Posts Tagged „polityka”<

Potrzeba męczeństwa

16 wrz 2011

Moja sylwetka Marka Jurka opublikowana w tygodniku „Uważam Rze” wywołała krytykę ze strony jego sympatyków, i jego samego. Michał Wojciechowski twierdzi w „Rzeczpospolitej„, że opisałem Jurka bardziej jako ideologa niż przywódcę i „jest to pogląd płytki”.

Nigdzie tego sformułowania nie użyłem, ale podejmę rękawicę. Wielu przywódców politycznych to także ideolodzy – taką rolę odgrywali i Charles de Gaulle, i Franklin D. Roosevelt, i Margaret Thatcher, choć swoje idee wykładali częściej w politycznych wystąpieniach i działaniach niż w książkach. Podobnie w Polsce: zwycięski rywal Jurka na prawicy Jarosław Kaczyński jest twórcą ideologii i względnie skutecznym liderem.

Nie trzeba mnie też przekonywać do wagi tematów ideowych. Mam nawet wrażenie, że w obecnej kampanii odgrywają one większą rolę niż wynikałoby to z wyborczej retoryki. Tak naprawdę programy ekonomiczne PO, PiS, SLD i PSL różnią się może mniej niż kiedykolwiek. Za to ich stosunek do wartości rozjeżdża się coraz bardziej.

Tylko co to zmienia w bilansie Marka Jurka jako lidera? Ideolodzy okazywali się skutecznymi przywódcami, gdy umieli nawiązywać kontakt z różnymi grupami wyborców, przedstawić im w miarę kompletną ofertę programową i skutecznie odwoływać się do społecznych emocji. Także Kaczyński miewa z tym kłopoty, jest zbyt hermetyczny. Ale zbudował wielobarwny i mający zakorzenienie w ludzkich umysłach obóz.  A Marek Jurek jest dziś bardziej ważnym komentatorem  niż sprawcą realnych zdarzeń.

To rzeczywistość, a nie mój wymysł. I to także odpowiedź na żale Marka Jurka na jego blogu, że zauważamy go zbyt rzadko. Spór PO – PiS może być jałowy i nieestetyczny, ale ma wpływ na nasze życie. Media kierują się taką logiką, jakkolwiek byłaby paradoksalna i czasem niesprawiedliwa – gdy skutek staje się przyczyną. Skądinąd byłem w ostatnim roku jednym z niewielu dziennikarzy, który udzielił Jurkowi głosu w formie wywiadu.

Jedna rzecz mnie zabolała. Opisałem Prawicę RP jako „mikroskopijną partyjkę”. Marek Jurek, którego szczerze szanuję, uznał to za wykwit „przemysłu pogardy”. Naprawdę myśli pan, panie przewodniczący, że można tę uwagę zestawiać z „chromoleniem kotów” (Tomasz Jastrun) czy „kaczką po smoleńsku” (Janusz Palikot)? Rozumiem potrzebę męczeństwa, ale czy to nie przesada?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wątłe partie silnych liderów

26 sie 2011

Jak powinny być w Polsce układane listy poselskie? Tak wielka jednoosobowa władza liderów, którzy przerzucają na nich ludzi jak ziemniaki, to droga do zmiany partii w instytucje dworskie. Politycy skoncentrowani na pozyskiwaniu numeru pierwszego przestają być twórczy. Zamiast formułować własne pomysły, czekają na rozkazy.

Zarazem w polskich warunkach wyłanianie kandydatów od dołu też jest obciążone ryzykiem. Gdyby to zależało od terenowych działaczy, na listach nie byłoby ekspertów w różnych dziedzinach, za to swoim wybaczano by najróżniejsze, również etyczne, grzechy. I Donald Tusk, i Jarosław Kaczyński okazywali się mądrzejsi od swoich partii.

Ideałem byłoby połączenie lokalnej inicjatywy i korekt dokonywanych przez górę, ale o ideał trudno. Jeśli władza liderów jest w Polsce za silna, to dlatego, że partie są tworami wątłymi, mało zakorzenionymi wśród Polaków. A liderzy, przygarniając je do piersi, nie pozwalają im dojrzeć.

W dodatku lekarstwa jawią się jako gorsze od choroby. Odebranie partiom finansowania z budżetu ograniczyłoby władzę prezesów. Tylko czy nie przechyliłoby państwa za bardzo w stronę i tak groźnej w naszych warunkach finansowej oligarchii? Wybory większościowe w jednomandatowych okręgach zmuszałyby liderów do wystawiania lokalnych autorytetów. Ale w skali kraju pozbawiałyby istotne grupy politycznej reprezentacji, Itd., itp.

Trzeba się więc męczyć z apodyktycznymi liderami, licząc, że zmieni ich logika dziejów. Przyznajmy zresztą, że wywijają się okolicznościom. Tusk układanie list rozegrał zręcznie. Pozwolił na publiczne targi, spory wśród działaczy, wystąpił ostatecznie jako mediator i prawie wszystkich ułaskawił – nagłaśniając przy okazji sporo nazwisk.

Kaczyński preferuje jak zawsze spójność partii i tajemnicę. To zrozumiałe pod takim medialnym ostrzałem, choć chyba za długo zwlekał z ogłoszeniem list. Przyznajmy jednak: zrobił wiele, aby znaleźli się na nich ludzie ciekawsi niż w poprzedniej kadencji. Tylko czy zdąży ich spopularyzować?

I na koniec szczerze: nikt tu nie jest święty. Liderzy małych partii, typu PJN, narzekają na tyranię prezesów, a sami rządzą z wdziękiem właścicieli rodzinnych gospodarstw. Dlatego system partyjny nie stanie się w tej kampanii przedmiotem sensownej debaty.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Singiel integralny

17 lut 2011

Trudno wyobrazić sobie kogoś, kto narobił sobie w polityce więcej wrogów – mówi o nim kolega z PJN. żeby zobaczyć, jak odbierają Marka Migalskiego dawni sympatycy z kręgów PiS-owskich, wystarczy wejść na jego blog w Salonie24. Nie ma tam osoby budzącej bardziej krystaliczną nienawiść niż on.

Gdy ostatnio rozeszła się wiadomość, że czwórka PJN-owskich europosłów może zostać wypchnięta przez PiS z grupy ECR (Europejskich Konserwatystów i Reformatorów), wpływowy członek PO zasugerował, że mogliby zapukać do drzwi frakcji EPP (Europejskiej Partii Ludowej). Ów europoseł zrobił jednak wyjątek: – Dla Migalskiego nie ma tam miejsca – oznajmił.

Wróg publiczny

Można by rzec: wróg publiczny numer jeden dla wszystkich. To pewnie świadczy o pryncypialności połączonej z zadziornością.

Ale jak wytłumaczyć taką sytuację? Oto politycy PJN radzą się kilku dziennikarzy, jak radzić sobie z nienadzwyczajnymi sondażami. Jedna rada powtarza się najczęściej: „schowajcie Migalskiego”. Podrażnienie politykiem, który często wchodzi w rolę dziennikarza? Trochę tak, ale czy tylko?

Koledzy z PJN bronią lubianego przez siebie politologa. Ale potem jeden z nich mówi dziennikarzowi: „My na Marka nie mamy wpływu. Mówi i robi co chce”.

Ludwik Dorn, także polityk-bloger, zarzuca mu „brak powagi”. – żaden z członków PJN nie ma takiego problemu jak on. W latach 2007 – 2009 on w każdym tekście bronił nie tylko celów, ale też taktyki Jarosława Kaczyńskiego. Kiedy ja miałem zastrzeżenia, on pisał o „siermiężnych wojach”, których wódz poprowadzi do zwycięstwa. Dziś, gdy atakuje tę samą linię, jest komiczny. Powinien być skromniejszy – zauważa były marszałek Sejmu.

Sam Migalski znajduje odpowiedź na ten zarzut. – Ja mówiłem o przejściowej taktyce. Potem miał przyjść czas otwarcia na centrum. Dla mnie ten czas przyszedł po katastrofie smoleńskiej – broni się.

Brzmi przekonująco, aczkolwiek… Niedawno ogłosił, że powrót PiS do władzy oznaczałby wejście do rządu takich ludzi, jak Anna Fotyga, Krzysztof Jurgiel, Jarosław Zieliński. Ale przecież oznaczałby także rok czy dwa lata temu, a wtedy Migalski Kaczyńskiego chwalił, nawet przyjmował z jego rąk mandat.

Przeczytaj cały wpis na www.uwazamrze.pl

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kłopoty z pamięcią

24 lis 2010

Znajomy znalazł błąd w mojej biografii Jarosława Kaczyńskiego. Napisałem, że polityk ten głosował „za wotum zaufania” dla rządu Suchockiej w 1993 roku. Z kontekstu wynika, że uczestniczył w tegoż rządu obaleniu. Ale ręka się omsknęła w pośpiechu.

Nikt nie zwrócił wcześniej uwagi na błąd. Zapewne wielu czytało tak, jak być powinno. Ale ludzie młodzi? Wywołałem w ich głowach zamęt. Tylko ich? Zacząłem dumać: ile osób w Polsce pamięta rzeczywistość sprzed 17 czy choćby pięciu lat?

Obóz III RP ma za sprawą rozlicznych budowniczych kapliczek swoje bezdyskusyjne mity i swój panteon. Ilu ludzi, nawet i dziennikarzy, wspomni przykładowo zdarzenia z 1995 roku? Wtedy to Bronisław Geremek z Leszkiem Balcerowiczem pozbawili przywództwa w Unii Wolności Tadeusza Mazowieckiego. A Mazowiecki, broniąc się, autokrytycznie osądził niektóre z kamieni węgielnych III RP, w tym grubą kreskę.

Nie sięgajmy zresztą aż tak daleko. Kto pamięta o wywiadzie Donalda Tuska dla „Przekroju” z 2005 roku, w którym ten ogłaszał, że znany twórca „spiskowych teorii” Antoni Macierewicz miał niekiedy rację? Takie momenty komplikują obraz historii. Ale krótka pamięć szybko zmienia polityczne dyskusje w karykaturę.

Czy nie ułatwia też zmiany we własne karykatury poszczególnych postaci?

Bronisław Komorowski uznał, że warto ośmieszyć obóz III RP. Jeśli ktoś potrzebował dowodu na obciach transformacji dokonywanej wspólnie z dawnymi komunistami, zyskał go – gdy w eksdyktatorze ujrzano cenionego doradcę. Przecież dawni rzecznicy Okrągłego Stołu byli bardziej subtelni.

To działa i w drugą stronę. Dziś Jan Olszewski to honorowy ojciec IV RP, a jego rząd – z woli Jarosława Kaczyńskiego – jedyny, który miał rację. Ale w roku 1992 Kaczyński zarzucał Olszewskiemu rozbrat z realistycznym myśleniem, zbyt radykalny język. To samo, co dziś przypisuje się jemu. Lider PiS staje się namiastką swojego fałszywego portretu sprzed lat – nadpobudliwego radykała.

Nie są to przemiany symetryczne. Kaczyński staje się po prostu nieskuteczny. Komorowski kieruje się, pytanie czy nie wydumanymi, kalkulacjami, ale przy okazji traci duszę – dawnego opozycjonisty i rzecznika wolności. Gdy ktoś chce być własną autoparodią, patrzymy zadziwieni. Ale może przesadzamy? Im mniej ludzi ma dobrą pamięć, tym mniej się będzie śmiać.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną
wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Prohibicja była skuteczna

27 paź 2010

Nie bronię w sprawie dopalaczy premiera. Jego rząd mógł przeforsować dobrą ustawę. Tyle że musiał koniecznie mieć nowe prawo w trzy dni.

Ale bronię intuicji Donalda Tuska. Jego deklaracji: zrobię wszystko, aby dopalacze zniknęły. Przeciwstawiam ją lamentom licznych środowisk: jeśli pójdziemy drogą całkowitych zakazów, handel specyfikami zejdzie do podziemia.

W tym kontekście często pada przykład amerykańskiej prohibicji. Domorośli eksperci, którzy go przywołują, są więźniami stereotypu. Stereotyp mówi: w czasie prohibicji spożycie alkoholu tylko wzrosło, bo owoc zakazany lepiej smakuje. Koronnym dowodem mają być utrwalone przez kamery sceny gigantycznych pijaństw z wiosny 1933 r., kiedy to zakaz handlu alkoholem został po 13 latach uchylony.

Od efektownych obrazków lepsze jako świadectwo są statystyki. Trudno o wiarygodne obliczenia z czasów, gdy prohibicja obowiązywała (nie rejestrowano nielegalnego obrotu). Ale ciekawe są te z okresu, gdy już jej nie było. Otóż jeszcze przez dziesiątki lat spożycie alkoholu w USA było niższe niż sprzed zakazu. Poziom z początków XX wieku osiągnięto około roku… 1960.

Można się domyślać, że w czasach prohibicji jakaś część ludzi przestała pić: ze strachu, z braku możliwości, z przekonania wywołanego przez prawo. Skądinąd szpitalne komunikaty z pierwszych tygodni rządowej wojny z dopalaczami potwierdzają skuteczność restrykcji. Twierdzenie: zakaz nie ma wpływu na ludzkie zachowania, nie kształtuje obyczajów, jest fałszywe.

Nie jest to głos za alkoholową prohibicją – była kontrowersyjna z założenia (próbowano zdelegalizować coś, co od zarania ludzkości towarzyszyło naszej kulturze), a na dokładkę niosła wiele skutków ubocznych: brak szacunku dla prawa, rozwój gangów itd. Jest to głos przeciw stereotypowi, który pojawia się zawsze, gdy dyskutuje się o zakazaniu czegokolwiek.

PS. Witold Gadomski z „Gazety Wyborczej” z mego sobotniego tekstu w „Plusie Minusie” pojął tyle, że przedstawiam „Gazetę” jako „biuletyn KPP”. Czytania ze zrozumieniem nauczyć nie można. Ale redaktor twierdzi też, że żerowałem na „Wyborczej” w czasach, kiedy nie miałem pracy. Parę razy pisałem do tej gazety teksty, na ogół polemiczne, lecz na garnuszku Agory nie byłem nigdy. Gadomski przypisuje mi własne życiowe motywacje?



***

Serwis rp.pl zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w akcji: TRON. Wymień jedną rzecz, za którą najbardziej cenisz serwis rp.pl oraz jedną rzecz, którą byś zmienił/-a, by cenić go jeszcze bardziej. Pole widzenia powiększamy o wasz punkt widzenia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop