Okazuje się, że codzienna biurokratyczna mitręga przedsiębiorców związana choćby z obowiązkami wobec ZUS czy skarbówki to nic w porównaniu z absurdalnymi wymogami związanymi z ochroną środowiska.
Nawet najmniejsze, jednoosobowe, firmy muszą bowiem składać stosy sprawozdań potwierdzających ich dbałość o środowisko. Problem w tym, że ta nowa papierologia opanowała tak kluczowe procesy w firmach, jak… wymiana tonerów czy żarówek. Wszak to odpady niebezpieczne! I myli się, kto sądzi, że to wymóg tylko dla firm, które np. coś produkują. Prawnik czy księgowa, siedzący za biurkiem, też musi obszernie dokumentować swoją ekopoprawność.
Pal licho nowe środowiskowe opłaty – więcej nerwów zżera przedsiębiorcom mitręga ich wyliczania. Nie ma tu prostych wzorów, więc zaczynają powstawać specjalne kalkulatory!
Nie dziwię się więc, gdy znajomy radca prawny mówi, że słowo ekoterroryzm zaczyna mu się kojarzyć już tylko z tą środowiskową biurokracją. Tonery kontratakują!
Ta rozbuchana sprawozdawczość denerwuje tych bardziej światłych, którzy w ogóle kojarzą nowe obowiązki. Ale ci są raczej w mniejszości. Mniej zorientowani poznają je przy okazji kar nakładanych za brak sprawozdania. I tu kolejny absurd – bywa, że opłata środowiskowa wynosi parę złotych, podczas gdy kara może wynieść kilka tysięcy złotych.
Przepisy związane z ochroną środowiska to żadna nowość – obowiązują w Polsce od ponad 30 lat. Tyle że jeszcze niedawno związana z nimi restrykcyjna biurokracja dotyczyła większych przedsiębiorstw. Teraz w zgodzie z unijnymi trendami jednoosobowa firma zaczyna być traktowana niemal jak huta.
Tagi: biurokracja, ochrona środowiska, prawo, przedsiębiorca









POstęp! Tego nie da się zatrzymać!
Ponieważ tradycyjnie nie wierzę w ani jedno słowo Pani Ewy – proszę o informację.
Ile osób zostało ukaranych w roku 2011 i jaka była wysokość kar.
Przyjemnego magla.
170 lekarzy w łódzkim po 10 tys min emerytowanego dentyski pracujące na pól etatu w domu
A ta cała procedura z zakupem węgla. Wkrótce można oczekiwać powstania Wojewódzkich i Powiatowych Biur d/s Poprawnego Sprzedawania Węgla czy coś w tym rodzaju. I oczywiście jakieś struktury kontrolne.
Ze względu na niską moją rentę, po 30 latach pracy mam 646 zł to dorabiam sobie zbieraniem makulatury. Zaobserwowałem, że makulatury jest za dużo i cena na skupie makulatury jest już tylko 30 gr. Nastąpiło zjawisko, gdzie większa jest podaż niż popyt. Wyrzucają całe fury makulatury a bęzyna droga i nie opłaca się zbieractwo makulatury osobom zmotoryzowanym. Widzę że przędsięborstwa są nastawione na produkcje makulatury zamiast dóbr wysoko przetworzonych. POSTULUJE obciążyć przędsiębiorstwa 26 % stawką VAT od produkcji makulatury urzęniczej a na produkcje dóbr zmniejszyć VAT. Wówczas procesy zachodzące w gospodarce będą trzymać się ,,kupy” jak dawniej mawiano.
Nie zgadzam się.
Po pierwsze – Polska i tak zuzywa bardzo malo papieru w porównaniu z innymi krajami europejskimi. Musimy ich dogonić!
Po drugie – to podcinanie korzeni polskiemu przemyslowi papierniczemu (z obcym kapitałem) co w rezultacie doprowadzi do grupowych zwolnień w papierniach.
Nic nowego. W USA farmer majacy krowe musi miec zaswiadcznie ze poradzi sobie jak mu sie mleko rozleje, albowiem rozlanie mleka traktowane jest tak samo jak wyciek oleju z platformy wiertniczej w Zatoce Meksykanskiej. Obowiazuja te same przepisy, papiery i wymagany „stopien gotowosci”. Nawet jak krowa jest jedna. Wiec prosze sie nie dziwic polskim tonerom
Amerykanski farmer nie musi koledować z weryfikacją owego zaświadczenia do burmistrza, sanepidu oraz ZHBiN oraz wysyłać co pól roku wysyłać TAKICH SAMYCH sprawozdań pod różne adresy
Musi. O tym wlasnie farmerze i mleku i niezbednych dokumentach mowil Przezydent Obama wczoraj w przemowieniu do narodu podajac owe zarzadzenia jako przyklad nonsensownych regulacji ktore zamierza zmienic – ale nei wie czy mu sie uda.
Chyba sie pan naogladal przemowienia Obamy.
Hydra biurokracji potrzebuje żeru, by wykazać swoją niezbędność!
To wszystko dla naszego „dobra”.
Ekologia to doskonały biznes. Śmiem twierdzić, że jeszcze lepszy niż homeopatia, bo producenci homeopatyków muszą wydać kasę na cukier albo wodę – główne i jedyne składniki tych „leków”. Natomiast „ekolodzy” inkasują kase absolutnie za nic. Np. za emisję CO2, za wyrzucanie zużytych baterii, za ochronę ostatniego siedliska jakiegośtam modraczka plamistego czy baryłki pręgowanej, które powinnny wyginąć i tak już parę milionów lat temu. Genialne!
Kiedyś polską makulaturę kupowali przedsiębiorcy z Indii i jak doszły mnie słuchy przerabiali makulaturę na materiały budowlane ale w związku z tym, że ceny ropy wzrosły lub znalezli sobie przedsiębiorcy bliżej dostawców eksport z Polski makulatury padł i cena na skupach też obniżyła się i jestem jak wielu w moim mieście, gdzie jest 22% bezrobocie jest wielu śmieciarzy z przymusu pokrzywdzonych. U nas w budownictwie dekońjunktura stała wywołana przez bzdurne przepisy ograniczające przedsiębiorczość i po zasięgnięciu opinii w ,,łódzkiej strefie ekonomicznej”gdzie mnie widocznie ,,golasa”wyśmiano porzuciłem myśli o uruchomieniu produkcji materiałów budowlanych z makulatury. Powiedziano mi, że strefa jest już zamknięta-co za szkodników tam zatrudniają? , co za grupy przest…e tymi strefami zarządzaja? . Szkoda, że nie jestem z dawnej nomenklatury lub obecnej i nie mam pleców i kontaktów i drzwi przede mną zamykają.