Posts Tagged „wybory”<

Czas na rebranding prawicy

12 paź 2011

Potrzebna jest całkowita zmiana polskiej prawicy. Pudrowanie Jarosława Kaczyńskiego i jego wizerunkowa przemiana w dobrotliwego starszego pana już nie wystarczy – uważa publicysta „Rzeczpospolitej”

Od ogłoszenia pierwszych sondażowych, a potem oficjalnych wyników wyborów parlamentarnych z Prawa i Sprawiedliwości płyną dwa komunikaty. Pierwszy to nawiązanie do scenariusza węgierskiego. Politycy PiS mówią: Będziemy jak Viktor Orban, który po ośmiu latach w opozycji na fali gospodarczego kryzysu powrócił na fotel premiera Węgier, przejmując pełnię władzy w swym kraju.

Drugi przekaz dotyczy podsumowania kampanii: nie będzie żadnych rozliczeń. Przesłanie to zostało zwieńczone wtorkową wypowiedzią samego Jarosława Kaczyńskiego, że również on nie zamierza podawać się do dymisji. Odpowiedział tym samym na pytania o wywiad sprzed trzech lat, w którym zapowiedział, że po ewentualnej klęsce w 2011 roku ustąpi miejsca młodszym.

Przeczytaj cały artykuł

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Nie warto było zakazywać reklam wyborczych

11 lip 2011

W zeszłym tygodniu SLD ogłosiła, że wywiesi w całym kraju bilbordy reklamujące pracę tej partii nad programem. Nie jest to kampania wyborcza – zapewniał rzecznik partii – lecz kampania programowa.

Dziś z kampanią telewizyjną i radiową rusza Prawo i Sprawiedliwość. Smutni Polacy, występujący w klipach, domagają się zmian, bo czują się lekceważeni przez premiera Donalda Tuska. Na końcu logo PiS i słowa „czas na odważne decyzje”.

Na początku roku Sejm uchwalił zakaz kampanii wyborczej na wielkoformatowych billboardach w radio i telewizji.

Jednak zgodnie z prawem kampania wyborcza się jeszcze nie zaczęła. Formalnie jej początek to dzień oficjalnego rozpisania wyborów przez prezydenta. Bronisław Komorowski ma na to czas do 6 sierpnia. Dopiero wtedy powstaną i zarejestrują się komitety wyborcze, które będą mogły prowadzić kampanię wyborczą.

Jednak do tego czasu partie mogą beztrosko prowadzić zakazaną w kampanii kampanię i przekonywać Polaków by na nich oddali swój głos. Bądźmy szczerzy, z pewnością i po tym terminie stronnictwa znajdą sposoby, by obejść ten zakaz – by przypomnieć tylko, jak przed wyborami prezydenckimi w 2005 roku, jeden polityk występował równocześnie jako kandydat na prezydenta, a na innych bilbordach – nie mających teoretycznie związku z wyborami – jako autor reklamowanej książki.

Zakaz płatnych ogłoszeń na plakatach wielkoformatowych, w radiu i telewizji miał w zamyśle jego pomysłodawców oszczędzić publiczne pieniądze i podnieść merytoryczny poziom politycznej debaty przed wyborami. Zdaniem jego przeciwników miał ograniczyć możliwość działania opozycji w sytuacji, gdy rządzący i tak nieustannie występują w mediach, szczególnie w tak gorącym okresie, jakim jest prezydencja Polski w UE.

Wyraźnie już widać, że autorzy zakazu popełnili błąd. Prawo da się naginać i mimo zakazu przynajmniej do sierpnia bez kłopotów korzystać z reklam. I tym samym omijać prawo za publiczne pieniądze. O merytorycznym poziomie politycznej debaty lepiej nie wspominać. Część prawa wyborczego okaże się więc martwym przepisem.

Z kolei opozycja znalazła sposób, by mimo wszystko spróbować dotrzeć do wyborców w czasie, gdy media zdominowane są tematami związanymi z prezydencją. Szkoda tylko, że by mieć pełną możliwość dotarcia do obywateli, muszą naginać prawo, które politycy powinni chronić a nie obchodzić.

Czy warto było w ogóle zakazywać płatnej kampanii? Ostateczną odpowiedź poznamy w dzień wyborów. Dziś wydaje się, że nie.

 

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dobra decyzja prezydenta

4 lip 2011

Bronisław Komorowski w rocznicę zwycięstwa w wyborach prezydenckich ogłosił termin wyborów oraz to, ile będą trwały

Choć wcześniej politycy, głównie z PO, przekonywali, że nie ma żadnych przeciwwskazań, by głosowanie było dwudniowe, istniały poważne wątpliwości konstytucyjne. Zdaniem opozycji oraz niektórych prawników, przepis kodeksu wyborczego, który umożliwia rozpisanie wyborów na dwa dni, jest niezgodny z ustawą zasadniczą.

Prezydent, który stoi na straży konstytucji najwyraźniej uznał, że jeśli w sprawie są wątpliwości, należy postąpić tak, by nikt nie mógł kwestionować legalności ewentualnego dwudniowego głosowania.

Choć zrobił to kilka dni przed tym, gdy Trybunał Konstytucyjny miał orzec, czy kodeks wyborczy jest zgodny z ustawą zasadniczą, podjął decyzję, zgodną z polską tradycją demokratyczną – wybory będą trwały jeden dzień.

Jednodniowe głosowanie również może podważyć inne zarzuty – dotyczące ewentualnych fałszerstw wyborczych. Los kart wyborczych w nocy między głosowaniem ułatwiłby oskarżanie Platformy o dokonywanie „cudu nad urną”. W czasie jednodniowego głosowania w demokratycznym kraju sfałszować wyborów w całym kraju się nie da, a przynajmniej byłoby to bardzo trudne. Dlatego decyzja prezydenta pokrzyżuje plany tych, którzy rozczarowanie swym wynikiem chcieliby zracjonalizować wyborczym fałszerstwem.

Decyzja prezydenta jest jednak złą wiadomością dla Sejmu i Senatu. Kodeks wyborczy pozwalający na przeprowadzanie dwudniowych wyborów poparły wszystkie partie w Sejmie (nie głosował przeciw niemu żaden poseł).

Dopiero po pewnym czasie PiS zorientował się, że dwudniowe głosowanie może być niekonstytucyjne. Prezydent zawierający feralny zapis kodeks podpisał, niemniej nie skorzystał z prawa rozpisania dwudniowych wyborów.

Dlatego wydaje się, że prezydent znalazł wyjście z tej trudnej sytuacji. I podjął dobrą decyzję.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Czy można zmusić do świętowania demokracji

7 mar 2011

Wiara w to, że samo wprowadzenie dwudniowe wyborów, przez podniesienie frekwencji, poprawi jakość polskiej demokracji, dowodzi niezrozumienia przyczyn niskiej frekwencji. Tu mamy do czynienia ze swoistym paradoksem.  Z jednej strony Polacy są niezwykle zainteresowani polityką, rodzinne rozmowy przy stołach bardzo często zmieniają się w polityczne kłótnie, o polityce dyskutuje taksówkarze, dziennikarze, uczniowie i studenci, klienci w kawiarni i osoby czekające w kolejce do lekarza. A równocześnie frekwencja w wyborach jest niska. Czy zbyt trudno jest głosować? Ilość zaświadczeń uprawniających do głosowania pobranych przez obywateli w ostatnich wyborach prezydenckich, które wypadały w okresie urlopowym przeczy tej tezie.

Niska frekwencja, to banalne, ale warto czasem przypomnieć oczywistość, wynika ze zniechęcenia Polaków do jakości polityki. Prowadzimy dyskusje o polityce, ale wiemy, że to, co się będzie działo w kraju, w małym stopniu będzie zależało od nas.

Politycy powinni o tym pamiętać przez całą kadencję. Przez cztery lata zdają się zniechęcać Polaków do polityki, zaś nagle przy okazji wyborów zaczynają debatować nad jakością demokracji, którą solidarnie psują w codziennych sporach.

W dyskusji o dwudniowych wyborach uderza również hipokryzja niemal wszystkich jej uczestników. PiS i SLD, które są przeciwnikami takiego rozwiązania, powołują się na oszczędności, choć jeszcze kilka tygodni temu sprzeciwiały się obniżeniu dotacji. Z drugiej strony PJN i PO zgodnie twierdzą, że na demokracji nie należy oszczędzać. A jeśli tak, dlaczego wspólnie przegłosowały cięcie subwencji budżetowej?

Każda partia w sprawie długości jesiennych wyborów ma swój interes. Wynik wyborów będzie bowiem zależał w dużej mierze od frekwencji. Platformie i PJN-owi zależy na wysokiej. Elektorat PiS zaś jest bardziej zdyscyplinowany – za wszelką cenę pójdzie do wyborów więc przy niskiej frekwencji wynik PiS może być procentowo lepszy.

Platforma oskarża wprost PiS, że boi się dwudniowych wyborów. Od niemal stu lat od odzyskania niepodległości w 1918 roku w Polsce wybory odbywały się jednego dnia. Jeśli ktoś chce to dziś zmienić powinien umieć udowodnić, że będzie to dobre dla wszystkich, nie zaś przerzucą ciężar dowodu na przeciwników zmian.

Tym bardziej, że to, w tym sporze to, co najważniejsze, odgrywa najmniejszą rolę. Poważne analizy mówią, że użycie w ustawie zasadniczej sformułowania „dzień” wyborów, wyklucza głosowanie dwudniowe. Jeśli więc politycy tak bardzo troszczą się o jakość demokracji powinni poprosić najpierw Trybunał Konstytucyjny o jednoznaczne rozstrzygnięcie tej kwestii. W tak poważnej sprawie nie wystarczy, że ktoś będzie miał „głębokie przeświadczenie”, że takie rozwiązanie będzie zgodne lub nie z ustawą zasadniczą. Warto by sprawa została rozstrzygnięta raz na zawsze, nie zaś stała się kolejny elementem politycznej wojny, która może doprowadzić nawet do nieuznania wyniku wyborów przez którąś ze stron. Głosowanie nazywane bywa świętem demokracji. Czy jednak można kogoś zmuszać do świętowania? Bo pomysł przeprowadzenia dwudniowych wyborów coraz przypomina trochę zmuszanie obywateli poprzedniego reżimu do spontanicznego udziału w Święcie Pracy czy rocznicy rewolucji październikowej.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop