Teleskopy na uskoku

3 listopada 2011

Kilka dni temu dowiedziałem się o kolejnych niewielkich trzęsień ziemi w Chile, które swoim zasięgiem objęły Obserwatorium Paranal. Nie od dziś wiadomo, że całe Chile jest położone w strefie uskoku tektonicznego i trzęsienia ziemi są tam zjawiskiem częstym. Przynajmniej jeden wstrząs miałem okazję przeżyć na własnej skórze w Obserwatorium Paranal. Ziemia zatrzęsła się wieczorem w ubiegły poniedziałek, 24 października (w Polsce było już po północy). Sejsmograf na miejscu zarejestrował 4,6 stopnia w skali Richtera. Wstrząs był tak mały, że prawie niezauważalny. Pisałem o tym w odcinku bloga pt. „Ziemia drży pod stopami”. Ryzyko uszkodzenia teleskopów oznaczone zostało jako„średnie”.

Zgodnie z procedurą sprawdzone zostały wszystkie systemy. Mimo rozpoczynającej się nocy, kiedy teleskopy rozpoczynają pracę, ciągle były rozświetlone — trwała standardowa procedura sprawdzania urządzeń. Po jakichś dwóch godzinach od zachodu Słońca w Paranal, wszystkie światła zgasły i zaczęła się normalna praca teleskopów.

Nieco silniejsze trzęsienie ziemi miało miejsce 30 października, już po moim powrocie do Polski „ Siłę trzęsienia określono na 5,7 w skali Richtera, a jego epicentrum znajdowało się 130 km na południe od obserwatorium” informował PAP. „Po kilku godzinach od tego wstrząsu, ziemia w obserwatorium ponownie się zatrzęsła, jednak siła tego trzęsienia była już słabsza (4,8 w skali Richtera), a jego epicentrum znajdowało się dużo dalej od Paranal, niż w przypadku pierwszych wstrząsów ”.

— Trzęsienie były dobrze wyczuwalne ze względu na niewielką odległość obserwatorium od jego epicentrum — powiedział agencji dr Krzysztof Hełminiak z Wydziału Astronomii i Astrofizyki Uniwersytetu Katolickiego w Santiago de Chile. (o spotkaniu z dr Hełminiakem w Santiago pisałem w odcinku pt. ” Z Torunia do Santiago”. Z młodym astronomem w Paranal minęliśmy się. Badacz przyjechał do obserwatorium dwa dni po nas, aby prowadzić obserwacje za pomocą interferometru.

W niedzielę ogłoszono drugi stopień ryzyka — w tym wypadku procedura wymagała sprawdzenia wszystkich urządzeń. Na szczęście również to trzęsienie ziemi nie wywołało zniszczeń urządzeń obserwacyjnych. Trzęsienia ziemi są szczególnie groźne dla intenferometru. W tym urządzeniu stosowane są laserowe techniki pomiaru odległości z precyzją co do nanometrów.

Wszystkie teleskopy w Paranal sa zbudowane tak, aby nie uległy uszkodzeniom, nawet przy znacznie silniejszych wstrząsach, sięgających 9 stopni w skali Richtera. Każdy teleskop stoi na gigantycznych betonowych palach wpuszczonych w skałę. W razie trzęsienia ziemi maja pochłonąć energię wstrząsu.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wielkie okno na kosmos

28 października 2011

Z wodą i tlenem w butli wspinam się na 5 tys. metrów. Przede mną największy radioteleskop świata.

Do centrum operacyjnego powstającego radioteleskopu ALMA (Atacama Large Millimeter/submillimeter Array) przybyliśmy wczesnym rankiem. Ośrodek – Operations Support Facilities (OSF) – położony na wysokości 3 tys. m n.p.m., zwany przez pracowników obozem bazą, to zaledwie kilka białych budynków technicznych wkomponowanych w łagodny stok góry. Jest tu centrum medyczne, mieszkalne kontenery, stołówka i betonowy plac, gdzie testowane są białe anteny radioteleskopu. Na placu stoi też jeden z dwóch transporterów przeznaczonych do przewożenia 70-tonowych anten.

Przed budynkiem centrum operacyjnego na masztach powiewają flagi państw – uczestników projektu z Europy, Ameryki Północnej, Azji Wschodniej i Chile. ALMA jest wspólną konstrukcją ESO, National Radio Astronomy Observatory (NRAO) oraz National Astronomical Observatory of Japan (NAOJ).

Zarządzanie budową i obserwacjami powierzone zostało Joint ALMA Observatory (JAO). Mimo że budowa radioteleskopu zaawansowana jest obecnie w jednej trzeciej, obserwatorium już działa. W pełni gotowe z 66 antenami ma być w roku 2013.

Chaos kontrolowany

ALMA obserwuje wszechświat na falach milimetrowych i submilimetrowych, prawie tysiąc razy dłuższych niż fale światła widzialnego. To pozwala astronomom zajrzeć w głąb gęstych obłoków kosmicznego pyłu i gazu, z których powstają gwiazdy i planety. Dotrzeć do obiektów bardzo odległych z wczesnego wszechświata.

Na terenie obozu można odnieść wrażenie, że panuje tu lekki chaos. Ale to pozory – wszystko działa tu jak w zegarku, mamy do czynienia z największym na świecie obserwatorium astronomicznym w budowie.

– To najwspanialsze miejsce, w jakim przychodzi pracować astronomom – mówi „Rz”

dr Michael  West, dyrektor naukowy Europejskiego Obserwatorium Południowego w Chile (ESO). – Koledzy z obserwatorium dokonali już dziesiątek obserwacji z dokładnością, jakiej nie jest w stanie uzyskać żaden radioteleskop na świecie. Jesteśmy w stanie spojrzeć dalej i poznać więcej szczegółów niż kiedykolwiek dotąd. Otwieramy nowe okno na wszechświat.

Po krótkim badaniu medycznym – sprawdzeniu ciśnienia i nasycenia krwi tlenem, zaopatrzeni w wodę i tlen w pojemnikach, udajemy się samochodem w drogę na płaskowyż Chajnantor, gdzie stoją już 22 anteny radioteleskopu. Od celu podróży dzieli nas ponad 20 kilometrów górskiej drogi i ponad 2000 m wysokości. Tą samą drogą na płaskowyż przewożone są anteny na platformach żółtych kolosów, z których jeden widzieliśmy w OSF.

Docieramy na miejsce po kilkudziesięciu minutach. Tlen jest konieczny, trzeba co kilka chwil zaczerpnąć życiodajnego gazu. Jesteśmy dokładnie na wysokości 5058 m n.p.m. Białe anteny radioteleskopu sterczą bojowo skierowane w niebo. Dzień i noc odbierają sygnały radiowe z kosmosu. Na niewypełnionej jeszcze przestrzeni płaskowyżu widać trójkątne, betonowe podesty pod kolejne.

– Na płaskowyżu jesteśmy w stanie zmieniać konfigurację anten zgodnie z życzeniami astronomów. Zależy ona od tego, co badacze chcą obserwować – powiedziała Fabiola Cruzat, pracująca przy wyposażaniu anten w instrumenty pomiarowe. – Kiedy staną, wszystkie będą tworzyły ponad 15-kilometrową sieć. To tak jakbyśmy mieli jedną wielką antenę średnicy 15 km.

– Anteny są włączane o godzinie 16, a wyłączane o 8 – wyjaśnia Tim van Kempen, astronom z Holandii. – Czas od 8 do 16 zarezerwowany jest dla inżynierów na przeglądy i konserwację.

Za wysoko dla komputerów

Nieliczni ludzie pracujący na płaskowyżu mają plecaki z butlami tlenowymi. Wokół krajobraz jak z Księżyca. Mimo bezchmurnego nieba jest przeraźliwie zimno. – To jedno z najbardziej suchych i najwyżej położonych miejsc na świecie, idealne dla wyszukiwania sygnałów z kosmosu – przekonuje Rüdiger Kneisl, astronom z Niemiec. – Dlatego spośród wielu propozycji wybrano tę lokalizację. W pewnej odległości od anten stoi budynek Array Operations Site Technical Building, gdzie znajduje się jeden z najszybszych superkomputerów.

– Dane przekazywane są światłowodami do centrum , gdzie zapisywane są na dyskach. Na wysokości 5 tys. metrów dyski nie działają jak należy – tłumaczy Alejandro Saez, informatyk pracujący tu na płaskowyżu. – Dlatego dane są gromadzone na serwerach, które pracują niżej.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Stażyści na start

Po południu mamy zaplanowane spotkanie w głównej siedzibie ESO w Chile, w Vitacura, północno wschodniej dzielnicy miasta. Przez jej środek przepływa rzeka Mapocho, zaopatrzona w wodę po wiosennych deszczach.

ESO Vitacura to niewysokie biurowe budynki w stylu można by rzec — międzynarodowym.

W skromnym gabinecie na parterze przyjmuje nas dr Michael J. West, szef biura ds. nauki ESO w Chile. Michael był profesorem astronomii na kilku uniwersytetach w USA i Kanadzie. Przed podjęciem pracy w ESO, do 2007 pracował na University of Hawaii.

Widać, że jest pasjonatem swej pracy i wspiera takich, jak on pasjonatów. T on narzuca styl pracy wszystkich instytucji ESO w Chile. W końcu żeby to przyjechać na kilka lat i mieszkać na pustyni przez część roku, trzeba naprawdę kochać to co się robi. W Paranal, Chajnantor, Santiago spotkałem wielu takich zapaleńców.

O polskich astronomach dr West wyraża się w samych superlatywach. Chętnie widziałby badaczy z naszego kraju w gronie swych współpracowników. — Mieliby tu wspaniałe możliwości badań, uczestniczenia w projektowaniu instrumentów. Polska miałaby także korzyści ekonomiczne ze współpracy.

W ESO w Chile co roku jest kilku stażystów. Przyjeżdżają tu na trzy, cztery lata.

— Przy rozpatrywaniu wniosków o staż preferujemy kandydatów z krajów ESO — przekonywał dr West. — O ile się nie mylę nie mieliśmy w tym roku kandydata z Polski. Gdyby się pojawili, wzięlibyśmy ich poważnie pod uwagę. Polska ma wspaniałych astronomów. Pragniemy ich ściślej związać z ESO. Mamy tu bardzo dobry program dla stażystów po studiach doktoranckich, dla studentów. Po odbyciu stażu wracają do swoich krajów. Wielu z nich ma bardzo mocną pozycję w światowej astronomii. — przekonuje dr West.

Doktorzy, studenci astronomii w Polsce — na co czekacie? Składajcie wnioski, teraz macie spore szanse na pracę w ESO.

 

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Zieleń Santiago

Pożegnaliśmy urocze San Pedro de Atacama i wyruszyliśmy   przez pustynię do najbliższego lotniska w Calama.

Po drodze nasza opiekunka, pani Valentina Rodriguez  wypatrzyła na skraju drogi samotne drzewko z  tabliczką po angielsku „daj mi pić proszę”. Kierowca zatrzymuje auto, wysiadamy i wylewamy  resztki wody z  napoczętych butelek. Tak chyba robi więcej turystów , bo  drzewko na spalonej na popiół ziemi ma się całkiem nieźle.

Calama  to maleńka miejscowość  na pustyni. Trudno nawet było  przypuszczać ,że tu jest lotnisko. Budynek terminalu  jest wielkości dworca PKS w powiatowym mieście, betonowy pas startowy , kilka awionetek parkujących na betonowym placu.

Tu kontrola bezpieczeństwa jest  bardziej „ludzka” niż w Europie. Nie trzeba wyciągać  laptopów, nie  ma problemu z zabraniem na pokład wody, Którą każdy z nas ma w butelce. Po kilku dniach na pustyni nauczyliśmy się już nie rozstawać z wodą.

Nowiuteńkim Airbusem firmy LAN wracamy do  Santiago  oddalonego o jakieś 1500 km. Lot trwa dwie godziny.  Lądujemy  w zielonym Santiago. Po szaro rdzawej pustyni można tu naprawdę poczuć wiosnę.  W końcu jesteśmy ma półkuli południowej Drzewa mają świeże , zielone liście).

 

 

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Deską po piasku

27 października 2011

Z Paranal do San Pedro de Atacama, małego miasteczka, skąd skoczyliśmy na pobliski płaskowyż Chajnantor jest 500 km. Szosa przez Atacamę jest w miarę prosta, równa i ruch na niej niewielki. Po drodze mijaliśmy zaledwie kilka małych osad uśpionych w pustynnym pyle. Droga zajęła nam 6 godzin. To była najnudniejsza podróż samochodem, jaką przeżyłem. Dookoła prawie taki sam monotonny krajobraz, szaro rdzawe wzgórza pokryte pyłem i żadnych roślin. Jedyna atrakcja po drodze to kopalnia miedzi Chuquicamata, podobno największa odkrywkowa kopalnia na świecie. Rozkopany cały kawał pustyni. Olbrzymie pojazdy do transportu urobku majestatycznie poruszają się po bezdrożach, wznosząc tumany rdzawego pyłu. Wzgórza są pozbawione wierzchołków, pośród nich jakieś wraki dawno nieczynnych maszyn. Tak pewnie wyglądałby krajobraz księżycowy, gdyby tam człowiek założył stalą bazę.

Po sześciu godzinach podróży dotarliśmy do miasteczka San Pedro de Atacama. To tutejsze centrum turystyki, kilkanaście hoteli, sklepy, knajpy, wszystko dla turystów, którzy przybywają ze świata. Wokół mnóstwo atrakcji. Można odwiedzić pobliską Księżycową Dolinę w Cordillera de la Sal. Tu krajobraz jest iście nieziemski z przedziwnymi tworami skalnymi. Można podziwiać wulkany Licancabur i Lascar. Atrakcja są też górskie jeziorka Toconao i Salar z laguną Chaxa zamieszkała przez stada flamingów. W okolicy są też gejzery El Tatio. Można wykąpać się w Termas de Puritama. To wodospady zasilane przez podgrzane przez wulkan do 30 stopni wody rzeki Puritama.

San Pedro przyciąga amatorów sandboardingu (to taka deska jak snowboard ale zjeżdża się po piachu). W okolicy jest mnóstwo miejsc, gdzie można ten sport uprawiać, łącznie z Doliną Śmierci (Valle de la Muerte). Można wybrać się też na całodzienna wycieczkę do Boliwii, gdzie z bliska można obejrzeć wulkan Licancabur (stoi na granicy Boliwii i Chile) i jeziora wysokogórskie.

Miasteczko jest pełne turystów, którzy przechadzają się po piaszczystych ulicach. Domki są parterowe w rdzawym kolorze, jak wszystko wokół. Większość domów w San Pedro zbudowana została z pociętych na regularne cegły miejscowych skał. Murki zbudowane z takiego samego materiału wieńczą charakterystyczne trójkąty.

Wyjątkiem jest kościół — Iglesia de San Pedro. Budynek świątyni, mury, oczywiście zwieńczone trójkątami, dzwonnica — wszystko otynkowane na biało.

 

 

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Terapia tlenowa

Na płaskowyżu Chajnantor, niedaleko boliwijskiej granicy stanie największy na świecie system radioteleskopów. Dziś na płaskowyżu jest ich 22. Będzie ich 60. Niesamowity widok kiedy na olbrzymim szaro brunatnym pustkowiu z wulkanem Licancabur w tle w tle stoi kilkadziesiąt snieżnobiałych anten radioteleskopów. Chajnantor leży na wysokości 5 tys. m. n. p. m. Majestatyczny stożek wulkanu pokryty jęzorami lodu wznosi się prawie tysiąc metrów wyżej.

5 tys. metrów brzmi dość niewinnie, ale warunki jakie tam panują są zgoła ekstremalne. Obóz — baza ALMY znajduje się na wysokości 3 tys. m. Docieramy tam mikrobusem z pobliskiego miasteczka San Pedro de Atacama. Droga do ALMY to nieźle utrzymana ubita droga gruntowa. Do obozu nie ma żadnych atrakcji, droga leciutko pnie się w górę. Dojeżdżamy do obozu wczesnym rankiem. To kilka białych budynków i kilkanaście baraków z kontenerów. kilka anten, które tutaj są testowane po złożeniu.

Słońce pali niemiłosiernie, mimo wczesnej pory. Tu zaskoczenie — zanim udamy się na płaskowyż musimy przejść badanie medyczne. Trzeba wypełnić dość zczegółowy kwestionariusz. Badanie polega na mierzeniu ciśnienia krwi i nasyceniu jej tlenem. Końcówka pulsoksymetru zakładana jest na palec wskazujący. Słyszę — „doskonale”, mogę jechać na górę. Na drogę dostajemy tlen w litrowych butelkach, aby w razie potrzeby zaczerpnąć go trochę i wodę z zaleceniem popijania po kilka łyków.

Organizatorzy sprawdzaja też czy mamy okulary przeciwsłoneczne i jesteśmy posmarowani kremem ochronnym. Opiekująca się nasza grupą z ramienia ESO Valentina Rodriguez ma kilka kieszonkowych pulsyksometrów i w miarę jazdy w górę rozkazuje mierzyć poziom natlenienia krwi. A skąd wiadomo, kiedy? Po kilkunastu minutach jazdy w górę słyszę od niej „ musisz zaczerpnąć tlenu”. Po drodze odwiedzamy miejsce pamięci miejscowych Indian. Zagrodę dla zwierząt i kilka miniaturowych domostw. Po jakiś czterdziestu minutach docieramy na płaskowyż. Za nami dwadzieścia kilka kilometrów drogi i dwa kilometry w pionie. Tlen jest niezbędny. Po kilku krokach robi się duszno. Słońce pali, a jest przeraźliwie zimno. Zakładam najcieplejsze rzeczy z windstoperem, czapkę uszankę i kapelusz z szerokim rondem. Tlen jest potrzebny do życia. Wszyscy go tu mają.

 

 

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Zielony promień

25 października 2011

Codziennym zwyczajem w Paranal jest oglądanie zachodu Słońca nad Pacyfikiem. Kiedy zbliża się pora zachodu teleskopy są już otwarte ale jeszcze nie pracują, astronomowie i inżynierowe tłumnie wylegają na zewnątrz. Mimo że od brzegu oceanu Paranal oddziela w linii prostej zaledwie 14 kilometrów pustyni, Pacyfik ze wzgórza na którym stoją teleskopy widać bardzo dobrze. Nie można dostrzec jednak samego oceanu a jedynie chmury. Dlaczego tu jest bezchmurne niebo, a nad oceanem gęste chmury? — Gwarantuje to nam  prąd Humboldta —  przekonuje Ueli Weilenman, zastępca dyrektora w Paranal. — Zimny prąd zatrzymuje chmury. Ocean widać niezwykle rzadko. Wtedy nad Paranal mamy chmury a nad oceanem błękitne niebo.

Słońce zachodzi — czerwona tarcza znika za horyzontem bardzo szybko, czasem pojawia się ostatni zielony promień, efekt rozszczepienia światła. Wczoraj jednak nie mieliśmy szczęścia zielonego błysku nie zauważyliśmy. Nad zachodzącym Słońcem na niebie pokazała się planeta Wenus, a po wschodniej stronie Jowisz. Aby te dwie planety zobaczyć jednocześnie trzeba być na pustyni, gdzie nic nie zasłania horyzontu. Wenus i Jowisz szybko znikają na tle wypełniającego się gwiazdami nieba. Wygląda ono tutaj jakby było o wiele gęściej zapełnione niż na północy. Ale to podobno złudzenie. Widać stad centrum Galaktyki, a Obłoki Magellana robią wrażenie prawdziwych chmur. Niesamowite.

 

 

 

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Ziemia drży pod stopami

Tablica świetlna Zatrzęsła nam się się Ziemia pod nogami. Pół godziny przed zachodem Słońca rozpoczyna się przygotowanie teleskopu do pracy. To codzienna ceremonia odsłaniania gigantyczne kopuł wszystkich czterech teleskopów VLT w Paranal.

Przyglądaliśmy się tej ceremonii wewnątrz budynku jednego z teleskopów. Staliśmy na najwyższym piętrze metalowej metalowej platformy, biegnącej wokół budynku. Kiedy wszystkie wrota kopuły majestatycznie się rozsunęły a ten gigantyczny i teleskop został skierowany w niebo, właśnie wtedy nastąpił wstrząs. Schodziłem po schodach. Myślałem że to ich taka właściwość kiedy schodzi po nich kilka osób. O tym, że było to trzęsienie ziemi dowiedziałem się kilka minut później. Mimo, źe słońce zachodziło w budynkach ciągle paliło się światło. Okazało się że to z powodu inspekcji, która trzeba przeprowadzić po każdym takim zdarzeniu. Tym razem ryzyko uszkodzenia było średnie. Sejsmometr w Paranal zarejestrował 4,6 w skali Richtera. Niektórzy w ogóle nic nie zauważyli i to nie tylko członkowie naszej wycieczki ale także pracownicy ośrodka. Ale przez pierwsze dwie godziny nocy  pracujący w centrum sterowania astronomowie sprawdzali, czy nic się nie przestawiło w ustawieniach instrumentów. Takie trzęsienia Ziemi zdarzają się tutaj raz na miesiąc.

 

 

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Z Torunia do Santiago

W Chile na stałe lub czasowo przebywa kilkoro polskich astronomów. Większość rezyduje w Concepcion — mieście w środkowym Chile. To tam w 1818 proklamowana została niepodległość kraju. Kilku naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego przebywa w obserwatorium Las Campanas (projekt OGLE).

W Santiago spotkałem młodego astronoma z Torunia dr. Krzysztofa Hełminiaka. Krzysztof zajmuje się głównie badaniem układów podwójnych ze składnikami o masach mniejszych od Słońca Może się pochwalić obserwacjami na największych teleskopach na na świecie m.in, Keck w Mauna Kea na Hawajach i VLT. Pasją młodego astronoma jest poszukiwanie planet w układach podwójnych. W Santiago odbywa staż podoktorski na wydziale astrofizyki Uniwersytetu Katolickiego. Jest członkiem zespołu SOLARIS. To autorski program prof. Macieja Konackiegoo, który zaproponował budowę czterech teleskopów w trzech punktach na świecie i poszukiwanie egzoplanet w wybranych ukłdach podwójnych. Prof Konaccki wraz zespołem otrzymał na te badania grant z 7 Programu Ramowego Unii Europejskiej. Pieniądze na badania zostały przyznane, bo projekt był oryginalny. Tego rodzaju układów nikt dotąd nie badał.

Teleskopy staną w Australii, Argentynie i Afryce Południowej. — Jeden z teleskop już złapał pierwsze światło — powiedział mi Krzysztof. Pozostałe będą działały jeszcze w 2012 roku. Chcemy żeby chociaż jeden był wykonany w Polsce.

Wszystkie cztery teleskopy w ciągu całego projektu będą obserwowały 100 wybranych przez badaczy obiektów.

Dane zapisywane na dyskach będą przesyłane firmami kurierskimi do Torunia, gdzie będzie centrum sterowania i analiz dla całego projektu.

— Nie ma możliwości przesłania takiej ilości danych za pomocą istniejących połączeń sieciowych — wyjaśnia Krzysztof. — Za pomocą sieci będziemy jedynie zdalnie sterować tymi teleskopami.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Najpewniejszy psi nos

23 października 2011

Po kilku latach pisania „na sucho” o odkryciach jakich dokonali badacze z Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO) w Chile będę miał wreszcie okazję na własne oczy przyjrzeć się tym cudom techniki. ESO zaprosiło kilku dziennikarzy z Polski do odwiedzenia największych i najnowocześniejszych teleskopów na świecie.

Wyruszyłem z Warszawy w sobotę 22 września samolotem LOT -u do Madrytu o godz. 11.40. Z powodu jakiejś błahej — jak mniemam — usterki samolot wystartował godzinę później ale jakimś cudem dotarł do Madrytu zaledwie 15 minut po planowanym czasie. Opóźnienie trochę mnie zaniepokoiło, ale jak się okazało — niepotrzebnie. Samolot z Madrytu do Santiago de Chile według rozkładu maił wystartować pięć minut przed północą, był więc zapas na ewentualne spóźnienie.

Samolot z Madrytu do Santiago de Chile  linii lotniczych LAN trzymał się rozkładu co do minuty. Obsługa na pokładzie bez zarzutu. W Santiago pewne zaskoczenie: cały bagaż  jest prześwietlany.  Nie wystarcza deklaracje, że nie przewozi się żywności zwierząt ani roślin.  Służbom sanitarnym pomagają sympatyczne  psy  (golden retrievery).

Wizyta w Europejskim  Obserwatorium Południowym

Program  naszej wizyty w ESO jest następujący: w poniedziałek udajemy się samolotem z Santiago do Antofagasty – miasta portowego na skraju pustyni Atacama. Stamtąd busem jedziemy do Paranal (na wysokości ponad 2,6 tys. metrów n.p.m. Tam będziemy z bliska oglądać instrumenty Bardzo Wielkiego Teleskopu (VLT) między innymi interferometr. Będzie okazja owdwiedzić także miejsce, gdzie co 18 miesięcy czyszczone jest główne, ponad 8 metrowe lustro teleskopu. Organizatorzy zapowiedzieli takie atrakcje jak zachód słońca nad Pacyfikiem i słynne zielone promienie na horyzoncie. A w nocy odwiedzimy astronomów przy pracy w centrum kontroli teleskopu VLT.

We wtorek pożegnamy Paranal i wyruszymy do San Pedro de Atacama. Po drodze odwiedzimy Cerro Amazones, miejsce, gdzie stanie największe oko na wszechświat — super teleskop E-ELT, z lustrem głównym o średnicy 42 m. Następnego dnia udamy się do miejsca, gdzie mieści się centrum operacyjne powstającego radioteleskopu  ALMA (Atacama Large Millimeter/submillimeter Array).

To najdokładniejszy radioteleskop na świecie, projekt międzynarodowy. Co prawda pełną parą będzie pracował od roku 2013, kiedy będzie miał 66 anten ale już ma 16 i tyle wystarczy do rozpoczęcia pracy.

W ośrodku zostaniemy przeszkoleni, co do zasad bezpieczeństwa i udamy się na płaskowyż Chajnantor na wysokość 5 tys. m n p. m., jedno z najwyżej położonych obserwatoriów astronomicznych na świecie, gdzie dostarczona już została pierwsza europejska antena systemu. Odwiedzimy też miejsce montażu anten radioteleskopu.

To na razie tyle wstępnych informacji. Więcej szczegółów wkrótce.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop