Posts Tagged „Jan Paweł II”<

Laudański i Jan Paweł II

18 lip 2011

Na artykuł Wojciecha Sadurskiego „Smutek redaktora i wstyd narodu” opublikowany niedawno w „Rzeczpospolitej” już odpowiedział zaczepiony w nim Piotr Zaremba. Chciałbym jednak do sprawy wrócić, gdyż ujawnia ona nieporozumienie typowe dla współczesnych liberałów, których Sadurski jest doskonałym reprezentantem.

Pisze on: „Jak można szczycić się Janem Pawłem II, jeśli nie jesteśmy w stanie wstydzić się z powodu Laudańskiego czy Karolaka, morderców z Jedwabnego?”.

Otóż naród wstydzić się powinien za swoje wybory i ich konsekwencje – ja np. wstydzę się za stan Polski dziś – i za swoje punkty odniesienia: wydarzenia tworzące jego tożsamość, bohaterów, autorytety, innymi słowy wzorce, na jakie się powołuje. Dlatego fundamentalnym głupstwem jest „demitologizacja”, która polega na odkryciu banału, że w historii jakiegoś narodu obok bohaterów byli zdrajcy, a obok świętych – łotry. Pokazanie, że  w dziejach Polski była targowica, nie jest rewelacją, a powodem do wstydu jest dopiero chęć wznoszenia pomników targowiczanom.

Gdyby Jan Paweł II, który stanowi autorytet dla większości Polaków, był bezecnikiem – byłoby się czego wstydzić.

Przeprosiny w imieniu narodu – z podniosłego aktu, współcześnie, coraz bardziej przeistaczające się w groteskę – mają sens, jeśli dokonywane są za działania popełnione w jego imieniu przez jego reprezentantów, albo przez jego znaczącą część. Oznaczają one przecież akt uznania swojej winy. Przeprosiny ze strony Niemców za zbrodnie nazistów mają uzasadnienie, tak samo jak przeprosiny Francuzów za współpracę przy Holokauście, popieranego przez nich w większości, państwa Vichy. Polskie Państwo Podziemne karało śmiercią denuncjację Żydów. Odpowiedzialność  – a więc i przeprosiny naszego państwa – za zabijających Żydów bandytów-Polaków jest nieporozumieniem.

Poczucie wstydu, jakie możemy czuć, widząc wśród rodaków zbrodniarzy czy choćby tylko głuptasów, są sprawą naszej indywidualnej wrażliwości. Mnie np. czasami wstyd za profesora Sadurskiego, ale nie przyszłoby mi do głowy przepraszać za niego nawet w imieniu „Rzeczpospolitej”.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Nieopisana „Solidarność”

22 lis 2010

Niezwykły fenomen „Solidarności” ciągle jest za mało analizowany.

Jedną z przyczyn była spontaniczność owego zjawiska, które wprawdzie wyrastało z polskiej tradycji czy konkretnych wydarzeń – pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do kraju oraz działania opozycji lat 70. – ale zaskoczyło wszystkich i rozwijało się niejako organicznie, poza jakimkolwiek planem i kontrolą. Trudno odnosić je do gotowych idei, gdyż sam ruch winien stać się źródłem intelektualnych odkryć. Jego wielowymiarowość może wydawać się niespójnością, choć jego uczestnicy mieli odwrotne wrażenie. Niespodziewanie odzyskana tożsamość przez czas jakiś pozwalała przekraczać naturalne napięcia, jakie dzielą nawet najlepiej zestrojoną wspólnotę.

Myślałem o tym wszystkim podczas konferencji na temat „Solidarności” zorganizowanej przez krakowski Ośrodek Myśli Politycznej oraz pismo Klubu Jagiellońskiego „Pressje”.

Ostatni jego numer zatytułowany „Postmodernistyczna Solidarność” jest próbą uchwycenia natury tego ruchu. Pomysł, aby wielką narodową konfederację, jaką była „Solidarność”, czytać przez nieco przywiędłe intelektualne nowinki w wydaniu Jean-Francois Lyotarda czy Gianniego Vattimo, budzić musi sprzeciw. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest w tym spora doza właściwego (nie tylko) młodości efekciarstwa, które każe zestawiać nieprzystające do siebie zjawiska, aby błysnąć oryginalnością pomysłu i odcisnąć się w zbiorowej pamięci. Sam jednak fakt zajęcia się „Solidarnością” przez młodych intelektualistów, dla których jest ona wyłącznie zjawiskiem historycznym, świadczy, że zrozumieli oni zarówno jej znaczenie, jak i ideową głębię.

Można mieć nadzieję, że to sygnał czasu, który oczyszcza pamięć i pozostawia to, co ważne. Młodzi mogą słusznie zarzucać nam, że to sami uczestnicy „Solidarności” roztrwonili jej dziedzictwo i nie zajęli się jego przemyśleniem. Niektórzy wstydliwie się go wypierają, a nawet dezawuują, inni usiłują wykuć z niego użyteczne pomniczki. Inicjatywy takie jak „Pressji” prowokować muszą tych, którzy poważnie traktują swoje, wprawdzie byłe, ale najważniejsze przecież, zaangażowania.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop