Posts Tagged „Krzyż”<

„Krzyż”, czyli III RP w zbliżeniu

24 mar 2011

Ewa Stankiewicz stoi przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie przez kilka miesięcy i filmuje. Rozmawia z ludźmi. Wbrew swej woli staje się obiektem niechęci i agresji wreszcie – publicysta „Rzeczpospolitej” opisuje film „Krzyż”

Ewa Stankiewicz zrobiła kolejny wstrząsający film. Film, który analizuje III RP, ale także stan naszej cywilizacji głębiej niż uczone traktaty. Przede wszystkim zaś nie tyle mówi, ile pokazuje go w zbliżeniu. W przerażającym powiększeniu. „Krzyż” odsłania zjawisko, które nazwać można rodzeniem się pogardy jako siły społecznej.

Niedawno przez polskie ekrany przeszedł nagradzany i fetowany w Europie na wszelkie sposoby film – skądinąd świetnego reżysera – Michaela Hanekego „Biała wstążka”. Miał on ukazywać genezę nazizmu. W rzeczywistości gruntownie i, co gorsza, w sugestywnej formie, fałszował historię, uznając niemieckie demony za płód patriarchalnego, rygorystycznego protestantyzmu – czytaj: etyki chrześcijańskiej czy religijnej po prostu.

„Wiek XX”, równie doskonały film Bernarda Bertolucciego sprzed 40 lat, pokazywał powstawanie faszyzmu według marksistowskiej wykładni równie fałszywie, jak wizje Hanekego tworzone na podstawie współczesnej, liberalnej receptury.

„Krzyż” Stankiewicz łapie podobne do analizowanego w tamtych filmach zjawisko na gorącym uczynku i dokumentuje. Nie chcę używać określenia „faszyzm” czy „nazizm” nie tylko z powodu ich wyświechtania. Nigdy nie obcujemy z dosłowną powtarzalnością historycznych zjawisk. Zwykle nie jesteśmy jednak w stanie wyplątać się z naszych doświadczeń i walczymy z nieistniejącymi zagrożeniami przeszłości, choć analogiczne do nich, w nowej formie, sytuują się już zupełnie gdzie indziej.

Przeczytaj cały artykuł na rp.pl/opinie
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Sprawcy nieznani

2 paź 2010

Jak się zachowuje kryminalista, recydywista, przeciw któremu toczy się poważne śledztwo mogące zakończyć się wieloletnim wyrokiem? Osobnik taki chowa się do mysiej dziury i usiłuje nikomu nie podpaść. Jak się zachowuje recydywista, sutener, organizator szantażu przeciw senatorowi, Krzysztofowi Piesiewiczowi, w sprawie którego toczy się śledztwo? Ostentacyjnie organizuje bojówki przeciwko obrońcom krzyża na Krakowskim Przedmieściu i z lubością daje się obfotografowywać wygłaszając filipiki przeciwko „kaczorom”.

Przypomniałem to sobie czytając informację o umorzeniu śledztwa w sprawie znieważenia uczuć religijnych poprzez eksponowanie krzyża z puszek po piwie Lech. Oficjalnym powodem było „niewykrycie sprawców”. Biorąc pod uwagę, że ich dane ujawnione są w Internecie, a oni sami nie ukrywali się nigdy, kłopoty prokuratury wydają się ujmujące.

Nie piszę o tym powodowany pasją zamknięcia autorów tej chamskiej prowokacji. Mam dwuznaczny stosunek do sądowego ścigania nawet takich obrzydliwości, tak jak i do penalizowania wszelkiego typu ekscesów słowno-performerskich. I tak „prawo” za bardzo reguluje dziś stosunki społeczne. W takich sprawach powinno wystarczyć moralno-obyczajowe potępienie sprawców. Jeśli jednak zanikają obyczajowe standardy to może… Ale to temat na inny tekst.

W Polsce obowiązuje zakaz znieważania uczuć religijnych. Trudno wyobrazić sobie bardziej jednoznaczną tego manifestację jak ów piwny „krzyż”. Ale „niezależna” prokuratura nie może znaleźć sprawców… Dzieje się to w kraju, gdzie autor nieprawomyślnej acz niezwykle skrupulatnie opartej o fakty i dokumenty biografii Lecha Wałęsy, ścigany jest za nią kolejnym procesem i gdzie za negatywną opinię na temat Adama Michnika można zostać skazanym prawomocnymi wyrokami niezależnych sądów.

Sprawa sutenera „Niemca” jest o tyle interesująca, że zorganizowana przez niego prowokacja, a potem szantaż przeciwko Piesiewiczowi, była najgłośniejszą w Polsce sprawą kryminalną ostatniego roku. Koledzy senatorzy nie zgodzili się na uchylenie mu immunitetu, tak, że sprawa jego narkotycznych uwikłań nie mogła zostać rozstrzygnięta. Dominujące w Polsce media i ośrodki opiniotwórcze grzmiały, że senator PO został poszkodowany (czego akurat nikt nie kwestionował, ale co nie ma związku z ewentualnym naruszeniem przez niego prawa) i dlatego należy zająć się sprawcami działań przestępczych, a nie ich ofiarą. Wskazywano — słusznie — że jeśli tego typu sprawę zorganizować można przeciwko tak znanej i prominentnej osobie, to coś niepokojącego dzieje się w kraju. Minął prawie rok i… jej organizator nie tylko chodzi po wolności, ale mobilizuje „młodych i wykształconych” do „radosnych festynów i happeningów” przeciw krzyżowi na Krakowskim Przedmieściu. A o sprawie Piesiewicza nie wiadomo nic. Czyżby nie sposób wykryć jej sprawców? Piesiewicz stwierdził, że jego szantażysta związany był z WSI. Nie mówi tego oszołom z PiS, ale autorytet moralny z PO. Chyba wie co mówi. Jeśli jednak zaczęlibyśmy wiązać wszystkie te sprawy, to ani chybi wyszłaby nam spiskowa teoria.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Operacja krzyż

13 wrz 2010

Kto wywołał wojnę o krzyż przed Pałacem Prezydenckim? Modlące się tam nieliczne grupki czy wypowiedzi i działania prezydenta? To jego niefortunny wywiad dla „Gazety Wyborczej” z 10 lipca tego roku sprowokował konflikt. Bronisław Komorowski zapowiedział usunięcie krzyża, który „jako symbol religijny” powinien znajdować się wyłącznie w kościele.

Takie stwierdzenie może dziwić w ustach osoby deklarującej przywiązanie do tradycji, która powinna zdawać sobie sprawę, że ogromna większość naszych symboli, zwłaszcza odwołujących się do śmierci, ma rodowód religijny. Natomiast każdy obserwator polskiego życia politycznego wiedział, że wypowiedź taka musi na nowo rozgrzać emocje i przeciwstawić sobie strony kulturowo-politycznego sporu.

Do tego momentu krzyż ustawiony tam przez harcerzy budził coraz słabsze namiętności i właściwie był coraz mniej dostrzegany przez przechodniów. Nieduża grupka wytrwałych składała przy nim kwiaty i zapalała znicze, ale nie był to szczególnie znaczący element pejzażu ulicy. Nie toczyły się żadne poważniejsze debaty na jego temat. Eksplozję spowodowała wypowiedź prezydenta. I wszystko sugeruje, że taki miał być jej cel.

Wojnę podgrzała kolejna próba „załagodzenia” sporu, czyli wmurowanie – bez uzgodnienia z kimkolwiek – małej tablicy, która upamiętniała nie tyle ofiary katastrofy, co żałobę, a miała być jakoby rekompensatą za usunięcie krzyża. Trudno było odebrać ten akt inaczej niż jako prowokację. Oburzenie wyrażała większość zainteresowanych, w tym osoby tak odległe od PiS, jak wdowiec po Jolancie Szymanek-Deresz.

Czy można posunięcia te uznać wyłącznie za przejaw arogancji i nieudolności nowego prezydenta? Czy nie należałoby raczej zanalizować je jako świadomą marketingowo operację polityczną? Zwłaszcza że mieści się ona precyzyjnie w strategii politycznej realizowanej przez PO już od blisko pięciu lat.

Przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Zabijanie Narutowicza

30 sie 2010

Profesor Tomasz Nałęcz oświadczył, że ludzie broniący krzyża przed Pałacem Prezydenckim tworzą atmosferę, którą on pamięta z czasów nagonki na prezydenta Narutowicza zakończonej jego zabójstwem. Zdarzyło się to w 1922 roku, a więc moje zainteresowanie pamięcią profesora było zrozumiałe. Okazało się, że chodzi o pamięć historyczną.

Wydawałoby się, że nie ma nic bardziej odległego od morderczej nagonki niż ludzie, którzy chcą upamiętnienia ofiar smoleńskiej katastrofy, a główną metodą ich walki jest modlitwa, ale okazuje się, że skojarzenia profesora nie tylko nie dziwią, lecz są wręcz obowiązujące w naszych środowiskach opiniotwórczych. A więc nie osobnicy, którzy przez wiele nocy organizowali seanse nienawiści wobec obrońców krzyża, dopuszczając się wobec nich wszelkich form słownej i symbolicznej, a niekiedy i fizycznej agresji, kojarzą się źle, ale ich ofiary.

Inna sprawa, że trzeba się było osobiście znaleźć na Krakowskim Przedmieściu, aby wiedzieć, co się działo naprawdę, bo dziwnym trafem telewizjom komercyjnym przydarzało się wyłapywać wyłącznie nieliczne akty agresji ze strony prowokowanych obrońców. No, ale skoro wrażliwej reżyser filmowej nie przeszkadza wymachiwanie pod nosem modlących się ludzi ukrzyżowanym misiem czy układanie krzyża z puszek po „zimnym lechu”, to jakich standardów mamy oczekiwać? A Narutowicz…

Pierwszy w III RP wskrzesił Narutowicza, aby poświęcić go na ołtarzu sprawy, oczywiście Adam Michnik. Inkarnacją Narutowicza miał być Aleksander Kwaśniewski, a nielubiąca go Liga Republikańska okazywała się być straszną endecją. Od połowy lat 90. ubiegłego stulecia skojarzenie to stało się dyżurne. Prawica miała ścigać po polskich ulicach kolejne wcielenia zamordowanego prezydenta.

Jakby w Polsce nic się nie stało od 1922 roku. Jakby jeszcze w 1989 roku nie zostało zamordowanych trzech księży, i to z pewnością nie przez polską prawicę. Jakby nie było w Polsce tysięcy komunistycznych ofiar. Tamto to przeszłość, którą nie warto się zajmować. Co innego Narutowicz.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop