Posts Tagged „radosław sikorski”<

Rząd nie cofa się do tyłu. Zawsze do przodu

6 sty 2012

Kto zyskał, kto stracił

Do grona bezwzględnych pogromców złych koncernów farmaceutycznych, które okradają polskie państwo i polskich pacjentów, dołączył sam premier Donald Tusk.

Na środowej konferencji prasowej był niezwykle twardy. Przez godzinę groził wszystkim i podkreślał, że rząd nie wycofa się z reformy, którą wprowadza ustawa refundacyjna. Przez godzinę zapewniał, że ustawa jest super, a protestujący przeciw niej nieodpowiedzialni lekarze narażają zdrowie pacjentów.

Ale jeśli ustawa jest taka świetna, dlaczego premier dopuścił się myślozbrodni, że być może konieczna będzie nowelizacja przepisów, by np. nie karać lekarzy za wypisywanie recept na leki refundowane osobom, które nie są ubezpieczone?

Mało tego, dzień później wystąpił minister cyfryzacji Michał Boni i zapowiedział przyspieszenie prac nad systemem informatycznym umożliwiającym lekarzom sprawdzenie, czy pacjent jest ubezpieczony. A skoro prace mają przyspieszyć, oznacza to, że systemu dziś nie ma. A ustawa dziś obowiązuje. A zatem ustawa nie jest super, jest bublem, a premier głośno zapowiadając, że z niczego się nie wycofa, właśnie się zaczyna wycofywać.

Czyli robi dokładnie to, co tydzień wcześniej minister Bartosz Arłukowicz. Też deklarował, że ustawa jest świetna, podobnie jak świetna jest nowa lista refundacyjna. Zapowiadał, że się nie ugnie, że się nie cofnie, zapowiadał, groził i straszył. Ale równocześnie ogłosił, że dopisał do listy leków kilka medykamentów, o które wybuchła największa awantura. Czyli wcale się nie wycofał, ale jednak się wycofał.

Być może rząd Donlada Tuska stosuje nowoczesną metodę taktyczną: zamiast cofać się do tyłu, cofa się do przodu. A przynajmniej tak mówi. Czyżby po prostu robił nas wszystkich w balona? Czyżby na serio uważał, że wystarczy nazwać wycofanie się rakiem ze złego przepisu wielką ofensywą i nikt nie dostrzeże tego, że rządzący po prostu dali palmę? Trudno w to uwierzyć, ale też trudno znaleźć inne rozwiązanie. \

•••

Inna rzecz, że zastanawiające w całej sprawie jest stanowisko prawicowej opozycji. Po raz kolejny w kryzysowej sytuacji z ratunkiem dla znajdujących się w opresji członków rządu przychodzi Prawo i Sprawiedliwość. Niedawno w Plusie Minusie Dariusz Karłowicz postawił tezę, że PiS znajduje się w funkcjonalnej koalicji z Platformą. PO popełnia błędy, lecz krytykując je, PiS sprawia, że Polacy bardziej nie lubią tych, którzy krytykują od krytykowanych.

Dokładnie ten mechanizm działa w przypadku kolejnych wniosków o odwołanie ministrów. Bartosz Arłukowicz nie jest ulubieńcem ludu platformerskiego, nie przepadają za nim politycy jego nowej partii. Sytuacja z listą refundacyjną była dramatyczna, i jeśliby sprawy nabrały innego obrotu, jestem pewien, że Donald Tusk nie zawahałby się go wyrzucić z rządu. I oto nagle PiS zgłasza wniosek o wotum nieufności wobec ministra zdrowia. I co? I można być pewnym, że Arłukowicz na stanowisku zostanie, ba, nawet niechętni mu członkowie PO zaczną go od razu wychwalać i bronić jak niepodległości. Donald Tusk, który może po cichu wściekał się na nowego szefa resortu zdrowia, będzie teraz go bronić, chwalić, zapewniać, że bierze pełną odpowiedzialność za jego działania.

To nie pierwszy przypadek, w którym PiS zamiast szkodzić ministrom rządu Tuska, tylko im pomaga. Dość przypomnieć aferę z berlińskim wystąpieniem Radosława Sikorskiego. Z różnych sygnałów wysyłanych przez kancelarie prezydenta i premiera można było bez trudu wywnioskować, że ani Donald Tusk, ani Bronisław Komorowski nie byli w pełni usatysfakcjonowani jego wystąpieniem. Rzecznik Pałacu Prezydenckiego mówiła, że dokument przyszedł do konsultacji, kilkadziesiąt minut przed wygłoszeniem, gdy głowa państwa odbywała wizytę na Ukrainie. Czy szef MSZ nie wiedział o wyjeździe Komorowskiego? Kłopot w tym, że wizyta organizowana była przez jego resort. Z kolei rzecznik rządu zawile tłumaczył, że słowa Sikorskiego były stanowiskiem ministra spraw zagranicznych, a nie całego rządu.

Jednak z kłopotów wybawił Sikorskiego PiS. Oskarżając go o zdradę i wnioskując o jego odwołanie zmusił obóz Platformy do zwarcia szeregów i natychmiastowego polubienia Sikorskiego, za któryego w PO większość polityków wcale nie chciałaby się dawać pokroić.

Czy opozycja nie ma prawa składać wniosków o odwołanie ministrów? Oczywiście, że ma. Ale od opozycji wymaga się osiągania celów a nie dawania świadectwa prawdzie. Działania PiS są po prostu przeciwskuteczne, zamiast szkodzić osobom, których dotyczą, znacznie wzmacniają ich pozycję. Ba, powiem więcej, gdyby PiS zaczął nagle chwalić Arłukowicza czy Sikorskiego, znaleźliby się oni w znacznie trudniejszej sytuacji, niż gdyby byli tylko ganieni.

•••

Na koniec nie sposób nie odnieść się do tytułu tej rubryki. Kto stracił? Jarosław Kaczyński. Co? Kartę SIM z telefonu komórkowego, na której zapisane były m.in. smsy kondolencyjne z okresu po katastrofie smoleńskiej. Kartę SIM sprzedano, jak informował Dziennik, wraz ze służbowym samochodem Jarosława Kaczyńskiego.

Wielkie musiało być zaskoczenie nabywcy auta, którym jeździł do pracy sam Jarosław Kaczyński.  Prezes PiS, skoro wiemy jakie jest jego podejście do techniki, całej sprawie nie jest winien. Zdumiewa ntomiast, że partia, która wydaje majątek na ochronę swego szefa otaczając go kordonem byłych komandosów, w ogóle nie dba o coś tak ważnego, jak karta SIM do pokładowego telefonu prezesa.

Czy partia nie potrafiąca zapewnić bezpieczeństwa karcie SIM swego prezesa, zapewni bezpieczeństwo całej Polsce, jeśli wygra wybory. Odpowiedzi na to pytanie proszę zamieszczać poniżej w formie komentarzy…

 

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dziwaczna reakcja na dziwne słowa

26 cze 2011

Od kilku dni można odnieść wrażenie, że w Polsce nie ma ważniejszego problemu niż wypowiedziane w Brukseli słowa o. Tadeusza Rydzyka.

Oczywiście trudno się zgodzić z opiniami toruńskiego redemptorysty, że Polską od 1939 roku rządzą nie-Polacy, a w kraju panuje totalitaryzm. Nie da się bowiem porównywać dzisiejszej sytuacji naszego kraju z totalitaryzmem, nie relatywizując zła, jakim jest ten ostatni. Trudno też słuchać, że od 22 lat władzy nie sprawują Polacy, skoro mamy wolne i demokratyczne wybory.

Ale to, że tych – eufemistycznie rzecz ujmując – niemądrych słów trudno słuchać, nie oznacza, iż powinno się zakazać ich wygłaszania. Niestety, nad wyraz emocjonalna reakcja ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego na brukselski wykład ojca Rydzyka każe po raz kolejny zadać pytanie o granice wolności słowa.

Toruńskiego zakonnika można krytykować. Można pokazywać niestosowność jego uwag i ubolewać, że padły za granicą. Ale trzeba powiedzieć sobie jasno: na tym między innymi polegają demokracja i wolność słowa, że każdy – jeśli nie łamie prawa – może wygłaszać nawet najbardziej skrajne i godne pożałowania opinie.

Tymczasem nota dyplomatyczna skierowana do Watykanu wygląda trochę jak donos z prośbą o zamknięcie ust redemptoryście. To w ogóle dziwaczna sytuacja, gdy państwo skarży się na własnego obywatela i w reakcji na jego słowa uruchamia procedury dyplomatyczne.

Trudno nie zadać więc pytania, co minister Sikorski chciał osiągnąć. Czy od tej pory przed wyjazdem na zagraniczne wykłady trzeba się będzie ubiegać o akceptację ich treści w MSZ? Kto będzie decydować, jakie poglądy można wygłaszać, a jakich nie należy? Czy jeśli rząd zostanie skrytykowany przez pisarza, MSZ prześle pismo ze skargą do Pen Clubu? A jeśli uczyni to obywatel nienależący do żadnej międzynarodowej organizacji, czy minister naśle na niego ABW?

Dwa tygodnie temu Donald Tusk zapowiedział, że Platforma nie będzie klękać przed księdzem. Czyżby działanie szefa MSZ miało być twórczym rozwinięciem tej myśli? Jeśli tak, to jesteśmy świadkami otwarcia nowego rozdziału w stosunkach państwa i Kościoła w Polsce.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop