Posts Tagged „Solidarność”<

Ponure widmo w ciemnych okularach

14 gru 2011

30. rocznicę stanu wojennego TVP uczciła filmem „Obława”. O swoim internowaniu opowiada tam śmietanka obecnego obozu rządowego: Bartoszewski, Mazowiecki, Kuczyński, Niesiołowski. Połączona wtedy obozem w Jaworzu

Czy mi przeszkadza, że tylko oni? Trochę tak się złożyło. Tyle że ludzie młodzi niedługo nie będą się w stanie połapać, czym był ten ruch. Że mogli tam być i Bartoszewski, i Romaszewski, i Kaczyńscy, i Tusk.

Zarazem to dobry przyczynek do teorii posła SLD Tomasza Kality przedstawiającego tamtą „Solidarność”, z Mazowieckim, Kuczyńskim i Niesiołowskim, jako ówczesny PiS. Rzecz charakterystyczna: ze strony mainstreamowej nikt przeciw temu nonsensowi nie protestuje. Chyba trochę zostawili „Solidarność” Kaczyńskiemu i jego partii. Przy okazji odświętnych wspominków tak niby nie jest. Ale można odnieść wrażenie, że dla śmietanki to właśnie tylko wspominki.

Po drugiej stronie pojawia się nieraz toksyczna nadgorliwość, objawiona ostatnio choćby sprawą „zdrady  Geremka”. Nie mam nic przeciw badaniu źródeł. Ale gdyby Bronisław Geremek chciał tworzyć odnowioną na modłę władzy „Solidarność”,  toby ją tworzył po 13 grudnia.

Lecz dla tej strony to przynajmniej temat żywy i dramatyczny. Śmietanka lubi za to wspominać, kogo kto grał w obozowych przedstawieniach, ale na co dzień nawet nie tyle zapomniała, ile poprzestawiała wektory. Oto z ust Władysława Bartoszewskiego pada w filmie określenie „aparat terroru”. Słuszne? Przesadne? Przecież prezydent Komorowski uznał niedawno głównego szefa tego aparatu za ważnego, nawet jeśli tylko dorywczego, doradcę. A wasza główna gazeta widzi w nim ojca założyciela demokracji, a nie kogoś, kto ustąpił, zresztą jak Pinochet, przed realiami.

Sprawa jest ważna nie tylko z punktu widzenia spójności historycznych  ocen. Współczesne zdarzenia, choćby z białoruskimi opozycjonistami wpisywanymi na listy Interpolu, pokazują, że demokracje wciąż nie umieją się sensownie odgrodzić od dyktatur.

Takim krajom jak Anglia, z utrwalonymi demokratycznymi tradycjami, grozi to „tylko” brzydkim cynizmem. Za to my, Polacy, mamy problem  z całkiem współczesnymi  wolnościami. U nas odcięcie się  od ponurego widma generała  w ciemnych okularach powinno być podyktowane nie tylko sercem,  ale i rozumem.

Autor jest publicystą tygodnika „Uważam Rze”

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Odtwarzanie mitu

29 lis 2011

Przez 20 lat nie było klimatu do poważnej filmowej próby zmierzenia się z tematem „Solidarności”. Dlaczego? – rozważa publicysta

Najtrudniej uwierzyć w to, że w Polsce może się zdarzyć coś dobrego. Więc tak, stało się. Tak, film „80 milionów” Waldemara Krzystka jest bardzo sprawnie nakręconym filmem o jednym epizodzie z historii „Solidarności”, a po troszę i o fenomenie „Solidarności”. Tak, oddaje ducha czasów, nie nadużywa patosu (choć trochę go jest) ani nie rży z czegoś, co nie jest śmieszne (choć nie brakuje w nim wyczucia komizmu anomalii epoki). Tak – tym razem się udało.

Przeczytaj cały artykuł na rp.pl/opinie
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

„Solidarność” i moja mama

24 sie 2011

Gdyby ktoś kazał mi przed kolejną sierpniową rocznicą sprowadzić „Solidarność” do jednej osoby, wskazałbym swoją mamę. Przy całym szacunku do Wałęsy, Gwiazdy, Borusewicza czy Romaszewskiego.

Mama przez większą część życia nie była zwierzęciem politycznym. Problem komunizmu kwitowała opowieścią o żołnierzu armii Berlinga, który kwaterował u niej i u mojej babci pod Warszawą w 1945 roku. Żołnierz miał powtarzać: nienawidzę sukinsynów, i mówił to o Sowietach. Ale gdy mój ojciec twierdził, że przed wojną było wspaniale, mama, córka biednej drobnomieszczańskiej rodziny, powtarzała: wcale nie tak wspaniale. To nie rodziło poparcia dla komunizmu, ale pewną ambiwalencję. Reszta była produktem warunków. Mama musiała związać koniec z końcem, przy coraz dłuższych kolejkach. W wolnym czasie wolała rozmawiać o powieściach i filmach.

Tyle że 1980 rok odmienił mamę nawet fizycznie. Stała się po pięćdziesiątce rewolucjonistką. Wiosną 1981 roku wyjeżdżam z Warszawy na olimpiadę historyczną (byłem wtedy w liceum), a mama opowiada z błyskiem w oku, że zbliża się strajk generalny (Bydgoszcz) i że ona ma już miejsce, które będzie okupowała, w instytucie, który ją zatrudniał. Zrozumiałem powszechność rewolucji. I jeszcze jej uwaga: Piotr, ja w ogóle nie pamiętam emocji z Października ’56. Przespałam swoją młodość, muszę to nadrobić.

Po grudniowej nocy wielu jej znajomych znów uciekło w prywatność.  A mama, przez sąsiadkę, stała się kolporterką, woziła torby pełne bibuły na odległe osiedla. Pomagałem jej czasem i tłumaczyłem: to nie na twoje siły, zostaw to nam. Nie dała sobie tego odebrać. Chodziła na manifestacje, co wiązało się z fizycznym ryzykiem. W 1983 roku przed warszawską katedrą tłum spychany przez zomowców przewrócił ją na ziemię.

Mam wrażenie, że stresy związane z wożeniem bibuły przyczyniły się do jej przedwczesnej śmierci w 1993 roku. Ze zdumieniem patrzyła pod koniec życia na takie szopki, jak licytowanie legitymacji „Solidarności” przez Zbigniewa Bujaka czy coraz bardziej rytualne narzekania na rzekome opozycyjne kombatanctwo.

Na pytanie, czy „Solidarność” to był związek, powstanie czy coś innego, odpowiem: dla mamy był to egzamin. Jakiego zwykła rzeczywistość po prostu nie oferuje. I ona go zdała. Jeśli mam dziś prawo do cząsteczki tego dziedzictwa, to także po mojej mamie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop