Posts Tagged „Gabriel Narutowicz”<

Narutowicz nie żyje

25 paź 2010

Też mi wiadomość – myślimy, czytając taki tytuł – nie żyje od prawie 90 lat. A jednak do minionego tygodnia można było przypuszczać nie tyle nawet, że zginął wczoraj, ile że groźba jego uśmiercenia wisi nad nami ciągle. Pisałem o tym nie tak dawno.

Adam Michnik, Tomasz Nałęcz, liderzy SLD i ekipa ich wiernych publicystów straszyli jego zabójstwem przy każdej wymierzonej w ich politycznych demonstracji faworytów, przy każdej ich bardziej zdecydowanej krytyce. Oczywiście krytyce płynącej z prawej strony sceny politycznej, na której, ich zdaniem, zabójstwo Narutowicza ciążyło będzie po wiek wieków.

Wszystko to do minionego tygodnia. Kiedy motywowana politycznie zbrodnia stała się faktem, nad Narutowiczem zatrzasnęło się wieko trumny. Na łamach „Wyborczej” Wojciech Orliński grzmi, że zestawienie sytuacji obecnej z napięciem między lewicą a prawicą bezpośrednio po odzyskaniu przez Polskę niepodległości jest absurdalne. Opisuje znane powszechnie fakty starć między endecją i PPS, które jako żywo dzisiaj nie występują, i wywodzi z tego, że „prawicowi publicyści” są ignorantami.

Dziwi mnie ta niepotrzebna tautologia, gdyż wybór konserwatyzmu zakłada przecież ignorancję, tak jak uczestnictwo w nagonce na PiS jest świadectwem poczucia humoru. To z kolei ogłosił redaktor naczelny „Newsweeka” Wojciech Maziarski. Inna sprawa, że gdyby tego nie zrobił, nikomu nie przyszłoby do głowy posądzanie go o taką przypadłość.

Erudycie Orlińskiemu należałoby wyjaśnić, że polityczne porównania nie zakładają identyczności sytuacji – która przecież nigdy się nie zdarza – ale jedynie pewne podobieństwa. Może zamiast tego należałoby jednak zapytać go: dlaczego nie zwrócił uwagi na niestosowność odwołań do zabójstwa Narutowicza swojemu naczelnemu, który robił to nie raz, a jajko rzucone w prezydenta Kwaśniewskiego miało być według niego zapowiedzią rzutu granatem?

Czyżby wówczas dochodziło do strzelaniny między Ligą Republikańską a SLD? Dlaczego porównanie do politycznego zabójstwa było stosowne dotąd, dopóki do niego nie doszło, a później być przestało?



***

Serwis rp.pl zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w akcji: TRON. Napisz jedną rzecz, za którą najbardziej cenisz serwis rp.pl oraz jedną rzecz, którą byś zmienił/-a, by cenić go jeszcze bardziej. Pole widzenia powiększamy o wasz punkt widzenia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Są odpowiedzialni

19 paź 2010

Wszystko wskazuje na to, że napaść na biuro poselskie w Łodzi dokonana została przez człowieka niezrównoważonego psychicznie. Nie zmienia to faktu, że był to akt motywowany politycznie, tak w każdym razie mówił jego sprawca powtarzający, że „chce zamordować Kaczyńskiego” i „zabijać pisowców”. Ludzie o słabej psychice łatwiej ulegają presji społecznej, a w Polsce od kilku lat mamy do czynienia z kampanią nienawiści i pogardy wymierzoną w PiS.

Zabójca prezydenta Gabriela Narutowicza, Eligiusz Niewiadomski również był człowiekiem niezrównoważonym psychicznie. Za jego zbrodnię odpowiedzialność ponoszą jednak także organizatorzy kampanii nienawiści przeciw Narutowiczowi. Nie jest to odpowiedzialność prawna, ale polityczna i moralna.

W ostatnim tygodniu mieliśmy do czynienia z przeinaczeniem wypowiedzi prezesa PiS-u w TVN, co umożliwiało zestawanie jego formacji z hitlerowcami. Zdemaskowanie tej manipulacji nie zmieniło tonacji wypowiedzi zarówno dominujących mediów jak i wielu polityków. Wezwania do delegalizacji partii Kaczyńskiego stało się chlebem powszechnym. Za powód uznawane są najbardziej konwencjonalne zachowania opozycyjnej partii w demokratycznym systemie. Wspominam ostatnie dni, ale kampania ta trwa już od lat. Osobnicy typu Palikota czy Niesiołowskiego swoją karierę budowali na obrażaniu i poniżaniu liderów PiS, a działali pod batutą lidera rządzącej partii. Zarzut budowy policyjnego państwa przez PiS, pomimo braku jakichkolwiek podstaw, funkcjonuje w obiegu publicznym jako niekwestionowany fakt.

Kampania nienawiści wobec partii Kaczyńskiego nie miała nic wspólnego z rzeczową krytyką. Był to „przemysł pogardy”, że posłużę się sformułowaniem Piotra Zaremby. Akty agresji wobec obrońców krzyża na Krakowskim Przedmieściu miały również charakter fizycznej agresji, a działy się przy bierności sił porządkowych.

Obecnie widzimy znowu próbę budowy fałszywej symetrii. Za brutalizację języka i obyczaju odpowiadać mają jednakowo wszyscy politycy. Ba, pojawiają się stwierdzenia, że najbardziej odpowiedzialnym jest Jarosław Kaczyński. Innymi słowy PiS zasłużył sobie na to, co się mu przytrafiło.

W tej sprawie nie ma jednak żadnej symetrii. Prawda nie leży po środku, tak jak nie leży po środku między zabójcą, a zabitym. Słuchając wypowiedzi polityków PO i SLD, słuchając dziennikarzy już przeinaczających słowa Kaczyńskiego (powiedział, że od teraz język nienawiści będzie wezwaniem do mordu — słyszymy, że tak określił każdą krytykę wymierzoną w PiS) wiem, że kampania nienawiści toczyć się będzie dalej. Zwłaszcza, że PO w ogromnej mierze kontroluje debatę publiczną.

A teraz nawołuję do eksperymentu myślowego. Jeden polityk PO zostaje zabity, inny raniony przez napastnika, który krzyczy, że chce zamordować Tuska i pozabijać wszystkich platformersów. Proszę wyobrazić sobie sposób pokazania takiego wydarzenia i komentarze tych samych, którzy dziś protestują przeciw politycznej instrumentalizacji tragedii ludzkiej. Pozostaje przypomnieć poetę: „spisane będą czyny i rozmowy”.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Zabijanie Narutowicza

30 sie 2010

Profesor Tomasz Nałęcz oświadczył, że ludzie broniący krzyża przed Pałacem Prezydenckim tworzą atmosferę, którą on pamięta z czasów nagonki na prezydenta Narutowicza zakończonej jego zabójstwem. Zdarzyło się to w 1922 roku, a więc moje zainteresowanie pamięcią profesora było zrozumiałe. Okazało się, że chodzi o pamięć historyczną.

Wydawałoby się, że nie ma nic bardziej odległego od morderczej nagonki niż ludzie, którzy chcą upamiętnienia ofiar smoleńskiej katastrofy, a główną metodą ich walki jest modlitwa, ale okazuje się, że skojarzenia profesora nie tylko nie dziwią, lecz są wręcz obowiązujące w naszych środowiskach opiniotwórczych. A więc nie osobnicy, którzy przez wiele nocy organizowali seanse nienawiści wobec obrońców krzyża, dopuszczając się wobec nich wszelkich form słownej i symbolicznej, a niekiedy i fizycznej agresji, kojarzą się źle, ale ich ofiary.

Inna sprawa, że trzeba się było osobiście znaleźć na Krakowskim Przedmieściu, aby wiedzieć, co się działo naprawdę, bo dziwnym trafem telewizjom komercyjnym przydarzało się wyłapywać wyłącznie nieliczne akty agresji ze strony prowokowanych obrońców. No, ale skoro wrażliwej reżyser filmowej nie przeszkadza wymachiwanie pod nosem modlących się ludzi ukrzyżowanym misiem czy układanie krzyża z puszek po „zimnym lechu”, to jakich standardów mamy oczekiwać? A Narutowicz…

Pierwszy w III RP wskrzesił Narutowicza, aby poświęcić go na ołtarzu sprawy, oczywiście Adam Michnik. Inkarnacją Narutowicza miał być Aleksander Kwaśniewski, a nielubiąca go Liga Republikańska okazywała się być straszną endecją. Od połowy lat 90. ubiegłego stulecia skojarzenie to stało się dyżurne. Prawica miała ścigać po polskich ulicach kolejne wcielenia zamordowanego prezydenta.

Jakby w Polsce nic się nie stało od 1922 roku. Jakby jeszcze w 1989 roku nie zostało zamordowanych trzech księży, i to z pewnością nie przez polską prawicę. Jakby nie było w Polsce tysięcy komunistycznych ofiar. Tamto to przeszłość, którą nie warto się zajmować. Co innego Narutowicz.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop