<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Contra Gentiles</title>
	<atom:link href="http://blog.rp.pl/terlikowski/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.rp.pl/terlikowski</link>
	<description>Tomasz P. Terlikowski</description>
	<lastBuildDate>Tue, 30 Jun 2009 16:52:21 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.6</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Kozioł ofiarny &#8220;Gazety Wyborczej&#8221;</title>
		<link>http://blog.rp.pl/terlikowski/2009/06/30/koziol-ofiarny-gazety-wyborczej/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/terlikowski/2009/06/30/koziol-ofiarny-gazety-wyborczej/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Jun 2009 16:52:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/terlikowski/2009/06/30/koziol-ofiarny-gazety-wyborczej/</guid>
		<description><![CDATA[Opowieść o Wandzie Półtawskiej mogła stać się hymnem o wartości polskiej religijności, sile kobiecego serca i walki o sprawy ważne. Mogła być także fascynującą historią duchowej przyjaźni (jakich w Kościele wiele, by wspomnieć tylko św. Franciszka i św. Klarę czy Hansa Ursa von Balthasara i Adrianne von Speyer) między kapłanem, biskupem, w końcu papieżem a [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Opowieść o Wandzie Półtawskiej mogła stać się hymnem o wartości polskiej religijności, sile kobiecego serca i walki o sprawy ważne. Mogła być także fascynującą historią duchowej przyjaźni (jakich w Kościele wiele, by wspomnieć tylko św. Franciszka i św. Klarę czy Hansa Ursa von Balthasara i Adrianne von Speyer) między kapłanem, biskupem, w końcu papieżem a kobietą.</p>
<p>I takie elementy w serialu reporterskim Aleksandry Klich opublikowanym w „Gazecie Wyborczej&#8221; są. Ale niestety kładzie się na nich cień – próba „wypreparowania&#8221;, by nie rzec wykastrowania, z myśli Jana Pawła II tego wszystkiego, co się redaktorom „GW&#8221; w papieżu nie podoba. Posłużono się metodą kozła ofiarnego, na którego barki zrzucić można wszystko, co złe, który ma odpowiadać za papieską sympatię do Radia Maryja, nauczanie o antykoncepcji czy niechęć do niektórych ze współczesnych nurtów liberalizmu. W gazetowym serialu kozłem ofiarnym stała się Wanda Półtawska. </p>
<p><strong><a href="http://www.rp.pl/artykul/2,327405_Terlikowski__Koziol_ofiarny___Gazety_Wyborczej__.html" target="_blank">Czytaj cały artykuł</a></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/terlikowski/2009/06/30/koziol-ofiarny-gazety-wyborczej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>40</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dobry początek nowego metropolity gdańskiego</title>
		<link>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/27/dobry-poczatek-nowego-metropolity-gdanskiego/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/27/dobry-poczatek-nowego-metropolity-gdanskiego/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 27 Apr 2008 07:05:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/27/dobry-poczatek-nowego-metropolity-gdanskiego/</guid>
		<description><![CDATA[Umiarkowane, ciepłe i otwarte &#8211; także na krytyków &#8211; było pierwsze kazanie nowego metropolity gdańskiego. Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź zrobił wszystko, by w czasie swego ingresu pokazać się od jak najlepszej strony i pozbawić argumentów tym wszystkim, którzy krytykowali go za antyeuropejskość, niedostosowanie do charakteru archidiecezji gdańskiej czy brak szacunku dla różnorodności.
Świetnie przygotowana homilia, w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Umiarkowane, ciepłe i otwarte &#8211; także na krytyków &#8211; było pierwsze kazanie nowego metropolity gdańskiego. Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź zrobił wszystko, by w czasie swego ingresu pokazać się od jak najlepszej strony i pozbawić argumentów tym wszystkim, którzy krytykowali go za antyeuropejskość, niedostosowanie do charakteru archidiecezji gdańskiej czy brak szacunku dla różnorodności.</strong></p>
<p>Świetnie przygotowana homilia, w której arcybiskup pokazał, że nie przybywa z daleka, lecz że zna i rozumie historię Pomorza, może pomóc w przełamaniu lodów. A fakt, że abp Głódź nie zdecydował się na polemikę ze swoimi adwersarzami daje nadzieję na to, że odnajdzie się on w nowej roli.</p>
<p>Dobrym sygnałem było przybycie na uroczystości także tych polityków, którzy (jak prezydent Lech Wałęsa) wcześniej ostro krytykowali nowego metropolitę. Wykazali oni katolickie posłuszeństwo decyzjom papieskim, ale i wyraźnie zaznaczyli, że czym innym jest dyskusja na temat jakiejś kandydatury, a czym innym przyjęcie biskupa i współpraca z nim zarówno w dziełach ewangelizacyjnych, jak i społecznych czy publicznych.</p>
<p>Ale najważniejsze słowa, które w czasie sobotniej uroczystości padły z ambony wcale nie dotyczyły polityki. Istotą przesłania arcybiskupa Głódzia jest bowiem deklaracja, że będzie proboszczem proboszczów i zrobi wszystko, by być blisko zwykłych ludzi. &#8211;  Nieśmy światu miłość miłosierną wobec grzesznych, słabych i szukających Boga - mówił nowy<br />
metropolita gdański do swoich kapłanów.</p>
<p>Jeśli te zapowiedzi uda się arcybiskupowi Głódziowi zrealizować, to jego posługa będzie sukcesem. Niezależnie od tego, ile zastrzeżeń budziły &#8211; i zapewne budzić będą &#8211; jego poglądy w innych kwestiach. Tego sukcesu<br />
trzeba życzyć i metropolicie, i jego wiernym.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/27/dobry-poczatek-nowego-metropolity-gdanskiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>74</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Błogosławione narodziny</title>
		<link>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/25/blogoslawione-narodziny/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/25/blogoslawione-narodziny/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Apr 2008 09:11:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz P. Terlikowski</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/25/blogoslawione-narodziny/</guid>
		<description><![CDATA[Takie informacje trzeba wybijać. Nieczęsto bowiem zdarza się, by trafiały one na pierwsze strony mediów. A powinny, bowiem dowodzą one nie tylko, że ludzie wciąż mają ludzkie uczucia, ale także, że zachowując je można być poważnym i szanowanym politykiem.
Tym razem informacja pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. To właśnie tam Sarah Palin, gubernator stanu Alaska urodziła piąte [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Takie informacje trzeba wybijać. Nieczęsto bowiem zdarza się, by trafiały one na pierwsze strony mediów. A powinny, bowiem dowodzą one nie tylko, że ludzie wciąż mają ludzkie uczucia, ale także, że zachowując je można być poważnym i szanowanym politykiem.</p>
<p>Tym razem informacja pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. To właśnie tam Sarah Palin, gubernator stanu Alaska urodziła piąte dziecko. I nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie to, że Trig Paxon Van Palin ma Zespół Downa, a amerykańska polityk nie tylko o tym wiedziała, ale też określiła jego narodziny jako &#8220;błogosławieństwo Boże&#8221;.</p>
<p>Gubernator stanu Alaska znała wyniki testów od dawna i od dawna wiedziała, że jej najmłodsze dziecko będzie miało Zespół Downa. Jak sama wspomina początkowo była zasmucona, ale teraz i ona i jej rodzina czują błogosławieństwo, jakim Bóg obdarzył ich poprzez taki wybór. &#8211; Trig jest piękny i od początku przez nas kochany &#8211; zapewnia rodzina w specjalnym oświadczeniu. &#8211; Wierzymy, że każde dziecko jest stworzone dla dobrego celu, a jego zadaniem jest czynienie tego świata miejscem lepszym dla wszystkich. Jesteśmy więc prawdziwie pobłogosławieni &#8211; uzupełniła polityk wraz z rodziną.</p>
<p>Wiara i nadzieja rodziny Palinów jest godna najwyższego podziwu. I choć oczywiście można ją sprowadzać jedynie do politycznej pozy, przydatnej w robieniu kariery, to nie ulega dla mnie wątpliwości, że chciałbym, żeby podobną &#8220;pozę&#8221; prezentowali także polscy politycy.  I chciałbym też, żeby w Polsce słowa o tym, że &#8220;każde dziecko jest stworzone do dobrego celu zostały usłyszane i przyjęte.</p>
<p>Każde, to znaczy również takie, które pochodzi z gwałtu albo jest upośledzone. Choroba i pochodzenie nie powinny być przyczyną odrzucenia, już na pewno nie mogą być podstawą do prawnej zgody na likwidację. Każde dziecko jest bowiem błogosławieństwem dla świata. I nigdy dość tak mocnych, jak te Sarah Palin, przypomnień o tej fundamentalnej prawdzie. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/25/blogoslawione-narodziny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Państwo małżeństwem stoi</title>
		<link>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/22/panstwo-malzenstwem-stoi/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/22/panstwo-malzenstwem-stoi/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Apr 2008 18:17:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/22/panstwo-malzenstwem-stoi/</guid>
		<description><![CDATA[Mamy nowego wroga wolności, demokracji i praw obywatelskich, zwolennika państwa wyznaniowego. O kim mowa tym razem? O polityku PO Jarosławie Gowinie. Monika Olejnik w &#8220;Dzienniku&#8221; stwierdziła, że &#8220;mówi jak Ewa Sowińska&#8221;, a wicenaczelny &#8220;Gazety Wyborczej&#8221; Piotr Pacewicz wprost oskarżył go o to, że &#8220;lepiej nadaje się do obrony katolickiej etyki seksualnej niż do tworzenia prawa [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mamy nowego wroga wolności, demokracji i praw obywatelskich, zwolennika państwa wyznaniowego. O kim mowa tym razem? O polityku PO Jarosławie Gowinie. Monika Olejnik w &#8220;Dzienniku&#8221; stwierdziła, że &#8220;mówi jak Ewa Sowińska&#8221;, a wicenaczelny &#8220;Gazety Wyborczej&#8221; Piotr Pacewicz wprost oskarżył go o to, że &#8220;lepiej nadaje się do obrony katolickiej etyki seksualnej niż do tworzenia prawa służącego ludziom, zgodnego z prawami człowieka&#8221;.</p>
<p>Takie gromy Gowin ściągnął sobie na głowę, deklarując, że dziecko potrzebuje taty i mamy razem, biorących odpowiedzialność ze jego wychowanie, i dlatego państwo refundować powinno zabiegi zapłodnienia in vitro tylko małżeństwom. A do tego poseł PO swoją opinię wzmocnił odwołaniem do badań, z których wynika, że w konkubinatach przemoc domowa, agresja i przestępstwa zdarzają się zdecydowanie częściej niż w małżeństwie.</p>
<p>Oczywiście nikt nie podjął polemiki z faktami – bo tego zwyczajnie zrobić się nie da. Zamiast tego zaczęto snuć opowieści o łamaniu przez posła Platformy praw człowieka. Tyle tylko, że nikt nie był w stanie wskazać, o które prawa człowieka chodzi.</p>
<p>W rzeczywistości bowiem idzie nie o prawa, ale o przywileje – bo tym właśnie jest finansowanie kontrowersyjnych i niesłychanie kosztownych zabiegów in vitro. Państwo oczywiście może pewne przywileje przyznać swoim obywatelom, ale ma także prawo ograniczyć je do przypadków, które uznaje za korzystne dla życia społecznego.</p>
<p>I tak właśnie jest w tym przypadku. Jarosław Gowin proponuje, aby państwo uprzywilejowało tylko tych swoich obywateli, którzy – podejmując decyzję o zawarciu małżeństwa – dali dowód, iż pragną stworzyć stabilny i trwały związek. A więc taki, który – co wynika ze wszystkich badań – pozostaje najlepszym środowiskiem wychowawczym.</p>
<p>Małżeństwo jest publiczną deklaracją wierności i stałości. Nie tylko &#8220;papierkiem&#8221;, ale zobowiązaniem – także wobec państwa i współobywateli – do pewnego stylu życia. I nie ma w tym nic dziwnego, jeśli państwo chce w zamian za to zobowiązanie udzielić swojemu obywatelowi pewnych przywilejów. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/22/panstwo-malzenstwem-stoi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>114</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Powszechne prawo do orgazmu</title>
		<link>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/22/powszechne-prawo-do-orgazmu/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/22/powszechne-prawo-do-orgazmu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Apr 2008 08:48:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz P. Terlikowski</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/22/powszechne-prawo-do-orgazmu/</guid>
		<description><![CDATA[Mamy nowe zagrożenie światłej, otwartej, demokratycznej i zgodnej ze standardami praw człowieka Polski &#8211; obwieścił niezawodny Piotr Pacewicz. I tym razem nie jest to Jarosław Kaczyński, ani nawet Zbigniew Ziobro, ale&#8230; Jarosław Gowin z Platformy Obywatelskiej. Dlaczego? Bo uznał, że prawo do zapłodnienia in vitro przysługiwać powinno tylko małżeństwom. A to oznacza, śpieszę z wyjaśnieniem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mamy nowe zagrożenie światłej, otwartej, demokratycznej i zgodnej ze standardami praw człowieka Polski &#8211; obwieścił niezawodny Piotr Pacewicz. I tym razem nie jest to Jarosław Kaczyński, ani nawet Zbigniew Ziobro, ale&#8230; Jarosław Gowin z Platformy Obywatelskiej. Dlaczego? Bo uznał, że prawo do zapłodnienia in vitro przysługiwać powinno tylko małżeństwom. A to oznacza, śpieszę z wyjaśnieniem tym, którzy nie dostrzegają szkaradności tego pomysłu, że &#8220;Gowin lepiej nadaje się do obrony katolickiej etyki seksualnej niż do tworzenia prawa służącego ludziom, zgodnego z prawami człowieka&#8221;.</p>
<p>Pacewicz oczywiście nie wyjaśnił, które to prawo człowieka określa, że państwa ma mu refundować posiadanie dzieci. Nie spróbował także skorzystać z okazji, by oświecić ciemny lud i pokazać, dlaczego w ogole posiadanie dzieci jest prawem człowieka. Zamiast tego, jak to zwykle bywa w jego przypadku, postraszył wizją &#8220;presji Kościoła&#8221;, która objawia się w tym, że Komisja Episkopatu ds. Rodziny przypomniała jakie jest katolickie stanowisko w kwestii in vitro. Kupe śmiechu (&#8221;poseł swatka&#8221;) wywołała u Pacewicza sugestia, że &#8211; jeśli ktoś chce potrzymać od państwa pewne przywileje (a refundacja usług reprodukcyjnych jest przywilejem, a nie przysługującym każdemu prawem) to powinien zdecydować się na wzięcie na siebie obowiązków, które są podstawą przyznania tego przywileju. Obowiązki te to sformalizowanie związkuy, tak by był on choć minimalnie trwalszy.</p>
<p>Sugestie, że w związkach konkubenckich więcej jest przemocy i cierpienia dzieci, też zostały zbyte żartami. Oto, zdaniem Pacewicza, prawda ta odnosi się tylko do środowisk patologicznych. Nie ma już natomiast odniesienia do inteligenckich związków. Tyle, że to nieprawda. Mniej trwałe związki, rozpadające się częściej i łatwiej generują o wiele więcej cierpienia u dzieci, a przemocy jest w nich więcej niezależnie od poziomu społecznego i kulturalnego ludzi, którzy w nich żyją. Nie ma zatem sensownych powodów, by przyznawać im przywilej finansowania przyjemności posiadania dziecka. Przyjemności, za którą nie chcą zresztą brać odpowiedzialności, której przejawem jest choćby usankcjonowanie swojego związku.</p>
<p>Inna rzecz, że w gruncie rzeczy myślenie Pacewicza ma proste źródła. Dla niego prawa człowieka nie oznaczają czegoś, co wyprowadzone jest z transcendentnych praw rządzących światem, a nawet nie z dobra społecznego, którego gwarantem ma być państwo, a z prawa do orgazmu. Każdy je ma, każdy powinien je realizować, a państwo ma mu to zapewnić i refundować. I jeszcze sprawić, by Kościół przypadkiem nie &#8220;wywierał presji&#8221; sugerując, że pewien typ relacji jest nieodpowiedzialny i grzeszny. In vitro w tym konkretnym przypadku jest więc tylko pretekstem do walki o powszechny orgazm, refundowany z budżetu państwa. A jeśli ktoś przypomina, że seksualność i związana z nią prokreacja ma także wymiar społeczny &#8211; to natychmiast staje się wrogiem publicznym numer jeden. Taki los spotkał teraz Jarosława Gowina.</p>
<p>PS. A swoją drogą ciekawe, kiedy premier Donald Tusk odetnie się od jego poglądów i zapowie, że ma lepszy pomysł&#8230; Czy szum oburzonych dziennikarzy skłoni go do tego już teraz, czy dopiero bliżej wyborów prezydenckich? Bo, że go do tego skłoni, i że ustawy nie będzie można już teraz przyjąć z niemal całkowitą pewnością.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/22/powszechne-prawo-do-orgazmu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niebezpieczny symptom zamykania polskiego Kościoła hierarchicznego</title>
		<link>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/21/niebezpieczny-symptom-zamykania-polskiego-kosciola-hierarchicznego/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/21/niebezpieczny-symptom-zamykania-polskiego-kosciola-hierarchicznego/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 21 Apr 2008 22:13:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/21/niebezpieczny-symptom-zamykania-polskiego-kosciola-hierarchicznego/</guid>
		<description><![CDATA[Nieobecność na jubileuszu i pożegnaniu arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego zdecydowanej większości hierarchów to znak, który nie wróży nic dobrego Kościołowi

Jubileusz metropolity gdańskiego był przygotowywany od ponad pół roku. Było jasne, że będzie pożegnaniem zasłużonego arcybiskupa. Dlatego nieobecność na tych uroczystościach najważniejszych polskich hierarchów jest symptomatyczna. I nie zmienia tego fakt, że – inaczej niż w przypadku [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Nieobecność na jubileuszu i pożegnaniu arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego zdecydowanej większości hierarchów to znak, który nie wróży nic dobrego Kościołowi<br />
</strong></p>
<p>Jubileusz metropolity gdańskiego był przygotowywany od ponad pół roku. Było jasne, że będzie pożegnaniem zasłużonego arcybiskupa. Dlatego nieobecność na tych uroczystościach najważniejszych polskich hierarchów jest symptomatyczna. I nie zmienia tego fakt, że – inaczej niż w przypadku ingresu – uczestnictwo w pożegnaniach nie jest obowiązkowe i zazwyczaj odbywają się one z mniejszą pompą. Nie wystarczy też wyjaśnienie, że przesadnej celebry, w której wzięliby udział wszyscy hierarchowie, nie chciał sam jubilat. Przyjaźń, zaufanie, wdzięczność, a także zwyczajne podziękowanie okazuje się bowiem niezależnie od osobistej skromności jubilata.</p>
<p>I nie ma co udawać, że biskupi tego nie wiedzą. Jeśli więc w pożegnaniu arcybiskupa Gocłowskiego uczestniczyli tylko ordynariusze z jego metropolii i jego najbliżsi przyjaciele – to był to wyraźny sygnał, który miał być odczytany jeśli nie przez samego zainteresowanego, to przez pozostałych, wciąż jeszcze aktywnych, hierarchów. A jego treść jest banalnie prosta: &#8220;na zewnątrz, w mediach, ale i w kazaniach manifestujemy pełną jedność i zgodność. Dyskusja, podważanie wiarygodności pozostałych biskupów nie są i nie będą tolerowane&#8221;.</p>
<p>Nie jest to zresztą pierwszy taki sygnał. Od jakiegoś czasu biskupi wysyłają go regularnie. I nie chodzi tylko o oświadczenie, w którym zakazano dziennikarzom dyskutowania o nominacjach, ale także o wiele innych decyzji i wydarzeń z ostatniego roku. Biskup Piotr Libera, który jeszcze jako sekretarz Konferencji Episkopatu wymusił działania na Kościelnej Komisji Historycznej, która opublikowała oświadczenie w sprawie abp. Stanisława Wielgusa – też został przywołany do porządku i nie pozwolono mu nawet dokończyć kadencji na stanowisku sekretarza. Nie inaczej było z kardynałem Stanisławem Dziwiszem, który za pomocą prasowego przecieku próbował wymóc na pozostałych hierarchach załatwienie problemu Radia Maryja. W odpowiedzi usłyszał, że już samo poinformowanie o sprawie mediów oznacza ostateczne utrącenie sprawy. Teraz ofiarą zasady milczenia o wewnętrznym życiu Episkopatu padł arcybiskup Tadeusz Gocłowski, który nie wyraził od razu publicznego zachwytu dla arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia, a nawet zdecydował się na pisanie w jego sprawie do Watykanu.</p>
<p>Żelazne egzekwowanie zasady milczenia o podziałach jest tylko częścią procesu zamykania się na świat polskiego Kościoła hierarchiczny. Po okresie otwarcia za czasów biskupów Tadeusza Pieronka i Jana Chrapka, kiedy to do budynków, w których toczyły się obrady Konferencji Episkopatu, dziennikarze mieli wolny wstęp, a ówczesny biskup Pieronek odbierał ich telefony o każdej porze dnia (a gdy trzeba było, to i nocy) – nadszedł czas (i to jeszcze za biskupa Libery) szczelnego zamykania drzwi i wpuszczania mediów tylko na konferencje prasowe. Kolejni dwaj rzecznicy prasowi episkopatu, jeśli w ogóle odbierają telefony (a różnie z tym bywało i bywa), do perfekcji opracowali sztukę spławiania dziennikarzy i nieudzielania im informacji.</p>
<p>I nic nie wskazuje na to, by coś miało się zmienić. Karanie ostracyzmem tych hierarchów, którzy ową specyficzną zmowę zamknięcia łamią, przyczynia się nie tyle do umacniania wrażenia jedności Kościoła, ile do całkowitego zaniku rzeczywistej dyskusji zewnętrznej i wewnętrznej, a także przepływu informacji. I tym należy się martwić o wiele bardziej niż brakiem wyczucia tych hierarchów, którzy nie znaleźli dość czasu i chęci, by uczestniczyć w pożegnaniu metropolity gdańskiego.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/21/niebezpieczny-symptom-zamykania-polskiego-kosciola-hierarchicznego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>85</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bardzo amerykański pontyfikat</title>
		<link>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/17/bardzo-amerykanski-pontyfikat/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/17/bardzo-amerykanski-pontyfikat/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 Apr 2008 14:17:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rp</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/17/bardzo-amerykanski-pontyfikat/</guid>
		<description><![CDATA[Benedykt XVI, jak pokazuje obecna pielgrzymka do Stanów Zjednoczonych, jest papieżem niezwykle amerykańskim. Choć nie ma może aktorskiej  i medialnej charyzmy Jana Pawła II, do USA przybył z przesłaniem, które jest z ducha bardzo amerykańskie. 
A jest nim przekonanie, że jeśli Zachód ma przetrwać, jeśli ma zachować swoją rolę i znaczenie, to musi pozostać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Benedykt XVI, jak pokazuje obecna pielgrzymka do Stanów Zjednoczonych, jest papieżem niezwykle amerykańskim. Choć nie ma może aktorskiej  i medialnej charyzmy Jana Pawła II, do USA przybył z przesłaniem, które jest z ducha bardzo amerykańskie. </strong></p>
<p>A jest nim przekonanie, że jeśli Zachód ma przetrwać, jeśli ma zachować swoją rolę i znaczenie, to musi pozostać wierny swojemu chrześcijańskiemu dziedzictwu. Ujmując rzecz krócej: albo Zachód i Stany Zjednoczone będą chrześcijańskie, albo nie będzie ich wcale. </p>
<p>I dlatego Benedykt XVI tak mocno akcentuje w swoim przesłaniu do Amerykanów i amerykańskich polityków nie to, co ich dzieli, ale to, co łączy. Jasno zdefiniowany na początku pontyfikatu (a dokładniej – jeszcze w przemówieniu rozpoczynającym konklawe) przeciwnik ideowy, jakim dla papieża jest sekularyzm, wypychanie religii z życia publicznego i czynienie z niej prywatnego problemu frustratów sprawia, że opierający swoje myślenie i decyzje (niekiedy tylko werbalnie) na chrześcijaństwie politycy i zwyczajni Amerykanie stają się istotnymi sojusznikami w walce o dusze Zachodu, jaką toczy Benedykt XVI.</p>
<p>Przekonanie papieża o konieczności zakorzenienia polityki w chrześcijaństwie jest istotnym elementem amerykańskiej tradycji. Sąd Najwyższy, Senat i Izba Reprezentantów wielokrotnie deklarowały, że Stany Zjednoczone są „narodem chrześcijańskim”, dla którego tożsamości największym zagrożeniem jest ateizm (nieczęsto w ogóle w tym kraju deklarowany) i obojętność. Przybywający z podobnym przesłaniem Benedykt XVI jest zatem przyjmowany jak ktoś, kto przypomina o tym, co dla Ameryki fundamentalne. </p>
<p>I dlatego jest  słuchany. Skandale seksualne w amerykańskim Kościele, brak akceptacji dla  części nauczania moralnego katolicyzmu czy nawet zdecydowanie nieamerykańska charyzma Benedykta XVI, który niechętnie sięga do narzędzi popkultury, nie mogą bowiem zmienić faktu, że w sprawach najważniejszych papież i Amerykanie myślą podobnie. I to mimo tego, że w kwestii polityki zagranicznej on jest z Wenus, a oni z Marsa. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/17/bardzo-amerykanski-pontyfikat/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>25</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Warto słuchać papieża</title>
		<link>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/16/warto-sluchac-papieza/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/16/warto-sluchac-papieza/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Apr 2008 07:49:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz P. Terlikowski</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/16/warto-sluchac-papieza/</guid>
		<description><![CDATA[Wizyta Benedykta XVI w Stanach Zjednoczonych może się wydawać nie naszą sprawą. Problemy amerykańskiego Kościoła, by wymienić tylko skandal seksualny, który wstrząsnął nim do głębi, ale też drastyczny spadek ilości powołań i brak księży do sprawowania sakramentów są nam jednak całkowicie obce.  I sprawy płocka (załatwiona zresztą) szczecińska czy poznańska, a nawet odnotowany w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wizyta Benedykta XVI w Stanach Zjednoczonych może się wydawać nie naszą sprawą. Problemy amerykańskiego Kościoła, by wymienić tylko skandal seksualny, który wstrząsnął nim do głębi, ale też drastyczny spadek ilości powołań i brak księży do sprawowania sakramentów są nam jednak całkowicie obce.  I sprawy płocka (załatwiona zresztą) szczecińska czy poznańska, a nawet odnotowany w tym roku spory spadek liczby powołań tego nie zmieniają. Ale mimo to warto posłuchać tego, co ma do powiedzenia papież do amerykańskich katolików. Warto, bo jego słowa brzmią dziwnie aktualnie także w naszym kraju i naszym Kościele, który pewnych spraw nie doświadczył, ale to przecież wcale nie oznacza, że doświadczyć nie może.</p>
<p>Już w drodze do Ameryki na pokładzie samolotu padły słowa, w które także w Polsce warto wsłuchać się szczególnie uważnie. I wcale nie chodzi mi tu tylko o szczere przyznanie, że papieżowi jest wstyd za to, co się stało, i że stanowi to dla niego osobisty ból. O wiele istotniejsze jest wskazanie działań, które trzeba podjąć, by do takich sytuacji więcej  nie dochodziło. Działań, które są wskazane także w Polsce. &#8211; Myślę, że powinniśmy działać na trzech płaszczyznach: pierwszą jest płaszczyzna prawa i polityki (&#8230;) Rygorystycznie wykluczymy pedofilów z sakramentu kapłaństwa urzędowego: jest to nie do pogodzenia i kto dopuści się pedofilii, nie może być kapłanem &#8211; podkreślił Benedykt XVI. W ten sposób jednoznacznie i ostatecznie opowiedział się on za polityką &#8220;zero tolerancji&#8221; wobec duchownych pedofilii. Jeden akt tego typu wyklucza z kapłaństwa. I nie ma już mowy o wybaczaniu, miłosierdziu. Jest prosta zasada sprawiedliwości, której celem jest obrona ofiar, a nie sprawców.</p>
<p>Drugim nie mniej koniecznym aspektem odbudowania poczucia sprawiedliwości jest roztoczenie opieki duszpasterskiej, psychologicznej i duchowej nad ofiarami przestępstw. &#8211; Osoby te będą potrzebowały leczenia i pomocy, opieki i pojednania. To wielkie zadanie duszpasterskie &#8211; mówił Benedukt XVI, wsazując jednoznacznie, że nie może być mowy o zakończeniu skandalu seksualnego bez pojednania z jego ofiarami, bez opieki nad nimi. Hierarchia, ale i zwykli katolicy muszą zobaczyć w nich nie wrogów, ale ludzi głęboko skrzywdzonych, którym należy się sprawiedliwość i miłość. To oni powinni być w centrum kościelnej troski, niezależnie od tego, co teraz mówią.</p>
<p>Ale odbudowa sprawiedliwości to nie wszystko. Kolejnym krokiem musi być, i papież wyraźnie na niego wskazuje, reforma życia i formacji seminaryjnej. Wychowanie i formacja muszą być w nim połączone z surowymi konsekwencjami dla tych, którzy nie chcą lub nie potrafią zaakceptować nauczania Kościoła w dziedzinie moralnej. &#8211; Tylko osoby „czyste” będą dopuszczane do życia sakramentalnego, ażeby wykluczyć, by do mogło dojść do tego. Wiem, że biskupi oraz rektorzy seminariów uczynią, co w ich mocy, by dokonać bardzo, bardzo surowego rozeznania, ponieważ o wiele ważniejsze jest, by mieć dobrych kapłanów, aniżeli licznych &#8211; powiedział Benedykt XVI. Znowu mamy tu więc do czynienia z polityką zero tolerancji, tym razem wobec kleryków. I nie ma co ukrywać, że dotyczy to nie tylko pedofilii, ale także (mimo zastrzeżeń odnoszących się do prawa) homoseksualistów czy heteroseksualnych seksoholików, a także ludzi zwyczajnie niedojrzałych do świadomego podejmowania zobowiązań płynących z celibatu. </p>
<p>Polski czytelnik tych słów nie może nie zadać sobie nie zadać pytania, czy rzeczywiście Kościół w Polsce, jego hierarchowie i duchowni rzeczywiście postępują w zgodzie z tym jednoznacznie wyrażonym papieskim stanowiskiem. Czy rzeczywiście dobro ofiar jest najważniejsze? Czy nie jest tak, że często traktowane są one o wiele gorzej niż sprawcy? Czy zasada sprawiedliwości, która jest elementem miłosierdzia okazywanego nie tylko sprawcy, ale i jego ofiarom, rzeczywiście znajduje zastosowanie, nie tylko zresztą w sprawach seksualnych? Czy zasada &#8220;zero tolerancji&#8221; nie jest w wielu momentach zastępowana zasadą &#8220;pełna tolerancja&#8221; dla swoich? </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/16/warto-sluchac-papieza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nazywać rzeczy po imieniu</title>
		<link>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/05/nazywac-rzeczy-po-imieniu/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/05/nazywac-rzeczy-po-imieniu/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 05 Apr 2008 06:57:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz P. Terlikowski</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/05/nazywac-rzeczy-po-imieniu/</guid>
		<description><![CDATA[&#8220;Mężczyzna w ciąży&#8221; &#8211; donosi londyński &#8220;The Times&#8221;, a za nim polskie media. Wiadomość zaiste wstrząsająca, tyle, że mające mniej więcej tyle wspólnego z faktami, ile twierdzenie, że minister Kamiński jest małą dziewczynką. Każdy, kto bowiem przeczytał tekst ma bowiem świadomość, że Thomes Beatie, który nosi w sobie dziecko jest kobietą (Tracy Lagondino), której obcięto [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8220;Mężczyzna w ciąży&#8221; &#8211; donosi londyński &#8220;The Times&#8221;, a za nim polskie media. Wiadomość zaiste wstrząsająca, tyle, że mające mniej więcej tyle wspólnego z faktami, ile twierdzenie, że minister Kamiński jest małą dziewczynką. Każdy, kto bowiem przeczytał tekst ma bowiem świadomość, że Thomes Beatie, który nosi w sobie dziecko jest kobietą (Tracy Lagondino), której obcięto piersi, podano męskie hormony, ale która nie tylko nie ma członka, ale zachowała sobie macicę i żeńskie organy płciowe (co w tekście zgrabnie określone jest jako &#8220;zachowanie praw reprodukcyjnych). Jeśli więc kimś Thomas/Tracy jest to na pewno nie jest mężczyną, co najwyżej nieco okaleczoną kobietą&#8230; I tak się rzeczy mają w sferze faktów. </p>
<p>Jednak poza tą sferą istnieje jeszcze przestrzeń etyczna. I tu już nie ma z czego żartować, chociaż wypowiedzi pary (no właśnie jakiej lesbijskiej?, bo przecież nie heteroseksualnej?) mogą skłaniać do śmiechu. Ot, choćby taka, gdy &#8220;mężczyzna w ciąży&#8221;, ale z żeńskimi narządami informuje, że po urodzeniu będzie już zupełnie normalnie, on będzie ojcem, a żona matką. Problem w tym, że według prawa i powszechnego odczucia będzie inaczej, bo matką jest osoba, która dziecko urodziła. Czyli prawnie i zdroworozsądkowo matką będzie ojciec, a matka co najwyżej matką bis. </p>
<p>Jak przeżyje to dziecko, jakie będą skutki dla niego &#8211; to oczywiście nikogo nie zajmuje, bo przecież &#8211; jak to tłumaczą &#8220;szczęśliwi rodzice&#8221;: &#8220;chęć posiadania biologicznego dziecka nie jest zarezerwowana dla mężczyzny czy kobiety, to jest chęć ludzka&#8221;. I jak wszyscy wiemy nie ma ona nic wspólnego z płcią, seksualnością czy zwyczajnym człowieczeństwem. Jest ona chęcią, tak jak chęcia jest ładna koszula, albo brak piersi.</p>
<p>Ale w całej tej sprawie ciekawe jest jeszcze co innego, czyli to, co stanowi o naszej tożsamości. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że istnieję pewne stałe i niezmienne fakty biologiczne, które stanowią o naszej płciowości. Ale nie, bo jak pokazuje przykład Tracy/Thomasa wystarczy chęć i przekonanie, że jest się kimś innym, bez potrzeby realnych zmian (które w istocie są okaleczeniem, a nie dotykają tożsamości). Mężczyzną można być więc z pochwą i macicą, a kobietą z członkiem. Idąc dalej domagam się praw dla ludzi-żołwi. Oni też czują się żółwiami, i choć nie mają skorup (co najwyżej czasem je nakładają) i żyją krócej &#8211; też chcą mieszkać w zoo. A gdy któreś z nich zajdzie w ciąże i urodzi zdrowe dziecko czekam na wielki tekst w gazetach pod tytułem: &#8220;Żółw urodził człowieka&#8221;. I w zasadzie nie będzie się on specjalnie różnił od doniesienia o tym, że &#8220;mężczyzna jest w ciąży&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/05/nazywac-rzeczy-po-imieniu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>24</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czekając na kolejne nagrody</title>
		<link>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/04/czekajac-na-kolejne-nagrody/</link>
		<comments>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/04/czekajac-na-kolejne-nagrody/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Apr 2008 10:35:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz P. Terlikowski</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/04/czekajac-na-kolejne-nagrody/</guid>
		<description><![CDATA[Nagroda Towarzystwa Naukowego KUL dla abp Stanisława Wielgusa rozbudziła mój apetyt na kolejne odznaczenia dla innych równie zasłużonych w rozmaitych dziedzinach. Jako pierwszy w kolejce powinien ustawić się inny arcybiskup emeryt Juliusz Paetz. Jemu nagrodę przyznać powinno się za ogromne zasługi dla promowania rzymskiej (ROMA i AMOR &#8211; wstecz) kultury wśród kleryków i nie tylko. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nagroda Towarzystwa Naukowego KUL dla abp Stanisława Wielgusa rozbudziła mój apetyt na kolejne odznaczenia dla innych równie zasłużonych w rozmaitych dziedzinach. Jako pierwszy w kolejce powinien ustawić się inny arcybiskup emeryt Juliusz Paetz. Jemu nagrodę przyznać powinno się za ogromne zasługi dla promowania rzymskiej (ROMA i AMOR &#8211; wstecz) kultury wśród kleryków i nie tylko. Dalej po swoją nagrodę zgłosić się powinien o. Konrad Hejmo, którego można odznaczyć jakimś niewielkim orderkiem PTTK za zasługi przewodnickie. Osamotniony nie powinien pozostać też ks. Michał Czajkowski, który mógłby otrzymać na pociechę doktorat honoris causa, najlepiej jego macierzystej uczelni, czyli UKSW. Powodem może być osobiste zgłębienie dylematów Judasza… Listę nagrodzonych można ciągnąć. Nagrodę telewizyjnego programu “W świecie ciszy” mógłby dostać abp Kamiński. Itd. Itp.</p>
<p>Swoją nagrodę ma też odebrać zasłużony dla “wyjaśnienia spraw lustracyjnych” w polskim Kościele abp Sławoj Leszek Głódź. Wyjaśnienia, czyli obwieszczenia, że nie było tajnych współpracowników wśród biskupów, a jeśli byli to nie współpracowali, a jeśli współpracowali to nie zrobili nic złego… Z czego wynika oczywiście, że zło uczynili tylko ci, którzy chcieli wyjaśnić sprawy lustracyjne, którzy mówili coś o odpowiedzialności, grzechu, moralności. Ci źli ludzie nie tylko chcieli, by zasady moralne głoszone przez teologów stosować po równo wobec świeckich i duchownych, ale do tego jeszcze nie “przeprosili” za swoje działania, jak to podkreślił arcybiskup w ostatnią Wielkanoc. I za to muszą ponieść karę. I ponoszą. A arcybiskup Głódź za takie jednoznaczne załatwienie sprawy lustracyjnej, a także za odważne zakopywanie spraw skandali seksualnych otrzymuje nagrodę.</p>
<p>Kto wie zresztą czy ostatnią. Jako metropolita gdański abp Głódź będzie miał bowiem ogromne szanse, by zostać nowym przewodniczącym Konferencji Episkopatu… Albo przynajmniej jego zastępcą, jeśli przewodniczącym zostanie kard. Stanisław Dziwisz. Co to oznacza dla wyjaśniania trudnych spraw, czy próby oczyszczania nie tylko pamięci, ale też teraźniejszości trudno nie dostrzegać. Kontynuowana będzie polityka chowania głowy w piasek, udawania, że nic się nie dzieje i atakowania tych, którzy próbują coś załatwić. Skutki dla Kościoła będą zaś dramatyczne. Bo chociaż wciąż nie doświadczyliśmy procesów laicyzacyjnych na zachodnią skalę, to zaniechania i symboliczne nagradzanie tych, którzy nagród otrzymywać nie powinni, mogą sprawić, że to, co nie udało się komunistom i modernizatorom uda się hierarchom i duchownym.</p>
<p>A wtedy nagrodę (np. imienia premiera Zapatero) dla arcybiskupa Głódzia czy TN KUL powinna ufundować SLD, a może nawet Rada Europy, która o nic już nie będzie musiała apelować. Czego zresztą ani sobie, ani Kościołowi w Polsce, ani samej Polsce nie życzę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.rp.pl/terlikowski/2008/04/04/czekajac-na-kolejne-nagrody/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>22</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
