Posts Tagged „IPN”<

IPN obroniony. Na razie?

10 cze 2011

Jedynie ośmiu posłów głosowało przeciw kandydaturze Łukasza Kamińskiego na prezesa IPN.

Można odnieść wrażenie, że na chwilę wróciła atmosfera sprzed lat. Lewica postkomunistyczna niegłosująca i izolowana. PO i PiS wspólnie obdarzające zaufaniem historyka, którego ukształtowała atmosfera IPN-owskiej pasji badania przeszłości bez tematów tabu. A kampania mainstreamowych mediów zignorowana.

Wypada się cieszyć, ale trudno być bezwarunkowym optymistą. Warto pochwalić PO, że nie wymyśliła nowej, korporacyjnej procedury wyborów prezesa IPN, gdzie kandydata wskazują środowiska akademickie, tylko po to, aby wygrał namaszczony przez nią człowiek. Ale dla niej samej ostateczny wynik był zaskoczeniem. Uszanowała go, nie chcąc otwierać kolejnych frontów. I kompromitować się unieważnianiem czegoś, co miało być wzorem „odpolitycznienia”.

Ale czy jeśli w przyszłości powstanie koalicja PO – SLD, politycy partii Tuska nie uznają instytutu za kartę przetargową w grach z partnerem? Czy równie łatwo jak dziś oprą się wezwaniom Napieralskiego, Lisa i „Gazety Wyborczej” do przykręcania IPN śruby, choćby za pomocą obcinania środków? A czy z kolei nowy prezes wytrzyma ciśnienie? Moment, w którym został zmuszony do zamazywania swoich czysto historycznych opinii na temat przeszłości Lecha Wałęsy, mógł budzić obawy.

Obserwujemy paradoks. Liberalno-lewicowe kręgi kwestionują samo pojęcie „pamięć narodowa”, głosząc, że każdy Polak ma prawo do własnej pamięci. Jednocześnie zaś same forsują bardzo sztywną wykładnię dziejów ostatnich lat. O co więc toczy się spór? Zapewne o to, aby odsunąć historyków jako pośredników i wygrać bitwę o pamięć – przy czym politykę historyczną prowadziłby już nie naukowy instytut, ale media i szeroko rozumiana popkultura. PO jest w tym sporze miotana to w jedną, to w drugą stronę. Tym łatwiej może ustąpić z obrony IPN.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kłopot z narodową pamięcią

7 cze 2011

Nawet gdyby IPN  miał być spokojnym instytutem badawczym organizującym akademie w szkołach i wycieczki kombatanckimi szlakami, będzie i tak solą  w oku wpływowych środowisk  – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

To miała być zwykła recenzja książki Antoniego Dudka „Instytut. Osobista historia IPN”. Wyszło coś więcej. Bo wieloletni pracownik i czołowa twarz IPN podsumowuje jego ponaddziesięcioletnią działalność w szczególnym momencie. Dudek występujący równocześnie w roli badacza i autora wspomnień zamknął swoją książką pewien okres. Nieprzypadkowo na promocji książki „Instytut” padło pytanie o przyszłość IPN. Nie da się dziś oddzielić opisu książki od próby odpowiedzi: co dalej.

Stanowisko autora zostało wyrażone już we wstępie. Po nieomal powieściowym wprowadzeniu przypominającym dramatyczny moment katastrofy w Smoleńsku Antoni Dudek spróbował określić swój stosunek do instytucji, której poświęcił wiele lat życia: „Instytut Pogardy, Kłamstwa, Pałkarstwa, Pomówień, Plugastwa, Niegodziwości itd. itp. To tylko niektóre z licznych epitetów, jakimi określano instytucję, w której przyszło mi przepracować minioną dekadę. Bodaj żaden inny urząd w III Rzeczypospolitej nie wzbudził tylu negatywnych emocji. I o żadnym innym nie mówiono równocześnie, że to najbardziej udana instytucja w III RP. Nie podzielam żadnego z tych poglądów, choć nie ulega dla mnie wątpliwości, że ogólny bilans pierwszej dekady działalności IPN jest pozytywny”.

Podczas promocji Dudek mówił jeszcze dużo mocniej o swoim emocjonalnym zaangażowaniu w obronę IPN. Wyczuwa się go nadal – i z tej książki, i z jego publicznych wystąpień. Nawet jeśli barwnie opisuje, jak nie zgadzał się z kolejnymi prezesami: Leonem Kieresem, potem Januszem Kurtyką.

Bardziej mowę obrończą niż akt oskarżenia napisał człowiek będący w wielu sprawach pomiędzy rozmaitymi stronami sporu, tak dalece, że powiedziałem mu na promocji: tacy obrywają dziś najbardziej – bo nie pasują do żadnej politycznej poprawności. Napisał ją też rasowy historyk uważający, że jego obowiązkiem jest nie tylko publicystyczna wyrazistość, lecz i dzielenie włosa na czworo, gdy dylematy są nieoczywiste. Człowiek, który poświęca wiele miejsce zdemistyfikowaniu i wyśmianiu fobii, obaw i dezinformacji antylustracyjnych kręgów z „Wyborczą” na czele, ale nie waha się też zetrzeć z mniemaniami Antoniego Macierewicza, całego PiS, a wreszcie z niektórymi koncepcjami Kurtyki.

Przeczytaj cały artykuł na rp.pl/opinie
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Mechanizm wahadła nie zadziałał

1 cze 2011

Raz stało się w Polsce coś dobrego. Konkurs na ważne stanowisko wygrał młody człowiek, bez politycznych koneksji, a kompetentny. Przychodzący zreformować instytucję, a nie niszczyć jej dorobek, którego jest sam ważną częścią. Myślę o Łukaszu Kamińskim desygnowanym przez Radę IPN na jego prezesa.

Można odnieść wrażenie, że scenariusz miał być inny. PO wywierała w ostatnich latach naciski na IPN i chciała widzieć na jego czele kogoś bliższego swoim interesom. Była przekonana, że częściowo korporacyjny model wyborów – przez środowiska akademickie – kogoś takiego wyłoni.

Ale też trzeba uczciwie przyznać, że Sejm, wybierając ostatecznie głosami koalicji członków Rady IPN, nie kierował się żadną mechaniczną zasadą. Czy to na skutek czyjegoś zamysłu, czy błogosławionego chaosu nie wprowadzono tam wyłącznie swoich. Ani stawiano tylko na ludzi, którzy wyżywali się w atakach na poprzedniego szefa IPN.

A Janusz Kurtyka miał dwie zalety: był niezależny i był rzecznikiem uczciwego rozliczenia czasów PRL. Stawianie na czele IPN kogoś, kto tej ostatniej cnoty by nie posiadał, przypominałoby czynienie abstynenta ekspertem od win.

Pod Kamińskim nie będzie personalnej czystki i gwałtownego skręcania w inne strony. Mechanizm wahadła nie zadziałał. Czy platformerski parlament uszanuje ten wybór? Chwaląc Kamińskiego, boję się, żeby ktoś w Platformie nie powiedział: nie tak miało być. Ale możliwe, że tak się nie stanie. Partii rządzącej trudno byłoby powiedzieć, że system przedstawiany jako lek na zło się nie sprawdził. Bo wybrano nie tego, co trzeba.

Przestrzegam PO przed filozofią: skoro przeszła osoba nie całkiem nasza, będziemy ją zwalczać, a w każdym razie utrudniać jej życie. Co parlament i rząd mogą zrobić na wiele sposobów. Z drugiej strony przestrzegam i PiS przed wytwarzaniem wrażenia, że stało się coś złego. Dla opozycji wizja rządzących zawłaszczających cały kraj jest wizją atrakcyjną. Ale ten przypadek od tej wizji odstaje.

Wreszcie samemu prezesowi życzę odwagi. Historia powinna być w Polsce przedmiotem jak najszerszego konsensusu. Ale wciąż z uwzględnieniem mojej uwagi: abstynent win badać nie powinien.

Kurtyka był w 2005 roku kandydatem PO – PiS. Kto potem ten kompromis złamał, rzecz warta debaty. Ale może taki cud jest do powtórzenia?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kontrrewolucji w IPN nie będzie?

18 mar 2011

Jak na klimat ustawicznych politycznych odwetów wybrano nie najgorszą Radę Instytutu Pamięci Narodowej.

Można się było obawiać, że dążąca do odwracania wszystkiego, co kojarzy się z PiS, PO postawi na likwidatorów dorobku IPN. Tymczasem większość tych ludzi tak się nie prezentuje.

Tacy historycy, jak Andrzej Paczkowski, Antoni Dudek, Tadeusz Wolsza czy Andrzej Chojnowski byli zwolennikami lustracji (nawet własnego środowiska) i bronili, przynajmniej w ogólnych zarysach, IPN Janusza Kurtyki. Można się po nich spodziewać korekt, ale nie rewolucji (lub raczej kontrrewolucji). Najbardziej radykalny „kontrrewolucjonista” to Andrzej Friszke. Miejmy nadzieję, że nie będzie żądał czystek wśród obecnej kadry instytutu, która – niezależnie od błędów – kojarzy mi się z bezkompromisowością i patriotyzmem, a to cnota dobra również dla historyka.

Gdy mowa o korektach, trzeba pytać o ich granice. Na przykład profesor Paczkowski, świetny badacz PRL i zacny człowiek, wziął ostatnio udział, prawda że powściągliwie, w atakach na książkę Romana Graczyka „Cena przetrwania”. Można było odnieść wrażenie, że robi to po to, aby nie sprawiać przykrości redakcji „Tygodnika Powszechnego”. Wiele więc zależy od społecznej atmosfery. Generalnie, im bardziej historycy IPN będą się czuli niezależni od uwarunkowań i presji, tym odważniejsze książki będą pisać. „Gazeta Wyborcza” już ogłasza: „Kurtyki-bis nie będzie”. Czytaj: prezes będzie nasz, uzależniony od naszych fobii i czczący nasze kapliczki.

Czy tak się stanie? Nowa rada weźmie udział w wyłanianiu prezesa i będzie go kontrolować. Kurtyka był produktem niepowtarzalnego momentu, gdy PO i PiS chodziło w dziedzinie badań najnowszej historii mniej więcej o to samo. Dziś tę atmosferę zastąpił klimat instrumentalizacji historii w politycznej walce. Przez wszystkie partie, ale instrumentalizacja przez wpływowy, broniący swoich interesów i spokoju establishment jest zawsze najgroźniejsza. Zobaczymy, w jakiej mierze PO temu establishmentowi ulegnie. I jak bardzo rada będzie tu pomocna, a w jakiej mierze pomocy odmówi. To będzie ciekawy test.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Przewodnik po świecie zaginionym

2 gru 2010

Spokojny ton podręcznika do historii wydanego przez IPN to maksymalny kompromis, jaki można dziś zawrzeć z rzecznikami rehabilitacji tradycji PRL

Nigdy dosyć kolejnych prób opisania historii Polski, a w szczególności nigdy dosyć coraz lepszych podręczników. „Od niepodległości do niepodległości” firmowany przez IPN jest podręcznikiem według najlepszych wzorców zachodnich, w szczególności amerykańskich.

Dużo ilustracji i korowód rameczek – a to z sylwetkami co ważniejszych postaci, a to z fragmentami źródeł, od dokumentów po literackie teksty. A to wreszcie z rozszyfrowaniem obiegowych kiedyś haseł wytrychów. Dostawy obowiązkowe i aparatczycy, afera mięsna i komercyjne sklepy, nieznani sprawcy i półkowniki (filmy blokowane przez PRL-owską cenzurę). Dla nas podróż do przeszłości. Dla młodych przewodnik po świecie zaginionym.

Piłsudski – po aptekarsku

Wszystko to mogłoby być jeszcze bardziej kolorowe – i jeśli chodzi o barwy ilustracji, i urodę języka. Ale nigdy jeszcze historia Polski między rokiem 1918 i 1989 nie została przedstawiona tak przystępnie młodzieży jak przez czwórkę historyków opatrzonych niemiłą dla niektórych etykietką „IPN-owscy”. Zgodnie z marzeniem charyzmatycznego szefa tej instytucji Janusza Kurtyki, który nie dożył realizacji swojego pomysłu. A to może jedna z jego większych życiowych zasług.

Przeczytaj całą recenzję


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop