Kto widział polski film „Miś” (a kto nie widział?), ten wie, jak ważna jest TRADYCJA.
W regionie Bordelais dbają o tradycję. Istniejąca tam Commanderie du Bongtemps de Medoc et Graves Sauternes et Barsac organizuje co roku zawody, w których uczestniczą studenci prestiżowych uczelni francuskich i brytyjskich. Współzawodnictwo polega na rozpoznawaniu win.
W tym roku wielki finał miał miejsce w piwnicach Chateau de Lafite-Rothschild. Dla winiarstwa to mniej więcej takie miejsce jak dla kosmonautyki Cape Canaveral. W finale starli się studenci dwóch uniwersytetów angielskich – Oxford i Cambridge – oraz dwóch francuskich – Ecole Normale Superieure i Ecole Libre des Sciences Politiques. Publiczność stanowili pokonani, którzy nie dotarli do finału. Jako nagrodę pocieszenia otrzymali dwudniowy staż w piwnicach słynnych chateaux w regionie Bordelais.
Zawodnicy odpowiadali na pytania teoretyczne i rozwiązywali zadania praktyczne, na przykład, rozpoznawali czy wino jest stare, czy młode, z jakiego regionu, itp. Walka była zacięta. Zwyciężyła ekipa z Ecole Normale Superieure.
Za rok zwycięży inna ekipa. Nie w tym rzecz, ale w tym, że za rok konkurs znowu się odbędzie, Młoda Francja i Młoda Anglia – czyli ludzie, którzy będą stanowili elity swoich narodów – znowu zetkną się z kulturą wina w najlepszym wydaniu, w ogóle z kulturą w najlepszym wydaniu. Z TRADYCJĄ w najlepszym wydaniu. „Takie będą Rzyczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” – uważał Jan Zamoyski.









Czy mamy w Polsce prestiżowe uczelnie? Takie których studenci wywodzą sie z elit? Czy mamy w ogóle elity? Takie, których młode pokolenie jest wyedukowane tak wszechstronnie, że zna sie na winie? odpowiedź na powyższe pytania brzmi: cztery razy nie; dlaczego tak jest? to juz temat na osobny felieton
Wszyscy wiedza jak ma byc a bedzie dalej tak jak jest….
To rusz Pan panie redaktorze szanownej gazety cztery litery i zorganizuj Pan cos podobnego zamiast tylko klepac ustami jak to gdzie indziej jest i narzekac jak zle jest w Polsce.
The floor is yours……
Do autora, jestes snobem i pajacem zachwycajacym sie wszystkim co obce.
No cóż… Tam jest tak, gdzie indziej inaczej. W krajach słowiańskich i w Skandynawii wytwarza się i pije inne trunki. I nie podskoczą nam inne nacje ze swoimi bimbrowatymi wyrobami w rodzaju włoskiej grappy czy ohydnymi wódkami niemieckimi. Nasze były, są i będą najlepsze! Oceniam to już ładnych kilkadziesiąt lat.
My mamy łojowatą kiełbasę. I nie mamy się czego wstydzić, he he.
Przykłady, np. francuskie, dowodzą, że nawet kiełbasę „robić to trzeba umić”.
Umić zrobić, wypromować, sprzedać. Ponieważ jej nie umiemy zrobić, to nie musimy jej promować i sprzedawać. Umiemy za to zbierać szparagi, ale w Niemczech.
Alkohol jest niekompatybilny ze współczesną cywilizacją. Wypicie nawet kieliszka alkoholu jest jak czasowe samookaleczenie. Nie można wsiąść do samochodu ani na rower. A czasami trzeba to zrobić, by na przykład uratować choremu dziecku życie.
Spożycie wina w takich krajach jak Francja czy Włochy ciągle spada. Trzeba szukać frajerów którym można będzie wcisnąć zalegający towar. Kto panu płaci, panie redaktorze?
Sz. P. „sjan”
Jeżeli wsiądzie Pan do samochodu, pozostając pod wpływem alkohlou, ale po to by uratować dziecku życie – czyli dobro chronione prawem, to możliwe jest wyłączenie odpowiedzialności karnej z art. 26 Kodeksu Karnego.
Jestem przekonany, że takie działanie mogłoby zostać zaliczone jako tzw. stan wyższej konieczności. Ewentualnie jeszcze art. 29 KK wchodziłby w rachube dla ekspiacji.
Nie popadajmy w przesadę. Jeżeli ktoś pod wpływem alkoholu ratuje (przyczynia się do ratowania) za pomocą samochodu czyjeś życie, to tylko kompletny jełop zaklasyfikował by taki czyn jako przestępny.
Zacznijmy od tego, ze Polska to kraj plebejski. Poza tym konkurs z degustacja win, to bardziej zabawa dla bogatszych studentow Cambridge czy Oxfordu. Nie sadze, aby ktos z nizin spolecznych, kto przebil sie do tych prestizowych uczelni, znal sie juz w okresie studiow na degustacji wina. A co do polskich elit, to aby sie w pelni odrodzily musi nastpiac pewien przelom systemowy. Poza tym zeby zaistniala tego typu „tradycja” przedstawiona przez Pana redaktora, to potrzeba tez czasu. No chyba, ze wystarczaja nam w zupelnosci te rzekome elity, ktore mamy i ktore maja w nosie wszystko i wszystkich, oprocz wlasnych interesow klanowych. Ale w takim wypadku nie mozemy mowic o uksztaltowaniu sie elit stricte polskich.
ELITY ZOSTALY WYRZNIETE W LATACH 40 I 50. ICH POTOMKOWIE NIE ISNIEJA. PROSZE NIE WMAWIAC NAM ZE TA CHOLOTA RZDZACA POLSKA I KSZTALTUJACA OPINIE PUBLICZNA MA COKOLWIEK WSPOLNEGO Z TYM OKRESLENIEM. MAM NADZIEJE ZE MOJ PODPISANY IMIENIEM I NAZWISKIEM MAIL NIE SPOWODUJE GWALTOWNEJ REAKCJI MODERATORA. ALE CO NA SERCU TO NA JEZYKU. MAM NADZIJE ZE MOJ KOMENTARZ NIE JEST DLA NIKOGO OBRAZLIWY LECZ OKRESLA GDZIE JESTESMY. /NA KOMINIE CZY JESZCZE NAM POZOSTALO COS DO ZMAOLOWANIA/
Dzisiaj usłyszłem wywiad w TVN-24 naszego byłego prezydenta WAŁĘSY który powiedział o naszym obecnym prezydencie KACZYŃSKIM :W okresie solidarności on był takim WYNIEŚ PRZYNIEŚ POZAMIATAJ.
TO JEST JĘZYK NOWJ ELYTY.Brakuje słów na określenie tego PROSTACTWA
My tez mamy różne tradycje. A że nie mamy winiarskich to nie szkodzi. Nie można mieć wszystkiego.
Drogi Zbyszku. Nasz TW „Bolek” to nie żadna elita tylko….. „półpiśmienny farmazon” (Łysiak). Więc nie ma co się denerwować słuchając bełkotu tego gościa. Jeszcze się nie przyzwyczaiłeś? Prawie 30 lat raczy nas swoim „nie chcem ale muszem”……………… Elity wymordowano – planowo i z premedydacją w Katyniu, Palmirach,w powstaniu warszawskim i w katowniach UB. Wybito ludzi, którzy w sposób naturalny przekazywać powinni następnym pokoleniom wartości moralne i intelektualne. Zlikwidowano ich fizycznie. Nie ma ich. Nie mieli dzieci, wnuków. Pustka. To puste miejsce wypełniła HOŁOTA z awansu społecznego…… 45 lat doboru negatywnego zrobiło swoje. 20 lat michnikowszczyzny także. Nie mamy elit. Mamy Tuska, Leppera, Wałęse i takich podobnych. I taką mamy Polskę jakie jej „elyty”…………..
Można łyżeczkę dziegciu? Bo mam wrażenie, że winiarska wiedza normaliens nie wykracza poza Łabę…
Z własnych doświadczeń (Binet Oenologie na Ecole Polytechnique za czasów gen. Novacqa, Polaka z pochodzenia i znawcy okowity) pamietam, że tak te rzeczy wyglądały… na hasło vin hongrois miny rzedły a poważni spece wykłócali się, że hydromiel (znaczy miód pitny) nie da się odfermentować wyzej 13% alkoholu…. 8^)
Może les polytechniciens sont fous…. 8^)… ale wiedzę nt. wina to Francuz wynosi z domu, nie ze szkoły. A ta ogranicza się do najblizszego podwórka mimo, że Napa Valley i Chile, zwłaszcza w winach lekkich często są lepsze od produktów z Francji. Zbyt wiele rzeczy we Francji wymyśla się pod głupich snobów, żeby szlag nie trafiał pomału właśnie TRADYCJI… marketing jej nie lubi. U nas zresztą też – bo gdzie dziś Apisowy jarzębiak Onufry, śliwowy z lekka Stolnik, Podczaszy z wisienką, maliniak Miecznik, porzeczniaczek Senatorski…. eheu!
Kolezanka z centrali mojej firmy zwykła powtarzać o dobroci vins de pays d’Oc nalewanych do kanisterka…. dodam: w takich okolicach, gdzie Franchimand gadający „pointu” nie jest mile widziany…
Szlachty w III RP jeszcze ciut zostało, nie pchają sie na salony…. no, bo co to za przyjemność pić z ministrem, marszałkiem, premierem….. Lepperem…… 8^)
Z tymi elitami na Zachodzie tez bym nie przesadzał… exemplum jeden omc /in spe noblista chemik, który woli ostrygi z Blue Point od tych z Charente Maritime bo…. te pierwsze SĄ WIEKSZE!
Jeden lubi kobiety jak Audrey Hepburn a drugi Dodę, jeden Malvasia di Sicilia a inny piwo. I po to, zeby tak własnie było wolno ścierpielismy „grubą kreskę”…. i cierpimy jej rocznicowe oględzanie….. 8^)
Tutaj wieckich marki pozytywne my lenie .jest postrzegany w swoim najlepszym wydaniu.