Posts Tagged „Warszawa”<

Muzeum ludzi sukcesu

25 maj 2011

Co według badania firmy Ipsos uważali Polacy w 2010 roku za największą atrakcję turystyczną Warszawy? Otóż pierwsze miejsce (40 procent) zdobyło Muzeum Powstania Warszawskiego. Przebiło dotychczasowego lidera listy, czyli Starówkę.

Co roku frekwencja w Muzeum Powstania Warszawskiego jest większa niż w poprzednim, a placówka ta istnieje od siedmiu lat. W roku 2008 tylko 18 procent uczestników badania wskazywało je jako pierwszą atrakcję, dziś dwa razy tyle. A jednak kiedy wybucha kolejny spór o to, czy warto by wybudować jakieś muzeum, na forach internetowych rozbrzmiewa wielki krzyk: znowu chcą martwych pomników, tyle jest innych potrzeb. Podobny ton pojawia się w wypowiedziach polityków PO czy lewicy (choć nie wszystkich) i wielu publicystów.

Tymczasem wyśmiewane muzea, rzekomy symbol archaicznych sentymentów, mogą być – pomińmy inne względy – dobrym interesem, trafiającym w społeczne potrzeby.

Ludzie głosują nogami. Jak pokazała ostatnia noc muzeów, na różne placówki (widziałem w Krakowie imponującą kolejkę do Domu Matejki na Floriańskiej), ale na tę kierowaną przez Jana Ołdakowskiego w szczególności. Bo nie nudzi. Bo zaprogramowana wbrew przesądom zawodowych historyków, jest pomysłowa i nowoczesna. Bo opowiada ciekawe historie.

Muzeum na warszawskiej Woli nie podoba się dogmatycznym liberałom zaniepokojonym, że po tylu latach młodzież wciąż ciągnie do broni i do patriotyzmu. Krytykom polskości, którzy chcieliby nas wiecznie pouczać, że nie powinniśmy się więcej oglądać na własne klęski. A przecież imprezy organizowane przez to muzeum, czy są to historyczne rekonstrukcje, czy śpiewanie powstańczych piosenek, jawią się, wbrew stereotypowi, jako niezwykle optymistyczne. Taki mały fenomen, wart oddzielnego objaśnienia.

W tych zabudowaniach z czerwonej cegły wciąż unosi się duch Lecha Kaczyńskiego. Ale warto też powiedzieć, że tzw. muzealnicy: Ołdakowski ze swoim zastępcą Dariuszem Gawinem, także Paweł Kowal, Lena Cichocka, Elżbieta Jakubiak, to ludzie, którym się udało. Nie ma po prawej stronie za wielu udanych dzieł i ludzi sukcesu. Dla obozu pisowskiego, pogrążonego zbyt często w ponurym pesymizmie, byli zastrzykiem energii. Dziś obie strony muszą się obejść bez siebie. Ciekawe, czy na zawsze?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Śnieg upolityczniony

8 gru 2010

Gdy Warszawę sparaliżowało, odezwał się Łukasz Warzecha. Postawił tezę: warto o paraliż pytać dopiero co wybraną Hannę Gronkiewicz-Waltz.

Zaryzykował twierdzenie jeszcze straszliwsze: za warszawskiej prezydentury Lecha Kaczyńskiego sprzątano lepiej.

Tłum blogerów pouczył go od razu, że śnieg jest ponadpolityczny, a pogląd, jakoby ktoś sprzątał miasto lepiej, a ktoś gorzej, to nietakt. Radiowi prezenterzy prychali zaś na antenie: „Tylko dwie koparki na mieście? Przesadzacie! Na śnieg nie ma rady”.

Ja głównie milczę. W końcu co ja tam wiem o zimie. Ledwie coś powiem, a ktoś mnie zażywa: „No stary, Wiedeń był ostatnio bardziej sparaliżowany niż Warszawa”.

Nie wiem nawet, czy kieruję pretensje pod słusznym adresem. Ostatnio byliśmy z Michałem Karnowskim na papierosie, staliśmy przed gmachem „Rzeczpospolitej”. W brudnym śniegu po kostki, niesprzątanym konsekwentnie, choć nie padało od kilku dni. A tu zawiany pan pyta: – Kto za to odpowiada?

Może my dwaj? A może administracja budynku? – Prezydent Warszawy – wyjąkaliśmy niepewnie. Ale czy na pewno?

„Fakt” zrobił prowokację. Wymusił odśnieżenie jednej z mokotowskich ulic, bo miał tam biesiadować chiński minister. Ale odśnieżał burmistrz Mokotowa, może więc to do nich uwagi? Burmistrzowie warszawskich dzielnic są skądinąd z PO, jak pani HGW. Może więc też mają ważniejsze zadania? Powstrzymywanie złego Kaczora?

Na weekend jechałem do Krakowa. Już na stacji spotkałem grono znajomych. Jeden z nich, zresztą ksiądz, czuwał nad każdym moim słowem. Tylko wspomniałem, zmarznięty podczas czekania, że na Dworcu Centralnym brakuje kafejki, a on w krzyk: „Uprawiasz politykę! A co ma minister Grabarczyk do spóźniania się pociągów? Na Zachodzie spóźniają się bardziej, bo mróz nie sprzyja skomplikowanej elektronice”.

Już jadąc (spóźniliśmy się tylko godzinę), jąłem się zastanawiać: o co można by w ogóle monitować Grabarczyka? Za PRL do Gdańska jeździło się trzy i pół godziny, teraz pięć, także w lecie. Czy uprawiam politykę, gdy takie myśli łażą mi po głowie?

W końcu Kraków. A tam chodniki względnie oczyszczone. Ktoś mówi, że przecież Jacka Majchrowskiego czeka jeszcze druga tura. Ktoś inny dodaje: „Gdyby HGW miała drugą turę, minister Klich rzuciłby żołnierzy do odśnieżania”.

Ale to już była zbrodnia politykierstwa…


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop