Debata PO-PiS się jednak odbyła. W TVP2. Tyle że na nieszczęście Platformy miejsce zręcznego, bystrego Donalda Tuska zajął walczący ze szczękościskiem, gubiący się w mowach oskarżycielskich dziennikarz Tomasz Lis. Który chciał wyprowadzić z równowagi Jarosława Kaczyńskiego. A wyprowadził siebie.
Dyskusja o programie PiS trwała pierwsze kilka minut. Lis zdążył spytać o deficyt i wziął się do nieprawdziwych tez. Że przed czterema laty Tusk przedstawił przed wyborami skład rządu, a Kaczyński nie chce – w rzeczywistości wszystko, łącznie z osobą ministra finansów, zostało w 2007 roku ujawnione po wyborach. Albo że szanujący się lider mówi, z kim zawrze koalicję – nikt na ogół nie mówi. Nie ma to jak wymyślone standardy, nawet teraz Tusk zapowiada zmiany ministrów i nie wiemy, o kogo chodzi.
Tomasz Lis przegrywał nawet tam, gdzie Kaczyński nie miał mocnych kart. Flirt części PiS z kibolami jest dwuznaczny. Ale nazywanie człowieka nieskazanego wyrokiem sądu „bandziorem” to naruszenie reguł, których wiele razy bronili tacy dziennikarze jak Lis. Niewątpliwie też prezes PiS niepotrzebnie wdał się w swojej książce w niejasne aluzje na temat Angeli Merkel. Ale zręcznie tę kwestię objaśnił, a niegrzeczny ton wściekłego Lisa pozwolił mu wystąpić w roli ofiary.
Nieprzygotowany Lis, próbując złapać Kaczyńskiego na nieznajomości kandydatek z list PiS, sam się pomylił – Ilona Klejnowska naprawdę kandyduje w Płocku. Ale najgorsze, że fundując prezesowi PiS tor przeszkód, nie poruszył prawie żadnego tematu ważnego dla Polski, dla nas.
Było o pistolecie sprzed 20 lat, ojcu Rydzyku i zasadach savoir vivre’u.
Kaczyński, wyluzowany, a pod koniec lekko poirytowany, nie musiał w efekcie zdawać egzaminu. A zjedzony przez nerwy polityk Tomasz Lis oblał z kretesem. Ale zadajmy sobie pytanie: Czy w ramach cywilizowanych standardów, o które tak się troszczył gospodarz tego programu, byłoby gdzie indziej możliwe demonstrowanie przez dziennikarza publicznej telewizji tak ostentacyjnej niechęci do lidera opozycji?
Lis sam przypomniał o dwóch krajach, gdzie standardy są inne: Rosji i Białorusi. No właśnie.








Czytając Pański wpis miałem wątpliwości czy mówimy o tym samym. Niech Pan nie miesza tu Białorusi itp. bo p.prezes dotychczas unikał debat, „debatował” sam ze sobą albo osobami bliskimi. Redaktor Lis nie jest chłopcem do bicia i „olania”, a jego dociekliwość
miała pewnie służyć przypomnieniu prawdziwej twarzy Jarosława Kaczyńskiego.
Liczne plusy dla obrzucających błotem red. Lisa świadczą tylko o złej woli ich twórców i braku chłodnego spojrzenia na treści. Przeczytałem treści rozmowy już potem i na spokojnie nie widzę tam”rozjechania”, „zmiażdżenia” itd kogokolwiek.
P.Kaczyński tradycyjnie unikał odpowiedzi i pozostaje wiarygodny dla „wyznawców”, ale kto zna i pamięta tego pana wcześniej, wie dobrze czego się po nim spodziewać. Pan pewnie też, ale pisze Pan treści jak dyktuje serce, a nie rozum. Tylu ludzi prawicy zmarginalizowanych przez jednego właściciela który „kupuje” biedę aby nią obdzielić wszystkich innych. Człowiek żyjący z naszych pieniędzy, tak szczodrze sypanych warstwie pasożytniczej- politycznej, nigdy niczego nie zbuduje, a co najwyżej roz….
Zdrowia dla blogowiczów i solidnego zastanowienia nad gloryfikowaniem namiastki męża stanu, jakiego chcą widzieć w małym, dosłownie i w przenosni, człowieku.
Nie tak robi sie wywiady w” demokratycznych panstwach” (nawiazuje tu do wypowiedzi pana Lisa).
Dużo agresji było u Panna Lisa, wściekł się sam, a chciał zdenerwować swojego rozmówcę. Kto pod kim dołki kopie… itd.
Czekam na udzielenie T. Lisowi nagany przez TVP. Tak jak miało to miejsce po wywiadzie Gembarowskiego z Krzaklewskim.
Lis jak to lis, chytry, przebiegły i łasy na kury, a tutaj w kurniku zamiast kury, sprytna kuna.
Artykuł bardzo dokładny. Tak go odebrałem z TV.
Lis dojrzał już do zajęcia fotela posła Sejmu IIIRP, razem z Kaliszem stanowili by zgrany tandem.
Lis skompromitował i uczynił niewiarygodnym TV.
Dopiero dzisiaj miałem okazję obejrzeć rozmowę Lisa z Jarosławem Kaczyńskim. Cóż, nie przystoi kandydatowi na premiera rządu wdawanie się w pyskówki z dziennikarzem… Co ocenili kilka dni później wyborcy.
Jeszcze jedno, wypadł gorzej niż Gembarowski robiący „wywiad” z Krzaklewskim. Tamten gość jest już skończony, nie ma go. Ciekawe czy Lis będzie umiał odejść z – chciałem napisać z honorem, ale go o niego nie posądzam – po prostu odejść.
Jak odejść z roboty z pensją 90 tyś. na miesiąc, czyś Pan na rozum padł:) Za taką kasę to Lis gotowy nadal być chłopcem na posyłki do końca życia. Po wygranej PIS poleci ze stołka. I kto go zatrudni jak wczoraj niedoszłemu prezydentowi gwiazda zbladła. Pozdrawiam:)
Aż… radość brała patrzeć.jak Lisowi opadała szczęka!
No tak, lud pisowski niczego tak nie potrzebuje jak dokopania salonowcom. Nie ważne, że ten akurat kiepski Lis w tych wyborach w ogóle nie stratuje i że to prezesuńcio powinien przecie powiedzieć wyborcom prawdę o tym, o co mu naprawdę chodzi i co zamierza. Ale w końcu nic tak nie porusza masami jak rządza zemsty, a igrzyska i trochę świeżej krwi potrafią całkiem dobrze zastąpić chleb. I to przesuńcio będzie potrafił zapewnić na 100%. Jak zawsze.
Ciekawe kiedy miał coś powiedzieć wyborcom o co mu chodzi, skoro był pytany wyłącznie o bzdety sprzed 20 lat ??? Albo odpytywany z pamięciowego opanowania kilkuset osobowych list wyborczych
.Żądza (a nie rządza) zemsty wyłaziła z wszystkich otworów z Lisa a nie „prezesuńcia”.