Posts Tagged „TVP”<

Oglądajcie to sto razy

29 lut 2012

Ta historia tylko obiła mi się o uszy. Jako dziennikarz powinienem to sobie dziś wyrzucać. Za bardzo wtopiłem się w ogólną ciszę.

Poniedziałkowym wieczorem, po Teatrze Telewizji, TVP nadała reportaż „Ucieczka z raju”. Oto jak scharakteryzował go telewizyjny dodatek „Gazety Wyborczej”. „Głośna historia Nicoli – córeczki polskich emigrantów w Norwegii, odebranej rodzicom przez nadgorliwą opiekę społeczną. Film wpisuje się w dyskusję o działalności detektywa Rutkowskiego – to on wywiózł dziewczynkę do Polski”.

Norweska opieka społeczna była więc „nadgorliwa”. Problemem jest zaś detektyw Rutkowski, który odegrał w tych zdarzeniach taką rolę, że zorganizował ucieczkę dziecka odebranego rodzicom.

Zajrzałem do Internetu. Nikt nie przedstawił innej interpretacji zdarzeń niż ta z reportażu. Dziewczynkę zabrano, bo była osowiała w szkole, a była taka, bo umierała jej babcia. Z zaskoczenia zaaranżowano szybką akcję przekazania dziecka do adopcji. Nie wątpię, że gdyby „Wyborcza” znalazła cień dowodu, że historia wyglądała inaczej, ogłosiłaby ją. Bo to wielkie oskarżenie systemu, w którym państwo za nic ma rodzinę. Systemu, który „Wyborczej” się generalnie podoba.

Niewiele znajduję rzeczy straszniejszych, niż odebranie rodzicom dziecka. Tu cały przebieg zdarzeń świadczy o nagim bezprawiu, nawet jeśli zgodnym z norweskimi przepisami. O praktykach rodem z totalitaryzmu. Norwegii powinna z tego tytułu siedzieć na karku chmara obrońców praw człowieka. Nie siedzi. My sami referujemy historię szeptem. Żeby nie urazić „cywilizowanego państwa”. Gdyby rzecz dotyczyła geja dotkniętego dowcipem, a to co innego.

Nie jestem zwolennikiem poglądu, że dziecko należy do rodziców. Są sytuacje, gdy dziecko trzeba przed rodzicami bronić. Ale ono nie należy też do państwa. Każdy ruch, każda mina tej dziewczynki zaświadczały o tym, że wtrącono ją do więzienia. Przy współudziale zwykłych ludzi: nauczycieli, urzędników, rodziny zastępczej, która zgodziła się grać rolę klawiszy.

Donald Tusk chciał kiedyś sadzać polityków PO przed ekranem, żeby dla przestrogi patrzyli na płaczącą Sawicką. Niech pan posadzi swoją pełnomocnik ds. kobiet i innych zwolenników „postępu” z pana partii, aby oglądali ten reportaż. Może coś zrozumieją. Bo że prof. Środa nie zrozumie, to pewne.

Autor jest publicystą „Uważam Rze”

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Telewizja zamyka okienko Pospieszalskiego

30 gru 2010

Klamka zapadła. Programu Jana Pospieszalskiego w TVP nie będzie. Czytam reakcje internautów. Zwolennicy bronią, przeciwnicy się cieszą: niech Pospieszalski ze swoimi poglądami idzie do telewizji Trwam. Jak wiadomo, miejsce konserwatywnego katolika jest w niszy, w kruchcie, w instytucji zbudowanej za prywatne pieniądze. A że inni konserwatywni katolicy dokładają się do mediów publicznych? Bez znaczenia.

Od dawna głoszę klarowny pogląd. Albo TVP powinna tworzyć własny model programów publicystycznych – z prowadzącymi będącymi wzorcami z Sevres ideowej przezroczystości. Co okaże się trudne, bo takich dziennikarzy właściwie nie ma. Możliwe zresztą, że robione przez nich audycje nie byłyby wcale ciekawe. Albo powinniśmy się pogodzić z telewizją okienek. Indywidualności różnych opcji dostają programy autorskie, stawiają w nich kontrowersyjne tezy, prowokują i drażnią, choć starają się zapraszać nie tylko swoich zwolenników. Miarą sukcesu jest zachowanie równowagi, ale nie w pojedynczym programie, lecz w całej ramówce.

W ostatnich latach było z tym różnie, ale przeważnie owe okienka tworzyły nie bez zgrzytów jakąś całość. Telewizja, w której pytania zadawali Tomasz Lis i Jan Pospieszalski, Bronisław Wildstein i Jacek Żakowski, była telewizją niedoskonałą, ale pluralistyczną.

Jednak po rozbiciu koalicji medialnej PiS – SLD tę zasadę różnych twarzy zaczęto podważać. Bynajmniej nie po to, aby dążyć do nieosiągalnego ideału sterylnej przezroczystości. Po prostu zachowano okienka jednej strony – z Tomaszem Lisem jako symbolem, trudno sobie wyobrazić bardziej zaangażowany tygodnik jak „Wprost” i bardziej stronniczego prowadzącego jak jego naczelny. Inne, niemiłe mainstreamowi, okienka zaczęto zamykać. Pospieszalski to już jeden z ostatnich.

Ostatnich i najlepszych, dorobił się przez lata swojego stylu, stał się człowiekiem instytucją. Miewał wpadki, ale zawsze poruszał ważne tematy. To u niego spierano się o kontrowersyjną reformę edukacji czy przypominano o zagrażającej Polsce katastrofie demograficznej.

Teraz nie będzie tego prowadzącego i z TVP zniknie pokaźny pakiet tematów – nie tylko politycznych. Spora grupa ludzi straci rzecznika swoich poglądów. I w tym sensie ta decyzja zagraża wolności słowa.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Ujednolicanie medialnego przekazu

29 paź 2010

Z pewnością odwołany dyrektor telewizyjnych „Wiadomości” Jacek Karnowski miał świadomość kresu swojej misji. Przyjął funkcję od poprzedniej medialnej koalicji i było raczej jasne, że zmiana tej ekipy na inną oznacza i jego koniec. Mechanizm znany od lat. Nie zmienia to faktu, że uważam go za jednego z najlepszych szefów „Wiadomości”. A debatę na temat jego odwołania (wzywała do tego „Gazeta Wyborcza” z rozdającą posady w telewizji Agnieszką Kublik na czele) za sygnał czegoś niepokojącego.

Kiedyś oburzał mnie każdy choćby pozór związku telewizji publicznej z polityką. Niezależnie od tego, która opcja wygrywała. Dziś ważniejsze wydaje mi się ogólne, coraz bardziej jednolite oblicze medialnego rynku. Pytanie, czy zdrowy dla demokracji jest jego nachalny przechył w jedną stronę. Ten przechył staje się, na życzenie pani Kublik, faktem.

Otwarta sympatia mediów komercyjnych, w tym głównych stacji telewizyjnych, do PO zmuszała do instynktownego poszukiwania alternatywnych źródeł informacji. Dawały je, na ogół bez przegięć, „Wiadomości”. Kiedy grzebały w aferze hazardowej czy pilnowały smoleńskiego śledztwa, wykonywały zwykły dziennikarski obowiązek. Ale nawet gdyby szukały dziury w całym, choćby doborem tematyki, to w pluralistycznym społeczeństwie ktoś to powinien robić. Co nam po demokratycznej fasadzie, kiedy wszyscy mówią jednym głosem?

A warto przypomnieć o czymś jeszcze. „Wiadomości” Karnowskiego to również coraz wyższy poziom profesjonalny nagrodzony przez widzów zwiększoną oglądalnością. I godna podziwu troska młodych przecież ludzi, którzy ten program robili, o coś bardziej nieuchwytnego niż polityczne opinie. Troska o narodowe święta i tematykę historyczną. O obronę polskiej racji stanu. Po to przecież utrzymujemy publiczną telewizję. Czy następczyni Karnowskiego zdoła temu sprostać? Mam wątpliwości.

Jeśli TVP powinna utrzymywać równowagę między różnymi wrażliwościami, może należałoby pomyśleć o jej podziale na różne ideowe, a nawet partyjne, okienka. Ale to abstrakcja. Prawda jest taka, że na razie to, co się stało, jest krokiem w kierunku ujednolicenia przekazu. Z tego punktu widzenia boję się o naszą demokrację.



***

Serwis rp.pl zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w akcji: TRON. Wymień jedną rzecz, za którą najbardziej cenisz serwis rp.pl oraz jedną rzecz, którą byś zmienił/-a, by cenić go jeszcze bardziej. Pole widzenia powiększamy o wasz punkt widzenia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop