Posts Tagged „wolność słowa”<

Smutny dzień dla wolności słowa

21 lip 2011

Przegrana Jarosława Rymkiewicza z Agorą przed warszawskim sądem to smutny dzień dla wolności słowa. Co strasznego powiedział poeta? Czy szefowie „Gazety Wyborczej” to spadkobiercy przedwojennych komunistów? Nawet Jacek Żakowski podnosił, że KPP to dla niego normalna partia, a z publicystyki „Wyborczej” można wysnuć podobne wnioski (ostatni przykład obrony biografii Brunona Jasieńskiego). Czy nienawidzą Polski i chrześcijaństwa? Twierdzą, że nie, ale na tyle bagatelizują znaczenie i patriotyzmu, i religii, że tego typu opinia na zdrowy rozum nie powinna ich obrażać.

Na moje argumenty padną zaraz kontrargumenty. Bo to typowy spór publicystyczny związany z walką na idee. Od takich sporów sędziowie powinni się trzymać z daleka. Taka ingerencja tylko ich ośmiesza. Jakie fakty, jakie okoliczności tu można ustalać?

Na dokładkę trafiło na gazetę celującą w ostrej publicystyce, często pisanej ad personam – żeby dotknąć, zranić, zakrzyczeć. Redakcja na Czerskiej wiele razy osądzała w sposób bardzo arbitralny intencje swoich polemistów, kojarzyła je z ich poglądami, z przynależnością, czasem prawdziwą, a czasem wyimaginowaną, do rozmaitych środowisk, czasem i z rodzinnym rodowodem. I używała lub użyczała swoich łamów dla bardzo twardych, delikatnie mówiąc – uproszczonych etykietek, typu „filozof skinów” o kulturalnym konserwatyście Ryszardzie Legutce. Właściwie każdy jej atak mógłby owocować podobnymi procesami. Jest jedna różnica: ludzie typu poety Rymkiewicza nie dysponują potężnym aparatem. Wygadany adwokat Rogowski kosztuje.

Sam ostatnio zostałem nazwany przez niemądrego publicystę „antysemitą”, bo nie zrozumiał mojego tekstu. Z kolei na łamach „Wyborczej” Monika Olejnik sugerowała mi, że nie martwię się zabijaniem Żydów w Jedwabnem. Przeszła mi przez głowę myśl: użyję drogi sądowej. Ale pomyślałem o mitrędze i o kosztach, także o złym precedensie: niezorientowany w tematyce, kierujący się formalnym prawniczym podejściem sędzia miałby orzekać, kto ma rację w skomplikowanych ideowych kontrowersjach. Skwitowałem obie wypowiedzi złośliwymi tekstami, jak przystało na dziennikarza.

Agora ma czas, ma pieniądze i nie ma skrupułów. Czy zachęca nas, żebyśmy jej zaczęli wytaczać procesy?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Komu można życzyć śmierci

18 maj 2011

Radosław Sikorski podjął krucjatę przeciw obraźliwym wpisom w Internecie. Z intencją sympatyzuję.

Wśród internautów panuje przekonanie, że jeśli wrzucą coś do sieci, to wara od tego komukolwiek. Żadne prawo prasowe, względy przyzwoitości – wolność!

Rozumiem wiarę, że Internet to alternatywna droga wobec mediów tradycyjnych. Ale czy ta nowa jakość zakłada ubliżanie? Albo rzucanie niesprawdzonych twierdzeń, bo właśnie wpadły w ucho? Ci sami ludzie ukryci za nickami gromko nieraz krzyczą, że gazetom tak nie wolno. Choć i druga strona bywa rozkoszna. Jacek Żakowski żąda walki z chamstwem w sieci, po czym nazywa posła Gowina w programie telewizyjnym „kołtunem”.

Rzecznikom „wolnego Internetu” dedykuję ćwiczenie. Czy gdyby ktoś rozwieszał na twoim osiedlu karteczki z pomówieniami na twój temat, powiedziałbyś: to normalne? Nie, chciałbyś dopaść drania. A ludzie będący bohaterami internetowych obelg mają w imię wolności zacisnąć zęby.

Skutki krucjaty będą i tak mizerne, pojawią się setki trudności – od prawnych po techniczne. Jeśli już wymiar sprawiedliwości kogoś dopadnie, to mały portal, bo najłatwiej. Sikorski zaczął wojnę z dużymi wydawnictwami i nawet one zamiast polepszyć moderację, wolały zawiesić fora. Jeśli zaś ktoś spróbuje wyłuskać pojedynczego anonima, wyjdzie na ciemiężcę, jak prezydent Szczecina.

Pojawia się też ideologiczna hucpa. Sławomir Sierakowski już zdążył w TVN 24 sprowadzić tę krucjatę do walki z „mową nienawiści”. Ta mowa dotyczyć ma mniejszości – narodowych i seksualnych. I jesteśmy w domu. Lewicowym.

Ubliżanie Żydom jest, zwłaszcza po Holokauście, czymś brzydkim. Ale przychylam się do pytania Tomasza Lisa: dlaczego tylko im? Lis jako wiecznie opisywany celebryta ma naturalnie na myśli siebie. Ale czy na przykład Jarosława Kaczyńskiego, gdy setki anonimów (i Palikotów) w sieci nie tylko mu ubliżają, ale i życzą śmierci? Pociągnijmy już sami: więc istnieje mowa nienawiści wobec Żydów. Czy i wobec katolików? A, tu już usłyszę strzeliste deklaracje o wolności słowa i rady, żeby się nie obrażać. I sam uznam, że bezpiecznie trzymać sądy z daleka. Skoro ma to być narzędzie politpoprawności… Choć ministrowi wytaczania procesu w swojej sprawie nie zabronię.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Gross musi się liczyć z bojkotem

23 mar 2011

Polsce jest dobrze: można napisać taką książkę, jaką się chce, i można nawoływać, aby tej książki nie kupować.

Opisane dziś przez „Rzeczpospolitą” wezwania do bojkotu „Złotych żniw” Jana Grossa mieszczą się i w regułach demokratycznego społeczeństwa, i w logice wolnego rynku. Czy niektóre księgarnie powinny utrudniać jej rozprowadzanie? Zostawmy to specom od handlowej etyki, ale, na zdrowy rozum, jeśli same psują sobie interes, muszą mieć inne ważniejsze powody.

A Grossa jako ewentualnego celu „nagonki” szczególnie trudno żałować. Jego niedawne zachowanie w TVP – kiedy zwymyślał księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, a naszych redakcyjnych kolegów Michała Majewskiego i Pawła Reszkę nazwał „patałachami”, bo go złapali na dezinformacji – pokazuje Grossa jako człowieka nietolerancyjnego, z trudem znoszącego krytykę.

Mało kto zwrócił uwagę na wypowiedź Jana Grossa dla „Tygodnika Powszechnego”. Nazwał „muzealnym” podejście Pawła Machcewicza do metody pisania historycznych książek. Profesor Machcewicz, szef Muzeum II Wojny Światowej z nominacji Donalda Tuska i z pewnością nie sympatyk prawicy, zarzucił Grossowi dowolne traktowanie źródeł. Ta odpowiedź pokazuje autora „Złotych żniw” jako człowieka wolnego od takich „burżuazyjnych” przesądów jak rzetelność. Ale skoro tak kocha chodzić na skróty, musi być też przygotowany na protesty, nawet bardzo bezwzględne.

Takie protesty zawsze mają drugą stronę: możliwość robienia dodatkowej reklamy kontrowersyjnemu „autorowi”. Czy tak jest tym razem? Informacje z księgarń są sprzeczne, poczekajmy na finał.

Przerażające jest co innego – łatwość, z jaką liberalno-lewicowy salon orzekł, że nawet jeśli w książce Grossa coś się nie zgadza, całość jest ważna i zasługuje na pochwały. W ostatnim programie Tomasza Lisa tłum celebrytów dowodził, że zupełnie go nie interesuje debata o faktach czy kontekstach (na przykład porównywanie sytuacji na ziemiach polskich z innymi krajami). Ważna jest ogólna teza: Polacy powinni się wstydzić. Czego, skoro ustalenia są – delikatnie mówiąc – nieścisłe? Gross w kilka tygodni zmniejszył liczbę Żydów „wydanych przez Polaków” o 50 tysięcy, bo padły pytania, skąd wziął tę liczbę. Więc nie wiadomo czego, ale wstydzić się powinniśmy. Nic dziwnego, że niektórzy z nas zamiast tego się denerwują.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop