Posts Tagged „edukacja”<

Nieodwracalne błędy rządu

10 kwi 2012

O tym, że za­ini­cjo­wa­na przez Ka­ta­rzy­nę Hall re­for­ma ob­ni­ża­ją­ca wiek szkol­ny jest nie­wy­pa­łem, wia­do­mo od daw­na.

Pro­blem w tym, że co i rusz na jaw wy­cho­dzą po­nu­re kon­se­kwen­cje nie­ustan­ne­go prze­su­wa­nia wej­ścia w ży­cie zmia­ny prze­pi­sów. Najnow­szy przy­kład – jak spraw­dzi­ła „Rz” – co­raz mniej ro­dzi­ców po­sy­ła swo­je sze­ścio­let­nie dzie­ci do szkół.

Czyż to nie pa­ra­doks? Pań­stwo za­chę­ca ro­dzi­ców, by jak naj­wcze­śniej wy­sy­ła­li dzie­ci do szko­ły, ale rów­no­cze­śnie o ko­lej­ne dwa la­ta od­wle­ka sfi­na­li­zo­wa­nie re­for­my. Do ro­dzi­ców idzie więc czy­tel­ny sy­gnał: szko­ły nie są przy­go­to­wa­ne na przy­ję­cie wa­szych po­ciech. Czy moż­na się więc dzi­wić, że sze­ścio­lat­ki zo­sta­ją w przed­szko­lach? Ale gdy sze­ścio­let­nie dzie­ci nie pój­dą do szkół, to w przed­szko­lach za­brak­nie miej­sc dla trzy­lat­ków.

Gdy je­sie­nią ze­szłe­go ro­ku Kry­sty­na Szu­mi­las obej­mo­wa­ła re­sort edu­ka­cji, ob­ser­wa­to­rzy by­li prze­ko­na­ni, że zro­bi ona po­rzą­dek po swej eks­cen­trycz­nej po­przed­nicz­ce. Kło­pot w tym, że no­wa sze­fo­wa MEN w swym re­sor­cie po pro­stu znik­nę­ła. Nie re­agu­je na nie­mal żad­ne sy­gna­ły świad­czą­ce o tym, że w oświa­cie dzie­je się źle.

Stra­te­gia mi­ni­ster edu­ka­cji, ale też ca­łe­go rzą­du Do­nal­da Tu­ska, spra­wia wra­że­nie, jak­by oświa­ta by­ła dla nich pro­ble­mem czwartorzęd­nym. To gi­gan­tycz­ny błąd. Bo dzi­siej­sze eks­pe­ry­men­ty z edu­ka­cją ze­msz­czą się już za kil­ka­na­ście lat. Z tym że ne­ga­tyw­ne konsekwen­cje nie­uda­nej re­for­my bę­dą nie­od­wra­cal­ne.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Platforma Polakom nie skłamie…

18 wrz 2011

Wszystko spier…” tak Donald Tusk w chwilach gorszego nastroju krzyczy do swoich współpracowników – opisują w swej książce „Daleko od miłości” Paweł Reszka i Michał Majewski. Choć trzeba przyznać, że premier nieco przesadza, to nie sposób też zauważyć, że dokonania jego rządu i osiągnięcia jego partii, są nieporównanie skromniejsze od tego, co przypisuje sobie Platforma.

Dokument przygotowany przez PO to znacznie więcej niż zestaw obietnic partii politycznej, która chce wygrać wybory. To w dużej mierze próba napisania na nowo historii Polski ostatnich czterech, sześciu lub nawet dwudziestu lat. Jednak rządząca partia na końcu kadencji, podczas której w praktyce samodzielnie kierowała krajem, a w ciągu ostatniego półtora roku dzierżyła wszystkie stanowiska państwowe, by móc wiarygodnie składać wyborcze obietnice, powinna teoretycznie najpierw rozliczyć się z tych, które złożyła cztery lata temu.

Jednak o obietnicach ogłaszanych w poprzednim programie wyborczym dokument „Następny krok. Razem” milczy, podobnie jak o stu kilkudziesięciu deklaracjach złożonych przez Donalda Tuska podczas swego sejmowego expose cztery lata temu. Tegoroczny program jest więc logiczną konsekwencją prowadzonej od początku sierpnia akcji „Polska w budowie” mającej za zadanie przekonać Polaków, że nie warto rozliczać PO z obietnic, nie warto pytać o osiągnięcia – najważniejsze jest to, co się Platformie przez cztery lata rządów udało rozpocząć. A skoro już zmieniliśmy Polskę w „największy plac budowy w Europie” (Platforma chwali się tym sformułowaniem w nowym programie kilka razy), musimy wygrać wybory, by dokonać następnego kroku – budowy te skończyć.

Program Platformy może robić wielkie wrażenie na obcokrajowcach i osobach mało orientujących się w polskim życiu publicznym. Dla osób śledzących wydarzenia społeczne i polityczne jest właśnie zaskakującą próbą przedstawienia zupełnie innej rzeczywistości niż ta, z którą mają do czynienia miliony Polaków.

Czytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Szkołę łatwiej zlikwidować, niż założyć

2 mar 2011

W czasie kryzysu państwo powinno oszczędzać i racjonalizować wydawanie publicznych pieniędzy – to oczywiste.

Faktem jest też, że w Polsce jest coraz mniej dzieci, nic więc dziwnego, że samorządy myślą o likwidacji części szkół, ponieważ nie stać ich na utrzymywanie tych placówek, do których uczęszcza tylko kilkoro maluchów.

Problem polega jednak na tym, że niektóre oszczędności poczynione dziś mogą w przyszłości przynieść niewspółmierne problemy. Bo to nie rachunek ekonomiczny powinien być podstawą zmiany sieci szkół w kraju. Głównym uzasadnieniem powinno być to samo, co leży u podstaw istnienia publicznego systemu szkolnictwa w Polsce – równość szans edukacyjnych.

Oszczędności czy racjonalizacja wydatków nie mogą odbywać się po prostu kosztem dostępu do szkół. Tym bardziej że najwięcej likwiduje się właśnie szkół podstawowych. Młodzież licealna – zgodnie ze swymi planami życiowymi – może dojeżdżać samodzielnie do szkół lepszych czy dalej położonych. Sześciolatki, które od przyszłego roku obowiązkowo pójdą do szkół – absolutnie nie.

Likwidowanie szkół zresztą, zamiast rozwiązywać kłopoty, często przysparza nowych. Dzieci z likwidowanych placówek wszak trafiają do zatłoczonych klas w innych szkołach. W efekcie te szkoły, które nie są likwidowane, będą uczyć gorzej niż dotychczas. Bo nie ulega wątpliwości, że – niezależnie od starań i talentów pedagogów – jakość nauczania w trzydziestoosobowej grupie musi być gorsza niż w klasie o połowę mniej licznej.

I na koniec – warto pomyśleć o przyszłości. Nie tak dawno, gdy spadała liczba małych dzieci, masowo likwidowano przedszkola. Teraz, kiedy dzieci rodzi się więcej, przedszkoli brakuje, ich sieć nie jest w stanie nadążyć za zmianami demograficznymi. To samo może się stać za kilka lat, gdy się okaże, że kolejne wyże nie mają gdzie się uczyć, bo w czasie niżu zlikwidowano placówki. A szkołę znacznie łatwiej zlikwidować, niż ją założyć.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop