Moja sylwetka Marka Jurka opublikowana w tygodniku „Uważam Rze” wywołała krytykę ze strony jego sympatyków, i jego samego. Michał Wojciechowski twierdzi w „Rzeczpospolitej„, że opisałem Jurka bardziej jako ideologa niż przywódcę i „jest to pogląd płytki”.
Nigdzie tego sformułowania nie użyłem, ale podejmę rękawicę. Wielu przywódców politycznych to także ideolodzy – taką rolę odgrywali i Charles de Gaulle, i Franklin D. Roosevelt, i Margaret Thatcher, choć swoje idee wykładali częściej w politycznych wystąpieniach i działaniach niż w książkach. Podobnie w Polsce: zwycięski rywal Jurka na prawicy Jarosław Kaczyński jest twórcą ideologii i względnie skutecznym liderem.
Nie trzeba mnie też przekonywać do wagi tematów ideowych. Mam nawet wrażenie, że w obecnej kampanii odgrywają one większą rolę niż wynikałoby to z wyborczej retoryki. Tak naprawdę programy ekonomiczne PO, PiS, SLD i PSL różnią się może mniej niż kiedykolwiek. Za to ich stosunek do wartości rozjeżdża się coraz bardziej.
Tylko co to zmienia w bilansie Marka Jurka jako lidera? Ideolodzy okazywali się skutecznymi przywódcami, gdy umieli nawiązywać kontakt z różnymi grupami wyborców, przedstawić im w miarę kompletną ofertę programową i skutecznie odwoływać się do społecznych emocji. Także Kaczyński miewa z tym kłopoty, jest zbyt hermetyczny. Ale zbudował wielobarwny i mający zakorzenienie w ludzkich umysłach obóz. A Marek Jurek jest dziś bardziej ważnym komentatorem niż sprawcą realnych zdarzeń.
To rzeczywistość, a nie mój wymysł. I to także odpowiedź na żale Marka Jurka na jego blogu, że zauważamy go zbyt rzadko. Spór PO – PiS może być jałowy i nieestetyczny, ale ma wpływ na nasze życie. Media kierują się taką logiką, jakkolwiek byłaby paradoksalna i czasem niesprawiedliwa – gdy skutek staje się przyczyną. Skądinąd byłem w ostatnim roku jednym z niewielu dziennikarzy, który udzielił Jurkowi głosu w formie wywiadu.
Jedna rzecz mnie zabolała. Opisałem Prawicę RP jako „mikroskopijną partyjkę”. Marek Jurek, którego szczerze szanuję, uznał to za wykwit „przemysłu pogardy”. Naprawdę myśli pan, panie przewodniczący, że można tę uwagę zestawiać z „chromoleniem kotów” (Tomasz Jastrun) czy „kaczką po smoleńsku” (Janusz Palikot)? Rozumiem potrzebę męczeństwa, ale czy to nie przesada?







