Posts Tagged „Jacek Żakowski”<

Kogo gryzie sumienie?

10 sie 2011

Na kolegiach w „Gazecie Wyborczej” powinny trwać teraz nerwowe rozmowy.

– Daliśmy się zwieść podszeptom Ziobry? – pali papierosa za papierosem wicenaczelny Piotr Stasiński. – Ale Piotrze, kiedy drukowaliśmy pierwszy tekst Marcina Kąckiego o seksaferze, ty prowadziłeś gazetę – wytęża pamięć Seweryn Blumsztajn. – Ja? Nie było mnie w redakcji! – krzyczy Stasiński.

O co chodzi? O zarzut, jaki wyszedł spod pióra Jacka Żakowskiego. I pojawił się w… „Wyborczej”. Zacytujmy: „Gwiazda Leppera gasła, od kiedy wszedł w koalicję z PiS i LPR, ale zdmuchnięcie jej było skutkiem wymyślonych w gabinetach władzy fikcyjnych oskarżeń znanych jako afera gruntowa i częściowo fałszywych (m.in. ojcostwo dziecka Anety K.), a częściowo niewyjaśnionych oskarżeń o przestępstwa seksualne”.

Stoi czarno na białym, że oskarżenia o przestępstwa seksualne (zdaniem Żakowskiego niewyjaśnione, choć był wyrok sądu) zostały wymyślone w gabinetach władzy. To jak, Ziobro dzwonił do Kąckiego? Do Stasińskiego? Przyznacie się koledzy? Oskarża wszak sumienie polskiego dziennikarstwa.

Teraz serio. „Wyborcza” nie tylko nie współdziałała z ekipą Kaczyńskiego, ale tę ekipę atakowała, że nie rozlicza Leppera i Łyżwińskiego. Liderowi PiS seksafera była nie na rękę. Żakowski kłamie.

Mógłby się ograniczyć do sztuczki, którą stosuje, niestety, wielu publicystów. Gdyby postawił ogólną tezę: Lepper ofiarą Kaczyńskiego, popełniłby mnóstwo intelektualnych nadużyć – od założenia, iż wie, co jest przyczyną śmierci po założenie, że ofiara samobójstwa musi być kimś pokrzywdzonym (Hitlera  i Goebbelsa też to dotyczy?). Ale nie byłby oryginalny – w polskiej debacie padło już wszystko.

Ale Żakowski idzie dalej, fałszuje powszechnie znane fakty. Jest w tej dziedzinie recydywistą: rok temu twierdził, że to integryści katoliccy zaszczuli arcybiskupa Paetza, choć hierarcha odszedł po kampanii także z udziałem „Wyborczej”. Kleptoman kradnie, bo lubi, Żakowski kłamie, bo lubi. Bronek Wildstein nazwał go Urbanem III RP. Ale on jest i baronem Münchhausenem.

Tyle że bezkarnym. W TVP Info Dominika Wielowieyska orzekła, że Żakowski o „Wyborczej” w ogóle nie pisał. Gdyby powiedzieć: sumienie dziennikarstwa pisze nieprawdę, posypałaby się cała konstrukcja antykaczyńskiej propagandy? To już czysty Orwell…

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Norwegia: nie wszystko da się zrozumieć

25 lip 2011

Gdy dochodzi do takich zbrodni jak ta norweska, media huczą, bo huczeć muszą. I wpisują ją od razu we własną polityczną korzyść.

Czy polska i światowa prawica powinna wziąć na swoje barki Andersa Breivika?  Taka debata się już toczy  – w chłodniejszym tonie  w mediach światowych,  w bardziej emocjonalnym  w polskich. Jacek Żakowski zdążył ogłosić, że Breivik to nie wariat, lecz rezultat nacjonalistycznej ideologii.

Naturalnie – ideologie radykalne lub radykalne wersje tych normalnych sprzyjają przemocy, to konstatacja banalna. Ale dotyczy to wszystkich. Chętnie obciążę ludzi zaniepokojonych wielokulturowością Europy mordami Breivika, jeśli „Krytyka Polityczna” wraz z zachodnimi socjaldemokracjami wezmą odpowiedzialność za wszelkie akty terroru w imię społecznej sprawiedliwości. A trudno je w dziejach świata zliczyć.

Konkluzja: po Breiviku uważajcie na ludzi ideowych  – to absurd. Gdyby tak było, krew lałaby się każdego dnia strumieniami, bo takich ludzi jest w świecie Zachodu sporo, powtórzę: wszystkich barw i kierunków. Notabene inne akty terroru, choćby islamistów, poza aktami potępienia zawsze owocowały przypominaniem o społecznym kontekście, o biednych ludziach Afryki i Azji zmagających się  z opresją światowego kapitalizmu. Tu nikt nie pyta, czy  jakaś racja społeczna stoi za Breivikiem. I dobrze – to zbyt okrutna zbrodnia, aby ją okraszać nad nieostygłymi zwłokami opowieściami  o czyimś trudnym dzieciństwie. Albo o sfrustrowanej klasie średniej. Tyle że  należałoby oczekiwać  symetrii.

Inni z kolei przypominają przy okazji Polakom, aby mniej się nienawidzili.  To prawda, nienawiść między różnymi Polskami jest  niszcząca – pokazała to  historia zabójstwa Marka  Rosiaka, który zginął bynajmniej nie z ręki prawicowego ekstremisty. Ale w Norwegii panowały z kolei spokój i zgoda, przynajmniej pozornie. Tam problemem nie były  spory, raczej przekonanie,  że wszystkim chodzi o to samo. Nie ma tu więc jednej prawidłowości.

Zresztą konkluzja, że uporczywie zakrywany garnek wreszcie eksploduje, też nie objaśnia do końca sprawy. Gdyby Breivik był typowym politycznym Herostratesem, zaatakowałby skuteczniej norweski rząd – w tym spokojnym kraju nie było to trudne. On zajął się mordowaniem nastolatków. Pogódźmy się z tym, że czasem nie wszystko rozumiemy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Żakowski bije Dodę

30 mar 2011

Debatę nad debatą premiera z artystami w programie Marcina Mellera Andrzej Morozowski podsumował w TVN 24 w sposób najprostszy. Zwolennicy PiS potępili, zwolennicy PO pochwalili. Mój krytycyzm został wpisany w plemienny schemat.

Ale dzień później ukazał się wywiad z Jackiem Żakowskim w „Super Expressie”. A ten całkiem niepisowski publicysta debatę po prostu wyśmiał. Muzyków porównał do Dody i Mandaryny (jakiż sens rozmawiać o polityce z ludźmi niekompetentnymi?), a Mellerowi zarzucił, że „wymiękł”.

Żakowski ogłosił niby to, co ja, ale poszedł dalej. Ja zwracałem uwagę: nie traktujmy tej wymiany zdań jako protezy innych dyskusji, bo laicy, na dokładkę zapatrzeni w obóz rządowy, będą wodzeni przez premiera za nos. Żakowski zakwestionował tak naprawdę istotę demokracji. Skoro niefachowcy są w stanie rozmawiać z politykami tylko za pośrednictwem medialnych magików, ten system łatwo podważyć.

Per saldo chodzi o poczucie, że z tą debatą nie jest tak, jak być powinno. A tu już Żakowski ma swoje za uszami, bo od lat głosi (i wciela w praktyce w TVP) ideę, aby ograniczyć debatę do środowiska „Gazety Wyborczej”, „Polityki” i kilku pokrewnych. I Tusk za tym głosem idzie – na przykład tylko im udzielając wywiadów. A one nie mają interesu, aby go docisnąć – najlepszy przykład to wolta gazety Michnika w sprawie OFE. Żakowski popiera tu rząd z antyliberalnych przekonań. Ludzie z „Wyborczej” – ze strachu przed PiS. To że, inaczej niż Doda, wiedzą, o co chodzi, nie ma znaczenia.

W najnowszej „Polityce” Żakowski narzeka już na same artykuły premiera i innych polityków, żądając, by zostawili dyskurs publicystom. Co jednak począć, gdy publicyści, nie będąc Dodą ani Zbigniewem Hołdysem, piszą o rzeczywistości wyimaginowanej? Z powodów plemiennych. Żakowski wyśmiewa Jarosława Kaczyńskiego, że ujmuje się za modernizacją edukacyjną na wzór fiński, a przecież „wprowadzał mundurki i tępił Gombrowicza”. Tymczasem to nie lider PiS tępił na liście szkolnych lektur Gombrowicza, ale Roman Giertych, koalicjant obdarzony na swoim podwórku realną władzą. Pisowski następca Giertycha w resorcie edukacji chciał cofnąć tę decyzję. Z Gombrowiczem rozprawiła się zaś ekipa PO – w imię modernizacji, która każe nie przeciążać młodzieży. Doda może tego nie wiedzieć, ale Żakowski?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop