Posts Tagged „ue”<

Kompleks prymusa

16 lut 2012

Dobry uczeń od prymusa różni się tym, że nie usiłuje wszystkim udowodnić, iż jest najlepszy. Dobry uczeń stara się zrozumieć skomplikowaną materię, ale i tłumaczy trudne zadania kolegom. Prymus chce się koniecznie wyróżnić, być doceniony przez nauczycieli, może nawet przez dyrektora szkoły. Niezbyt przejmuje się tym, czy się czegoś nauczy. Ważne, że zrobi wrażenie.

Rząd Donalda Tuska w Unii Europejskiej od kilku lat cieszy się pozycją prymusa.

Na początku grudnia minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ogłosił w Berlinie program integracji Unii – bardziej śmiały niż najbardziej federalistyczne plany najskrajniejszych eurooptymistów. Cel prymusa został osiągnięty – pochwalono go w kilku gazetach na Starym Kontynencie, a nawet za Atlantykiem. Pod koniec ubiegłego roku polski rząd  zachęcał wszystkich, by nie wetować ustaleń szczytu z  9 grudnia. Ale gdy się okazało, że projekt paktu fiskalnego wyrzucił Polskę poza stół, przy którym będą zapadać najważniejsze unijne decyzje, polski rząd sam musiał straszyć wetem, by mieć choć jeden argument w negocjacjach. Mało dla nas korzystny kształt paktu fiskalnego był konsekwencją przyjęcia postawy prymusa. Pod koniec stycznia premier Tusk ogłosił, że Polska podpisze umowę ACTA. Koronny argument był taki, że zrobią to wszystkie państwa Unii. Ale okazało się, że pięć państw UE, m.in. Holandia i Niemcy, nie złożyło podpisów, bo bardziej niż o dobrą opinię dbają o przestrzeganie prawa i bezpieczeństwo swych obywateli.

Dziś opisujemy w „Rz” wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie podobnej do tych, które mogą być w przyszłości regulowane przez ACTA. ETS uznał, że takie regulacje są sprzeczne z podstawowymi wartościami UE. W sprawie ACTA Polska też zachowała się jak prymus.

Sęk w tym, że prymus jest prymusem nie dlatego, iż ma poczucie swej wartości. Jest nim, bo ma potężne kompleksy wobec wszystkich naokoło.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Polityka jałowa

18 gru 2011

Klasa polityczna w Polsce jest tak zajęta sobą, że utraciła zdolność realizowania podstawowych interesów narodowych – ocenia publicysta „Rzeczpospolitej”.

Nie ma chyba lepszego dowodu na jałowość toczącej się w polskiej klasie politycznej debaty nad przyszłością Unii Europejskiej niż lektura ujawnionego w piątek szkicu nowej międzyrządowej umowy zmuszającej strefę euro do większej dyscypliny budżetowej. Zapoznanie się z tym dokumentem pozwala postawić łatwą do przewidzenia tezę, że spośród polityków zarówno opozycji, jak i koalicji wypowiadających się na ten temat większość nie do końca wiedziała, o czym mówi.

Nowe ustalenia, wbrew deklaracjom premiera Donalda Tuska, w ogóle Polski nie dotyczą, a nawet jeśli mielibyśmy uczestniczyć w nowym pakcie, to jako kraj niebędący częścią strefy euro, nie będziemy mieli żadnego głosu. Premier ostrzegający Polaków przed powstaniem Europy dwóch prędkości, która byłaby zabójcza dla Polski, de facto pcha nas do Europy „drugiej prędkości”: gdy w styczniu skończą się nasza prezydencja i kadencja Jerzego Buzka jako szefa Parlamentu Europejskiego, dla strefy euro przestaniemy mieć jakiekolwiek, nawet symboliczne, znaczenie.

Przeczytaj cały artykuł

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Zmarnowana debata

15 gru 2011

Debata w polskim Sejmie tylko teoretycznie dotyczyła przyszłości Europy.

Tak naprawdę była to dyskusja o przyszłości Polski, w której poszczególne partie przedstawiały swoje wizje. Patrząc przez europejskie okulary, dowiedzieliśmy się, że dziś w Polsce funkcjonują zupełnie inne podziały partyjne, niż nam się wydawało.

Prawa strona sceny politycznej – ta, dla której podmiotowość państwa narodowego pozostaje wartością najważniejszą – to nie tylko PiS i Solidarna Polska, lecz również Polskie Stronnictwo Ludowe. Waldemar Pawlak, wicepremier w rządzie Tuska, mówił wczoraj o tym, że nie da się sprowadzać Unii tylko do pieniędzy, bo Europa to również wspólna kultura i tradycja, i ważne, by państwa zachowały maksimum niezależności.

Okazało się też, że Platformie Obywatelskiej bliżej jest do SLD. Zarówno Sojusz, jak  i premier Donald Tusk, szef PO, uważają, iż problemy Unii wynikają ze zbyt małego stopnia jej integracji.

W tym europejskim podziale polskiej sceny politycznej najdalej na lewicy jest chyba Ruch Palikota, dla którego nawet dalsza integracja to za mało. Lider tej partii przyprawił o gęsią skórkę nie tylko zaprzysięgłych eurosceptyków, gdy grzmiał, że chce jednego państwa europejskiego.

Z tego punktu widzenia wczorajsza debata była pouczająca. Ale miała też pewien mankament.

W swym wystąpieniu Tusk apelował, by opozycja myślała o polskim interesie i nie próbowała za wszelką cenę „dowalić” rządowi. Z pewnością premier ma rację.

Kłopot w tym, że słowa Donalda Tuska można by odwrócić i skierować do niego samego. Celem rządu podczas sejmowej dyskusji nie powinno być „dowalenie” opozycji (a aluzji pod adresem PiS w wystąpieniu Tuska nie brakowało), lecz wyjaśnienie Polakom, na czym mają polegać zmiany w Europie, oraz rozwianie obaw partii opozycyjnych.

Tymczasem premier pytania opozycji zignorował. Ani nie poznaliśmy szczegółów ustaleń zeszłotygodniowego szczytu, ani nie dowiedzieliśmy się dokładnie, na jakich zasadach i ile pieniędzy pożyczymy MFW na ratowanie strefy euro. W tym sensie była to zmarnowana debata.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop