Posts Tagged „prezydent”<

Decyzja wygodna dla wszystkich

7 sty 2011

Decyzja Bronisława Komorowskiego jest dobra. Dla wszystkich

Odesłanie rządowej ustawy o redukcji zatrudnienia w administracji publicznej to decyzja dobra.

Dobra decyzja dla prezydenta, ponieważ pokazał, że nie jest notariuszem rządu Donalda Tuska, który automatycznie podpisuje przysyłane mu ustawy. Bronisław Komorowski będzie się mógł teraz szczycić, że najwyższym dobrem dla niego jest konstytucja, nie zaś interes rządzącej partii. Bez wątpienia na tym zyska. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do veta, odesłanie ustawy do TK jest spowolnieniem a nie rozsadzeniem procesu legislacyjnego.

Decyzja prezydenta jest jednak świetna dla rządzącej partii. Z jednej strony rząd pokazał dobre intencje – no chcieliśmy ograniczyć zatrudnienie urzędników w administracji państwowej, ale cóż, okazuje się, że nie da się tego zrobić ustawą, bo taki dokument mógłby być niezgodny z konstytucją. A z drugiej strony rząd ma sprawę rozwiązaną, bo nie będzie musiał wprowadzać w życie niepopularnej dla urzędniczej klasy średniej decyzji. A więc z punktu widzenia rządu i wilk syty i owca cała.

Przy okazji też rząd dostał świetną wymówkę do swego dalszego nicnierobienia. No bo skoro ma tak wymagającego partnera w Belwederze, to kwestia ewentualnych przyszłych potencjalnych w nieokreślonej przyszłości reform jeszcze bardziej ucieka w nieokreśloność. Skoro zabrakło Lecha Kaczyńskiego, dobrze dla rządu, że znów jest ktoś na kogo będzie można zrzucić winę. A czy prezydent działał wbrew rządowi? Wątpię. Wszak jeszcze w czerwcu Donald Tusk apelował o wybór Bronisława Komorowskiego po to, by rząd i prezydent mieli 500 dni spokoju na współdziałanie. Czy zdarzyło się coś, co by tamtą obietnicę anulowało? A więc jednak współdziałanie.

Decyzja Bronisława Komorowskiego to dobra wiadomość również dla Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ będzie mógł rozstrzygnąć tak ważną kwestię, jak to, czy rządowi wolno zwalniać urzędników. Skądinąd ciekawe, czy wypowie się przy okazji o konstytucyjności wcześniejszego zatrudniania dziesiątek tysięcy nowych urzędników bez stosownych ustaw. No bo urzędników przybywa u nas wprost proporcjonalnie do wzrostu długu publicznego.

Decyzja prezydenta jest dobra również dla nowego szefa „S” Piotra Dudy. To on namawiał głowę państwa do odesłania ustawy do TK. Bez wątpienia to sukces nowego szefa. A przy okazji prezydent wysyła „Solidarności” sygnał, że może warto na przykład postawić na niego, że związek związku z PiS-em nie musi trwać wiecznie, i że można współpracować również z PO lub samym prezydentem.

No i last but not least to świetna decyzja dla dziennikarzy i komentatorów. Będzie o czym pisać i co analizować, dzielić włos na czworo a może i pięcioro.
Prezydent więc zrobił dobrze. Wszystkim. A więc proponuję by wszyscy, od morza aż do Tatr, podziękowali mu za tę decyzję. Proponuję gromkie trzykrotne: hip-hip, hurra!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Propaganda zamiast orędzia

2 sty 2011

Czy prezydent zbuduje własną pozycję, czy będzie uprawiać propagandę sukcesu – zastanawia się Michał Szułdrzyński.

„Dobrze jest psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę” – te słowa, wbrew pozorom, nie pochodzą z sylwestrowego wystąpienia Bronisława Komorowskiego. Jednak zakończenie powieści Witkacego „Pożegnanie Jesieni” do orędzia pasuje jak ulał.

Z sylwestrowego wystąpienia głowy państwa wyłania się iście sielankowy obraz Polski. Owszem, miniony rok był rokiem katastrofy pod Smoleńskiem i niszczących powodzi, ale – zdaniem prezydenta – żyjemy niemal w najszczęśliwszym z krajów.

Polska młodzież jest świetnie wykształcona, a państwo istnieje dłużej niż II RP. „Gospodarka naszego kraju – dzięki rozważnej polityce rządu i aktywności przedsiębiorców – wyróżnia się pozytywnie na tle objętej kryzysem Europy”. Prezydenta optymizmem napawa również sytuacja międzynarodowa. ”Ojczyzna jest bezpieczna, jest szanowana przez przyjaciół politycznych i partnerów. […] Polska wróciła na pozycje liczącą się w świecie. Moje rozmowy z przywódcami państw europejskich, z prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem, z prezydentem Barackiem Obamą potwierdziły to w pełni.”

Orędzie prezydenckie to szczególna forma przekazu. To niezwykły przywilej przysługujący głowie państwa, na przekazanie obywatelom szczególnie ważnych wiadomości, lub wizji państwa. Nie można mieć za złe prezydentowi, że ta wizja jest banalna. Problem w tym, że jest ona polukrowana, wręcz propagandowo przejaskrawiona. Oczywiście Bronisław Komorowski ma prawo być optymistą, jeśli jednak nasza gospodarka znajduje się w tak doskonałej sytuacji, dlaczego ekonomiści ostrzegają przed gigantycznym długiem publicznym, dlaczego rząd podniósł od nowego roku podatek VAT, dlaczego tuż przed sylwestrem w celu łatania finansów publicznych, Donald Tusk zapowiedział rewolucję w OFE. Skoro stosunki z Rosją są tak doskonałe, czemu wciąż trwają spory o historię, dlaczego polski premier odrzuca rosyjskie ustalenia w sprawie katastrofy smoleńskiej? A jeśli już o Smoleńsku mowa, skoro państwo tak świetnie „zdało egzamin” w kwietniu tego roku, dlaczego w ogóle do tak strasznej katastrofy doszło.

Czyżby więc lukrowany optymizm stawał się oficjalną doktryną państwową? Żyjemy w szczęśliwych czasach, rządzeni przez wspaniały rząd, mamy świetnego i dowcipnego prezydenta. A jeśli ktoś twierdzi, że wcale nie jest tak wspaniale? „Źle się jednak dzieje, kiedy zajadłość nie pozwala nawet na przełamanie się opłatkiem” powiada prezydent i naraz okazuje się, że ci, którzy nie podzielają jego optymizmu to ludzie zajadli, przesiąknięci nienawiścią i polityczną , z którą niedawno Bronisław Komorowski postanowił walczyć. Dlatego mam nadzieję, że słowa, że „ musimy budować zdolność do współpracy wszystkich uczestników życia publicznego” zostały wypowiedziane na serio. Bo z demokratyczną debatą niewiele wspólnego ma propaganda sukcesu, w której – w najlepszym wypadku – krytyków się ignoruje, w najgorszym zaś nazywa ludźmi zajadłymi.

Rok 2011 będzie dla Bronisława Komorowskiego szczególny. Stoi przed nim ogromna szansa budowy autorytetu politycznego. Obecny prezydent nie jest bratem premiera, ma więc możliwość budowy niezależnej pozycji, jednoczenia różnych środowisk, stałości, której Polska tak bardzo potrzebuje. Mam nadzieję, że orędzie nie jest prognostykiem, że Bronisław Komorowski wybrał drogę przeciwną, stania się rzecznikiem jednego środowiska politycznego i centrum jego propagandy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Ho, ho, ho, czyli bigos z obwarzanka

29 gru 2010

Ulubionym sposobem krytyki Lecha Kaczyńskiego było odwołanie się do słowa „kompromitacja”. Kompromitacją międzynarodową miała być afera kartoflowa, kompromitacją wniesienie przez Marię Kaczyńską reklamówki do rządowego samolotu, kompromitować prezydenta miało przekręcenie nazwiska znanego piłkarza, trenera, a nawet szalika podczas meczu.

Jeśli by używać tych samych kategorii, ostatnie wyczyny Bronisława Komorowskiego również trzeba by nazwać kompromitacją. Opowiadanie amerykańskim kongresmenom receptury staropolskiego bigosu, zamiast wykładu o polskiej strategii geopolitycznej musielibyśmy dla symetrii nazwać międzynarodową kompromitacją, podobnie jak przekręcenie słynnego bon-motu Schumanna podczas wręczania Grand Prix Konkursu Chopinowskiego (muzyka jak armaty w krzakach, zamiast armaty w kwiatach).

Podobną kompromitacją byłoby popisanie się nieznajomością historii w Wiśle, gdy prezydent przywołał metaforę obwarzanka, którą posługiwał się Józef Piłsudski. Wbrew twierdzeniom prezydenta, marszałek nic nie mówił o tym, że krańce obwarzanka są twarde.

Problem polega jednak na tym, że ani mniej lub bardziej wydumanych wpadek Lecha Kaczyńskiego (wydumanych jak choćby w przypadku nazwiska Artura Boruca), ani całkiem realnych Bronisława Komorowskiego nie można rozpatrywać w kategoriach kompromitacji Polski. Owszem może pogarszać zdanie o osobie prezydenta, lecz – jak na razie – są to jedynie bolesne wpadki. Przeciwnikom Komorowskiego, podobnie jak niegdyś przeciwnikom Kaczyńskiego, pozostaje jedynie zacisnąć zęby, bo póki prezydent nie dopuści się zdrady stanu, jest legalnie wybraną głową państwa i reprezentantem narodu. A jako takiemu należy mu się szacunek.

Inna sprawa, że przejęzyczenia pierwszego zawsze znajdowały poczesne miejsce w telewizyjnych serwisach informacyjnych, zaś by dowiedzieć się o żenującym bigosowaniu Bronisława Komorowskiego podczas delegacji do Waszyngtonu, trzeba było samemu wysilić się i poszperać w Internecie. Innym świetnym przykładem asymetrii wobec obu prezydentów może być odnoszenie się do Józefa Piłsudskiego. Gdy Kaczyński odwoływał się niekiedy do myśli Piłsudskiego, natychmiast wypominano autorytarne sympatie Marszałka i pytano, dlaczego za wzór stawia sobie postać tak kontrowersyjną. Gdy zaś prezydent Komorowski za siedzibę obiera sobie – podobnie jak Piłsudski – Belweder, jakoś niewielu znajduje się komentatorów by wytknąć mu megalomańską niestosowność takich gestów (no chyba, że przenosząc się do Belwederu Komorowski chciał nawiązać do innych jego mieszkańców, Jaruzelskiego, Wałęsy lub Bieruta).

Czy należy więc przemilczać wpadki prezydenta? Wręcz przeciwnie. Opinia publiczna ma prawo do tego, by wiedzieć, kto jest jej prezydentem, Polacy mają prawo dowiadywać się o wpadkach czy gafach głowy państwa, bo na tym polega demokratyczna kontrola władzy przez media. Ci, którzy blokowali emisję filmu z pijanym prezydentem Kwaśniewskim nad grobami pomordowanych polskich oficerów, nie rozumieli tego prawa.

Pisałem niedawno, że prezydenta można krytykować, ale nie powinno się na niego gwizdać czy buczeć. Nie zmieniam zdania. Inną sprawą jest polemika, a inną poniżanie czy obraza.

Powstaje jednak pytanie, czy z prezydenta można się śmiać. Wydaje się, że komentatorzy mają prawo do pewnej granicy z jego gaf i wpadek żartować. Gdzie jednak leży ta granica? I to właśnie jest problem, bo jest ona niezwykle cienka, tak cienka jak granica między dobrym smakiem a kiczem, dobrym żartem a zwykłą złośliwością, ironią a poniżeniem, śmiechem a pogardą.

Niepokoić się więc trzeba będzie krytyką prezydenta Komorowskiego dopiero wtedy, gdy jego wpadki staną się pożywką wymierzonego przeciw niemu przemysłu pogardy. Lub gdy staną się pretekstem do niszczenia konstytucji lub polskiego ustroju. Jak długo jednak do tego dochodzić nie będzie, Bronisław Komorowski powinien uzbroić się w grubą skórę.

***
Szanowni czytelnicy,
Trwają prace techniczne, które w Nowym Roku pozwolą na bardziej komfortowe korzystanie z blogów rp.pl. Z uwagi na wprowadzane modyfikacje systemu, mogą nastąpić chwilowe zakłócenia w komentowaniu. Za utrudnienia przepraszamy!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop