Wpisy w kategorii „Bez kategorii”

Polowanie z nagonką

19 gru 2010

Metodą rządzących środowisk opiniotwórczych jest niszczenie przeciwnika jako człowieka. Nie chodzi bowiem o spór polityczny, chodzi o eliminację z życia publicznego niepokornych – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

Przypadkowy spór polityczny dwóch dziennikarzy. Jeden z nich, Tomasz Wołek (kwalifikację dziennikarz traktuję opisowo), poirytowany odmiennością opinii drugiego, Wiktora Świetlika, obiecuje, że usunie go z mediów. Bełkot megalomana w stylu: pan nie wiesz, kim jestem? Nie do końca. W obecnej sytuacji groźby kogoś takiego jak Wołek mogą okazać się uzasadnione. Rzecznik stanowiska obecnej władzy bardziej gorliwy niż Paweł Graś wie, że może sobie pozwolić na tego typu wystąpienia i, co więcej, mogą się one spełnić. Świetlik ma niepoprawne poglądy.

Przeczytaj cały artykuł na rp.pl
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Déjà vu

11 gru 2010

Bez względu na swój stosunek do III RP nie lubiłem porównywania jej do PRL. To jednak za daleko idąca przesada — myślałem. Istnieją w Polsce po 89 roku mechanizmy demokratyczne, choć z ich działaniem są poważne kłopoty i wolność słowa, chociaż nie za bardzo jest gdzie ją egzekwować, i niepodległość, choć słabo z niej korzystamy, i… itd. Ostatnio jednak mój opór w kwestii tego typu porównań słabnąć zaczyna, a podobieństwa zaczynają się narzucać.

Kiedy oglądam zgodny chór mediów ekscytujących się wizytą prezydenta Rosji i robiących wszystko, aby nie zadać niewygodnych pytań… Kiedy słucham „Wiadomości” TVP, w których jako fakty prezentowane są ich zapowiedzi (demonstrowała to prowadząca, a choć w materiałach po jej zapowiedziach sprawy nabierały już właściwych proporcji, to kto wsłuchuje się w informacje następujące po entuzjastycznych streszczeniach?)… Kiedy czytam jak propagandzista PO, Tomasz Wołek grozi dziennikarzowi, Wiktorowi Świetlikowi, że doprowadzi do jego eliminacji z mediów… Kiedy widzę gromady profesorów uniwersyteckich w roli politruków rządzącej partii…

Podobieństwo dotyczy zwłaszcza postaw ludzkich. I tu nagle odkrywam, że w jakimś sensie potrafi być gorzej niż w PRL-u. Nie chodzi mi o instytucje państwa, a nawet sposób ich funkcjonowania, pod tym względem jesteśmy daleko od peerelowskiej dyktatury, ale tchórzostwo, konformizm i serwilizm potrafi kwitnąć bujniej nawet niż w późnych latach komuny. Wówczas wynikające z tych postaw działania często bywały maskowane wstydliwie, tłumaczone i ukrywane. Dziś panoszą się ostentacyjnie i obnoszone są jako tytuły zasługi. Oczywiście, na pierwszy plan wysuwają się „dziennikarze”, którzy równie gorliwie kadzą rządzącym, co organizują nagonki na opozycję, szczują i insynuują walcząc o utrwalenie status quo i swojej w nim pozycji. Dwa lata trwały rządy PiS, a oskarżenia o łamanie prawa ciągną się już trzy lata, a im bardziej widać jak są dęte, tym bardziej są krzykliwe i gwałtowne, a ich rzecznicy tym mocniej angażować się będą w obronę władzy i establishmentu, przerażeni możliwością zmiany.

Różnimy się od PRL-u, bo chociaż ośrodki opiniotwórcze i media wydały już wyroki, oskarżyły PiS o krew na rękach, łamanie prawa i budowę policyjnego państwa, to, pomimo że wymiar sprawiedliwości generalnie sprzyja obecnym władzom nic na potwierdzenie tych insynuacji nie znalazł i nic w tej mierze nie sfabrykował.

Przemysłowi insynuacji towarzyszy przemysł pogardy. Polacy mają zawstydzić się swojej tożsamości i dać urabiać salonom na obraz i podobieństwo mitycznej „Europy”. Mają się stać potulną, łatwą do rządzenia trzodą. Rzadko kiedy mieliśmy do czynienia z tak ostentacyjną odrazą do zwyczajnego obywatela: mohera z ciemnogrodu, tubylca z polskiego NRD, którego winno się zamknąć do skansenu — czego postulat sformułował salonowy „naukowiec” — aby już nie przynosił nam obciachu.

Znowu przypominają się słowa poety:

„Który skrzywdziłeś człowieka prostego

Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,

Gromadę błaznów wokół siebie mając

Na pomieszanie dobrego i złego /…/

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta.”

Poeta pamięta? Dwóch wybitnych, niepokornych (ongiś) poetów Nowej Fali wycofało się z uroczystości 30-lecia Niezależnego Zrzeszenia Studentów w Krakowie dlatego, że jednym z patronów przedsięwzięcia okazał się IPN. Ktoś ważny mógłby mieć za złe.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Rozbrojona Polska w zagrożonym świecie

1 gru 2010

Kryzys na świecie się nie skończył i nie wiadomo jeszcze, jak się skończy. Gigantyczne ilości śmieciowych, czyli nic niewartych, tytułów własności poniewierają się w gospodarce globalnej. Jeśli będzie się ona rozwijała dobrze, można żywić nadzieję, że ukryte za nimi długi powolutku będą spłacane. Jeśli jednak pechowo okaże się, że jakaś wielka instytucja finansowa ma ich za dużo i runie jak Lehman Brothers, uruchomi efekt domina.

Jeszcze bardziej prawdopodobny jest tego typu scenariusz w wypadku bankructwa całego kraju. Wyczyny beztroskiego rewolucjonisty, premiera Jose Luisa Zapatero, doprowadziły Hiszpanię na skraj finansowej zapaści, a jest to gospodarka większa niż Grecji, Irlandii i Portugalii razem wziętych. Jeśli się załamie zgodnie z greckim scenariuszem, nie wystarczy pieniędzy w UE, aby ją uratować.

Trudno się dziwić, że przywódcy światowi uspokajają. Gospodarka w dużej mierze zależy od stanu ducha jej uczestników. Energiczni optymiści dają jej żywotny impuls, a zastraszeni pesymiści rozpoczynają korkociąg upadku. Ale samo podtrzymywanie sztucznego optymizmu może nie wystarczyć. Silne kraje próbują ratować się na własną rękę.

USA pod światłą władzą Baracka Obamy drukują bez opamiętania dolary. Można sobie wyobrazić, że już niedługo dokona dewaluacji i w ten sposób cały świat, który trzyma rezerwy w dolarach, spłaci amerykańskie zadłużenie. W każdym razie światowa wojna walutowa trwa i jak każda wojna nie wróży nic dobrego.

Przeczytaj cały tekst


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Choroba samorządów

17 lis 2010

Trzecia RP to kraina fetyszy. Jednym z nich są samorządy. Nie znaczy to, że samorządność nie jest ideą dobrą, ale traktowana bezrefleksyjnie, jak wszystko, staje się swoim zaprzeczeniem. Podobne podejście reprezentowaliśmy w III RP do rozmaitych instytucji demokratycznego państwa prawa i gospodarki rynkowej, które są zdobyczami cywilizacyjnymi, ale ich adaptacja wymaga namysłu i często skomplikowanych i długotrwałych zabiegów.

Tymczasem u początków III RP daliśmy sobie wmówić, że wystarczy zaaplikować określone rozwiązania prawno-ustrojowe, aby zaczęły one samoczynnie działać. Każda prywatyzacja miała być dobra, każde orzeczenie sądu święte, a każda forma samorządności, również tej korporacyjnej, lepsza niż władza na szczeblu państwowym. I tak kwitła nowa ortodoksja, pod osłoną której rozmaite grupy wpływu wykuwały swoją potęgę i przejmowały kolejne obszary funkcjonowania państwa.

Przeczytaj cały tekst


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Polityków wstręt do polityki

6 lis 2010

Donald Tusk wspomaga kampanię samorządową swojej partii. Nic w tym dziwnego. Zastanawiać może jednak sposób w jaki zdecydował się to robić. Z billboardów odmłodzony premier nawołuje optymistycznie: „Nie róbmy polityki. Budujmy boiska”. „Boiska” zastąpione bywają przez „szkoły”, „mosty” albo nawet „Polskę”.

— Nie było retuszu na tych zdjęciach — zapewnia Małgorzata Kidawa-Błońska, rzeczniczka sztabu wyborczego PO. A Waldy Dzikowski, wiceszef klubu, uzupełnia: — Na żywo również widać, że premier jest w niezłej kondycji.

Przytoczyłem komentarze sztabowców rządzącej partii, aby wiadomo było, co jest z ich perspektywy naprawdę ważne. W każdym razie nie tylko nie jest ważna, ale nawet negatywnie naznaczona zostaje polityka, a najważniejszy polityk w kraju ogłasza, że trzymać się będzie od niej jak najdalej.

Arystoteles zdefiniował politykę jako zabieganie o dobro wspólne jakim jest państwo. I właściwie sens tego pojęcia po dziś dzień nie uległ zmianie. We współczesnych definicjach bardziej kładzie się nacisk na zdobywanie i utrzymywanie władzy albo na uzgadnianie rozmaitych interesów w danej zbiorowości, ale to tylko próba podkreślania przez współczesnych teoretyków ich „realizmu”. W sumie chodzi o optymalny stan wspólnoty czyli o „dobro”, które dziś boimy się tak nazywać. Rządzenie winno służyć jakiemuś celu, a jeśli staje się nim wyłącznie dobro rządzących, to wszyscy zgadzamy się, że mamy do czynienia z aberracją.

Nie tylko w Polsce jednak obserwujemy deprecjację idei polityki, która przecież z założenia winna być jednym z najbardziej szlachetnych i ważnych zajęć. Ludźmi stajemy się dzięki relacjom interpersonalnym, dzięki szeroko rozumianej kulturze, bez której pozostawalibyśmy, jak „dzikie dzieci” na etapie zwierzęcości. Polityka, zgodnie z klasykami, pozwala nam przekroczyć egoizm i zjednoczyć się z narodem, a więc polityczną wspólnotą, najszerszą z jaką w normalnych warunkach jesteśmy w stanie się identyfikować.

Żyjemy w epoce narcystycznej, w której do rangi nadrzędnego celu podnoszone jest zaspokajanie doraźnych, indywidualnych zachcianek. Jest to równocześnie czas infantylizmu, gdyż niedostrzeganie uwarunkowań i niesamowystarczalności indywiduum jest objawem niedojrzałości. Charakterystyczne dla takiej postawy jest ignorowanie istotnego znaczenia jakie dla naszych egzystencji ma polityka. Media zwłaszcza w Polsce lubują się w pokazywaniu ludzi demonstrujących wobec niej pogardę i deklarujących zainteresowanie sprawami „ważniejszymi”. Eksponowanie tego typu idiotów (grecki źródłosłów oznaczał osobę nie uczestniczącą w życiu publicznym) dość wyraźnie wskazuje na kompleksy dziennikarzy dowartościowujących się deprecjonując postacie, którymi muszą się zajmować.

Nie oznacza to, że współcześni politycy dorastają do roli, którą pełnić powinni. Nonsensem byłoby jednak uznawać nawet spore nagromadzanie grafomanów za dowód przeciw literaturze, a rozplenienie się pseudomyślicieli za przekreślenie sensu myślenia. Pseudopolitycy odbierają więc wartość wyłącznie polityce w swoim wydaniu, a nie polityce w ogóle.

Inna sprawa, że skuteczne zniechęcanie obywateli do polityki niesłychanie ułatwia życie politykom samym, którzy przy braku zainteresowania a więc i kontroli mogą sobie na dużo więcej pozwalać. Gdyby obywatele umieli wyciągać wnioski z proponowanych im rozwiązań, to do budowy boisk, ani mostów nie jest im potrzebny ani Tusk, ani PO.

Nie można jednak wykluczać, że w kampanii PO przejawia się autentyczny stosunek tej partii do polityki. W końcu wiedzą jak ją robią.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.

Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Ale wkoło jest wesoło

30 paź 2010

Pamiętacie piosenkę „Perfectu” „Ale wkoło jest wesoło”? Jeśli pamiętacie to posłuchajcie:

„Komu auto, komu chatę
Komu awansować tatę
Komu nie podawać ręki
Komu słowa do piosenki
Ale wkoło jest wesoło
Człowiek w pracy, małpa w zoo
Puste pole za stodołą
Chłop zaprawia – ale dżez
Jak naprawdę jest – nikt nie wie
Kornik ryje dziurę w drzewie
Elektronik kradnie w Tewie
A chłop pije – ale dżez
Z kim nie wolno pić, z kim gadać
Co we środy wolno jadać
O kim milczeć, o kim pisać”
itd.

Jakoś przypomniałem sobie te słowa. „Wiadomości” odwojowane i odpolitycznione tak jak rzeczywistość w Polsce. Pisał o tym na naszych łamach, jak zawsze, w sposób umiarkowany i wyważony Piotr Zaremba. A chciałoby się, co najmniej, walnąć pięścią w stół. Nie ma jednak stołu, nie ma sprawy. Pierwszą decyzją nowego kierownictwa „Wiadomości” TVP1 było wstrzymanie informacji na temat ostatniego wywiadu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który ukaże się w formie książkowej. Nowa szefowa uzasadnia: „Wiadomości nie będą informować o wszystkich wydawanych książkach. Informujemy o książkach, które dostały Nobla, Nike czy inne wyróżnienie.” Dlaczego taka kolejność? Nagroda „Wyborczej”, Nike chyba jednak powinna znaleźć się przed Noblem. Nowe kierownictwo jeszcze nieśmiałe. Ale czujności nie można mu odmówić. Ostatni wywiad tragicznie zmarłego prezydenta, to książka, której wartość nadać może dopiero „Wyborcza” przyznając jej nagrodę.

Wyjaśnienia te nowa szefowa złożyła niejakiej Kublik, „Wyborczej” specjalistce od insynuacji medialnych. Wiem, co piszę, bo na lamach tejże musiała mnie przepraszać za uporczywe powtarzanie kłamstw na temat dokonanych jakoby przeze mnie zmian kontraktów i przyznawania swoim kolesiom w TVP specjalnych odpraw. W podobny sposób informowała o „Wiadomościach” pod redakcją Jacka Karnowskiego, który skutecznie przywrócił tam dziennikarskie standardy. Ale dziennikarska przyzwoitość w III RP i w oczach jej głównego organu musi uchodzić za nieprzyzwoitość. Dlatego krytyka rządu PO będzie nazywana pisowskim dziennikarstwem przez funkcjonariuszy FJM (Frontu Jedności Medialnej).

Ostatnio, oczywiście wiadomo na jakich łamach, „autorytet” FJM, Stefan Bratkowski nawoływał do odebrania „Rzeczpospolitej” PiS-owi. Można zrozumieć zniecierpliwienie starszego pana, że są jeszcze w Polsce gazety, które piszą co innego niż organ Michnika, ale rząd i jego mianowańcy w spółce robią co mogą, choć na razie z umiarkowanym sukcesem. Ale poczekajmy i nie dziwmy się, że liberałowie przy władzy nie tylko utrzymują 49 proc. państwowej własności w gazecie, co jest ewenementem na skalę zachodnich demokracji, ale i robią wszystko, aby przeszkodzić w funkcjonowaniu branżowemu inwestorowi, który chce rozwijać tytuł. Kiedy „Rzeczpospolita” zostanie już odpolityczniona i dołączy do FJM, to liberalny rząd Tuska na pewno przestanie rzucać jej kłody pod nogi.

Na razie cieszmy się, że media elektroniczne są odzyskane i mówią jednym głosem.

Toteż zakończenie prac niesławnej komisji w sprawie afery hazardowej nie wywołało szczególnego zainteresowania. Żeby nie psuć nam humorów rządzący troskliwie wybrali na ostatnią debatę piątek wieczór przed świątecznym weekendem,. Zresztą i tak przecież wiemy, że za aferę PO odpowiadają jednakowo wszystkie partie, a za układy Rycha i Mira głównie Mariusz Kamiński. Mirosław Sekuła dumnie ogłosił, że wojnę polsko-polską w komisji zakończył sukcesem. Wszyscy westchnęli z ulgą, że polityka miłości zatriumfowała.

Jak to ujął koncyliacyjnie Jarosław Gowin, wszystkie partie miały jakieś konszachty z hazardowym sektorem. Skoro wszyscy są odpowiedzialni, to nikt nie jest odpowiedzialny. Co było do udowodnienia.

Wiem, że Jarosław Gowin to uczciwy człowiek i wiem, że polityka to nie zajęcie dla harcerzyków, a mimo to zastanawiam się: czy naprawdę musiał żyrować tę śmierdzącą sprawę?

I przypominam sobie piosenkę Perfectu.

***

Serwis rp.pl zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w akcji: TRON. Wymień jedną rzecz, za którą najbardziej cenisz serwis rp.pl oraz jedną rzecz, którą byś zmienił/-a, by cenić go jeszcze bardziej. Pole widzenia powiększamy o wasz punkt widzenia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Polska – państwo podziemne

29 paź 2010

Mateusz Matyszkowicz na patrona współczesnych polskich inteligentów pasował “człowieka w ciemnych okularach”, generała Jaruzelskiego – pisze publicysta „Rzeczpospolitej” w recenzji książki młodego filozofa.

„Śmierć rycerza na uniwersytecie” to debiut młodego filozofa, współpracownika „Teologii politycznej” Mateusza Matyszkowicza. Książka, co zaskakuje w tych okolicznościach, napisana jest zdumiewająco lekko i przejrzyście. Zbiór szkiców składa się na spójny obraz naszych fundamentalnych, choć mało obecnych w polskim piśmiennictwie, problemów i sytuuje je w szerszym kulturalnym kontekście.

Służalczość i niesamodzielność

Tytuł odwołuje się do klerka, bezinteresownego miłośnika prawdy, który walczy o nią po rycersku, nie podążając za modami ani nie poddając się naciskom. Już ta definicja wskazuje nam, że mówimy o gatunku wymarłym, którego pojedyncze egzemplarze błąkają się wprawdzie jeszcze gdzieniegdzie, ale chyba najrzadziej trafić możemy na nie na uniwersytecie właśnie, zwłaszcza polskim.

Dlaczego jednak postać ta jest tak ważna i dlaczego takie znaczenie młody filozof przywiązuje do odpowiedzi na pytanie: „kiedy nastąpił zwrot od rycerskiego ideału do zblazowanego kpiarstwa na usługach sił tego świata?”. Otóż, to klerk jest twórcą i propagatorem idei, a bez niego świadomość społeczna pozostaje ułomna.

Kiedy Marks w „Tezach o Feuerbachu” napisał, że filozofowie dotąd tylko rozmaicie opisywali świat, a trzeba go zmienić, dał do zrozumienia, że wiemy już, jak zmieniać go należy, a więc i jaki on jest. Biorąc pod uwagę, że do teraz nie możemy dojść do siebie po zmianach zainicjowanych przez Marksa, nie dziwi, że młody filozof apeluje, aby próbować świat zrozumieć na nowo, chociaż odwołując się do sprawdzonych kategorii.

Przeczytaj cały artykuł

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Jak z ofiary zrobić sprawcę

20 paź 2010

Jarosław Kaczyński często używa i nadużywa ostrego języka. Można mieć rozliczne zastrzeżenia do jego linii politycznej. Ale to nie on prowadzi kampanię nienawiści – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”.

Wydawało się, że polityczne morderstwo jest zdarzeniem, które większość ludzi zajmujących się polityką powinno zmusić do refleksji. Zwłaszcza jeśli działanie zabójcy powodowane jest nienawiścią do partii i jej lidera, obiektu stałej i bezprecedensowej nagonki ze strony najbardziej opiniotwórczych środowisk w kraju.

Co jednak myśleć o stanie rzeczy, w którym morderstwo staje się pretekstem do kontynuacji, a nawet wzmożenia kampanii nienawiści wymierzonej w ugrupowanie, które padło jej ofiarą? Co sądzić o rzeczywistości, w której intelektualiści, dziennikarze, politycy stosują łamańce umysłowe, aby odwrócić sens zdarzeń i uznać ofiary za sprawców?

Spora ich część nie czuje się zresztą w obowiązku podejmować takich wysiłków. Wystarczy powtórzyć wszystkie dotychczasowe zarzuty i pomówienia, dodając do nich: „a nie ostrzegaliśmy?”. Brakuje tylko wskazania, że „ostrzegaliśmy” przed aktami terroru ze strony PiS, a okazało się, że właśnie to ugrupowanie padło jego ofiarą.

Jak się okazuje, w tej wojnie nawet najbardziej drastyczne i elementarne fakty nie mają znaczenia. Brakuje namysłu nad tym, że jeśli oskarża się bez końca (i uzasadnienia) o wszystko, co najgorsze, określoną formację, to nie powinno dziwić, gdy pojawi się ktoś, kto wyciągnie z tego wnioski i postanowi położyć kres zagrożeniu.

Przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Tomasz Lis wprost

18 paź 2010

W ostatnim numerze tygodnika „Wprost” redaktor naczelny Tomasz Lis stawia odważne pytania. Pyta, czy zła umowa gazowa z Rosją to cena za dobre stosunki polskiego rządu z Moskwą i czy są one celem samym w sobie. Wiedzę na temat polsko-rosyjskiego kontraktu Lis czerpie z „International Herald Tribune”. To tam wyczytał również, że Komisja Europejska uznała kontrakt za niekorzystny zarówno dla Polski, jak i całej UE. Naczelny „Wprost” zna więc już fakty i wie, co o nich sądzić.

Strach pomyśleć, co by było, gdyby KE nie zainteresowała się kontraktem, a „Herald” o tym nie napisał. Lis nie dowiedziałby się o niczym, ale miałby pewność, że to rząd ma rację, bo jeśli Kaczyński atakuje… Teraz oskarża lidera PiS, że w tej sprawie nie atakuje wystarczająco.

A wydawałoby się, że wiedzę o stanie demokratycznego kraju powinno się czerpać z jego mediów. Ale od tych dominujących w Polsce opinia publiczna może się dowiedzieć głównie o zagrożeniu, jakie stanowi pozbawiona jakichkolwiek wpływów opozycja.

Niektórzy dziennikarze podejmowali jednak kwestię gazowej umowy. Osobiście robiłem to w „Rzeczpospolitej” i TVP od roku. Opublikowałem nawet artykuł w formie listu otwartego do premiera Tuska zawierający fundamentalne pytania o kontrakt z Rosją. Dominujące media, zajęte skandalicznymi próbami wpływu prezydenta Kaczyńskiego na politykę zagraniczną, sprawy nie podjęły. Premier nie był więc zmuszony tłumaczyć się z gazowego kontraktu.

W tym samym numerze „Wprost” prof. Marcin Król wzywa do postawienia Jarosława Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu za „atak na demokratycznie wybrane władze w trakcie wiecu ulicznego”. Niedorzeczność tego stanowiska, które podważa codzienną praktykę demokracji, została mu już wytknięta. Król jak rozkapryszony bachor, nie przejmując się niczym, powtarza to samo. Fakt, że przestał się dobrze zapowiadać, widać od wielu lat, dopóki jednak nonsensy swoje będzie głosił z „właściwej” pozycji, może liczyć na poklask i łamy. No, chyba że coś w tej sprawie napisze „Herald”.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Białe karty III RP, czyli idee mają konsekwencje

16 paź 2010

III RP jest przedłużeniem PRL-u i jak tamto komunistyczne państwo jest zjawiskiem zupełnie nieopisanym. Trafiają się wprawdzie ludzie, którzy ryzykując konflikt z establishmentem, a więc wszelkiego typu szykany, a nawet wyroki sądowe, usiłują pokazać prawdę o naszych czasach, ale z wymienionych powodów jest ich niewielu i siłą rzeczy tylko punktowo oświetlają otaczającą nas rzeczywistość. Co więcej, na każdą próbę jej odsłonięcia przypadają setki produkcji propagandowych, które fałszują ją ze szczętem. Tak więc przed przyszłymi badaczami stanie przede wszystkim obowiązek przebicia się przez piętra manipulacji, deformacji i zwykłych kłamstw. Jedno wiadomo: jeśli prawda o III RP zacznie ujawniać się na szerszą skalę, oznaczać to będzie, że epoka ta dobiegała końca.

Do plątaniny zagadnień, w których pogrążą się przyszli badacze III RP, chciałbym dorzucić jeszcze jedno. Sprawa ta stanowić może wymowną ilustrację uniwersalnej zasady, mówiącej, że idee mają konsekwencje. W Polsce wyszło właśnie drugie wydanie książki o tym tytule autorstwa klasyka amerykańskiego konserwatyzmu Richarda M. Weavera. W realiach III RP zjawisko to proponuję zobaczyć na przykładzie „Gazety Wyborczej”.

Dziś jest to m.in. organ rewolucji kulturalnej. Zgodnie z jej ideologią społeczeństwo to agregat wszelkiego typu mniejszości, które winny uzyskać wszelkie możliwe prawa. Podstawowe prawo człowieka to aborcja, homoseksualiści winni wchodzić w związki małżeńskie, a heteroseksualiści w związki partnerskie; państwo powinno kontrolować rodzinne relacje, a homoseksualiści adoptować dzieci; chrześcijaństwo powinno zostać zamknięte w sferze prywatnej, a ateizm stać się państwowym wyznaniem; państwo drogą sądową ma nadzorować wszelkie sfery życia, aby wyplenić zeń tradycyjną nietolerancję, a systemy kwotowe kreować nowy ład polityczny itd, itp.

Otóż, śmiem twierdzić, że ideologia ta nie jest bliska demiurgowi „Gazety Wyborczej”, Adamowi Michnikowi. W imię swoich politycznych interesów uruchomił on jednak siły, nad którymi nie jest w stanie zapanować, pozostaje mu więc robić dobrą minę i dbać, aby dynamika uruchomionych przez niego procesów nie zagroziła mu osobiście.

„Wyborcza” od początku była projektem politycznym, który miał zapewnić władzę Michnikowi i jego środowisku. Wprawdzie nigdy nie udało się im osadzić na najważniejszych stanowiskach w państwie swoich nominatów, to „Wyborcza” była na tyle silna, że współtworzyła polityczną strategię poszczególnych ekip politycznych. Afera Rywina osłabiła ją wyraźnie, a za rządów PiS-u utraciła wpływ na polityczne władze, nic dziwnego, że była jedną z głównych sił walki z „kaczyzmem”. Dziś znowu stała się ważnym elementem oligarchii kontrolującej III RP.

Od początku głównym sztandarem „Wyborczej” była walka z dekomunizację i lustracją. W ten sposób Michnik osłaniał swoich nowych sojuszników czyli dawną nomenklaturę PRL, a także blokował procesy demokratyzacyjne, które siłą rzeczy musiałyby pozbawić jego i jego środowisko uprzywilejowanej pozycji. Po to jednak, aby przeciwstawić się przywróceniu elementarnego ładu etycznego czym byłoby choćby symboliczne nazwanie i rozliczenie zła PRL-u, należało podważyć samą idę sprawiedliwości. Trzeba było uznać prawo za arbitralny system regulacji pozbawiony fundamentu sprawiedliwości. Trzeba było zakwestionować zasadę odpowiedzialności, a w konsekwencji zrelatywizować samą ideę prawdy, za czym postępować musiało unieważnienie tradycyjnych norm i wartości. Itd, itp.

Nie miejsce tu na analizę tych strategii, którym poświęciłem swojego czasu dużo miejsca. W tym kontekście ważne jest, że ich akceptacja musiała zmienić podejście do całości zjawisk polityczno-społecznych. Oczywiście, ideologia III RP pełna jest paradoksów i sprzeczności, ale musiała tworzyć określone postawy, którym bliska jest kulturalna rewolucja kwestionująca zasady, na których zbudowana została nasza cywilizacja. A Michnik mógł się temu tylko przyglądać. Nie twierdzę, że wprawiało to go w jakieś szczególne rozterki, zresztą mało mnie to interesuje. Chodzi mi tylko o pokazanie konsekwencji idei, które rozwijają się zgodnie ze swoją wewnętrzną logiką, a wskazana przeze mnie historia jest tego doskonałym przykładem. Nie wątpię, że kiedyś zostaną o tym napisane tomy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop