- Nie zgrzałeś się, syneczku? – spytała mama damskiego boksera w peerelowskim kawale. Dokładnie tak wyglądają reakcje na wyczyn Stefana Niesiołowskiego.
Polityk nie pobił dziennikarki. On jej „jedynie” naubliżał. Zabawne, ale kampanię w obronie Niesiołowskiego prowadzą ci sami ludzie, którzy przez lata każde skrzywienie ust polityka, z reguły PiS, w kontaktach z mediami, uznawali za zbrodnię. Dziś nagle odkrywają, że kłopotem są podsuwane mikrofony i natrętne kamery (pojawiły się, jak wiadomo, dopiero wraz z Ewą Stankiewicz).
Wojciech Maziarski przypomina, że broniłem prawa Adama Bielana do rozmowy z wybranymi mediami. A teraz odmawiam tego prawa Niesiołowskiemu. Ale Bielan nie nawymyślał Teresie Torańskiej od platformerskich ścierw. Przeciwnie, bezskutecznie dobijał się kontaktu – z nią i tymi, co opublikowali jego słowa w „Newsweeku”. Jak petent. W przypadku Niesiołowskiego wystarczyłby krok w tył do sejmowego hotelu i nie byłby nagabywany. On wybrał agresję, pewien swojej bezkarności. To nie jest debata o relacjach media – politycy. To debata o nierówności. Kolejna.
Powiedzenie: Niesiołowski wybrał agresję, doprasza się dodatkowego komentarza. Obserwowałem niedawno jego występ telewizyjny – te wytrzeszczone oczy, nagłe pokrzykiwania na innych. Politycy PO przedstawiają kolegę jako impulsywnego poczciwinę. A ja widzę dziecko z księżycowym uśmiechem wyrywające muszkom skrzydełka. Stare dziecko i coraz dziwaczniejsze.
Ale i tacy ludzie wyczuwają, co im wolno, a czego już nie. A są i koledzy, ci sprzed sejmowego hotelu, przemawiający w tonie: „Nie zgrzałeś się, Stefanku?”, i ci od późniejszych usprawiedliwień. Ktoś go zrobił wicemarszałkiem, ktoś nie widział niczego niezwykłego w tym, że człowiek, który ze śliną na wargach wygłasza monotonnie obelgi, jest reprezentantem partii rządzącej w najpoważniejszych debatach.
Pytam o to Jarosława Gowina, Antoniego Mężydłę, Bogdana Borusewicza. Pytam kolegę z NZS Grzegorza Schetynę. Poetę Rafała Grupińskiego i dawną bojowniczkę antykorupcyjną Julię Piterę. Czy towarzystwo Zwariowanego Kapelusznika nie ośmiesza i was? Ośmieszył was w końcu wasz lider, któremu wyszło pewnie z fokusów, że tym razem to nie przejdzie. Zostaliście sami z odruchem: kryć za wszelką cenę. Bo to nasz Kapelusznik!
Autor jest publicystą „Uważam Rze”







