Piotr Skwieciński 08-08-2011
Trzy zdjęcia Radosława Sikorskiego. Obecne i dwa z 1986 roku, z Afganistanu. Jedno z lornetką na piersi, drugie z kałasznikowem. I podpis: „Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych Polski. Ciekawe, ilu naszych zabił?” Taki wpis na Facebooku opublikował Dmitrij Rogozin, ambasador Rosji przy NATO.
Pod wpisem Rogozina znajduje się kilkadziesiąt komentarzy jego facebookowych znajomych, w ogromnej większości – ostro, czasami wulgarnie, atakujących i ministra, i Polskę.
– Choć wpisy na Facebooku czy Twitterze z definicji nie są czymś bardzo poważnym, to takie działanie Rogozina jest po prostu głupie – mówi „Rz” przewodniczący komisji spraw zagranicznych Sejmu Andrzej Halicki. – Można je nawet nazwać prowokacyjnym. Nie sądzę jednak, aby miało ono wywrzeć wpływ na stosunki polsko-rosyjskie.
Rogozin jest znany z nacjonalistycznych poglądów i sympatii, nie jest jednak postacią z marginesu rosyjskiej polityki. Był nie tylko liderem nacjonalistycznej partii „Rodina” i deputowanym do Dumy. Reprezentował Federację Rosyjską w rozmowach z Unią Europejską i Litwą nt. tranzytu do Kaliningradu. Jest nie tylko ambasadorem przy NATO, ale też specjalnym przedstawicielem prezydenta Rosji do spraw rozmów na temat tarczy antyrakietowej.
















