Kiedy przed laty odbywałam studenckie praktyki w sądzie w wydziale ksiąg wieczystych, myślałam, że umrę z nudów.
Świat króla Ćwieczka zapełniony po sufit zakurzonymi annałami, z szydłem i dratwą do ich zszywania w powszechnym użyciu. Sporządzenie odpisu z księgi wymagało w tamtych czasach wnikliwego wertowania owych annałów, o ile - oczywiście - często po długich poszukiwaniach w końcu udało się namierzyć ten właściwy. Pracownicy wydziału szukali zresztą niespiesznie - na wydanie odpisu delikwent musiał więc czekać co najmniej kilka dni.
Dziś to nie do pomyślenia - takie informacje są drukowane z elektronicznego systemu sprawnie i od ręki. Wreszcie doczekaliśmy się nowoczesnego funkcjonowania ksiąg wieczystych.
Ostatnimi czasy krócej też się czeka na założenie księgi i dokonywanie w niej wpisów. Bywa, że zaledwie kilka tygodni - terminy sięgające roku, jeszcze niedawno będące normą, odchodzą w zapomnienie.
Oznacza to nie tylko szybkie załatwienie sprawy, ale przede wszystkim - co ważne dla bardzo wielu osób - szansę na zaoszczędzenie sporych kwot. Osoba, która kupuje mieszkanie na kredyt, musi bowiem zazwyczaj założyć księgę wieczystą i wpisać w niej hipotekę na rzecz banku. W taki sposób najpowszechniej dokonuje się zabezpieczenia zwrotu długu. Dopóki jednak taki wpis nie zostanie dokonany, bank żąda wykupienia ubezpieczenia spłaty kredytu. A to oznacza dodatkowy miesięczny wydatek rzędu nawet kilkuset złotych. Zatem im dłużej trzeba czekać na załatwienie sprawy z księgą wieczystą, tym dłużej się to ubezpieczenie płaci.
Miejmy więc nadzieję, że ten pozytywny trend utrzyma się w księgach wieczystych… Tymi słowy miałam już kończyć ten komentarz, kiedy redakcyjny kolega wylał mi na głowę kubeł zimnej wody. Owszem, księgę założono mu w Warszawie w ciągu trzech miesięcy, ale w odpisie pomylono numer mieszkania.
- Wyobrażasz sobie, żeby numer 33 pomylić z 218? – pytał wzburzony. Wprawdzie błąd sprostowano w ciągu dwóch tygodni, ale trochę zawracania głowy z tym było.








