Posts Tagged „Jan Tomasz Gross”<

O odpowiedzialności zbiorowej cd.

28 mar 2011

Celebryci III RP po kolejnej książce Grossa wzywają do zbiorowej pokuty. Gdzie indziej ogłaszają, że nie ma nic takiego jak odpowiedzialność zbiorowa.

Czy można wyobrazić sobie bardziej jaskrawy przykład odpowiedzialności zbiorowej niż poczucie winy za zbrodnie popełnione przez niektórych przedstawicieli narodu ponad pół wieku temu?

Z uchwały sejmowej oddającej hołd Polakom ratującym Żydów wycięte zostały – głosami SLD i przytłaczającej większości PO – fragmenty wyrażające wdzięczność Kościołowi (zwłaszcza zakonom żeńskim), organizacji Żegota powołanej w celu obrony Żydów, a także rządowi emigracyjnemu, który wzywał aliantów do przeciwdziałania niemieckiemu ludobójstwu. Większość sejmowa odrzuciła także wezwanie do budowy pomnika ludzi ratujących Żydów.

Wnioskodawcy chcieli w ten sposób przeciwstawić się czarnej propagandzie czyniącej Polaków, w tym Kościół polski, wspólnikiem albo co najmniej biernym widzem Holokaustu.

Postkomuniści kontynuują tradycję poprzedników dezawuujących polską tradycję, a zwłaszcza Kościół. Co jednak przyświeca rządzącej dziś partii?

Komentatorzy głównego nurtu oburzają się, że projekt sejmowej uchwały miał „polityczny” charakter. To tak jakby protestować przeciw sportowemu charakterowi mistrzostw koszykówki. Sejm jest najważniejszą instytucją polityczną, a jego uchwały mają znaczenie polityczne. Wskazanie, że polskie państwo na emigracji i w podziemiu podczas okupacji naszego kraju przez Niemców broniło Żydów, ma przeciwdziałać kampanii insynuacji wymierzonej w Polskę, która rujnuje nasz wizerunek, a więc ma jednoznaczne politycznie konsekwencje.

Czytam w komentarzu „Wyborczej”, że chłopów ukrywających Żydów wydał polski granatowy policjant, co ma dowodzić winy Polaków. Granatowy policjant nie był reprezentantem państwa polskiego, a występowanie kanalii i zdrajców również wśród Polaków nie stanowi rewelacji. Generalnie tacy rządzili w PRL i to wobec nich opiniotwórcze środowiska III RP, a zwłaszcza „Wyborcza”, nie chcą stosować odpowiedzialności zbiorowej.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Pokłosie Grossa

12 mar 2011

France Culture, prestiżowa radiostacja francuska. Ma udział w formowaniu opinii elit tego kraju. 26 lutego br., sobotnia – jedna z bardziej uznanych – audycja tego radia prowadzona przez filozofa, Alaina Finkielkrauta, tym razem poświęcona jest francuskiemu wydaniu książki Anny Bikont „My, z Jedwabnego”. Goście Finkielkrauta: historyk Jean-Charles Szurek i autorka Anna Bikont. Z ich udziałem słuchamy audycji przerażającej poprzez swoją jednostronność, która nadaje jej antypolski charakter.

Finkielkraut opierając się na książce Bikont tudzież opiniach swoich interlokutorów z Polski twierdzi, że dopiero teraz dowiadujemy się prawdy o polskim, morderczym antysemityzmie wojennym i powojennym, a za Jedwabnym odkrywamy kolejne jedwabne których było: 20?, 30?, może więcej. Bikont potwierdza.

Jakkolwiek jednostronność Francuzów wywołuje sprzeciw, w jakimś sensie można ją zrozumieć. Takie uzyskują informacje, a więc wyciągają z nich wnioski. Mniej usprawiedliwiony jest Szurek, który jest historykiem, a więc powinien cechować się krytycyzmem wobec jednostronnych źródeł. To, co uderza jednak najbardziej to postawa Bikont, która zna polskie debaty i wie o okolicznościach spraw, które są poruszane. Wie, ale nic na ten temat nie mówi.

Słyszymy więc o pogromie w Kielcach i ani słowa o komunistycznej prowokacji, która za nim stała. Informowani jesteśmy o eksplozji polskiego antysemityzmu w 1968 roku i francuski słuchacz wnosi, że było to spontaniczne działanie Polaków. Na temat faktu, iż akcja ta od początku do końca przeprowadzona została przez władze PRL-u, nic się nie dowie. Bikont twierdzi, że mordowanie Żydów nie kompromitowało w oczach AK i słuchacze nie mają powodu jej nie wierzyć, tak jak wierzą jej rozmówcy. O tym, że Polska była jedynym krajem pod okupacją, gdzie państwo podziemne karało śmiercią za wydawanie Żydów, Bikont się nie zająknie. Tak jak i o skali pomocy Żydom i cenie, którą płacili za to również zwykli Polacy. Szurek mówi o współczesnych ośrodkach antysemickich w Polsce, z których jeden tworzą „bracia Kaczyńscy”. Bikont milczy.

Najbardziej szokuje jednak sam początek audycji. Szurek stwierdza, że „młodzi historycy polscy” dowiedli, iż Polacy zamordowali w czasie wojny 200 tysięcy Żydów. Pamiętamy, że taka była liczba podana na początku przez Jana Grossa, który pod wpływem krytyki zredukował ją o 150 tysięcy. Już ten fakt powinien go definitywnie zdyskredytować jako historyka. Tymczasem jest on nadal fetowany na salonach III RP jako odważny i ważny uczestnik debaty o najnowszych dziejach naszego kraju. Ale nie Gross jest ważny.

Okazuje się, że jego pierwotne „ustalenia” zaczynają już obowiązywać na świecie. Trudno dziwić się Finkielkrautowi, że z tego faktu wyciąga niewesołe dla Polski wnioski. Bikont wie, że dane przytaczane przez Szurka są nieprawdziwe, nawet ich autor zredukował je do 25 procent. Słucha i nie mówi nic. Jest więc odpowiedzialna za to, że tego typu kłamstwa formują obraz Polski.

Czy potrzebny jest komentarz?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Gross, Graczyk i Znak

7 lut 2011

Najnowsza książka Jana Grossa nie jest pracą rzetelną, podobnie jak poprzedzający ją „Strach”.

Uderza w niej ahistoryczność, czyli brak odniesienia opisywanych faktów do ogólnej sytuacji i zestawienia ich z podobnymi w innych krajach. Przedstawione przez autora wydarzenia w Polsce miały swoje odpowiedniki gdzie indziej, i to, bywało, bardziej drastyczne, a więc sprawa nie dotyczyła wyłącznie naszego narodu.

To zresztą tylko jeden z zarzutów, jakie można Grossowi uczynić i jakie podnoszone były także na naszych łamach. Metoda Grossa powoduje, że zamiast konfrontować się z realnymi wydarzeniami, zderzamy się z założoną i trudną do obrony tezą, co utrudnia nam rozliczenie się z minionym złem. Wydawnictwo Znak uznało jednak, że tą właśnie książką najlepiej stawimy mu czoło.

Mniej więcej w tym samym czasie wydawnictwo to odrzuciło książkę Romana Graczyka „Cena przetrwania? SB a „Tygodnik Powszechny”". Pracę zamówioną u autora przez tenże tygodnik i Znak, który był wydawcą pisma.

W przeciwieństwie do książki Grossa praca Graczyka jest wyjątkowo rzetelna, waży wszystkie racje, eksponuje wszelkie wątpliwości, chociaż nie omija niewygodnych dla opisywanego środowiska faktów. Można założyć, że zamawiający, którzy znali dobrze autora, zwracając się do niego, takiej właśnie książki oczekiwali. Zamówienie pochodziło jednak z 2006 roku, klimat polityczny się zmienił, a więc Znak odstąpił od wcześniejszej decyzji. Mimo wszystko to już nie lata 90., autor da sobie radę – książkę wydaje mu kto inny. Ciekawe jest jednak zestawienie obu tych wydawniczych decyzji.

Publikując Grossa, Znak eksponuje swoją bezkompromisowość w rozliczaniu narodowej przeszłości. Nie interesuje go, że książka jest argumentem na rzecz jednego z bardziej krzywdzących stereotypów czyniących z Polaków wspólników Holokaustu. Gdy jednak środowisko wydawnictwa miało stawić czoło własnej najnowszej przeszłości… I to nie o zbrodnie chodzi, ale rysy na pieczołowicie wykuwanym pomniku własnej wielkości. O nie! Takiego obrazoburstwa środowisko nie jest w stanie zaakceptować.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop