i to wiele.