Posts Tagged „premier”<

Prezydenckie pokusy

24 paź 2011

Żal i gniew to ważne motywy nie tylko w polskiej polityce. W ciągu ostatnich tygodni w obozie rządzącym nagromadziło się ich sporo. Pomimo atmosfery świętowania zwycięstwa.

Prezydent Bronisław Komorowski uznał, że Donald Tusk występujący w roli premiera w pięć minut po wyborach wyszedł poza swoją rolę. Jeśli Tusk tak się zachował, to dlatego, aby upokorzyć prezydenta – huczało w dużym pałacu.

Z kolei staro-nowy szef rządu ma pretensję o „parodię konsultacji” w tymże pałacu. Kiedy Komorowski zażądał, aby wszystko odbyło się zgodnie z konstytucyjnymi regułami, został przez Tuska zestawiony – w rozmowach z partyjnymi kolegami – z Lechem Kaczyńskim. Liderowi PO wyszło nawet, że poprzedni, wrogi mu, prezydent szybciej go uznał w 2007 roku za oczywistego premiera niż obecny.

W ludzkich kategoriach Tusk przypomina chłopca, który wygrał mecz, a jednak rozzłoszczony ciska piłką w kolegów, którzy niedostatecznie ucieszyli się z jego zwycięstwa. Można zrozumieć, że eliminuje Grzegorza Schetynę z funkcji marszałka – Ewa Kopacz nie wejdzie w sojusz z prezydentem przeciw niemu. Ale Tusk jeszcze musi obwiniać partyjnego zastępcę – naturalnie w prywatnych rozmowach – o „despekt”, jakiego miał doznać od Komorowskiego.

Czytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Przebudzenie prezydenta

7 sty 2011

Prezydent blokuje rządową ustawę, która miała umożliwić oszczędności na urzędnikach. Argumenty prezydenckich prawników brzmią groźnie: Donald Tusk chce arbitralnie zrywać umowy z mianowanymi funkcjonariuszami, naruszać przywileje służby cywilnej i na dokładkę decydować samowolnie, w których instytucjach to zrobi.

Mamy tu do czynienia z konfliktem kilku wartości. Sprężystość władzy wykonawczej zarządzającej własnym podwórkiem ściera się z utartymi zasadami prawnymi, które jednak podlegają interpretacjom. Mój drwiący ton bierze się stąd, że za czasów tzw. IV RP podobne dylematy kwitowano biadaniami nad dyktatorskimi skłonnościami liderów PiS. Dziś z imposybilizmem systemu zmaga się Tusk. A Komorowski stoi na jego straży, tyle że unika mocnych słów.

W sensie politycznym prezydent daje wreszcie znak, że w ogóle żyje. Dotąd jego autonomiczna egzystencja zaznaczała się słabo. Nowa głowa państwa gotowa była raczej na usługi świadczone własnej partii. Na przykład gdy brała się za wycofywanie z Trybunału Konstytucyjnego ustaw skierowanych tam przez poprzednika – moim zdaniem wbrew duchowi państwa prawa. Teraz idzie w drugą stronę, śląc ustawę swego rządu do Trybunału.

Niezależnie od tego, czy ma rację czy nie, działa zgodnie ze zdrową zasadą „checks and balances”. W ostateczności i tak zdecydują sędziowie.

Na ogłaszanie politycznej „szorstkiej przyjaźni” obu panów jest za wcześnie. Ale dojść do niej może, jest ona także wbudowana w system. Kiedyś Tusk, jako lider partii rządzącej, podobno zachęcał lekceważąco marszałka Komorowskiego, aby choć raz sprzeciwił się własnej formacji. Teraz ten ostrożny polityk ma stosowne instrumenty, aby się do rady zastosować.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop